Xtreme Sky Force. Nowy zespół poka­zowy na pol­skim nie­bie

Xtreme Sky Force

Xtreme Sky Force

Xtreme Sky Force to jedyny na świe­cie zespół, któ­rego pokaz łączy w sobie dwa, zupeł­nie różne ze swo­jej natury, kręgi lot­nic­twa. Z jed­nej strony wielki, ciężki i mocny woj­skowy myśli­wiec MiG-29, z dru­giej nie­po­zorny na jego tle, lecz pie­kiel­nie zwinny i lekki XtremeAir XA-41. Za ste­rami tego nie­co­dzien­nego duetu samo­lo­tów, które sto­jąc razem na ziemi przy­wo­dzą na myśl biblij­nego Goliata i Dawida, zasia­dają dwaj cha­ry­zma­tyczni pol­scy piloci: „Kuman” i „Kielu”, czyli dowódca 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego oraz wie­lo­letni pilot poka­zowy ppłk Piotr Iwaszko oraz pilot akro­ba­cyjny, srebrny meda­li­sta Światowych Igrzysk Lotniczych w Dubaju Artur Kielak. Na naszą prośbę zgo­dzili się przed­sta­wić kulisy powsta­nia zespołu.

Kiedy i w czy­jej gło­wie zro­dził się taki pomysł?
Piotr Iwaszko: Pomysł stwo­rze­nia zespołu zro­dził się w naszych gło­wach sześć lat temu, a jego auto­rami byli­śmy wspól­nie z Arturem, kpt. Adrianem Rojkiem i płk. Arturem Kałko. Był to okres, kiedy każdy z nas latał już od dłuż­szego czasu na poka­zach jako soli­sta, więc doszli­śmy do wnio­sku, że dobrze by było móc zapre­zen­to­wać się wspól­nie. Droga, jaką musie­li­śmy przejść od pomy­słu do reali­za­cji nie była łatwa i wyma­gała mnó­stwa „papier­ko­wej roboty”. Trzeba było opra­co­wać sporo teo­rii, wyko­nać wiele róż­nego rodzaju obli­czeń, zebrać razem wszyst­kie nasze pomy­sły, a przede wszyst­kim skon­fron­to­wać je z moż­li­wo­ściami. Musieliśmy wziąć pod uwagę m.in. kwe­stię zakresu moż­li­wych pręd­ko­ści zarówno MiG-a, jak i maszyny Artura, kon­fi­gu­ra­cje samo­lo­tów, kąty natar­cia itd. Wiele czasu zajęło nam pogo­dze­nie naszych pomy­słów z moż­li­wo­ściami tech­nicz­nymi pła­tow­ców, na któ­rych latamy, jak rów­nież zebra­nie wszyst­kiego w całość tak, by móc obie maszyny poka­zać razem w powie­trzu. Jak widać, to się nam udało, i mogę zapew­nić, że nie jest to nasze ostat­nie słowo i pro­gram pokazu będziemy dalej roz­wi­jać. Po wyko­na­niu kilku tre­nin­gów i dwóch pre­zen­ta­cjach przed publicz­no­ścią jeste­śmy bogatsi o pewne doświad­cze­nia prak­tyczne i mamy kolejne pomy­sły na dal­sze mody­fi­ka­cje pro­jektu.
Artur Kielak: Tak naprawdę pier­wotna kon­cep­cja pokazu była zupeł­nie inna. Wiele rze­czy, które począt­kowo przy­go­to­wa­li­śmy na papie­rze, zostało zre­wi­do­wa­nych już na pierw­szym wspól­nym tre­ningu. Pozwoliło nam to poukła­dać takie ele­menty pokazu, jak na przy­kład momenty scho­dze­nia się, czy rozej­ścia. Dla mnie naj­więk­szym nie­bez­pie­czeń­stwem były głów­nie strugi pozo­sta­wione przez MiG-a. Treningi dały odpo­wiedź na pyta­nie jak wyko­nać start, którą stroną lot­ni­ska mam prze­le­cieć, żeby nie wpaść w strugę, kiedy Piotr jest na dużych kątach natar­cia i zosta­wia bar­dzo duży ślad, a także zaob­ser­wo­wać gdzie i jak opa­dają. Była to kwe­stia, nad którą naprawdę bar­dzo dużo pra­co­wa­li­śmy.
PI: Pierwotnie, jesz­cze na eta­pie pla­no­wa­nia zakła­da­li­śmy, że to Artur będzie docho­dził do MiG-a. W trak­cie tre­ningu doszli­śmy jed­nak do wnio­sku, że obec­ność strug ogra­ni­cza znacz­nie obszar, w któ­rym może się zna­leźć Artur, a to nam psuło pewną kon­cep­cję, więc zde­cy­do­wa­li­śmy się na zamianę i to MiG jest samo­lo­tem docho­dzą­cym.
AK: Przystępując do reali­za­cji pro­jektu mia­łem już pewne doświad­cze­nia zwią­zane z lata­niem w parze z odrzu­tow­cem, które zdo­by­łem lata­jąc z samo­lo­tem L-29 Delfin oraz TS-11 Iskra, pilo­to­wa­nym przez Jerzego Lenia, byłego dowódcę zespołu „Biało-Czerwone Iskry”. Tych samo­lo­tów nie można jed­nak porów­ny­wać do MiG-a. Gdy pod­le­cia­łem do skrzy­dła MiG-a na odle­głość dwóch, trzech metrów i przyj­rza­łem się gene­ro­wa­nym przez niego wirom za skrzy­dłem, zda­łem sobie sprawę jak duże jest dla mnie ryzyko zassa­nia pomimo posia­da­nia przez mój samo­lot dużych powierzchni ste­ro­wych. Z tym fak­tem wiąże się bez­po­śred­nio kwe­stia ilo­ści figur pre­zen­to­wa­nych przez nas w trak­cie pokazu. Oczywiście możemy zro­bić ich o wiele wię­cej, ale nie to jest w chwili obec­nej naszym prio­ry­te­tem. Faktem jest, że jeste­śmy pio­nie­rami i nie musimy niczego udo­wad­niać, bo już udo­wod­ni­li­śmy, że taki pomysł da się zre­ali­zo­wać. Naszym celem na począ­tek jest wyko­nać spo­kojny i dość sta­tyczny pokaz, ale z dyna­micz­nym rozej­ściem i następ­nie pilo­ta­żem indy­wi­du­al­nym po to, żeby zaszcze­pić nasz pomysł zarówno dowódz­twu, jak i oglą­da­ją­cej nas publicz­no­ści. Dopiero w następ­nej kolej­no­ści będziemy go roz­wi­jać, bo pomy­słów na dal­sze figury jest o wiele wię­cej. Chcemy sku­mu­lo­wać w poka­zie jak naj­wię­cej dyna­miki, gdyż jest to coś, czego szuka się w takich poka­zach. Wszystko rodzi się w naszych gło­wach, ale wszel­kie nasze dzia­ła­nia pod­po­rząd­ko­wane są bez­pie­czeń­stwu, zarówno naszemu, jak i publicz­no­ści, bo to w poka­zie jest naj­waż­niej­sze.
  • Marcin Gołębnik, Andrzej Wrona

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE