Niemiecki atak na Danię i Norwegię 1940 r.

Defilada wojsk niemieckich w Oslo – to jedyny przypadek w historii, by agresor jednego dnia zajął stolice dwóch zaatakowanych przez siebie państw.

Defilada wojsk nie­miec­kich w Oslo – to jedyny przy­pa­dek w histo­rii, by agre­sor jed­nego dnia zajął sto­lice dwóch zaata­ko­wa­nych przez sie­bie państw.

Kiedy 9 kwiet­nia 1940 r. ruszył nie­miecki atak na Danię i Norwegię, nikt nie spo­dzie­wał się, że jedyna w II woj­nie świa­to­wej nie­miecka mor­ska ope­ra­cja desan­towa zakoń­czy się powo­dze­niem. Operacja jed­nak powio­dła się, zabez­pie­cza­jąc Niemcom dostęp do skan­dy­naw­skich surow­ców oraz bazy, które w przy­szło­ści utrud­niały zaopa­try­wa­nie ZSRR przez alian­tów. Była to też pierw­sza na świe­cie ope­ra­cja połą­czona, pro­wa­dzona wspól­nie przez wszyst­kie trzy rodzaje nie­miec­kich sił zbroj­nych. Najdziwniejsze było to, że nie ozna­czało to dal­szej dosko­na­łej współ­pracy mię­dzy woj­skami lądo­wymi, siłami powietrz­nymi i mary­narką wojenną Niemiec, ope­ra­cje sił połą­czo­nych w kolej­nych latach wojny pro­wa­dzili alianci, ale nie III Rzesza.

Norwegia była wów­czas monar­chią kon­sty­tu­cyjną, na czele któ­rej stał król Haakon VII. Królestwo Norwegii for­mal­nie ist­niało od 872 r., ale w latach 1397 – 1523 była czę­ścią Unii Kalmarskiej (zjed­no­czo­nej Danii, Norwegii i Szwecji), a w latach 1536 – 1814 pozo­sta­wała pod pano­wa­niem Danii. Po kil­ku­mie­sięcz­nym okre­sie nie­pod­le­gło­ści, w latach 1814 – 1905 była w unii ze Szwecją, po pod­boju Norwegii przez Szwecję. Pełną nie­pod­le­głość odzy­skała w 1905 r. W 1940 r. pań­stwo to liczyło nie­całe 3 mln oby­wa­teli, zaj­mu­jąc powierzch­nię 385 tys. km2. Norwegia jest jed­nak bar­dzo roz­cią­gnięta wzdłuż pół­noc­nego brzegu Półwyspu Skandynawskiego, gra­nica ze Szwecją wraz ze wszyst­kimi zako­lami ma 1619 km. Jest to kraj górzy­sty, bez więk­szych rzek mogą­cych sta­no­wić prze­szkodę obronną, a więk­szość ludzi mieszka w jego połu­dnio­wej czę­ści, głów­nie w mia­stach. Linia wybrzeża ma pełno wąskich dłu­gich zatok zwa­nych fior­dami, dla­tego jej dłu­gość wynosi aż 2532 km. Najdłuższy, Sognefjorden poło­żony na pół­noc od Bergen, ma 204 km dłu­go­ści. Pokrywające więk­szość powierzchni pań­stwa Góry Skandynawskie roz­cią­gają się na odcinku 1800 km, a naj­wyż­szy szczyt to Galdhøpiggen (2469 m n.p.m.).

