W przeded­niu sowiec­kiej agre­sji 1939 r.

Prawdziwy obraz niemieckiej armii: piechota maszerująca pieszo i artyleria o ciągu konnym, bohatersko szarżująca na wroga.

W przeded­niu-sowiec­kiej-agre­sji-1939-r. Prawdziwy obraz nie­miec­kiej armii: pie­chota masze­ru­jąca pie­szo i arty­le­ria o ciągu kon­nym, boha­ter­sko szar­żu­jąca na wroga.

Niemcy nazwali kam­pa­nię pol­ską 1939 r. „wojną 17-dniową”. Faktycznie: po 17 wrze­śnia Wehrmacht sta­rał się uni­kać walk z Wojskiem Polskim, które albo pró­bo­wało ujść do państw neu­tral­nych, albo roz­wią­zy­wało swoje for­ma­cje. Jaki był jed­nak stan fak­tyczny pol­skiej armii „ostat­niego” dnia „wojny 17-dnio­wej”? Czy rze­czy­wi­ście Wojsko Polskie było znisz­czone?

Chociaż o kam­pa­nii 1939 r. napi­sano dzie­siątki tysięcy tek­stów, to trudno wśród nich zna­leźć ana­lizę kon­dy­cji Wojska Polskiego w przeded­niu sowiec­kiej agre­sji. Jest tak z kilku powo­dów. W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej bada­nia naukowe nad kam­pa­nią 1939 r. były kwe­stią poli­tyczną, więc pro­wa­dziły je wyłącz­nie „zaufane” insty­tu­cje pod­le­głe Głównemu Zarządowi Politycznemu WP. O sowiec­kiej agre­sji nie wspo­mi­nano tam ze zro­zu­mia­łych wzglę­dów. Autorzy ksią­żek o 1939 r. wywo­dzący się ze śro­do­wisk kom­ba­tanc­kich także nie mogli pisać o 17 wrze­śnia – pil­no­wała tego cen­zura (były także inne spo­soby kon­troli nad bez­par­tyj­nymi auto­rami: zamknię­cie dostępu do archi­wów, tzw. nad­zór „naukowy” oraz prze­dłu­ża­nie pro­cesu wydaw­ni­czego nawet przez kil­ka­na­ście lat). Poza gra­ni­cami PRL temat ten rów­nież nie był pod­no­szony – przede wszyst­kim dla­tego, że wobec cięż­kiej sytu­acji eko­no­micz­nej bada­nia były utrud­nione, poza tym dużo wię­cej uwagi poświę­cano wyda­rze­niom z póź­niej­szych lat, które miały dla wychodź­stwa pol­skiego o wiele więk­sze zna­cze­nie.

Oprócz przy­czyn poli­tycz­nych i eko­no­micz­nych bar­dzo istotny jest też brak mate­ria­łów źró­dło­wych. W momen­cie, w któ­rym roz­pada się kom­pa­nia czy pułk, mało który szef kom­pa­nii czy kwa­ter­mistrz ma czas na ewi­den­cjo­no­wa­nie żoł­nie­rzy. Ze względu na brak źró­deł ewi­den­cyj­nych zbie­rano po 1939 r. rela­cje od ofi­ce­rów. Dość dokład­nie przed­sta­wione są wyda­rze­nia bez­po­śred­nio doty­czące relanta, jeśli jed­nak cho­dzi o straty, to były one poda­wane bar­dzo nie­pre­cy­zyj­nie. Najczęściej ogra­ni­czano się do stwier­dze­nia: „straty pułku musiały być duże, wynio­sły co naj­mniej kil­ku­set żoł­nie­rzy, ofi­ce­rów także pole­gło wielu, ale nie mogę okre­ślić ilu, pod­czas mobi­li­za­cji przy­byli bowiem do pułku nowi, nie­znani mi…”

Nieco wyidealizowany obraz Wojska Polskiego: piechota w nowych mundurach maszerująca ze śpiewem na ustach. Odwrót we wrześniu 1939 r. odbywał się w dużo trudniejszych warunkach.

Nieco wyide­ali­zo­wany obraz Wojska Polskiego: pie­chota w nowych mun­du­rach masze­ru­jąca ze śpie­wem na ustach. Odwrót we wrze­śniu 1939 r. odby­wał się w dużo trud­niej­szych warun­kach.

Warto przyj­rzeć się bli­żej jed­nej z takich rela­cji. Jej auto­rem był szef Sztabu Naczelnego Wodza, gene­rał Wacław Stachiewicz (wydano ją w for­mie książ­ko­wej w Warszawie, w 1998 r., pt. „Wierności docho­wać żoł­nier­skiej”). Szczególnie inte­re­su­jące jest zesta­wie­nie sytu­acji pol­skich związ­ków tak­tycz­nych 15 wrze­śnia 1939 r. Wedle szefa Sztabu Naczelnego Wodza dys­po­no­wano wów­czas 26 dywi­zjami pie­choty oraz 6 bry­ga­dami kawa­le­rii. Generał Stachiewicz uznał za roz­bite 14 dywi­zji pie­choty i 7 bry­gad kawa­le­rii. Dziś wiemy, że znacz­nie się mylił: duża część tych rze­komo roz­bi­tych for­ma­cji nie została znisz­czona, a w kolej­nych dniach odbu­do­wano nie­mal wszyst­kie „roz­bite” bry­gady kawa­le­rii i wiele spo­śród rze­komo znisz­czo­nych dywi­zji pie­choty (13. Dywizja Piechoty została nawet odtwo­rzona w dwóch miej­scach).

Jaka więc rze­czy­wi­ście była kon­dy­cja pol­skiej armii w przeded­niu sowiec­kiej agre­sji?

Czym było Przedmoście Rumuńskie?

Przed 1 wrze­śnia Niemcy wyzna­czyli sobie dwa cele w woj­nie z Rzeczpospolitą: roz­pra­wie­nie się z nią bez inter­wen­cji Wielkiej Brytanii i Francji oraz roz­bi­cie Wojska Polskiego na zachód od Wisły. Cele nie zostały zre­ali­zo­wane: zde­cy­do­wany opór pod­jęty przez Polaków wymu­sił na alian­tach wypo­wie­dze­nie wojny III Rzeszy, a roz­po­częty w porę odwrót unie­moż­li­wił Wehrmachtowi znisz­cze­nie Wojska Polskiego. Niemcy roz­po­częli pościg, ale pol­skie ude­rze­nie nad Bzurą dopro­wa­dziło do sytu­acji, w któ­rej – po 11 wrze­śnia – kon­ty­nu­owała go jedy­nie 14. Armia. Wojsko Polskie zre­ali­zo­wało zatem swoje cele poli­tyczne i stra­te­giczne, jed­nak zapła­ciło za to wysoką cenę i musiało zostać zre­or­ga­ni­zo­wane na wscho­dzie kraju.

Niemcy długo przygotowywali operację zdobycia mostów w Tczewie. Nie tylko nie zdołali tego uczynić, ale nie byli nawet w stanie powstrzymać Polaków przed wtargnięciem na terytorium niemieckie (gdańskie) i zniszczenia tczewskich mostów.

Niemcy długo przy­go­to­wy­wali ope­ra­cję zdo­by­cia mostów w Tczewie. Nie tylko nie zdo­łali tego uczy­nić, ale nie byli nawet w sta­nie powstrzy­mać Polaków przed wtar­gnię­ciem na tery­to­rium nie­miec­kie (gdań­skie) i znisz­cze­nia tczew­skich mostów.

Ostatnim bastio­nem obron­nym Wojska Polskiego miała być połu­dniowo-wschod­nia część Rzeczypospolitej. Jego zaple­czem była życz­liwa Rumunia, przez którą można było utrzy­my­wać łącz­ność z Francją i Wielką Brytanią. Tu decy­do­wać się miały losy Rzeczypospolitej. Po opa­no­wa­niu przez Niemców Przedmościa Rumuńskiego znisz­cze­nie pozo­sta­łych pol­skich ośrod­ków oporu było już jedy­nie kwe­stią czasu. (Inną sprawą jest to, że Niemcy byli na tyle dale­ko­wzroczni, by zorien­to­wać się w stra­te­gicz­nym zna­cze­niu Przedmościa Rumuńskiego i nie pla­no­wali ude­rze­nia w jego kie­runku.)

Przedmoście to rejon na nie­przy­ja­ciel­skim brzegu rzeki opa­no­wany przez woj­ska wła­sne. Przedni skraj wybie­rany jest w odle­gło­ści nie pozwa­la­ją­cej pro­wa­dzić przez nie­przy­ja­ciela arty­le­ryj­skiego ognia obser­wo­wa­nego na powierzch­nię wody i stwo­rze­nia tym samym warun­ków do prze­prawy na prze­ciw­le­gły brzeg dal­szych sił i środ­ków w celu roz­wi­nię­cia natar­cia. Podczas wyco­fa­nia utrzy­my­wa­nie przed­mo­ścia umoż­li­wia wypro­wa­dze­nie wojsk za prze­szkodę wodną.

Zbombardowany przez Luftwaffe Wieluń nie jest przykładem niemieckiego bestialstwa, tylko źle wykonanego zadania: zamiast rozbić polską brygadę kawalerii zniszczono miasto i zabito cywilów.

Zbombardowany przez Luftwaffe Wieluń nie jest przy­kła­dem nie­miec­kiego bestial­stwa, tylko źle wyko­na­nego zada­nia: zamiast roz­bić pol­ską bry­gadę kawa­le­rii znisz­czono mia­sto i zabito cywi­lów.

Zgodnie z roz­ka­zem Naczelnego Wodza z 11 wrze­śnia 1939 r. zamie­rzano skon­cen­tro­wać Wojsko Polskie na bli­żej nie­okre­ślo­nym obsza­rze Małopolski Wschodniej, „by połą­cze­nia z Rumunią były utrzy­mane”. Nieco dokład­niej teren okre­ślił dowódca Frontu Południowego, gene­rał Kazimierz Sosnkowski: od zachodu i pół­nocy miał być ogra­ni­czony linią bie­gnącą od źró­deł Dniestru do Lwowa i dalej zakrę­ca­jącą w stronę Krzemieńca. Generał Sosnkowski uznał, że warun­kiem suk­cesu będzie utrzy­ma­nie się Lwowa przez dwa tygo­dnie (do 25 wrze­śnia). Odleciał zatem do Armii „Małopolska”, żeby unie­moż­li­wić Niemcom zdo­by­cie mia­sta, pozo­sta­wia­jąc resztę obo­wiąz­ków innym. Na całe szczę­ście wyka­zali się oni więk­szą ini­cja­tywą.
Jeszcze zanim Wódz Naczelny wydał roz­kaz o kon­cen­tra­cji w Małopolsce Wschodniej, obszar ten zaczął być umac­niany przez gene­rała Tadeusza Kasprzyckiego. To wła­śnie jemu – jako mini­strowi spraw woj­sko­wych – pod­le­gał tzw. „obszar kra­jowy”. (Na „obsza­rze ope­ra­cyj­nym” toczyły się walki i pod­le­gały one dowód­com armii.) 9 wrze­śnia mini­ster roz­po­czął orga­ni­zo­wa­nie z żan­dar­me­rii, poli­cji oraz kom­pa­nii asy­sten­ta­cyj­nych sze­regu barier, mają­cych słu­żyć do zatrzy­ma­nia i zor­ga­ni­zo­wa­nia maru­de­rów i dezer­te­rów ucho­dzą­cych na wschód. Bariera taka została roz­po­starta mię­dzy innymi wzdłuż rzeki Stryj – jed­nego z pra­wych dopły­wów Dniestru. Wyznaczono ją nie dla­tego, że Stryj miał jakieś więk­sze zna­cze­nie tak­tyczne niż pozo­stałe dopływy Dniestru, tylko dla­tego, że rzeka ta… sta­no­wiła gra­nicę pomię­dzy okrę­gami kor­pu­sów: X (prze­my­skim) na zacho­dzie a VI (lwow­skim) na wscho­dzie. Jako że linia gór­nego Dniestru została prze­kro­czona przez Niemców już 11 wrze­śnia (nb. bez żad­nych nega­tyw­nych dla Polaków kon­se­kwen­cji), tak więc w kolej­nych dniach – 13 wrze­śnia – leżący dalej na wschód Stryj stał się główną pozy­cją obronną. (13 wrze­śnia pod­jęto bowiem decy­zję o uzna­niu za obszar ope­ra­cyjny całej Rzeczypospolitej.)

W tym dniu mar­sza­łek Edward Śmigły-Rydz pod­jął rów­nież inne decy­zje. Do tej pory w Naczelnym Dowództwie dość opty­mi­stycz­nie patrzono na sytu­ację, uwa­żano, że front utrzyma się na Polesiu i Lubelszczyźnie, na Wiśle i Sanie. 13 wrze­śnia prze­wa­żyło myśle­nie skraj­nie pesy­mi­styczne: linię obronną wyzna­czono na linii rzek Stryj i Dniestr, ale woj­ska miały iść jesz­cze dalej. Te z pół­nocy miały ewa­ku­ować się po Linii Tarnopol – Sniatyń, a z zachodu – po linii Lwów – Kołomyja. Sniatyń i Kołomyja to mia­sta leżące nad Prutem. Rzeka ta była obwo­dem pół­kola o pro­mie­niu 30 km, któ­rego śred­nicę sta­no­wiła rumuń­ska gra­nica. To wła­śnie tutaj miał znaj­do­wać się ostatni pol­ski bastion. Były to tereny trzech powia­tów, około 2000 kilo­me­trów kwa­dra­to­wych zamiesz­ka­łych przez bli­sko 200 000 ludzi.

W ten spo­sób wyzna­czono nie­jako trzy kręgi Przedmościa Rumuńskiego. Pierwszy, zewnętrzny, ogra­ni­czony był linią gór­nego Dniestru do Lwowa i dalej zakrę­cał w stronę Krzemieńca. Drugi – przy­jęty w pol­skiej lite­ra­tu­rze jako „Przedmoście Rumuńskie”, co nie jest ter­mi­nem wła­ści­wym mery­to­rycz­nie – biegł rzeką Stryj do Dniestru i dalej na wschód. Wreszcie trzeci, wzdłuż Prutu, był ostat­nim pol­skim bastio­nem i sta­no­wił fak­tyczne przed­mo­ście gra­nicz­nej rzeki Czeremosz.

Przedmoście Rumuńskie było więc nie tylko bar­dzo nie­pre­cy­zyj­nym ter­mi­nem, ale miało też dla dowód­ców Wojska Polskiego dużo mniej­sze zna­cze­nie, niż mu się dziś przy­pi­suje. Było jed­nym z wielu poja­wia­ją­cych się pomy­słów, a jego sława wynika z tego, że było pomy­słem ostat­nim przed sowiec­kim najaz­dem. Po bar­dzo pesy­mi­stycz­nym 13 wrze­śnia nad­szedł bar­dzo opty­mi­styczny wie­czór 16 wrze­śnia, więc być może już 17 wrze­śnia zde­cy­do­wano by się na znaczne roz­sze­rze­nie bro­nio­nego tery­to­rium. Być też może, że obroną objęto by teren znacz­nie mniej­szy. Pole manewru mar­szałka Śmigłego-Rydza i jego sztabu zwięk­szało się, tym bar­dziej, że moż­li­wo­ści Niemców sta­wały się coraz bar­dziej ogra­ni­czone.

Na Przedmościu

Załogą Przedmościa Rumuńskiego for­mal­nie dowo­dził gene­rał Kazimierz Fabrycy wraz ze szta­bem Armii „Karpaty”. Gros jego sił sta­no­wiła Grupa „Stryj”, czyli kil­ka­na­ście sła­bych liczeb­nie bata­lio­nów pie­choty suk­ce­syw­nie wzmac­nia­nych zarówno arty­le­rią, jak i per­so­ne­lem – a także 21. bata­lio­nem czoł­gów lek­kich. Grupa strze­gła Przedmościa od zachodu, a jej prze­ciw­ni­kiem były oddziały nie­miec­kiej 57. Dywizji Piechoty, mają­cej za zada­nie osła­niać nie­miecki atak na Lwów. Północną rubież Przedmościa dozo­ro­wała bar­dzo słaba Grupa „Dniestr”, a obsadę gra­nicy sta­no­wiły kar­pac­kie baony KOP. W skład Armii „Karpaty” wejść miała także zme­cha­ni­zo­wana 10. BK. Bez niej Armia „Karpaty” liczyła około 17 000 żoł­nie­rzy.

Na tere­nie VI Okręgu Korpusu – czyli na zaple­czu Armii „Karpaty” – schro­nie­nie zna­la­zło 38 ośrod­ków zapa­so­wych, w tym: 9 OZ arty­le­rii, 3 kawa­le­rii, po 2 broni pan­cer­nej, łącz­no­ści, tabo­rów, inten­den­tury oraz po jed­nym żan­dar­me­rii, służby zdro­wia i wete­ry­na­rii. Obecnych było także 13 dywi­zyj­nych ośrod­ków zapa­so­wych:
2., 4., 6., 7., 11., 12., 14., 21., 22., 23., 24., 25., oraz 28. dywi­zji pie­choty. Przeciętnie liczyły one po kilka tysięcy umun­du­ro­wa­nych sze­re­go­wych oraz stu-dwu­stu ofi­ce­rów. Chociaż w poło­wie wrze­śnia nie­mal zupeł­nie bra­ko­wało uzbro­je­nia cięż­kiego i nie­wiele było uzbro­je­nia strze­lec­kiego, to jed­nak mate­riały te zdą­żały pocią­gami ewa­ku­acyj­nymi. Formowanie bata­lio­nów pie­choty zale­żało od dostar­cze­nia broni maszy­no­wej i było kwe­stią dni. Ośrodki zapa­sowe bry­gad kawa­le­rii były w sta­nie wysta­wić po pułku kawa­le­rii – i pułki takie orga­ni­zo­wano w prze­ciągu godzin od dotar­cia do miej­sca dys­lo­ka­cji i otrzy­ma­nia roz­ka­zów (potrzeba taka zacho­dziła w związku z koniecz­no­ścią pacy­fi­ko­wa­nia wystą­pień pią­tej kolumny). W sumie na obsza­rze Przedmościa Rumuńskiego sta­cjo­no­wało około 200 000 pol­skich żoł­nie­rzy, uzbro­jo­nych w ponad setkę dział – dużą część sta­no­wiła arty­le­ria prze­ciw­lot­ni­cza – oraz kil­ka­dzie­siąt czoł­gów.
Na pół­noc od Armii „Karpaty”, na Wołyniu, rów­nież prze­by­wały liczne ośrodki zapa­sowe pie­choty, kawa­le­rii i arty­le­rii. Ich liczba była płynna, odcho­dziły one bowiem na połu­dnie, ale były też wyzna­czone stałe punkty kon­cen­tra­cji i oporu. 17 wrze­śnia prze­by­wało tam 11 dywi­zyj­nych OZ: 3., 9., 10., 13., 15., 16., 17., 18., 22., 26., 27. Największe zgru­po­wa­nia – mniej wię­cej o sile dywi­zji pie­choty każde – znaj­do­wały się w Kowlu, Łucku, Włodzimierzu Wołyńskim oraz Tarnopolu. Były one co prawda nie­zor­ga­ni­zo­wane, ale dys­po­no­wały spo­rymi zapa­sami amu­ni­cji oraz uzbro­je­niem z nie­od­le­głych skład­nic i maga­zy­nów. Na tere­nie tym – w Łucku – sta­cjo­no­wał rów­nież 2. bata­lion pan­cerny. Siły te pod­le­gały gene­ra­łowi Mieczysławowi Ryś-Trojanowskiemu, dowódcy ewa­ku­owa­nego z Warszawy I DOK. Trudno sza­co­wać ich liczeb­ność, ale się­gała ona – a naj­praw­do­po­dob­niej prze­wyż­szała – 100 000.

Bardzo silna była załoga Lwowa, sta­no­wią­cego nie­jako przed­pier­sie Przedmościa. Gros bro­nią­cych mia­sta sił sta­no­wiły dosko­nałe for­ma­cje: zme­cha­ni­zo­wana 10. Brygada Kawalerii oraz 35. DP (dywi­zja „rezer­wowa”, mobi­li­zo­wana na Wileńszczyźnie przez pułki legio­nowe i KOP), a także gro­dzień­ska Grupa Forteczna (9 bata­lio­nów – z bro­nią zespo­łową, ale bez arty­le­rii). Uzupełniały je mało­pol­skie bata­liony zapa­sowe i bata­liony mar­szowe z innych rejo­nów kraju, sta­no­wiące rów­no­war­tość kolej­nej dywi­zji (dobrze wypo­sa­żone w arty­le­rię). W sumie siły te – bez 10. BK – sta­no­wiły około 30 bata­lio­nów pie­choty wypo­sa­żo­nych w około 150 dział i liczyły 50 000 żoł­nie­rzy.

W stronę Przedmościa zmie­rzały trzy pol­skie fronty: Front Północny gene­rała Stefana Dęba-Biernackiego, Front Środkowy gene­rała Tadeusza Piskora oraz Front Południowy gene­rała Kazimierza Sosnkowskiego.

Front Południowy

17 wrze­śnia Front Południowy skła­dał się z trzech odręb­nych związ­ków ope­ra­cyjno-tak­tycz­nych: obsady Przedmościa Rumuńskiego okre­ślo­nej jako Armia „Karpaty”, sil­nej załogi Lwowa oraz Armii „Małopolska” dowo­dzo­nej bez­po­śred­nio przez dowódcę Frontu – gene­rała Kazimierza Sosnkowskiego. Jego siły liczyły trzy dywi­zje pie­choty: 11., 24. i 38.

W momen­cie prze­ję­cia dowódz­twa przez gene­rała Sosnkowskiego sytu­acja Armii „Małopolska” była bar­dzo zła, udało mu się jed­nak prze­pro­wa­dzić odwrót, odniósł nawet gło­śne pro­pa­gan­dowo zwy­cię­stwo pod Jaworowem. Rzekomo roz­bito tam pułk SS „Germania”, rze­komo nigdy go nie odbu­do­wano, rze­komo jego dowódcę zde­gra­do­wano, rze­komo nazwę pułku ska­zano na wyma­za­nie z nie­miec­kich anna­łów. Faktycznie zaś roz­bito jedy­nie jed­nostki tyłowe pułku, jego dowódca – Karl Demelhuber – dowo­dził póź­niej wie­loma kor­pu­sami Waffen-SS, dosłu­żył się wyso­kiego stop­nia SS-Grupenführera, a pułk stał się bazą orga­ni­za­cyjną dla „ger­mań­skiego” kor­pusu SS. Zwycięstwo pod­nio­sło jed­nak morale Polaków, któ­rych kolej­nym zada­niem miało być przyj­ście na odsiecz Lwowowi. Było to zresztą nie­zgodne z roz­ka­zem naczel­nego wodza, który pole­cił gene­ra­łowi Sosnkowskiemu omi­nąć mia­sto od połu­dnia i jak naj­szyb­ciej podą­żać na przed­mo­ście rumuń­skie.

Prawdziwy obraz niemieckiej armii: piechota maszerująca pieszo i artyleria o ciągu konnym, bohatersko szarżująca na wroga.

Prawdziwy obraz nie­miec­kiej armii: pie­chota masze­ru­jąca pie­szo i arty­le­ria o ciągu kon­nym, boha­ter­sko szar­żu­jąca na wroga.

Generał Sosnkowski posta­no­wił skon­cen­tro­wać swoje roz­cią­gnięte siły w Lasach Janowskich. Awangarda była odda­lona od Lwowa o 10 km, arier­garda zaś – o bli­sko 40 km. 11. Karpacka DP dys­po­no­wała wów­czas sze­ścioma baonami w trzech puł­kach (pozo­stałe trzy baony ode­rwały się od dywi­zji) i nie­mal całą arty­le­rią dywi­zyjną (jeden z dyonów lek­kich wal­czył w GO „Boruta”). 24. DP dys­po­no­wała jed­nym puł­kiem macie­rzy­stym, jed­nym „kom­bi­no­wa­nym” powsta­łym z bata­lio­nów zbior­czych (czyli resz­tek dwóch zdez­or­ga­ni­zo­wa­nych puł­ków) oraz 155. puł­kiem pie­choty z 45. DP. W sumie było to 6 bata­lio­nów pie­choty i ponad połowa arty­le­rii dywi­zyj­nej. W 38. DP funk­cjo­no­wały dowódz­twa trzech puł­ków, któ­rym pod­le­gało – przy­naj­mniej nomi­nal­nie – 9 baonów.

aktycz­nie zaś sytu­acja była płynna: trzy baony zostały roz­pro­szone we wcze­śniej­szych dniach i reor­ga­ni­zo­wano je. Na uwagę zasłu­guje fakt, że dywi­zja była for­mo­wana na Wołyniu przez KOP i miała bar­dzo nie­wielu żoł­nie­rzy pocho­dzą­cych z mniej­szo­ści naro­do­wych, a także to, że arty­le­ria dywi­zyjna skła­dała się z jed­nego dywi­zjonu lek­kiego (dwa wal­czyły we Lwowie) oraz dwóch dyonów cięż­kich. W sumie gene­rał Sosnkowski dys­po­no­wał bli­sko 20 baonami pie­choty i ponad 70 dzia­łami. Za woj­skiem cią­gnęło rów­nież kil­ka­na­ście tysięcy maru­de­rów – zarówno tabo­ry­tów, jak i żoł­nie­rzy ode­rwa­nych od macie­rzy­stych for­ma­cji oraz z ewa­ku­owa­nych ośrod­ków zapa­so­wych. Dowódca 11. DP, gene­rał Prugar-Ketling, tak opi­sał jeden z nich – ośro­dek zapa­sowy z V DOK, liczący 600 ludzi i 400 koni: krę­cił się po naszych tyłach, tara­so­wał drogi, ścią­gał ogień nie­miec­kich lot­ni­ków, roz­pra­szał się wywo­łu­jąc panikę, po czym zbie­rał się znowu, rzecz dziwna, w coraz więk­szej licz­bie no i w coraz więk­szym bała­ga­nie.

Od zachodu za Polakami posu­wały się dwa pułki nie­miec­kiej 7. DP, powstrzy­my­wane przez 11. DP oraz 38. DP. W kie­runku Lwowa wal­czyła 24. DP – jej zada­niem było zwią­za­nie nie­miec­kiej 1. Dywizji Górskiej – sła­bej liczeb­nie i osa­mot­nio­nej, ale dzia­ła­ją­cej bar­dzo aktyw­nie. 17 wrze­śnia kry­zys wyda­wał się być zaże­gnany, nie­miec­kie par­cie z zachodu i połu­dnia zostało powstrzy­mane. Następnego dnia zgru­po­wa­nie gene­rała Sosnkowskiego miało ude­rzyć bez­po­śred­nio na Lwów, prze­bi­ja­jąc się od pół­nocy do mia­sta. Ilu żoł­nie­rzy mógłby przy­pro­wa­dzić do Lwowa gene­rał Sosnkowski? W cza­sie walk toczo­nych na przed­polu Lwowa Niemcy wzięli do nie­woli 34 tys. pol­skich żoł­nie­rzy. Kilkuset prze­biło się do mia­sta. Znacznej licz­bie – kilku, może nawet kil­ku­na­stu tysiącom – udało się unik­nąć nie­woli i wró­cić do domu, lub prze­kro­czyć gra­nicę Węgier. W sumie Armia „Małopolska” liczyła ponad 50 000 żoł­nie­rzy, choć znaczna ich część była maru­de­rami.

Jednak o świ­cie 18 wrze­śnia do dowódz­twa dotarł mel­du­nek lot­ni­czy o wkro­cze­niu Sowietów, a następ­nie – jak wspo­mi­nał gene­rał Sosnkowski – wia­do­mo­ści o prze­kro­cze­niu gra­nicy pol­skiej przez armie sowiec­kie […] dotarły jakimś spo­so­bem do woj­ska i roze­szły się lotem bły­ska­wicy, wywo­łu­jąc zro­zu­miałe przy­gnę­bie­nie. Załamali się nie tylko sze­re­gowi żoł­nie­rze, ale także ofi­ce­ro­wie – major S. […] wypo­wie­dział jaw­nie posłu­szeń­stwo dowódcy dywi­zji i odma­sze­ro­wał samo­wol­nie ze swym bata­lio­nem, oświad­cza­jąc, że idzie pod­dać się Niemcom. 19 wrze­śnia po połu­dniu gene­rał Sosnkowski pod­jął mimo wszystko próbę prze­bi­cia się do Lwowa. Jednak nie zdo­łał zre­ali­zo­wać tego celu. Postanowił zatem masze­ro­wać dalej na wschód. 20 wrze­śnia spo­śród kil­ku­dzie­się­ciu tysięcy żoł­nie­rzy, któ­rymi dys­po­no­wał jesz­cze 17 wrze­śnia, zostało przy nim tysiąc, mniej wię­cej, bagne­tów. Po noc­nym mar­szu jego kolumna liczyła już tylko 500 ludzi. Wreszcie, gdy przy­szło ruszyć w ostatni etap drogi, w miej­scu, gdzie […] zosta­wi­li­śmy kolumnę, nikogo już nie było. Grupa gene­rała Sosnkowskiego nie tyle została roz­bita w boju czy oto­czona i zmu­szona do pod­da­nia się, tylko roze­szła się do domów.

Front Środkowy

Zanim jesz­cze gene­rał Sosnkowski ruszył z odsie­czą do Lwowa, roz­po­częła się inna bitwa prze­bo­jowa – pod Tomaszowem Lubelskim. Walczył tam Front Środkowy gene­rała Tadeusza Piskora. Jego zada­niem także było prze­bi­cie się do Lwowa. Chociaż dowódcą cało­ści został gene­rał Tadeusz Piskor, to więk­szość sił sta­no­wiły woj­ska Armii „Kraków” gene­rała Antoniego Szyllinga. Walczono w trzech ugru­po­wa­niach: dwóch „kra­kow­skich” grup ope­ra­cyj­nych (nazwa­nych od ich dowód­ców „Jagmin” i „Boruta”) oraz czę­ści Armii „Lublin” (więk­szość jej wojsk ode­szła do Frontu Północnego).

GO dowo­dzona przez gene­rała Jana Jagmina-Sadowskiego skła­dała się – oprócz pod­od­dzia­łów dys­po­zy­cyj­nych – z dwóch ślą­skich dywi­zji: 23. DP oraz 55. DP. Ze względu na miej­sce for­mo­wa­nia i sta­wiane im począt­kowe zada­nia były to for­ma­cje wyjąt­kowe, zarówno ze względu na dobór żoł­nie­rzy, jak i wyso­kie morale. Wedle słów dowódcy 23. DP – puł­kow­nika dyplo­mo­wa­nego Władysława Powierzy – jesz­cze 20 wrze­śnia 23. DP była w peł­nym sta­nie orga­ni­za­cyj­nym. Miała nawet o jeden dywi­zjon arty­le­ryj­ski (dołą­czony) wię­cej. Stany kom­pa­nii po ok. 100 ludzi. W przeded­niu bitwy toma­szow­skiej kon­dy­cja dywi­zji była jesz­cze lep­sza, dwa z jej trzech puł­ków zostały bowiem uzu­peł­nione przez wchło­nię­cie wła­snych bata­lio­nów mar­szo­wych napo­tka­nych pod­czas odwrotu. Ten trzeci poniósł straty w sile żywej, ale wciąż miał pełne stany broni zespo­ło­wej. (W skła­dzie dywi­zji był rów­nież nad­licz­bowy wzmoc­niony baon for­teczny). 55. DP – w teo­rii „dywi­zja rezer­wowa” utwo­rzona z bata­lio­nów Obrony Narodowej – była w rze­czy­wi­sto­ści for­ma­cją eli­tarną. Określenie „rezer­wowa” oraz „baony Obrony Narodowej” były bowiem kryp­to­ni­mami mają­cymi zama­sko­wać fakt, że ten zwią­zek tak­tyczny sta­no­wił obsadę umoc­nień ślą­skich, więc wszy­scy żoł­nie­rze byli spe­cjal­nie dobie­rani pod wzglę­dem walo­rów moral­nych oraz naro­do­wo­ści. Z jed­nego pułku pozo­stał jedy­nie bata­lion zbior­czy, dwóm pozo­sta­łym pod­le­gało sześć baonów o nie­peł­nych jed­nak sta­nach. Dywizji pod­po­rząd­ko­wano rów­nież baon 163. pp – z KOP – oraz cztery bata­liony strzel­ców pod­ha­lań­skich i dyon arty­le­rii z roz­bi­tej 21. DPGór (for­mal­nie pod­le­gały one 3. puł­kowi strzel­ców pod­ha­lań­skich.)

GO dowo­dzona przez gene­rała Mieczysława Borutę-Spiechowicza skła­dała się z 6. DP oraz grupy for­tecz­nej Oddziału Warownego „Śląsk”. Ta druga for­ma­cja skła­dała się z 3 baonów for­tecz­nych (począt­kowo nie­mal dwa­kroć licz­niej­szych od zwy­kłych bata­lio­nów, dobrze wyszko­lo­nych i uzbro­jo­nych), dwóch baonów asy­sten­ta­cyjno-war­tow­ni­czych (słab­szych i gorzej wypo­sa­żo­nych) oraz 4 baonów strzel­ców pod­ha­lań­skich i dyonu arty­le­rii z roz­bi­tej 22. DPGór (for­mal­nie pod­le­gały 2. psph). Podstawowy zwią­zek tak­tyczny GO „Boruta” – 6. DP – został roz­bity w pierw­szych dniach wojny, a następ­nie odbu­do­wany przy wyko­rzy­sta­niu zaso­bów poko­jo­wych gar­ni­zo­nów oraz skład­nicy uzbro­je­nia w Kłaju. 17 wrze­śnia dywi­zja dys­po­no­wała 9 baonami i nie­mal całą arty­le­rią lekką. GO „Boruta” nie dys­po­no­wała nato­miast arty­le­rią ciężką (mogła jed­nak liczyć na wspar­cie arty­le­rii armij­nej).

Istniała jesz­cze kolejna grupa z roz­bi­tej 21 DPGór skła­da­jąca się z dwóch baonów zbior­czych (jako 4. psph) oraz dwóch baonów z 201. pp (KOP) wraz z kil­ku­na­stoma dzia­łami arty­le­rii lek­kiej i gór­skiej. W ramach Armii „Kraków” dzia­łała też – samo­dziel­nie – Krakowska Brygada Kawalerii, od któ­rej ode­rwał się jeden z puł­ków.

Formacje Armii „Lublin” dowo­dzone przez gene­rała Piskora skła­dały się z Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej oraz Grupy „Sandomierz”. Zrębem tej Grupy były 94. pp oraz 164. pp prze­zna­czone dla – odpo­wied­nio – 39. DP i 36. DP. Oprócz tego w jej skład wcho­dził dyon arty­le­rii lek­kiej, pod­od­działy 12. DP oraz dwa baony, które pod­po­rząd­ko­wano jej pod­czas odwrotu. Do Grupy „Sandomierz” miały dołą­czyć trzy (niskiej jako­ści) bata­liony war­tow­ni­cze i mar­szowe ewa­ku­owane ze Stalowej Woli. Warszawska Brygada Pancerno-Motorowa miała – oprócz dwóch baonów pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej – arty­le­rię zmo­to­ry­zo­waną, prze­ciw­lot­ni­czą oraz oddziały i pod­od­działy pan­cerne, w któ­rych było ponad 100 czoł­gów (w tym 36 czoł­gów lek­kich). W sumie Front Środkowy – nie licząc kawa­le­rii, drob­nych pod­od­dzia­łów mar­szo­wych, war­tow­ni­czych, asy­sten­ta­cyj­nych, zakła­do­wych – dys­po­no­wał bli­sko 50 bata­lio­nami pie­choty, ponad setką czoł­gów oraz ponad 200 dzia­łami. Wraz z maru­de­rami mógł liczyć nawet 100 000 ludzi.

Zadaniem Frontu Środkowego było jak naj­szyb­sze prze­do­sta­nie się na Przedmoście Rumuńskie. Rankiem 17 wrze­śnia – jesz­cze bez wie­dzy o sowiec­kim ude­rze­niu – pol­scy gene­ra­ło­wie roz­wa­żali w Hutkach koło Krasnobrodu spo­sób reali­za­cji tego zada­nia. Polacy mieli je uła­twione, gdyż z prze­ję­tego roz­kazu znali zamie­rze­nia związ­ków tak­tycz­nych 14. Armii. Generał Szylling zapro­po­no­wał marsz przez pola leżące na połu­dnie od Tomaszowa Lubelskiego. Drogę zagra­dzał jedy­nie sto­jący w Narolu kom­bi­no­wany pułk pości­gowy z 28. DP. Generał Piskor uwa­żał począt­kowo, że lep­szym roz­wią­za­niem – pozwa­la­ją­cym na unik­nię­cie boju oraz kło­po­tli­wego zwal­cza­nia nie­miec­kich oddzia­łów roz­po­znaw­czych ope­ru­ją­cych na dro­dze do Lwowa – będzie kon­ty­nu­owa­nie odwrotu na wschód. Ostatecznie jed­nak zde­cy­do­wano się na prze­bi­cie sobie drogi przez Tomaszów Lubelski na Lwów. Decyzję pod­jęto dla­tego, że odwrót – szcze­gól­nie kolumn zmo­to­ry­zo­wa­nych – byłby znacz­nie uła­twiony, można by sko­rzy­stać w pełni z sieci dróg. W dodatku ude­rze­nie na Tomaszów Lubelski pozwa­lało na wyko­rzy­sta­nie cało­ści sił Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej.

W Tomaszowie Lubelskim stała nie­miecka 4. Dywizja Lekka, osła­biona odde­le­go­wa­niem czę­ści swo­ich pod­od­dzia­łów pan­cer­nych i zmo­to­ry­zo­wa­nych do innych zadań. Polskie ugru­po­wa­nie miało nad nią nie­mal dzie­się­cio­krotną prze­wagę w pie­cho­cie i pię­cio­krotną w arty­le­rii, a nawet nie­wielką prze­wagę w broni pan­cer­nej. W Narolu stał kom­bi­no­wany pułk pości­gowy z 28. DP. Reszta tej nie­miec­kiej dywi­zji nad­cią­gała bar­dzo powoli z połu­dnio­wego zachodu, towa­rzy­szyła jej także 8. DP (obie two­rzyły VIII KA). Z pół­noc­nego zachodu nad­cią­gał z kolei VII KA, na razie jed­nak jego oby­dwie dywi­zje – 27. DP oraz 68. DP – były znacz­nie odda­lone i z pol­ską arier­gardą stycz­ność miały jedy­nie ich pod­od­działy roz­po­znaw­cze.

Spotkanie niemiecko-sowieckie w Polsce we wrześniu 1939 r.. Warto zwrócić uwagę na hełmy szeregowych: Rosjanin nosi СШ-36 (Стальной Шлем 1936, czyli hełm stalowy wz. 1936), a Niemiec – Stalhelm M 35 (czyli hełm stalowy wz. 1935).

Spotkanie nie­miecko-sowiec­kie w Polsce we wrze­śniu 1939 r.. Warto zwró­cić uwagę na hełmy sze­re­go­wych: Rosjanin nosi СШ-36 (Стальной Шлем 1936, czyli hełm sta­lowy wz. 1936), a Niemiec – Stalhelm M 35 (czyli hełm sta­lowy wz. 1935).

Bitwa roz­po­częła się ran­kiem 18 wrze­śnia. Jak wspo­mi­nał dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej: natar­cie roz­wi­nęło się szybko i łatwo. Wojska pod­cho­dzące pod Tomaszów zostały powi­tane przez Niemców wia­do­mo­ściami o najeź­dzie sowiec­kim nada­wa­nym przez gigan­to­fony kom­pa­nii pro­pa­gan­do­wej. Była to pierw­sza wia­do­mość o tym wyda­rze­niu i ode­brała wolę walki zarówno żoł­nie­rzom, jak i dowód­com. Ponawiane przez trzy dni pol­skie próby wyj­ścia z zaci­ska­ją­cego się okrą­że­nia nie przy­no­siły rezul­ta­tów, w dodatku ze wschodu zaczęły napły­wać wysu­nięte for­ma­cje Armii Czerwonej. W tej sytu­acji 20 wrze­śnia zgru­po­wa­nie gene­rała Tadeusza Piskora kapi­tu­lo­wało wobec Niemców. 21 i 22 wrze­śnia do nie­miec­kiej nie­woli tra­fiło 30 000 pol­skich żoł­nie­rzy. Liczba ta nie ozna­cza bynaj­mniej liczeb­no­ści Frontu Środkowego pod­czas bitwy, tylko jego liczeb­ność pod jej koniec. Różnica jest bar­dzo istotna. Zgodnie z rela­cją z 14. Armii, w trak­cie trwa­nia bitwy – w dniach od 17 do 21 wrze­śnia – pod Tomaszowem Lubelskim do nie­woli tra­fiło 50 000 pol­skich żoł­nie­rzy – nie z powodu strat bitew­nych, ale z powodu zała­ma­nia się morale i opusz­cza­nia sze­re­gów Wojska Polskiego.

Front Północny

Trzeci z pol­skich fron­tów – Front Północny dowo­dzony przez gene­rała Stefana Dęba-Biernackiego – w poło­wie wrze­śnia nie był nie­po­ko­jony przez nie­przy­ja­ciela. 17 wrze­śnia gene­rał Dąb-Biernacki wysłał mel­du­nek sytu­acyjny do naczel­nego wodza, w któ­rym oznaj­miał: Zajmuję rejon Włodawa, […] Puchaczów, Izbica, Chełm. Od wczo­raj mam stycz­ność z nie­przy­ja­cie­lem w rejo­nie Włodawa. Dzisiaj rano w m. Dorohusk roz­po­zna­wała broń pan­cerna. Hrubieszów – nie­przy­ja­ciel cof­nął się. Grupa kawa­le­rii Andersa 18 IX w rejo­nie zachód Lubartów. Łączność nawią­zana. Z grupą Piskora nie ma łącz­no­ści. 18 IX masze­ruję na Hrubieszów. Anders 18 IX na połu­dniowy wschód Zamość. Proszę o poda­nie poło­że­nia i rejonu zbiórki.

Front Północny skła­dał się przede wszyst­kim ze związ­ków tak­tycz­nych Armii „Modlin” oraz Armii „Prusy”. Większość z nich została potur­bo­wana – a część nawet roz­bita – w pierw­szych dniach wrze­śnia. Generał Dąb-Biernacki po roz­bi­ciu trzech dywi­zji two­rzą­cych pół­nocne zgru­po­wa­nie Armii „Prusy” otrzy­mał roz­kaz ich odbu­do­wa­nia na wschod­nim brzegu Wisły, w opar­ciu o zasoby woj­skowe połu­dnio­wego Mazowsza i pół­noc­nej Lubelszczyzny. Od 8 wrze­śnia odtwa­rzano 3. DP Legionów oraz 13., 19. i 29. dywi­zje pie­choty. Jako że prze­szły one przez Wisłę tra­cąc swoje działa, odtwo­rzone for­ma­cje okre­ślano mia­nem bry­gad pie­choty. 17 wrze­śnia 3. BP miała 6 baonów w dwóch puł­kach, 13. BP – 6 baonów pie­choty w trzech puł­kach, 19. BP miała 5 baonów pie­choty w dwóch puł­kach, a 29. BP – 6 baonów w trzech puł­kach. Mimo wszystko for­ma­cje te dys­po­no­wały jed­nak nie­liczną arty­le­rią, także prze­ciw­lot­ni­czą i prze­ciw­pan­cerną. (Pozostałe dywi­zje Armii Prusy – 12. DP oraz 36. DP, a wła­ści­wie ich oddziały – wal­czyły w ramach Frontu Środkowego.)

Zadowoleni z powodu zakończenia wojny żołnierze Wehrmachtu i Armii Czerwonej. 20 września 1939 r., gdzieś pomiędzy Brześciem a Kobryniem.

Zadowoleni z powodu zakoń­cze­nia wojny żoł­nie­rze Wehrmachtu i Armii Czerwonej. 20 wrze­śnia 1939 r., gdzieś pomię­dzy Brześciem a Kobryniem.

W skład Frontu Północnego wcho­dziły też związki tak­tyczne Armii „Modlin”. Najbardziej pokie­re­szo­wana została 1. DP Legionów, która trzy razy była okrą­żona przez Niemców i trzy razy im ucho­dziła. W przeded­niu 17 wrze­śnia dys­po­no­wała jedy­nie 3 baonami pie­choty i dywi­zjo­nem arty­le­rii. W o wiele lep­szej kon­dy­cji była 33. DP, która dys­po­no­wała 6 baonami w dwóch puł­kach i dwoma dyonami arty­le­rii. W prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści nie były to jed­nak straty bojowe – bra­ku­jące oddziały skie­ro­wano bowiem na Wołyń. Rozproszona pod­czas odwrotu 41. DP zdo­łała się zebrać w nie­peł­nym skła­dzie: 7 baonów w trzech puł­kach oraz dyonu arty­le­rii lek­kiej i bate­rii arty­le­rii cięż­kiej. Wreszcie z Armii „Modlin” pocho­dziła też Mazowiecka Brygada Kawalerii, która 17 wrze­śnia nie dys­po­no­wała już arty­le­rią, ale miała nie­mal wszyst­kie eta­towe szwa­drony (nie­ko­niecz­nie zresztą wła­sne, tylko „zna­le­zione” po dro­dze).

Skład Frontu Północnego uzu­peł­niały związki tak­tyczne pocho­dzące z Armii „Łódź”, zor­ga­ni­zo­wane w Grupę Operacyjną Kawalerii gene­rała Andersa. Oprócz „wła­snej” Nowogródzkiej BK – pocho­dzą­cej nb. z Armii „Modlin” – były w niej rów­nież mocno pokie­re­szo­wane Wołyńska BK i Kresowa BK, a także… 10. Dywizja Piechoty i 1. pułk arty­le­rii cięż­kiej. 10. DP miała jedy­nie 3 baony w pułku zbior­czym i dyon arty­le­rii lek­kiej. Brygady kawa­le­rii dys­po­no­wały zaś nie­mal wszyst­kimi eta­to­wymi szwa­dro­nami oraz dywi­zjo­nami arty­le­rii, choć nie zawsze były to oddziały, z któ­rymi bry­gady roz­po­czy­nały wojnę (te zagu­biły się gdzieś po dro­dze). I tak znaczną część sił sta­no­wiły szwa­drony, które ode­rwały się od Mazowieckiej BK, z tej bry­gady pocho­dził rów­nież dyon arty­le­rii kon­nej.

Najsilniejszym związ­kiem tak­tycz­nym Frontu Północnego była 39. DP, mobi­li­zo­wana w pierw­szych dniach wrze­śnia i począt­kowo pod­po­rząd­ko­wana Armii „Lublin”. Chociaż jeden z jej puł­ków nadal wal­czył w sze­re­gach tam­tej armii z dala od macie­rzy­stej dywi­zji, wciąż był to wyjąt­kowo silny zwią­zek tak­tyczny. W jej skład wcho­dziło bowiem 10 baonów pie­choty (w tym cztery bata­liony 9. ppleg) oraz 6 dywi­zjo­nów arty­le­rii lek­kiej i dyon arty­le­rii cięż­kiej. Kawalerię sta­no­wiła Kombinowana Brygada Kawalerii (zwana także od nazwi­ska swo­jego dowódcy „oddzia­łem puł­kow­nika Zakrzewskiego”). Zorganizowano ją z ośrod­ków zapa­so­wych kawa­le­rii i arty­le­rii kon­nej oraz pod­od­dzia­łów roz­bi­tych bry­gad kawa­le­rii; w sumie jej siły wyno­siły 3 pułki kawa­le­rii oraz 2 baony pie­choty z dość sła­bym wspar­ciem arty­le­ryj­skim.

Front Północny liczył zatem bli­sko 50 bata­lio­nów pie­choty, uzu­peł­nia­nych gar­ni­zo­nami i poste­run­kami na Lubelszczyźnie. Słaba była arty­le­ria – liczba dział nie prze­kra­czała 100. Wraz z armią cią­gnęło kil­ka­na­ście wozów pan­cer­nych oraz podobna liczba dział prze­ciw­lot­ni­czych. Liczebność się­gała 100 000 żoł­nie­rzy.
Wojska Frontu Północnego masze­ro­wały w tym cza­sie na wschód, uni­ka­jąc jakie­go­kol­wiek zaan­ga­żo­wa­nia. Od Niemców oddzie­lał ich nie tylko Wieprz, ale wkrótce także i Bug. Po dro­dze dywi­zji Dęba-Biernackiego stały gar­ni­zony Włodzimierza Wołyńskiego, Kowla i Łucka. Idąc do Złoczowa – będą­cego 16 wrze­śnia pół­nocno-wschod­nią redutą przed­mo­ścia rumuń­skiego – siły główne Dęba-Biernackiego dotar­łyby tam po tygo­dniu. 17 wrze­śnia, ze względu na nad­cho­dzącą od wschodu Armię Czerwoną, Front Północny zmu­szony był do zawró­ce­nia, skie­ro­wa­nia się w kie­runku połu­dniowo-zachod­nim i sto­cze­nia bitwy z Niemcami (oraz Sowietami, któ­rzy wyszli na jego tyły).

Pochylony nad mapą Heinz Guderian ustala z oficerami Armii Czerwonej linię rozgraniczenia wojsk.

Pochylony nad mapą Heinz Guderian ustala z ofi­ce­rami Armii Czerwonej linię roz­gra­ni­cze­nia wojsk.

Na wscho­dzie Polski

Jeszcze 9 wrze­śnia gene­rał Franciszek Kleeberg – dowódca IX Okręgu Korpusu w Brześciu – roz­po­czął reali­za­cję roz­kazu Naczelnego Wodza, naka­zu­ją­cego obronę linii rzek Muchawiec-Prypeć, czyli całego pra­wego skrzy­dła Frontu Północnego od Brześcia po wschod­nią gra­nicę Rzeczypospolitej. Obszary na pół­noc od tej linii pla­no­wano wów­czas ewa­ku­ować. Siły, któ­rymi dys­po­no­wał dowódca IX OK – nazy­wane od jego imie­nia Grupą Operacyjną gene­rała Kleeberga – opie­rały się na ośrod­kach zapa­so­wych pod­le­głych mu dywi­zji pie­choty: 9., 20. i 30.
Zgrupowanie „Brześć” – któ­rego rdzeń sta­no­wiły bata­liony mar­szowe puł­ków 9. DP, dwa baony war­tow­ni­cze, baon sape­rów oraz dywi­zjon arty­le­rii – w nocy z 16 na 17 wrze­śnia ode­szły na połu­dnie od ata­ko­wa­nego przez Niemców Brześcia (pozo­sta­wia­jąc w jed­nym z for­tów baon mar­szowy 82. pp kapi­tana Wacława Radziszewskiego). Zgrupowanie to miało luźną łącz­ność z Frontem Północnym i wszystko wska­zy­wało na to, że będzie dzie­lić jego losy. Najprawdopodobniej po dotar­ciu do celu zosta­łoby ono wchło­nięte przez inne for­ma­cje, ale warto zauwa­żyć, że przez krótki czas – jesz­cze w począt­kach wrze­śnia – wobec wojsk pozo­sta­wio­nych w Brześciu uży­wano okre­śle­nia 56. Dywizja Piechoty (naj­praw­do­po­dob­niej było to nawią­za­nie do nie­ak­tu­al­nych pla­nów mobi­li­za­cyj­nych).

Z for­ma­cji zapa­so­wych i mar­szo­wych 20. DP wywo­dziło się Zgrupowanie „Brzoza”, a z 30. DP. – Zgrupowanie „Kobryń”. W poło­wie wrze­śnia ich skład był podobny do Zgrupowania „Brześć”: miały dywi­zjon arty­le­rii lek­kiej, 3 baony mar­szowe z macie­rzy­stych puł­ków oraz kilka pod­od­dzia­łów war­tow­ni­czych, asy­sten­ta­cyj­nych, saper­skich. Pod koniec wrze­śnia te zgru­po­wa­nia – prze­by­wa­jąc przez cały czas na Polesiu – stały się poważ­nymi związ­kami tak­tycz­nymi i nazwano je 50. DP i 60. DP. Podobną trans­for­ma­cję prze­szły bata­liony pie­choty: pod­po­rząd­ko­wano je dowódz­twom puł­ko­wym, któ­rym zostały przy­dzie­lone namiastki służb. Pułkom nadano nawet numery, doda­jąc liczbę 100 do numeru pułku macie­rzy­stego dla for­ma­cji mar­szo­wych.

Linia demarkacyjna pomiędzy Niemcami a ZSRR, opublikowana w prasie moskiewskiej we wrześniu 1939 r.

Linia demar­ka­cyjna pomię­dzy Niemcami a ZSRR, opu­bli­ko­wana w pra­sie moskiew­skiej we wrze­śniu 1939 r.

Kolejnymi for­ma­cjami, które zbli­żały się do obszaru, gdzie spra­wo­wał dowo­dze­nie gene­rał Kleeberg, były dwie bry­gady kawa­le­rii: Podlaska i Suwalska. Pod takimi nazwami weszły tuż po 16 wrze­śnia do Puszczy Białowieskiej. Ze względu na typowe dla wrze­śnio­wej jazdy zmiany orga­ni­za­cyjne z Puszczy wyszły jed­nak dwie zupeł­nie inne bry­gady: „Plis” i „Edward”, z nie­mal zupeł­nie prze­ta­so­wa­nymi oddzia­łami. Były to for­ma­cje nieco osła­bione w porów­na­niu do stanu wyj­ścio­wego – kilka dział z arty­le­rii kon­nej zostało znisz­czo­nych, a poje­dyn­cze szwa­drony ode­szły w kie­runku wschod­nim. Kilka dni póź­niej obie bry­gady pod­po­rząd­ko­wano nowo zor­ga­ni­zo­wa­nemu dowódz­twu dywi­zyj­nemu – Dywizji Kawalerii „Zaza”.

Bardzo ważną for­ma­cją pod­le­głą gene­ra­łowi Kleebergowi była Flotylla Rzeczna, dowo­dzona przez koman­dora pod­po­rucz­nika Witolda Zajączkowskiego. Czynione w cza­sach PRL suche wyli­cze­nia, pole­ga­jące na zsu­mo­wa­niu luf arty­le­ryj­skich i kara­bi­no­wych, przed­sta­wiają jej poten­cjał jako „wzmoc­nio­nego pułku pie­choty”. Jednak tak­tyczna rola Flotylli była zupeł­nie inna. Bardzo pre­cy­zyj­nie zde­fi­nio­wał ją jeden z jej „lądo­wych” zwierzch­ni­ków – gene­rał Burhardt-Bukacki: Jest to pły­wa­jąca arty­le­ria zdolna do współ­dzia­ła­nia z siłami lądo­wymi oraz do wyko­ny­wa­nia samo­dziel­nych wypa­dów. Pod wzglę­dem uży­cia tak­tycz­nego da się ją porów­nać z uży­ciem pocią­gów pan­cer­nych na lądzie.

Bojowy rdzeń Flotylli sta­no­wiły 3 dywi­zjony bojowe, każdy skła­da­jący się przede wszyst­kim z 2 moni­to­rów, statku uzbro­jo­nego i roz­po­znaw­czych 4 kutrów uzbro­jo­nych. Dywizjon Flotylli dys­po­no­wał sze­ścioma dzia­łami – arma­tami 75 mm i hau­bi­cami 100 mm – i był odpo­wied­ni­kiem dywi­zjonu arty­le­rii lek­kiej. Co prawda „lądowe” dywi­zjony arty­le­rii lek­kiej dys­po­no­wały 12 lufami, jed­nak efek­tyw­ność bojowa dywi­zjo­nów Flotylli była wyż­sza. Jej działa mogły dać wspar­cie ogniowe poje­dyn­czym, roz­rzu­co­nym na sze­ro­kim fron­cie baonom pie­choty tak, aby – wzmoc­nione arty­le­rią Flotylli – stały się sku­tecz­nym i sil­nym związ­kiem ope­ra­cyj­nym. Flotylla Pińska miała bowiem dzia­łać nie tylko wzdłuż bie­gną­cej ze wschodu na zachód Prypeci, ale także na nie­mal pro­sto­pa­dłych do niej dopły­wach. Co istotne, moni­tory mogły poru­szać się dwa-trzy razy szyb­ciej niż arty­le­ria lekka – nie­mal z regu­la­mi­nową pręd­ko­ścią lądo­wej arty­le­rii zmo­to­ry­zo­wa­nej. Największe jed­nak zna­cze­nie miało to, że po dotar­ciu na miej­sce akcji dywi­zjon arty­le­rii lek­kiej miał – zgod­nie z regu­la­mi­nami – dwie godziny na zaję­cie sta­no­wisk ognio­wych i przy­go­to­wa­nie się do pro­wa­dze­nia sku­tecz­nego ognia (było to normą w każ­dej nie­mal armii na świe­cie). Tymczasem dywi­zjon Flotylli mógł otwo­rzyć ogień nie­mal natych­miast po dotar­ciu na sta­no­wi­ska ogniowe.
Okręty Flotylli były prze­zna­czone do wspie­ra­nia dzia­łań innych broni. 9 hau­bic 100 mm, 14 armat 75 mm, 18 armat 37 mm, a także ponad setka cięż­kich i naj­cięż­szych kara­bi­nów maszy­no­wych miało peł­nić nie­sa­mo­wi­cie ważną rolę. Flotylla spra­wiała, że dwie dywi­zje, kilka poje­dyn­czych bata­lio­nów i szwa­dro­nów zamie­niały się w armię bro­niącą 150-kilo­me­tro­wego frontu – a więc zwięk­szała moż­li­wo­ści bojowe wal­czą­cych na Polesiu wojsk dwu-, a nawet trzy­krot­nie.

W woje­wódz­twie nowo­gródz­kim i wileń­skim nie było zresztą żad­nych poważ­niej­szych sił Wojska Polskiego. Istotne for­ma­cje ode­szły już wcze­śniej na połu­dnie, przede wszyst­kim do Lwowa. Pozostały tu jedy­nie poje­dyn­cze bata­liony mar­szowe, war­tow­ni­cze i kom­pa­nie asy­sten­ta­cyjne. Ich war­tość nieco zwięk­szały for­ty­fi­ka­cje i pozo­sta­ło­ści po nich, szcze­gól­nie w Wilnie, Baranowiczach i – w mniej­szym stop­niu – w Grodnie i Lidzie. Stacjonowało tutaj rów­nież pięć dywi­zyj­nych oddzia­łów zapa­so­wych: 1., 19., 20., 29. oraz 30. DP. Na gra­ni­cach stały też woj­ska Korpusu Ochrony Pogranicza. Siły pol­skie na pół­noc od Polesia, któ­rymi można było dys­po­no­wać w dru­giej poło­wie wrze­śnia, można sza­co­wać na dwie – i to raczej słabe – dywi­zje. Największą war­tość miały nad­wyżki kawa­le­rii, znane jako Brygada Kawalerii „Wołkowysk”. Początkowo była ona prze­zna­czona dla SGO „Narew”, a jej wysu­nięte oddziały pod­jęły nawet – 16 wrze­śnia – walkę z idą­cymi od Białegostoku nie­miec­kimi oddzia­łami roz­po­znaw­czymi, ale w pla­nach była ewa­ku­acja BK „Wołkowysk” na połu­dnie, w stronę przed­mo­ścia rumuń­skiego.

Zdobycz wojenna. Wśród wyciągniętych z magazynów antycznych ckm wz. 08 nowoczesne armaty przeciwlotnicze Bofors i szabla oficerska.

Zdobycz wojenna. Wśród wycią­gnię­tych z maga­zy­nów antycz­nych ckm wz. 08 nowo­cze­sne armaty prze­ciw­lot­ni­cze Bofors i sza­bla ofi­cer­ska.

Naprzeciw Grupy Operacyjnej gene­rała Kleeberga i wojsk dozo­ru­ją­cych linię Niemna stała 4. Armia, którą dowo­dził gene­rał Günther von Kluge. „Stała” jest sło­wem chyba naj­bar­dziej ade­kwat­nym dla jej dzia­łań w poło­wie wrze­śnia. Jedynie jej czo­łówka – pan­cerny XIX Korpus dowo­dzony przez gene­rała Heinza Guderiana – poru­szała się powoli, zaj­mu­jąc ran­kiem 17 wrze­śnia Brześć. Reszta wojsk w postaci efe­me­rycz­nego XXI KA była roz­cią­gnięta od Suwałk – wciąż w pol­skich rękach – po Bielsk Podlaski. Składała się przede wszyst­kim z wojsk for­tecz­nych i oku­pa­cyj­nych, a poważ­niej­szą siłę bojową sta­no­wiły dwie dywi­zje pie­choty. Siły te nie wyda­wały się wystar­cza­jące do mar­szu na wschód, zdaje się także, że oprócz sił gene­ra­łowi Klugemu bra­ko­wało także chęci.
Zadaniem ope­ra­cyj­nym XXI KA była ochrona linii komu­ni­ka­cyj­nych kor­pusu Guderiana, lecz oprócz tego te skromne siły miały pil­no­wać porządku na zaję­tych tere­nach. 4. Armii przy­pa­dło także zada­nie o wymia­rze stra­te­gicz­nym: ochrona gra­nicy Prus Wschodnich przed zagro­że­niem ze wschodu. Zagrożenie to nie było spre­cy­zo­wane. Mogły je sta­no­wić trzy dywi­zje armii Republiki Litewskiej, pań­stwa nie naj­le­piej nasta­wio­nego do III Rzeszy i podat­nego na wpływy Wielkiej Brytanii i Francji. Zagrożeniem dla Prus Wschodnich mogli być także Sowieci z Armii Czerwonej – wciąż dosko­nale pamię­tano inwa­zję sprzed 25 lat, a prze­cież dopóki Sowieci nie zaata­ko­wali Polski, nie było jasne, że Moskwa będzie fak­tycz­nym sojusz­ni­kiem III Rzeszy.

Tak wyglądało Westerplatte po kapitulacji 7 września 1939 r. Niestety nie można podać daty kapitulacji Kępy Oksywskiej, bo... nie było kapitulacji. Ani nawet szturmu. Jeszcze 17 września 10 000 polskich żołnierzy twardo broniło swoich pozycji. Dzień później, na wieść o sowieckiej inwazji, zaczęli się oni jednak stopniowo rozchodzić. Ich dowódca – pułkownik Stanisław Dąbek – nie mając kim dowodzić – popełnił samobójstwo. Niemiecka aktywność podczas „ostatecznego zdobywania Kępy Oksywskiej” polegała na spisywaniu zgłaszających się do nich polskich jeńców.

Tak wyglą­dało Westerplatte po kapi­tu­la­cji 7 wrze­śnia 1939 r. Niestety nie można podać daty kapi­tu­la­cji Kępy Oksywskiej, bo… nie było kapi­tu­la­cji. Ani nawet szturmu. Jeszcze 17 wrze­śnia 10 000 pol­skich żoł­nie­rzy twardo bro­niło swo­ich pozy­cji. Dzień póź­niej, na wieść o sowiec­kiej inwa­zji, zaczęli się oni jed­nak stop­niowo roz­cho­dzić. Ich dowódca – puł­kow­nik Stanisław Dąbek – nie mając kim dowo­dzić – popeł­nił samo­bój­stwo. Niemiecka aktyw­ność pod­czas „osta­tecz­nego zdo­by­wa­nia Kępy Oksywskiej” pole­gała na spi­sy­wa­niu zgła­sza­ją­cych się do nich pol­skich jeń­ców.

Nad Bzurą

W poło­wie wrze­śnia naj­więk­sze zgru­po­wa­nie Wojska Polskiego wciąż znaj­do­wało się jesz­cze na zachód od Wisły. Dywizje Grupy Armii gene­rała Tadeusza Kutrzeby nie zostały znisz­czone pod­czas bitwy nad Bzurą, tylko pod­czas odwrotu. Największe straty ponio­sły one w Puszczy Kampinoskiej, pod­czas próby prze­bi­cia się do Warszawy – już po 17 wrze­śnia. Tego dnia więk­szość ze związ­ków tak­tycz­nych Armii „Poznań” gene­rała Kutrzeby przedarła się już do Puszczy, gdzie nastą­piła próba ponow­nego zebra­nia wojsk. Za nimi podą­żały dywi­zje Armii „Pomorze” gene­rała Władysława Bortnowskiego. W naj­lep­szym sta­nie była 25. DP oraz 16. DP. Większość dywi­zji – 4., 14., 15., 17. i 26. – dys­po­no­wała jedy­nie kil­koma dzia­łami, a pułki pie­choty repre­zen­to­wały siłę jed­nego-dwóch bata­lio­nów: 22 wrze­śnia 17. DP gene­rała Bołtucia rzu­ciła do walki o Łomianki 4 baony i 7 luf arty­le­rii. Były też dywi­zje – 9. DP oraz 27. DP – wcze­śniej zre­or­ga­ni­zo­wane po poraż­kach na Pomorzu, mające jesz­cze przed bitwą nad Bzurą jedy­nie dwa słabe pułki. Piechotę repre­zen­to­wały też oddziały Obrony Narodowej oraz 19. pp z 5. DP. W lep­szym sta­nie były bry­gady kawa­le­rii: Podolska i Wielkopolska BK zacho­wały więk­szość sił, w tym dużą część arty­le­rii, jed­nak z Pomorskiej BK pozo­stały dwa osła­bione pułki. W oddzia­łach utrzy­mu­ją­cych jako taką spo­istość – do Puszczy Kampinoskiej dotarło ponad 50 000 żoł­nie­rzy – było około 30 bata­lio­nów pie­choty, 8 puł­ków kawa­le­rii i kil­ka­dzie­siąt dział. Drugie tyle żoł­nie­rzy (albo i wię­cej) było maru­de­rami, cią­gną­cymi za armią. Dwa lub trzy dni wytchnie­nia dałyby im moż­li­wość dołą­cze­nia do macie­rzy­stych jed­no­stek, szcze­gól­nie że w pol­skich rękach wciąż pozo­sta­wała skład­nica uzbro­je­nia w Palmirach.
Reorganizacja nigdy jed­nak nie nastą­piła. Gdy gene­rał Kutrzeba sta­rał się wpro­wa­dzić swoje woj­ska do Modlina, nie wyra­ził na to zgody dowo­dzący tam gene­rał Wiktor Thommée. Nie widział w tym sensu – po zaata­ko­wa­niu Polski przez Sowietów załoga Modlina mogła jedy­nie trwać, a kolej­nych kil­ka­dzie­siąt tysięcy żoł­nie­rzy mogłoby to trwa­nie uczy­nić nie­moż­li­wym. Generał Thommée był może świet­nym tak­ty­kiem, zmy­słu ope­ra­cyj­nego miał jed­nak tyle, ile wyobraźni poli­tycz­nej – czyli nie­wiele. Swoją decy­zją o nie­wpusz­cze­niu Armii „Poznań” do twier­dzy dopro­wa­dził do jej zguby, woj­ska gene­rała Kutrzeby musiały prze­bi­jać się bowiem do Warszawy i marsz ten oka­zał się ich koń­cem. Dopiero co zebrane po dra­ma­tycz­nym for­so­wa­niu Bzury pol­skie bata­liony szły przez Puszczę w stronę Warszawy i napo­ty­kały obsa­dzone przez Niemców – z reguły bar­dzo skrom­nymi siłami – wsie i mia­steczka. Nie pró­bo­wano już żad­nych manew­rów, tylko ude­rzano na wprost – albo ginąc w ogniu cięż­kich kara­bi­nów maszy­no­wych, albo rezy­gnu­jąc z walki i idąc do nie­woli. Po roz­po­wszech­nie­niu się wia­do­mo­ści o sowiec­kiej inwa­zji więk­szość żoł­nie­rzy wybie­rała wła­śnie los jeńca, opusz­cza­jąc swoje oddziały i swo­ich dowód­ców. Nie bez przy­czyny w tych wal­kach prze­bo­jo­wych ginęli pol­scy gene­ra­ło­wie i ofi­ce­ro­wie – sze­re­go­wych było coraz mniej…
Wejście do Modlina nie było zresztą jedyną moż­li­wo­ścią ura­to­wa­nia pol­skich wojsk. Przy odro­bi­nie cier­pli­wo­ści dywi­zje gene­rała Kutrzeby mogłyby dojść do Warszawy, omi­ja­jąc z rzadka roz­rzu­cone nie­miec­kie sta­no­wi­ska. Jednak bez­na­dzieja, rodząca się w wyniku wia­do­mo­ści o ataku Sowietów, dopro­wa­dziła do kata­stro­fal­nego pośpie­chu. Tymczasem moż­li­wość dotar­cia do sto­licy udo­wod­nił sam gene­rał Kutrzeba, który – zamiast pozo­stać przy swo­ich żoł­nier­zach, tak jak uczy­nił to gene­rał Bortnowski – porzu­cił Armię „Poznań” i samo­cho­dem odje­chał do Warszawy, po czym zamel­do­wał się u gene­rała Juliusza Rómmla, dowódcy Armii „Warszawa”.

W Warszawie

Rómmel był naj­star­szym spo­śród wszyst­kich gene­ra­łów wymie­nio­nych trzech armii. W Warszawie dys­po­no­wał on 5., 20. i 44. dywi­zją z bli­sko 30 regu­lar­nymi bata­lio­nami. Były to przede wszyst­kim oddziały 78., 79., 80. pp (z 20. DP.), 26. i 40. pp (z 5. DP), 144. pp (z 44. DP), 21. pp (z 8. DP) oraz 336. i 360. pp (sfor­mo­wane w gar­ni­zo­nie war­szaw­skim). Dysponowano też kil­koma eli­tar­nymi baonami samo­dziel­nymi, np. „Stołecznym” – czyli repre­zen­ta­cyj­nym, uzbro­jo­nym m.in. w kil­ka­dzie­siąt pisto­le­tów maszy­no­wych Mors, oraz dwoma baonami z Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie – „Rembertowskim” i II/94. Siły uzu­peł­niały pla­cówki for­teczne, pod­od­działy kawa­le­rii, kilka bata­lio­nów Robotniczej Brygady Obrony Warszawy, a póź­niej – smętne resztki 13. DP. W sumie było to – posłużmy się kal­ku­la­cją uczy­nioną przez Mariana Porwita – 41 bata­lio­nów i 50 000 żoł­nie­rzy w for­ma­cjach pierw­szo­li­nio­wych). Siły uzu­peł­niało ponad 200 dział, dys­po­no­wano też kil­ku­dzie­się­cioma czoł­gami.

Pod kon­trolą gene­rała Rómmla pozo­sta­wały także oddziały odcięte w Górach Świętokrzyskich. Wciąż wal­czyły tam resztki 19. DP i 3. DP (5 baonów z dyonem arty­le­rii), zgru­po­wa­nie 10. DP (3 baony z dyonem arty­le­rii), czy znaczna część 13. DP (3 baony pie­choty bez arty­le­rii; dywi­zja – jak wspo­mniano – dotarła jed­nak do Warszawy, gdzie została uzu­peł­niona
i odbu­do­wana).

Formalnie czę­ścią Armii „Warszawa” była także załoga Modlina dowo­dzona przez gene­rała Thomméego, skła­da­jąca się – oprócz oddzia­łów for­tecz­nych uży­tych do uzu­peł­nie­nia związ­ków tak­tycz­nych – z 4 dywi­zji: 2., 8., 28. oraz 30. Przybywały one do twier­dzy jako poje­dyn­cze oddziały, jed­nak kil­ku­dniowy odpo­czy­nek odbu­do­wy­wał siły żoł­nie­rzy. Prócz nich do Modlina dotarły w końcu spóź­nione oddziały broni zespo­ło­wej i arty­le­rii, a for­ma­cje zostały uzu­peł­nione bata­lio­nami mar­szo­wymi i rezer­wi­stami. Dywizje sta­cjo­nu­jące w Modlinie były oczy­wi­ście nieco słab­sze niż na początku kam­pa­nii i miały po reor­ga­ni­za­cji prze­cięt­nie po sześć – zamiast dzie­wię­ciu – bata­lio­nów pie­choty; w podob­nym sta­nie była arty­le­ria. Ogólna liczba to około 25 bata­lio­nów z kil­ku­dzie­się­cioma dzia­łami. (Polacy kapi­tu­lo­wali dekla­ru­jąc Niemcom 129 dział polo­wych i prze­ciw­pan­cer­nych; Niemcy począt­kowo zapi­sali jako zdo­bycz 66 poló­wek oraz 41 dział prze­ciw­pan­cer­nych i prze­ciw­lot­ni­czych, a po kilku dniach liczby zmie­niły się na 63 i 76.)

Próba pod­su­mo­wa­nia

W przeded­niu sowiec­kiej inwa­zji w Warszawie, Modlinie i Puszczy Kampinoskiej było ponad 200 000 żoł­nie­rzy, uzbro­jo­nych w ponad 400 dział. Na Przedmościu Rumuńskim – wraz z Wołyniem – orga­ni­zo­wało się około 300 000 żoł­nie­rzy w oddzia­łach tyło­wych, woj­ska ope­ra­cyjne liczyły 20 000 ludzi, w sumie dys­po­no­wano 100 dzia­łami. Siły na Wileńszczyźnie i Polesiu liczyły do 50 000 żoł­nie­rzy i mary­na­rzy, uzbro­jo­nych w setkę dział; podobne siły wal­czyły w izo­la­cji na Wybrzeżu i w środ­ko­wej Polsce. Najpotężniejsze zgru­po­wa­nie znaj­do­wało się we Lwowie i trzech zmie­rza­ją­cych w jego kie­runku fron­tach: było około 300 000 żoł­nie­rzy i ponad 400 dział oraz ponad setka czoł­gów. Wedle takiej kal­ku­la­cji otrzy­mu­jemy armię liczącą 900 000 żoł­nie­rzy, a uzbro­joną w 1000 dział i kil­ka­set czoł­gów.
Czy obli­cze­nia te są wła­ściwe? Można je łatwo spraw­dzić. Sowieci chwalą się wzię­ciem do nie­woli 452 000 pol­skich żoł­nie­rzy. Na Węgry dotarło 40 382 żoł­nie­rzy, do Rumunii nato­miast – około 30 000. 14 000 pol­skich żoł­nie­rzy prze­kro­czyło gra­nicę Republiki Litewskiej, a 1500 tra­fiło na Łotwę. Nieco ponad 100 000 żoł­nie­rzy poszło do nie­miec­kiej nie­woli z Warszawy, a bli­sko 30 000 – z Modlina. Liczba jeń­ców wzię­tych przez Wehrmacht w ostat­nich wal­kach zbli­żała się do 100 000. 16 wrze­śnia Wojsko Polskie liczyło zatem co naj­mniej 765 000 żoł­nie­rzy – tylu bowiem tra­fiło do nie­woli lub obo­zów inter­no­wa­nia. Biorąc zaś pod uwagę tych, któ­rzy unik­nęli nie­woli, trzeba mówić o milio­no­wej armii, którą dys­po­no­wała Rzeczpospolita 16 wrze­śnia 1939 r., zdol­nej do aktyw­nych dzia­łań bojo­wych i sta­wia­nia sku­tecz­nego oporu.

  • Tymoteusz Pawłowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE