Zaloguj

San Juan odnaleziony

Wielozadaniowy statek badawczy Seabed Constructor. Wyslane z jego pokladu roboty odnalazly wrak San Juana. Fot. Swire Seabed

Wielozadaniowy statek badawczy Seabed Constructor. Wyslane z jego pokladu roboty odnalazly wrak San Juana. Fot. Swire Seabed

17 listopada we wczesnych godzinach porannych, specjaliści z firmy Ocean Infinity, zaokrętowani na pokładzie jednostki badawczej Seabed Constructor, zidentyfikowali obiekt o długości około 60 m, który – jak się wkrótce okazało – jest wrakiem zaginionego 15 listopada ub.r., argentyńskiego okrętu podwodnego San Juan.

Tragiczny rejs San Juana (S 42, typu TR-1700) rozpoczął się 25 października 2017  r., kiedy to okręt opuścił swoją bazę macierzystą w Mar del Plata, udając się w kierunku archipelagu Ziemi Ognistej, gdzie w dniach 6-9 listopada, wziął udział w ćwiczeniach Armada de la República Argentina (ARA) pod kryptonimem „Etapa de Mar III”. Głównym punktem szkolenia San Juan było unikanie wykrycia przez siły ZOP oraz ataki na cele nawodne. Ćwiczenia te były odpowiedzią Argentyny na zintensyfikowanie przez Wielką Brytanię operacji o charakterze militarnym w pobliżu Archipelagu Falklandów. Po ich zakończeniu San Juan wszedł do bazy morskiej w Ushuaia (La Base Naval Integrada Almirante Berisso – BNUS), gdzie odtworzono jego gotowość bojową, a także udostępniono okręt do zwiedzania dla mieszkańców. Główki wyjściowe minął 11 listopada o 03:00, a po raz ostatni łączność z dowództwem nawiązał cztery dni później, o 08:36. San Juan znajdował się wówczas na wodach Zatoki San Jorge w odległości około 432 km od wybrzeża, na wysokości miejscowości Puerto Madryn.

Poszukiwanie

Międzynarodowa operacja poszukiwawczo-ratownicza od samego początku realizowana była pod auspicjami agencji ISMERLO, która o fakcie zaginięcia okrętu poinformowana została dopiero 17 listopada. Zainicjowana w tym samym dniu, zakrojona na szeroką skalę akcja poszukiwawczo-ratownicza nastawiona na uratowanie załogi, trwała nieco ponad dwa tygodnie i zakończyła się 30 listopada. Wówczas rozpoczęto drugą fazę, czyli operację poszukiwania, której celem było w ogóle odnalezienie zaginionego okrętu. W obu powyższych fazach udział wzięło aż 18 państw, które na jej potrzeby wydelegowały okręty, samoloty, systemy ratownicze, a czasem także niezbędne wyposażenie, specjalistów i doradców. 17 listopada swój wkład w poszukiwanie San Juana dołożyła argentyńska agencja kosmiczna CONAE (Comisión Nacional de Actividades Espaciales), która aktywowała program International Charter ‚Space and Major Disasters’. Jest to międzynarodowa inicjatywa na rzecz pomocy humanitarnej i charytatywnej. Państwami zaangażowanymi są m.in. USA, Rosja, Japonia i Indie. Zgodnie z przyjętymi procedurami, po zainicjowaniu programu przez któreś z państw-sygnatariuszy, wszystkie satelity zostają przydzielone do realizowania konkretnego zadania. Na podstawie uzyskanych od dowództwa ARA informacji, w tym tych o kursie jednostki i jej prędkości, jako rejon poszukiwań ustalono obszar o powierzchni 482 507 km2 (dla porównania Polska ma 312 679 km2). Zadania siłom poszukującym nie ułatwiała jesienna aura i panujące w rejonie południowego Atlantyku trudne warunki hydrometeorologiczne – silny wiatr wiejący z prędkością ok. 70 w. oraz wysokie, sięgające 5-6 m, fale.
Wraz z intensyfikowaniem operacji, wzrastała liczba wydzielonych sił i środków. W szczytowym momencie (pod koniec listopada) w poszukiwaniach zaginionej jednostki zaangażowanych było już 27 okrętów i statków (także badawczych i hydrograficznych) oraz 9 samolotów patrolowych i ZOP (m.in. najnowsze amerykańskie P-8A Poseidon). Tę zakrojoną na szeroką skalę operację wspierało 5 ciężkich i 10 średnich samolotów transportowych oraz latające laboratorium NASA P-3B Orion. Do Argentyny dostarczono także dwa najnowocześniejsze systemy ratowania załóg okrętów podwodnych, czyli amerykański system SRDRS (Submarine Rescue Diving Recompression System) z głębokowodnym pojazdem ratowniczym Falcon, autonomiczny pojazd podwodny (AUV) typu Bluefin-12D oraz zdalnie sterowanym Sibitzky (typu CURV-21), jak też NATO-wski system NSRS z głębokowodnym pojazdem ratowniczym SRV. Tym samym bezpośrednio w poszukiwaniach udział brało ponad 4000 żołnierzy i marynarzy z 8 państw, podczas gdy kolejne 10 przesłało do Ministerstwa Obrony Argentyny deklaracje o gotowości do wydzielenia sił i środków, wraz z wybranym wyposażeniem. Były to: Niemcy, Australia, Kanada, Kolumbia, Hiszpania, Francja, Japonia, Peru, Ekwador oraz Urugwaj.

