reklama Helikon-Tex

„Dziennik dowódcy Rosomaka” J. Dutkiewicz, współpraca M. Ogdowski - recenzja

Wydawać by się mogło, że nie istnieje rzecz prostsza, aniżeli zrecenzowanie tomu, co do którego treści nie ma się większych zastrzeżeń. Są jednak przypadki, w których ta pewność zupełnie zawodzi, a do tychże przypadków należy właśnie „Dziennik dowódcy Rosomaka”.

Książka, którą 27 września oddała czytelnikom do rąk ekipa wydawnictwa WarBook (seria WarReport), jest w istocie przeniesionym na papier zapisem pobytu autora, kpr. Jacka Dutkiewicza, na misji w Afganistanie. Autor owego dziennika i jednocześnie siłą rzeczy główny bohater i narrator w jednym stawia przed czytelnikiem bardzo przyjemną w odbiorze, ale miejscami wyjątkowo ciężką treść. Po przewróceniu karty okładki zapoznający się z książką natychmiast odrzuci pospolite wyobrażenia na temat armii. Nie ma w niej bowiem ani pięknych, moralizatorskich bajek, jakie zachęcają z ekranów i plakatów do zasilenia szeregów armii, nie ma również brudnego i na wskroś zdemoralizowanego świata znanego z „Demonów wojny według Goi”. Jest zwykła, szara rzeczywistość. Momentami wesoła, zabawna, lekka i przyjemna. Kiedy indziej wręcz nużąca i nudna, bo „ile człowiek może wytrzymać wolnego i nie oszaleć?” Są też jednak chwile przygnębiające, jak pożegnania tych, którym nie udało się wrócić do swoich rodzin w zdrowiu… Tak przeplatają się na kartach dziennika koleje losu, poprzez kolejne dni opisywanej już w serii WarBook przez Michała Gawędę IX Zmiany PKW Afganistan. Życie na misji przedstawione jest bez owijania w bawełnę, plastycznie i bardzo szczegółowo. Dowiemy się zatem, co Dutkiewicz jadał na śniadanie, obiad i kolację, jak szło mu na siłowni, jakie i z czego wynikały jego perypetie z sortem mundurowym. Życie pod pancerzem Rosomaka, osławionego Zielonego Diabła, czytelnik pozna także. Podobnie zresztą zagmatwane i niełatwe stosunki z „betonem” (czyli kadrą oficerską), sojusznikami i tubylcami. Absurdy polskiej armii także nie zostały oszczędzone czytelnikowi. Można również zapoznać się choć pobieżnie z kulturą i architekturą tubylców i wzajemnym oddziaływaniem tubylców i przybyszów, wreszcie z lokalnym krajobrazem. Język użyty przez autora jest bardzo ciekawy, nie jest przepełniony żargonem wojskowym ponad miarę, za to w tej niezwykle ciekawej mieszance zdań znaleźć można prawdziwe perełki językowe, jakie wytworzyła społeczność „misjonarzy” w toku wieloletniej służby.

Książka została zredagowana przez dziennikarza Interii i również autora kilku powieści z listy pozycji WarBook (i nie tylko zresztą), Marcina Ogdowskiego. Opisuje zresztą pokrótce proces obróbki surowego dziennika, jak też swoje relacje z autorem i jego rodziną. Niestety w częściach dodanych przez Ogdowskiego – pierwszej i ostatniej – znajdujemy przykrą informację, która napawa smutkiem z każdą kolejną przeczytaną stroną. Książka mogła powstać wydana dopiero po śmierci śp. kpr. Dutkiewicza…

Ocena książki, jak napisano na wstępie, nie jest łatwa. Z jednej strony to absolutny mus dla każdego, kto interesuje się losami „misjonarzy” oraz chce zapoznać się choć w ten sposób z realiami wojskowego życia, bez bzdurnych ugrzecznień czy szkalowania imienia armii. Także lekkie pióro obu autorów zachęca do lektury.  Z drugiej książka jest po prostu mocna, wgniata w fotel, a przecież wciąż gdzieś w głowie tli się myśl o tym, że nie będzie ciągu dalszego…

BK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
usertagcalendar-fullmagnifiercrossmenulisthighlightindent-increasesort-amount-asc