Trzy naj­więk­sze mia­sta, to sto­lica Oslo (leżąca na połu­dnio­wym wybrzeżu Norwegii, dokład­nie na pół­noc od Danii), Bergen znaj­du­jący się na wybrzeżu Morza Północnego na zachód od Oslo oraz Trondheim, poło­żony ok. 480 km na pół­noc od Oslo, nad fior­dem Trondheimsfjorden. W 1940 r. mia­sta te liczyły (odpo­wied­nio, około): 400 tys., 150 tys. i 50 tys. oby­wa­teli. Położone na połu­dnie od Bergen mia­steczko Stavanger miało wów­czas ok. 40 tys. miesz­kań­ców. Były one połą­czone liniami kole­jo­wymi i dość dobrymi dro­gami bitymi. Na pół­noc od Trondheim sieć dróg była słabo roz­wi­nięta, w więk­szo­ści były to wąskie, nie­utwar­dzone drogi. Największe mia­sto na pół­nocy kraju, Narwik, miało wów­czas ok. 10 tys. miesz­kań­ców.

16 lutego 1940 r. brytyjski niszczyciel HMS Cossack przejął kontrolę nad zbiornikowcem-zaopatrzeniowcem Kriegsmarine Altmark na wodach Norwegii, uwalniając transportowanych nim jeńców.

16 lutego 1940 r. bry­tyj­ski nisz­czy­ciel HMS Cossack prze­jął kon­trolę nad zbior­ni­kow­cem-zaopa­trze­niow­cem Kriegsmarine Altmark na wodach Norwegii, uwal­nia­jąc trans­por­to­wa­nych nim jeń­ców.

Siły zbrojne Norwegii były sto­sun­kowo słabe, przy tak małej licz­bie lud­no­ści trudno było wysta­wić silną armię. W mia­steczku Kongsberg pod Oslo był arse­nał pro­du­ku­jący amu­ni­cję i ser­wi­su­jący uzbro­je­nie. Cała armia liczyła w cza­sie pokoju 24 000 żoł­nie­rzy we wszyst­kich rodza­jach sił zbroj­nych, zakła­dano mobi­li­za­cyjne roz­wi­nię­cie do 118 500 ludzi, co nota­bene nie zostało zre­ali­zo­wane. Nawet wśród owych 24 000 byli żoł­nie­rze z poboru, któ­rzy prze­cho­dzili 84-dniowe szko­le­nie rekruc­kie i indy­wi­du­alne, a następ­nie 30-dniowe szko­le­nie zespo­łowe. Był to nie­by­wale krótki okres, nie­po­zwa­la­jący na dobre wyszko­le­nie. Na czele Wojsk Lądowych, któ­rym pod­le­gało też nie­wiel­kie lot­nic­two, stał gen. por. Kristian K. Laake. Po nie­miec­kim ataku 9 kwiet­nia zacho­wał się tak nie­mrawo, że nie­mal natych­miast został odwo­łany i zastą­piony przez płk. Otto Ruge, od razu awan­so­wa­nego na sto­pień gen. mjr. (w Norwegii odpo­wied­nik gen. bryg.).

Wojska Lądowe skła­dały się z sze­ściu okrę­gów woj­sko­wych, z któ­rych każdy na wypa­dek wojny wysta­wiał dywi­zję. W isto­cie jed­nak miały one siłę bry­gady. Teoretycznie każda z dywi­zji skła­dała się z trzech puł­ków, a każdy pułk wysta­wiał 1 – 2 bata­liony liniowe, ze zmo­bi­li­zo­wa­nymi rezer­wi­stami w wieku 21 – 32 lata i 1 – 2 bata­liony lan­dwery, z rezer­wi­stami w wieku 33 – 44 lat, łącz­nie trzy bata­liony w pułku. Starsi rezer­wi­ści (45−55 lat) tra­fiali do bata­lio­nów gwar­dii lokal­nej, samo­dziel­nych, kie­ro­wa­nych do obrony kon­kret­nych obiek­tów. W isto­cie w każ­dym z okrę­gów udało się sfor­mo­wać jedy­nie bry­gady pie­choty zor­ga­ni­zo­wane w 3 – 4 bata­liony. Dla trzech „dywi­zji” utrzy­my­wano łącz­nie trzy 2‑dywizjonowe pułki arty­le­rii, wypo­sa­żone w stare działa z okresu I wojny świa­to­wej, głów­nie w 75 mm armaty polowe.

