Początki służby czołgów rozpoznawczych TK cz.2

Na poprzedniej stronie: czołgi rozpoznawcze TK-3 w trakcie defilady na Placu Halickim we Lwowie; 14 września 1936 r.

Na poprzedniej stronie: czołgi rozpoznawcze TK-3 w trakcie defilady na Placu Halickim we Lwowie; 14 września 1936 r.

Dokładnie 12 stycznia 1932 r. DepKaw. w piśmie, pt. „Wozy bojowe T.K – przydatność dla kawalerii” (Ld.z. 1969/Studj.) potwierdził, wobec I wiceministra MSWojsk. swoje wcześniejsze stanowisko. Wyznaczeni do przeprowadzenia studiów kawalerzyści z 6. Samodzielnej Brygady Kawalerii wskazali czołgi rozpoznawcze TK jako sprzęt najlepiej nadający się do współdziałania z jednostkami konnymi.

Przypomnijmy, że w podsumowaniu doświadczeń z poprzedniego roku oczekiwano dalszych studiów nad poprawą obserwacji, łączności, rozszerzeniem możliwości strzału na boki oraz utrzymaniu proponowanego podwójnego uzbrojenia (ckm+rkm). Ugruntowała się również opinia dotycząca organizacji niewielkich maszyn. W skład szwadronu czołgów rozpoznawczych miały wchodzić trzy plutony po pięć wozów, a najmniejszy zespół bojowy stanowiły trzy maszyny. W przyszłości oczekiwano częściowego wyposażenia przynajmniej jednego wozu w plutonie w broń przeciwpancerną.

Niewielkie gąsienicowe TK, pomimo ogólnie dobrego wrażenia i silnego poparcia części oficerów, nie spełniały jednak całości oczekiwań. Jak meldował szef DepKaw., płk dypl. Jan Karcz, podległe mu oddziały oczekiwały dalszych studiów, tym razem nad kołowym sprzętem terenowym typu ciężkiego.

Próby porównawcze w roku 1931 zakończyły się wyraźnym wskazaniem na wozy TK, jako lepsze niż pierwotnie zakupione w Anglii tankietki Carden-Loyd Mk IV

Próby porównawcze w roku 1931 zakończyły się wyraźnym wskazaniem na wozy TK, jako lepsze niż pierwotnie zakupione w Anglii tankietki Carden-Loyd Mk IV

TK w Centrum Wyszkolenia Piechoty

W czerwcu 1931 r. Sztab Główny powołał komisję, której celem było zbadanie sprzętu pancernego i wytypowanie najbardziej adekwatnego materiału pancernego dla polskiej kawalerii. Punktem wyjścia do prac były pierwsze doświadczenia z prototypami czołgów TK oraz zakupionymi w Anglii tankietkami Carden-Loyd Mk IV i ich współdziałania z innymi formacjami. Letnie doświadczenia oraz toczące się w kolejnych miesiącach dyskusje wykazały, że to właśnie wozy krajowego wyboru mogą być uważane za sprzęt najbardziej interesujący. Rozpoczynający się 1932 r. miał upłynąć pod znakiem dalszych doświadczeń z czołgami rozpoznawczymi, tym razem prowadzonymi przez piechurów.

Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWPiech.) 1 sierpnia 1932 r. opublikowało obszerne opracowanie, pt. „Czołgi TK. Sprawozdanie z ćwiczeń doświadczalnych”, które zawierało zbiór informacji o najnowszych wozach bojowych WP uzyskanych w trakcie szeregu studiów w okresie od maja do lipca tego roku. Z racji objętości, cały materiał podzielono na kilka części. Pierwsza, opisywała właściwości techniczne sprzętu, drugą poświęcono natomiast taktycznemu zastosowaniu broni uwzględniając już pierwsze spostrzeżenia.

Jedną z cech charakterystycznych czołgu TK była, myląca nieco z racji dobranej dla niej nazwy, tzw. wieżyczka mieszcząca ckm. Okno, które w niej umieszczono przy pełnym otwarciu miało następujące wymiary: podstawa 40 cm, wysokość 18 cm i węższa krawędź górna – 35 cm. W dokumencie stwierdzano, że przy niemal całkowitym domknięciu wysokość okienka-szpary obserwacyjnej spadała do 2 cm. Pozostałe otwory w nadbudowie czołgu posiadały standardowe wymiary 18x35 cm i w czasie walki nakazywano ich całkowite zamknięcie. Wyjątek stanowiło przednie okienko kierowcy, które w położeniu zamkniętym pozostawiać miało szparę wysoką na około 2 cm. Ciekawostką jest też opis blach pancerza czołgu, gdzie mowa jest o płytach prostopadłych grubości 8 mm i ukośnych/poziomych 4 mm. Brak natomiast w referacie CWPiech. wskazywanych w późniejszych dokumentach blach 3, 5 i 6 mm. Uzbrojenie wozów stanowił ckm Hotchkiss wz. 25 z zapasem 1680 naboi podparty na specjalnym uchwycie. Uzupełniał go rkm Browning wz. 28 z 560 naboi w standardowych magazynkach. Przy drugim z typów broni znajduje się adnotacja, że jest to uzbrojenie zapasowe, nieprzygotowane do strzału w trakcie normalnej pracy czołgu.

Po ruchliwości, stanowiącej duży atut czołgów TK, dużo uwagi oficerowie CWPiech. poświęcili możliwości obserwacji. W pozycji normalnej, czyli siedząc przy zakrytych pokrywach górnych kadłuba, tak kierowca jak i celowniczy dysponowali polem widzenia do przodu o kącie około 45o. W warunkach bojowych znacznie bardziej ograniczony był pionowy kąt widoczności – zaledwie 2-2,5o. Możliwość kontrolowania ukształtowania terenu czy sytuacji po bokach lub z tyłu wozu istniała tylko po uchyleniu okienek bocznych. Pomimo, tych nie najlepszych, parametrów wojskowi uznawali, że obserwacja kierunku przez ww. szczeliny w okienkach przednich jest wystarczająca. Co więcej, możliwość oceny terenu w głąb miała być zależna przede wszystkim od rzeźby terenu i szybkości pojazdu, a nie rozmiarów samej szczeliny. Przyjęto zasadę, że proporcjonalnie do zwiększania szybkości zmniejsza się możliwość obserwacji nawet przy jeździe po równej nawierzchni. Problem stanowił tutaj nieco zaskakujący czynnik, a mianowicie piach sypiący się w oczy znajdującego się blisko szczeliny obserwacyjnej kierowcy/strzelca.

Wyniki przeprowadzonych przy odpowiednio dobranej prędkości studiów wykazały, że w terenie płaskim zakres widzenia jest dostateczny. Tylko na obszarach falistych lub polach porośniętych wysoką trawą lub zbożem obserwację uznawano za utrudnioną. W referacie stwierdzano ponadto, że w trakcie realizacji zadania bojowego dopuszczana jest warunkowa obserwacja przez strzelca w pozycji stojącej, tj. po otwarciu górnych pokryw kadłuba (wychylenie z wozu połowy sylwetki mogło mieć miejsce tylko poza strefą ognia). Omówionych wyżej możliwości badania wzrokiem terenu wokół czołgu nie można zestawiać wprost z kątami ostrzału broni czołgów TK. Według oficerów z Rembertowa zawierały się one w zakresie: boki 40o, dół 20o, góra 30o.

Kolejny fragment, pozbawiony był już ściśle technicznych parametrów, a koncentrował się na budzącym do dziś szerokie zainteresowanie pasjonatów historii polskiej broni pancernej zagadnieniu widoczności czołgów w TK w terenie. Tutaj oczywiście podkreślano, że dzięki niskiej sylwetce i braku klasycznej wieży tankietka ma dużo większe możliwości ukrycia się nawet za nieznacznymi nierównościami terenu czy w zaroślach niż inne wozy bojowe. Próby terenowe z wyznaczonym do testów pododdziałem maszyn doświadczalnych dały następujące wyniki co do wykrywalności:
na odległości 1000 m zatrzymane wozy TK były na ogół bardzo słabo widoczne gołym okiem. W dużej mierze możliwość dostrzeżenia czołgów na tym dystansie warunkowało oświetlenie i tło na jakim się w danym momencie znajdowały. Sami uczestnicy ćwiczeń stwierdzali, że w dogodnych warunkach poruszające się maszyny bojowe były widoczne nawet z odległości 2 km i to głównie ze względu na podnoszone w ruchu tumany pyłu drogowego; na odległości 600 m TK uznawano za pojazdy bardzo wyraźnie widoczne, bez względu na to czy znajdowały się w ruchu czy na postoju.

W opisywanej części raportu kilka zdań poświęcono stosowanym w owym czasie kolorom farb maskujących, wskazując przede wszystkich na ich zaobserwowane w trakcie pracy w polu właściwości:

  • kolor żółty w stanie przybrudzonym miał maskować dość dobrze,
  • kolor niebieski bez względu na stan przybrudzenia zdradzał bardzo silnie nawet na znacznych odległościach,
  • za korzystniejsze dla wozów TK uznano ciemniejsze tło,
  • silne słońce powodowało błyszczenie się farby na pojazdach.

Ocenie poddano również zdjęcia lotnicze wykonane w momencie przemieszczania się kolumny czołgów TK. Tutaj wnioski były jednoznaczne – pojazdy gąsienicowe są dostrzegalne z bardzo daleka, nawet w przypadku kiedy lotnik-obserwator znajduje się na dużej wysokości.

Poza oceną ochrony biernej znaczną uwagę przedstawiciele CWPiech. jak i DepPiech. przywiązywali do problemu zdradzania pozycji czołgów przez hałas – pracę silnika czy charakterystyczny chrzęst układu jezdnego. Decydującym czynnikiem okazywał się tutaj ponownie teren, w którym działały wozy TK. Na otwartej przestrzeni przecięty strzelec mógł usłyszeć maszerujące tankietki z około 600 m, w terenie lesistym natomiast stwierdzono wyraźnie znaczniejszą słyszalność, nawet do 1200 m. Najlepiej pracę fordowskich czterocylindrowych silników zagłuszała palba ręcznej broni strzeleckiej lub silny ogień ckm – słyszalność nie większa niż 300-400 m. W przemarszach nocnych, kiedy pododdziały czołgów poruszały się wykorzystując najniższe przełożenia skrzyń biegów ich praca była słyszalna z 1000 m. Zwiększenie tempa marszu (2 i 3 bieg) oznaczało, że na otwartym lub lekko pagórkowatym terenie ruch maszyn dało się słyszeć nawet z 1300-1500 m. Końcowy wniosek dotyczący zdradzania położenia czołgów na podstawie głosu silnika i charakterystycznej pracy gąsienic nie był dla wozów TK korzystny.

Wojskowi w toku prób stwierdzili zgodnie, że w momencie usłyszenia tankietek nie jest kłopotliwe ustalenie kierunku ich posuwania się i przyszłego położenia w terenie. Trudnością było natomiast określenie nawet przybliżonej liczby posuwających się równocześnie czołgów, co wynikało ze specyfiki pracy silnika. W referacie stwierdzano równolegle, że praca motorów na biegach terenowych i z różną ilością gazu okazywała się mylącą nawet dla doświadczonych obserwatorów, którzy często błędnie interpretowali swoje obserwacje.

Poza widocznością i ogólnie rozumianym maskowaniem trzecią z dziedzin interesujących polskich piechurów była zdolność do pokonywania przeszkód oraz dzielność terenowa nowych czołgów. Wnioski zawarte w kolejnej części raportu odpowiadały w dużej mierze wcześniejszym spostrzeżeniom oficerów kawalerii, stąd ich ponowne przytaczanie jest zbędne. Ze względu na masę i wąskie gąsienice czołgi mogły pokonywać tereny grząskie tam, gdzie w rzędzie poruszały się pododdziały piechoty. Przekraczalność rowów ustalono na 1 m, a zdolność do wspinania się na zbocza sięgała nawet do 42o nachylenia, przy czym determinowała ją nawierzchnia stoku. Za bezpieczniejszy uznawano parametr 30o pochyłości.

Istotny z wielu względów parametr brodzenia określono na poziomie 70 cm, przy zastrzeżeniu jednak, że przeszkoda wodna nie będzie szersza niż kilka metrów. Wtedy rzeka czy niewielkie rozlewisko, przy możliwie stabilnym i twardym dnie, mogła być pokonana w bród na dużej prędkości. W przeciwnym razie zatrzymanie czołgu w trakcie przebywania przeszkody oznaczało zalanie wnętrza wozu i zniszczenie silnika (takie przypadki zdarzały się wielokrotnie w trakcie ich późniejszej służby). Czołgi TK mogły też łamać drzewa o średnicy pnia do 10 cm, a z racji swojej niewielkiej szerokości dysponowały atutem poruszania się w terenie leśnym, zupełnie niedostępnym dla wielu innych wozów bojowych. O przechodzeniu przez zapory sztuczne pisano natomiast:
(…) przeszkody druciane wysokie nie stanowią dla czołgów wielkiej przeszkody w ruchu. Przeprowadzone próby wykazały, że wozy TK torują przejścia szerokości około 6 m w takich przeszkodach. Nie wyklucza to jednak, że w pewnych wypadkach wóz może być unieruchomiony chwilowo, względnie zahamowany skutkiem zaplątania się w drutach (…) Niszczycielskich skutków działalności w przeszkodach niskich przy wykonywaniu przez czołg TK ruchu prostolinijnego – nie uzyskano. (…) przebywanie szyn kolejowych w poprzek, samo przez się nie nastręcza zbyt wielkich trudności. Gdy jednak szyny znajdują się na nasypie, wtedy grozi to uszkodzeniem gąsienicy (…) leżące pnie drzew o średnicy 30 cm mogą być przez wóz TK bez trudności przebyte. Grubsze pnie stanowią bardzo poważną przeszkodę w ruchu.

Autorzy zaznaczali, że z braku czasu i odpowiednich materiałów nie zdołano na przełomie 1931/32 r. przebadać zdolności do przebijania przez wozy TK murów ceglanych i barykad. Poza całą listą przeszkód saperskich jakich nie były w stanie pokonać opisywane wozy bojowe, za najprostszą uznano tzw. sztuczne wcięcie w podłożu, łatwe do wykonania nawet przez niewielką grupę żołnierzy niemal w każdym terenie. Przeprowadzone próby wykazały, że widoczne na rysunku tzw. ucięcie terenowe stanowiło dla TK przeszkodę nie do przebycia, bez względu na glebę, w której zostało wykonane. Przygotowanie widocznego na ilustracji wcięcia wymagało tylko połowy czasu i nakładu środków niezbędnych do wykonania klasycznego rowu przeciwpancernego. Co więcej, jego powstanie mogło się odbyć tylko z wykorzystaniem łopatek żołnierskich, a nie dedykowanych do prac ziemnych specjalnych narzędzi będących w dyspozycji saperów.

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusertagmagnifiercrossmenulistfunnelsort-amount-asc