Zaloguj
reklama Helikon-Tex

Przeciąć zaklęty krąg

O procesie tworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej, ich organizacji, strukturach, wyposażeniu i roli w systemie obrony RP, z ich dowódcą, generałem brygady Wiesławem Kukułą, rozmawiają Andrzej Kiński i Maciej Szopa.

Mamy kwiecień 2017 roku i za sobą okres kilku miesięcy, który minął od formalnego powołania do życia Wojsk Obrony Terytorialnej. Jaki jest aktualny stan zaawansowania procesu ich budowy?

Punkt odniesienia stanowi koncepcja budowy formacji wykonana przez Biuro ds. Utworzenia Obrony Terytorialnej. Zakładała ona cztery etapy budowy WOT. Aktualnie zakończyliśmy etap pierwszy – czyli sformowaliśmy struktury trzech brygad i powołaliśmy do życia dowództwo WOT. Trwa etap drugi – szkolenie żołnierzy terytorialnej służby wojskowej na potrzeby tych trzech brygad. W etapie drugim sformujemy także trzy kolejne brygady.

 

Czy to oznacza, że również wkrótce zaczniecie do nich nabór?

Ważne jest zrozumienie sposobu, w jaki budujemy kolejne brygady. Na początek bierzemy pod uwagę warunki środowiskowe i populację - poszukujemy infrastruktury, którą moglibyśmy wykorzystać, a następnie umieszczamy ją w planach inwestycji i remontów. Potem wdrażamy strukturę formalną brygady, tzn. tworzymy etat, który umożliwia zaciąg ludzi. Budujemy tzw. zespół pilotażowy. Wyznaczamy dowódcę i jego najbliższych współpracowników. Organizujemy im w dowództwie szkolenie przygotowujące. Po jego zakończeniu udają się oni do województwa wskazanego im jako stały rejon odpowiedzialności. Zaczyna powstawać szkielet zawodowy formacji – powołujemy specjalistów, przeprowadzamy dla nich kursy metodyczne, uczymy ich optymalnych sposobów szkolenia żołnierzy terytorialnej służby wojskowej a także budowy i rozwijania relacji ze społecznościami. Dopiero po tym proces wieńczymy naborem tzw. żołnierzy TSW (terytorialnej służby wojskowej) i rozpoczynamy ich szkolenie.

 

Czy zespół pilotażowy wywodzi się z oficerów z wojsk operacyjnych, czy np. zabieracie zastępcę istniejącej brygady OT, żeby został dowódcą nowej?

Z wojsk operacyjnych i rezerwy. Co do nominowania na dowódcę, zastępcę z innej już istniejącej brygady to jest to dobry pomysł, ale nie na ten etap rozwoju formacji. Dzisiaj  nie mogę osłabiać brygad, które dopiero co utworzyliśmy. One są póki co zasadniczym źródłem doświadczeń i modelem odniesienia. „Wyciąganie” z tych brygad oficerów na obecnym etapie, osłabi ten proces i wpłynie negatywnie na jego wynik. Myślę, że dopiero w trzecim etapie wykorzystamy zasoby osobowe z brygad pierwszego etapu, ale to stanie się dopiero w roku 2018.

 

Czyli drugi etap kończy się wraz z bieżącym rokiem?

Tak, etapy się na siebie nakładają, ale na potrzeby zarządzania procesem tworzenia formacji taki podział jest bardzo przydatny.

 

Jakie są kryteria przy wyborze dowódcy brygady OT? Czy to musi być człowiek, który wcześniej był zastępcą dowódcy lub szefem sztabu brygady ogólnowojskowej?

Wymagania wobec kandydatów na dowódców brygad są wieloaspektowe, dlatego realizujemy kilkuetapowy proces kwalifikowania oficerów na te stanowiska. Naturalnie predestynowani do tej roli są oficerowie z Wojsk Specjalnych, szczególnie Ci, którzy posiadają doświadczenia związane z realizacją wsparcia wojskowego i operacji niekonwencjonalnych. W praktyce poszukujemy oficerów z doświadczeniem bojowym, którzy posiadają rozwinięte cechy przywódcze i silne kompetencje społeczne. Nie może zostać dowódcą brygady również oficer, który potrafi myśleć wyłącznie schematycznie, nie przejawia aktywności i samodzielności w działaniu. W praktyce procedurę pozytywnie przechodzi jeden na trzech, którzy zgłaszają zainteresowanie służbą w WOT. Wskaźnik ten jest znacznie wyższy w przypadku oficerów Wojsk Specjalnych, gdzie podstawą selekcji są właśnie przytoczone przeze mnie cechy. Niemniej formacja ta ma ograniczone możliwości zasilania WOT w personel – jest po prostu najmniejszym rodzajem sił zbrojnych. Dużą wagę przywiązujemy, jak wspomniałem wcześniej, do kompetencji społecznych i osobowości dowódców. Ci ludzie muszą zbudować zaufanie w społecznościach lokalnych i sprawić, by ludzie zaczęli się z Siłami Zbrojnymi identyfikować. Posłużę się przykładem dowódcy jednej z brygad. Został nim oficer, który był dowódcą słynnego Task Force 50 w Afganistanie. To odznaczony przez gen. Davida Petraeusa dowódca Zespołu Bojowego z Lublińca. Od zera współtworzył on pododdziały antyterrorystyczne policji afgańskiej w prowincji Ghazni i Paktika. Wyznaczył standardy ich szkolenia, ale również wkomponował szkolone pododdziały w lokalne systemy bezpieczeństwa. Kiedy go zapytano jak mu się to udało, powiedział: „Nikt mi nie przeszkadzał”.

 

W takim razie, skąd brać nowych dowódców?

W obecnym etapie tworzenia WOT jesteśmy zmuszeni czerpać z wojsk operacyjnych,  zwłaszcza z Wojsk Lądowych mamy spore zainteresowanie służbą w naszej formacji. Ma to ten plus, że w znaczący sposób wpływa na zdolność formacji do działania w ramach operacji połączonych. Jest czynnikiem integrującym z pozostałymi rodzajami sił zbrojnych. Niemniej w ciągu kilku lat ten model ulegnie zmianie. Z roku na rok będziemy coraz bardziej samowystarczalni – WOT zwyczajnie wykształci własne pokolenie dowódców. Myślę, że to z nich będą kwalifikowani najbardziej wartościowi kandydaci na dowódców brygad i batalionów.

 

Czy każdy kto się sprawdził w wojskach operacyjnych sprawdzi się w OT?

Niestety nie. Nasza specyfika związana jest z lekką piechotą, mocno wpisaną w populację. Nie każda formacja kształtuje oficerów w takich obszarach. Najważniejszy podmiot WOT – żołnierze TSW chcą pogodzić kwestie służby dla kraju czy społeczności z życiem rodzinnym i zawodowym. Pierwsza fala naboru do WOT pokazała, że są to ludzie stawiający wysokie wymagania swoim dowódcom. Ludzie, z których niemal 40% ma wyższe wykształcenie, a dodatkowe 15% studiuje. Mają oni określone oczekiwania wobec służby, a także pewne doświadczenia i umiejętności. Autorytet formalny nie będzie wystarczający, by efektywnie dowodzić takimi zespołami.

 

Nie obawiacie się, że w kolejnych etapach tworzenia OT, do kadr mogą trafiać ludzie, którzy przede wszystkim liczą na awans, którego nie udało im się uzyskać gdzie indziej, karierowicze?

Takie ryzyko zawsze istnieje. Możemy tylko dążyć do jego minimalizacji. Mamy pewne mechanizmy – kwalifikujemy ludzi, którzy potem muszą wykazywać się inicjatywą i pomysłowością. Rozkaz w innych formacjach zwykle liczy kilkadziesiąt stron i szczegółowo opisuje wszystkie działania jakie mają zostać podjęte. W WOT ma być tak jak w Wojskach Specjalnych – określone będą cele działania i ograniczenia, cała reszta będzie w rękach dowódców. Już dziś wdrożyliśmy model działania, pozostawiający dowódcom brygad i batalionów spory zakres działania. Premiujemy ludzi wyznaczających standardy, a nie wpisujących się w nie. Między innymi ta kwestia sprawi, że Ci, którzy liczą wyłącznie na awans dość szybko znajdą się na marginesie formacji.

 

Przedstawiciele mediów często nie rozumieją, dlaczego tak duża jest rola Wojsk Specjalnych w szkoleniu WOT...

Jednostki specjalne mają różne przeznaczenie, ale w popularnym odbiorze myśli się o nich głównie w kontekście widowiskowych działań kinetycznych. Tak nie jest. Ich najważniejszym zadaniem doktrynalnym jest tzw. wsparcie wojskowe. Według doktryny Sojuszu Północnoatlantyckiego formowanie i szkolenie zewnętrznych sił ma dzisiaj największe znaczenie. W tym się specjalizuje np. JWK, którą miałem zaszczyt dowodzić i właśnie to robili kiedyś Cichociemni na potrzeby Armii Krajowej. Podobny związek jest teraz między Wojskami Specjalnymi a WOT.  Ale chcę przestrzec przed nadinterpretacją, którą często obserwujemy. Pomimo że czerpiemy z doświadczeń Wojsk Specjalnych będziemy zupełnie inną formacją. Nie będziemy również kopią Wojsk Lądowych – choć wielu ekspertów uparcie próbuje pokazać nam takie miejsce w systemie obronnym państwa. WOT będzie formacją posiadającą własną tożsamość, wynikającą z przewartościowania podejścia do modelu obrony państwa. WOT w dużej mierze stanowi odpowiedź Sił Zbrojnych na nowo definiowane zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa.

 

Czy kandydatom do WOT trzeba poświęcić więcej uwagi niż w przypadku żołnierza zawodowego? Wśród chętnych może się znaleźć sporo wariatów z różnych środowisk, np. rekonstruktorskich, które nie zawsze są tak patriotyczne czy „zrównoważone”, jak mogłoby się wydawać. 

Uważam, że określenie „wariaci” jest nadużyciem. Znam wielu z tych ludzi. Są patriotami, którzy chcą oddać hołd swoim poprzednikom, ale również zwyczajnie robić coś więcej. Bardzo ich szanuję takich ludzi. Niemniej wykorzystam ten moment by powiedzieć, iż ważnym elementem w systemie naboru jest badanie psychologiczne kandydatów. Zresztą dążymy do dalszego rozwijania tego systemu. Chcemy by badanie psychologiczne nie tylko skupiało się na ocenie przydatności kandydata do służby, ale również dawało nam odpowiedź na temat jego predyspozycji. To niezbędne by efektywnie zarządzać personelem, zwłaszcza gdy czas na jego szkolenie jest ograniczony. W WOT mamy ponad 30 specjalności wojskowych. Z jednej strony potrzebujemy dowódców: sekcji, plutonów, kompanii i batalionów. To ludzie, którzy muszą mieć predyspozycje psychiczne do przewodzenia ludziom i kompetencje społeczne właściwe dla WOT. Z drugiej mamy stanowiska dla snajperów – gdzie potrzebujemy uzdolnionych matematycznie introwertyków. Jedni i drudzy dzisiaj otrzymają kategorię „zdolny”, ale organ kadrowy nie otrzyma informacji o tym, w jaki sposób rozwijać takiego kandydata. Nowe badanie będzie dłuższe, ale dzięki niemu od razu jest kwalifikowany do określonej specjalności wojskowej i rozwijany zgodnie ze swoimi zdolnościami. Jesteśmy w stanie rozwinąć fizycznie każdego kandydata, który jest zdrowy. Niestety praktycznie nie mamy wpływu na charakter i predyspozycje psychiczne kandydatów. Badanie psychologiczne jest więc kluczem w rekrutacji, a także punktem ciężkości systemu zarządzania personelem i rozwoju jego kompetencji.

 

Czy przewidziano etat psychologa na poziomie brygady?

Tak, jest nawet dwóch w każdej brygadzie. Ale ich rola jest inna niż psychologów Wojskowych Pracowni Psychologicznych, którzy są angażowani na etapie rekrutacji do służby w WOT. Rola psychologów w jednostkach jest związana ze wspieraniem dowódców i rozwiązywaniem bieżących problemów żołnierzy i ich rodzin, których podłożem może być stan psychiczny. Psychologowie znajdą się jeszcze w jednym miejscu naszych struktur. W grupach zabezpieczenia medycznego brygad mamy zespoły interwencji kryzysowych. W każdym zespole będzie trzech psychologów, których będziemy kierować na miejsca zdarzeń, tak by łagodzić skutki katastrof czy też działań wojennych dla populacji.

 

Na jakiej podstawie uznajecie kandydata za zdolnego do służby?

To dość złożony proces. Składają się na niego między innymi procedury administracyjne, komisja lekarska, badanie psychologiczne i wreszcie komisja rekrutacyjna. Są one bardzo podobne do kwalifikowania do służby żołnierzy zawodowych. Najbardziej rewolucyjne wydaje się odejście do modelu weryfikacji sprawności fizycznej na rzecz modelu oceny potencjału fizycznego kandydata. W dużym uproszczeniu bazuje on na założeniu, że kandydat, jeśli jest zdrowy i nie ma otyłości, dysponuje potencjałem do rozwoju sprawności fizycznej. Dlatego „na starcie” badamy każdego kandydata pod kątem parametrów takich jak: BMI (Body Mass Index) i BFI (Body Fat Percentage). Komisja kwalifikacyjna nie rekomenduje do powołania osób z otyłością lub anoreksją. Pozostali nadają się do tego, aby rozwinąć ich sprawność i kwalifikujemy ich do służby.
W pierwszym lub drugim dniu służby odbywa się test wstępny – nie stawiamy po nim oceny, bo służy on czemuś innemu. Ponadto poddajemy kandydatów badaniu na analizatorze ciała. Po analizie wyników trener osobisty układa kandydatowi program treningowy, który żołnierze TSW otrzymują po przysiędze. Po 10 miesiącach zdają pierwszy egzamin, żeby sprawdzić, czy dokonują postępy, ale również, czy cechują się wymaganą od terytorialsów samodyscypliną i obowiązkowością. Dlaczego po roku? Bo na drugim roku zaczyna się relatywnie kosztowne szkolenie specjalistyczne. Jeśli przez rok żołnierz nie osiągnie oczekiwanego standardu sprawności fizycznej przejdzie do rezerwy z umiejętnościami podstawowymi.

 

Czy rezygnacja z kandydata nie wiąże się z zerwaniem kontraktu?

Zaciąg do WOT nie jest realizowany na podstawie kontraktu, ale tzw. powołania do służby. Prawo zezwala nam, w wyniku uzyskania oceny niedostatecznej, zrezygnować z takiego żołnierza. Ale to nie jest dla nas celem! Taka sytuacja będzie wielką stratą, bo inwestujemy w taką osobę. Naszym celem jest wykształcenie w ludziach odpowiednich nawyków i to żeby weszli w drugi rok służby przeświadczeni, że uzyskali postępy i się rozwijają. Po drugim roku także jest egzamin ze sprawności fizycznej. Będzie tam m.in. test z pływania. Kto nie potrafi pływać, w drugim roku służby posiądzie tę umiejętność, pod okiem instruktorów pływania. Tych zaś, którzy pływają bardzo dobrze, skierujemy na kursy ratowników wodnych.

 

A jeśli chodzi o szkolenie typowo wojskowe?

Opowiem to na przykładzie trzech pierwszych brygad, w przypadku których szkolenie rusza w maju. Między 6 a 21 maja będą się szkolili na 16-dniowym szkoleniu podstawowym ci kandydaci, którzy nie przeszli jeszcze szkolenia wojskowego, stanowiący połowę wszystkich powołanych. Pozostali już są po przysiędze, więc ich kierujemy na tzw. szkolenie wyrównawcze, trwające cztery dwudniowe tury. Uczestnicy „szesnastek” i szkoleń wyrównawczych spotkają się na przysiędze tych pierwszych. Od czerwca już w strukturze kompanii rozpoczną wspólne ćwiczenia. Będą tworzyć 12-osobowe sekcje złożone z sześciu „młodych” i sześciu „starych”. Dlaczego tak? Żeby łączyć doświadczenie i rozwagę z młodością i inicjatywą. Pierwszy rok służby to szkolenie indywidualne - podstawy walki i przetrwania na polu walki. Działania na poziomie sekcji, podstawowe zachowania, strzelania, obycie z bronią, zapewnienie bezpieczeństwa sobie i kolegom. Drugi rok to szkolenie specjalistyczne – na czas szkoleń ludzie rozejdą się do grup specjalności. Dzięki temu w sekcjach mamy wyspecjalizowanych żołnierzy: dwóch medyków, dwóch strzelców wyborowych, dwóch radiooperatorów i dwóch operatorów uzbrojenia, a także dowódcę i zastępcę. Funkcje są dublowane zawsze na zasadzie młodszego i starszego specjalisty. Chcemy żeby ci ludzie wymieniali doświadczenia miedzy sobą. Żeby „młody” uczył się od „starego”. To system znany w wielu armiach, w Polsce mylnie przypisywany wyłącznie amerykańskim siłom specjalnym.

Trzeci rok poświęcamy na szkolenie zgrywające na poziomie pluton-kompania. Kończy się to certyfikacją kompanii. W trzecim roku wszyscy zdają też kolejny egzamin sprawności fizycznej - tym razem taki sam jak żołnierze zawodowi. Według ustawy bowiem po trzech latach służby można zmienić formę służby z terytorialnej na zawodową. Łącznie szkolenie zajmie minimum 124 dni spędzone w koszarach w ciągu trzech lat. Ale w przypadku kilku specjalności np. snajpera może to być o 90 dni więcej. Największym wyzwaniem szkoleniowym i logistycznym będzie końcówka 2019 roku, bo wtedy będzie już około 300 kompanii i nastąpi szczyt szkolenia. Praktycznie w każdym powiecie w Polsce będzie sformowana kompania i albo będzie ona zaczynała szkolenie, albo będzie się certyfikowała.

 

124 dni przez trzy lata to minimum?

Tak. Żołnierze WOT są żołnierzami służby czynnej, tak samo jak zawodowi. Inna jest tylko forma tej służby. Ja i mnie podobni codziennie pełnią służbę w mundurze. Oni zakładają go w określonych sytuacjach i dniach. Warto zwrócić uwagę, że ustawa mówi o „minimum” dwóch dniach w miesiącu. Dlatego minimum ustawowe będzie rozszerzane, a na niektóre stanowiska będziemy kwalifikować kandydatów, którzy deklarują możliwość szkolenia w trybie rozszerzonym tj. z większym zaangażowaniem bezpośrednim w służbę. Dotyczyć to będzie nie tylko wspomnianych snajperów.

 

Dodatkowo dużą rolę ma odgrywać samodoskonalenie?

To prawda. W czasie kiedy żołnierz OT nie przebywa w koszarach będzie przyswajał materiały, który nie wymagają jego stawiennictwa, wykorzystując udostępnione mu platformy e-learningowe, a także rozwijał indywidualnie swoją sprawność fizyczną. Jak wspomniałem wcześniej otrzyma plan treningowy, ale to nie wszystko. Wkrótce udostępnimy aplikacje treningowe na smartfony. Oczywiście wskażemy mu miejsce, takie jak: hala sportowa, klub fitness czy basen, gdzie będzie mógł tę sprawność rozwijać pod okiem specjalisty, często trenera osobistego.

 

Ale w niektórych miejscowościach może nie być siłowni...

Kiedy pojawi się informacja, że 150 ludzi będzie stale potrzebowało treningu fizycznego, to lokalny przedsiębiorca będzie gotów w to zainwestować. Ponadto są szkoły i inne miejsca, które mogą taką usługę realizować. Rozwój WOT w dużej mierze nie tylko zaktywizuje młodzież i wpłynie na poprawę stanu zdrowia, ale również zadziała stymulująco na rozwój lokalnych społeczności. Świetnie czują to władze samorządowe, intensywnie zabiegając o lokalizację sił WOT w swoich miejscowościach.

 

A szkolenia strzeleckie? Będą przeprowadzane w oparciu o istniejącą infrastrukturę?

To jedno z większych wyzwań. Liczba strzelnic nie jest wystarczająca, a przecież korzystają z niej także takie instytucje jak Policja. Te zasoby trzeba odbudować i jest to konsekwentnie realizowane przez Departament Infrastruktury MON. Do tego także i tutaj może pojawić się „odpowiedź rynku”, podobnie jak w przypadku klubów fitness, bo większość strzelnic sportowych i myśliwskich spełnia podstawowe warunki do strzelań wojskowych. Jesteśmy tam w stanie wejść i korzystać z nich. Zamierzamy też przeprowadzać 14-dniowe szkolenia zintegrowane na poligonach. Będziemy tam sporo strzelać zwłaszcza z broni i kalibrów, których nie można będzie używać  na strzelnicach w garnizonach i tych komercyjnych.


Porozmawiajmy o uzbrojeniu Wojsk Obrony Terytorialnej. Wiemy, że ma tu się znaleźć lekka broń wsparcia, a wszystko co nowe ma iść jednocześnie do WOT i do wojsk operacyjnych – nowe przeciwpancerne pociski kierowane i przeciwlotnicze Pioruny, ale pojawiły się informacje, że już testujecie karabinki MSBS...

Jeśli chodzi o MSBS-a, to nadarza się dobra szansa – w ramach całego programu obejmującego kilkanaście modeli jest już karabinek, który dzieli naprawdę niewiele od wdrożenia do Sił Zbrojnych. W mojej ocenie jest świetny – testy w WOT mają określić na ile jego wdrożenie poprawi bezpieczeństwo i efektywność szkolenia żołnierzy TSW.

 

Chcecie wesprzeć przemysł?

Przede wszystkim siebie. Silne państwo musi mieć własny i niezależny od zewnątrz przemysł obronny, działający zgodnie z interesem narodowym. Gotowy dostarczać najlepsze produkty dla własnych Sił Zbrojnych. Uzależnienie od podmiotów zewnętrznych może okazać się tragiczne, szczególnie w przypadku długotrwałego konfliktu o charakterze regionalnym, kiedy możliwe jest np. pośrednie blokowanie dostaw wyposażenia przez inne państwa i tym samym osłabienie potencjału naszych sił zbrojnych.

 

Czyli chcielibyście, żeby  MSBS był podstawową bronią OT?

Wdrożenie nowego karabinka, o ile nastąpi, powinno mieć miejsce właśnie teraz, kiedy formacja startuje i kiedy ponad 50 tysięcy żołnierzy będzie budować swoje nawyki związane z obsługą uzbrojenia. WOT szkoli się w innym trybie niż wojska operacyjne, nie stać nas na kosztowne czasowe zmiany w systemach szkoleniowych i budowanie od początku nowych nawyków związanych z obsługą broni. Karabinek wdrożony dziś będzie eksploatowany w WOT przez dziesięciolecia.

 

Czyli kupiliście MSBS-y?

Taka decyzja nie należy do mnie. Niemniej, jeśli testy i badania broni zakończą się pozytywnie, będę wnioskował do Ministra Obrony Narodowej o jej pilne pozyskiwanie na rzecz WOT.  A jeśli dojdzie do zakupu zrobię wszystko, by karabinek jako konstrukcja się rozwijał i doskonalił. Nie można tego zrobić nie wdrażając go w dużej skali.

 

To co jest wam potrzebne będzie korespondowało z potrzebami Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych?

Myślę, że będzie. Nie działamy w próżni. Działamy we wspólnym środowisku operacyjnym. Środowisko walki mocno łączy nas z wojskami lądowymi. Jesteśmy zabezpieczani przez system logistyczny Sił Zbrojnych. Jako gestor sprzętu mam  obowiązek, by nabywane wyposażenie, które jeszcze nie jest na wyposażeniu Sił Zbrojnych było w pełni kompatybilne z innymi systemami. Wracając do MSBS myślę, że z chwilą wejścia na uzbrojenie, mocno zainteresuje również inne rodzaje sił zbrojnych.

 

Czyli macie szansę stać się liderem, jeśli dacie przykład, a efekt skali spowoduje obniżenie ceny...

Nie dopuszczam innej możliwości. Karabinek musi być konkurencyjny cenowo. Wierzę również, że wkrótce skutecznie zacznie konkurować z podobnymi rozwiązaniami dostępnymi na rynku światowym.

 

W sekcji ma być też karabin maszynowy...

Zakładamy, że w WOT będzie to UKM-2000P. W Lublińcu używałem Minimi, i dla mnie osobiście masa UKM-a  i jego ergonomia są trudne do zaakceptowania. Z drugiej jednak strony UKM daje większą siłę ognia, jest prosty w obsłudze i mniej „delikatny”. Mamy też kilka pomysłów jak UKM uczynić bardziej ergonomicznym.

 

Jak będą uzbrojone pododdziały OT?

Docelowo, podkreślam docelowo, na poziomie sekcji będzie jeden UKM-2000P, dwa karabinki 7,62 mm o zwiększonej celności i donośności (bezwzględnie samopowtarzalne) oraz dziewięć „normalnych” 5,56 mm. Do tego dojdą granatniki i drony uderzeniowe rozdzielone na sekcje. Na szczeblu kompanii, oprócz trzech plutonów po 37 ludzi (dowódca plus trzy sekcje po 12), mamy jeszcze czwarty pluton – wsparcia. On będzie różnicował przeznaczenie kompanii, bo będziemy mieli ich cztery rodzaje: ogólne, miejskie, wodne i górskie. Wspólną częścią plutonów wsparcia niezależnie od profilu kompanii będą: sekcja moździerzy, sekcja snajperów z karabinami 12,7 mm, sekcja snajperów z karabinami 8,6 mm, rozpoznawczy zestaw BSP i sekcja przeciwlotnicza.

 

Dlaczego wybraliście kaliber 8,6 mm, a nie 7,62 mm dla karabinów snajperskich?

Z wielu powodów. Proszę zwrócić uwagę, że w WOT strzelec wyborowy i snajper nie są tożsamymi specjalnościami.  W sekcjach lekkiej piechoty znajdą się stanowiska strzelców wyborowych. W plutonach wsparcia snajperzy. To kompletnie różne filozofie działania.   Snajperzy będą zwykle działać niezależnie i z samodzielnych pozycji, więc brak unifikacji amunicji nie będzie problemem taktycznym. Jako formacja lekka potrzebujemy środków rażenia o relatywnie dużej przebijalności i zasięgu. Karabinki snajperskie będziemy używać nie tylko do rażenia siły żywej.

 

Jakie moździerze planujecie?

Na razie 60 mm w wersji lekkiej, ale docelowo interesuje nas moździerz funkcjonalnością dorównujący czeskiemu Antosowi, który jest na wyposażeniu Sił Zbrojnych RP, kompatybilny z amunicją NATO.

 

A jeśli chodzi o środki transportu?

Podobnie jak reszta Sił Zbrojnych czekamy na Mustanga. Będziemy potrzebowali też ciężarówek Jelcza, a więc sprzętu jak najbardziej standardowego.

 

WOT mają też zostać wyposażone w uzbrojenie przeciwlotnicze...

Potwierdzam. To coraz mniej skomplikowana broń o wysokiej efektywności i niskich, w porównaniu do wyrządzanych strat, kosztach zakupu. Proszę wyobrazić sobie, że będziemy wyposażeni w kilkaset sztuk takich zestawów. To zagrożenie dla każdego śmigłowca, który chciałby wlecieć w naszą przestrzeń powietrzną, nieważne ile przeciwnik ich ma. Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale duże nasycenie przenośnymi zestawami przeciwlotniczymi w praktyce uniemożliwia wykorzystanie śmigłowców i ogranicza użycie lotnictwa. Dobrym przykładem jest Donbas. Tam się po prostu nie lata.

 

A jeśli chodzi o środki zwalczania celów naziemnych, w tym czołgów i innych wozów bojowych?

Bezzałogowce bojowe to dobre rozwiązanie, choć trzeba pamiętać, że nie użyjemy ich
w każdych warunkach atmosferycznych. Jeśli chodzi o siłę rażenia to będzie zróżnicowana – mniejsza na poziomie sekcji, a potem będzie rosła, tak by już od poziomu batalionu dostępne były przeciwpancerne pociski kierowane.  Będziemy szkolić żołnierzy WOT z walki z celami opancerzonymi, w tym czołgami. Teren i jego zurbanizowanie daje tutaj sporo szans. Również zadania kompani inżynieryjnej rozwijanej w każdej brygadzie będą ukierunkowane na przygotowanie do walki z takimi celami.  Proszę również nie zapominać o karabinach wyborowych 12,7 mm i minach. Musimy pamiętać, że czołg też ma słabe punkty. Bez paliwa jest bunkrem. Bez amunicji złomem, na którym można nieźle zarobić.

 

Jako rodzaj wojsk WOT są na razie podporządkowane szefowi MON. Zmiana nastąpi przy okazji generalnej reformy struktury dowodzenia?

Mogę to potwierdzić. Trzeba wziąć pod uwagę aspekt kultury organizacyjnej, która w Polsce obowiązuje i wnioski z budowy Wojsk Specjalnych, które powstawały 10 lat temu. Gdyby wtedy nie były rodzajem Sił Zbrojnych, a tylko rodzajem wojsk, to jestem zdania, że nie udałoby się wprowadzić Polski do grona państw wiodących NATO. Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych jest jedynym polskim dowództwem certyfikowanym do dowodzenia operacjami wojskowymi NATO. To paradoksalne, że najmniejsze i najmłodsze dowództwo rodzajów Sił Zbrojnych osiągnęło tę zdolność. Warto się zastanowić, co było tego przyczyną. Wtedy ważny był m.in. fakt bezpośredniego dostępu dowódcy do zasobów strategicznych państwa i organów decyzyjnych. Teraz jest podobnie. To, że podlegam bezpośrednio Ministrowi ON sprawia, że mogę mu zgłaszać pewne projekty i problemy, nie mając nad sobą parasola instytucji, które mają inne priorytety. Warto też pamiętać, że zarządzanie zmianami w mocno zhierarchizowanych Siłach Zbrojnych jest bardzo trudne. Dlatego na obecnym etapie rozwój WOT jego podporządkowanie ma zdecydowanie więcej zalet niż wad.


Komu będziecie potem podporządkowani operacyjnie i taktycznie?

To jak będziemy się zachowywać w czasie walki będzie zależało od tego, czy będziemy w strefie bezpośrednich działań bojowych, gdzie fizycznie będą działać wojska operacyjne, czy też poza tą strefą. Tam gdzie zasadniczy wysiłek będą realizować wojska operacyjne my będziemy je wspierać jako formacja pomocnicza. W pozostałych rejonach, tam gdzie wojna nie dotrze, będziemy siłą główną, dzięki czemu wojska operacyjne nie będą zmuszone do rozpraszania swoich zasobów. Nasza rola, oprócz walki z dywersją, to zapewnianie drożności linii komunikacyjnych dla naszych i sojuszniczych wojsk, czy ochrona obiektów. Trzeci scenariusz to działania na terenie, który z jakichś powodów utracimy.

 

A w przypadku konfliktu asymetrycznego?

Konflikty szarej strefy i wojna hybrydowa są głównym obszarem zadań dla wojsk specjalnych i właśnie formacji takich jak WOT.  Sporym wyzwaniem może być walka na terenach czasowo utraconych, na których może nastąpić upadek państwowości, czyli odcięcie władz centralnych, sparaliżowanie administracji samorządowej i przejęcie systemów teleinformatycznych itd. Nawet takie sytuacje nie są jednak beznadziejne. Ze wspomnień żołnierzy Polskiego Samodzielnego Batalionu Specjalnego - przygotowywanego przez NKWD w czasie II wojny światowej i przerzucanego do Polski po to, by budować partyzantkę „ludową” - wynika, że ich podstawowym problemem było to, że wszędzie, gdzie trafiali natykali się na Armię Krajową. Tam nie było przestrzeni do zagospodarowania, nie mogli sami budować własnych struktur i osiągać zakładanych przez władze sowieckie celów.

 

A jeśli chodzi o okres pokoju, klęski żywiołowe itp.?

Tu wierzę, iż po osiągnięciu gotowości będziemy głównym rozgrywającym, jeśli chodzi o reagowanie kryzysowe na zagrożenia niemiltarne po stronie Sił Zbrojnych. Muszę jednak zaznaczyć, iż decyzja w tej sprawie nie została jeszcze podjęta.

 

Jak będzie wyglądała struktura WOT?

Koncepcja budowy Obrony Terytorialnej na razie zakładała jednorodne usytuowanie pododdziałów w znaczeniu strukturalnym. Niemniej mamy szacunek do demografii, a więc zakładamy pewne odstępstwa. Nie da się założyć jednego matematycznego modelu
i przyjąć, że wszędzie można złożyć taki sam oddział. Wiele uczy nas doświadczenie Policji realizującej zaciąg do służby w sposób terytorialny. W praktyce będzie to 17 brygad, z wyjątkiem województwa mazowieckiego, po jednej na województwo. Około 300 kompanii lekkiej piechoty wchodzących w skład 70 batalionów. Wielkość brygad i batalionów będzie dopasowana do warunków demograficznych i wielkości zaciągu do służby.

 

Jak WOT wpisze się w polskie społeczeństwo?

To dla mnie sprawa absolutnie kluczowa. Naszą misją jest właśnie obrona i wspieranie lokalnych społeczności. Dzięki WOT mundur żołnierza polskiego będzie obecny w każdej polskiej miejscowości. Przygotowując się do obrony Polski nie wolno nam zapomnieć o zagrożeniach niemilitarnych. Katastrofy naturalne, wypadki masowe i tragiczne zdarzenia losowe często powodują nieodwracalne skutki. Pomimo że państwo dysponuje wyspecjalizowanymi służbami niosącymi pomoc, to stała obecność w rodzinach i społecznościach czyni nas bezpośrednimi świadkami każdego zdarzenia. Obojętność niszczy zaufanie, bezradność odbiera nadzieję. Silne państwo działa inaczej – dlatego nasi żołnierze będą przygotowywani nie tylko do walki. Każdy z nich zostanie wyposażony w umiejętności i narzędzia, które będą służyć ratowaniu innych ludzi, a także wspieraniu służb do tego wyspecjalizowanych. Wierni w takich sprawach damy rękojmię odwagi pod ogniem wroga i przekonamy tych, którym służymy co do naszej użyteczności. Dlatego zbudowanie zaufania ze społecznościami lokalnymi jest dla mnie punktem ciężkości w rozwoju formacji.

 

Panie Generale, dziękujemy za rozmowę.

[cycloneslider id="wot"]

reklam Lockheed Martin
reklama MBDA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 comments on “Przeciąć zaklęty krąg”

  1. Kiedy tworzono wojska specjalne tez mówiono ze lipa,że niepotrzebne, że szkoda kasy ,że. .że. .że. ..
    A teraz to powód do dumy.

  2. Musze powiedziec, ze nie bylem przekonany do WOT ale po tym co przeczytalem .... Brawo wlasnie o to chodzi nareszcie cos sie zmienia. Tak trzymac Panie Generale.

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
usertagcalendar-fullcrosslisthighlightindent-increasesort-amount-asc