Zapisz się do naszego new­slet­tera

Wybierz listę(y):

ZAPOMNIAŁEŚ HASŁA?

Queen Elizabeth duma Albionu

Ujęcie sylwetkowe Queen Elizabeth. Brak trzeciego komina pozwalał na łatwe odróżnienie od półbliźniaczej Queen Mary. Fot. zbiory A. Daszewskiego

Ujęcie syl­wet­kowe Queen Elizabeth. Brak trze­ciego komina pozwa­lał na łatwe odróż­nie­nie od pół­bliź­nia­czej Queen Mary. Fot. zbiory A. Daszewskiego

Był jed­nym z naj­waż­niej­szych stat­ków w histo­rii żeglugi pasa­żer­skiej, arcy­dzie­łem budow­nic­twa okrę­to­wego, ale przy tym – osta­tecz­nie – pecho­wym. Prawdziwą dumą Brytyjczyków, sta­wianą na równi z tak wspa­nia­łymi liniow­cami jak Queen Mary, Normandie, Rex, Bremen i Europa, któ­rych dzieje prze­szły dziś do legendy.

Czym dla nas Batory, tym dla Brytyjczyków była Queen Elizabeth – pisała w jed­nym ze swo­ich arty­ku­łów zamiesz­czo­nych w „Morzu”, redak­tor Joanna Krzysztof, po tym jak w 1972 r. świat obie­gła wieść o zato­nię­ciu statku. Nie spo­sób się z tym nie zgo­dzić. W końcu był to linio­wiec, który pro­jek­to­wano i budo­wano z myślą o „nokau­to­wa­niu kon­ku­ren­cji”, a takie jed­nostki zawsze cecho­wały się uni­kalną archi­tek­turą, wypo­sa­że­niem, potężną siłow­nią, a przede wszyst­kim zain­te­re­so­wa­niem mediów, które odno­to­wy­wały każde waż­niej­sze wyda­rze­nie zwią­zane z ich służbą nie­jed­no­krot­nie czy­niąc je jesz­cze bar­dziej wyjąt­ko­wymi.
Czasy w któ­rych poja­wił się zamysł jego budowy były nie­zwy­kłe. Dwudziestolecie mię­dzy­wo­jenne było okre­sem zacię­tej rywa­li­za­cji naj­więk­szych arma­to­rów stat­ków pasa­żer­skich z Francji, Włoch i Wielkiej Brytanii. Niebawem, na prze­ło­mie dekad, doszli do nich Niemcy, któ­rzy pod­nie­śli się po stra­cie w wyniku I wojny świa­to­wej kilku ogrom­nych jed­no­stek. To wtedy na szla­kach pół­noc­nego Atlantyku poja­wiały się trans­atlan­tyki, które do histo­rii kolejno prze­cho­dziły, jako jed­nostki wyjąt­kowe, a to ze względu na swoje roz­miary, ofe­ro­wany pasa­że­rom luk­sus, czy naj­waż­niej­sze – pręd­kość, która pozwa­lała zdo­być „Błękitną Wstęgę Atlantyku”, pre­sti­żową nagrodę przy­zna­waną za naj­szyb­sze poko­na­nie trasy z Europy do Stanów Zjednoczonych. Nagłówki gazet infor­mu­jące: „Najszybszy…”, „Pokonał z rekor­dową pręd­ko­ścią…”, itp. zapew­niały arma­to­rom tych jed­no­stek ogromne zyski i zatrud­nie­nie na długi czas i to wła­śnie spra­wiało, że nie­raz zarządy tych firm ryzy­ku­jąc nawet widmo ban­kruc­twa podej­mo­wały decy­zje budowy kosz­tow­nego liniowca, któ­rego celem miało być poko­na­nie kon­ku­ren­cji i doda­nie sobie splen­doru.
Od czasu, gdy w lipcu 1929 nie­miecki Norddeutscher Lloyd (NDL) na pół­noc­no­atlan­tycki szlak wpro­wa­dził nowa­tor­ski trans­atlan­tyk Bremen (ponad 51 tys. BRT), a w następ­nym roku bliź­nia­czą Europę (pra­wie 50 tys. BRT), pomię­dzy naj­więk­szymi arma­to­rami roz­go­rzała swo­istego rodzaju „wojna”, któ­rej efek­tem było, oprócz wspo­mnia­nej nie­miec­kiej pary, poja­wie­nie się tak wspa­nia­łych liniow­ców jak m.in. wło­skie Rex (51 tys. BRT), Conte di Savoia (48 tys. BRT), czy sta­wia­nej za wzór fran­cu­skiej Normandie (pier­wot­nie 79 tys. BRT) – statku, który rzu­cił wyzwa­nie potę­dze Albionu.

Dwie kró­lowe

Brytyjczycy, od lat domi­nu­jący na rynku trans­atlan­tyc­kich prze­wo­zów pasa­żer­skich, dosko­nale zda­wali sobie sprawę z faktu, że ich pozy­cja powoli zaczyna być zagro­żona. Cunard Line już w 1927 r., a więc zaraz po tym jak z Niemiec nade­szły wie­ści o budo­wie wspo­mnia­nej pary Bremen i Europa, pod­jął wstępne prace nad nowym trans­atlan­ty­kiem. Jednak musiały upły­nąć jesz­cze 3 lata nim ruszyła budowa pierw­szego z liniow­ców, zna­nego nam póź­niej jako Queen Mary.
Nie było jed­nak łatwo. Krach na nowo­jor­skiej Wall Street z paź­dzier­nika 1929 r. dosię­gnął rów­nież Europy i budowa statku musiała sta­nąć. Co gor­sza, przed samym arma­to­rem sta­nęło widmo ban­kruc­twa i tylko dzięki połą­cze­niu się w 1934 r. z rodzi­mym kon­ku­ren­tem, liniami White Star Line, udało się zaże­gnać kry­zys i wzno­wić budowę, która dobie­gła końca dwa lata póź­niej.

  • Witold Koszela

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE
TOP