Nowe informacje...

23 listopada rzecznik prasowy ARA ujawnił istnienie, wówczas jeszcze nieznanej, zarejestrowanej 15 listopada o godz. 10:58 czasu lokalnego, anomalii akustycznej, której miejsce wystąpienia określono jako zbliżone do spodziewanej ostatniej pozycji San Juan (φ=45°10,0’S; λ=059°42,0’W, w odległości około 326 Mm na wschód od miasta Comodoro Rivadavia). Anomalię tę wychwyciły dwie stacje nasłuchowe należące do międzynarodowej agencji ds. kontroli wybuchów jądrowych CTBTO (Comprehensive Nuclear-Test-Ban Treaty Organization) zlokalizowane na Wyspie Wniebowstąpienia oraz Archipelagu Wysp Crozeta. Jak sprecyzowano w przekazanym władzom Argentyny dokumencie, anomalia ta była intensywna, aczkolwiek krótka i nie była zjawiskiem naturalnym, ani wynikiem eksplozji jądrowej. Znacznie szerszą analizę uzyskano po przekazaniu zebranych danych wydziałowi akustyki wywiadu US Navy. Określili oni, że zarejestrowany dźwięk był wynikiem implozji kadłuba okrętu podwodnego znajdującego się na głębokości około 390  m (jak się później okazało ten parametr nie został poprawnie określony), a moc implozji odpowiadała sile 5675 kg TNT. W wyniku uszkodzenia kadłuba woda wdarła się do niego z prędkością 3333 km/h (!), powodując zniszczenie okrętu w zaledwie 1/25 sekundy.
Zastanawiająca może być postawa zainteresowanej strony. Dowództwo ARA wielokrotnie odmawiało udzielania precyzyjnych informacji dotyczących utraconego okrętu. Początkowo twierdzono bowiem, że San Juan w dniu zaginięcia kontaktował się sporadycznie, tymczasem obsługująca połączenia satelitarne firma Tesacom ujawniła biling rozmów wykonanych 15 listopada. Wynika z nich, że w tym dniu, pomiędzy godzinami 01:00 a 08:36, załoga San Juan nawiązywała kontakt z dowództwem w Mar del Plata aż ośmiokrotnie. Spośród nich siedmiokrotnie dokonywano transmisji danych (sumarycznie sesje trwały ponad 50 minut). Jeden z przesłanych wówczas meldunków, ujawniony notabene dopiero 27 listopada, zawierał informację o pożarze w dziobowej jamie bateryjnej (nr 3), spowodowanym zapłonem wodoru wydostającego się z zalanych, przez dostającą się do wnętrza kadłuba wodę z nieszczelnego systemu chrapów. Dalej dowódca informuje o ugaszeniu pożaru oraz o wyłączeniu dziobowych baterii i przejściu na zasilanie z rufowych. Jedyne połączenie głosowe nawiązano o godz. 06:19 i trwało ono około 5 min. Do tego faktu strona argentyńska przyznała się z kolei dopiero 5 grudnia.

reklam Lockheed Martin

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusercrosslistfunnelsort-amount-asc