Spadochroniarze-WOS

Przyjęta doktryna, minimalne zasoby sprzętowe oraz skromne możliwości finansowe sprawiły, że polscy skoczkowie mieli tworzyć niewielkie grupy dywersyjne, a nie duże jednostki powietrzno-desantowe.

Przyjęta doktryna, minimalne zasoby sprzętowe oraz skromne możliwości finansowe sprawiły, że polscy skoczkowie mieli tworzyć niewielkie grupy dywersyjne, a nie duże jednostki powietrzno-desantowe.

Ruch społeczny utworzony wokół sportu spadochronowego rozwijał się w II Rzeczpospolitej z nadspodziewaną dynamiką. W szkoleniach i pokazach organizowanych przez LOPP zawsze tłumnie stawiali się zarówno kursanci jak i widzowie, co potwierdzają dane dotyczące liczby osób przeszkolonych jak i zachowana dokumentacja fotograficzna. Kolejny krok należał do Wojska Polskiego, które korzystając z instruktorów, infrastruktury oraz wzrostu zainteresowania omawianą dziedziną podjęło się utworzenia pierwszych polskich oddziałów spadochronowych. Wyrazem dążenia mającego doprowadzić do sformowania 1. batalionu spadochronowego w WP było powołanie do życia w maju 1939 r. Wojskowego Ośrodka Spadochronowego w Bydgoszczy.

Rozwój spadochroniarstwa w cywilno-sportowej wersji pod szyldem Ligii Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP) opisany w „Wojsko i Technika Historia” 5/2016, był bezpośrednio związany z planami armii zakładającymi wykorzystanie przeszkolonych już wstępnie skoczków w ściśle wojskowych operacjach desantowych. Przyjęta doktryna, minimalne zasoby sprzętowe oraz skromne możliwości finansowe sprawiły, że inaczej niż w ZSRR, Niemczech czy Włoszech polscy skoczkowie mieli tworzyć niewielkie grupy dywersyjne, a nie zwarte duże jednostki powietrzno-desantowe.

Pierwszym krokiem do wprowadzenia w struktury Wojska Polskiego spadochroniarzy było wyszkolenie odpowiedniej grupy doświadczonych skoczków, instruktorów oraz poddanie próbie dotychczasowych zamierzeń. Korzystając z ośrodka szkoleniowego LOPP w Legionowie w początkach września 1937 r. zorganizowano tam pierwszy wojskowy kurs spadochronowy, w którym uczestniczyli absolwenci szkół podchorążych wszystkich rodzajów broni. Pod względem programowym szkolenie nie odbiegało znacznie od analogicznych przedsięwzięć przeprowadzanych w tym samym czasie przez LOPP.

Krótkie przygotowanie teoretyczne stanowiło wstęp do działań praktycznych z zakresu: składania spadochronów, ćwiczenia niezbędne dla opanowania sposobów lądowania, skoki z wieży spadochronowej (minimum 15), samodzielny skok ze spadochronem z balonu na uwięzi (3-4) oraz samodzielny skok ze spadochronem z samolotu (1-2).

 

Rozbudowa spadochronowych struktur LOPP miała nie tylko zachęcić młodzież do sportu spadochronowego, ale również zapewnić podstawy szkolenia dla przyszłych skoczków wojskowych.

Rozbudowa spadochronowych struktur LOPP miała nie tylko zachęcić młodzież do sportu spadochronowego, ale również zapewnić podstawy szkolenia dla przyszłych skoczków wojskowych.

Wołyński skok

Drugi, już w pełni wojskowy, kurs spadochronowy zrealizowano rok później, między 5 a 12 września 1938 r., również na terenie legionowskiego ośrodka LOPP. Z racji charakteru przyszłej wojskowej formacji spadochronowej największym powodzeniem cieszyli się młodzi oficerowie piechoty, saperów i łączności. Nie dokonano specjalnych zmian w programie wojskowego kursu, który od standardowego wydania LOPP różnił się tylko zwiększeniem liczby skoków z wieży oraz wykorzystaniem balonu jako łatwego w obsłudze i tańszego od samolotu instrumentu szkoleniowego.

Już po wojnie na temat skoków z balonu w trakcie wojskowego kursu w Legionowie jeden z kursantów napisze: Były naturalnie i skoki z balonu, nie zbyt popularne wśród uczestników, gdyż zanim taki gad wdrapał się na 800 m, przeważnie cała załoga gondoli na wyścigi rzygała przez burtę pod światłym kierunkiem instruktora; zawsze na stronę zawietrzną, nigdy od strony wiatru.

Podobno niezdrowo!
Rok później, również w Legionowie, zorganizowano kolejny tygodniowy kurs, którego głównym celem było zapoznanie wojskowych skoczków z dywersyjną pracą niewielkich pododdziałów desantowanych z powietrza. Sugeruje się, że wśród uczestników znaleźli się wcześniejsi absolwenci szkolenia legionowskiego z 1937 r., którzy mieli przejść w ten sposób kolejny etap doskonalący ich spadochroniarskie rzemiosło. Jest to przypuszczenie bardzo prawdopodobne, o czym świadczy rezygnacja ze skoków z wieży, przy równoczesnym zwiększeniu nacisku na skoki z samolotów.

W ramach omawianego przedsięwzięcia każdy z przybyłych wykonywał przynajmniej cztery skoki z samolotu szkolnego RWD-8 i transportowego Fokker VII/3m, przechodził zajęcia z utrzymania sprzętu, pracy na mapie i taktyki desantowania. Finałem szkolenia był wspólny skok z Fokkerów z pełnym obciążeniem, realizowany najpewniej w częściach z racji braku odpowiedniej liczby samolotów. Okazało się również, że kolejna edycja wojskowego kursu będzie podwójnie ciekawą dla jej uczestników.

Po jej zakończeniu, z absolwentów wybrano oddział mający wziąć udział w manewrach wołyńskich, które rozpoczynały się 14 września pod kierownictwem gen. dyw. Stanisława Burchardt-Bukackiego. Dowódcą mianowano por. sap. Antoniego Mokrzeckiego, dowódcą drużyny saperskiej składającej się z dziewięciu podoficerów z 2. batalionu saperów został por. sap. Jerzy Siegenfeld. Ponadto w grupie znalazła się drużyna piechoty dowodzona przez ppor. Jerzego Góreckiego z 21. pułku piechoty wraz z 8 oficerami i podoficerami oraz niewielka sekcja łączności kierowana przez ppor. łącz. Wacława Malinowskiego z 1. pułku radiotelegraficznego wraz z dwoma oficerami/podoficerami. W ramach grupy desantowanej znalazł się jeden podchorąży lekarz oraz tajemniczy oficer z II Oddziału Sztabu Głównego pełniący zapewnie rolę obserwatora-doradcy. Łącznie 25 ludzi, z których każdy miał za sobą nie jak się błędne dziś podaje 1-2, a przynajmniej cztery skoki oddane na ukończonym kilka dni wcześniej kursie.

Co ważne, do ćwiczenia powołano pierwotnie aż 34 oficerów i żołnierzy, z czego jeden zmarł (ppor. Antoni Moskwa, 1. batalion saperów), jeden zrezygnował (ppor. Czyżkowski Franciszek, 6. batalion telegraficzny), a dalszych siedmiu podoficerów nie zostało na czas powiadomionych. Mimo to, liczebność oddziału okazała się jednak przekraczać możliwości dwóch wypożyczonych przez LOPP samolotów Fokker VII/3m stanowiących zasób Polskich Linii Lotniczych LOT. Maszyny te pomieścić mogły 10 skoczków, stąd pozostałych pięciu udało się do rejonu wyjściowego koleją. Saperzy i łącznościowcy posiadali tylko broń krótką, drużyna piechoty dysponowała karabinkami i 1 ręcznym karabinem maszynowym przytroczonymi do ud skoczków, co w teorii miało umożliwiać odpięcie broni jeszcze w trakcie opadania. Zasada doboru była dość prosta – najwyższy otrzyma najdłuższe uzbrojenie czyli rkm. Całość wyposażenia specjalistycznego jak amunicja, ładunki wybuchowe, środki łączności czy narzędzia do niszczenia spadochroniarze również przypinali do swoich mundurów.

Podkreślić trzeba fakt, że wojskowi skoczkowie, przynajmniej nie w ramach ćwiczeń wołyńskich, nie posiadali charakterystycznych dla kolegów z LOPP kombinezonów. Wszyscy żołnierze skakali w drelichach, kamaszach, owijkach i furażerkach. Skoki wykonywane były w kominiarkach. Wyposażenie desantu dostarczone zostało przez poszczególne Departamenty [Ministerstwa Spraw Wojskowych – przyp. J.K.], które odniosły się do całej sprawy bardzo przychylnie i z wielkim zaciekawieniem. Mówiąc o wyposażeniu zaznaczyć warto, że w omawianym okresie nie dysponowano jeszcze odpowiednimi zasobnikami zrzutowymi i spadochronami transportowymi zdolnymi do ich bezpiecznego zrzutu.

Za kilka miesięcy jednak transport indywidualnego wyposażenia skoczka zostanie opisany przez naszych wojskowych następująco: Broń i części sprzętu, które skoczek musi zatrzymać przy sobie powinna być jak radzi jeden ze specjalistów spadochronowych, uwiązana na lince około 6 m długości przytroczonej do pasa przy pomocy klamry, którą skoczek odpina, będąc około 50 m nad ziemią, by sprzęt na lince mógł opaść na ziemię przed osiągnięciem ziemi przez skoczka. (…) Po otwarciu spadochronu, szybkość obniża się do około 6 m/s, skutek czego następuje pewien wstrząs, który będzie mniejszy, jeśli żołnierz zostanie niezbyt obciążony bronią, sprzętem i materiałem. Poza tym sam moment zetknięcia się z ziemią będzie bezpieczniejszy, jeśli spadochronista nie ma na sobie ciężkiego sprzętu.

Przyjmuje się, że zapas amunicji ślepej wynosił po 120 nabojów na karabinek. Jest to informacja całkowicie błędna, dokumenty źródłowe mówią wyraźnie o 30 nabojach w ładownicach brezentowych na pasie przeznaczonych dla kbk Mauser wz. 88. Podobnie błędnie podaje się dane dotyczące rkm – 40 nabojów w dwóch magazynkach.

W rzeczywistości skaczący z rkm celowniczy zabierał poza bronią właśnie owe dwa magazynki czyli 40 naboi. Natomiast pomijany niemal zawsze w opartych na wzajemnym odpisywaniu od siebie autorów publikacjach drugi żołnierz obsługi rkm czyli karabinowy poza swoim kbk wz. 88 skakał z zapasem 120 naboi na pasie (6 magazynków). W trakcie przygotowań musiało dojść do pewnych zmian, gdyż w założeniach do desantu z końca sierpnia nakazywano pobranie 200 sztuk amunicji do rkm. Skoczkowie uzbrojeni w pistolety zabierali zapas 24 nabojów w trzech magazynkach.

Wspomniane wyposażenie specjalistyczne obejmowało poza tym:

  • radiostację krótkofalową, której poszczególne elementy przenosił na sobie dowódca sekcji łączności ppor. łącz. Wacław Malinowski. Zestaw nadajnik-odbiornik miał mieścić się w drewnianej skrzynce imitującej powszechnie wykorzystany przez poborowych kuferek. W tej formie sprzęt przekazał II Odział SG, jednak później mowa jest o radiostacji w pudełku metalowym, co wydaje się świadczyć o rezygnacji z dodatkowej, drewnianej obudowy. Inną możliwością jest wymiana radiostacji ponieważ ww. oficer pośrednio wspomina kilka różnych typów stacji nadawczo-odbiorczych. Bez względu na rodzaj urządzenia mocowano go z tyłu skoczka, pod jego spadochronem plecowym. Natomiast z przodu, pod spadochronem zapasowym przypinano zestaw słuchawkowy, klucz telefoniczny i linkę pełniącą rolę anteny;
  • kluczowe dla pracy radiostacji dwie baterie anodowe zabierał podoficer sekcji łączności. Podobnie jak u poprzednika mocowano je z tyłu pod spadochronem plecowym, przy czym pierwotny duży akumulator kwasowy zamieniono na rozkaz dowódcy desantu na dwa ogniwa polowe. Z przodu pod spadochronem zapasowym natomiast trzy szklane ogniwa anodowe. Skoczek prawdopodobnie nie zabierał gołębi;
  • telefon, który zabierał zastępca dowódcy sekcji łączności wraz z aparatem do podsłuchiwania rozmów telefonicznych znajdował się w skórzanej torbie. Przy pasie skoczka-łącznościowca umieszczono pokrowce z dwoma gołębiami pocztowymi;
  • każdy saper poza bronią osobistą skakał z dwoma kilogramami ćwiczebnego materiału wybuchowego w brezentowych ładownicach na pasie oraz 5 spłonkami specjalnymi w opakowaniu na piersiach. Dowódca sekcji zabierał natomiast 400 g amunicji ostrej, a zastępca dowódcy sekcji toporek. Żaden ze skoczków nie otrzymał natomiast słupołazów, które pomimo że znalazły się w spisie wyposażenia, to miały zostać zrzucone bezpośrednio nad lądowiskiem.

Pod koniec sierpnia miała być zorganizowana próba generalna skoku na lotnisku Okęcie, oczywiście przed widownią w skład której wchodzili wyżsi oficerowie MSWojsk. Wywołało to wśród obciążonych sprzętem skoczków pewną obawę, o której pisano: Nie mogłem dopuścić do regulaminowego lądowania, tzw. połączonego z upadkiem amortyzującym uderzenie o ziemię ze względu na posiadane futerały z gołębiami i radiostacją. Upadek na piersi lub gorzej na plecy mógłby spowodować załamanie żeber lub uszkodzenie kręgosłupa, a upadek na bok – zgniecenie gołębi. Musiałem więc za wszelką cenę opanować lądowanie bez upadku – na silnie uginanych nogach. Liczyłem się ze sprzyjającymi warunkami lądowania desantu, jakie zwykle stwarzało pole uprawne. Tymczasem stało się inaczej – musiałem przejść trudną i niebezpieczną próbą lądowania na twardym lotnisku.(…) Na szczęście pogoda była bezwietrzna i udało mi się wylądować na twardej powierzchni lotniska pomyślnie, bez upadku, a więc szczęśliwie.

Co ciekawe, w datowanym na 24 sierpnia 1938 r. piśmie „Desant spadochronowy” (L.dz.7119/OZWM.Tjn.) stwierdzano, że dodatkowe obciążenie skoczka poza bronią osobistą (krótką!) nie może przekraczać 3,5 kg. Co istotne dla techniki wykonywania desantu cała grupa, inaczej niż Niemcy czy Francuzi, skakała nie z pomocą automatycznie wyzwalającej czaszę liny, a z wykorzystaniem ręcznego otwarcia, co pozwalało na wykonanie skoku z opóźnieniem. Dostarczone przez LOPP spadochrony określono jako „podwójne”, tj. główny i zapasowy.

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusermagnifiercrossmenulistfunnelsort-amount-asc