Pozostałe trzy dywi­zje otrzy­mały po dywi­zjo­nie armat gór­skich 75 mm. Dla trzech dywi­zji prze­wi­dziano też pułk dra­go­nów, skła­da­jący się z pie­szego bata­lionu km, zmo­to­ry­zo­wa­nego bata­lionu km, 1 – 2 kom­pa­nii rowe­ro­wych (po 200 osób) i 1 – 2 kom­pa­nii pie­choty. 1. Pułk Dragonów miał też w swoim skła­dzie plu­ton z jed­nym(!) szwedz­kim czoł­giem lek­kim Landsverk L‑120 i trzema samo­cho­dami pan­cer­nymi. Był to jedyny nor­we­ski sprzęt pan­cerny, ale i tak nie wyko­rzy­stany w walce. W momen­cie mobi­li­za­cji pojazdy te pozo­stały w maga­zy­nie mobi­li­za­cyj­nym w Gardermoen pod Oslo, gdzie zostały zdo­byte przez Niemców.

W wyniku słabo prze­pro­wa­dzo­nej mobi­li­za­cji (zdo­łano roz­bu­do­wać woj­ska lądowe do poziomu 38 tys. w toku walk) tylko wcze­śniej posta­wiona w stan goto­wo­ści 6. Dywizja Piechoty na pół­nocy (gen. mjr Carl Gustav Fleischer) liczyła 12 000 ofi­ce­rów i żoł­nie­rzy, pozo­stałe pięć miało po ok. 3 – 4 tys. ofi­ce­rów i żoł­nie­rzy, reszta sił to jed­nostki samo­dzielne, prze­waż­nie przy­dzie­lone do dywi­zji, ale nie orga­niczne.

Lotnictwo Wojsk Lądowych skła­dało się z jed­nego pułku z kil­koma eska­drami. Najwięcej było samo­lo­tów roz­po­znaw­czych Fokker C.V, łącz­nie 41, w tym spraw­nych 40: 24 C.VD z gwiaz­do­wym sil­ni­kiem Bristol Jupiter (450 KM) i 16 C.VE z rzę­do­wym Napier Lion (400 KM). Samoloty te były dwu­pła­towe i miały nie­wielki poten­cjał bojowy. Wartościowymi były nato­miast dwu­sil­ni­kowe samo­loty roz­po­znaw­cze Caproni Ca.310, ale było ich tylko 4, w tym 3 sprawne. Myśliwców nato­miast Norwegia miała bar­dzo mało – 11 Gloster Gladiator (7 spraw­nych). Dysponowała także 6 samo­lo­tami myśliw­skimi Curtiss 75 Hawk, ale wszyst­kie były jesz­cze w trak­cie mon­tażu po dosta­wie. Było też 26 spraw­nych samo­lo­tów de Havilland Tiger Moth, ale można je było wyko­rzy­stać jedy­nie jako łącz­ni­kowe.

Marynarka Wojenna Norwegii rów­nież nie była liczącą się siłą. Dysponowała 2 sta­rymi pan­cer­ni­kami obrony wybrzeża, Eidsvold i Norge, o wypor­no­ści 4200 t, z uzbro­je­niem w postaci dwóch dział 210 mm i 6 dział 150 mm. Ponadto miała 7 nisz­czy­cieli, wszyst­kie o wypor­no­ści poni­żej 1000 t, w tym 3 typu Draug pocho­dzące sprzed I wojny świa­to­wej (6 dział 76 mm i 3 wyrzut­nie tor­ped 457 mm) oraz 4 nowe typu Sleipner (3 działa 100 mm, jedno 40 mm i 2 wyrzut­nie tor­ped 533 mm). Ponadto było 11 małych sta­wia­czy min, prze­waż­nie bar­dzo sta­rych. Było też 8 tra­łow­ców, 17 sta­rych tor­pe­dow­ców o wypor­no­ści poni­żej 500 t i 58 małych patro­low­ców, raczej nie nada­ją­cych się do walki, a jedy­nie do dozo­ro­wa­nia wód tery­to­rial­nych. Dziewięć małych okrę­tów pod­wod­nych było dość sta­rych, trzy (350 t w zanu­rze­niu) pocho­dziły z okresu I wojny świa­to­wej, a sześć kolej­nych (500 t w zanu­rze­niu) – z początku lat dwu­dzie­stych.

