Szturmowce MacArthura. „Sun Setters” i bitwa o Nową Gwineę cz.2

 B-25J, z górną wieżyczką przesuniętą do przodu i ogonowym stanowiskiem strzeleckim

Green Dragons” w locie. Widoczna na zdję­ciu wer­sja to B-25J, z górną wie­życzką prze­su­niętą do przodu i ogo­no­wym sta­no­wi­skiem strze­lec­kim, fabrycz­nie wypo­sa­żona w osiem strze­la­ją­cych na wprost kara­bi­nów maszy­no­wych.

B-25 Mitchell słu­żył na wszyst­kich głów­nych fron­tach II wojny świa­to­wej, ale nigdzie nie ode­grał tak klu­czo­wej roli, jak w wal­kach o Nową Gwineę. W latach 1942 – 1943 sta­no­wił trzon sił ofen­syw­nych 5. Armii Powietrznej USAAF, które umoż­li­wiły woj­skom gen. MacArthura suk­ce­sywne wypie­ra­nie Japończyków z obszaru połu­dniowo-zachod­niego Pacyfiku. Jedną z trzech jed­no­stek Mitchelli, które w tej kam­pa­nii odnio­sły naj­więk­sze suk­cesy, obok „Grim Reapers” i „Air Apaches” była 38. Grupa Bombowa „Sun Setters”.

Sun Setters” i bitwa o Nową Gwineę

Latem 1942 r. bitwa o Nową Gwineę – ostat­nią rubież obronną alian­tów na przed­polu Australii – weszła w kry­tyczną fazę. Po ponad pół roku od ataku na Pearl Harbor Japończycy, prąc coraz dalej na połu­dnie, dotarli na pół­nocno-wschod­nie wybrzeże Nowej Gwinei, gdzie zało­żyli lot­ni­czo-mor­skie bazy w Lae, Salamaua i Buna. Wkrótce potem pod­jęli próbę prze­bi­cia się na drugą stronę wyspy, do Port Moresby. Na szczę­ście dla alian­tów jedyna droga lądowa wio­dła szla­kiem Kokoda przez poro­śnięte gęstą dżun­glą, wyso­kie na kilka tysięcy metrów Góry Owena Stanleya. Pod koniec sierp­nia 1942 r., gdy do Australii przy­były pierw­sze załogi 38. Grupy Bombowej, wła­śnie trwały zacie­kłe walki o ten – liczący bli­sko 100 kilo­me­trów – szlak, a Japończycy znaj­do­wali się w poło­wie drogi i wciąż spy­chali austra­lij­ską pie­chotę w kie­runku Port Moresby. W tym cza­sie nad Nową Gwineą wal­czyły już Mitchelle 3. Grupy Szturmowej, ata­ku­jąc nie­przy­ja­ciel­skie lot­ni­ska i kon­woje, ale było ich zbyt mało, by prze­chy­lić szalę zwy­cię­stwa na korzyść alian­tów.
Gdy na Pacyfiku wybu­chła wojna, bły­ska­wiczne postępy Japończyków tylko spo­tę­go­wały chaos w sze­re­gach lot­nic­twa ame­ry­kań­skiej armii, która do tej wojny zwy­czaj­nie nie była gotowa. Do walki rzu­cano poje­dyn­cze dywi­zjony, roz­par­ce­lo­wu­jąc więk­sze jed­nostki, byle tylko zatrzy­mać napór prze­ciw­nika. Nie ina­czej było z 38. Grupą Bombową. Złożona z czte­rech dywi­zjo­nów, począt­kowo szko­liła się do służby na bom­bow­cach B-26 Marauder. W efek­cie serii roz­ka­zów i kontr­roz­ka­zów pod koniec stycz­nia 1942 r. per­so­nel naziemny jed­nostki wyru­szył do Australii (drogą mor­ską), nato­miast załogi samo­lo­tów zatrzy­mano w Stanach Zjednoczonych. Na prze­ło­mie maja i czerwca dwa dywi­zjony (69. i 70. BS) zabrały swoje Maraudery na Hawaje, skąd następ­nie tra­fiły na Nową Kaledonię, Fidżi i Guadalcanal. Ostatecznie wchło­nięte przez 42. Grupę Bombową, już nie wró­ciły do macie­rzy­stej jed­nostki.
Tymczasem pozo­stałe dwa dywi­zjony – 71. i 405. BS – prze­zbro­iły się w Mitchelle B-25C/D. Pod koniec lipca zde­kom­ple­to­wana jed­nostka otrzy­mała roz­kaz prze­ba­zo­wa­nia do Australii. 7 sierp­nia 1942 r. 32 samo­loty, po 16 z każ­dego dywi­zjonu, odcią­żone i obła­do­wane do gra­nic moż­li­wo­ści dodat­ko­wymi zbior­ni­kami z pali­wem, wyru­szyły w nie­zwy­kły lot przez Pacyfik. Po star­cie z bazy Hamilton Field nie­da­leko San Francisco wzięły kurs na Hawaje i poko­naw­szy około 3800 km wylą­do­wały na wyspie Oahu. Dwa dni póź­niej prze­le­ciały na odle­głą o pra­wie 2200 km wyspę Kiritimati, a stam­tąd – w kolej­nych dniach – na atol Kanton (około 1700 km) i wyspę Fidżi (2000 km). Lądując na Fidżi pod­czas tro­pi­kal­nej burzy, dwa samo­loty doznały uszko­dzeń i utknęły tam na kilka mie­sięcy. Pozostałe odle­ciały na Nową Kaledonię (około 1400 km), gdzie dotarły po połu­dniu 14 sierp­nia.
Mimo póź­nej pory pięć załóg 71. BS posta­no­wiło lecieć dalej, mając nadzieję na spę­dze­nie upoj­nej nocy w Australii. Dotarłszy po zmroku nad zaciem­nione wybrzeże Queensland, pogu­biły się i roz­dzie­liły. Tylko jedna wró­ciła na zie­mię bez szwanku; dwa Mitchelle zostały uszko­dzone przy pró­bie awa­ryj­nego lądo­wa­nia, a pozo­stałe dwie załogi po wyczer­pa­niu paliwa rato­wały się sko­kiem ze spa­do­chro­nem. Porucznik Herb Weiner (nawi­ga­tor) jesz­cze w samo­lo­cie przy­pad­kowo pocią­gnął za linkę wyzwa­la­jącą spa­do­chron, który czę­ściowo się roz­wi­nął. Drugi pilot, Lt. John Donegan, przy­piął więc Weinera pasami do sie­bie i wysko­czyli razem. Gdy otwo­rzył się spa­do­chron Donegana, pasy pękły i nawi­ga­tor runął w dół, ginąc w zde­rze­niu z zie­mią.
Ogółem pod­czas prze­ba­zo­wa­nia 38. Grupa Bombowa stra­ciła sześć samo­lo­tów, ale tylko dwa bez­pow­rot­nie. Mitchelle jed­nostki były pierw­szymi, które przy­były na połu­dniowo-zachodni Pacyfik drogą powietrzną (te, które użyt­ko­wała 3. Grupa Szturmowa, przy­wie­ziono w ładow­niach stat­ków).

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE