2S35 Koalicija – Krab po rosyjsku

WIT_1_2015_krab2

 

Armia Rosyjska odziedziczyła po swojej radzieckiej poprzedniczce kilka typów dział samobieżnych, z których najnowocześniejszym była – skonstruowana w latach 80. XX wieku – armatohaubica 2S19 Msta-S. Jednak rosyjska artyleria, choć liczna, stawała się wraz z upływem lat coraz bardziej przestarzała. Tę sytuację ma zmienić zupełnie nowa konstrukcja, czyli 2S35 Koalicija-SW, jedna z gwiazd tegorocznej defilady 9 maja. Produkcja 2S35 pozwoli rosyjskiemu wojsku zastąpić przestarzałe działa, a Rosji odzyskać pozycję, utraconą wraz z końcem istnienia ZSRR, liczącego się eksportera artylerii.

Związek Radziecki należał do liderów w dziedzinie artylerii samobieżnej. W okresie międzywojennym zaprojektowano i zbudowano tam liczne gąsienicowe działa samobieżne – od najmniejszych, wykorzystujących jako nośniki tankietki T-27, do ciężkich, kalibru 203 mm, na bazie czołgów ciężkich T-35. W latach wojny produkowano wielkoseryjnie głównie działa bezpośredniego wsparcia i niszczyciele czołgów, uzbrojone w armaty i haubice kalibrów 76 ÷152 mm. Bezpośrednio po wojnie starannie przeanalizowano konstrukcje alianckie, które trafiły do ZSRR w ramach lend-lease, a także niemieckie, włącznie z prototypami, które wpadły w ręce Armii Czerwonej i skonstruowano prototypy bardzo różnorodnych dział samobieżnych, których jednak – z małymi wyjątkami – nie skierowano do produkcji. Nowoczesne samobieżne działa polowe zaczęto produkować dopiero od przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Były to: haubicoarmaty 122 mm 2S1 Gwozdika i 152 mm 2S3 Akacija, 240 mm moździerz 2S4 Tiulpan i znakomite armaty – 152 mm 2S5 Giacint-S i 203 mm 2S7 Pion. Dobra balistyka, prostota i niezawodność to jednak nie wszystko. 2S4, 2S5 i 2S7 nie dość, że nie miały opancerzonych przedziałów bojowych, to ich obsługa odbywała się z gruntu – takie rozwiązanie uznawano za przestarzałe już ćwierć wieku wcześniej...

Msta-S, czyli autonomiczna wieża

Opracowanie i wdrożenie dział samobieżnych kolejnej generacji bardzo się przeciągnęło i spośród co najmniej kilku oryginalnych konstrukcji, przed rozpadem ZSRR zdołano uruchomić produkcję tylko jednej – 152 mm armatohaubicy 2S19 Msta-S, którą oficjalnie przyjęto do uzbrojenia w 1989 r. Jednak w przypadku tego działa wymagania użytkownika zostały sformułowane błędnie. Zażądano mianowicie, żeby była to autonomiczna wieża, którą można posadowić na kadłubie niemal dowolnego typu nośnika gąsienicowego – czołgu. Taki wymóg ma sens, gdy przewiduje się produkcję niewielkich ilości uzbrojenia. Zastosowanie zunifikowanego nośnika obniża wtedy znacząco koszty opracowania i w nieco mniejszym stopniu eksploatacji. Tymczasem Armia Radziecka potrzebowała kilku tysięcy nowych dział, co czyniło zasadnym opracowanie wyspecjalizowanego i optymalnego nośnika, np. z wykorzystaniem zespołów podwozia czołgowego. Okazało się zresztą, że podobnie jak w przypadku polskiego programu Regina/Krab, trzeba było odejść od nośnika w pełni zunifikowanego z czołgiem, co zniweczyło nawet iluzoryczne korzyści płynące z unifikacji. Nośnik Msty był hybrydą układów: jezdnego T-80, napędowego T-72 i niby-czołgowego kadłuba z niepotrzebnie masywnym przednim pancerzem. Wybór pojazdu z silnikiem umieszczonym z tyłu spowodował, że wieża umiejscowiona jest pośrodku nośnika, a lufa wystaje znacząco poza obrys kadłuba, przez co jest narażona na uszkodzenia podczas jazdy w terenie. Sama lufa armatohaubicy 2A64, mimo sporej długości – 47 kalibrów, nie zapewniła dużej donośności (bazowo 24–29 km), a na dodatek dla Msty nie opracowano amunicji nowej generacji, wychodząc z założenia, że ważniejsza jest możliwość strzelania starą amunicją, której zapasy były ogromne.
Sygnałem ostrzegawczym dla rosyjskich konstruktorów i decydentów powinny być spektakularne porażki 2S19 we wszystkich zagranicznych przetargach, w jakich uczestniczyła! W latach 90. XX wieku nikt w Rosji nie troszczył się jeszcze o postęp techniczny i konkurencyjność na rynkach zagranicznych. Mogli się tym zajmować sami producenci, o ile było ich na to stać. Tymczasem 2S19 produkowała nowa fabryka – Uralskie Zakłady Produkcji Środków Transportu – w nieznanym nikomu Sterlitamaku, której Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej nie płaciło za dostarczane wyroby. Trudno więc było o środki na inwestycje w badania i rozwój. Dopiero na przełomie wieków sytuacja zaczęła się zmieniać: wojsko dostało więcej pieniędzy z budżetu i z nieco większą odwagą zaczęło krytykować użytkowany sprzęt. Msty-S znalazły się wśród najczęściej krytykowanych – były nowe, ale ustępowały nie tylko konstrukcjom renomowanych producentów, ale i nowym produktom z krajów tzw. Trzeciego Świata!
Uruchomiono program modernizacji 2S19, ale jego efekty były umiarkowane. Wprowadzono wprawdzie w miarę nowoczesną aparaturę. kierowania ogniem i topodowiązania, ale nadal brakowało nowoczesnej amunicji, nie zdecydowano się także na wdrożenie dłuższej lufy, ani przejście na kaliber 155 mm. Niewykluczone, że ciągle obowiązywało podejście z czasów ZSRR, kiedy ordery dawano tylko za nowe rozwiązania, podczas gdy nawet najbardziej udana i racjonalna modernizacja w najlepszym przypadku owocowała symbolicznymi premiami. W przypadku artylerii samobieżnej skutkiem takiego rozumowania było kuriozum – dwulufowa armatohaubica Koalicija, powstała w CNII Buriewiestnik w Niżnym Nowgorodzie. Pomysł był tak egzotyczny, że nawet po pojawieniu się w grudniu 2006 r. pierwszych fotografii nowej konstrukcji większość analityków powątpiewała w ich autentyzm! Przyczyna była prosta – zdrowy rozsądek podpowiadał, że takie rozwiązanie, nawet jeśli przyniesie określone korzyści, to za trudną do zaakceptowania cenę: wzrostu komplikacji, masy i kosztów. Życie potwierdziło ten pogląd – z dwulufowej Koalicji zrezygnowano, choć nie całkowicie. Aby jednak właściwie ocenić najnowsze rosyjskie działo samobieżne, warto omówić pokrótce konstrukcję i zalety „pierwszej” Koalicji.

Pierwsza Koalicja

W nowym dziale samobieżnym wykorzystano nośnik zbliżony do zastosowanego w 2S19, czyli z przedziałem napędowym z tyłu. Nie jest to w przypadku nowego działa rozwiązanie zupełnie nieracjonalne, gdyż wieża jest zaopatrzona w ogromną niszę, sięgającą poza tył kadłuba. Nisza stanowi przeciwwagę dla ciężkiego bloku dwóch, umieszczonych jedna nad drugą, luf 152 mm armatohaubicy 2A86. Ładowanie obu luf odbywa się równocześnie z użyciem dwóch wahadłowych podajników, natomiast strzelanie następuje kolejno, dzięki czemu oporopowrotniki mogą wykorzystywać część energii odrzutu jednej lufy do tłumienia odrzutu drugiej. Wbrew wcześniejszym informacjom, nowe lufy są jedynie nieznacznie dłuższe od zastosowanych w 2S19. W swej pierwotnej postaci lufy nie miały przedmuchiwaczy, a oporopowrotniki nie były ukryte pod wspólną, kanciastą osłoną.

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusertagmagnifiercrossmenulistfunnelsort-amount-asc