Bishop i Sexton Brytyjskie działa samobieżne

Działo samobieżne Sexton II w barwach 1. Pułku Artylerii Motorowej 1. Dywizji Pancernej Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w zbiorach Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej w Warszawie.

Działo samobieżne Sexton II w barwach 1. Pułku Artylerii Motorowej 1. Dywizji Pancernej Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w zbiorach Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej w Warszawie.

W czasie II wojny światowej walczące państwa musiały m.in. rozwiązać problem wsparcia ogniowego dywizji pancernych. Było sprawą oczywistą, że choć siła ognia pododdziałów pancernych była znaczna, to jednak czołgi przede wszystkim prowadziły ogień bezpośredni, indywidualny, do wykrytych w trakcie walki celów. W pewnym sensie, czołgi to detaliści – niszczący pojedyncze konkretne cele, choć w szybkim tempie. Artylerzyści natomiast, to hurtownicy. Salwa za salwą z kilkunastu, kilkudziesięciu czy nawet kilkuset luf do celów grupowych, najczęściej na odległość poza zasięgiem widzialności wzrokowej.

Czasami potrzebne jest takie właśnie wsparcie. Potrzebna jest duża siła ognia do przełamania zorganizowanej obrony przeciwnika, tak by porozbijać umocnienia polowe, stanowiska artylerii i moździerzy, obezwładnić okopane czołgi, zniszczyć gniazda karabinów maszynowych, zadać straty piechocie przeciwnika. Ponadto uzyskuje się przy tym oszołomienie wrogich żołnierzy potwornym hukiem, strachem o własne życie i widokiem kolegów rozszarpywanych na strzępy wybuchami artyleryjskich pocisków. Wola walki w takiej sytuacji słabnie, a żołnierzy paraliżuje nieludzki strach. Co prawda widok pełznących czołgów zionących ogniem, które wydają się nie do zatrzymania też wywołuje określony efekt psychologiczny, ale artyleria jest pod tym względem niezastąpiona.
W toku II wojny światowej okazało się, że tradycyjna artyleria holowana nie nadąża za oddziałami pancernymi i zmotoryzowanymi. Po pierwsze, po zajęciu stanowisk ogniowych odczepienie dział od ciągników (odprzodkowanie) i ich rozstawienie na stanowiskach ogniowych oraz wydanie amunicji dla obsług z pojazdów transportowych zajmowało czas, podobnie jak przejście ponownie w położenie marszowe. Po drugie, holowane działa musiały podążać drogami, choćby polnymi jak pogoda na to pozwalała: błoto czy śnieg często ograniczało ruch zestawu ciągnik – działo holowane, podczas gdy czołgi poruszały się „na przełaj”. Artyleria musiała często jechać okrężną drogą, by znaleźć się w okolicach rejonu aktualnego znajdowania się oddziału pancernego.
Rozwiązaniem problemu stała się haubiczna samobieżna artyleria polowa. W Niemczech wprowadzono do użytku haubice kal. 105 mm Wespe i kal. 150 mm Hummel. W Stanach Zjednoczonych powstało udane działo samobieżne M7 kal. 105 mm nazwane przez Brytyjczyków Priest. Z kolei w ZSRR korpusy pancerne polegały na wsparciu dział pancernych, które jednak były raczej przeznaczone do strzelania ogniem na wprost, nawet jeśli chodzi o 122 mm haubice SU-122 i 152 mm armatohaubice ISU-152.
Także w Wielkiej Brytanii w czasie II wojny światowej opracowano samobieżne działa artylerii polowej. Głównym i w zasadzie jedynym typem w służbie był Sexton z popularną haubicoarmatą kal. 87,6 mm (25-funtową). Wcześniej, w bardzo ograniczonej liczbie pojawiło się działo Bishop, którego początki są jednak inne i nie związane z potrzebą przydzielenia jednostkom pancernym pododdziałów artylerii polowej.

Działo samobieżne o oficjalnej nazwie Ordnance QF 25-pdr on Carrier Valentine 25-pdr Mk 1, które nieoficjalnie (a później oficjalnie) nazywano Bishop. Wóz na zdjęciu należy do 121st Field Regiment, Royal Artillery, który wziął udział w drugiej bitwie pod El Alamein (23 października - 4 listopada 1942 r.).

Działo samobieżne o oficjalnej nazwie Ordnance QF 25-pdr on Carrier Valentine 25-pdr Mk 1, które nieoficjalnie (a później oficjalnie) nazywano Bishop. Wóz na zdjęciu należy do 121st Field Regiment, Royal Artillery, który wziął udział w drugiej bitwie pod El Alamein (23 października - 4 listopada 1942 r.).

Wiosną 1941 r. w działaniach w Afryce Północnej do akcji wkroczył niemiecki Afrika Korps. Wraz z nim, zaczęło się prowadzenie działań manewrowych na niespotykaną dotąd skalę. Wojska brytyjskie nie były na nią przygotowane, ale wkrótce okazało się, że nawet wsparcie jednostek w obronie przed niespodziewanym atakiem przeciwnika w rejonach, gdzie się go wcześniej nie spodziewano, wymaga szybkiej koncentracji siły ognia, zarówno w sensie artylerii polowej, jak i przeciwpancernej, nie wspominając o potrzebie szybkiego przerzutu pododdziałów pancernych i piechoty. Powodzenie ataku własnych jednostek pancernych też było często uzależnione od możliwości wsparcia ogniowego czołgów przez artylerię w starciu z obroną przeciwnika. Nie należy zapominać, że ówczesne brytyjskie czołgi były niemal wyłącznie uzbrojone w armaty kal. 40 mm (2-funtowe), mające ograniczone możliwości niszczenia niepancernych obiektów pola
walki i siły żywej przeciwnika.
Kolejną sprawą była kwestia niszczenia niemieckich czołgów. Nowsze niemieckie wozy Pz III i (nieliczne wówczas w Afryce) Pz IV z dodatkowym pancerzem przednim (Pz III Ausf. G i Pz IV Ausf. E) były bardzo trudne do zwalczania przez ówczesne brytyjskie działa przeciwpancerne Ordnance QF 2-pounder (2-funtowe) kal. 40 mm. Okazało się wówczas, że lepsze rezultaty osiąga się z wykorzystaniem polowych haubicoarmat 25-funtowych kal. 87,6 mm. Do działa tego wprowadzono pociski przeciwpancerne już w 1940 r. Były to pociski nienapełnione materiałem wybuchowym, które mogły przebijać pancerz nachylony pod kątem 30o do pionu o grubości 62 mm z 500 m i 54 mm z 1000 m, podczas gdy przeciwpancerna armata kal. 40 mm mogła w tych samych warunkach uzyskać przebicie 52 mm pancerza z 500 m i 40 mm z 1000 m. W toku walk okazało się też, że konieczność szybkiej zmiany pozycji dział artylerii przeciwpancernej skłania ku rozwiązaniom o charakterze samobieżnym. Obsługi armat przeciwpancernych kal. 40 mm ustawiały swoje działa na skrzyni ciężarówki i z niej prowadziły ogień, ale te nieopancerzone wozy były wrażliwe na ostrzał przeciwnika.
Dlatego też jednym z ważnych zadań nowego działa samobieżnego uzbrojonego w polową haubicoarmatę 25-funtową kal. 87,6 mm miało też być zwalczanie czołgów. Taka była potrzeba chwili, która praktycznie zaniknęła wraz z wprowadzeniem do uzbrojenia armat przeciwpancernych 6-funtowych kal. 57 mm, które uzyskiwały lepsze parametry od obu wcześniej wymienionych: przebijalność pancerza 85 mm z 500 m i 75 mm z 1000 m.

Działo samobieżne Bishop

Działo 25-funtowe uznane za najlepsze uzbrojenie dla planowanego działa samobieżnego było podstawowym brytyjskim działem dywizyjnym, opracowanym w drugiej połowie lat 30. Jako działo holowane było używane do końca wojny, a w każdej dywizji piechoty były trzy dywizjony po trzy ośmiodziałowe baterie – razem 24 działa w dywizjonie i 72 w dywizji. W przeciwieństwie do pozostałych głównych armii II wojny światowej, Niemiec, Stanów Zjednoczonych i ZSRR, które miały dywizyjne pułki artylerii z działami mniejszego i większego kalibru (Niemcy haubice kal. 105 mm i kal. 150 mm, Stany Zjednoczone haubice kal. 105 mm i kal. 155 mm, ZSRR armaty kal. 76,2 mm i haubice kal. 122 mm), brytyjskie dywizje dysponowały tylko
haubicoarmatami 25-funtowymi kal. 87,6 mm.
W wersji holowanej działo to nie miało rozkładanych ogonów, jak wiele nowoczesnych konstrukcji zagranicznych, ale szeroki pojedynczy ogon. Takie rozwiązanie powodowało, że działo na lawecie miało małe kąty ostrzału w płaszczyźnie poziomej, bo tylko 4o w obie strony (razem 8o). Problem ten rozwiązano w ten sposób, że w wersji holowanej wożono podczepioną pod ogonem okrągłą tarczę, którą ustawiano na ziemi, na którą wciągano ciągnikiem działo przed odprzodkowaniem. Tarcza ta, która dzięki bocznym zębom pod naciskiem działa wbijała się w ziemię, umożliwiała szybki obrót działa, po uniesieniu ogona, co było o tyle relatywnie łatwe, że ciężar lufy częściowo balansował ciężar ogona. W pionie lufę można było podnosić
w przedziale kątów od -5o do +45o.
Działo miało pionowy zamek klinowy, umożliwiający łatwe odryglowanie i zaryglowanie. Szybkostrzelność sięgała 6-8 strz./min, ale brytyjskie normy przewidywały: 5 strz./min (ogień intensywny), 4 strz./min (ogień szybki), 3 strz./min (ogień normalny), 2 strz./min (ogień wolny) lub 1 strz./min (ogień bardzo wolny). Lufa miała długość 26,7 kal., a z hamulcem wylotowym – 28 kalibrów.
Do działa stosowano dwa typy ładunków miotających. Podstawowy typ miał trzy woreczki prochowe, przy czym dwa z nich można było wyjmować, tym samym tworząc trzy różne ładunki: z jednym, dwoma lub wszystkimi trzema woreczkami. W ten sposób można było strzelać ogniem stromotorowym na mniejsze odległości. Przy wszystkich trzech ładunkach donośność standardowym pociskiem o masie 11,3 kg wynosiła 10 650 m, przy prędkości początkowej pocisku 450 m/s. Przy dwóch woreczkach wartości te spadały do 7050 m i 305 m/s, a przy jednym – 3500 m i 195 m/s. Był też specjalny ładunek dla uzyskania maksymalnej donośności, z którego nie można było wyjmować woreczków prochowych. Uzyskiwano z nim donośność 12 250 m przy prędkości początkowej 530 m/s.
Podstawowym pociskiem do działa był odłamkowo-burzący Shell Mk 1D. Uzyskiwana nim celność strzelania wynosiła ok. 30 m na maksymalnym dystansie. Pocisk ważył 11,3 kg, przy czym masa ładunku wybuchowego w nim to 0,816 kg. Najczęściej był to amatol, ale pociski tego typu napełniano też czasem trotylem bądź ładunkiem RDX. Pocisk przeciwpancerny bez materiału wybuchowego ważył 9,1 kg i przy zwykłym ładunku uzyskiwano nim prędkość początkową 475 m/s, a z ładunkiem specjalnym – 575 m/s. Podane wartości przebijalności pancerza dotyczyły właśnie
tego specjalnego ładunku.
Działo miało celownik optyczny do strzelania ogniem na wprost, w tym prowadzenia ognia przeciwpancernego. Głównym celownikiem był jednak tzw. kalkulator systemu Proberta, umożliwiający odpracowanie właściwego kąta elewacji lufy po wprowadzeniu do mechanicznego przelicznika odległości do celu, przewyższenia lub przeniżenia celu w stosunku do pozycji działa oraz rodzaju ładunku. Dodatkowo wprowadzano nim kąt w azymucie, po wyzerowaniu położenia celownika za pomocą specjalnej poziomicy, działo stało bowiem często na nierównym terenie i było przechylone. Wówczas podniesienie lufy na określony kąt powodowało jej nieznaczne wychylenie w jedną czy drugą stronę, a ów celownik pozwalał na odliczenie tego kąta odchylenia
od nakazanego azymutu.
Azymut, czyli kąt zawarty między północą a kierunkiem na cel, nie mógł być określony bezpośrednio, bo artylerzyści przy działach celu nie widzieli. Kiedy na mapie (a brytyjskie mapy słynęły z dużej dokładności) precyzyjnie określono położenie baterii i położenie wysuniętego punktu obserwacyjnego, którego notabene też artylerzyści z reguły nie widzieli, mierzono azymut i odległość pomiędzy baterią, a punktem obserwacyjnym. Kiedy z punktu obserwacyjnego udało się zmierzyć azymut i odległość do widocznego stamtąd celu, dowództwo baterii rozwiązywało proste zadanie trygonometryczne: na mapie pojawiły się dwa boki trójkąta o wierzchołkach: bateria, punkt obserwacyjny i cel, a znane boki to bateria – punkt obserwacyjny oraz punkt obserwacyjny – cel. Teraz trzeba było określić parametry trzeciego boku: bateria – cel, czyli azymut i odległość pomiędzy nimi, na podstawie wzorów trygonometrycznych bądź graficznie, kreśląc cały trójkąt na mapie i mierząc parametry kątowe i długość (odległość) trzeciego boku: bateria – cel. Na tej podstawie określano nastawy kątowe korzystając z przyrządów celowniczych na działach.
Po pierwszej salwie obserwator artyleryjski podawał poprawki, które artylerzyści wprowadzali z odpowiedniej tabeli, tak by „wstrzelić” się w cele wyznaczone do zniszczenia. Dokładnie te same metody i te same przyrządy celownicze stosowano na działach Ordnance QF 25-pounder używanych w obu typach opisywanych w tym artykule dział samobieżnych, Bishop i Sexton. W dziale Bishop używano działa bez hamulca wylotowego, a w Sextonach – działo było wyposażone w hamulec wylotowy. Brak hamulca wylotowego na Bishopie powodował, że miotający ładunek specjalny mógł być stosowany tylko z pociskami przeciwpancernymi.
W maju 1941 r. zdecydowano o budowie działa samobieżnego tego typu wykorzystującego Ordnance QF 25-pounder Mk I oraz podwozie czołgu piechoty Valentine. Wersja Mk II zastosowana później na Sextonie nie różniła się wiele – drobne zmiany w konstrukcji zamka (również pionowego, klinowego), a także celownika, w którym wprowadzono możliwość obliczeń trajektorii dla zmniejszonych ładunków (po wyjęciu woreczków), czego nie było na Mk I. Zmieniono też kąty elewacji lufy na -8o do +40o. Ta ostatnia zmiana miała niewielkie znaczenie na pierwszym dziale samobieżnym Bishop, jako że w nim kąty były ograniczone do zakresu -5o do zaledwie +15o, o czym dalej.
Czołg Valentine był w Wielkiej Brytanii produkowany w trzech zakładach. Macierzyste Vickers-Armstrong Elswick Works pod Newcastle wyprodukowały ich 2515 sztuk. Kolejne 2135 szt. wykonała kontrolowana przez Vickersa firma Metropolitan-Cammell Carriage and Wagon Co Ltd. w dwóch swoich zakładach, Old Park Works w Wednesbury i Washwood Heath pod Birmingham. I wreszcie Birmingham Railway Carriage and Wagon Company w swoich zakładach w Smethwick pod Birmingham wyprodukowała 2205 czołgów tego typu. To właśnie ta ostatnia firma otrzymała w maju 1941 r. zadanie opracowania działa samobieżnego na podwoziu produkowanych tu czołgów Valentine.
Zadanie to zrealizowano w dość prosty sposób, który jednak zaowocował niezbyt udaną konstrukcją. Po prostu na podwoziu czołgu Valentine II, w miejsce jego czołgowej wieży z armatą kal. 40 mm ustawiono dużą wieżę z haubicoarmatą 25-funtową kal. 87,6 mm. W jakimś sensie wóz ten przypominał w koncepcji KW-2, który był traktowany jako czołg ciężki, a nie jako działo samobieżne. W radzieckim wozie o silniejszym jednak opancerzeniu ustawiono obrotową wieżę z silnym uzbrojeniem w postaci armatohaubicy kal. 152 mm, o znacznie większej sile rażenia. W brytyjskim wozie natomiast wieża była nieobrotowa, jej ciężar wymuszał bowiem opracowanie nowego mechanizmu obrotu wieży.
Wieża miała dość solidny pancerz, po 60 mm z przodu i z boków, nieco mniej z tyłu gdzie zamontowano szerokie, otwierane na dwie strony drzwi ułatwiające prowadzenie ognia. Dach wieży miał pancerz o grubości 8 mm. Wnętrze było bardzo ciasne i jak się później okazało – słabo wentylowane. Samo podwozie miało pancerz o grubości 60 mm w przedniej części, oraz na bokach a dno miało grubość 8 mm. Przednia górna pochyła płyta miała grubość 30 mm, przednia dolna pochyła płyta – 20 mm, a tylna pochyła płyta (górna i dolna) – 17 mm. Góra kadłuba miała grubość 20 mm w przedniej części i 10 mm w tylnej, nad silnikiem.
Napęd wozu stanowił silnik wysokoprężny AEC A190. Firma Associated Equipment Company (AEC) mająca swój zakład produkcyjny w Southall w zachodniej części Londynu, zajmowała się produkcją autobusów, głównie miejskich, przy czym nazwy ich modeli zaczynały się na „R”, produkowane zaś tu ciężarówki miały nazwy na „M”. Chyba najbardziej znana była ciężarówka AEC Matador, używana jako ciągnik do haubicormat kal. 139,7 mm, podstawowego typu brytyjskiej artylerii średniej (korpuśnej). Dzięki temu firma ta miała doświadczenie w opracowaniu silników wysokoprężnych. A190 był czterosuwowym sześciocylindrowym silnikiem wysokoprężnym, wolnossącym, o pojemności całkowitej 9,65 l. Silnik ten dawał moc 131 KM przy 1800 obr./min. Zapas paliwa w głównym zbiorniku 145 l, a w pomocniczym – kolejne 25 l, razem 170 l. Zbiornik oleju do smarowania silnika – 36 l. Silnik był chłodzony wodą, pojemność instalacji 45 l.
Napęd z umieszczonego z tyłu (podłużnie) silnika był przekazywany na skrzynię biegów typu 22 firmy Henry Meadows z Wolverhampton w Wielkiej Brytanii, mającą pięć biegów do przodu i jeden wsteczny. Ze skrzynią biegów sprzęgnięto wielotarczowe sprzęgło główne, a ponadto do sterowania była para sprzęgieł bocznych na kołach napędowych umieszczonych z tyłu. Koła napinające znajdowały się z przodu. Po bokach pojazdu umieszczono po dwa wózki z każdej strony, każdy wózek miał trzy koła nośne. Dwa duże koła były skrajne i miały średnicę po 610 mm, cztery zaś koła wewnątrz miały średnicę po 495 mm. Gąsienice złożone ze 103 ogniw każda miały szerokość 356 mm.
Ze względu na konstrukcję wieży działo miało jedynie kąty podniesienia lufy w zakresie od -5o do +15o. Powodowało to ograniczenie maksymalnej donośności z nieco ponad 10 km (przypominamy, że w tej wersji działa dla pocisków odłamkowo-burzących nie można było stosować specjalnych ładunków miotających, a jedynie zwykłe) do zaledwie 5800 m. W toku eksploatacji działa radzono sobie z tym w ten sposób, że załoga usypywała niewielki nasyp, na który wjeżdżano przodem działa, zwiększając kąty jego podniesienia. W wozie przewożono zapas 32 pocisków i ładunków miotających do nich, co generalnie uznawano za niewystarczającą ilość, ale miejsca na więcej nie było. Dlatego często do działa doczepiano jednoosiową przyczepkę amunicyjną nr 27 o masie w stanie załadowanym ok. 1400 kg, w której można było przewozić dodatkowe 32 sztuki amunicji. Była to taka sama przyczepka, jaką stosowano w wersji holowanej, gdzie pełniła funkcję przodka (ciągnik holował przyczepkę, a do przyczepki doczepiano działo).
Bishop nie miał zamontowanego karabinu maszynowego, chociaż przewidywano przewożenie ręcznego karabinu maszynowego BESA kal. 7,7 mm, który mógł być mocowany do uchwytu na dachu do ognia przeciwlotniczego. Załoga składała się z czterech osób: kierowcy w przedniej części kadłuba, po środku oraz trzech artylerzystów w wieży: dowódcy, celowniczego i ładowniczego. W porównaniu do działa holowanego brakowało dwóch amunicyjnych, więc obsługa działa wymagała większego wysiłku ze strony załogi.
Birmingham Railway Carriage and Wagon Company z Smethwick pod Birmingham zbudowała prototyp Bishopa w sierpniu 1941 r. i we wrześniu poddano go próbom. Dały one wynik pomyślny, podobnie jak czołg Valentine wóz okazał się niezawodny. Jego prędkość maksymalna sięgała tylko 24 km/h, ale nie należy zapominać, że pojazd powstał na podwoziu powolnego czołgu piechoty. Zasięg po drodze sięgał 177 km. Wzorem czołgu Valentine wyposażenie łączności składało się z radiostacji wireless set No 19, opracowanej przez Pye Radio Ltd. z Cambridge. Montowano radiostację w wersji „B” z zakresem częstotliwości 229–241 MHz, przeznaczoną do łączności pojedynczych wozów bojowych. Zasięg w zależności od ukształtowania terenu wynosił od 1 do 1,5 km, co jak się okazało było niewystarczającą odległością. Pojazd wyposażono też w rozmównicę pokładową.
Po pomyślnych próbach prototypu wozu, który nosił oficjalną nazwę Ordnance QF 25-pdr on Carrier Valentine 25-pdr Mk 1, co wówczas skracano czasem do 25-pdr Valentine (Valentine z 25-funtówką), wybuchł spór między czołgistami a artylerzystami, czy jest to czołg ciężki czy działo samobieżne. Konsekwencją tego sporu miało być to, kto ów wóz zamówi i do jakich jednostek on trafi, pancernych czy artyleryjskich. Ostatecznie zwyciężyli artylerzyści i pojazd zamówiono na potrzeby artylerii. Zamawiającym była państwowa firma Royal Ordnance zajmująca się zaopatrywaniem wojsk brytyjskich na zlecenie rządu. Zamówienie na pierwsze 100 sztuk skierowano w listopadzie 1941 r. do firmy Birmingham Railway Carriage and Wagon Company, która jak sama nazwa wskazuje zajmowała się głównie produkcją taboru kolejowego, ale w czasie wojny uruchomiono w niej produkcję pojazdów pancernych. Realizacja zamówienia postępowała powoli, priorytetem bowiem wciąż były dostawy czołgów Valentine. Dostawy zmodyfikowanych dział dla Bishopa prowadziły zakłady Vickers Works w Sheffield, działa produkował też główny zakład Vickers-Armstrong w Newcastle upon Tyne.

M7 Priest należące do 13th (The Honourable Artillery Company) Field Regiment, Royal Horse Artillery, dywizjonu artylerii samobieżnej z 11. DPanc na froncie włoskim.

M7 Priest należące do 13th (The Honourable Artillery Company) Field Regiment, Royal Horse Artillery, dywizjonu artylerii samobieżnej z 11. DPanc na froncie włoskim.

Do lipca 1942 r. dostarczono wojsku 80 dział Ordnance QF 25-pdr on Carrier Valentine 25-pdr Mk 1, które w wojsku szybko nazwano Bishop, czyli biskup. Wieża działa kojarzyła się żołnierzom z mitrą, nakryciem głowy biskupa o podobnym kształcie, dlatego tak zaczęli działo nazywać – biskup. Nazwa ta przylgnęła i później została usankcjonowana oficjalnie. Co ciekawe, kiedy później dostarczono amerykańskie działa samobieżne M7 kal. 105 mm, jego okrągły pierścień mocowania karabinu maszynowego przypominał żołnierzom ambonę, więc działo zostało nazwane Priest (ksiądz). Zapoczątkowało to tradycję nazywania dział samobieżnych z „klerykalnego” klucza. Kiedy później pojawił się bliźniak Priesta produkcji kanadyjskiej (o czym dalej), ale pozbawiony charakterystycznej dla amerykańskiego działa „ambony”, nazwano go Sexton, czyli kościelny. Prowizoryczne działo przeciwpancerne kal. 57 mm na ciężarówce nosiło nazwę Dean – diakon. I wreszcie powojenne brytyjskie działo samobieżne kal. 105 mm nazwano Abbot – opat.
Mimo kolejnych zamówień na dwie partie 50 i 20 dział Bishop z opcją na 200 kolejnych, ich produkcja nie była kontynuowana. Przypuszczalnie zakończyło się na zbudowaniu jedynie owych 80 sztuk dostarczonych do lipca 1942 r. Przyczyną tego było „odkrycie” amerykańskiej haubicy samobieżnej M7 (tej, którą później nazwano Priest) na podwoziu czołgu średniego M3 Lee, przez brytyjską misję zakupów pancernych w Stanach Zjednoczonych – British Tank Mission. Działo to było o wiele bardziej udane od Bishopa. Było w nim znacznie więcej miejsca dla załogi i zapasu amunicji, kąty ostrzału w pionie nie były ograniczone, a ponadto wóz był szybszy, zdolny do towarzyszenia brytyjskim czołgom „krążowniczym” (szybkim) w dywizjach pancernych.
Zamówienie Priesta spowodowało zaniechanie dalszych zakupów Bishopa, mimo, że Priest też był rozwiązaniem tymczasowym, z powodu konieczności wprowadzenia do służb zaopatrzenia (magazynowanie, transport, dostawy) nietypowej dla Brytyjczyków amerykańskiej amunicji kal. 105 mm oraz części zamiennych dla działa produkcji amerykańskiej. Samo podwozie już się w brytyjskiej armii zaczęło rozpowszechniać z powodu dostaw czołgów M3 Lee (Grant), więc kwestia części zamiennych dla podwozia nie stanowiła problemu.
Pierwszą jednostką wyposażoną w działa Bishop był 121. Dywizjon Polowy Królewskiej Artylerii (121st Field Regiment, Royal Artillery). Dywizjon ten wyposażony w holowane „25-funtówki”, walczył w Iraku w 1941 r. jako samodzielny, a latem 1942 r. został ściągnięty do Egiptu jako wzmocnienie 8. Armii. Po przezbrojeniu na Bishopy miał on dwie ośmiodziałowe baterie: 275th (3rd West Riding) i 276th (11th West Riding). Każda bateria dzieliła się na dwa plutony, a te z kolei na sekcje po dwa działa. W październiku 1942 r. 121. Dywizjon podporządkowano 23. Brygadzie Pancernej (powinna nosić nazwę brygada czołgów, ale pozostała „pancerną” po jej wyłączeniu z 8. DPanc, która nie wzięła udziału w walkach), wyposażonej w czołgi Valentine. Brygada z kolei wchodziła w skład XXX Korpusu, który w czasie tzw. drugiej bitwy pod El Alamein grupował dywizje piechoty (australijską 9. DP, brytyjską 51. DP, nowozelandzką 2. DP, południowoafrykańską 1. DP i indyjską 4. DP). Później dywizjon ten walczył na Linii Mareth w lutym i marcu 1943 r., a następnie wziął udział w kampanii włoskiej, wciąż jako samodzielny. Wiosną 1944 r. przeniesiono go do Wielkiej Brytanii i przezbrojono na holowane haubice kal. 139,7 mm, stał się więc on dywizjonem artylerii średniej.
Drugą jednostką na Bishopach stał się 142nd (Royal Devon Yeomanry) Field Regiment, Royal Artillery, wyposażony w te wozy w Tunezji w maju-czerwcu 1943 r. Następnie dywizjon ten wszedł do walki na Sycylii, a później we Włoszech jako samodzielny pododdział w składzie artylerii 8. Armii. Tuż przed tym, jak przerzucono go jako wzmocnienie sił, które wylądowały pod Anzio, na początku 1944 r., dywizjon przezbrojono z Bishopów na działa M7 Priest. Od tej pory Bishopy wykorzystywano wyłącznie do szkolenia. Poza Libią, Tunezją, Sycylią i południowymi Włochami, działa tego typu nie walczyły na innych teatrach działań wojennych.

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusertagmagnifiercrossmenulistfunnelsort-amount-asc