Obrona prze­ciw­lot­ni­cza czynna Warszawy w 1939 roku

Obrona przeciwlotnicza czynna Warszawy w 1939 roku. Warszawa, rejon Dworca Wiedeńskiego (róg ul. Marszałkowskiej i al. Jerozolimskich). Na stanowisku obsługa ckm kalibru 7,92 mm Browning wz. 30 na podstawie przeciwlotniczej.

Obrona prze­ciw­lot­ni­cza czynna Warszawy w 1939 roku. Warszawa, rejon Dworca Wiedeńskiego (róg ul. Marszałkowskiej i al. Jerozolimskich). Na sta­no­wi­sku obsługa ckm kali­bru 7,92 mm Browning wz. 30 na pod­sta­wie prze­ciw­lot­ni­czej.

Podczas wojny obron­nej Polski jej waż­nym frag­men­tem były boje o Warszawę toczone do 27 wrze­śnia w 1939 roku. Szeroko opi­sano dzia­ła­nia na lądzie. Znacznie sła­biej znane są walki obrony prze­ciw­lot­ni­czej czyn­nej sto­licy, a zwłasz­cza arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej.

Przygotowania do obrony powietrz­nej sto­licy pod­jęto w 1937 roku. Wiązały się z powo­ła­niem przez Prezydenta RP w czerwcu 1936 roku Inspektoratu Obrony Powietrznej Państwa, na któ­rego czele stał naj­pierw gen. dyw. Orlicz-Dreszer, a po jego tra­gicz­nej śmierci 17 lipca 1936 roku gen. bryg. dr Józef Zając. Ten ostatni pod­jął od sierp­nia 1936 roku prace na rzecz orga­ni­za­cji obrony powietrz­nej pań­stwa. W kwiet­niu 1937 roku przy pomocy sze­ro­kiego gre­mium pra­cow­ni­ków apa­ratu woj­ska, naukow­ców i przed­sta­wi­cieli admi­ni­stra­cji cywil­nej pań­stwa wypra­co­wano kon­cep­cję obrony powietrz­nej pań­stwa. Jej efek­tem było wyzna­cze­nie w kraju m.in. 17 ośrod­ków waż­nych z punktu widze­nia woj­sko­wego i gospo­dar­czego, które musiano chro­nić przed nalo­tami. W dowódz­twach okręgu kor­pu­sów sfor­mo­wano sys­tem dozo­ro­wa­nia obszaru powietrz­nego. Każdy z ośrod­ków miał być oto­czony dwoma łań­cu­chami poste­run­ków wzro­ko­wych, z któ­rych jeden znaj­do­wał się na odle­gło­ści 100 km od ośrodka, a drugi – 60 km. Każdy poste­ru­nek powi­nien leżeć na obwo­dach, odda­lo­nych o 10 km jeden od dru­giego – tak aby całość two­rzyła w pań­stwie jeden spójny sys­tem. Posterunki miały obsadę mie­szaną: w jej skła­dzie byli poli­cjanci, pod­ofi­ce­ro­wie i sze­re­gowcy rezerwy nie powo­łani do woj­ska, pra­cow­nicy poczty, człon­ko­wie Przysposobienia Wojskowego, ochot­nicy (har­ce­rze, człon­ko­wie Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej), a także kobiety. Wyposażono je w: apa­rat tele­fo­niczny, lor­netkę i kom­pas. W kraju zor­ga­ni­zo­wano 800 takich punk­tów, a ich tele­fony pod­łą­czono do rejo­no­wej zbior­nicy dozo­ro­wa­nia (ośrodka). Do wrze­śnia 1939 roku powstało 17 zbior­nic rejo­no­wych oraz Główna Zbiornica Dozorowania w gma­chu Poczty Polskiej przy ul. Poznańskiej w Warszawie. Największą sieć poste­run­ków roz­cią­gnięto wokół Warszawy – 12 plu­to­nów oraz 119 poste­run­ków.

W apa­ra­tach tele­fo­nicz­nych na poste­run­kach zain­sta­lo­wano urzą­dze­nie, które pozwa­lało na auto­ma­tyczne uzy­ski­wa­nie połą­cze­nia z ośrod­kiem, wyłą­cza­jące wszel­kie roz­mowy na linii mię­dzy poste­run­kiem a zbior­nicą dozo­ro­wa­nia. Każdą zbior­nicę obsa­dzali komen­danci z zało­gami zło­żo­nymi z pod­ofi­ce­rów i sze­re­go­wych łącz­no­ści. Celem zbior­nicy było odbie­ra­nie mel­dun­ków z poste­run­ków dozo­ro­wa­nia, alar­mo­wa­nie miejsc zagro­żo­nych nalo­tem oraz głów­nej zbior­nicy dozo­ro­wa­nia. To ostat­nie ogniwo sta­no­wiło klu­czowy ele­ment dowo­dze­nia dla dowódcy OPL kraju oraz część skła­dową jego sztabu. Cała struk­tura pod wzglę­dem gęsto­ści była bar­dzo uboga w porów­na­niu z innymi kra­jami zachod­nimi. Dodatkową jej sła­bość sta­no­wiło to, że korzy­stała z cen­tral tele­fo­nicz­nych i sieci tele­fo­nicz­nej kraju, którą było bar­dzo łatwo prze­rwać pod­czas walk – i tak się szybko stało.

Prace nad wzmoc­nie­niem sys­temu obrony powietrz­nej kraju ule­gły nasi­le­niu w 1938 roku, a zwłasz­cza w 1939 roku. Groźba ataku nie­miec­kiego na Polskę sta­wała się realna. W roku wojny na roz­wój samej tylko sieci dozoru prze­zna­czono 4 mln zł. Kluczowe, pań­stwowe zakłady prze­my­słowe dostały pole­ce­nie zakupu z wła­snych środ­ków plu­tonu pół­sta­łych armat prze­ciw­lot­ni­czych kali­bru 40 mm wz. 38 Bofors (wyda­tek 350 tys. zł). W zakła­dach miano przy­dzie­lić im obsady zło­żone z pra­cow­ni­ków, a ich szko­le­nie zapew­niało woj­sko. Robotnicy fabryczni i dowo­dzący nimi ofi­ce­ro­wie rezerwy byli bar­dzo słabo przy­go­to­wani do obsługi nowo­cze­snych dział i zwal­cza­nia samo­lo­tów wroga na pośpiesz­nych i skró­co­nych kur­sach dosko­na­lą­cych.

W marcu 1939 roku na sta­no­wi­sko Naczelnego Dowódcy Lotnictwa i Obrony Przeciwlotniczej mia­no­wano gen. bryg. dr. Józefa Zająca. W tym samym mie­siącu pod­jęto dzia­ła­nia na rzecz dal­szego polep­sze­nia stanu tech­nicz­nego służby dozo­ro­wa­nia. Dowództwo OPL MSWojsk. zażą­dało od dowód­ców okrę­gów kor­pu­sów wnio­sków w spra­wie przy­go­to­wa­nia nowych cen­tral i apa­ra­tów tele­fo­nicz­nych, zwięk­sze­nia ilo­ści bez­po­śred­nich linii tele­fo­nicz­nych itd. W przy­padku war­szaw­skiego ośrodka OPL sfor­mo­wano w opar­ciu o pułk radio­te­le­gra­ficzny 1. kom­pa­nię radio­na­dzoru prze­ciw­lot­ni­czego (etat: 13 ofi­ce­rów, 75 pod­ofi­ce­rów, 353 sze­re­gow­ców, 14 samo­cho­dów) w skła­dzie 9 plu­to­nów dozo­ro­wa­nia, liczą­cych 19 dru­żyn tele­fo­nicz­nych i 16 dru­żyn radio­wych (etat: 8 radio­sta­cji N1S i 8 radio­sta­cji RKD).

Między 22 a 25 marca 1939 roku piloci z III/1 Dywizjonu Myśliwskiego uczest­ni­czyli w ćwi­cze­niach obrony plot sto­licy. Dzięki temu wyszły luki w sys­te­mie obser­wa­cyj­nym obrony mia­sta. Co gor­sza oka­zało się, że samo­lot myśliw­ski PZL-11 jest zbyt wolny, kiedy chciano prze­chwy­ty­wać szyb­kie bom­bowce PZL-37 Łoś. Pod wzglę­dem pręd­ko­ści nada­wał się do zwal­cza­nia Fokkera F.VII, Lublina R‑XIII oraz PZL-23 Karaś. W kolej­nych mie­sią­cach ćwi­cze­nia powtó­rzono. Większość samo­lo­tów wroga latała z pręd­ko­ściami podob­nymi i więk­szymi niż PZL-37 Łoś.
Warszawy nie uwzględ­niano w pla­nach dowódz­twa w tocze­niu walk na ziemi w 1939 roku. Ze względu na klu­czową wagę dla kraju – jako główny ośro­dek wła­dzy pań­stwo­wej, duży ośro­dek prze­my­słowy oraz istotny węzeł komu­ni­ka­cyjny – musiała się ona przy­go­to­wać do walki z lot­nic­twem wroga. Strategicznego zna­cze­nia nabie­rał war­szaw­ski węzeł kole­jowy z dwoma mostami kole­jo­wymi i dwoma mostami dro­go­wymi przez Wisłę. Dzięki sta­łym połą­cze­niom było moż­liwe szyb­kie prze­rzu­ca­nie wojsk ze wschod­niej Polski na zachód, dowóz zaopa­trze­nia czy ruchy wojsk.
Stolica była naj­więk­szym mia­stem pod wzglę­dem lud­no­ści i obszaru w kraju. Przed 1 wrze­śnia 1939 roku zamiesz­ki­wało ją 1,307 mln ludzi, w tym około 380 tys. Żydów. Miasto było roz­le­głe: 22 wrze­śnia 1938 roku roz­cią­gało się na 14 148 ha (141 km²), z czego część lewo­brzeżna miała 9179 ha (17 063 budyn­ków), a pra­wo­brzeżna – 4293 ha (8435 budyn­ków), Wisła zaś – okolo 676 ha. Obwód gra­nic mia­sta miał 63 km. Z ogól­nego terenu, po wyłą­cze­niu Wisły, na nie­ru­cho­mo­ści zabu­do­wane przy­pa­dało około 50 % powierzchni; na ulice i place zabru­ko­wane, parki i ogrody publiczne oraz cmen­ta­rze – 14 %; na tereny kole­jowe – 5 % i na tereny wodne – 1 %. Resztę, czyli około 30 %, zaj­mo­wał obszar nie zabu­do­wany z nie zabru­ko­wa­nymi pla­cami, uli­cami i pry­wat­nymi ogro­dami.

Przygotowania do obrony

Przed wybu­chem wojny opra­co­wano zasady obrony prze­ciw­lot­ni­czej sto­licy. Pod roz­kazy dowódcy OPL Ośrodka „Warszawa” pod­le­gało zgru­po­wa­nie środ­ków obrony czyn­nej, obrona bierna oraz zbior­nica dozo­ro­wa­nia z cen­tralą alar­mową. W pierw­szej czę­ści było: lot­nic­two myśliw­skie, arty­le­ria plot, kara­biny maszy­nowe plot (km plot), balony zapo­rowe, reflek­tory plot. Natomiast obronę bierną orga­ni­zo­wano w opar­ciu o każ­dego oby­wa­tela pod kie­run­kiem admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej i samo­rzą­do­wej plus jed­nostki straży pożar­nej, poli­cji, szpi­tale.

Wracając do obrony czyn­nej plot – w skła­dzie lot­nic­twa zna­la­zła się spe­cjal­nie do tego zada­nia sfor­mo­wana Brygada Pościgowa. Jej sztab powo­łano do życia roz­ka­zem mobi­li­za­cyj­nym ran­kiem 24 sierp­nia 1939 roku. Idea utwo­rze­nia spe­cjal­nej grupy myśliw­skiej obrony sto­licy, którą potem nazwano Brygadą Pościgową, powstała wio­sną 1937 roku. Wtedy Główny Inspektor Sił Zbrojnych pole­cił utwo­rzyć Zgrupowanie Pościgowe Lotnictwa Dyspozycyjnego Naczelnego Dowództwa z zada­niem obrony sto­licy. Zakładano wów­czas, że nad­leci on ze wschodu. Zgrupowaniu przy­dzie­lono dwa war­szaw­skie dywi­zjony myśliw­skie 1. Pułku Lotniczego – III/1 oraz IV/1. Oba dywi­zjony (dyony) miały na wypa­dek wojny ope­ro­wać z lot­nisk polo­wych bli­sko mia­sta. Wybrano dwie loka­li­za­cje: w Zielonce – wów­czas ta miej­sco­wość była 10 km na wschód od sto­licy – oraz w fol­warku Obory, 15 km na połu­dnie od mia­sta. Tę drugą loka­li­za­cję zmie­niono na Pomiechówek, a dziś to teren gminy Wieliszew.

Po ogło­sze­niu mobi­li­za­cji alar­mo­wej 24 sierp­nia 1939 roku utwo­rzono sztab bry­gady w skła­dzie: dowódca – płk pil. Stefan Pawlikowski (dowódca 1. Pułku Lotniczego), zastępca – ppłk pil. Leopold Pamuła, szef sztabu – mjr dypl. pil. Eugeniusz Wyrwicki, ofi­cer tak­tyczny – kpt. dypl. pil. Stefan Łaszkiewicz, ofi­cer do zle­ceń spe­cjal­nych – kpt. pil. Stefan Kołodyński, ofi­cer tech­niczny ppor. techn. Franciszek Cętar, ofi­cer ds. zaopa­trze­nia kpt. pil. Tadeusz Grzymilas, komen­dant kwa­tery – kpt. pil. Julian Płodowski, adiu­tant – por. pil. Zbigniew Kustrzyński. Do dys­po­zy­cji lot­ni­ków oddano 1. kom­pa­nię radio­na­dzoru prze­ciw­lot­ni­czego dowo­dzoną przez kpt. łączn. Tadeusza Legeżyńskiego (5 radio­sta­cji N1/S oraz 3 N1L/L) oraz kom­pa­nię OPL lot­ni­ska (2 plu­tony) – 8 ckm typu Hotchkiss (dowódca por. rez. Antoni Jaźwiecki). Brygada po mobi­li­za­cji liczyła około 650 żoł­nie­rzy, w tym 65 ofi­ce­rów. Na jej sta­nie były 54 samo­loty myśliw­skie, 3 samo­loty RWD‑8 (plu­ton łącz­ni­kowy nr 1) oraz 83 pilo­tów. Oba dywi­zjony wysta­wiły dwu­sa­mo­lo­towe klu­cze dyżurne, czu­wa­jące przez cały dzień przy han­ga­rach na Okęciu od 24 sierp­nia. Żołnierzom wstrzy­mano prze­pustki i zaka­zano opusz­czać lot­ni­sko. Piloci dostali pełne wypo­sa­że­nie: kom­bi­ne­zony skó­rzane, buty futrzane i ręka­wice oraz mapy oko­lic Warszawy w skali 1:300 000. Cztery eska­dry odle­ciały z Okęcia na lot­ni­ska polowe 29 sierp­nia o godzi­nie 18:00.

W Brygadzie były dwa dyony 1. Pułku Lotniczego: III/1, który ulo­ko­wano w Zielonce k. Warszawy (dowódca kpt. pil. Zdzisław Krasnodębski: 111. i 112. Eskadra Myśliwska) oraz IV/1, który tra­fił do Poniatowa k. Jabłonnej (dowódca kpt. pil. Adam Kowalczyk: 113. i 114. EM). W przy­padku lot­ni­ska w Poniatowie – było ono w majątku hra­biego Zdzisława Grocholskiego, w miej­scu okre­śla­nym przez miesz­kań­ców jako Pyrzowy Kiesz.

Cztery eska­dry miały 44 sprawne myśliwce PZL-11a i c. W III/1 Dywizjonie było ich 21, a w IV/1 Dyonie – 23. Część miała radio­sta­cje pokła­dowe. W nie­któ­rych oprócz dwóch zsyn­chro­ni­zo­wa­nych kara­bi­nów maszy­no­wych kali­bru 7,92 mm wz. 33 PWU z zapa­sem amu­ni­cji 500 nabo­jów na kara­bin były dwa dodat­kowe km w skrzy­dłach z 300 nabo­jami każdy.

Do tego 1 wrze­śnia około godziny 6:10 rano wylą­do­wała w Poniatowie 123. EM z III/2 Dyonu z 10 PZL P.7a. W celu wzmoc­nie­nia Brygady piloci z 2. Pułku Lotniczego z Krakowa 31 sierp­nia dostali roz­kaz prze­le­ce­nia na Okęcie w Warszawie. Następnie, wcze­snym ran­kiem 1 wrze­śnia, odle­cieli do Poniatowa.

Brygadzie nie przy­dzie­lono waż­nych dla jej wojen­nej pracy pod­od­dzia­łów: kom­pa­nii lot­ni­sko­wej, kolumny trans­por­to­wej oraz rucho­mego parku lot­ni­czego. W dużej mie­rze osła­biało to utrzy­ma­nie jej spraw­no­ści bojo­wej, m.in. naprawę sprzętu w warun­kach polo­wych i zdol­ność manew­ro­wa­nia.

Zgodnie z pla­nami Brygadę Pościgową odda­wano pod komendę płk. art. Kazimierza Barana (1890−1974). Po roz­mo­wach płk. Pawlikowskiego z dowódcą OPL Ośrodka „Warszawa” i Sztabem Naczelnego Dowódcy Lotnictwa usta­lono, że Brygada będzie ope­ro­wała samo­dziel­nie w obsza­rze na zewnątrz strefy ognio­wej środ­ków plot Ośrodka „Warszawa”.

W skład obrony plot Warszawy wcho­dziło dowódz­two Ośrodka OPL „Warszawa”, na czele któ­rego stał płk Kazimierz Baran (Dowódca Grupy Artylerii Przeciwlotniczej czasu poko­jo­wego, dowódca 1. Pułku Artylerii Przeciwlotniczej im. mar­szałka Edwarda Rydza-Śmigłego w Warszawie w latach 1936 – 1939); zastępca Dowódcy OPL dla spraw opl czyn­nej – ppłk Franciszek Jórasz; szef sztabu mjr dypl. Antoni Mordasewicz; adiu­tant – kpt. Jakub Chmielewski; ofi­cer łącz­no­ści – kpt. Konstanty Adamski; ofi­cer ds. mate­ria­ło­wych – kpt Jan Działak oraz per­so­nel kan­ce­la­ryjny, dru­żyna łącz­no­ści, kie­rowcy, gońcy – w sumie około 50 sze­re­gow­ców.

Mobilizację jed­no­stek obrony prze­ciw­lot­ni­czej ogło­szono nocą z 23 na 24 sierp­nia 1939 roku. Miejscem sztabu obrony plot. Warszawy był schron w Banku Handlowym przy ul. Mazowieckiej 16 w Warszawie. Rozpoczął on prace w końcu sierp­nia 1939 roku i dzia­łał tam do 25 wrze­śnia. Potem aż do kapi­tu­la­cji był w schro­nie Dowództwa Obrony Warszawy przy ul. Marszałkowskiej w gma­chu PKO.

31 sierp­nia 1939 roku zarzą­dzono stan pogo­to­wia dla arty­le­rii plot. W związku z tym oddziały arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej OPL kraju roz­miesz­czono na sta­no­wi­skach w klu­czo­wych zakła­dach prze­my­sło­wych, komu­ni­ka­cyj­nych, woj­sko­wych i admi­ni­stra­cyj­nych. Największą liczbę pod­od­dzia­łów sku­piono w sto­licy. Pozostałe siły przy­dzie­lono dużym zakła­dom prze­my­sło­wym oraz bazom lot­ni­czym.

Do Warszawy skie­ro­wano cztery dyony arty­le­rii plot kali­bru 75 mm (daplot: 11., 101., 102., 103.), pięć samo­dziel­nych, pół­sta­łych bate­rii arty­le­rii plot kali­bru 75 mm (baplot: 101., 102., 103., 156., 157.), 1. Baterię Ciągnikową Artylerii Przeciwlotniczej kali­bru 75 mm. Do tego dodano 13 dwu­dzia­ło­wych pół­sta­łych plu­to­nów arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej – pla­plot: 101., 102., 103., 104., 105., 106., 107., 108., 109., 110.), trzy „fabryczne” pla­plot (wysta­wione przez Zakłady PZL nr 1, PZL nr 2 i Polskie Zakłady Optyczne) oraz dodat­kowy „lot­ni­czy” pla­plot nr 181. Ten ostatni nie pod­le­gał płk. Baranowi i osła­niał Bazę Lotniczą nr 1 Lotnisko Okęcie. W przy­padku Bazy Lotniczej nr 1 na Okęciu do jej obrony, oprócz dwóch Boforsów, słu­żyło 12 ckm Hotchkiss i praw­do­po­dob­nie kilka nkm kali­bru 13,2 mm wz. 30 Hotchkiss (moż­liwe, że pięć?).

W prze­li­cze­niu na bate­rie plot w Warszawie zna­la­zła się naj­więk­sza część posia­da­nych sił: 10 bate­rii pół­sta­łych wz. 97 oraz wz. 9725 (40 dział 75 mm), 1 bate­ria przy­czep­kowa (2 działa 75 mm wz. 9717), 1 dyon moto­rowy (3 bate­rie moto­rowe – 12 dział 75 mm wz. 36St), 5 bate­rii pół­sta­łych (20 dział 75 mm wz. 37St). Razem 19 bate­rii dział 75 mm róż­nych wzo­rów, w sumie 74 działa. Stolicy bro­niła więk­szość naj­now­szych dział kali­bru 75 mm wz. 36St i wz. 37St ze Starachowic – 32 z 44 wypro­du­ko­wa­nych. Nie wszyst­kie bate­rie z nowo­cze­snymi dzia­łami 75 mm dostały przy­rządy cen­tralne, co bar­dzo ogra­ni­czało ich sku­tecz­ność bojową. Przed wojną dostar­czono tylko osiem takich apa­ra­tów. W przy­padku tego urzą­dze­nia był to prze­ciw­lot­ni­czy apa­rat cen­tralny typu A wz. 36 sys­temu PZO-Lev, który miał trzy główne czę­ści:
a) Dalmierz ste­reo­sko­powy o bazie 3 m (póź­niej o bazie 4 m i powięk­sze­niu 24-krot­nym), wyso­ko­ścio­mierz i szyb­ko­ścio­mierz. Mierzono dzięki nim odle­głość do obser­wo­wa­nego celu, wyso­kość oraz pręd­kość i kie­ru­nek lotu wzglę­dem sta­no­wi­ska bate­rii armat plot.
b) Przelicznik, który prze­kształ­cał dane z zespołu dal­mie­rza (z uwzględ­nie­niem popra­wek wpro­wa­dzo­nych przez dowódcę bate­rii) na nastawy do strze­la­nia dla każ­dej z armat bate­rii, tzn. kąt poziomy (azy­mut), kąt pod­nie­sie­nia lufy armaty oraz odle­głość, na jaką powi­nien być usta­wiony zapal­nik wystrze­li­wa­nego poci­sku – tzw. ode­tka­nie.
c) Układ elek­tryczny pod napię­ciem prądu sta­łego (4 V). Przekazywał on do trzech odbior­ni­ków zain­sta­lo­wa­nych na każ­dej z armat nastawy do strze­la­nia, wypra­co­wane przez zespół prze­licz­nika.
Kompletny apa­rat cen­tralny cho­wano pod­czas prze­wo­że­nia w sze­ściu spe­cjal­nych skrzy­niach. Obsługa dobrze wyszko­lona miała 30 minut na jego roz­wi­nię­cie, czyli przej­ście z pozy­cji mar­szo­wej w bojową.

Aparat obsłu­gi­wało 15 żoł­nie­rzy, z któ­rych pię­ciu było w zespole dal­mie­rza, kolej­nych pię­ciu w zespole prze­licz­nika, a ostat­nia piątka obsłu­gi­wała odbior­niki zamon­to­wane na arma­tach. Zadanie obsługi przy odbior­ni­kach pole­gało na zgry­wa­niu odchy­la­ją­cych się wskaź­ni­ków bez doko­ny­wa­nia jakich­kol­wiek odczy­tów czy pomia­rów. Zgranie wskaź­ni­ków ozna­czało, że armata była dobrze przy­szy­ko­wana do odda­nia strzału. Przyrząd pra­co­wał wła­ści­wie, gdy obser­wo­wany cel znaj­do­wał się na odle­gło­ści od 2000 m do 11000 m, na wyso­ko­ści od 800 m do 8000 m i prze­miesz­czał się z pręd­ko­ścią od 15 do 110 m/s, a czas lotu wystrze­lo­nego poci­sku nie prze­kra­czał 35 s. Aby osią­gnąć jesz­cze lep­sze efekty strze­la­nia, do prze­licz­nika można było wpro­wa­dzać sie­dem rodza­jów popra­wek. Pozwalały one m.in. na uwzględ­nie­nie: wpływu wia­tru na tor lotu poci­sku, ruch celu pod­czas łado­wa­nia i lotu poci­sku, odle­gło­ści mię­dzy apa­ra­tem cen­tral­nym a sta­no­wi­skiem bate­rii armat, tzw. para­laksy.

Pierwszy apa­rat z tej serii został cał­ko­wi­cie zro­biony przez fran­cu­ską firmę Optique et Precision de Levallois. Następnie egzem­plarz drugi, trzeci i czwarty zro­biono czę­ściowo w Optique et Precision de Levallois (dal­mierz i wszyst­kie czę­ści prze­licz­nika) i czę­ściowo w Polskich Zakładach Optycznych S.A. (mon­taż apa­ratu cen­tral­nego i wyko­na­nie wszyst­kich odbior­ni­ków do dział). W resz­cie apa­ra­tów Optique et Precision de Levallois z Francji pocho­dziły tylko dal­mie­rze i odlewy alu­mi­niowe kor­pu­sów zespołu prze­licz­nika. Prace nad udo­sko­na­le­niem apa­ratu cen­tral­nego trwały cały czas. Pierwszy egzem­plarz nowego modelu z dal­mie­rzem o bazie 5 m Polskie Zakłady Optyczne S.A. pla­no­wały dostar­czyć do 1 marca 1940 roku.
Oprócz bate­rii 75 mm było 14 pół­sta­łych plu­to­nów z dzia­łami 40 mm wz. 38 Bofors: 10 woj­sko­wych, trzy „fabryczne” i jeden „lot­ni­czy”, razem 28 dział 40 mm. Pięć plu­to­nów płk Baran wysłał od razu do obrony obiek­tów poza sto­licą:
a) do Palmir – składy amu­ni­cji, filia Głównej Składnicy Uzbrojenia nr 1 – 4 działa;
b) do Rembertowa – fabryka pro­chu
– 2 działa;
c) do Łowicza – opl mia­sta i sta­cji
– 2 działa;
d) do Góry Kalwarii – opl mostu na Wiśle – 2 działa.

W sto­licy zostało dzie­więć plu­to­nów, w tym trzy „fabryczne” i jeden „lot­ni­czy”.
W przy­padku 10 plu­to­nów mobi­li­zo­wa­nych w 1. Pułku – for­mo­wano je w kosza­rach na Boernerowie 27 – 29 sierp­nia. Powstawały oddziały impro­wi­zo­wane z resz­tek pomo­bi­li­za­cyj­nych, głów­nie z sze­re­gow­ców i ofi­ce­rów rezerwy. Młodych, zawo­do­wych ofi­ce­rów skie­ro­wano do bate­rii dywi­zji pie­choty (typ A – 4 działa), względ­nie bry­gad kawa­le­rii (typ B – 2 działa). Poziom wyszko­le­nia rezer­wi­stów był wyraź­nie niż­szy niż kadry zawo­do­wej, a przy tym ofi­ce­ro­wie rezerwy nie znali Warszawy i oko­lic. Wszystkie plu­tony roz­miesz­czono na pozy­cjach ognio-
wych do 30 sierp­nia.

W Dowództwie OPL Ośrodka „Warszawa” zna­la­zło się 6 ofi­ce­rów, 50 sze­re­gow­ców, a w bate­riach plot – 103 ofi­ce­rów i 2950 sze­re­go­wych, ogó­łem 109 ofi­ce­rów i 3000 sze­re­go­wych. Do obrony czyn­nej nieba nad Warszawą 1 wrze­śnia 1939 roku było goto­wych: 74 działa kali­bru 75 mm oraz 18 dział kali­bru 40 mm wz. 38 Bofors, razem 92 działa plot. Ponadto do walki można było użyć dwóch z pię­ciu pla­no­wa­nych kom­pa­nii prze­ciw­lot­ni­czych kara­bi­nów typu B (4 plu­tony po 4 ckm, razem 32 ckm, 10 ofi­ce­rów i 380 sze­re­gow­ców, bez środ­ków loko­mo­cji); pozo­stałe trzy kom­pa­nie typu A (z zaprzę­giem kon­nym) Dowódca Lotnictwa i OPL skie­ro­wał do osłony innych ośrod­ków. Do tego były trzy kom­pa­nie reflek­to­rów plot: 11., 14., 17. kom­pa­nie z 21 ofi­ce­rami i 850 sze­re­gow­cami. Razem 10 plu­to­nów z 36 reflek­to­rami typów „Maison Bréguet” i „Sautter-Harlé” plus pięć kom­pa­nii balo­nów zapo­ro­wych z około 10 ofi­ce­rami, 400 sze­re­gow­cami i 50 balo­nami.
Do 31 sierp­nia arty­le­rię plot kali­bru 75 mm usta­wiono w czte­rech gru­pach:
1. „Wschód” – 103. Dywizjon Półstały Artylerii Plot (dowódca mjr Mieczysław Zylber; 4 armaty wz. 97 i 12 armat kali­bru 75 mm wz. 9725) oraz 103. Bateria Półstała Artylerii Plot typ I (por. Kędzierski – 4 armaty wz. 37St kali­bru 75 mm.
2. „Północ”: 101. Dywizjon Półstały Artylerii Plot (dowódca mjr Michał Chroł-Frołowicz, bate­rie dywi­zjonu i dowódcy: 104. – por. Leon Światopełk-Mirski, 105 – kpt. Czesław Maria Gierałtowski, 106. – kpt. Antoni Czołowski) – 12 armat wz. 9725 kali­bru 75 mm); 101. Bateria Półstała Artylerii Plot typ I (dowódca por. Wincenty Dąbrowski; 4 armaty wz. 37St kali­bru 75 mm).
3. „Południe” – 102. Dywizjon Półstały Artylerii Plot (dowódca mjr Roman Niemczyński, dowódcy bate­rii: 107. – por. rez. Edmund Scholtz, 108. – por. Wacław Kamiński, 109. – por. Jerzy Mazurkiewicz; 12 armat wz. 9725 kali­bru 75 mm), 102. Bateria Półstała Artylerii Plot typ I (dowódca por. Władysław Szpiganowicz; 4 armaty wz. 37St kali­bru 75 mm).
4. „Środkowa” – 11. Dywizjon Motorowy Artylerii Przeciwlotniczej wzmoc­niony 156. i 157. Baterią Półstałą Artylerii Plot typ I (każda po 4 armaty wz. 37St kali­bru 75 mm).
Oprócz tego 1. Baterię Ciągnikową Artylerii Plot (dowódca – por. w st. spocz. Zygmunt Adessman; 2 armaty kali­bru 75 mm wz. 9717) skie­ro­wano na Siekierki, a pół­stały plu­ton „lot­ni­czy” bro­nił lot­ni­ska Okęcie (dowódca OPL Ośrodka Okęcie – kpt. obs. Mirosław Prodan; dowódca plu­tonu plot Bazy Lotniczej nr 1 por. pil. Alfred Belina-Grodzki – 2 armaty kali­bru 40 mm
wz. 38 Bofors).

Większość śred­niej arty­le­rii kali­bru 75 mm (10 bate­rii) dys­po­no­wała sprzę­tem z I wojny świa­to­wej. Zarówno zasięg, jak i sprzęt pomia­rowy nie były w sta­nie dosię­gnąć ani zare­je­stro­wać pręd­ko­ści samo­lo­tów nie­miec­kich, które latały znacz­nie wyżej i szyb­ciej. Urządzenia pomia­rowe w bate­riach ze sta­rymi dzia­łami fran­cu­skimi były w sta­nie sku­tecz­nie strze­lać do samo­lo­tów lata­ją­cych z pręd­ko­ścią do 200 km/h.

Półstałe plu­tony arty­le­rii plot. uzbro­jone każdy w 2 działa kali­bru 40 mm wz. 38 Bofors roz­sta­wiono w waż­nych punk­tach mia­sta: mosty, zakłady i lot­ni­sko. Plutony numer: 105. (ogn. pchor./ppor./ Stanisław Dmuchowski), 106. (ppor. rez. mgr Witold M. Piasecki), 107. (kpt. Zygmunt Jezierski), 108. (dowódca ogn. pchor. Mikołaj Dunin-Marcinkiewicz), 109. (ppor. rez. Wiktor S. Piasecki) oraz „fabryczny” Polskich Zakładów Optycznych (dowódca N.N.), dwa plu­tony „fabryczne”: PZL „Silniki” (mobi­li­zo­wany przez Polskie Zakłady Lotnicze Wytwórnię Silników Nr 1 w Warszawie, dowódca – kpt. w st. spocz. Jakub Jan Hruby) oraz PZL „Płatowce” (mobi­li­zo­wany przez Polskie Zakłady Lotnicze Wytwórnię Płatowców Nr 1 w Warszawie, dowódca – N.N.).
W przy­padku Boforsów w bate­riach moto­ro­wych przy­dzie­la­nych dywi­zjom pie­choty i bry­ga­dom kawa­le­rii słu­żyły armaty wz. 36, nato­miast pół­stałe plu­tony woj­skowe, „fabryczne” i „lot­ni­cze” dostały armaty wz. 38. Główna róż­nica była w tym, że te pierw­sze miały pod­wo­zie dwu­osiowe, a te dru­gie jed­no­osiowe. Koła tych dru­gich odpi­nano po prze­sta­wie­niu armaty z poło­że­nia mar­szo­wego w poło­że­nie bojowe i stała ona na pod­sta­wie trój­o­go­no­wej. Plutony pół­stałe nie miały wła­snej trak­cji moto­ro­wej, ale ich działa można było pod­cze­pić pod holow­nik i prze­sta­wić w inny punkt.

Co wię­cej – nie wszyst­kie dzia­łony Boforsów miały dal­mie­rze K.3 o pod­sta­wie 1,5 m (mie­rzyły odle­głość do celu). Przed wojną kupiono we Francji i wypro­du­ko­wano na licen­cji w PZO około 140 dal­mie­rzy w cenie 9000 zł za jeden dla ok. 500 wszyst­kich armat plot. Żaden nie dostał szyb­ko­ścio­mie­rza, któ­rego „nie zdą­żono” kupić przed wojną w cenie 5000 zł za jeden z powo­dów mocno wydłu­żo­nej pro­ce­dury wyboru trwa­ją­cej od wio­sny 1937 do kwiet­nia 1939 roku. Z kolei szyb­ko­ścio­mierz, który mie­rzył szyb­kość i kurs samo­lotu, pozwa­lał na celny ogień Boforsa.
Brak spe­cja­li­stycz­nych urzą­dzeń bar­dzo hamo­wał sku­tecz­ność dział. Strzelanie tzw. spo­so­bem myśliw­skim na oko, które pro­pa­go­wały „czyn­niki decy­du­jące” w arty­le­rii plot w cza­sie pokoju, zna­ko­mi­cie spraw­dzało się w przy­padku strze­la­nia śru­tem do kaczek, a nie do samo­lotu wroga, który prze­miesz­czał się z szyb­ko­ścią około 100 m/s na odle­głość do 4 km – pole sku­tecz­nego raże­nia Boforsa. Nie wszyst­kie nowo­cze­sne armaty plot dostały nawet część wła­ści­wego sprzętu pomia­ro­wego.

Brygada Pościgowa w bojach o Warszawę

Niemcy napa­dły na Polskę 1 wrze­śnia 1939 roku, wcze­snym ran­kiem o godzi­nie 4:45. Głównym celem Luftwaffe były loty na wspar­cie Wehrmachtu oraz znisz­cze­nie pol­skiego lot­nic­twa woj­sko­wego i zwią­zane z tym uzy­ska­nie cał­ko­wi­tego pano­wa­nia w powie­trzu. Jednym z prio­ry­te­tów dla lot­nic­twa w pierw­szych dniach były lot­ni­ska i bazy lot­ni­cze.

Informacja o wybu­chu wojny dotarła do sztabu Brygady Pościgowej o godzi­nie 5:00 rano dzięki mel­dun­kowi komi­sa­riatu Policji Państwowej z Suwałk. Ogłoszono alarm bojowy. Wkrótce war­szaw­skie radio podało infor­ma­cję o wybu­chu wojny. Obserwatorzy z sieci dozo­ro­wa­nia prze­ka­zali infor­ma­cje o obec­no­ści obcych samo­lo­tów, zmie­rza­ją­cych w róż­nych kie­run­kach, na dużych wyso­ko­ściach. Posterunek z Mławy wysłał wieść o samo­lo­tach lecą­cych do Warszawy. Dowódca wydał roz­kaz o natych­mia­sto­wym star­cie dwóch dyonów. Rano około godziny 7:50 wyle­ciało do walki 21 PZL-11 z III/1 z 22 PZL-11 oraz 3 PZL‑7 z IV/1 Dyonu.

Nad sto­licę nad­le­ciały samo­loty wroga od pół­nocy. Polacy oce­nili ich ilość na około 80 bom­bow­ców Heinkel He 111 i Dornier Do 17 oraz 20 myśliw­ców Messerschmitt Me 110. Na obsza­rze roz­cią­gnię­tym mię­dzy Warszawą, Jabłonną, Zegrzem i Radzyminem około godziny 8:00 doszło do walk powietrz­nych na wyso­ko­ści 2000 – 3000 m. Faktycznie poja­wiła się sporo mniej­sza for­ma­cja licząca trzy eska­dry bom­bo­wych – 35 He 111 z II(K)/LG 1 w osło­nie 24 Me 110 z I(Z)/LG 1. Eskadry bom­bowe star­to­wały od godziny 7:25 w 5‑minutowych odstę­pach. Stoczono kilka walk powietrz­nych nad róż­nymi miej­scami. Polakom udało się prze­chwy­cić parę for­ma­cji wra­ca­ją­cych z ataku. Piloci pol­scy zgło­sili 6 zestrze­leń, ale ich zwy­cię­stwa były zawy­żone. Faktycznie udało się im tra­fić i znisz­czyć na pewno He 111 z 5.(K)/LG 1, który był w klu­czu bom­bar­du­ją­cym Okęcie. Jego załoga awa­ryj­nie lądo­wała „na brzu­chu” koło wsi Mieszki-Kuligi. Podczas lądo­wa­nia samo­lot uległ prze­ła­ma­niu (trzech człon­ków załogi oca­lało, jeden ranny – zmarł). Było to pierw­sze zwy­cię­stwo w obro­nie sto­licy. Pretendują do niego zespo­łowo piloci z IV/1 Dyonu. Do tego drugi He 111, z tej samej eska­dry, lądo­wał na brzu­chu z unie­ru­cho­mio­nym sil­ni­kiem na wła­snym lot­ni­sku w Powunden. Ze względu na duże uszko­dze­nia spi­sano go ze stanu. Oprócz tego klucz He 111 z 6.(K)/LG 1, który ata­ko­wał Skierniewice i most kole­jowy koło Piaseczna, spo­tkał pol­skie myśliwce. Jeden z bom­bow­ców (kod L1+CP) został ciężko uszko­dzony. Możliwe, że padł ofiarą ppor. Witolda Łokuciewskiego. Lądował przy­mu­sowo w Schippenbeil z 50 % uszko­dze­niem i zmar­łym na sku­tek ran człon­kiem załogi. Obok tych strat dwa kolejne bom­bowce miały nie­wiel­kie uszko­dze­nia. Załogom bom­bow­ców i eskor­cie udało się zestrze­lić ppor. Stanisława Szmejla ze 114. EM, który lądo­wał awa­ryj­nie koło Wyszkowa roz­bi­ja­jąc maszynę. Drugą ofiarą był st. szer. Bolesław Olewiński ze 114. EM, który ska­kał na spa­do­chro­nie koło Zegrza (zestrze­lony przez Me 110 z 1.(Z)/LG 1) oraz ppor. Jerzy Palusiński ze 111. EM, któ­rego PZL-11a lądo­wał przy­mu­sowo koło wsi Nadymna. Palusiński zaata­ko­wał i uszko­dził wcze­śniej Me 110 Maj. Grabmanna z I(Z)/LG 1 (miał 25 % uszko­dze­nia).

Mimo poświę­ce­nia Polaków nie­miec­kim zało­gom, które ope­ro­wały eska­drami, klu­czami, udało się bez kło­po­tów prze­do­stać nad mia­sto mię­dzy godziną 7:25 a 10:40. Według pol­skich mel­dun­ków bomby spa­dły na: plac Kercelego, Grochów, Sadybę Oficerską (9 bomb), Powązki – baon sani­tarny, Golędzinów. Byli zabici i ranni. Ponadto samo­loty nie­miec­kie zrzu­ciły 5 – 6 bomb na Grodzisk Mazowiecki, a 30 bomb spa­dło w Błoniu. Kilka domów znisz­czono.

Około połu­dnia patrol czte­rech PZL-11 ze 112. EM dogo­nił nad Wilanowem roz­po­znaw­czego Dorniera Do 17P 4.(F)/121. Pilot Stefan Okrzeja ostrze­lał go z bli­skiej odle­gło­ści, nastą­piła eks­plo­zja i zgi­nęła cała załoga wroga.

Po połu­dniu nad sto­licą poja­wiła się więk­sza grupa samo­lo­tów. Niemcy wysłali for­ma­cję liczącą ponad 230 maszyn, które miały zaata­ko­wać cele mili­tarne. Wysłano He 111H i P z KG 27 i z II(K)/LG 1 z nur­ku­ją­cymi Junkersami Ju 87B z I/StG 1 w osło­nie około 30 Messerschmittów Me 109D z I/JG 21 (trzy eska­dry) oraz Me 110 z I(Z)/LG 1 i I/ZG 1 (22 Me 110B i C). Armada liczyła 123 He 111, 30 Ju 87 i 80 – 90 myśliw­ców.

Ze względu na uszko­dze­nia w poran­nej walce wysłano w powie­trze 30 pol­skich myśliw­ców, do boju wyle­ciała też 152. EM. Do walki włą­czyło się jesz­cze jej 6 PZL-11a i c. Podobnie jak ran­kiem, pol­skim pilo­tom nie udało się zatrzy­mać Niemców, któ­rzy zrzu­cili bomby na swoje cele. Doszło do sze­regu walk i pol­scy piloci mieli cięż­kie straty po ata­kach eskorty bom­bo­wej.
Piloci Brygady Pościgowej wyko­nali pierw­szego dnia wojny przy­naj­mniej 80 samo­loto-zadań i oznaj­mili o 14 pew­nych zwy­cię­stwach. Faktycznie udało im się znisz­czyć od czte­rech do sied­miu samo­lo­tów wroga, a kilka kolej­nych uszko­dzić. Ponieśli dotkliwe straty – utra­cili 13 myśliw­ców, a kil­ka­na­ście dal­szych było uszko­dzo­nych. Poległ jeden pilot, ośmiu miało rany, jeden z nich potem zmarł. Dodatkowo kolej­nego PZL-11c utra­ciła 152. EM, a ppor. Anatol Piotrowski zgi­nął koło Choszczówki. Wieczorem 1 wrze­śnia do walki były gotowe tylko 24 samo­loty myśliw­skie, dopiero następ­nego dnia wie­czo­rem liczba spraw­nych myśliw­ców pod­nio­sła się do 40; przez cały dzień nie toczono żad­nych walk. Pierwszego dnia żad­nych suk­ce­sów nie miała arty­le­ria plot Warszawy.
Według mel­dunku sytu­acyj­nego Wydziału Bezpieczeństwa Departamentu Dowodzenia Ogólnego MSWojsk. z 1 wrze­śnia w Ośrodku „Warszawa” o godzi­nie 17:30 spa­dły bomby na: Babice, Wawrzyszew, Siekierki (bomby zapa­la­jące), Grochów i Okęcie oraz wytwór­nię pła­tow­ców – straty to jeden zabity i kilku ran­nych.

Natomiast według „Informacji Dowódcy Obrony Przeciwlotniczej Kraju o skut­kach bom­bar­do­wań nie­miec­kich w dniach 1 i 2 wrze­śnia 1939 roku” z 3 wrze­śnia Warszawa pierw­szego dnia wojny była trzy­krot­nie ata­ko­wana: o godz. 7:00, 9:20 i 17:30. Na mia­sto zrzu­cano bomby burzące (500, 250 i 50 kg). Niewybuchów było około 30 %, zrzu­cano 5‑kilogramowe bomby zapa­la­jące ter­mi­towe. Atakowano z wyso­ko­ści powy­żej 3000 m, bez­ład­nie. W śród­mie­ściu bom­bar­do­wano oko­lice mostu Kierbedzia od strony Pragi. Z waż­nych obiek­tów bom­bar­do­wano trzy­krot­nie – bom­bami 500 i 250 kg – PZL Okęcie (1 zabity, 5 ran­nych) oraz przed­mie­ścia: Babice, Wawrzyszew, Siekierki, Czerniaków, Grochów – bom­bami zapa­la­ją­cymi, które wywo­łały nie­duże pożary. Ataki spo­wo­do­wały nie­wiel­kie straty mate­ria­łowe, a straty w ludziach wynio­sły: 19 zabi­tych, 68 ran­nych, w tym 75 % osób cywil­nych. Ponadto ata­ko­wano miej­sco­wo­ści pod­war­szaw­skie: Wilanów, Włochy, Pruszków, Wólkę, Brwinów, Grodzisk Mazowiecki, Błonie, Jaktorów, Radzymin, Otwock, Rembertów itd. W więk­szo­ści byli tam zabici i ranni, nato­miast straty mate­ria­łowe odnie­siono nikłe.

W kolej­nych dniach ponow­nie poja­wiały się bom­bowce wroga. Dochodziło do nowych walk. Myśliwce Brygady Pościgowej prak­tycz­nie nie­wiele mogły zro­bić. Straty rosły po obu stro­nach, ale po pol­skiej były one więk­sze i dotkliw­sze. W warun­kach polo­wych uszko­dzo­nego sprzętu nie dało się napra­wić, a samo­lo­tów, które lądo­wały awa­ryj­nie w przy­god­nym tere­nie, nie można było ścią­gnąć i przy­wró­cić do służby.

Spory suk­ces i zara­zem straty odno­to­wano 6 wrze­śnia. Rankiem, po godzi­nie 5:00, od zachodu na sto­licę nad­le­ciało 29 bom­bow­ców nur­ku­ją­cych Ju 87 z IV(St)/LG 1 w eskor­cie Me 110 z I/ZG 1, ata­ku­ją­cych sta­cję roz­rzą­dową w Warszawie. Nad Włochami (mia­sto pod­war­szaw­skie) samo­loty te prze­chwy­ciły myśliwce Brygady Pościgowej. Lotnicy z IV/1 Dyonu zwią­zali się walką z Me 110. Udało im się znisz­czyć samo­lot Maj. Hammesa, który zgi­nął, a jego strze­lec pokła­dowy Ofw. Steffen dostał się do nie­woli. Lekko ran­nego strzelca prze­wie­ziono na lot­ni­sko III/1 Dyonu w Zaborowie. Niemiecka maszyna lądo­wała na brzu­chu koło wsi Wojcieszyn. Polacy nie ponie­śli strat w walce.

Około połu­dnia nad Warszawą poja­wiło się 25 Ju 87 z IV(St)/LG 1 (czas lotu bojo­wego 11:40 – 13:50) oraz 20 Ju 87 z I/StG 1 (czas lotu bojo­wego 11:45 – 13:06). Pierwsza for­ma­cja zaata­ko­wała most w pół­noc­nej czę­ści sto­licy, a druga most kole­jowy w połu­dnio­wej czę­ści mia­sta (praw­do­po­dob­nie Most Średnicowy (?). Do walki pole­ciało kil­ka­na­ście PZL-11 i kilka PZL-7a pro­wa­dzo­nych przez kpt. Kowalczyka. Polakom nie udało się prze­chwy­cić żad­nej for­ma­cji. Niemcy z I/StG 1 mel­do­wali o dostrze­że­niu poje­dyn­czych myśliw­ców, ale walki nie było.

Podczas prze­lotu IV/1 Dyonu na lot­ni­sko polowe w Radzikowie 6 wrze­śnia lub około połu­dnia tego samego dnia do sztabu Brygady Pościgowej dotarł roz­kaz o wyko­na­niu wymia­ta­nia w trój­ką­cie Koło-Konin-Łowicz. Doszło do tego w wyniku uzgod­nień przed­po­łu­dnio­wych mię­dzy Dowództwem Lotnictwa Armii „Poznań” i Dowództwem Lotnictwa. Pułkownik Pawlikowski wysłał w ten rejon 18 myśliw­ców Brygady (czas lotu 14:30 – 16:00). Wymiatanie to miało dać tro­chę „odde­chu” cofa­ją­cym się w stronę Kutna woj­skom Armii „Poznań”. Do akcji pole­ciały wszyst­kie zdatne PZL-11 z IV/1 Dyonu z lot­ni­ska w Radzikowie – 15 sztuk, dowo­dzone przez kpt. Kowalczyka oraz 3 PZL-11 z III/1 Dyonu z lot­ni­ska w Zaborowie, które leżało kilka kilo­me­trów od Radzikowa. Siły te miały skła­dać się z dwóch for­ma­cji lecą­cych bli­sko sie­bie (12 i sześć PZL-11). Dzięki temu można było przez radio wezwać kole­gów na pomoc. Odległość ich lotu wyno­siła około 200 km w jedną stronę. W rejo­nie wymia­ta­nia były już oddziały nie­miec­kie. Pilot w przy­padku lądo­wa­nia przy­mu­so­wego mógł dostać się do nie­woli. W sytu­acji braku paliwa lub uszko­dze­nia lot­nicy mogli awa­ryj­nie lądo­wać na lot­ni­sku polo­wym w Osieku Małym (8 km na płn. od Koła), gdzie do godziny 15:00 miał na nich cze­kać per­so­nel poznań­skiego III/3 Dyonu Myśliwskiego z pomocą. Piloci doko­nali wymia­ta­nia w rejo­nie Kutna-Koła-Konina. Po prze­le­ce­niu 160 – 170 km, około godziny 15:10 na płd.-zach. od Koła udało im się odna­leźć bom­bowce wroga. Piloci wyszli na nie pra­wie czo­łowo. Zaskoczyli 9 He 111H z 4./KG 26, które dzia­łały w trój­ką­cie Łęczyca-Łowicz-Zielko (czas lotu bojo­wego 13:58 – 16:28). Atak pilo­tów sku­pił się na ostat­nim klu­czu. Stoczono walkę powietrzną od godziny 15:10 do 15:30. Polacy spa­dli na Niemców całą for­ma­cją, ata­ku­jąc zespo­łowo z bli­skiej odle­gło­ści. Ogień obronny Niemców oka­zał się bar­dzo sku­teczny. Strzelcy pokła­dowi 4. Staffel zgło­sili przy­naj­mniej cztery zestrze­le­nia, z któ­rych potem zatwier­dzono im tylko jedno.

Według raportu kpt. Kowalczyka jego piloci zgło­sili strą­ce­nie 6 samo­lo­tów w ciągu 7 – 10 minut, a 4 uszko­dzili. Trzy wła­sne, postrze­lane, lądo­wały w rejo­nach walki Koło-Uniejów, a 4 inne lądo­wały w locie powrot­nym mię­dzy Łęczycą a Błoniem z powodu braku paliwa. Jeden z nich potem powró­cił do jed­nostki. Podczas wymia­ta­nia w sumie utra­cono 6 PZL-11 i dwóch pole­głych pilo­tów: ppor. Romana Stogę – poległ (roz­bił się o zie­mię koło wsi Straszków) oraz plut. Mieczysława Kazimierczaka (zgi­nął po skoku na spa­do­chro­nie od ognia z ziemi; praw­do­po­dob­nie wła­sny ostrzał).

Polakom real­nie udało się zestrze­lić i znisz­czyć trzy bom­bowce. Jeden lądo­wał na brzu­chu koło wsi Ruszków. Kolejny na polach wsi Łabądź, a trzeci eks­plo­do­wał w powie­trzu i spadł koło Uniejowa. Czwarty był uszko­dzony, ale udało mu się ode­rwać od prze­śla­dow­ców i lądo­wać przy­mu­sowo na brzu­chu na lot­ni­sku w Breslau (obec­nie Wrocław). W dro­dze powrot­nej piloci zaata­ko­wali jesz­cze przy­pad­kowo napo­tkaną for­ma­cję trzech He 111H ze Stab/KG 1 koło Łowicza – bez efek­tów. Brakowało paliwa i amu­ni­cji. Jeden pilot musiał lądo­wać przy­mu­sowo tuż przed ata­kiem z braku paliwa, a Niemcy zali­czyli jego „zestrze­le­nie”.

Po połu­dniu 6 wrze­śnia Brygada Pościgowa ode­brała roz­kaz, aby dyon prze­le­ciał na lot­ni­ska w rejo­nie Lublina. Jednostka przez sześć dni ponio­sła bar­dzo cięż­kie straty, nale­żało ją uzu­peł­nić i zre­or­ga­ni­zo­wać. Następnego dnia myśliwce odle­ciały na lot­ni­ska w głębi kraju. Pod Warszawę pod­cho­dziły czo­łówki 4. Dywizji Pancernej. Toczono z nią zacie­kłe walki na pro­wi­zo­rycz­nych szań­cach Ochoty i Woli 8 – 9 wrze­śnia. Niemcom nie udało się zająć mia­sta z mar­szu i musieli się wyco­fać na przed­pola. Rozpoczęło się oblę­że­nie.

Obrona prze­ciw­lot­ni­cza Warszawa

W bojach z Luftwaffe nad Warszawą do 6 wrze­śnia brały udział siły OPL Ośrodka „Warszawa”. W pierw­szych dniach dzia­łony plot sze­reg razy otwie­rały ogień. Ich wysi­łek był mało sku­teczny. Artylerzystom nie udało się znisz­czyć żad­nego samo­lotu, acz­kol­wiek zgło­szono parę zestrze­leń – np. nad Okęciem 3 wrze­śnia. Dowódca Okręgu Korpusu I gen. bryg. M. Trojanowski mia­no­wał na dowódcę zgru­po­wa­nia obrony Warszawy gen. bryg. Waleriana Czumę 4 wrze­śnia. Otrzymał on roz­kaz obrony sto­licy od zachodu i miał zor­ga­ni­zo­wać obronę bez­po­śred­nią mostów po obu stro­nach Wisły w Warszawie.
Podchodzenie Niemców pod Warszawę wywo­łało wielką i paniczną ewa­ku­ację sztabu Naczelnego Dowództwa oraz naczel­nych władz pań­stwo­wych (6−8 wrze­śnia), m.in. Komisariatu Rządu m.st. Warszawy. Naczelny Wódz opu­ścił Warszawę 7 wrze­śnia, uda­jąc się do Brześcia nad Bugiem. Tego samego dnia do Łucka odje­chał pre­zy­dent RP i rząd. Ta bły­ska­wiczna ucieczka przy­wódz­twa kraju była moc­nym cio­sem w morale obroń­ców i war­sza­wia­ków. Świat walił się wielu na głowę. Władze naczelne zabie­rały ze sobą „wszystko”, m.in. sze­reg oddzia­łów poli­cji oraz wiele jed­no­stek straży pożar­nej, do wła­snej ochrony. O ich „ewa­ku­acji” pozo­stali mówili m.in., że „zabrali żony i bagaże na samo­chody, i poje­chali”.
Po ucieczce ze sto­licy władz pań­stwo­wych komi­sa­ryczny pre­zy­dent mia­sta Stefan Starzyński 8 wrze­śnia objął funk­cję Komisarza Cywilnego przy Dowództwie Obrony Warszawy. Władze samo­rzą­dowe na czele z pre­zy­den­tem odmó­wiły „ewa­ku­acji” z rzą­dem na wschód i sta­nęły na czele władz cywil­nych obrony mia­sta. Na mocy roz­kazu Naczelnego Wodza w Warszawie w opar­ciu o woj­ska, które dotarły do mia­sta, 8 – 16 wrze­śnia sfor­mo­wano Grupę Armii „Warszawa”, a potem Armię „Warszawa”. Jej komen­dan­tem został gen. dyw. Juliusz Rómmel. 20 wrze­śnia dowódca armii powo­łał organ dorad­czy – Komitet Obywatelski – w celu repre­zen­to­wa­nia inte­re­sów poli­tycz­nych, spo­łecz­nych i gospo­dar­czych. Skupiał on przed­sta­wi­cieli głów­nych ugru­po­wań poli­tycz­nych i spo­łecz­nych mia­sta. Miał nim kie­ro­wać oso­bi­ście gen. J. Rómmel lub w jego zastęp­stwie Komisarz Cywilny przy dowódcy armii.
Jednym ze skut­ków ewa­ku­acji Naczelnego Dowództwa ze sto­licy było bar­dzo poważne osła­bie­nie sił OPL Warszawy do 6 wrze­śnia. Już 4 wrze­śnia prze­su­nięto dwa plu­tony (4 działa 40 mm) do Skierniewic. 5 wrze­śnia prze­su­nięto dwa plu­tony (4 działa 40 mm) oraz 101. daplot i jedną bate­rię 75 mm nowo­cze­sną do Łukowa. Jeden plu­ton (2 działa 40 mm) posłano do Chełma, a drugi (2 działa 40 mm) do Krasnegostawu. Do Lwowa prze­su­nięto jedną nowo­cze­sną bate­rię kali­bru 75 mm oraz jedną bate­rię przy­czep­kową kal. 75 mm. Do Lublina skie­ro­wano 11. daplot, a do Brześcia 102. daplot i jedną bate­rię nowo­cze­sną 75 mm. Ze sto­licy zabrano wszyst­kie bate­rie plot kali­bru 75 mm, które bro­niły lewo­brzeż­nej, głów­nej czę­ści mia­sta. Dowództwo tłu­ma­czyło te roszady tym, że do sto­licy jesz­cze nad­cią­gną jed­nostki plot trzech wal­czą­cych armii z zachodu i wypeł­nią luki. Jak miało się oka­zać, było to tylko życze­niowe myśle­nie Naczelnego Dowództwa.

Do 16 wrze­śnia dotarły tylko 10. i 19. Baterie Motorowe Artylerii Plot 40 mm typ A oraz 81. i 89. Baterie Motorowe Artylerii Plot 40 mm typ B. Dysponowały one 10 Boforsami wz. 36 kali­bru 40 mm. Na sku­tek walk i odwro­tów część bate­rii miała nie­pełne stany. W 10. i 19. Baterii były cztery oraz trzy działa (etat: 4 działa), nato­miast w 81. i 89. Baterii były jedno i dwa działa (etat: 2 działa). Oprócz tego powró­ciła do sto­licy 19. kom­pa­nia km plot oraz plu­tony z Łowicza i Rembertowa (4 działa Boforsa). Dla żoł­nie­rzy luźno napły­wa­ją­cych z frontu zor­ga­ni­zo­wano punkt zborny w kosza­rach 1. PAPlot na Mokotowie przy ul. Rakowieckiej 2b.

Od 5 wrze­śnia grupa środ­ków obrony prze­ciw­lot­ni­czej Ośrodka „Warszawa” weszła w skład zgru­po­wa­nia gen. W. Czumy, dowódcy obrony Warszawy. Na sku­tek dużego spadku w liczeb­no­ści sprzętu płk Baran wpro­wa­dził wie­czo­rem 6 wrze­śnia nową orga­ni­za­cję grup ośrodka i przy­dzie­lił nowe zada­nia.

Rankiem 6 wrze­śnia w skła­dzie OPL Warszawy było: 5 bate­rii plot 75 mm (20 armat kali­bru 75 mm), 12 plu­to­nów plot 40 mm (24 armaty 40 mm), 1 kom­pa­nia reflek­to­rów plot 150 cm, 5 kom­pa­nii km plot (w tym 2 typu B bez koni) i 3 kom­pa­nie balo­nów zapo­ro­wych. Razem: 76 ofi­ce­rów, 396 pod­ofi­ce­rów i 2112 sze­re­gow­ców. 6 wrze­śnia płk Baran roz­po­rzą­dzał 44 dzia­łami plot (20 kali­bru 75 mm, w tym tylko cztery nowo­cze­sne wz. 37St, oraz 24 wz. 38 Bofors kali­bru 40 mm) i pię­cioma kom­pa­niami kara­bi­nów plot. W bate­riach 75 mm było śred­nio po 3½ jed­nostki ognia, w plu­to­nach 40 mm woj­sko­wych po 4½ jed­nostki ognia, w plu­to­nach „fabrycz­nych” po 1½ jed­nostki ognia, a kom­pa­nie kara­bi­nów maszy­no­wych plot miały po 4 jed­nostki ognia.

Tego samego dnia wie­czo­rem płk Baran usta­lił nowy podział grup i zadań obrony plot Warszawy oraz zależ­ność tak­tyczną:
1. Grupa „Wschód” – dowódca mjr Mieczysław Zylber, dowódca 103. daplot (bate­rie pół­stałe 75 mm wz. 97 i wz. 9725; bate­rie: 110., 115., 116. i 117. oraz 103. bate­ria plot 75 mm wz. 37St.). Zadanie: wysoka dzienna i nocna obrona plot Warszawy.
2. Grupa „Mosty” – dowódca kpt. Zygmunt Jezierski; skład: plu­tony 104., 105., 106., 107., 108., 109. oraz plu­ton fabryki „Boryszew”. Zadanie: obrona plot mostów i ośrodka na wyso­ko­ściach śred­nich i niskich, szcze­gól­nie zaś obrona mostów na Wiśle. 104. plu­ton (dowódca ogn. pchor. rez. Zdzisław Symonowicz), sta­no­wi­ska koło mostu kole­jo­wego na Pradze. Pluton został znisz­czony przez nalot bom­bow­ców. 105. plu­ton (dowódca ogn. pchor./ppor./ Stanisław Dmuchowski), sta­no­wi­ska mię­dzy mostem Poniatowskiego i kole­jo­wym. 106. plu­ton (dowódca ppor. rez. mgr Witold Piasecki), sta­no­wi­sko ogniowe w Łazienkach. 107. plu­ton (dowódca kpt. Zygmunt Jezierski). 108. plu­ton (dowódca ogn. pchor./ppor./ Mikołaj Dunin-Marcinkiewicz), sta­no­wi­sko ogniowe koło ZOO; plu­ton znisz­czony przez Luftwaffe. 109. plu­ton (dowódca ppor. rez. Wiktor Piasecki), sta­no­wi­ska ogniowe koło Fortu Traugutta.
3. Grupa „Świdry” – dowódca kpt. Jakub Hruby; skład: plu­ton 40 mm z wytwórni PZL i 110. plu­ton plot 40 mm. Oba plu­tony miały za zada­nie obronę prze­prawy w rejo­nie Świdry Małe.
4. Grupa „Powązki” – 5. kom­pa­nia km plot. Zadanie: osłona rejonu Dworca Gdańskiego i Cytadeli.
5. Grupa „Dworzec” – 4. kom­pa­nia km plot. Zadanie: osłona Filtrów i rejonu Dworca Głównego.
6. Grupa „Praga” – 19. kom­pa­nia km plot. Zadanie: osłona mostu Kierbedzia, Dworca Wileńskiego i Dworca Wschodniego.
7. Grupa „Łazienki” – 18. kom­pa­nia km plot. Zadanie: osłona rejonu mostu Średnicowego i Poniatowskiego, Gazowni i Stacji Pomp.
8. Grupa „Środkowa ” – 3. kom­pa­nia km plot. Zadanie: osłona środ­ko­wej czę­ści ośrodka (2 plu­tony), osłona radio­sta­cji Warszawa 2.

Przekazany 6 wrze­śnia do dys­po­zy­cji płk. Barana 103. plu­ton 40 mm ode­słał on do Czerska do obrony prze­prawy. 9 wrze­śnia doszło do dwóch przy­pad­ków samo­wol­nego zej­ścia z poste­runku bojo­wego bez uza­sad­nio­nej przy­czyny, czyli dezer­cji. Takie zda­rze­nie miało miej­sce w 117. Baterii, która opu­ściła sta­no­wi­ska ogniowe w rejo­nie Gocławia, nisz­cząc działa i pozo­sta­wia­jąc sprzęt pomia­rowy. Drugie w rejo­nie Świdry Małe, gdzie plu­ton „Łowicz” opu­ścił sta­no­wi­sko ogniowe i samo­wol­nie prze­szedł do Otwocka, zosta­wia­jąc część sprzętu na sta­no­wi­sku. Dowódcę 110. Plutonu posta­wiono przed sądem polo­wym. Podobną sprawę skie­ro­wano do sądu polo­wego wobec kpt. Iskierki, któ­rego nie można było zna­leźć. Tego typu sytu­acja zda­rzyła się też w 18. kom­pani km plot, kiedy jej dowódca por. Czesław Nowakowski udał się (15 wrze­śnia o godzi­nie 7:00) do Otwocka w celu spro­wa­dze­nia rodziny i nie powró­cił. Sprawę tę płk Baran także skie­ro­wał do sądu polo­wego. Pod koniec pierw­szej dekady wrze­śnia w plu­to­nach Boforsów zaczęło bra­ko­wać zapa­so­wych luf do dział, nie mogły więc pro­wa­dzić sku­tecz­nego ognia. Udało się odna­leźć scho­wane w maga­zy­nach parę­set sztuk luf zapa­so­wych, które roz­dzie­lono w plu­to­nach.

Podczas oblę­że­nia mia­sta oddziały plot zgła­szały sporo suk­ce­sów. Na przy­kład 9 wrze­śnia mel­do­wano płk. Baranowi o zestrze­le­niu 5 samo­lo­tów, a 10 wrze­śnia – ogó­łem 15 samo­lo­tów, z któ­rych 5 miano zna­leźć w obrę­bie mia­sta.

12 wrze­śnia doszło do kolej­nej zmiany sta­no­wisk ognio­wych i łącz­no­ści jed­no­stek arty­le­rii plot Ośrodka „Warszawa”. Już wów­czas płk Baran mel­do­wał o koniecz­no­ści wzmoc­nie­nia obrony plot Warszawy dywi­zjo­nem 75 mm wz. 37St moto­ro­wym ze względu na brak sprzętu wyso­ko­pu­ła­po­wego oraz przy­dzie­le­nie dyonu myśliw­skiego do osłony mia­sta. Bezskutecznie. Tego dnia w mel­dunku sytu­acyj­nym nr 3 płk Baran zapi­sał: Nalot wyko­nany klu­czem 3 samo­lo­tów Heinkel-111F o godz. 13.50 był zwal­czany przez plu­tony 40 mm i ckm. 2 samo­loty zestrze­lono pod­czas nur­ko­wa­nia na mosty. Spadły w rejo­nie ul. Tamka i ul. Miodowej”.

13 wrze­śnia do godziny 16:30 mel­do­wano o strą­ce­niu 3 samo­lo­tów. Niemcy w sile 50 samo­lo­tów ata­ko­wali wtedy rejon Dworca Gdańskiego, Cytadeli i oko­lic. Wówczas ata­ko­wano sta­no­wi­ska samo­dziel­nej 103. bate­rii plot wz. 37St por. Kędzierskiego. W pobliżu nali­czono 50 lejów po bom­bach. Niemcom nie udało się znisz­czyć żad­nego działa. Jeszcze pod­czas ewa­ku­acji z mia­sta jej dowódca pozy­skał z roz­bi­tej na szo­sie brze­skiej bate­rii zmo­to­ry­zo­wa­nej kpt. Soliwody kom­plet wozów sil­ni­ko­wych. Następnie ścią­gnął pozo­sta­wione na dro­dze pod Bielanami działo 40 mm i włą­czył je do swo­jej bate­rii. Drugie działo 40 mm bate­ria prze­jęła na Polu Mokotowskim od sto­ją­cej tam 10. bate­rii plot 40 mm. Pod roz­kazy por. Kędzierskiego pod­le­gał także plu­ton fabryczny z Boryszewa z Boforsami (dowódca ppor. rez. Erwin Labus), który zajął sta­no­wi­ska ogniowe na Forcie Traugutta. Następnie w rejon Dworca Gdańskiego skie­ro­wano 109. plu­ton plot 40 mm ppor. Wiktora Piaseckiego. Dowódca ten usta­wił swoje dzia­łony na skar­pie Fortu Traugutta, skąd miał zna­ko­mitą widocz­ność i bar­dzo ści­śle współ­dzia­łał ze 103. bate­rią. Działa 75 mm ścią­gały z wyż­szego pułapu samo­loty nie­miec­kie i wów­czas otwie­rały do nich ogień działa 40 mm. Efektem tego współ­dzia­ła­nia było zgło­sze­nie przez 103. bate­rię 9 pew­nych strą­ceń i sze­reg praw­do­po­dob­nych od 1 do 27 wrze­śnia, a 109. plu­ton miał na kon­cie 11 pew­nych strą­ceń. Dzięki zapo­bie­gli­wo­ści por. Kędzierskiego po 9 wrze­śnia jego bate­ria pobrała ze składu amu­ni­cyj­nego w Palmirach cały zapas amu­ni­cji plot 75 mm do dział wz. 36St i nie odczu­wała jej bra­ków do końca oblę­że­nia.

14 wrze­śnia samo­loty zaata­ko­wały o godzi­nie 15:55 Żoliborz, Wolę i czę­ściowo śród­mie­ście. Głównym celem były linie obrony na odcinku Żoliborza. Nalot spo­wo­do­wał 15 poża­rów na tere­nie obiek­tów woj­sko­wych i pań­stwo­wych, w tym Dworca Gdańskiego, oraz całej dziel­nicy pół­noc­nej mia­sta (zbu­rzono 11 domów); czę­ściowo uszko­dzono fil­try i sieć prze­wo­dów tram­wa­jo­wych. Skutkiem nalotu było 17 zabi­tych i 23 ran­nych żoł­nie­rzy.

15 wrze­śnia mel­do­wano o tra­fie­niu jed­nego samo­lotu, który miał przy­mu­sowo lądo­wać w oko­licy Marek. Około godziny 10:30 wła­sny myśli­wiec PZL-11 ostrze­lał ckm i pie­chota. Zakazano wów­czas żoł­nie­rzom otwie­ra­nia ognia bez dokład­nego roz­po­zna­nia samo­lotu przez ofi­cera. Tego dnia Niemcy okrą­żyli mia­sto, zaci­ska­jąc pier­ścień oblę­że­nia od wschodu. Niemcy obok bom­bar­do­wa­nia lot­ni­czego użyli około 1000 dział cięż­kich, które pro­wa­dziły silny ostrzał. Stał się on bar­dzo dokucz­liwy także dla arty­le­rzy­stów plot. Pociski arty­le­ryj­skie wybu­chały na ich sta­no­wi­skach ognio­wych, powo­du­jąc ofiary i straty. Na przy­kład 17 wrze­śnia na sku­tek ostrzału arty­le­ryj­skiego do godziny 17:00 mel­do­wano o 5 ran­nych sze­re­gow­cach, 1 uszko­dzo­nej arma­cie 40 mm, 3 samo­cho­dach, 1 ckm i 11 koniach zabi­tych. Tego samego dnia do Warszawy przy­była ze Świdra Małego 115. kom­pa­nia kara­bi­nów maszy­no­wych (dwa plu­tony po 4 ckm) oraz 5. kom­pa­nia balo­nowa, które włą­czono do zgru­po­wa­nia obrony plot. W ciągu dnia zaob­ser­wo­wano silne roz­po­zna­nie lot­ni­cze (8 nalo­tów) w róż­nych kie­run­kach, na róż­nych wyso­ko­ściach przez bom­bowce, samo­loty roz­po­znaw­cze i myśliw­skie Messerschmitty (poje­dyn­cze samo­loty i klu­cze po 2 – 3 maszyny) od 2000 m. Jednostki arty­le­rii pro­wa­dziły do nich oszczędny ostrzał ze względu na nie­re­gu­larny lot i czę­stą zmianę para­me­trów lotu; bez efek­tów.

18 wrze­śnia naloty roz­po­znaw­cze pro­wa­dzone przez poje­dyn­cze samo­loty powtó­rzyły się (nali­czono ich 8), zrzu­cano też ulotki. Trafiono jeden z pierw­szych („Dornier-17”) o godzi­nie 7:45. Jego załoga musiała lądo­wać przy­mu­sowo w rejo­nie Babic. W związku z szy­ko­wa­nym natar­ciem, aby opa­no­wać rejon Pruszkowa, oddano pod roz­kazy dowódcy „Warszawa-Zachód” płk. dypl. Mariana Porwita bate­rię plot w skła­dzie trzech plu­to­nów po dwa działa 40 mm. Bateria zajęła od świtu sta­no­wi­ska ogniowe na odcinku Koło-Wola-Czyste.

Miasto było w dal­szym ciągu pod ostrza­łem arty­le­rii naziem­nej. 18 wrze­śnia spo­wo­do­wała ona nastę­pu­jące straty w jed­nost­kach plot: 10 ran­nych, 14 zabi­tych koni, znisz­czone 2 skrzy­nie z amu­ni­cją 40 mm, 1 samo­chód cię­ża­rowy uszko­dzony i inne drobne.

20 wrze­śnia około godziny 14:00 był nalot w rejo­nie Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego i lasu Bielańskiego przez samo­loty nur­ku­jące „Henschel-123 oraz Junkers-87”. Kolejny, silny nalot o godzi­nie 16:15 wyko­nało około 30 – 40 samo­lo­tów róż­nych typów: „Junkers-86, Junkers-87, Dornier-17, Heinkel-111, Messerschmitt-109 i Henschel-123”. W ataku popo­łu­dnio­wym zapa­lono ele­wa­tor zbo­żowy. Jednostki mel­do­wały zestrze­le­nie 7 samo­lo­tów prze­ciw­nika.

21 wrze­śnia w wyniku ognia plot zgło­szono strą­ce­nie 2 samo­lo­tów. Prawie wszyst­kie sta­no­wi­ska arty­le­rii plot zna­la­zły się pod ostrza­łem arty­le­rii naziem­nej. Pojawili się nowi ranni
i straty mate­rialne. 22 wrze­śnia od rana zaob­ser­wo­wano prze­loty poje­dyn­czych bom­bow­ców w celach roz­po­znaw­czych; ponow­nie zrzu­cano ulotki nad mia­stem. Między godziną 14:00 a 15:00 był nalot nie­przy­ja­ciela w sile około 20 samo­lo­tów na Pragę, strą­cono jeden samo­lot. Między godziną 16:00 a 17:00 był drugi nalot, w sile ponad 20 samo­lo­tów. Atakowano głów­nie most Poniatowskiego. Zgłoszono strą­ce­nie dru­giego samo­lotu. Przez cały dzień mel­do­wano o zestrze­le­niu 2 samo­lo­tów.

23 wrze­śnia ponow­nie odno­to­wano prze­loty poje­dyn­czych samo­lo­tów bom­bo­wych i roz­po­znaw­czych. W ciągu dnia nie ode­brano wia­do­mo­ści o bom­bar­do­wa­niu mia­sta i oko­lic. Zgłoszono zestrze­le­nie 2 „Dornierów-17”. Wszystkie jed­nostki były pod sil­nym ogniem nęka­ją­cym arty­le­rii, który powo­do­wał straty. Odnotowano kolej­nych zabi­tych i ran­nych, zabite i ranne konie, poważ­nie uszko­dzone 2 działa 40 mm. Jeden z dowód­ców bate­rii został ciężko ranny.
24 wrze­śnia w godzi­nach ran­nych, od 6:00 do 9:00, dostrze­żono prze­loty poje­dyn­czych samo­lo­tów bom­bo­wych i roz­po­znaw­czych. Między godz. 9:00 a 11:00 doszło do nalo­tów falami z róż­nych stron. Jednocześnie w powie­trzu było ponad 20 samo­lo­tów róż­nych typów. Nalot przed połu­dniem wyrzą­dził duże straty w Zamku Królewskim. Załogi samo­lo­tów zręcz­nie uni­kały ognia plot czę­sto zmie­nia­jąc warunki lotu. Do kolej­nego nalotu doszło około 15:00. W nalo­tach przed­po­łu­dnio­wych strą­cono 3 samo­loty, w nalo­cie popo­łu­dnio­wym – 1 zestrze­lono i 1 uszko­dzono. Strzelanie utrud­niały warunki atmos­fe­ryczne – zachmu­rze­nie. W ugru­po­wa­niu jed­no­stek arty­le­rii plot płk Baran zarzą­dził reor­ga­ni­za­cję, wzmac­nia­jąc osłonę Filtrów i Stacji Pomp. Jednostki arty­le­rii były cały czas pod ostrza­łem arty­le­rii naziem­nej, któ­rej natę­że­nie rosło pod­czas nalo­tów. Poległo 2 ofi­ce­rów, w tym 1 dowódca bate­rii i 1 dowódca plu­tonu kara­bi­nów maszy­no­wych. Poza tym byli zabici i ranni w obsłu­dze dział i kara­bi­nów maszy­no­wych. Na sku­tek ostrzału arty­le­rii cał­ko­wi­temu znisz­cze­niu ule­gło jedno działo 75 mm pół­stałe, odno­to­wano też sze­reg poważ­nych strat w sprzę­cie bojo­wym.

Lany ponie­dzia­łek” – 25 wrze­śnia

Dowództwo nie­miec­kie posta­no­wiło doko­nać zma­so­wa­nego nalotu lot­ni­czego i ostrzału cięż­kiej arty­le­rii na oblę­żone mia­sto w celu zła­ma­nia ducha oporu obroń­ców i zmu­sze­nia ich do kapi­tu­la­cji. Ataki trwały od godziny 8:00 do 18:00. W tym cza­sie jed­nostki Luftwaffe z Fl.Fhr.z.b.V liczące w sumie z dodat­ko­wymi jed­nost­kami ok. 430 samo­lo­tów bom­bo­wych Ju 87, Hs 123, Do 17 i Ju 52 samo­lo­tów bom­bo­wych wyko­nały sie­dem nalo­tów – 1176 lotów bojo­wych. Załogi nie­miec­kie zrzu­ciły 558 ton bomb, w tym 486 ton burzą­cych oraz 72 tony zapa­la­ją­cych. W ataku uczest­ni­czyło 47 trans­por­to­wych Junkersów Ju 52 z IV/KG.z.b.V.2, z któ­rych zrzu­cono 102 510 małych bomb zapa­la­ją­cych. Bombowce osła­niały Messerschmitty z I/JG 76 oraz I/ZG 76. Uderzeniom lot­ni­czym towa­rzy­szyło silne wspar­cie arty­le­rii cięż­kiej.
Miasto pło­nęło w set­kach miejsc. Na sku­tek gęstych dymów, które prze­szka­dzały w zwal­cza­niu nalo­tów przez arty­le­rię plot, dowódca Odcinka „Zachód” płk dypl. M. Porwit zarzą­dził zwal­cza­nie lot­nic­twa nie­przy­ja­ciela bro­nią maszy­nową przez wszyst­kie rzuty oprócz wysu­nię­tych pozy­cji. W przy­padku ata­ków na małych wyso­ko­ściach wyzna­czone grupy strzel­ców pod dowódz­twem ofi­ce­rów miały pro­wa­dzić ostrzał z broni ręcz­nej.

Atak lot­ni­czy spa­ra­li­żo­wał pracę m.in. miej­skiej Elektrowni na Powiślu; od godziny 15:00 mia­sto było bez prądu. Nieco wcze­śniej, 16 wrze­śnia, ostrzał arty­le­ryj­ski wywo­łał na hali maszyn w Elektrowni wielki pożar, który gaszono z pomocą sek­cji Straży Ogniowej. W tym okre­sie w jej schro­nach ukry­wało się około 2000 osób, w więk­szo­ści miesz­kań­ców oko­licz­nych domów. Drugim zacie­kle ata­ko­wa­nym stra­te­gicz­nym zakła­dem miej­skim były miej­skie zakłady wodo­cią­gów i kana­li­za­cji. Na sku­tek prze­rwa­nia dostaw prądu z elek­trowni sta­nęły wodo­ciągi. Podczas oblę­że­nia na wszyst­kie urzą­dze­nia sta­cyjne wodo­cią­gów i kana­li­za­cji miej­skiej spa­dło około 600 poci­sków arty­le­ryj­skich, 60 lot­ni­czych bomb burzą­cych i 450 bomb zapa­la­ją­cych.

Artyleria nie­miecka nisz­czyła mia­sto ogniem burzą­cym i szrap­ne­lami. Praktycznie ostrze­li­wano wszyst­kie miej­sca posto­jów dowództw; mniej ucier­piały pozy­cje na pierw­szej linii. Walka z samo­lo­tami wroga była utrud­niona z powodu dymów zasła­nia­ją­cych pło­nące w wielu miej­scach mia­sto. Warszawa już około 10 rano pło­nęła w ponad 300 miej­scach. Tego tra­gicz­nego dnia mogło zgi­nąć od 5 do 10 tys. war­sza­wia­ków, a kolejne tysiące odnio­sło rany.

W ciągu dnia zgło­szono strą­ce­nie 13 samo­lo­tów. Faktycznie pod­czas ter­ro­ry­stycz­nego ataku lot­ni­czego Niemcy utra­cili od ognia pol­skiej arty­le­rii plot jed­nego Ju 87 i dwa Ju 52 (z któ­rych zrzu­cano małe bomby zapa­la­jące).

Główne insta­la­cje miej­skie – Elektrownia, Filtry, Stacja Pomp – w wyniku bom­bar­do­wań odnio­sły duże uszko­dze­nia. To spo­wo­do­wało prze­rwa­nie dostaw prądu i wody. Miasto pło­nęło i nie było czym wal­czyć z ogniem. Ciężkie bom­bar­do­wa­nie arty­le­ryj­skie i lot­ni­cze 25 wrze­śnia przy­spie­szyło wyda­nie decy­zji o kapi­tu­la­cji Warszawy. Następnego dnia Niemcy przy­pu­ścili szturm, który został odparty. Jednak jesz­cze tego samego dnia człon­ko­wie Komitetu Obywatelskiego zwró­cili się z wnio­skiem o pod­da­nie mia­sta do gen. Rómmla.
Na sku­tek olbrzy­mich strat ponie­sio­nych przez mia­sto dowódca Armii „Warszawa” gen. dyw. J. Rómmel wydał roz­kaz o cał­ko­wi­tym zawie­sze­niu broni na 24 godziny od godziny 12:00 dnia 27 wrze­śnia. Jego celem było usta­le­nie z dowódcą nie­miec­kiej 8. Armii warun­ków odda­nia Warszawy. Rokowania miano zakoń­czyć do 29 wrze­śnia. Układ kapi­tu­la­cyjny zawarto 28 wrze­śnia. Zgodnie z jego posta­no­wie­niami odmarsz pol­skiego gar­ni­zonu miał nastą­pić od 29 wrze­śnia od godziny 20:00. Na komen­danta mia­sta wyzna­czono gen. dyw. von Cochenhausena. Do czasu prze­ję­cia mia­sta przez Niemców wła­dzę w mie­ście miał spra­wo­wać pre­zy­dent Starzyński z Zarządem Miasta i pod­le­głymi im insty­tu­cjami.

Podsumowanie

Warszawa bro­niła się od 1 do 27 wrze­śnia. Miasto i jego miesz­kańcy mocno ucier­pieli od sze­regu nalo­tów oraz nawał arty­le­ryj­skich, z któ­rych naj­więk­sze spu­sto­sze­nia poczy­niły te z 25 wrze­śnia. Obrońcy sto­licy, wkła­da­jąc w swoją służbę wiele wysiłku i poświę­ce­nia, czę­sto wiel­kiego i boha­ter­skiego, zasłu­gu­ją­cego na naj­wyż­szy sza­cu­nek, real­nie w małym stop­niu prze­szka­dzali samo­lo­tom wroga w bom­bar­do­wa­niu mia­sta.
Stolica liczyła pod­czas obrony 1,2−1,25 mln miesz­kań­ców i stała się miej­scem schro­nie­nia dla około 110 tys. żoł­nie­rzy. Do nie­woli nie­miec­kiej poszło 5031 ofi­ce­rów, 97 425 pod­ofi­ce­rów i sze­re­gow­ców. Podczas walki o mia­sto utra­cono sza­cun­kowo około 15 – 20 tys. zabi­tych cywi­lów oraz ok. 4 – 5 tys. pole­głych żoł­nie­rzy – m.in. na cmen­ta­rzu komu­nal­nym spo­czywa 287 ofi­ce­rów oraz 3672 pod­ofi­ce­rów i sze­re­gow­ców. Dodatkowo kil­ka­dzie­siąt tysięcy miesz­kań­ców (około 20 tys.) i woj­sko­wych (ok. 16 tys.) odnio­sło rany.

Według spra­woz­da­nia jed­nego z człon­ków pod­zie­mia, pra­cu­ją­cego w Komendzie Policji w 1942 roku, Warszawa przed 1 wrze­śnia miała 18 495 budyn­ków, z któ­rych pod­czas obrony nie ule­gło żad­nemu uszko­dze­niu tylko 2645 (14,3 %), budyn­ków z uszko­dze­niami (od lek­kich po cięż­kie) było 13 847 (74,86 %), a cał­ko­wi­cie znisz­czone zostało 2007 budyn­ków (10,85 %).

Bardzo moc­nych znisz­czeń doznało cen­trum mia­sta. Elektrownia na Powiślu ule­gła uszko­dze­niu ogó­łem w 16 %. Mniejsze lub więk­sze znisz­cze­nia miały pra­wie wszyst­kie gma­chy i insta­la­cje Elektrowni. Ogólne jej straty osza­co­wano na 19,5 mln zł. Podobnie duże straty ponio­sły miej­skie wodo­ciągi i kana­li­za­cja. Na sieci wodo­cią­go­wej stwier­dzono 586 uszko­dzeń, a na sieci kana­li­za­cyj­nej – 270, ponadto uszko­dzono 247 domo­wych połą­czeń wodo­cią­go­wych oraz znaczną liczbę przy­ka­na­li­ków na dłu­go­ści 624 m. Przedsiębiorstwo stra­ciło pod­czas walk 20 pra­cow­ni­ków zabi­tych, 5 ciężko ran­nych i 12 lekko ran­nych.

Obok strat mate­rial­nych olbrzy­mie straty ponio­sła kul­tura naro­dowa – m.in. 17 wrze­śnia spło­nął Zamek Królewski wraz ze zbio­rami, pod­pa­lony ogniem ostrzału arty­le­ryj­skiego. Straty mate­rialne mia­sta wyce­niono po woj­nie, według sza­cun­ków prof. Marina Lalkiewicza, na kwotę 3 mld zło­tych (dla porów­na­nia dochody i wydatki budżetu pań­stwa w roku budże­to­wym 1938 – 39 wynio­sły 2,475 mld zł).

Luftwaffe uda­wało się nad­le­cieć nad Warszawę i zrzu­cić ładunki bez więk­szych „kło­po­tów” od pierw­szych godzin wojny. Myśliwce Brygady mogły to zakłó­cić w mini­mal­nym stop­niu, a arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza w jesz­cze mniej­szym. Jedyną realną trud­no­ścią, która fak­tycz­nie stała Niemcom na dro­dze, były złe warunki atmos­fe­ryczne.

Podczas sze­ściu dni walk (1−6 wrze­śnia) piloci Brygady Pościgowej zgło­sili w obro­nie sto­licy 43 znisz­czone na pewno i 9 znisz­czo­nych praw­do­po­dob­nie oraz 20 uszko­dzo­nych samo­lo­tów Luftwaffe. Realne suk­cesy Polaków, według danych nie­miec­kich, oka­zały się znacz­nie niż­sze. Niemieckie lot­nic­two w bojach z Brygadą Pościgową stra­ciło przez sześć dni bez­pow­rot­nie
17 – 20 samo­lo­tów bojo­wych (zobacz tabela), kil­ka­na­ście następ­nych odnio­sło uszko­dze­nia poni­żej 60 % i nada­wały się do naprawy. Jest to zna­ko­mity wynik, mając na uwa­dze to, na jakim sta­rym tech­nicz­nie sprzę­cie i do tego słabo uzbro­jo­nym wal­czyli Polacy.

Straty wła­sne oka­zały się bar­dzo wyso­kie; Brygada Pościgowa ule­gła pra­wie znisz­cze­niu. Ze stanu wyj­ścio­wego 54 samo­loty myśliw­skie (plus 3 PZL-11 uzu­peł­nie­nie do III/1 Dyonu) utra­cono w walce, 34 myśliwce odnio­sły uszko­dze­nia nie do naprawy i zosta­wiono je (bli­sko 60 %). Pewną część samo­lo­tów uszko­dzoną w bojach uda­łoby się ura­to­wać, gdyby były zapa­sowe śmi­gła, koła, czę­ści do sil­nika itd. i gdyby posia­dano bazę remon­towo-ewa­ku­acyjną. W III/1 Dyonie stra­cono w bojach z Luftwaffe 13 samo­lo­tów myśliw­skich PZL-11 oraz jeden bez udziału wroga. Z kolei IV/1 Dyon utra­cił w wal­kach z Luftwaffe 17 myśliw­ców PZL-11 i PZL-7a, a trzy kolejne bez udziału wroga. Brygada Pościgowa stra­ciła: czte­rech pole­głych i jed­nego zagi­nio­nego pilota, a 10 miało rany – tra­fili do szpi­tala. 7 wrze­śnia III/1 Dyon miał na lot­ni­sku w Kierzu 5 i w Zaborowie 2 sprawne PZL-11 i 3 PZL-11 w Kierzu w napra­wie. Natomiast IV/1 Dyon miał na lot­ni­sku Bełżyce spraw­nych 6 PZL-11 oraz 4 PZL-7a i kolejne 3 PZL-11 w napra­wie.

Mimo zgru­po­wa­nia dużych sił OPL w sto­licy (92 działa) arty­le­rzy­ści plot nie znisz­czyli żad­nego samo­lotu wroga w pierw­szym okre­sie obrony do 6 wrze­śnia. Po wyco­fa­niu Brygady Pościgowej oraz zabra­niu 23 sił arty­le­rii plot poło­że­nie Warszawy stało się jesz­cze gor­sze. Wróg oto­czył mia­sto. Do zwal­cza­nia jego lot­nic­twa było znacz­nie mniej środ­ków, do tego ode­słano więk­szość naj­now­szych armat plot kali­bru 75 mm. W ciągu kil­ku­na­stu dni do sto­licy doje­chały jako „uzu­peł­nie­nie” cztery bate­rie moto­rowe z 10 dzia­łami 40 mm wz. 36 Bofors. Działony te nie mogły jed­nak uzu­peł­nić wszyst­kich bra­ków. W dniu kapi­tu­la­cji obroń­com pozo­stało: 12 dział 75 mm plot (w tym 4 wz. 37St) oraz 27 dział 40 mm Bofors wz. 36 i wz. 38 (14 plu­to­nów) oraz osiem kom­pani km plot z nie­wielką ilo­ścią amu­ni­cji. Podczas nalo­tów i ata­ków arty­le­ryj­skich wroga wyeli­mi­no­wano obroń­com dwie bate­rie 75 mm plot oraz 2 działa 40 mm. Straty wynio­sły: dwóch zabi­tych ofi­ce­rów, kil­ku­na­stu zabi­tych pod­ofi­ce­rów i sze­re­gow­ców oraz kil­ku­dzie­się­ciu ran­nych sze­re­gow­ców.

W obro­nie Warszawy, według opra­co­wa­nia dowódcy plot Ośrodka „Warszawa” płk. Barana, miano zestrze­lić 103 samo­loty wroga – z czego na konto Brygady Pościgowej zapi­sano sześć (sic!), a na arty­le­rię i kara­biny plot 97 zestrze­leń. Dowódca Armii „Warszawa” przy­dzie­lił trzy krzyże Virtuti Militari oraz 25 Krzyży Walecznych do roz­dzie­le­nia w jed­nost­kach plot. Te pierw­sze płk Baran nadał: por. Wiesławowi Kędzierskiemu (dowódca bate­rii 75 mm St), ppor. Mikołajowi Dunin-Marcinkiewiczowi (dowódca plu­tonu 40 mm) i por. Antoniemu Jaźwieckiemu (18. komp. km plot).
Sukces naziem­nych środ­ków prze­ciw­lot­ni­czych sto­licy został jaskrawo wyol­brzy­miony, a myśliw­ców wyraź­nie umniej­szony. Zbyt czę­sto ich obsady zgła­szały strą­ce­nia, na które nie ma fak­tycz­nego potwier­dze­nia w stra­tach wroga. Co wię­cej – z oca­la­łych dzien­nych mel­dun­ków płk. Barana o suk­ce­sach nie da się tej liczby wypro­wa­dzić, wciąż jest zbyt duża róż­nica, którą nie wia­domo jak tłu­ma­czyć.

Bazując na doku­men­tach Niemców, to stra­cili oni bez­pow­rot­nie nad Warszawą od ognia prze­ciw­lot­ni­czego mini­mum osiem samo­lo­tów bom­bo­wych, myśliw­skich i roz­po­znaw­czych (zobacz tabela). Jeszcze parę maszyn z eskadr dale­kiego lub bli­skiego roz­po­zna­nia mogło zostać tra­fio­nych i ulec znisz­cze­niu. Nie mogą to być jed­nak duże straty (rząd 1 – 3 maszyny?). Kilkanaście kolej­nych samo­lo­tów odnio­sło różne uszko­dze­nia (poni­żej 60 %). W sto­sunku do 97 zgło­szo­nych strą­ceń mamy mak­sy­mal­nie 12-krotne zawy­że­nie zestrze­leń naziem­nej obrony plot.

Podczas obrony prze­ciw­lot­ni­czej czyn­nej Warszawy w 1939 roku samo­loty myśliw­skie i arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza znisz­czyły prze­ciw­ni­kowi co naj­mniej 25 – 28 samo­lo­tów bojo­wych, kil­ka­na­ście dal­szych odnio­sło uszko­dze­nia mniej­sze niż 60 %, czyli nada­wały się do remontu. W sto­sunku do wszyst­kich zgło­szo­nych zestrze­leń samo­lo­tów wroga – 106 lub nawet 146 – 155 – osią­gnięto nie­wiele, mając rów­nie mało. Wielki duch walki i poświę­ce­nie wielu nie mogły w dosta­tecz­nym stop­niu zre­du­ko­wać wiel­kiej prze­pa­ści w tech­nice wypo­sa­że­nia obroń­ców wzglę­dem sprzętu wroga.

Zobacz zdję­cia i mapy w peł­nym wyda­niu elek­tro­nicz­nym »

  • Mirosław Wawrzyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE