Moździerze średniego kalibru dla Wojska Polskiego cz.1

Francuski moździerz kalibru 120 mm na stanowisku bojowym. Konstrukcyjnie broń ta różniła się wyraźnie od lżejszych, 81 mm wariantów oferowanych przez Stockes-Brandt.

Francuski moździerz kalibru 120 mm na stanowisku bojowym. Konstrukcyjnie broń ta różniła się wyraźnie od lżejszych, 81 mm wariantów oferowanych przez Stockes-Brandt.

W historii polskiej wojskowości okresu międzywojennego tematyka moździerzy to zagadnienie poboczne, w dużej mierze zdominowane przez powszechne w WP moździerze kal. 81 mm oraz prototypowy tylko miotacz min wz. 40 kal. 120 mm produkcji Zakładów Starachowickich. Do dziś nie powstała natomiast żadna publikacja omawiająca proces sprzętowego i taktycznego zastosowania moździerzy średniego kalibru w WP przed 1939 r. Nie udało się nawet w krótkiej formie przedstawić dyskusji toczonej na temat wyposażenia w sprzęt artyleryjski plutonów artylerii piechoty, gdzie elementarnymi kwestiami były zasadność istnienia takich pododdziałów jak i wskazanie na armatę lub moździerz, jako właściwego dla nich uzbrojenia.

Całkowicie symboliczny jest też udział przedmiotowego sprzętu w publikacjach dotyczących modernizacji Wojska Polskiego, a zwłaszcza kluczowego dla polskiej armii programu rozbudowy artylerii. Dążąc do wypełnienia tej luki autor przedstawia w artykule starania mające na celu pozyskanie moździerzy kal. 120 mm dla WP za granicą, zestawiając je z krajowymi pracami nad analogicznym sprzętem.
Lata 30. XX wieku były dla Wojska Polskiego okresem intensywnych przemian zarówno pod względem strukturalnym jak i materiałowo-sprzętowym. Sukcesywnie jednostki otrzymywały nowe wzory uzbrojenia, co ujednolicało ich formę oraz wzmacniało siłę ognia. Przykładem tego typu zmian był francuski moździerz Stockes-Brandt kal. 81 mm, przyjęty przez WP na wyposażenie jako moździerz wz. 31.
Stromotorowa broń okazała się cennym uzupełnieniem dla batalionów i pułków piechoty, którym dotychczasowe wsparcie zapewniały jednostki artylerii nie zawsze mogące prowadzić ogień do ukrytego za zasłoną przeciwnika.
Po kilku latach naczelne władze wojskowe doszły jednak do wniosku, że kaliber posiadanych moździerzy jest zbyt mały, a wystrzeliwane granaty nie mogą niszczyć zapór kolczastych, lekkich umocnień polowych, a nawet improwizowanych, choć dobrze wkomponowanych w teren stanowisk ciężkich karabinów maszynowych. Nie pozostawało nic innego, jak wzorem armii ościennych, dążyć do zwiększenia samodzielności taktycznej i siły ognia własnych batalionów/pułków piechoty.
Najkorzystniejszym instrumentem wydawały się być tutaj moździerze średniego kalibru dające możliwość bezpośredniego i szybkiego wsparcia własnych żołnierzy, a ze względu na parametry miotanych granatów zastępujące przydzielaną piechocie artylerię polową.

Największym mankamentem 120 mm moździerzy była droga w produkcji amunicja. Równocześnie ich zdolność niszczenia oraz celność przewyższała możliwości artylerii lekkiej.

Największym mankamentem 120 mm moździerzy była droga w produkcji amunicja. Równocześnie ich zdolność niszczenia oraz celność przewyższała możliwości artylerii lekkiej.

Francuski szlak

Jednym z najbardziej znanych w Europie jak i na świecie francuskich producentów uzbrojenia była paryska spółka założona przez Edgara Brandta. Do pewnego stopnia zmonopolizowała ona kwestię dostaw broni stromotorowej produkując na rzecz armii francuskiej znaczne ilości moździerzy lekkich kal. 60 i 81 mm. Zbrojeniowa hossa została zachwiana, gdy podobnie jak wiele innych przedsiębiorstw, także zakłady Brandta uległy nacjonalizacji w 1936 r.
Po tym jak nie udało się przekonać armii francuskiej do wymiany przestarzałych moździerzy kal. 150 mm (mortier de 150 mm T Mle 1917 Fabry) na wyraźnie nowocześniejszy sprzęt oferowany przez Brandta eksportowa polityka przedsiębiorstwa przybrała na sile. Ambitne działania handlowe ponownie skierowano na Rzeczpospolitą, w której w skutek wcześniejszej współpracy upatrywano potencjalnego odbiorcę kolejnych wzorów sprzętu wojskowego.
Pierwsze ślady poważniejszego zainteresowania strony polskiej francuskimi moździerzami średniego kalibru oferowanymi przez przedsiębiorstwo Brandt sięgają początku lat trzydziestych. Dowodem na to jest pismo szefa Departamentu Uzbrojenia (DeoUzbr.) do szefa Departamentu Piechoty (L.dz.236/Tjn.Broń.R) z 29 marca 1932 r. Wśród dyskutowanych w dokumencie zagadnień dotyczących broni przeciwpancernej, działek i artylerii piechoty, wymieniono również moździerze i granatniki.
W pierwszej kolejności DepUzbr. referował sprawę produkcji sprzętu wz. 31, aby nieco dalej poinformować, że w ramach Instytutu Badań Materiałów Uzbrojenia (IBMU) trwają prace nad krajowym moździerzem kal. 120 mm. Prototyp miał być gotowy do prób w drugiej połowie 1932 r. Równocześnie autor pisma zaznaczał, że w razie ujemnych rezultatów i nierokującej powodzenia konstrukcji powzięta zostanie decyzja odnośnie prób z moździerzem kal. 120 mm oferowanym już wtedy wojsku przez spółkę Brandt.
Kolejna wzmianka na temat stromotorowej broni średniego kalibru znajduje się w piśmie Instytutu Technicznego Uzbrojenia (ITU) z 19 września 1934 r. (L.dz.836/tj). Ten krótki dokument dotyczył zwoływanej kilka dni później konferencji z udziałem przedstawicieli szefa Sztabu Głównego oraz Oddziału I SG, reprezentantów poszczególnych Departamentów MSWojsk. (Uzbrojenia, Piechoty, Artylerii) oraz Komendantów Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWPiech.) i Centrum Badań Balistycznych (CBBal.).
Zgromadzeni oficerowie mieli omówić sprawę nowego typu moździerza kal. 120 mm, która nieco niespodziewanie powróciła po przerwie na wojskową agendę wczesną jesienią 1934 r. Można zatem przypuszczać, że wspomniany wcześniej polski model 120 mm miotacza min opracowywany w IBMU nie sprostał oczekiwaniom.
Po wspomnianej konferencji szef DepUzbr. polecił kierownictwu IBMU przestudiowane sprzętu i amunicji w oparciu o nadesłany z Francji opis oraz omówienie we współpracy z DepPiech. następujących zagadnień:

  • czy warto zainteresować się przedmiotowym sprzętem;
  • jeżeli może on być dla WP interesującym, to na jakim szczeblu można go zastosować;
  • wydać rekomendację odnośnie ewentualnego pokazu broni w Polsce lub też zakupu niewielkiej partii wraz z amunicją do przeprowadzenia własnych prób;

Rekomendacje komisji jak i IBMU były zbieżne, a oba organy jednogłośnie ustaliły, że proponowany sprzęt zachodni zasługuje na bliższe zainteresowanie WP. Zaproponowano zakup dwóch egzemplarzy dostosowanych do ciągu konnego i przeprowadzenie serii doświadczeń w kraju. W lutym 1935 r. przystąpiono do opracowania szczegółowego programu prób. 5 czerwca 1935 r., Departament Piechoty MSWojsk. przygotował dokument, pt. „Moździerz 120 mm Brandt – referat informacyjny, rozesłanie” (L.dz.2236/KSUST/tjn), który przekazanodo zainteresowanych stron.
Parafowany przed płk. dypl. Janickiego, szefa DepPiech., referat w sposób następujący charakteryzował zaproponowaną polskiej armii broń stromotorową: Moździerz Brandta 120 m/m cechuje duża potęga ognia, przy lekkości, ruchliwości i celności sprzętu strzelającego pod bardzo wysokimi kątami. Sprzęt według danych fabrycznych był studiowany przez szereg lat. Broń ta może mieć pierwszorzędne znaczenie w walce pozycyjnej, szczególnie na odcinkach ufortyfikowanych. Lekkość i ruchliwość, połączona z łatwością przygotowania do strzelania, zezwala na szybkie przerzucanie ognia na zagrożone punkty pola walki, a dzięki różnym środkom transportowym (przyczepka na gąsienicach za czołgiem lub samochodem, ciąg konny, przeciąganie przez 6 ludzi obsługi), ułatwia szybkie i łatwe przerzucanie sprzętu. Pod względem celności i zdolności wykonania zadań sprzęt ten ma dorównywać sprzętowi artyleryjskiemu (haubicom) o zbliżonym kalibrze. Ponadto szybkostrzelność i wielka siła wybuchu pocisków oraz duży kąt upadku typują moździerz jako broń skuteczną zarówno dla celów nieosłoniętych, jak i ukrytych. Sprzęt ten, ze względu na ruchliwość i potęgę ognia, mógłby się nadać jako dyspozycyjny sprzęt ogniowy wyższych dowódców.
Cechą charakterystyczną 120 mm moździerza Brandta był tzw. osłabiacz odrzutu, pozwalający na wycofanie lufy po strzale wzdłuż jej osi podłużnej. Urządzenia miało zapobiegać uszkodzeniom sprzętu, które mogły wystąpić przy zbyt sztywnym złączeniu lufy z łożem. Proponowany osłabiacz składał się z dwóch ślizgających się rur, umieszczonych w tzw. obroży, a połączony był z lufą za pomocą pierścienia zaciskowego ze śrubą. Po strzale lufa broni cofała się na pewną odległość zależnie od skoku gwintu, pociągała za sobą łożysko osłabiacza i ściskała sprężyny, które z kolei po zakończeniu odrzutu przywracały lufę do pierwotnej pozycji. Francuski producent broni poza samym sprzętem artylerii oferował w 1934 r. również dwa pojazdy towarzyszące:
biedkę amunicyjną z przodkiem (jaszcz) w formie platformy na dwóch kołach o pełnych gumach (masywy), na której umieszczono 40 przegród mieszczących bądź kosze wiklinowe z granatami moździerzowymi, bądź pakiety ładunków miotających oraz dalszych 8 przegród na kolejne ładunki lub zapalniki;
przodek do moździerza wykorzystywany tylko w przypadku trakcji konnej, również wykonany w formie jednoosiowego wózka z pełnymi oponami (masywy). Na przodku umieszczano skrzynie z częściami zapasowymi i niezbędnymi przyborami.
Jak się okaże kilka lat później równolegle z moździerzem ewoluowały również środki transportu służące do przewozu obsługi, amunicji i wyposażenia specjalistycznego – zmieniano koła oraz sam kształt półwozi.
W przygotowanym przez DepPiech. dokumencie wyszczególniono również skład działonu moździerza: sześciu artylerzystów obsługujących broń oraz woźnica kierujący czterokonnym zaprzęgiem. Koszt kompletnego działonu wraz z urządzeniami celowniczymi analogicznymi do tych stosowanych w moździerzach wz. 31 wynosił około 34 000,00 zł (około 120 000,00 franków francuskich). Podawana wartość nie obejmowała jednak najmniejszych nawet ilości amunicji, której bardzo wysokie, nawet jak na amunicję moździerzową, ceny ofertowe zachowa-
ły się do dziś. Wartość poszczególnych typów granatów była zróżnicowana: ćwiczebny – 174 zł (610 franków), ostry – 230 zł (810 franków), dymny – 235 zł (825 franków).
Nie mniej według autorów referatu ogólny koszt działonu był przynajmniej o 50% niższy od ceny haubicy podobnego kalibru – rzeczywista cena samej haubicy kal. 100 mm wz. 14/19 była dużo wyższa i wynosiła około 130 000,00 zł, dane odpowiadają natomiast relacji względem armaty polowej kalibru 75 mm. Dla pełniejszego oddania różnic dodać tutaj należy, że przewidywana cena jednostkowa granatu kal. 120 mm krajowego wyrobu nie miała przekroczyć 150 zł po wprowadzeniu niezbędnych uproszczeń. Równocześnie standardowy pocisk moździerza kal. 81 mm kosztował 37 zł, a jego cięższa wersja około 100 zł.
Pod koniec płk dypl. Janicki stwierdzał: Jeżeli względy budżetowe lub przemysłu wojennego nie pozwoliłyby, nawet po dodatnich wynikach prób, na wprowadzenie tego sprzętu, to i wówczas przestudiowanie zagadnienia może na wypadek wojny ułatwić nam wybór sprzętu, który wówczas będzie trzeba zakupić.
Jednocześnie szef Departamentu Dowodzenia Ogólnego MSWojsk. (DDOgn.) płk dypl. Witold Wartha w piśmie przewodnim załączonym do rozsyłanego referatu zaznaczał, że: sprawa nabycia tych moździerzy według obecnego stanu rzeczy we Francji jest na razie nieaktualną, to jednak przedstawię ją dla informacji na jednym z posiedzeń Komisji SUST.
Kilka miesięcy później, w jednym z zestawień dotyczących sprzętu wojskowego sporządzonych dla potrzeb Komitetu do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu (KSUS) pod datą 14 stycznia 1936 r. zapisano: Ciężkie dalekonośne miotacze min. KSUS zwraca uwagę na konieczność przestudiowania typów ciężkich dalekonośnych miotaczy min. (…) Zamówiono we Francji w fabryce Brandta 2 moździerze ciężkie o kalibrze 120 mm wraz z amunicją. Dotychczas moździerze jeszcze nie nadeszły, choć są już gotowe.
Cennym materiałem badawczym są dwie, pozbawione dat notatki sporządzone dla szefa Oddziału I SG w sprawie nabycia omawianego materiału wojennego. Dokumenty te w przybliżeniu datować można na pierwszą połowę 1936 r., informują one, że DepUzbr. zgodnie z decyzją szefa SG negocjował z producentem broni kwestię zakupu dwóch moździerzy średniego kalibru. Przedsiębiorstwo zawiadomiło, że zgadza się na sprzedaż broni, a wstępna wartość transakcji wynieść miała około 180 000,00 zł.
Niestety DepUzbr. środków na zakup nie posiadał, stąd należało je wyodrębnić z dodatkowych kredytów przydzielanych przez Sztab Główny. W trakcie uszczegóławiania zamówienia opiewającego poza uzbrojeniem na pewną liczbę granatów kal. 120 mm jego łączna wartość wzrosła jednak do 230 000,00 zł. Najprawdopodobniej spowodowane to było zwiększeniem do 400 sztuk zamówienia na granaty moździerzowe. Mowa więc o kwocie wyraźnie odbiegającej od tej podawanej przez DepPiech. jeszcze w 1935 r.
Z notatki wynika również, że objęty transakcją sprzęt mógł trafić nad Wisłę nie później niż 15 sierpnia, przy czym odpowiednia umowa powinna zostać pilnie podpisana (według autora została podpisana kilka miesięcy później). Korzystając z dostępnych, choć rozproszonych między rozmaitymi jednostkami archiwalnymi, źródeł można odtworzyć z pewnym przybliżeniem strukturę poniesionych przez Wojsko Polskie nakładów: Do zasadniczych elementów objętych transakcją należały:

  • dwa komplety moździerzy z przodkami i wyposażeniem w cenie jednostkowej 40 000 zł;
  • dwa jednoosiowe jaszcze amunicyjne w cenie jednostkowej 10 000 zł;
  • czterysta granatów (brak szczegółowego zestawienia) o wartości łącznej około 95-100 000 zł dla obu moździerzy;
  • dwa zestawy uprzęży czterokonnych w cenie jednostkowej 1400 zł;
  • osiem koni pociągowych dla dwóch zaprzęgów czterokonnych w cenie jednostkowej 600 zł.

Sprawę trudno było uznać za pilną, między poszczególnymi decyzjami upływało zazwyczaj kilka miesięcy, a problem „dojrzewał” wśród pilniejszych zagadnień. W ten sposób dopiero w trakcie posiedzenia komisji ds. rozbudowy artylerii, 2 lipca 1936 r., kwestia moździerzy średniego kalibru ponownie weszła na agendę, a referował ją Komendant Centrum Wyszkolenia Artylerii w Toruniu gen. bryg. Stanisław Miller. Stwierdzał on w kontekście omawiania baterii towarzyszących pułkom piechoty, że środki do zwalczania źródeł ognia i broni pancernej przeciwnika są niewystarczające.
Pomijając w tym miejscu kwestię armat przeciwpancernych wz. 36 kal. 37 mm Bofors należy wskazać, że prelegent jednoznacznie skłaniał się ku wprowadzeniu do pułków piechoty właśnie 120 mm moździerza Brandt: O ile pułki piechoty otrzymałyby poza proponowaną wyżej ilością działek Boforsa jeszcze moździerze 120 mm Brandta i o ile z działek 37 mm możnaby zwalczać broń maszynową przeciwnika to możnaby ostatecznie zrezygnować z armat 75 mm wz. 02/26.
Należy dodać, że cała dyskusja, w której brali udział również płk dypl. Józef Jaklicz, płk dypl. Jan Sadowski oraz zastępca szefa SG gen. bryg. Tadeusz Malinowski miała udzielić odpowiedzi na pytanie: czy pułki piechoty powinny w ogóle posiadać własną artylerię, a jeśli tak to jak liczną i w jaki sprzęt wyposażoną? Wobec braku alternatyw i jednoznacznym odrzuceniu armaty wz. 1897 jako nieprzydatnej, pozostawiono w linii armaty wz. 02/26 do czasu ich zastąpienia bardziej odpowiadającym potrzebom piechoty sprzętem.
W myśl powstałych jeszcze w lipcu 1936 r. założeń sformułowanych przez DepPiech. MSWojsk. na początku kolejnego roku dotarły do Polski dwa zamówione w przedsiębiorstwie Brandt moździerze kal. 120 mm (numery seryjne broni: 200 i 201).
24 lutego 1937 r. w myśl pisma „Próby 120 mm moździerza” (L.dz.218/tj.) powołano specjalną Komisję Odbiorczą złożoną przedstawicieli zainteresowanych Departamentów MSWojsk., pracowników firmy „Granat” reprezentujących interesy francuskiego Brandta czy powołanych celem dodatkowych ustaleń oficerów Biura Badań Broni Pancernych (BBTechBrPanc.) oraz Szkoły Gazowej. Właściwy obiór miał miejsce między 26, a 27 lutego. Za błędne uznać trzeba powielane m.in., przez p. Piotra Zarzyckiego informacje mówiące o podpisaniu umowy zakupu dwóch moździerzy w kwietniu 1937 r. i ich pierwszych próbach w sierpniu tego samego roku.
Kilka dni później, 1 marca, ITU informowało, że Komisja Odbiorcza stwierdziła w dostawie z Francji brak ładunków miotających (łuskowych i dodatkowych), które zostaną dopiero wysłane do Polski około 5 marca (ogniowe próby odbiorcze miały rozpocząć się 3 marca). Siłą rzeczy należało więc odroczyć w czasie strzelania odbiorcze, co nie oznaczało jednak zmarnowania czasu. Zaplanowane oględziny i pomiary materiału wojennego miały miejsce z wykorzystaniem jednego z moździerzy. Drugi odesłano do CWPiech: dla przygotowania projektu instrukcji wyszkolenia obsługi i działoczynów potrzebnych do wyszkolenia obsługi, która będzie potrzebna w trakcie prób badawczych.
Co więcej, kierownik ITU uznawał za konieczne sprowadzenie na czas prób do Polski inżyniera z firmy Brandt, który miałby przywieźć ze sobą tabele strzelnicze, których również zabrakło we wcześniejszych dostawach. Strona polska oczekiwała również przekazania zaktualizowanego opisu broni, gdyż zakupione egzemplarze różniły się od tych znanych z charakterystyk omawianych w 1934 r.
4 marca 1937 r. powołano do Komisji Odbiorczej dodatkowych specjalistów (min. 1 osoba) z Dowództwa Broni Pancernych (DowBrPanc.) i BBTechBrPanc. jako obserwatorów mających zapoznać się z bronią przed próbami ruchowymi. Niestety, w związku z niekompletnością dostaw znad Sekwany dopiero 7 i 8 kwietnia 1937 r. złożona z przedstawicieli CWPiech, CBBal, ITU, KZU oraz ww. doradców komisja przeprowadziła strzelanie odbiorcze z wykorzystaniem pary zakupionych w Paryżu moździerzy. Na miejscu obecni byli jeszcze przedstawiciel spółki Brandt p. Henry de Lucenay oraz reprezentujący polską spółkę „Granat” p. Tołłoczko.

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusermagnifiercrossmenulistfunnelsort-amount-asc