Strategiczne zna­cze­nie Norwegii

Dwa główne surowce stra­te­giczne do pro­wa­dze­nia współ­cze­snej wojny to ropa naf­towa z któ­rej wytwa­rza się wszel­kie rodzaje paliw i sma­rów oraz ruda żelaza, do pro­duk­cji stali. W dal­szej kolej­no­ści są rudy alu­mi­nium i mie­dzi, węgiel, siarka i drewno. Położone w cen­trum Europy Niemcy musiały impor­to­wać znaczną część z wymie­nio­nych surow­ców stra­te­gicz­nych. Głównym źró­dłem zaopa­trze­nia w ropę naf­tową były pola w Rumunii, a w dru­giej kolej­no­ści na Węgrzech i w Austrii. Natomiast głów­nym źró­dłem zaopa­trze­nia w rudę żelaza była Szwecja, skąd pocho­dziła też ruda żelaza naj­wyż­szej jako­ści. W 1938 r. nie­miecka gospo­darka otrzy­mała 22 mln t rudy żelaza, przy czym 9 mln t (bli­sko 40%) pocho­dziło ze Szwecji. Pozostałą część impor­to­wano z Francji, z Hiszpanii, zaspa­ka­jano z wła­snego wydo­by­cia w Niemczech, Austrii i Czechosłowacji (które anek­to­wano), a także w mniej­szych ilo­ściach impor­to­wano z Nowej Funlandii oraz hisz­pań­skich i fran­cu­skich kolo­nii w Afryce Północnej.

Było oczy­wi­ste, że na wypa­dek wojny z Wielką Brytanią i Francją import z Francji, Hiszpanii i ich pół­noc­no­afry­kań­skich kolo­nii odpad­nie, trans­port bowiem z tych kra­jów zosta­nie zablo­ko­wany. Nawet szlaki mor­skie z Hiszpanii przez Morze Śródziemne do Włoch i Austrii mogły być sku­tecz­nie prze­cięte przez floty fran­cu­ską i bry­tyj­ską. Dlatego jako główne źró­dło zaopa­trze­nia w rudę żelaza zosta­wała Szwecja, Norwegia (też posiada odpo­wied­nie złoża, choć wydo­by­cie jest zde­cy­do­wa­nie mniej­sze, niż szwedz­kie) i eks­plo­ata­cja tere­nów kon­tro­lo­wa­nych przez III Rzeszę.

Pozornie import rudy żelaza ze Szwecji nie był zagro­żony, można go było reali­zo­wać przez Bałtyk, trans­por­tem mor­skim. Ale jak zwy­kle, dia­beł tkwi w szcze­gó­łach. Problem w tym, że naj­więk­sze złoża rudy żelaza wystę­pują w Szwecji w rejo­nie Kiruna-Gållivare, dość daleko na pół­nocy. Wówczas ist­niała linia kole­jowa łącząca Kirunę z dwoma por­tami – szwedz­kim Luleå nad Bałtykiem oraz z nor­we­skim Narwikiem, obu poło­żo­nych daleko na pół­nocy. Luleå leży na samym pół­noc­nym skraju Zatoki Botnickiej, a Narwik jesz­cze dalej na pół­noc. Tyle tylko, że Zatoka Botnicka zama­rza i to na dłu­gie mie­siące – śred­nio pięć do sze­ściu mie­sięcy rocz­nie, a to ozna­cza, że port Luleå jest przez pół roku zamknięty dla żeglugi. Rudę z Kiruny trzeba więc wozić koleją do portu Oxelösund ok. 100 km na połu­dnie od Sztokholmu. Ten port w zasa­dzie nie zama­rza, ale dla odmiany ówcze­sna prze­pu­sto­wość i stan linii kole­jo­wej unie­moż­li­wiał reali­zo­wa­nie nawet czę­ści tych prze­wo­zów. Dlatego rudę wożono koleją o wiele bli­żej – do nor­we­skiego Narwiku, który też nie zama­rza, ze względu na opły­wa­jący go cie­pły Prąd Norweski, prze­dłu­że­nie Prądu Zatokowego.

Stąd wła­śnie jedyna moż­liwa droga trans­portu rudy żelaza, to Kiruna – Narwik koleją, a dalej drogą mor­ską wzdłuż wybrzeża Norwegii i Danii do Niemiec. Tą samą drogą docie­rała też ruda impor­to­wana z nor­we­skich złóż, choć w znacz­nie mniej­szych ilo­ściach (ok. 10% importu ze Szwecji). Ze Szwecji impor­to­wano też cynk, miedź, wol­fram, choć w rela­tyw­nie nie­wiel­kich ilo­ściach. A także drewno. Aby zro­zu­mieć zna­cze­nie Narwiku i szlaku Morzem Północnym – z 9 mln t rudy żelaza impor­to­wa­nej do Niemiec ze Szwecji, pra­wie 5 milio­nów prze­słano przez Narwik. A ponadto ok. miliona ton rudy żelaza wydo­by­tej w Norwegii. Blisko czwarta część nie­miec­kich dostaw rudy żelaza. Bez tej czę­ści prze­mysł III Rzeszy nie byłby w sta­nie zbu­do­wać dosta­tecz­nej ilo­ści czoł­gów i okrę­tów pod­wod­nych.

Strategia Wielkiej Brytanii, szcze­gól­nie po trau­ma­tycz­nych doświad­cze­niach wojny pozy­cyj­nej w I woj­nie świa­to­wej, skła­niała się raczej ku stra­te­gii dzia­łań pośred­nich. Szukano więc spo­so­bów na poko­na­nie prze­ciw­nika bez koniecz­no­ści krwa­wej walki z jego siłami lądo­wymi, by wedrzeć się na wro­gie tery­to­rium. Dlatego wła­śnie teo­ria Douheta tra­fiła tu na podatny grunt. Idea dopro­wa­dze­nia do wybu­chu roz­ru­chów i oba­le­nia wła­dzy przez zde­spe­ro­wa­nych oby­wa­teli pod­da­nych bom­bar­do­wa­niom oraz uciąż­li­wo­ściom zwią­za­nym z nisz­cze­niem ich domów, miejsc pracy, komu­ni­ka­cji, co siłą rze­czy spo­wo­duje zała­ma­nie sys­temu apro­wi­za­cji, była bar­dzo kusząca. Stąd roz­bu­dowa stra­te­gicz­nych sił bom­bo­wych RAF. Drugim kie­run­kiem było dopro­wa­dze­nie prze­ciw­nika do wyczer­pa­nia zaso­bów nie­zbęd­nych do pro­wa­dze­nia wojny, co uzy­ski­wano by tym szyb­ciej, im sku­tecz­niej odcięto by wroga od dostępu do zaso­bów zewnętrz­nych. Dlatego jed­nym z pomy­słów było odcię­cie dopływu szwedz­kiej rudy do Niemiec poprzez zablo­ko­wa­nie żeglugi na Morzu Północnym, a może nawet poprzez oku­pa­cję Norwegii, z groźbą oku­pa­cji Szwecji. Oczywiście Niemcy mieli tego pełną świa­do­mość. Już 2 listo­pada 1934 r. w cza­sie roz­mowy z Hitlerem i Göringiem, adm. Erich J. A. Raeder dowo­dzący nie­miecką Kriegsmarine, pod­niósł kwe­stię Norwegii jako kraju o wiel­kim zna­cze­niu dla ewen­tu­al­nego wysiłku wojen­nego Niemiec.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE