T.13

  • Wojsko i Technika Historia numer specjalny 3/2019
Niszczyciel czołgów T.13B2 ze złożonym pancerzem i armatą skierowaną w kierunku do przodu. Porzucony wóz oglądają niemieccy żołnierze; maj 1940 r.

Niszczyciel czoł­gów T.13B2 ze zło­żo­nym pan­ce­rzemi armatą skie­ro­waną w kie­runku do przodu. Porzucony wóz oglą­dają nie­mieccy żoł­nie­rze; maj 1940 r.

W przeded­niu dru­giej wojny świa­to­wej Belgia sta­rała się, podob­nie jak to miało miej­sce przed poprzed­nim glo­bal­nym kon­flik­tem zbroj­nym, zacho­wać neu­tral­ność. Ponownie miała jej bro­nić armia szy­ko­wana głów­nie do dzia­łań obron­nych, czego prze­ja­wem było m.in. zbu­do­wa­nie nie­zwy­kłego na owe czasy opan­ce­rzo­nego wozu bojo­wego T.13. Taka postawa dowódz­twa bel­gij­skich sił zbroj­nych wyni­kała z doświad­czeń wynie­sio­nych z pierw­szej wojny świa­to­wej.

W cza­sie Wielkiej Wojny, na samym początku kon­fliktu, II Rzesza nie­miecka (II Cesarstwo) zgod­nie z Planem Schlieffena zamie­rzała jak naj­szyb­ciej zdo­być Paryż, w celu wyeli­mi­no­wa­nia Francji z wojny i tym samym uzy­ska­nia swo­body na Zachodzie, co miało umoż­li­wić skie­ro­wa­nie więk­szo­ści armii na Wschód i poko­na­nie Imperium Rosyjskiego. Plan wzo­ro­wany był po czę­ści na kla­sycz­nym manew­rze kan­neń­skim i zakła­dał obej­ście sił głów­nych prze­ciw­nika, skon­cen­tro­wa­nych wzdłuż ówcze­snej gra­nicy nie­miecko-fran­cu­skiej. 2 sierp­nia 1914 r. Berlin zażą­dał umoż­li­wie­nia swo­bod­nego prze­mar­szu armii nie­miec­kiej przez Belgię, ale już następ­nego dnia Bruksela odrzu­ciła ulti­ma­tum, co było rów­no­znaczne z wypo­wie­dze­niem wojny. Belgowie posta­no­wili sta­wić opór, wyko­rzy­stu­jąc swoje potężne umoc­nie­nia oraz wie­rząc w siłę Imperium Brytyjskiego, od 1839 r. gwa­ran­tu­ją­cego neu­tral­ność Królestwa Belgii.
Umocnienia nie speł­niły ocze­ki­wań: naj­po­tęż­niej­sza z twierdz, Liege, padła 7 sierp­nia 1914 r. po zale­d­wie trzech dniach walk. Spośród 267 tys. zmo­bi­li­zo­wa­nych żoł­nie­rzy Belgia utra­ciła łącz­nie 93 tysiące, w tym 13,7 tys. zabi­tych. Tym nie­mniej, opór bel­gij­skiej armii nie poszedł na marne, dał bowiem czas Francji i Wielkiej Brytanii na dokoń­cze­nie mobi­li­za­cji i kon­cen­tra­cji sił, co we wrze­śniu nad Marną oca­liło zachod­nie pań­stwa Ententy od klę­ski. Niestety około 95 proc. euro­pej­skiej czę­ści Belgii zna­la­zło się w rękach wroga. Okupacja nie­miecka ciężko doświad­czyła spo­kojne i zamożne uprzed­nio spo­łe­czeń­stwo. Kilkaset tysięcy Belgów ucie­kło do Francji, Wielkiej Brytanii lub Holandii, przy czym 2000 – 3000 nie udało się uciec, ludzie ci zgi­nęli na pil­no­wa­nej przez Niemców gra­nicy bel­gij­sko-holen­der­skiej. Co naj­mniej 120 tys. Belgów zostało depor­to­wa­nych na roboty do Niemiec, a wie­lo­krot­nie wię­cej pra­co­wało na rzecz cesar­skiej machiny wojen­nej na miej­scu. Zresztą już sam opór armii bel­gij­skiej miał tra­giczne kon­se­kwen­cje.

Innym bel­gij­skim samo­cho­dem pan­cer­nym był Mors z 1915 r.

W odwe­cie Berlin prze­pro­wa­dził tzw. Gwałt na Belgii. Składały się nań repre­sje obej­mu­jące nisz­cze­nie zabyt­ków, zgi­nęło także kil­ka­na­ście tysięcy cywili, ofi­cjal­nie w reak­cji na ataki par­ty­zanc­kie (co zwy­kle nie było prawdą). Wielu poli­ty­ków bel­gij­skich wywie­ziono do Niemiec jako więź­niów poli­tycz­nych. Na szczę­ście dla Belgów, Wielka Wojna była jesz­cze w miarę cywi­li­zo­wana, dzięki czemu moż­liwe oka­zało się dostar­cza­nie żyw­no­ści ze Stanów Zjednoczonych. Organizacja ARA (American Relief Administration) w szczy­to­wym okre­sie kar­miła około 10,5 mln osób, w więk­szo­ści Belgów. W 1918 r., na mocy rozejmu w Compiègne, Belgia odzy­skała wol­ność, a trak­tat wer­sal­ski przy­znał jej okręgi Eupen-et-Malmédy oraz Moresnet.
Dwudziestolecie mię­dzy­wo­jenne – doświad­cze­nia fran­cu­skie Pierwszowojenna trauma miała olbrzymi wpływ na stan armii bel­gij­skiej w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym. Belgowie wycią­gnęli podobne wnio­ski jak Francuzi, wycho­dząc z zało­że­nia, że skoro Niemcy raz poko­nali umoc­nie­nia (a w wypadku Francuzów obe­szli je przez Ardeny, któ­rych ponoć żadna armia przejść nie mogła…),
to… drugi raz im się ta sztuka nie uda. Rozpoczęto kosz­towny pro­gram roz­bu­dowy for­ty­fi­ka­cji, ale też sił polo­wych, głów­nie jed­nak do ich osłony.
Nie zna­czy to, że Belgowie prze­ga­pili poja­wie­nie się nowi­nek tech­nicz­nych, jak czołg czy samo­lot. Przeciwnie, w cza­sie pierw­szej wojny świa­to­wej Belgowie użyt­ko­wali pewne ilo­ści samo­cho­dów pan­cer­nych (w tym także w ramach nie­wiel­kiego kor­pusu na fron­cie wschod­nim), a nawet sami je pro­du­ko­wali. Wymienić tu można cho­ciażby dwa samo­chody pan­cerne Henkarta, zbu­do­wane na bazie cię­ża­ró­wek Minerva z 1914 r. (co czy­niło z prze­my­słu bel­gij­skiego jed­nego z pre­kur­so­rów roz­woju broni pan­cer­nej w ogóle), czy kilka póź­niej­szych pro­to­ty­pów. Zetknęli się oni także z bry­tyj­skimi i fran­cu­skimi czoł­gami, bar­dzo pry­mi­tyw­nymi jesz­cze, ale już dają­cymi dużą prze­wagę nad woj­skami nie­miec­kimi. W związku z tym w 1919 r. we Francji zaku­piono 54 czołgi Renault FT (według innych źró­deł nawet 75, w róż­nych wer­sjach), w które wypo­sa­żono utwo­rzony rok póź­niej 1. Pułk Pancerny. Czołgi te nie zro­biły wiel­kiej kariery – pułk roz­for­mo­wano w 1934 r., pozo­stały po nim sprzęt czę­ściowo wyko­rzy­sty­wano do szko­le­nia, czę­ściowo zaś prze­ka­zano żan­dar­me­rii, a czę­ściowo ska­ni­ba­li­zo­wano w celu utrzy­ma­nia pozo­sta­łych pojaz­dów w służ­bie.
W 1930 r. bel­gij­skie woj­ska lądowe skła­dały się z 18 puł­ków pie­choty, 6 puł­ków kawa­le­rii, 7 puł­ków arty­le­rii itp. Siły te miały cha­rak­ter mili­cyjny. Stopniowa roz­bu­dowa Reichswery skło­niła Brukselę do zmiany poli­tyki obron­nej. Objęła ona, poza wspo­mnianą roz­bu­dową umoc­nień, także roz­bu­dowę sił zbroj­nych w ogóle. Na początku 1939 r. armia bel­gij­ska, dzięki sil­nej gospo­darce (PKB był jed­nym z naj­wyż­szych na świe­cie i wyno­sił w 1938 r. 1015 USD według kursu dolara z 1960 r.; dla porów­na­nia, dla Polski, Niemiec i Francji było to odpo­wied­nio 372, 1126 i 936 USD) była w sta­nie wysta­wić już 6 aktyw­nych dywi­zji pie­choty i tyle samo rezer­wo­wych oraz dwie dywi­zje kawa­le­rii w trzech kor­pu­sach armij­nych i kor­pu­sie kawa­le­rii.
Rozbudowa liczebna to nie wszystko. Podjęto także próbę moder­ni­za­cji broni pan­cer­nej. Jeszcze w 1931 r. rząd Belgii son­do­wał moż­li­wość zakupu czoł­gów Renault D1, ale inter­wen­cja fran­cu­skiego Sztabu Generalnego unie­moż­li­wiła trans­ak­cję. Trudno wska­zać rze­czy­wi­stą przy­czynę, ale ofi­cjal­nie ten nie będący „super­tech­niką” czołg miał być za taką przez Francuzów uzna­wany. Być może w rze­czy­wi­sto­ści Francuzi bali się o zakłó­ce­nie dostaw dla wła­snej armii? Kolejne podej­ście do zaku­pów we Francji Bruksela wyko­nała w 1934 r., pla­nu­jąc zakup czoł­gów lek­kich AMC 34 (zna­nych wów­czas jesz­cze jako Renault YR) w ilo­ści 25 sztuk. Umowa została pod­pi­sana rok póź­niej. Według nie­któ­rych źró­deł dostawy zakoń­czono do końca 1936 r., ale… doty­czyły one tylko wież APX2. Podwozia miały nie dotrzeć do odbiorcy ze względu na zanie­cha­nie pro­duk­cji. Nie mniej niż 13 nie­po­trzeb­nych wież wyko­rzy­stano jako uzbro­je­nie umoc­nień.
Rok póź­niej nie­zra­żeni nie­po­wo­dze­niem Belgowie pod­jęli decy­zję o zaku­pie nowo­cze­śniej­szych czoł­gów AMC 35, stan­da­ry­zo­wa­nych lokal­nie jako ACG 1. Pierwszy wóz testo­wano już w czerwcu 1937 r. Początkowo ponow­nie pla­no­wano zamó­wie­nie 25 czoł­gów (i tyle wież kupiono), ale dostawy pod­wozi skoń­czyły się na trzech par­tiach po 3 czołgi mię­dzy mar­cem a sierp­niem 1939 r. oraz na ponow­nym prze­ka­za­niu uprzed­nio testo­wa­nego egzem­pla­rza. Czołgi mon­to­wały zakłady Carels w Gandawie. Według nie­któ­rych źró­deł, dostar­czono nawet dwa­na­ście pod­wozi. Ze wzglę­dów poli­tycz­nych czołgi skla­sy­fi­ko­wano jako cięż­kie samo­chody pan­cerne (Belgia była kra­jem neu­tral­nym, a czołg uzna­wano za broń ofen­sywną),
Czołg ten miał masę 14,5 t przy wymia­rach 4,432 x 2,055 x 2,228 m (dłu­gość x sze­ro­kość x wyso­kość). Uzbrojenie wer­sji bel­gij­skiej skła­dało się z armaty FRC Modelle 1932 kal. 47 mm z zapa­sem amu­ni­cji 50 nabo­jów i czoł­go­wego kara­binu maszy­no­wego Hotchkiss kal. 7,65 mm z zapa­sem 2500 nabo­jów. Jeden egzem­plarz (testowy?) zacho­wał praw­do­po­dob­nie ory­gi­nalne uzbro­je­nie główne, tj. armatę SA 35 L/28 kal. 47 mm, ale miał za to zde­mon­to­wany kara­bin maszy­nowy. Opancerzenie miało gru­bość 10 do 25 mm. Silnik gaź­ni­kowy o mak­sy­mal­nej mocy 180 KM wraz z prze­kład­nią mecha­niczną zapew­niał pręd­kość na szo­sie do 42 km/h, co było w owym cza­sie nie­złym wyni­kiem. Zasięg wyno­sił 161 km. Zawieszenie z każ­dej strony skła­dało się z 5 kół jezd­nych (z czego cztery zblo­ko­wane po 2 w wózki), dużego koła napę­do­wego z przodu oraz mniej­szego napi­na­ją­cego z tyłu oraz 5 rolek pod­trzy­mu­ją­cych. Załogę sta­no­wiło 3 ludzi. Wóz nie był lubiany przez bel­gij­skich żoł­nie­rzy ze względu na kiep­skie wła­sno­ści tere­nowe.

Droga bry­tyj­ska – ku T.13

Perypetie z zaku­pami broni we Francji nie napa­wały bel­gij­skich poli­ty­ków opty­mi­zmem. Ze względu na to, jesz­cze w 1931 r. Belgia nawią­zała kon­takt z bry­tyj­ską firmą Vickers, mającą na kon­cie sze­reg suk­ce­sów eks­por­to­wych zwią­za­nych z opan­ce­rzo­nymi wozami bojo­wymi. W wyniku prze­pro­wa­dzo­nych roz­mów doko­nano zakupu sze­ściu tan­kie­tek Carden Loyd Mk VI. Dwie z nich Belgowie zmo­dy­fi­ko­wali: jeden z wozów otrzy­mał armatę prze­ciw­pan­cerną FRC Modelle 1932 (tę samą, w którą uzbro­jono ACD 1), a drugi działo pie­choty Canon de 76 FRC. Próby z dru­gim pojaz­dem nie wypa­dły dobrze – pod­wo­zie oka­zało się być zbyt lek­kie nawet dla działa o nie­du­żym odrzu­cie, przez co pojazd także prze­bu­do­wano na samo­bieżną armatę prze­ciw­pan­cerną (według nie­któ­rych źró­deł prze­bu­do­wie pod­dano wszyst­kie sześć tan­kie­tek).
Jednak także w tej roli tan­kietka Carden Loyd Mk VI się nie spraw­dziła, m.in. wsku­tek prze­cią­że­nia zada­niami zale­d­wie 2‑osobowej załogi. Ponadto pod­czas strze­la­nia załoga była w znacz­nym stop­niu odsło­nięta, sam pan­cerz rów­nież nie był zbyt gruby. Sytuacji abso­lut­nie nie popra­wiał fakt, że znacz­nie więk­sza masa uzbro­je­nia powo­do­wała prze­cią­że­nie kon­struk­cji. Także zapas amu­ni­cji uznano za zbyt mały.

  • Bartłomiej Kucharski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE