Zaloguj

Włoska „inwazja” na Francję w czerwcu 1940 r.

WITH_1_2016_italy

10 czerwca 1940 r. o godzinie 16:30 minister spraw zagranicznych Włoch Galeazzo Ciano przyjął w Palazzo Chigi francuskiego ambasadora i zakomunikował mu, co następuje: Jego Wysokość Król i Cesarz oświadcza, że od 11 czerwca rano Włochy uznają się za państwo będące z Francją w stanie wojny. Na godzinę 16:45 Ciano zaprosił do Palazzo Chigi ambasadora brytyjskiego i w tej samej formie poinformował go, że Włochy uznają się za państwo będące w stanie wojny z Wielką Brytanią.

Rozmowy na temat niemiecko-włoskich działań wojennych przeciwko Francji zainicjował 23 lutego 1939 r. ambasador Włoch w Berlinie Bernardo Attalico, który rozmawiał na ten temat z upoważnienia Mussoliniego i Ciano z niemieckim ministrem spraw zagranicznych Joachimem von Ribbentropem. Na poziomie wojskowym rozmowy rozpoczęły się 22 marca 1939 r., kiedy doszło do pierwszego spotkania gen. Alberto Parianiego, szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Włoch, z wysłannikiem szefa Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych Niemiec gen. Wilhelma Keitla, pułkownikiem Enno von Rintelenem, attache wojskowym ambasady niemieckiej w Rzymie. Obie strony, jak raportował Niemiec, zgadzały się, że nie będą gotowe do wojny, tak jak i ich zachodni przeciwnicy (Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone) przed 1942 r. Jednocześnie obie strony zdawały sobie sprawę z tego, że wojna może wybuchnąć wcześniej – dlatego uznały, że trzeba być na to przygotowanym. 5-6 kwietnia 1939 r. podczas spotkania gen. Parianiego z gen. Keitlem w Innsbrucku Pariani jasno dał do zrozumienia, że armia włoska prowadząc wojnę na kontynencie europejskim i w koloniach będzie potrzebowała dodatkowego dużego wsparcia materiałowego i sprzętowego.

BW maju 1940 r. armia niemiecka wtargnęła w głąb Francji, odnosząc serię błyskawicznych zwycięstw, tymczasem Sztab Generalny Sił Zbrojnych Włoch nadal borykał się z odpowiednim przygotowaniem armii do walki. Szef Sztabu Generalnego marszałek Pietro Badoglio poinformował Mussoliniego, że armia włoska formalnie jest gotowa do działania, ale potrzebuje co najmniej 25 dni na przejście do ofensywy. Sytuację tę potwierdza Ciano, który zapisał w swoim „Dzienniku”, że 19 czerwca 1940 r. Mussolini zdecydował o natychmiastowym zaatakowaniu Francuzów w Alpach, ale marszałek Badoglio starał się temu energicznie przeciwdziałać. Sam Ciano zauważył w rozmowie z dyktatorem, że byłoby mało chwalebne, a moralnie niebezpieczne rzucać się na pokonane już wojska. Zawieszenie broni jest bardzo bliskie, a gdyby nasze wojska nie zdołały przebić ich obrony za pierwszym razem, to moglibyśmy zakończyć kampanię głośnym niepowodzeniem. Również niemiecki sojusznik nie był zachwycony wizją jeszcze większego pognębienia Francji. Wódz i kanclerz Niemiec Adolf Hitler mówił bowiem, że Francja w nowym porządku europejskim, pod władzą przyjaznego rządu powinna odegrać istotną rolę jako sojusznik Państw Osi. Rozebranie Francji między Niemcy i Włochy nie leżało zatem w interesie Hitlera.

Po obu stronach frontu

Włoska ofensywa ostatecznie została podjęta 20 czerwca 1940 r., ale właściwie stało się to dopiero 21 czerwca. Do ataku na francuskie pozycje skierowano łącznie 22 dywizje, które wchodziły w skład trzech armii, w tym dwie armie w pierwszym rzucie (1. Armia pod dowództwem gen. Pietro Pintora, szef sztabu gen. Fernando Gelich i 4. Armia pod dowództwem gen. Alfredo Guzzoniego, szef sztabu gen. Mario Soldarelli) oraz jedna armia w rezerwie strategicznej. Obie pierwszorzutowe armie wchodziły w skład Grupy Armii „Zachód” pod dowództwem gen. księcia Umberto di Savoia (szef sztabu gen. Emilio Battisti). Miały one zaatakować francuskie pozycje na całej długości granicy. Na Włochów czekały wysokie góry, z kilkoma tylko przejściami przez nie i wąskim pasem nizinnym na wybrzeżu. Mussolini miał nadzieję na zajęcie Nicei i miasta Savoy oraz wschodniej część doliny rzeki Rodan, jakieś 100 km w głąb terytorium francuskiego.

Artylerzyści Alpini przygotowują muły do transportu dział górskich i innego wyposażenia.

Artylerzyści Alpini przygotowują muły do transportu dział górskich i innego wyposażenia.

Oficer Sztabu Generalnego, porucznik (wkrótce awansowany na kapitana) Luigi Marchesi, przydzielony do Sztabu II. Korpusu 1. Armii pisał, że oczekiwania wobec jednostek włoskich były ogromne. Tymczasem włoskich oficerów bardzo zaskoczyła decyzja dowództwa i Mussoliniego, tym bardziej że w jednostkach było dużo świeżych poborowych i rezerwistów bez należytego wyszkolenia. Nikt nawet nie odczuwał atmosfery wojennej, szczególnie żołnierze. Marchessi zauważył, że uzbrojenie i wyposażenie było nieodpowiednie i przestarzałe.

Nowoczesne uzbrojenie dostarczano do jednostek już od dłuższego czasu, ale w niewielkich ilościach. Jak podsumował to szef Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych, marszałek Rodolfo Graziani, po prostu nie taka była umowa. Na trzy dni przed wypowiedzeniem Francji i Wielkiej Brytanii wojny, 7 czerwca 1940 r., Graziani pisał do dowództwa armii włoskiej w Piemoncie, że w przypadku działań wojennych na froncie z Francją należy zachować absolutny defensywny charakter tych działań, zarówno na lądzie, na morzu, jak i w powietrzu. Dopiero 14 czerwca zaczęto zmieniać wszystkie dotychczasowe, wypracowane przez długie miesiące ustalenia. Na sześć dni przed podjęciem ofensywy; stanowczo za późno.

Nawet dobre wyszkolenie bojowe i świetna znajomość gór przez Alpini nie były w stanie zmienić losów nieprzygotowanej i źle prowadzonej włoskiej kampanii przeciwko Francji.

Nawet dobre wyszkolenie bojowe i świetna znajomość gór przez Alpini nie były w stanie zmienić losów nieprzygotowanej i źle prowadzonej włoskiej kampanii przeciwko Francji.

W skład 1. Armii wchodził: II. Korpus generała Francisco Bettiniego, który składał się z 36. Dywizji Piechoty „Forli” (gen. Giulio Perugi), 33. Dywizji Piechoty „Acqui” (gen. Fracesco Sartoris), 4. Dywizji Piechoty „Livorno” (gen. Benvenuto Gioda) oraz 4. Dywizji Alpini „Cuneense” (gen. Alberto Ferrero), batalionów Alpini „Valle Stura” i „Val Maira”, kompanii czołgów CV.3/35; III Korpus generała Mario Arisio, w którego skład wchodziły: 3. Dywizja Piechoty „Rawenna” (gen. Edoardo Nebbia), 6. Dywizja Piechoty „Cuneo” (gen. Carlo Melotti), 1. Grupa Alpejska (3 bataliony Alpini, 2 bataliony artylerii górskiej, 3. i 4. batalion „Czarnych Koszul; XV Korpus generała Gastone Gambara, który składał się z 5. Dywizji Piechoty „Cosseria” (gen. Alberto Vassari), 37. Dywizji Piechoty Górskiej „Modena” (gen. Aleksandro Gloria), 44. Dywizji Piechoty „Cremona” (gen. Umberto Mondino), Grupa Alpejska (4 bataliony Alpini, 2 bataliony artylerii górskiej i batalion „Czarnych Koszul”) wraz z 33 i 34. batalionami „Czarnych Koszul” oraz Korpus Rezerwowy w składzie: elitarna 7. Dywizja Piechoty „Lupi di Toscana” – „Toskańskie Wilki” (honorowym patronem i członkiem dywizji był sam Mussolini, dowódca gen. Ottavio Priore), 16. Dywizja Piechoty „Pistoia” (gen. Mario Priore), 5. Dywizja Alpini „Pusteria” (gen. Amedeo de Cia), 22. Dywizja Piechoty „Cacciatori della Alpi” – „Alpejscy Myśliwi” (gen. Dante Lorenzelli), 1. pułk Bersalierów, 133. pułk pancerny ze 133. Dywizji Pancernej „Littorio” i 1. pułk kawalerii „Cavalleggeri di Monferrato”.

4. Armia gen. Guzzoniego składała się z I Korpusu generała Carlo Vecchiarelli, w którego skład wchodziły: 1. Dywizja Piechoty „Superga” (gen. Curio Barbasetti di Prun), 24. Dywizja Piechoty „Pinerolo” (gen. Giuseppe de Stefanis), 59. Dywizja Piechoty „Cagliari” (gen. Antonio Scuro), bataliony Alpini „Susa” i „Val Cenischia”, 3. Grupa Alpini (3 bataliony) oraz 11. batalion „Czarnych Koszul”; IV Korpusu generała Camillo Mercalli, składającego się z: 2. Dywizji Piechoty „Sforzesca” (gen. Alfonso Ollearo), 26. Dywizji Piechoty „Assietta” (gen. Emanuele Girlando), Korpusu Alpejskiego generała Luigi Negriego, któremu podlegały: 1. Dywizja Alpini „Taurineense” (gen. Paolo Micheletti), Grupa Alipni „Levanna” (3 bataliony Alpini, 1 batalion artylerii górskiej), 3. pułk Alpini, bataliony Alpini „Duca d’Aosta”, „Monte Blanco”, „Arditi” (szturmowy) oraz 13. batalion „Czarnych Koszul”; w skład Korpusu Rezerwowego wchodziły: 11. Dywizja Piechoty „Brennero” (gen. Arnaldo Forgiero), 58. Dywizja Piechoty „Legnano” (gen. Edoardo Scala), 2. Dywizja Alpini „Tridentina” (gen. Ugo Santovito), 4. pułk Bersalierów, 1. pułk pancerny, pułk kawalerii „Nizza Cavalleria”.

Oddziały pancerne mające wziąć udział w zbliżającej się operacji miały spore doświadczenie bojowe, ale z wojny domowej w Hiszpanii. Poza tym dysponowały one przestarzałym i nieodpowiednim sprzętem – w większości tankietkami CV.3/35 uzbrojonymi w karabiny maszynowe oraz czołgami lekkimi L6/40 z automatyczną armatą 20 mm i Fiat 3000 z krótkolufową armatą 37 mm. Tylko dwie dywizje – „Littorio” i „Trieste” – były w pełni zmotoryzowane. Najbardziej mobilni w składzie poszczególnych dywizji i jednostek wsparcia byli Bersalierzy, którzy poruszali się w całości na motocyklach lub na rowerach.

W armii włoskiej istniała znaczna różnica między dywizjami górskimi a alpejskimi (Alpini). Dywizje górskie – dywizje piechoty specjalnie wyposażone do działań w warunkach górskich – miały dodatkowy kontyngent zwierząt transportowych i większy od normalnej dywizji piechoty stan liczebny. Natomiast dywizje alpejskie były wyspecjalizowanymi dywizjami górskimi, których cały personel wywodził się z regionów alpejskich, odznaczał się dużą sprawnością fizyczną i wysokim poziomem wyszkolenia, a artylerzyści to mistrzowie w transportowaniu broni przy użyciu zwierząt jucznych i jej wykorzystaniu. Pułki miały własne, stałe pododdziały artylerii, saperów i służb pomocniczych.

Wśród tych sił znalazło się również 28 batalionów „Czarnych Koszul”, które zostały przydzielone jako wzmocnienie do każdej dywizji lub operowały pojedynczo w grupach bojowych z innymi rodzajami wojsk.

Rezerwę strategiczną stanowiła 7.Armia dowodzona przez generała Emanuela Filiberto Duca di Pistoia. W jej skład wchodziły: 7. Dywizja Piechoty „Lupi di Toscana”, 10. Dywizja Piechoty (zmotoryzowanej) „Piave”, 41. Dywizja Piechoty „Firenze”, 48. Dywizja Piechoty „Taro” i 65. Dywizja Piechoty „Granatieri di Savoia”, 102. Dywizja Zmotoryzowana „Trento” i 1. Dywizja Kawa-
lerii „Eugenio di Savoia”.

32 dywizje włoskie miały więc się zmierzyć z 6 francuskimi dywizjami górskim oraz jednostkami wspomagającymi Armii Alpejskiej pod dowództwem gen. Rẻne Olry’ego (nie zapominajmy jednak, że we włoskich jednostkach gotowość bojowa do działań nie przekraczała 50 procent).

Naprzeciw siebie stanęła 185-tysięczna armia francuska i 315-tysięczna armia włoska w pierwszym rzucie. Dowództwo włoskie do natarcia na Francję skierowało łącznie 500 tys. żołnierzy, wspieranych przez 3000 środków artyleryjskich, pierwszorzutowe siły francuskie zaś liczyły 150 tys. żołnierzy. Francuzi mogli jednak wykorzystać do obrony rozbudowany system fortyfikacji, tworzony i ulepszany od 1929 r., który był najsilniejszy na odcinku od szczytu Mont Blanc do Morza Śródziemnego.

Wsparcie lotnicze obu armiom włoskim miała zapewnić 1. Flota Powietrzna, w której skład wchodziły cztery pułki myśliwskie, a dwa z nich – 3. i 53. – wyposażono w dwupłatowe samoloty Fiat CR.42 Falco. Dwa dywizjony wchodzące w skład 3. pułku operowały z lotnisk Novi Ligule e Albenga (18.) oraz Cervere (23.). Dywizjony 53. pułku stacjonowały na lotniskach Caselle Torinese (150.) i Casablanca (151.). Na lotnisku w Gorizii przebywał również 9. dywizjon, także wyposażony w CR.42. Jedynie dwa dywizjony (152. i 153.) wchodzące w skład 54. pułku, stacjonujące kolejno na lotniskach w Airasca i Vergiate, były wyposażone w jednopłatowe samoloty Macchi MC.200 Saetta. Każdy z dywizjonów składał się z trzech eskadr. Jednostki te miały za zadanie osłonę dwusilnikowych bombowców Fiat BR.20 Cicogna. Do działań przeciwko siłom francuskim ze składu 3. Floty Powietrznej wyznaczono: 1. pułk, w którego skład wchodziły dwa dywizjony (17. i 157.), oba wyposażone w CR.42 i CR.32 Chirri, operujące kolejno z lotnisk w Palermo i Trapami, oraz 6. samodzielny dywizjon z Katanii wyposażony w MC.200. W walkach z Francją wzięły również udział następujące jednostki lotnicze 3. Floty Powietrznej: 51. pułk myśliwski, wyposażony w jednopłatowe samoloty FIAT G.50 Freccia ze swoimi dwoma dywizjonami (20. i 21.) bazującymi w Ciampino oraz dywizjon (22.) z 52. pułku z Capodichino (G.50 i CR.32), których zadaniem było atakowanie Korsyki, patrolowanie wód terytorialnych Francji i osłona nalotów bombowych na Tunezję. 6. pułk wkrótce podzielono, a jego samoloty (CR.32) skierowano na lotniska w Monserrato i Alghero na Sardynii.

„Dziwna wojna”, 10-20 czerwca 1940 r.

31 maja 1940 r. brytyjski premier Winston Churchill, w czasie rozmowy z oficerem francuskiej misji wojskowej w Wielkiej Brytanii, po raz pierwszy poruszył temat alianckiej odpowiedzi w przypadku przystąpienia Włoch do wojny: Zaproponowałem, że powinniśmy uderzyć z powietrza na północno-zachodni trójkąt przemysłowy, z trzema miastami: Mediolanem, Turynem i Genuą.

Przez pierwsze kilka dni poza niewielkimi starciami na granicy patroli nie było żadnych poważniejszych akcji bojowych. Dopiero 12 czerwca 1940 r. rozpoczęły się naloty włoskiego lotnictwa. Tego samego dnia nastąpiły także pierwsze ataki sił francuskich na pozycje włoskie; wszystkie zostały odparte.

Kiedy załogi brytyjskich bombowców dalekiego zasięgu Vickers Wellington z 99. dywizjonu RAF 11 czerwca przygotowywały się do nalotu na terytorium włoskie, ich dowódca – pułkownik R. M. Fidel – został poinformowany przez władze francuskie i wojskowych, że zabrania się jakichkolwiek ataków na Włochy przez brytyjskie samoloty bombowe startujące z Francji. Obawiano się nalotów odwetowych ze strony bombowców włoskich. Spowodowało to interwencję u samego Churchilla, który w tej sprawie skontaktował się z francuskim premierem Paulem Reynaudem. Mimo jego interwencji u lokalnych dowódców, kiedy kolejny raz bombowce zaczęły kołować w kierunku pasa startowego, gen. Joseph Vuillemin rozkazał ustawić na pasie ciężarówki, uniemożliwiając start. Na innych lotniskach zresztą sama ludność cywilna zablokowała start bombowców.

Konwój artyleryjski w Alpach. Ciągniki Pavesi M.30A z działami Ansaldo-Schneider 105/28.

Konwój artyleryjski w Alpach. Ciągniki Pavesi M.30A z działami Ansaldo-Schneider 105/28.

W nocy z 11 na 12 czerwca 1940 r. brytyjskie samoloty bombowe dalekiego zasięgu – Wellington i Armstrong-Whitworth Withley z 4. Grupy Dowództwa Lotnictwa Bombowego – otrzymały zadanie zaatakowania zakładów Fiata w Turynie (jako cel zapasowy wyznaczono zakłady zbrojeniowe Ansaldo w Genui). Z wyspy Jersey wystartowało 36 samolotów, jednak cel osiągnęło tylko 13 Whitley’ów. W dodatku bombowce te zaatakowały dwa różne cele. Połowa z nich zrzuciła bomby na Turyn, a połowa na Genuę – i tylko kilka bomb trafiło w cel, nie powodując większych szkód. W Turynie bomby spadły daleko od wyznaczonych celów, eksplodując nieopodal centrum miasta i zabijając 14 cywilów oraz raniąc kolejnych trzydziestu, w tym dzieci. Amerykański historyk Nicholas Baker, który przebywał wtedy w mieście wraz z grupą zagranicznych korespondentów, wspominał, że cztery bomby eksplodowały na placu w biednej dzielnicy Turynu nieopodal zbiornika z paliwem, zabijając 10 ludzi. Najgorsze było jednak to, że w zaatakowanych miastach nie zabrzmiały żadne syreny ostrzegające przed nalotem, a artyleria przeciwlotnicza nie otworzyła ognia.

Oczywiście Włosi nie mogli tego zostawić bez odpowiedzi. 12 czerwca z bazy na Sardynii samoloty bombowo-torpedowe Savoia-Marchetti SM.79 Sparviero dokonały rajdu na bazy francuskiej marynarki i lotnictwa w północnej Tunezji. Wkrótce dołączyły do nich maszyny 13. i 2. eskadry z Sycylii. Obiektami ataków samolotów BR.20 z 1. pułku bombowego, osłanianych przez myśliwce CR.42, stały się lotniska w południowej Francji. Uderzono kolejno na Tulon, Hyeres, Saint-Raphaël, Calvi, Bastię i Bizertę. 13 czerwca myśliwce CR.42 z 23. dywizjonu zaatakowały koszary w Fayence i lotnisko w Hyeres.

Celność włoskich bombardowań okazała się niewielka ze względu na intensywność ognia artylerii przeciwlotniczej, który rozproszył formacje bombowców. Zestrzelono jeden francuski myśliwiec Vought 156, a kilka samolotów zostało zniszczonych na ziemi. Włoskie starty to jeden myśliwiec z 82. eskadry, który uległ awarii i rozbił się w czasie lądowania. Obiektami ataku 2. pułku bombowego stały się bazy morskie oraz statki. Dwa dni później SM.79 w eskorcie G.50 dokonały nalotu na francuskie bazy na Korsyce, dodatkowo 16 bombowców Breda Ba.88 Lince zbombardowało główne lotnisko na wyspie.

14 czerwca w dniu zajęcia Paryża przez Niemców włoski komunikat wojskowy ograniczał się do stwierdzenia o działalności małych oddziałów w kilku rejonach frontu alpejskiego. Nieprzyjacielska próba zawładnięcia przełęczą Galisia została odparta. Tego samego dnia o świcie francuska trzecia eskadra marynarki wojennej (dowódca: wiceadm. Duplat) bazująca w Tulonie rozpoczęła operację na wodach terytorialnych Włoch. W jej skład wchodziły 4 krążowniki ciężkie i 11 niszczycieli. Okręty te otworzyły ogień do zbiorników z ropą i do instalacji wojskowych na wybrzeżu liguryjskim oraz w porcie w Genui. Żaden włoski samolot nie zareagował; ogniem odpowiedziała tylko obrona wybrzeża, która uzyskała jedno trafienie w niszczyciel Albatros pociskiem 155 mm, który przebił się przez burtę trafiając w kotłownię i zabił 12 marynarzy. W czasie kampanii w Alpach współpraca z niemieckim sojusznikiem była ograniczona do wymiany informacji technicznych i kontaktów wywiadowczych. 14 czerwca Mussolini rozkazał marszałkowi Badoglio przeprowadzenie niewielkich operacji ofensywnych, które miały być wstępem do przyszłych operacji
ofensywnych o większym rozmachu.

W walkach powietrznych 15 czerwca stracono jeden bombowiec BR.20 (1. pułk bombowy) i kilka samolotów myśliwskich CR.42, Francuzi natomiast stracili dwa myśliwce – Devoitine D.520 i Bloch MB.151. Tego samego dnia doszło do starcia 12 samolotów CR.42 z 23. dywizjonu z sześcioma D.520 z 15. eskadry z GC III/6. Formacja myśliwców włoskich została zaatakowana z zaskoczenia i nie zdążyła uformować kręgu obronnego na czas. Rezultatem tego była strata dwóch maszyn, które zestrzelił porucznik Pierre Le Gloan, zastępca dowódcy francuskiej jednostki. Niedługo potem zaatakował on kolejną formację włoskich myśliwców nad Hyéres i zestrzelił następny samolot. Na tym walka się nie skończyła – w pościg za nim ruszyło kilka włoskich myśliwców, jednak Francuzowi udało się uciec do bazy. W czasie tego pościgu krótką serią z działka 20 mm udało się mu jeszcze zestrzelić kapitana Luigiego Filippiego, dowódcę 75. eskadry.

15 czerwca 67 myśliwców CR.42 ze 150., 151., 18. i 23. dywizjonów atakujących Cuers Pierrefeu i Cannet des Maurem walczyło z francuskimi D.520 i MB.151. Włochom udało się zestrzelić trzy wrogie myśliwce za cenę pięciu swoich. W nocy z 15 na 16 czerwca osiem brytyjskich bombowców zostało wysłanych nad Turyn i Genuę. Tylko jeden samolot doleciał nad cel i zrzucił bomby, powodując śmierć 14 osób.

Jeszcze 11 czerwca minister spraw zagranicznych Ciano (prywatnie zięć Mussoliniego) w randze majora lotnictwa objął dowództwo dywizjonu bombowców BR.20, stacjonujących na lotnisku w Pizie. Z tego lotniska brał udział w nalotach na Tulon. Po ataku na Genuę on i jego bombowce polecieli w kierunku Nicei, aby odnaleźć i ewentualnie zatopić okręty, które zaatakowały włoskie miasto, jednak ze względu na trudne warunki atmosferyczne po dwóch godzinach lotu Ciano wraz z innymi załogami wrócił do bazy, nie znajdując przeciwnika. Następnej nocy z 9 brytyjskich bombowców pięć osiągnęło cel. Ogółem w czasie tej kampanii zrzucono na Włochy 20 t bomb, ale zniszczenia były minimalne. W swym „Dzienniku” Ciano zapisał, że 17 czerwca brał udział w nalotach bombowych na Borga i Bastia w północnej części Korsyki: trafiłem celnie, ale francuska odpowiedź także była silna i skuteczna. Naloty na miasta północnych Włoch zmusiły dowództwo włoskiego lotnictwa do stworzenia jednostek nocnych myśliwców – pierwszy taki dywizjon utworzono na lotnisku Ciampino w Rzymie.

16 czerwca francuskie awizo La Curieuse zmusiło do wynurzenia się włoski okręt podwodny Provanaa (dowódca: kmdr ppor. Botta), po czym staranowało go i zatopiło. Była to pierwsza włoska jednostka tej klasy zatopiona w tej wojnie. W tym samym czasie bombowce SM.79 z 36. pułku zrzuciły 9 bomb 50 kg na lotnisko Menzel Termine. Pięć SM 79 z 253. eskadry próbowało atakować okręty francuskie na południe od Genui.

Po południu 16 czerwca samoloty 10. eskadry bombardowały lotnisko w Ajaccio. W odwecie macierzyste lotnisko tej jednostki, Elmes na Sardynii, po południu zostało zaatakowane przez francuskie bombowce Martin 167A3, ale strat w sprzęcie w wyniku tego nalotu nie poniesiono. Również baza morska w Bizercie tego dnia stała się celem ataku pięciu SM.79
z 8. pułku bombowego.

17 czerwca francuski marszałek Phillippe Pétaine poprosił oficjalnie o zawieszenie broni. Włosi postanowili więc wstrzymać przygotowania do ataku – jednak nie zawiesili działań wojennych w ogóle. Tego samego dnia wodnosamoloty rozpoznawczo-bombowe CANT Z.506B dołączyły do bombowców SM.79 i razem zbombardowały Bizertę i inne cele militarne w Tunezji. Po południu 18 czerwca Mussolini dowiedział się, że Hitler odmówił podpisania wspólnego zawieszenia broni. Polecił więc wznowić, a właściwie w końcu rozpocząć ofensywę. Wojna w powietrzu trwała nadal. Tego samego dnia myśliwce CR.42 przechwyciły dwie francuskie łodzie latające CAMS 55 z eskadry 4S1 i zestrzeliły jedną z nich.

20 czerwca francuski rząd również poprosił Włochy o zawieszenie broni, jednak prośba ta została odrzucona. Atak miał nastąpić w pasie nadbrzeżnym i – po przebyciu gór – natarcie miało się rozwinąć w dolinie rzeki Rodan. Siłom atakującym udało się zająć jednak tylko kilka wiosek alpejskich. Tego samego dnia do dowództw armii, korpusów, dywizji przyszedł rozkaz nr 2329 o treści: Jutro, 21 czerwca, począwszy od godziny trzeciej, 4. i 1. armia mają rozpocząć atak. Podpisano Graziani. Francuzi nie zamierzali jednak być bezczynni. 21 czerwca pancernik Lorraine otworzył ogień do instalacji wojskowych w porcie Bardija w Libii, a francuskie lotnictwo zaatakowało bazy morskie w Tarencie i Livorno.

Włoska „ofensywa” na froncie alpejskim

21 czerwca o godzinie 5:30 armia włoska przeszła do ofensywy, atakując pozycje francuskiej Armii Alpejskiej, dowodzonej przez generała Rène Olry. Obiektami silnego włoskiego ostrzału artyleryjskiego stały się przełęcz Maddalena, umocnienia w La Turra oraz fort w Briancon – jednak stare włoskie pociski, pamiętające jeszcze pierwszą wojnę światową, nie czyniły fortom żadnej większej szkody. Artyleria francuska także nie pozostała dłużna i rozpoczęła ostrzał włoskich umocnień w Chambertin z haubic 280 mm, powstrzymując atak, który ruszył z tej pozycji. Ogółem 19 spośród 32 włoskich dywizji skoncentrowanych w Alpach uderzyło po świcie na francuskie pozycje. W tym czasie znaczna część lokalnych sił obronnych z południowej Francji została już dawno przerzucona do walki z Niemcami, których oddziały coraz bardziej zagrażały tyłom Armii Alpejskiej, maszerując z północnego zachodu wzdłuż doliny Rodanu.

Generał Orly podzielił więc swoje siły na dwie części, z których jedną skierował do odparcia ataku Wehrmachtu. W efekcie tylko połowa z oddanych do jego dyspozycji oddziałów mogła stanąć do obrony południowo-wschodniej granicy przed Włochami. W krótkiej kampanii, jaka wówczas nastąpiła, obie strony walczyły z dużą determinacją. W celu przełamania francuskiej obrony wezwano lotnictwo, jednak włoskie bombowce nie były w stanie trafić drobnych, wymagających dużej precyzji, umocnionych celów.

Artylerzyści podczas prowadzenia ostrzału pozycji francuskich z działa 75/27 mod. 11.

Artylerzyści podczas prowadzenia ostrzału pozycji francuskich z działa 75/27 mod. 11.

4. Armia włoska otrzymała zadanie przebicia się i zajęcia Albertville – i tym samym połączenia się z niemieckimi oddziałami atakującymi z północy. Według dowództwa włoskiego uderzenie to, wraz z uderzeniem 1. Armii w pasie nadmorskim, powinno sparaliżować i rozbić całą francuską obronę na południu kraju.

Jako pierwszy do natarcia na przełęcze Saint Bernard oraz Seignes ruszył Korpus Alpejski gen. Negriego, wydzielając do tego celu Grupę Alpini „Levanna”, dywizję „Torino” (gen. Paolo Micheletti), dywizję „Tridentia” (gen. Ugo Santovito) oraz połowę sił dywizji „Pusteria” (gen. Amadeo de Cia). Odpowiedź francuskich artylerzystów była natychmiastowa i bardzo celna – nic dziwnego, skoro bardzo dobrze znali oni teren i na taki właśnie wariant rozwoju wypadków byli przygotowywani latami. Włoska artyleria, nawet działa górskie, mogły strzelać tylko do wysokości pierwszego piętra (niskiej półki skalnej), z dala od większości francuskich fortyfikacji i umocnień, których zneutralizowanie nie było możliwe bez pomocy. W dodatku fatalna pogoda uniemożliwiała użycie do wsparcia ataku lotnictwa. Szybkie posuwanie się Włochów do przodu komplikował także brak dróg. Często nie było nawet miejsca na zorganizowanie stanowisk ogniowych dział i moździerzy. Wszystko to spowodowało ogromne zamieszanie transportowe i organizacyjne.

Batalion Bersalierów w rejonie góry Mount Cenis.

Batalion Bersalierów w rejonie góry Mount Cenis.

Korpus Alpejski w akcji

Główne natarcie przez przełęcz Saint Bernard do Albertville miał przeprowadzić Korpus Alpejski; poboczne zadanie nacierania w pasie Mount Cenis – góra Saint Maurice przydzielono I Korpusowi. Korpus Alpejski w składzie dwóch dywizji alpejskich, 5 dodatkowych batalionów alpejskich, batalionu „Czarnych Koszul”, wzmocniony 4 dywizjonami artylerii i artylerią korpusu (z IV Korpusu, który znajdował się na lewej flance) zajął pozycje wyjściowe na przełęczy Seign. Naprzeciwko niego znajdowały się francuskie forty i rejony umocnione w Solage, forty Traversette usytuowane zaraz przy granicy i rejon umocniony góry Saint Maurice, który osłaniał dolinę rzeki Isere. Garnizon francuski liczył 3000 żołnierzy uzbrojonych w 350 karabinów maszynowych i 150 środków artyleryjskich. Poza tym obrońcy mogli liczyć na wsparcie 18 dodatkowych batalionów z kolejnymi 60 działami.

Włoskie dowództwo rzuciło do natarcia na cztery francuskie bataliony broniące przełęcze Bourg-Saint Maurice, Mont Cenis, Saint Bernard i Seigne 12 swoich batalionów. Co ciekawe, kierunek ich ataku biegł tym samym szlakiem, co marszruta Hannibala, zmierzającego do podboju Rzymu przed ponad dwoma tysiącami lat. Na nieszczęście atakującym i ku wybawieniu atakowanych przyszła silna burza śnieżna, która uziemiła wszystkie samoloty, natomiast włoska piechota odnotowała 2000 przypadków odmrożeń.

W pierwszych godzinach ataku okazało się, że nie będzie to łatwe zwycięstwo. Żołnierze toczyli pojedyncze bitwy o poszczególne forty, umocnienia, przesmyki terenowe. Ofensywa zamieniła się w serię pojedynków między jednostkami wielkości kompanii, maksymalnie batalionu – w dodatku bardzo krwawych. Założenie Mussoliniego, że opór już praktycznie pokonanej przez Wehrmacht armii francuskiej będzie symboliczny, szybko okazało się tylko myśleniem życzeniowym. Forty i umocnione pozycje Francuzów, które ogromnym wysiłkiem włoskich żołnierzy i przy dużych stratach były okrążane, zamiast się poddać stawiały zacięty opór. Trwał on do momentu zakończenia wojny z Francją.

Włoski Korpus Alpejski atakował w pasie szerokości 21-25 km; w pierwszej kolejności miał on zająć Chapieu, Setz, Tignes i zniszczyć rejon umocniony wokół góry Saint Maurice. Po osiągnięciu tego celu miał kontynuować natarcie na Beaufort, a później na Albertville. Jednym z głównych założeń natarcia na tym kierunku było przedarcie się na prawej flance 8 batalionów alpejskich przez przełęcz Seign. Pod osłoną mgły i przy wsparciu artylerii do szturmu na pozycje francuskie ruszył batalion Bersalierów dywizji „Trieste”, dążąc do przekroczenia rzeki Isere – pomimo tego, że jedyny duży most na niej został zniszczony.

Mimo bardzo trudnych warunków Włosi zdołali otoczyć ufortyfikowane stanowiska przeciwnika nieopodal przełęczy Saint Bernard, choć nie udało im się ich zdobyć. Przeprowadzili szturm na Modane w celu przedarcia się przez przełęcze pod Bellecombe, Clapier, Mont Cenis i Solleris. Zostali jednak odparci. Dwa włoskie bataliony pierwszego dnia oskrzydliły francuskie oddziały rozpoznawcze, które pod ich naporem wycofały się na zaporę La Tuille i dalej do Le Planey. W pierwszym dniu walk natarcie włoskich oddziałów zostało powstrzymane niemal na całym froncie, z wyjątkiem wysuniętego odcinka pod Le Queyras. Tam żołnierze włoscy okrążyli ufortyfikowaną wioskę Abries. Wszystko szło powoli, ale krok po kroku do przodu. Wielu oficerów i żołnierzy wykazało się odwagą i pomysłowością, graniczącą z szaleńczą brawurą; dowódca 29. kompanii Alpini otrzymał 10 dni aresztu za lekkomyślność i niepotrzebne narażanie żołnierzy.

Prawa kolumna jednostek alpejskich przeszła przez przełęcz Seign, jednak została zatrzymana przez silny ogień artyleryjski z rejonu umocnionego Solage. Po przebyciu kilku kilometrów strzelcy alpejscy okrążyli pozycje nieprzyjaciela i jedna część atakującej kolumny uderzyła dalej na Roseland, natomiast druga przystąpiła do likwidacji wrogich pozycji i jednostek w rejonie Solage. Na tym uderzenie się nie skończyło. Centralna kolumna przedzierała się przez przełęcz Saint Bernard, jednak szybko znalazła się pod silnym ogniem dział z fortu Traversette, blisko granicy. Aby wzmocnić atak Alpini, przysłano wzmocnienie z dywizji „Trieste”.

O godzinie 11:00 21 czerwca batalion motocyklistów przedarł się przez przełęcz pod osłoną ognia własnej artylerii i ruszył szybko w stronę doliny rzeki Izera. Dwa kilometry od granicy dotarł on do zniszczonego mostu; musiał więc się przeprawiać przez rzekę pod ogniem kilku francuskich stanowisk karabinów maszynowych. W tym samym czasie podążający za nim saperzy, pomimo dużych strat, przystąpili do odbudowania mostu. Nazajutrz sytuacja Włochów poprawiła się tylko nieznacznie. Szpica włoskich jednostek zajęła wschodnie podejście do Mentony, ale w sumie ofensywa nie przyniosła większych sukcesów.

Rankiem 22 czerwca batalion CV.3/35 z dywizji „Trieste” po wyminięciu batalionu motocyklistów ruszył do ataku. Stracił jednak wkrótce jedną tankietkę na polu minowym i był zmuszony do zatrzymania się i zaczekania na saperów. Wraz z nim zostały zatrzymane CV.3/35, „wypożyczone” na tę akcję z dywizji „Littorio”. Batalion z 65. pułku dywizji „Trieste” rozpoczął podchodzenie po fort Traversette, jednak nagle został zaatakowany z flanki przez piechotę francuską, którą silnym ogniem dział i karabinów maszynowych osłaniała załoga fortu. Tym samym atak włoski załamał się. Inny batalion 65. pułku, wzmocniony przez kompanię ciężkich karabinów maszynowych, zluzował batalion motocyklistów i rozpoczął marsz na Setz.

W tym samym czasie lewa kolumna Korpusu Alpejskiego po załamaniu słabego oporu francuskiego nad granicą ruszyła wzdłuż doliny rzeki Isere; jej jednostki również rozpoczęły marsz w kierunku Setz przez prawy brzeg rzeki. Do godziny 1:30 25 czerwca Korpus Alpejski wraz z towarzyszącymi mu dodatkowymi jednostkami zdołał zająć Setz, także fort Traversette został dosyć szybko okrążony – jednak garnizon miasta, wzmocniony wycofującymi się jednostkami, nadal stawiał twardy opór, a jego artyleria nadal prowadziła ostrzał przełęczy Saint Bernard. Trzeba wspomnieć, że – mimo tych kilku sukcesów –główne natarcie na przełęcz Saint Bernard utknęło z powodu silnej zamieci śnieżnej. Utknęło również natarcie CV.3/35 z pułku z dywizji „Littorio”, które poszło przez przełęcz Piccolo San Bernardo. Francuzi, korzystając z trudnych warunków atmosferycznych i niewielkiej siły ognia włoskich tankietek, z łatwością zatrzymali natarcie.

W pasie działania I Korpusu

W międzyczasie do ataku ruszył także I Korpus generała Carlo Vecchiarelli. Jego oddziały osiągnęły nieco więcej sukcesów, atakując w sektorze od Mount Cimis do przełęczy Etache, w 25-kilometrowym pasie. Jednostki korpusu – głównie dywizja górska „Superga” gen. hrabiego Curio Barabsettiego di Prun, dywizja górska „Cagliari” generała Antonio Scuero i dywizja „Legnano” generała Edoardo Scali – przełamały się przez linie obronne fortyfikacji nadgranicznych i dotarły do linii fortów Bessans, Lanslehoung, Bramans, Modalne i do położonego trochę
na północ Albertville.

I. Korpus miał teraz atakować w składzie: 59. Dywizja Piechoty Górskiej „Cagliari” (gen. Antonio Scuro) wzmocniona przez jednostkę Alpini „Cemschia” oraz 11. Dywizja Piechoty „Brennero” z jednostką alpejską pułkownika Cobianchi, dwoma batalionami Alpini i innymi jednostkami wsparcia. Na lewo od I Korpusu znajdowała się 1. Dywizja Piechoty „Superga”, która również chwilowo została przydzielona do korpusu. Główne siły dywizji poruszały się w trzech kolumnach w kierunku Bramans oraz na Modane przez dolinę rzeki Arc. Główna kolumna dywizji wraz z 1. i 2. batalionem z 64. pułku i 3 batalionem z 63. pułku 59. Dywizji Piechoty Górskiej „Cagliari” ruszyły przez przełęcz Glazette i dalej przez dolinę rzeki Ambin. 2. batalion atakował na prawo przez przełęcz Mount Cemis w kierunku Le Planet, gdzie miał się połączyć z siłami głównej kolumny. 1 batalion tego samego pułku natomiast atakował w kierunku przełęczy i doliny Bellecombe. Jego zadaniem było zajęcie regionu La Villette i połączenie się z głównymi siłami korpusu.

Na prawej flance tych sił atakowała jednostka Alpini „Boccaliatte” z rozkazem zajęcia Bessans. Na lewo od niej, we współpracy z 59. Dywizją Piechoty Górskiej, na przełęczy Mache atakowała jednostka Alpini „Cemschia”. Jednostka ta podjęła działania przeciwko flance fortyfikacji Modane. Jeden rzut Alpini w rejonie jeziora przy Mount Cenis współpracował
z 11. Dywizją Piechoty.

Atakującym siłom opór stawiało kilka francuskich fortów, obsadzonych przez 4500 francuskich żołnierzy, wzmocnionych przez dwie dywizje z 60 czołgami i artylerią. Po północy 21 czerwca główna kolumna włoska (trzy bataliony) ruszyła z przełęczy Giazette w kierunku doliny rzeki Ambin; jednak silny ogień Francuzów zmusił atakujących Włochów do zmiany kierunku ataku – musieli oni skręcić w prawo, by w ten sposób wziąć z flanki pozycje obrońców. Aby zwiększyć siły atakujące, główna kolumna została wzmocniona przez 2. batalion z 63. pułku 59. Dywizji Piechoty Górskiej, który z łatwością pokonał słaby opór Francuzów na przełęczy Mount Cenis. Po połączeniu z głównymi siłami rozpoczęto atak na Bramans.

Włoskie czołgi lekkie L6/40 wkraczają do zdobytego francuskiego miasta.

Włoskie czołgi lekkie L6/40 wkraczają do zdobytego francuskiego miasta.

Poszczególne kolumny 59. Dywizji Piechoty Górskiej dotarły do Bramans pod koniec 22 czerwca. Przed atakiem kolumny zostały podzielone na małe grupy szturmowe, aby uniknąć strat spowodowanych ostrzałem artyleryjskim i by móc łatwiej walczyć w górzystym terenie. Jeden z batalionów posuwał się w kierunku Termignon, aby tam spotkać się z jednostką Alpini „Cemschia”, która atakowała przez górę Bramanet. Strzelcy alpejscy nie napotkali tam poważniejszego oporu aż do dotarcia do fortu Balm.

23 czerwca 59. Dywizja Piechoty Górskiej bez większego problemu opanowała słabo broniony rejon fortyfikacji Balm i po połączeniu z Alpini z „Cemschia” ruszyła do ataku na Modane. Trzeciego dnia walk siły dywizji „Cagliari” przedarły się i zajęły przełęcze Belcombe, Glazette i Monte Cenis. Grupa Alpini „Levanna” przedarła się przez przełęcze Chapeau i Etache i tym samym połączyła się w końcu z oddziałami dywizji „Cagliari”. Wtedy grupa Alpini i dywizja górska mogły ruszyć w kierunku Modane. W tym samym czasie oddziały dywizji „Brennero” generała Arnoldo Forgiero utorowały sobie drogę przez przełęcz Monte Cenis. Jednak nie wszystko szło zgodnie z planem.

Włoskie jednostki napotkały twardy opór w silnych fortyfikacjach w rejonie Villarodin i Esseillon, które stanowiły pierwszą linię obrony Modane od wschodu. Włosi jednak zmienili kierunek natarcia i zaatakowali od południa. Artylerii pozostawiono zadanie ciągłego ostrzału i uciszenia obrońców fortyfikacji. Kiedy wojna z Francją dobiegła końca, elementy 59. Dywizji Piechoty Górskiej zdołały zdobyć Villarodin i znajdowały się 2-3 km od Modane. Odmiennie było w rejonie Mount Cenis-Lanslebourg, gdzie obrońcy stawili twardy opór 3. batalionowi z 63. pułku. Droga, którą nacierała ta jednostka, była zaminowana, osłaniały ją umocnienia przeciwpiechotne i przeciwpancerne, a poboczne podejścia były silnie bronione i ufortyfikowane.

Na ten odcinek została również wysłana jednostka Alpini pułkownika Cobianchiego oraz batalion z 231. pułku piechoty i batalion tankietek CV.3/35 z 11. Dywizji Piechoty. Atak tankietek na nic się nie zdał; ponownie zostały one zatrzymane prze pole minowe i ogień armat przeciwpancernych. Wraki zablokowały tylko drogę całemu batalionowi CV.3/35, a Alpini i piechota z największym trudem i dużymi stratami posuwały się do przodu. Dobrze porozstawiane i zamaskowane stanowiska francuskich karabinów maszynowych zmuszały małe grupy uderzeniowe Włochów do obejścia ich i dopiero wtedy były one atakowane z flanki. Do dnia zawieszenia broni siły te zdołały pokonać jedynie pierwszą linię obrony Francuzów.

Poszczęściło się za to strzelcom alpejskim, którym udało się zająć Lanslebourg. Alpini po przekroczeniu granicy w trudnych warunkach atmosferycznych (zamiecie śnieżne) w rejonie przełęczy Chapeau i Novalesa doszli do doliny rzeki Ribon i – o dziwo – nie napotkali żadnych sił francuskich. Posuwając się dalej doliną rzeki Arc, dotarli do fortyfikacji Lanslebourg i wsparli jednostki, które zbliżały się do fortu. Kolumna „Boccaliate” zaatakowała Termingnon, gdzie dołączyła do batalionu z 59. Dywizji Piechoty Górskiej przysłanego z Bramans. Niestety – żadnych z ważnych celów operacyjnych korpusu nie udało się osiągnąć.

4. Armia w dniach 21-22 czerwca posunęła się 14 km naprzód, jednak linia francuskich fortyfikacji nie została przełamana całkowicie. Niektóre forty i rejony umocnione nadal stawiały opór. W zbiorach Walthera Hewla zachował się ciekawy dokument z tego okresu – jest to niemiecki komunikat wojenny informujący o źle wróżącym na przyszłość posunięciu Włoch, opatrzony własnoręcznymi poprawkami Hitlera. W wersji oryginalnej czytamy: Żołnierz niemiecki i włoski będą odtąd maszerować ramię w ramię i obaj nie spoczną, dopóki Wielka Brytania i Francja nie zostaną pokonane. Poirytowany Hitler przekreślił słowa Wielka Brytania, po czym zmienił treść dalszej części tego fragmentu na: …i nie ustaną w walce, dopóki nie zmuszą rządzących Wielką Brytanią i Francją do uszanowania prawa naszych dwóch narodów do istnienia.

Nad Morzem Śródziemnym

Kiedy oddziały generała Guzzoniego mozolnie przedzierały się w wysokich górach przez przełęcze, żołnierze podlegający generałowi Pintorowi 22 czerwca ruszyli do ataku w pasie Alp Nadmorskich. Początkowo udało się otoczyć wysunięte posterunki francuskie, jednak nie skapitulowały one i nadal walczyły w okrążeniu. Ostatecznie włoskie natarcie załamało się pod silnym ogniem artylerii rejonu umocnionego Saint Agnes.

Generał Bettisni do przeprowadzenia głównego natarcia wyznaczył trzy i pół dywizji: „Acquia” generała Francesco Sartorisa, „Forli” generała Gulio Perugiego, „Cuneense” generała Alberto Ferraro oraz połowę dywizji „Pusturia” generała de Cia. Korpus generała Arisio ruszył do natarcia z trzema dywizjami: „Rawenna” generała Edoarda Nebbi, „Livorno” generała Benventuo Giody oraz „Pistola” generała Mario Priora. Generał Gambara natomiast zaatakował siłami podległych mu dywizji: „Cosseria” generała Alberto Vassariego oraz „Modena” generała Aleksandro Glorii.

Na górnym odcinku frontu od granicy szwajcarskiej ku południu atak włoski rozbił się o silną obronę francuskich rejonów umocnionych. Niedaleko przełęczy Frejus żołnierzom włoskim udało się wedrzeć na teren Pas du Roc i Arrondaz, jednakże ich dowódcy obłożyli wzajemnie swoje pozycje ogniem, zmuszając atakujących do szybkiego wycofania się. Sierżant Luigi Bonechi z dywizji „Forli” wspomina te walki tak: Walczyłem z Francuzami jako żołnierz na zachodnioalpejskim froncie wokół Chiappera. Toczyliśmy pojedynki, które nie wychodziły nam na zdrowie, ponieważ nieprzyjaciel wystrzeliwał pociski kal. 305 mm, a nasza artyleria dysponowała tylko kalibrem 149/39. Żołnierz ten opisał również warunki w jakich walczyli włoscy żołnierze: Mieliśmy umundurowanie nieodpowiednie jak na górskie warunki, wysłano nas bowiem w letniej odzieży. Buty miały tekturowe podeszwy, a płaszcze przepuszczały wodę. W rezultacie wielu
żołnierzy doznało odmrożeń.

Okupowana część Francji. Oficer „Czarnych Koszul” wraz z dwoma francuskimi oficerami marynarki wizytuje kompanię piechoty morskiej.

Okupowana część Francji. Oficer „Czarnych Koszul” wraz z dwoma francuskimi oficerami marynarki wizytuje kompanię piechoty morskiej.

Najważniejszym celem ataku stał się fort Cap Martin koło Menton. W pierwszej fazie walk artyleria fortu walczyła z nietypowym przeciwnikiem: był nim pociąg pancerny obrony wybrzeża marynarki wojennej, który stał się niebezpieczny, ponieważ uzbrojono go w armaty dalekiego zasięgu 152 mm. Jednak przy wsparciu innych dział z sąsiednich rejonów umocnionych francuskim artylerzystom udało się poważnie uszkodzić pociąg nr 2. Podobnie uzbrojone pociągi nr 5 i nr 1 z armatami 120 mm prowadziły ogień z dalszej odległości. Jednak nie spowodowały one wśród obrońców zbyt dużych strat. Ostrzał prowadzony przez włoskie haubice 210 mm także nie zadał większych strat Francuzom.

23 czerwca włoskie oddziały szturmowe w końcu uderzyły bezpośrednio na ten fort. Żołnierze atakowali z wielką determinacją, pokonując pierwszą linię obrony – i podeszli pod same schrony bojowe fortu. W związku z tak dramatyczną sytuacją jego dowódca rozkazał skrzyżowanie ognia z sąsiednich fortów Roquebrune i Saint Agnes. Ogień 135 mm dział z tego ostatniego okazał się szczególnie skuteczny. Atakujący ponieśli duże straty i musieli wycofać się do Menton. Jednak sprawiedliwie należy stwierdzić, że Włochom udało się to, co nie udało się Niemcom na północy: wdarli się na teren artyleryjski fortu i nieomal go zdobyli.

Następnego dnia nastąpiło załamanie się pogody; temperatura sięgnęła wartości ujemnych, a w dodatku zaczął padać śnieg. Podobnie było z atakiem na Côte d’ Azur, gdzie Włochów zatrzymał jeden schron, w którym bronił się podoficer i siedmiu żołnierzy. Porucznik Guiseppe Festy z kompanii moździerzy, 34. pułku piechoty dywizji „Livorno”, wspomina walki toczone z Francuzami tak: Zdarzyło się to podczas walk o miejscowość Valtinea. Dotarłem [jako dowódca kompanii] do niewielkiego fortu zajmowanego przez Francuzów – dziesięciu żołnierzy i oficera, którzy się właśnie poddali. Francuski podporucznik stracił wzrok od odłamka naszego pocisku moździerzowego kalibru 81 mm. Ten oślepiony oficer chciał mi pogratulować, że dowodzę żołnierzami, którzy potrafią tak celnie strzelać z moździerza. Ponieważ nie mógł mnie widzieć, pragnął dotknąć mej dłoni. Parę dni później ogłoszono rozejm i Francuzi odzyskali wolność. Na tyłach frontu, aż do zawieszenia broni 24 czerwca, walczył wysunięty posterunek Pont Saint Louis, który trzymał pod ogniem położoną na wybrzeżu fosę. Do zakończenia walk udało się jeszcze zdobyć wioski Lansleburg i Termignon w dolinie Arc.

Do ataków na forty i umocnienia francuskie wykorzystano także lotnictwo myśliwskie. Piloci z 22. dywizjonu na swoich samolotach G.50 wzięli udział w nalotach na jeden z fortów alpejskich, Saute-Savoie. 23 czerwca bombowce SM.79 z 13., 63. i 252. eskadry rozpoczęły ataki na fortyfikacje francuskie na froncie alpejskim – m.in. Mont Ours i fort Roquebrune – aby utorować drogę siłom lądowym. Obrona przeciwlotnicza trafiła trzy samoloty z 252. eskadry.

Nad Morzem Śródziemnym, na riwierze francuskiej, siłom włoskim udało się zająć miasto Menton, leżące 10 km na wschód od Monako; był to najdalej wysunięty punkt zdobyty przez Włochów. Siły włoskie walczące w rejonie Cote d’Azur osiągnęły niewielkie sukcesy, zbliżając się zaledwie parę kilometrów do Nicei. Do dalszego ataku na to miasto Włosi rzucili trzy dywizje wsparte 472 działami (w tym wieloma dużego kalibru), jednak jednostki francuskie zatrzymały natarcie mimo dużej determinacji atakujących. Nocą 24 czerwca o godzinie 21:00 przyszedł rozkaz informujący o oficjalnym podpisaniu zawieszenia broni.

Zakończenie

24 czerwca 1940 r. w Villa Goliata w Rzymie marszałek Badoglio przyjął z rąk francuskiego generała Huntzingera kapitulację wojsk francuskich. Generał Olry krótką włoską ofensywę w Alpach podsumował tak: Z 32 dywizji armii włoskiej 19 było w całości lub w części zaangażowanych przeciwko naszym wysuniętym pozycjom, a w kilku przypadkach przeciw głównym siłom naszych sześciu dywizji. Wróg przewyższał nas liczebnie siedem do jednego w Tarentaise, cztery do jednego w Maurienne, trzy do jednego w Brianconnais, dwanaście do jednego w Queyras, dziewięć do jednego w Ubay, sześć do jednego w Tinee, siedem do jednego w L’Austion i Sospel i cztery do jednego w Menton. Nasze czołówki tylko zdołały zauważyć przeciwnika w Tarentaise i nieopodal Menton. Wszystkie nasze fortyfikacje wytrzymały, nawet jeśli zostały okrążone.

Historyk Raymond Klibansky napisał zaś, że …atak Duce na już niemal pokonaną Francję nie tylko nie przyniósł włoskiej armii żadnych honorów, ale zdradził jej opłakany stan. Mussolini tymczasem marzył o podboju południowo-wschodniej Francji aż po dolinę Rodanu, o wybrzeżach francuskiego Somali, Korsyce, Tunezji oraz bazach morskich w Algierii i Maroku. W niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych z pobłażliwym uśmiechem porównano Mussoliniego do cyrkowego klauna, sprzątającego arenę po występach akrobatów i domagającego się od publiczności owacji dla siebie. Włochów zaczęto nazywać również ekipą chętnych, ale tylko do zbierania plonów.

W czasie wojny z Francją Siły Powietrzne Włoch straciły 10 samolotów oraz 24 pilotów i członków załóg (jednocześnie zostało wykonanych 1337 lotów bojowych, w tym 715 na bombardowania, w trakcie których zrzucono 276 t bomb). Straty przeciwnika były podobne – wyniosły również 10 zestrzelonych samolotów oraz 52 zniszczone na lotniskach. Włoskie straty ludzkie zaś wyniosły 631 zabitych, 2361 rannych i 616 zaginionych. Miało miejsce także 2125 przypadków odmrożeń. Straty francuskie wyniosły 37 (40?) żołnierzy zabitych, 84 rannych oraz 150 zaginionych.

reklam Lockheed Martin

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusertagcrosslistfunnelsort-amount-asc