Zaloguj
reklama Świdnik
reklama Świdnik
reklama PIT-Radwar

Irański „pocisk 358” w Iraku

Znaleziony w Iraku „pocisk 358”. Dobrze widoczna przednia część z niezdjętym kołpakiem, wieńcem zapalników laserowych, częścią bojową, sterami, turbulizatorami i miejscem mocowania anten nawigacji i łączności.

21 października w mediach społecznościowych zaczęły być publikowane zdjęcia tzw. „pocisku 358” irańskiej produkcji. Jednak tym razem zdjęcia nie pochodziły z Jemenu lub jego najbliższych okolic, ale z Iraku. Brak szczegółowych czy wiarygodnych informacji, która iracka formacja byłaby uzbrojona w „pocisk 358”, ale wszystkie komentarze wskazują na Siły Mobilizacji Ludowej wspierane przez Iran.

W całej historii jest wiele znaków zapytania, od okoliczności,w jakich pocisk 358 został znaleziony, kto go znalazł (zdjęcia rzekomo pochodzą od „irackich sił bezpieczeństwa/wojska” lub raczej sił kurdyjskich), ani nawet gdzie. Jest oczywiste, że takiej broni mogą używać jedynie formacje wspierane przez Iran, także od strony szkoleniowej. Stąd wskazuje się, że pocisk należał do irackich Sił Mobilizacji Ludowej (arab. ‏Al-Haszd asz-Szabi), które w Iraku i Syrii walczyły lub walczą z tzw. państwem islamskim i innymi ugrupowaniami terrorystycznymi wspieranymi zza granicy. Część doniesień sugeruje, że pocisk znaleziono w kurdyjskiej części Iraku, w okolicy lotniska koło miasta Harir, które po inwazji Iraku w 2003 r. stało się bazą lotniczą Stanów Zjednoczonych, z czasem rozbudowaną. Jednak bardziej wiarygodne doniesienia wskazują, że pocisk znaleziono koło miasta Tuz Churmatu, znacznie bardziej na południe, bo 80 km od Kirkuku. Zarazem okolice Tuz Churmatu to mniej więcej północna granica zasięgu wpływów Sił Mobilizacji Ludowej.

Druga niewiadoma dotyczy okoliczności porzucenie tego konkretnego pocisku 358. Wszystko, co wiadomo o tej rakiecie, wiadomo od Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych, odkąd US Navy zagarnęła kilka pocisków przewożonych w częściach podczas blokady morskiej Jemenu. Na zdjęciach z Iraku pocisk nie nosi śladów odpalenia, leży na ziemi bez nawet najdrobniejszych śladów przymusowego przyziemienia. Wyklucza to hipotezę o nieudanym starcie. Poza tym pocisk nadal ma swoim na nosie kołpak chroniący okno optoelektronicznego układu naprowadzania. Pocisk nie ma także na swojej spodniej stronie długiego prochowego przyśpieszacza startowego, na którym są prowadniki do prowadnicowej wyrzutni. Ta, o rozbrajająco prostej konstrukcji, też jest na zdjęciach. Wygląda na to, że ten pocisk 358, nieprzygotowany do startu, został po prostu porzucony.

Najwyraźniej ten sam egzemplarz pocisku w innym ujęciu. Brakuje przyśpieszacza startowego.

wraz z wyrzutnią. Być może na skutek usterki pocisku (można zakładać, że wraz z pociskiem dostępny jest przedstartowy układ diagnostyczny).

Pocisk 358 to nader ciekawa broń o zupełnie nieszablonowej i unikatowej konstrukcji i koncepcji użycia. W Stanach Zjednoczonych (i szerzej zachodnich źródłach) jest zaliczana do tzw. amunicji krążącej (loitering munition) o przede wszystkim przeciwlotniczej funkcji. Gdyż dotąd jej użycie w Jemenie sprowadzało się do strącania bezzałogowców i to klasy MALE. Pocisk mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów (2,74 m długości) znacznie przewyższa parametrami przestrzennymi nie tylko przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (PPZR), ale nawet wiele znacznie większych znanych przeciwlotniczych pocisków rakietowych. Otóż pocisk 358 może razić cele powietrzne w przedziale wysokości od 8000 do nawet 12.000 m w zależności od parametrów lotu celu (przede wszystkim ich prędkości). Im cel wolniejszy i mniej zdolny do manewru unikowego, tym pułap jego przechwycenia wyższy. Zasięg pocisku ma sięgać 100 km (!), przy czym nie należy o nim myśleć jako o trasie 100 km w linii prostej, a raczej o łącznej długości trasy lotu podczas tego „krążenia”.

Na tym zdjęciu lepiej widać część pocisku z przedziałem elektroniki kierującej pociskiem.

Funkcjonalność pocisku 358 wynika z jego wspomnianej nieortodoksyjnej konstrukcji. Pocisk wyposażono w termowizyjny (I2R) układ naprowadzania zamontowany w nosie pocisku. Za nim jest pierścień z laserowymi zapalnikami zbliżeniowymi, następnie odłamkowa część bojowa (źródła amerykańskie określają ją jako głowicę kierunkowego rażenia). Następnie jest przedział sterowania z czterema trapezowymi powierzchniami sterowymi (swoją drogą bardzo przypominającymi swym kształtem te na pociskach „powietrze–powietrze” serii R-27, ale prawa aerodynamiki są te same dla wszystkich), a za nimi umieszczono niewielkie turbulizatory. Dalej jest układ kierowania/logiczny (autopilot, żyroskop, układ nawigacji inercjalno-satelitarnej, łącze wymiany danych wraz z anteną). Za przedziałem elektroniki zaczyna się przedział ze zbiornikiem paliwa (kerozyna) do silnika marszowego. Na tym odcinku kadłuba są też przymocowane cztery duże skrzydła – powierzchnie wytwarzające dodatkową siłę nośną. W części ogonowej są zamocowane cztery stateczniki, a tuż za nimi widać poczwórny kanał wlotowy doprowadzający powietrze do miniaturowego marszowego silnika turboodrzutowego (być może jest to część komercyjnie dostępna, cywilna i importowana), którego dysza wylotowa wieńczy kadłub pocisku 358.

Znaleziona wyrzutnia, której długość w zasadzie nie odbiega od długości samego pocisku.

Zasada działania pocisku 358 ma być następująca. Rakietowy przyśpieszacz startowy wynosi pocisk na odpowiednią wysokość i nadaje mu prędkość początkową (rzekomo nawet naddźwiękową) potrzebną do uruchomienia się silnika marszowego. Ten napędza pocisk 358 przez pozostałą część lotu (zapewne z prędkością poddźwiękową). Zastosowanie ekonomicznego silnika turboodrzutowego gwarantuje duży zasięg (długotrwałość przebywania w powietrzu) i osiąganie pułapu ośmiu czy nawet 12 km kosztem wysokiej prędkości lotu. W przypadku zwalczania BSP pocisk 358 ma de facto dyżurować w danym rejonie, czekając na odpowiedniej wysokości na bezzałogowiec do zaatakowania. Termowizyjny układ naprowadzania wraz z transmisją obrazu (stąd łącze wymiany danych) gwarantuje celność trafienia. Nie jest jasny stopień autonomiczności ataku pocisku 358 wobec celów powietrznych (np. czy cel musi być wskazany z ziemi, czy pocisk może wykryć i zaatakować cel zupełnie samodzielnie). Nie jest znany wygląd konsoli operatorskiej i anteny naziemnej (nie jest znany zasięg łączności, teoretycznie może on sięgać 100 km). Powyższe cechy konstrukcyjne pocisku 358 powodują, że w znanym przedziale wysokości można atakować nim nie tylko BSP, ale także śmigłowce, samoloty transportowe i dyspozycyjne, samoloty szturmowe (np. śmigłowe). A w rejonach baz lotniczych każdy typ samolotu lądujący lub startujący i przez to narażony na atak. Ze względu na układ naprowadzania i sposób kierowania pocisk 358 można użyć do atakowania celów powierzchniowych. Rzekomo pocisków 358 w ten sposób miał (czy ma) używać irański kontyngent w Syrii, m.in. w walkach w prowincji Idlib. Właśnie pociskiem 358 miał być trafiony jeden ze składów paliw formacji zbrojnych wspieranych przez Turcję. Zatem pocisk 358 można określić jako wielozadaniowy kierowany pocisk rakietowy. Poniżej jest nagranie, wykonane przez jemeńskie siły Ansar Allach, ze strącania nad Jemenem BSP Wing Loong 2 (należącego do lotnictwa Zjednoczonych Emiratów Arabskich) za pomocą pocisku 358:

https://www.youtube.com/watch?v=DZEMu8rNK_Y

A tutaj pocisk w trawie – nie jest jasne, czy cały czas to ten sam egzemplarz, czy przynajmniej dwa różne.

Na koniec, w ramach anegdoty, można jeszcze wspomnieć o samej nazwie pocisku, czyli rzekomo dlaczego Departament Obrony Stanów Zjednoczonych nadał pociskowi numer 358 (nazwa irańska pozostaje nieznana, pocisk nigdy nie był w Iranie publicznie prezentowany, irańskie media o nim nie wspominają). Otóż pogłoska głosi, że numer 358 to nawiązanie do numeru burtowego samolotu E-11A US Air Force, który rozbił się w Afganistanie 27 stycznia 2020 r., grzebiąc wszystkich na pokładzie. Wówczas jego zestrzelenie przypisywali sobie Talibowie. Oficjalnie podaną przyczyną katastrofy była awaria napędu. Jednak „podobno” tak naprawdę ten E-11A został zestrzelony, takim irańskim pociskiem właśnie, w następstwie tego zdarzenia opatrzonym przez Pentagon numerem 358. A miała być to część irańskiej kampanii odwetowej po zabójstwie gen. Ghasema Solejmaniego. Trudno ocenić wiarygodność tej plotki, wydaje się nieprawdopodobna. Z drugiej strony Pentagon nigdy nie wyjaśnił, skąd wzięła się nazwa „358”.

reklama MBDA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przemysł zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
usertagcalendar-fullcrosslisthighlightindent-increasesort-amount-asc