Zaloguj

Ed Nash, „Pustynny snajper. Jak zwykły Angol poszedł na wojnę z ISIS" - recenzja

W połowie marca wydawnictwo Dom Wydawniczy Rebis wydało książkę Eda Nasha, pod wiele mówiącym tytułem: „Pustynny snajper. Jak zwykły Angol poszedł na wojnę z ISIS”. Jak na nią szedł i co na niej robił? A przede wszystkim, jak autorowi wyszło opisywanie swoich przygód?

Ed Nash przedstawia się jako tytułowy „zwykły Angol” – ktoś znikąd, taki komiksowy everyman, który postanowił przeciwstawić się złu szerzonemu przez zbrodniarzy z tzw. państwa islamskiego. Troszkę w tym przesadza, bowiem komuś, kto działa (i zamierza działać nadal) w krajach Trzeciego Świata i niesie pomoc ich mieszkańcom przez dużą część życia, działając np. w organizacji Free Burma Rangers, trudno być „zwykłym Angolem”. Ów niezwykły „zwykły Angol” postanowił chwycić za broń i wesprzeć Kurdów, dobrze w Polsce znanych dzięki internetowym relacjom z Rożawy. Autor działał w Syrii między czerwcem 2015 roku a sierpniem 2016, z krótką przerwą. Większość czasu spędził jako snajper (a właściwie raczej strzelec wyborowy), dzierżąc „dragunowa” (SWD), a czasem i inną broń: kbw większego kalibru, w tym „samoróbki” kal. 12,7-14,5 mm czy kbk AK. Nash opisuje swoje perypetie, począwszy od krótkiego szkolenia (może raczej okresu przygotowawczego – o czym dalej), aż po powrót do domu. Czytelnik może prześledzić cały jego szlak bojowy, jak również losy ludzi, których napotkał na swojej drodze. Wielu z nich było ochotnikami zza granicy: Brytyjczykami, Anglikami, Szwedami, Niemcami, ludźmi różnych wyznań i obu płci. Łączył ich cel: zniszczenie bliskowschodniego zła, zagrażającego w ich mniemaniu po równi Kurdom czy innym lokalnym ludom, jak i nam, ludziom Zachodu. Nie wszystkim spośród nich było dane zobaczyć dom, wielu (w tym jeden z przyjaciół Nasha) odnosiło nieraz paskudne rany. Wydaje się jednak, że niewielu żałowało.

Ed Nash roztacza przed czytelnikiem bardzo przyzwoicie przelaną na papier wizję rzeczywistego, współczesnego konfliktu, z całą jego specyfiką. Sporo miejsca poświęca broni strzeleckiej, taktyce jej użycia, dostępności amunicji itd., ale wspomina też o VBIED-ach czy rasowej broni poważniejszego kalibru. Sporo uwagi poświęcił wyszkoleniu Kurdów, a właściwie… jego brakowi. Może to lekka przesada, ale sam autor podaje, że szkolenie ideologiczne, niczym za „najlepszych” czasów rewolucji bolszewickiej w Rosji, ma u również przecież często komunizujących Kurdów zastąpić szkolenie bojowe, w myśl przewagi ducha nad materią. Skutki tego podejścia autor opisuje także – nieczęsto były one dobre. Kilka stron autor poświęcił na opis kooperacji z prawdziwymi siłami zagranicznymi – znajdziemy więc w książce opisy ataków lotniczych koalicji czy wzmianki o zagranicznych oddziałach wojsk specjalnych. Sporo jest też dygresji politycznych – zarówno bardziej lokalnych, o marksistowskich sympatiach Kurdów, jak i o polityce międzynarodowej, np. o stosunku Turcji do ISIS i Kurdów. W końcu książki jest też nieco informacji o stosunku rządów europejskich do ochotników walczących przeciwko ISIS – o dziwo autor zdaje się go rozumieć, choć niekiedy z pełnych opanowania zdań wyziera jakaś gorycz, jakby w owym zrozumieniu była nuta rozczarowania. Zabrakło może choć kilku stron więcej o życiu codziennym – o warunkach sanitarnych, o jadłospisie, o stosunkach damsko-męskich. Jest może kilka lakonicznych wzmianek, ale choć odrobinę szersze poruszenie tej tematyki z pewnością uczyniłoby książkę jeszcze bardziej barwną. Skoro już przy tym jesteśmy, to trzeba przyznać, że polskie tłumaczenie anglojęzycznego oryginału opowiada historię angielskiego snajpera bardzo żywym, interesującym językiem, co z pewnością trzeba zapisać na plus.

Dodatkowymi akcentami uatrakcyjniającymi odbiór opowieści są zdjęcia, zamieszczone w satysfakcjonującej liczbie na barwnej wkładce, między zwykłymi kartami książki. Na samym początku, tuż obok spisu treści, czytelnik znajdzie mapę teatru działań. Trochę szkoda, że autor nie naniósł na nią choć kilku strzałek, sugerujących ruchy wojsk w poszczególnych kampaniach, ale i tak mapa pozwala na lepsze wyobrażenie sobie tego, przez co Nash przeszedł.

Książkę z pewnością warto polecić każdemu, kto chce się przekonać, jak wyglądała wojna z ISIS, oficjalnie (a jestem przekonany, że tylko teoretycznie i jeszcze nieraz o bliskowschodnich zbrodniarzach usłyszymy) pokonanym ledwie kilkadziesiąt godzin temu. O tym, jak wyglądała codzienna służba. O tym, czy warto zastępować prawdziwe wojskowe szkolenie bardzo ogólnymi kursami i ideologiczną papką. A przede wszystkim o tym, czy warto było ryzykować życie dla obcej (a może wcale nie takiej obcej?) sprawy.

reklam Lockheed Martin
reklama MBDA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Reklama Kongsberg
  • reklama Telesystem

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
usertagcalendar-fullcrosslisthighlightindent-increasesort-amount-asc