Zaloguj

Admirał Józef Unrug

Kontradmiral Jozef Unrug. Fot. zbiory Horacego Unruga

Kontradmirał Jozef Unrug. Fot. zbiory Horacego Unruga

Od młodości związany z morzem, najaktywniejsze lata swego życia przeżył w odrodzonej Polsce. Jako dowódca Floty – twardy i bezkompromisowy. Osobiście wziął na siebie odpowiedzialność za decyzję o kapitulacji Helu 2 października 1939  r.

Dyscyplina, obowiązkowość, lojalność, godność osobista – dla niego nie były to frazesy. Wymagał tych cech zarówno od podwładnych, jak i przede wszystkim od siebie. Niezłomność swego nieposzlakowanego charakteru potrafił wpoić swym podwładnym, a swe doświadczenie i zalety marynarskie przekazać młodszym pokoleniom naszych marynarzy. Bez admirała Unruga nie byłaby nasza Marynarka Wojenna, taka, jaką poznali ją nasi sprzymierzeńcy, a odczuli nasi wrogowie w drugiej wojnie światowej, tak się wyraził o swoim przełożonym kmdr por. Ludwik Lichodziejewski, były dowódca niszczyciela eskortowego Kujawiak i niszczyciela Błyskawica w latach 1941-1945. Kim był ten niezwykły człowiek, człowiek, którego imię z szacunkiem wymawiał każdy marynarz, a jego postawa podczas obrony Wybrzeża w 1939  r., a przede wszystkim w niewoli budzi podziw?

Dlaczego Unrug pokochał morze?

Józef Michał Hubert Unrug urodził się 7 października 1884  r. w Brandenburgu nad rzeką Hawelą, jako długo oczekiwane dziecko gen. mjr. Tadeusza Gustawa Unruga (1834-1907) i hrabianki Izydory von Bünau (1851-1923), w rodzinie kochających i szanujących się nawzajem rodziców. Miał niecodzienne dzieciństwo – z matką mówił po niemiecku, z obojgiem rodziców po francusku, a języka polskiego uczył się od ojca. Chociaż Unrugowie wywodzili się ze starego rodu niemieckich baronów, generał królewskiej pruskiej gwardii nie ukrywał swej polskiej tożsamości. Jego starsi bracia – Ludwig i Kazimierz brali wszak udział w powstaniach narodowych w 1848 (pod Miłosławiem k. Wrześni) i 1863 r. (pod Kołem), walcząc pod biało-czerwonym sztandarem. Mimo bliskich kontaktów z bratem kajzera Wilhelma I, także Tadeusz Unrug (był wieloletnim adiutantem brata cesarza, stąd bliskie kontakty z dworem w Berlinie) nie wyrzekł się polskości.

Chłonny wiedzy kilkuletni Józek z wypiekami na twarzy oglądał albumy z rycinami polskich żołnierzy w mundurach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego oraz przysłuchiwał się opowieściom ojca o losach stryjów, którzy zginęli w imię obrony polskości. Podczas tych spotkań nie brakowało okazji do rozmów o historii polskiego oręża.

W domowej biblioteczce, która była obficie zaopatrzona w polską literaturę, było też wiele polskich książek historycznych. Z intencją zaszczepienia chłopcu poczucia przynależności do polskiego narodu i przywiązania do ojczystej mowy, ojciec posyłał syna na lekcje języka do znajomych polskich emigrantów w Dreźnie. Miało to uchronić syna przez zniemczeniem. W tym to czasie generał został przeniesiony z brandenburskiego garnizonu do Drezna, stolicy Saksonii leżącej we wschodniej (dziś, wtedy środkowej) części Niemiec nad Łabą.

Józef Unrug rozpoczął edukację w 1891 r., gdy w wieku 7 lat zaczął uczęszczać do szkoły elementarnej (podstawowej) Müller-Gelinekschen Realschule w Dreźnie.

W rodzinnym domu odebrał chrześcijańskie wychowanie, dorastając wśród niemieckich rówieśników. Wyrósł na chłopca karnego, zdyscyplinowanego, powściągliwego i małomównego. Procentowało surowe wychowanie – wyrobiony w dzieciństwie charakter wzmocnił jego psychikę. Trzy lata później Józef rozpoczął trwającą od 1894 do 1904 r. naukę w Vitzthumschen Gymnasium (Gimnazjum im. Vitzthuma von Eckstadta, szlachcica z Turyngii) w Dreźnie. Tam zdał maturę, a za postępy w nauce języka francuskiego otrzymał w nagrodę książkę.

Jako nastolatek – wzorem wielu młodzieńców – zaczytywał się powieściami podróżniczymi i awanturniczymi. Nauka geografii oraz lektury rozpostarły przed chłopięcą wyobraźnią mapę wielkiego świata. Opisy oceanicznych rejsów oraz fascynujące przygody ludzi morza na pokładach żaglowców, coraz mocniej skłaniały Józefa do realizacji młodzieńczych marzeń. Postanowił zostać marynarzem. Pierwszy impuls przyszedł już w wieku 11 lat, zaraz po lekturze francuskiej książki morskiej Claire-Julie Pascalis de Nanteuil – „Capitaine” (Paris 1888), w której główny bohater, chłopiec okrętowy podróżował po świecie. Pokaz modeli statków na basenie w Dreźnie zauroczył kilkunastoletniego gimnazjalistę światem żagli i pary. Kolejnym bodźcem, który popchnął Unruga na morze były barwne opowieści starszego kuzyna, Tadeusza Swinarskiego, który służył na statkach handlowych.

Szansą pracy na morzu była dla Józefa Unruga służba w Kaiserliche Marine. Od kilku lat dokonywał się jej niezwykły szybki rozwój. W latach 1898 i 1900 Reichstag uchwalił dwie ustawy przewidujące zbudowanie w najbliższych latach kilkudziesięciu ciężkich okrętów. W 1904 r. nowoczesna flota cesarska liczyła 16 okrętów liniowych, 8 pancerników obrony wybrzeża, 6 dużych i 24 małe krążowniki oraz około 100 torpedowców. Zgodnie z ustawą, do 1918  r. Hochseeflotte miała posiadać aż 38 pancerników!

Jednak plany spragnionego morskich przygód młodzieńca kłóciły się z oczekiwaniem rodziców, którzy odkąd zamieszkali w Sielcu k. Żnina (na terenie dawnej Wielkopolski), uważali, że ich starszy syn powinien poświęcić się studiom agronomicznym, najbardziej przydatnym w zarządzaniu rodzinnym majątkiem. Zmęczonemu życiem generałowi sprawowanie dozoru nad gospodarstwem uniemożliwiał podeszły wiek i pogarszający się stan zdrowia. Ojciec nie pochwalał decyzji Józefa, który w ostatnim roku nauki w gimnazjum wyraził chęć kontynuowania edukacji w szkole morskiej. Zostało to odebrane jako krok zarówno wbrew rozsądkowi, jak i rodzinnej tradycji kawaleryjskiej. Tadeusz Unrug obawiał się też, że syn podczas służby w Cesarskiej Marynarce szybko ulegnie niemieckim wpływom. Podejrzewał, nie bez racji, że pod presją środowiska Józef podda się wynarodowieniu. Najwidoczniej jednak zdecydowane stanowisko Józefa uznał za wystarczająco dojrzałe i gruntownie przemyślane, gdyż w końcu uległ jego argumentom i pod koniec 1903  r. wystosował stosowne pismo do Oberkommando der Marine (Naczelne Dowództwo Marynarki Wojennej) z prośbą o przyjęcie syna do Marineakademie w Kilonii.

Nauka i służba w Kaiserliche Marine

1 kwietnia 1904 r. Józef Unrug stawił się w kilońskiej uczelni. Świadectwo potwierdzające jego wyniki w nauce zostało zaakceptowane i po egzaminie ze sprawności fizycznej, niespełna 20-letni Unrug został zakwaterowany wraz z innymi kandydatami na kadetów w okazałym, czterokondygnacyjnym budynku uczelni, która była kuźnią przyszłych oficerów niemieckiej marynarki wojennej. Oprócz potwierdzającej zadowalający stan zdrowia opinii lekarskiej (brak zawrotów głowy, dobry słuch, brak kłopotów z wymową i dobry wzrok), każdy kandydat musiał dodatkowo zaliczyć półgodzinną próbę wytrzymałościową w wodzie. Poza tym, rodzice musieli podpisać oświadczenie, że poniosą wszystkie koszta związane z umundurowaniem i wyposażeniem syna. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w latach 1899-1900 wyekwipowanie kadeta morskiego kosztowało około 800 marek, a miesięczny dodatek na jego utrzymanie – kolejnych 40. W Niemczech na taki wydatek mogli pozwolić sobie tylko nieliczni.

Generał-major Tadeusz Gustaw Unrug (1834-1907) z trzyletnim synem Józefem. Fotografia została wykonana około 1887 r.
Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

11 maja 1904 r. Unrug (w dokumentach niemieckich – Josef von Unruh), już jako kadet morski, wziął udział w blisko jednorocznym rejsie praktykanckim na byłej korwecie parowo-żaglowej, wtedy fregacie (Kreuzerfregatte) 82-metrowej Stosch o wyporności 2994 t. Okręt szkolny (d-ca kmdr von Dassel) wyruszył z praktykantami w rejs po Bałtyku, Morzu Północnym i Morzu Śródziemnym. Pierwszym portem do którego zawinęła fregata był Sztokholm, a następnie Bergen, gdzie okręt inspekcjonował cesarz Wilhelm  II, dalej Ceuta i Konstantynopol.

Unrug dobrze znosił trudy morskiej żeglugi. Radził sobie z nauką przedmiotów ścisłych, z łatwością też przyswajał sobie języki obce, szczególnie francuski i angielski. Po powrocie do portu w Kilonii 31 marca 1905 r., komendant Marineakademie przeprowadził inspekcję okrętu. Bezpośrednio po zakończeniu trwającego 325 dni rejsu słuchacze, którzy spędzili w morzu 222 dni, zostali poddani egzaminowi. Każdy otrzymał zestaw kilkudziesięciu pytań z teorii, następnie musiał wykazać się wiedzą praktyczną. Sprawdziany były trudne, nie wszystkim udawało się je zaliczyć; w celu wyłonienia najlepszych kandydatów na oficerów akademia stosowała rygorystyczną selekcję. Unrug pierwszy rok nauki zakończył z czwartą lokatą.

Od 1 maja (awansowany ze starszeństwem 11 kwietnia) 1905 r. chorąży (Fähnrich) Józef Unrug kontynuował naukę na jednorocznym kursie oficerskim w Marineakademie. Oprócz szkolenia praktycznego na okrętach brał udział w zajęciach z nawigacji i w szkoleniu artyleryjskim. Do przedmiotów obowiązkowych należały: historia morska, wiedza morska, taktyka morska oraz matematyka i fizyka. Każdy chorąży musiał znać w mowie i w piśmie co najmniej jeden język obcy (uczono angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego i rosyjskiego). Studenci uczęszczali na wykłady z geografii świata, historii powszechnej i oceanografii.

Po ukończeniu teoretycznego kursu oficerskiego Unruga wysłano na wielomiesięczne szkolenie specjalistyczne. Od 2 kwietnia do 1 lipca 1906 r. odbywał kurs artyleryjski na okręcie Mars (3542 t). W ramach tego samego kursu, od 2 lipca do 31 sierpnia, przeszedł on szkolenie torpedowe na fregacie Blücher. Natomiast we wrześniu dodatkowo zaliczył kurs piechoty morskiej. Prawdopodobnie uczył się również metod wywiadu morskiego. Z kolei od 1 października 1906 do 12 kwietnia 1908  r. służył w charakterze oficera wachtowego na okręcie liniowym Braunschweig (okręt flagowy kadm. Adolfa Paschena), który wchodził w skład 2.  Eskadry Hochseeflotte. Tymczasem 28 września 1907 r. chorąży Unrug otrzymał awans na pierwszy stopień oficerski – podporucznika marynarki (Leutnant zur See).

Po wyokrętowaniu z pancernika, nowo upieczony podporucznik został skierowany do składu oficerskiego tzw. eskadry chińskiej. 7 maja 1908 r. wsiadł na statek parowy Rhein, który udał się do Port Saidu w Egipcie. 16 czerwca Unrug zaokrętował się na cumujący w porcie mały krążownik Niobe – 29 września po ponad 100 dniach, zakończył na nim służbę. Warto dodać, że od dwóch lat Niobe pozostawał w składzie eskadry krążowników służby zagranicznej. Okręty tego zespołu krążyły po wodach Dalekiego Wschodu (Morze Południowochińskie i Morze Japońskie), rejsy te nie przyniosły jednak żadnego godnego odnotowania wydarzenia.

Następny przydział (30 września 1908 – 28 września 1909 r.) Unruga to kanonierka Tiger (1100 t). Ciekawostką jest, że Tiger był pierwszym okrętem ze stalowym kadłubem zbudowanym w Kaiserliche Werft w Gdańsku. Pod koniec maja 1909  r. Tiger gotowy był do służby na wodach Azji Wschodniej.

Szesnastoletni Józef Unrug. Zdjęcie zostało wykonane w Dreźnie w 1900  r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Szesnastoletni Józef Unrug. Zdjęcie zostało wykonane w Dreźnie w 1900  r.
Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Pełniący funkcję oficera wachtowego Unrug przez przeszło 12 miesięcy pływał na Morzu Wschodniochińskim, Japońskim i Południowochińskim. Na początku 1909  r. Tiger, wspólnie z krążownikiem pancernym Fürst Bismarck, realizował zadania operacyjne na wodach indonezyjskich (wtedy Holenderskie Indie Wschodnie).

Wreszcie, 28 września, przyszedł rozkaz wzywający Unruga do Niemiec. Podróż morska zapowiadała się bardzo atrakcyjnie. Nazajutrz po otrzymaniu rozkazu wsiadł on w charakterze pasażera na statek Admiral von Tirpitz w porcie Tsingtau. Po dwóch dniach żeglugi parowiec zawinął do Szanghaju. Tam Unrug natychmiast przesiadł się na parowiec Siberia, który po 24 dniach rejsu przybył do San Francisco w Stanach Zjednoczonych.

Po zejściu na ląd – jak wspominał syn Józefa, Horacy Unrug w rozmowie z autorem artykułu – ojciec odbył fascynującą podróż lądem, na przemian dyliżansem i koleją, do Nowego Jorku. Miał niepowtarzalną okazję, by zatrzymując się przejazdem w kilku kolejnych stanach, przyjrzeć się panującym tam warunkom życia społeczeństwa amerykańskiego na początku XX  w. 17 listopada 1909  r. Unrug wsiadł na oceaniczny parowiec George Washington mogący zabrać 2900 pasażerów. Statek ten dopiero niedawno zasilił flotę olbrzymów armatora Norddeutscher Lloyd – obsługiwał on trasę z Nowego Jorku do Hamburga. W przeddzień końca żeglugi, 24 listopada, statek przeszedł linię Dover-Calais, nazajutrz rzucił cumy w porcie Bremerhaven.

Do czasu otrzymania przydziału na kolejny okręt, Unrug został skierowany do II Oddziału Inspektoratu Marynarki Wojennej w Berlinie, gdzie pozostawał do końca marca 1910  r. 22 marca został awansowany na porucznika marynarki (Oberleutnant zur See). Po przerwie spowodowanej pracą w sztabie, dostał 1 kwietnia przydział na mały krążownik München, jeden z 7 okrętów typu Bremen, w charakterze oficera wachtowego i adiutanta dowódcy okrętu. Podczas siedmiomiesięcznej służby (przez 214 dni) na okręcie wchodzącym w skład 3.  Eskadry Hochseeflotte, Unrug brał udział w rejsach próbnych i ćwiczeniach na Bałtyku i Morzu Północnym.

Niedługo potem, 1 listopada 1910 r., przeniesiono go na nowy krążownik Augsburg, na którym pływał podczas próbnych rejsów do 28 lutego 1911 r. Ponieważ jednostka podlegała Sekcji Badań Torpedowych, od lutego do końca kwietnia uczestniczył on w ćwiczeniach Zespołu Okrętów Szkolnych i Doświadczalnych adm. Wilhelma Lansa na środkowym Bałtyku. W trakcie służby Unrug został po raz kolejny odkomenderowany do II  Oddziału Inspektoratu Marynarki. Tym razem pozostawał do dyspozycji Berlina do 20 czerwca. Wkrótce ponownie wrócił na morze, lecz tym razem musiał pogodzić służbę na okręcie z pracą wizytatora na lądzie. Od 21 czerwca 1911  r. Unrug był oficerem wachtowym na okręcie liniowym Wörth. Służył też jako oficer inspekcyjny w Szkole Marynarki (Marineschule) Mürwik we Flensburgu. W przeciągu roku został adiutantem komendanta szkoły, kmdr. Herwartha Schmidta von Schwinda. Na pancerniku Wörth Unrug pełnił służbę przez 46 dni. W tym czasie jednostka wraz z 3. Eskadrą dowodzoną przez wadm. Hermanna Jacobsena (zaokrętowany na Kaiserze Wilhelmie  II) brała udział w manewrach na Bałtyku i Morzu Północnym.

25 sierpnia 1913 r. Unrug po raz kolejny został skierowany na duże jednostki bojowe i do 7 sierpnia 1914 był oficerem na różnych typach okrętów. Początkowo trafił na drednota Friedrich der Grosse, na którym służył jako adiutant i oficer wachtowy. Na okręcie pozostawał przez 143 dni, biorąc udział w rejsach i ćwiczeniach na Morzu Północnym i Bałtyku, a następnie został na blisko 2 miesiące, do 17 kwietnia, ponownie zaokrętowany na małym krążowniku Augsburg. W tym czasie Unrug brał udział w ćwiczeniach na Bałtyku i Morzu Północnym. W drugiej połowie kwietnia powrócił na Fredricha der Grosse, uczestnicząc w wiosennych manewrach. Był na nim odpowiedzialny za artylerię – w strzelaniach miał najlepsze wyniki we flocie. Niestety, zapłacił za to pogorszeniem słuchu.

Chorąży Józef Unrug (na pierwszym planie) od 1 października 1906 do 12 kwietnia 1908 r. był oficerem wachtowym na okręcie liniowym Braunschweig, który wchodził w skład 2. Eskadry Hochseeflotte (Floty Pełnomorskiej). Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Chorąży Józef Unrug (na pierwszym planie) od 1 października 1906 do 12 kwietnia 1908 r. był oficerem wachtowym na okręcie liniowym Braunschweig, który wchodził w skład 2. Eskadry Hochseeflotte (Floty Pełnomorskiej). Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Niespodziewanie, 24 czerwca, Unrug został zaokrętowany na cesarski jacht parowy Wilhelma  II Hohenzollern, na pokładzie którego wkrótce rozpoczął pierwszy rejs. Niebawem jednak podróż morska została przerwana i na wieść o austriackim ultimatum wobec Serbii kajzer wydał rozkaz powrotu do domu. Warto przy okazji wspomnieć, że załoga cesarskiego jachtu składała się z najlepszych oficerów. Ich dobór i pochodzenie społeczne nie były sprawą przypadku. Służba na nim była żmudna ze względu na dodatkowe obowiązki reprezentacyjne, ale mimo to traktowano ją jako wyróżnienie. Z tego okresu pochodzi zabawna historia związana z osobą Unruga. Otóż podczas rejsu nieznany z nazwiska wysoki dygnitarz z Berlina wypadł za burtę. Najwyraźniej nie umiał pływać. Unrug, nie zastanawiając się wiele, odpiąwszy tylko pas z szablą, tak jak stał w galowym mundurze, skoczył na ratunek i wyciągnął topielca z wody. Tymczasem uratowany, zamiast podziękować za ocalenie życia, zrobił swemu wybawcy karczemną awanturę w obecności cesarza, który był świadkiem całego zajścia. Poszło o to, że Unrug chwycił tonącego za włosy… które zostały mu w garści. Peruka, niestety, utonęła.

Tymczasem w Rosji zarządzono stan podwyższonego pogotowia wojennego. W Niemczech ogłoszono w odpowiedzi „stan grożący wojną”, a ponadto wystosowano do rządu rosyjskiego ultimatum, domagając się odwołania w ciągu 12 godzin działań mobilizacyjnych. 27 lipca Cesarska Flota wyszła w morze. Od kilku dni trwały letnie manewry na Morzu Północnym.

Wybuch wojny zastał Unruga znów na pancerniku Friedrich der Grosse, jako oficera oddziału wartowniczego, komendanta aresztu i oficera wachtowego. Nie zdążył przywyknąć do nowych warunków, gdy już 7 sierpnia znalazł się w Szpitalu Marynarki Wojennej w Wilhelmshaven. Leczył się z powodu choroby skóry – miał łuszczycę, która mu bardzo dokuczała. Niestety, kuracja prawie nic nie pomogła. Unrug pozostał w lazarecie do końca sierpnia 1914 r. Potem jeszcze przez 3 tygodnie czekał na przydział na okręt. We wrześniu oddelegowano go wreszcie na Sylt (największa z Wysp Północnofryzyjskich), gdzie pełnił funkcję naczelnika stacji sygnałowej.

W połowie grudnia 1914 r. wysłano go na kurs do Oficerskiej Szkoły Okrętów Podwodnych (U-Bootschule), w której pozostawał do 2 lutego 1915. Wraz z innymi kandydatami na podwodniaków został zaokrętowany na jednostkę ratowniczą okrętów podwodnych Vulcan.

Służbę na okrętach podwodnych Unrug rozpoczął, 7 (według innych publikacji od 3) lutego 1915 r., od przydziału na U 30 (d-ca kpt. mar. Erich von Rosenberg-Gruszczynski). Podczas trzeciego patrolu bojowego okrętu, a pierwszego w karierze podwodniackiej Unruga, jako oficera nawigacyjnego, odniósł pożądany sukces. U 30 był pierwszym niemieckim okrętem podwodnym, który rozpoczął działania ofensywne w rejonie Morza Irlandzkiego w drugim tygodniu lutego 1915 r. Podczas tegoż patrolu operował także na Morzu Północnym, wodach kanału La Manche i Atlantyku.
11 lutego U 30 wyszedł w morze z bazy u ujścia rzeki Ems. Podczas drugiej doby patrolu, w nocy, oficer wachtowy zgłosił dowódcy przejście okrętu przez Cieśninę Kaletańską. U-Boot szedł w zanurzeniu.

W ciągu następnych 6 dni, gdy okręt pozostawał w swoim sektorze, nie zauważono żadnej nieprzyjacielskiej jednostki. Przez większą cześć dnia U 30 był w zanurzeniu. Sztormowa pogoda uniemożliwiła przeprowadzenie ewentualnego ataku torpedowego. W końcu nocą z 17 na 18 lutego, po sforsowaniu kanału La Manche, w pozycji umożliwiającej przeprowadzenie ataku nieoczekiwanie znalazł się dwukominowy parowiec. Nic nie przeczuwając, statek spokojnie przemierzał wody Kanału Św. Jerzego. Po zajęciu dogodnej pozycji, Rosenberg-Gruszczynski wydał rozkaz odpalenia torpedy w kierunku zaciemnionej jednostki. Strzał był jednak niecelny. Atak nie został powtórzony, a wachta na statku nie zorientowała się nawet, że przed chwilą usiłował ich storpedować U-Boot.

Oberleutnant zur See (porucznik marynarki) Józef Unrug. Zdjęcie z 8 czerwca 1912 r. Fot. zbiory dr. Günthera von Bünau

Oberleutnant zur See (porucznik marynarki) Józef Unrug. Zdjęcie z 8 czerwca 1912 r. Fot. zbiory dr. Günthera von Bünau

W ciągu następnych dwóch dni U 30 pozostawał w Zatoce Liverpoolskiej, czyhając na sposobność do ataku. Okazja taka nadarzyła się nad ranem 20 lutego, gdy zanurzony U-Boot wypatrzył ofiarę. Celem był brytyjski parowiec Cambank (3112 BRT), płynący bez bandery i żadnych oznaczeń. Statek zatonął trafiony jedną torpedą wystrzeloną z U 30. Atak ten – zgodnie z dyrektywami dowództwa U-Bootwaffe – przeprowadzony został bez żadnego ostrzeżenia.

Jeszcze tego samego dnia upojony sukcesem dowódca wydał rozkaz zmiany kursu na północny zachód. Podejrzewał, że zatopienie parowca przy środkowo-zachodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii spowoduje czasowe wstrzymanie żeglugi handlowej. Tymczasem o godz. 17:35 w pobliżu wyspy Man na Morzu Irlandzkim U 30 natknął się na samotnie płynący niewielki brytyjski parowiec Downishire (337 BRT). Okręt wynurzył się, z armaty kal. 88 mm oddano w kierunku wrogiej jednostki strzał ostrzegawczy. Na parowcu posłusznie zastopowano maszyny. Wkrótce z U-Boota
spuszczono łódź wiosłową z zastępcą dowódcy i kilku marynarzami. Po paru minutach oddział abordażowy dopłynął do burty Downishire’a. Po sprawdzeniu dokumentów, ładunku i opuszczeniu jednostki przez załogę, parowiec został zatopiony ładunkami wybuchowymi. W 11. dniu rejsu bojowego, po dwóch dobach bezowocnego oczekiwania u wejścia do Kanału Północnego (cieśnina pomiędzy płn.-wsch. Irlandią a Wielką Brytanią) podążający z północy na Morze Irlandzkie Rosenberg-Gruszczynski zdecydował się ruszyć do bazy drogą wokół Szkocji i Szetlandów. 28 lutego zacumował w Wilhelmshaven.

Unrug opuścił okręt po udziale w jednym rejsie bojowym. Od 10 marca przez kolejne 5 dni pozostawał do dyspozycji Oddziału Zapasowego Załóg Okrętów Podwodnych w Wilhelmshaven. Kolejny kurs dla podwodniaków Unrug przeszedł od 16 do 19 marca 1915 r. na stawiaczu min Pelikan. Po zakończeniu szkolenia wyjechał do stoczni Vulcan w Hamburgu z nowym przydziałem. Tam przez 60 dni – do 18 maja pomagał wraz ze skompletowaną już załogą, stoczniowcom przy budowie nowego okrętu podwodnego typu UC II – UC 28. W następnych miesiącach podoficerowie i marynarze uczyli się obsługi różnego rodzaju urządzeń pokładowych U-Boota. Minęło kilkanaście miesięcy, zanim Unrug ponownie zjawił się w stoczni, tym razem, podczas prac wykończeniowych i prób UC 28.

19 maja 1915 r. Unrug został zaokrętowany na stary kontrtorpedowiec D 10. Trzydzieści dziewięć dni, które na nim spędził, zajęły rejsy po Bałtyku. W końcu rozpoczęła się trwająca wiele miesięcy służba na okrętach podwodnych. 27 czerwca Unrug jako oficer ponadetatowy (übermessig) trafił na miesięczne szkolenie na UB 11. Zdobył tu doświadczenie i wiedzę, która zaprocentowała, gdy przyszło mu samodzielnie dowodzić różnymi typami U-Bootów. Wracając do przebiegu kariery Unruga na UB  11 – porucznik trafił nań niespełna 4 miesiące od dnia wejścia okrętu do służby, 4 maja 1915 r. Tydzień później UB 11 (d-ca por. mar. Ralf Wenninger) wykonywał zadania szkoleniowe w ramach działalności U-Bootschule w Kilonii.

Wreszcie, 28 lipca 1915 r., Unrug został dowódcą małego podwodnego stawiacza min UC 8, który wchodził w skład flotylli „Flandern”. Szkolenie na nim odbywali podwodniacy ze szkoły w Kilonii. Przez 84 dni gdy dowodził okrętem, jednostka ta nie działała bezpośrednio przeciw żegludze alianckiej. UC  8 wykonywał wyłącznie rejsy szkoleniowe na Bałtyku. Nowe zadania pojawiły się dopiero po przejęciu dowodzenia przez por. mar. Waltera Schmidta.

17 października 1915 r. świeżo upieczony kpt. mar. Józef Unrug otrzymał rozkaz zdania dwa dni później dowództwa UC 8 i objęcia komendy na UC 11, który wszedł w skład zespołu okrętów szkolnych w Kilonii. Unrug, mimo że został po raz drugi mianowany dowódcą U-Boota, ani teraz ani później nie miał okazji do dowodzenia podwodnym stawiaczem min podczas patroli bojowych. W dowództwie U-Bootwaffe w osobie Unruga widziano bowiem doskonałego fachowca i instruktora dla nowych roczników podwodniaków. Po niespełna trzymiesięcznej służbie, 11 stycznia 1916 r. Unrug przekazał UC 11 por. mar. Reinholdowi Salzwedelowi.

12 (lub 15) stycznia Unrug został zaokrętowany na UB 25 jako oficer nadetatowy. Po czterech dniach przejął on U-Boota od kpt. mar. Hansa Nielanda (ur. się w Iławie, uczył się m.in. w gimnazjum w Gdańsku, w III Rzeszy został profesorem mineralogii i petrografii na uniwersytecie w Rostocku). Przez następnych 169 dni dowodził tym przeszło 260-tonowym okrętem podwodnym, który wielokrotnie wychodził w rejsy szkoleniowe na Bałtyk. Wyokrętował zeń 2 lipca 1916 r. Przełożeni Unruga, doceniając jego nienaganną służbę jako komendanta szkolnych okrętów podwodnych, powierzyli mu następnie dowództwo, tym razem dużego okrętu minowo-torpedowego UC 28. Do 8 marca 1917 r. prowadził na okręcie szkolenie praktyczne dla przyszłych oficerów, którzy po kursie mieli dowodzić własnymi U-Bootami.

Okręt hydrograficzny ORP Pomorzanin. Fot zbiory Macieja Dąbrowskiego

Okręt hydrograficzny ORP Pomorzanin.
Fot zbiory Macieja Dąbrowskiego

Od 9 do 27 marca 1917 r. Unrug przebywał na kursie strzelania torpedowego w U-Bootschule w Kilonii. Pod koniec marca wrócił na UC 28, pozostając na stanowisku dowódcy do 1 (inne publikacje mówią, że do 10) grudnia 1917 r. Ogółem dowodził nim przez 463 dni.

Od lewej stoją: kmdr por. Józef Unrug, kmdr Jerzy Świrski i kmdr por. Konstanty Jacynicz, pierwszy dowódca Dywizjonu Torpedowców, na pokładzie torpedowca ORP Krakowiak. Zdjęcie z 1921  r.

Od lewej stoją: kmdr por. Józef Unrug, kmdr Jerzy Świrski i kmdr por. Konstanty Jacynicz, pierwszy dowódca Dywizjonu Torpedowców, na pokładzie torpedowca ORP Krakowiak. Zdjęcie z 1921  r.

Decyzją dowództwa U-Bootwaffe, 2 grudnia 1917 r. Unrug został szefem flotylli szkolnych okrętów podwodnych oraz szkoły dla marynarzy i techników podwodnych w Kilonii. Jednym z powodów przeniesienia go na ląd była poważna choroba skóry. Podczas I wojny światowej kapitan kurował się w specjalnej leczniczej pływalni w Szwajcarii. 25 września 1918 r. Unrug został uhonorowany Krzyżem Żelaznym I klasy.

Wreszcie 17 marca 1919 r. Unrug złożył dymisję i na własną prośbę został zwolniony ze służby w Kaiserliche Marine, otrzymując państwową emeryturę. Na wieść o tworzeniu się niepodległego państwa polskiego, wierny wszczepionej mu przez ojca polskości, Józef Unrug zerwał raz na zawsze więzi łączące go z niemiecką flotą.

Akt nominacyjny kmdr. por. J. Unruga na stanowisko dowódcy Floty w maju 1925  r. Dokument został podpisany przez ówczesnego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Stanisława Wojciechowskiego, Prezesa Rady Ministrów Władysława Grabskiego i gen. dyw. Władysława Sikorskiego, Ministra Spraw Wojskowych.

Akt nominacyjny kmdr. por. J. Unruga na stanowisko dowódcy Floty w maju 1925  r. Dokument został podpisany przez ówczesnego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Stanisława Wojciechowskiego, Prezesa Rady Ministrów Władysława Grabskiego i gen. dyw. Władysława Sikorskiego, Ministra Spraw Wojskowych.

Służba w Polskiej Marynarce Wojennej

Dwa miesiące po zrzuceniu niemieckiego munduru Józef Unrug, już jako zdemobilizowany oficer Cesarskiej Marynarki, po przyjeździe do Warszawy zgłosił się 19 maja 1919 r. do Sekcji Marynarki Ministerstwa Spraw Wojskowych. Jej szefem został pod koniec listopada poprzedniego roku płk mar. Bogumił Nowotny, były oficer floty austro-węgierskiej, a po nim Kazimierz Porębski, były rosyjski kontradmirał.

W Departamencie Spraw Personalnych Ministerstwa Spraw Wojskowych Unrug złożył pisemną prośbę o przyjęcie go do Wojska Polskiego z zaliczeniem blisko 15-letniej służby w Kaiserliche Marine. Pod nieobecność Porębskiego, na początku czerwca 1919  r., zastępował go płk. mar. Jerzy Świrski (miesiąc później został mianowany zastępcą szefa Departamentu dla Spraw Morskich – DSM). On też podpisał zgodę na przyjęcie Unruga do służby zawodowej w Polskiej Marynarce Wojennej. Niedawny oficer floty niemieckiej przedstawił szefowi Sekcji Organizacyjnej DSM dokumenty świadczące, że jest polskim obywatelem, właścicielem majątku w Sielcu w Wielkim Księstwie Poznańskim. Unrug przedstawił też wystawione przez przedstawicieli tamtejszej społeczności pismo potwierdzające jego polską tożsamość. Na korzyść kapitana przemawiał również fakt, iż jego krewni, Chłapowscy i Unrugowie, służyli w oddziałach wojskowych wywodzących się z Wielkopolski. Bez żadnych zastrzeżeń wydano zatem stosowne zaświadczenie. Pod orzeczeniem podpisali się Świrski oraz por. mar. inż. Witold Hubert, referent MW do spraw personalnych.
Zweryfikowano też oficerską rangę Unruga – decyzją komisji lustracyjnej przyznano mu stopień kapitana marynarki, choć awansował wyżej już 4 lata wcześniej, dowodząc okrętami podwodnymi. Tak doświadczonemu oficerowi z pewnością można było przyznać rangę majora marynarki (odpowiednik późniejszego komandora podporucznika). Trzeba jednak nadmienić, że w armii polskiej oficerowie wywodzący się z Wielkopolski awansowali na ogół powoli.

26 lipca 1919 r. Unrug został wcielony na mocy dekretu do Wojska Polskiego. Jeszcze tego samego dnia, na wniosek Świrskiego, otrzymał przydział do DSM. Najwidoczniej już wówczas przyszły szef Kierownictwa Marynarki Wojennej (KMW) dostrzegł u młodszego o dwa lata podkomendnego te cechy charakteru, które powinny cechować zdolnego i solidnego sztabowego oficera marynarki. Później Świrski wielokrotnie podkreślał jego wybitne umiejętności dowódcze i organizacyjne. Nie pomylił się w swych sądach, ponieważ Unrug w 20-leciu międzywojennym odegrał znaczną rolę w rozwoju rodzimej marynarki wojennej.

Pozwolenie na prowadzenie na drogach publicznych Rzeczypospolitej Polskiej wszelkich pojazdów mechanicznych z wyjątkiem pojazdów przeznaczonych do użytku publicznego przez kmdr. Józefa Unruga, ważne do 27 października 1934  r.

Pozwolenie na prowadzenie na drogach publicznych Rzeczypospolitej Polskiej wszelkich pojazdów mechanicznych z wyjątkiem pojazdów przeznaczonych do użytku publicznego przez kmdr. Józefa Unruga, ważne do 27 października 1934  r.

Przez pierwsze tygodnie pracy w Warszawie Unrug wykonywał różne doraźne funkcje, ale od 18 września 1919 r., gdy przyszedł na miejsce kpt. mar. Stefana Frankowskiego, mianowany został tymczasowym naczelnikiem Wydziału Operacyjnego w Sekcji Organizacyjnej.

Z wielkim zapałem, wykorzystując całą posiadaną wiedzę i doświadczenie, zabrał się do pracy. Można nawet pokusić się o stwierdzenie – powołując się na opinie jego przyjaciół – iż służbę w PMW uczynił treścią i celem swego życia.

9 grudnia Unruga przeniesiono z DSM i odkomenderowano do Komisji Kwalifikacyjnej MSWojsk. dla Oficerów Marynarki. Był tam tylko przejściowo, gdyż wkrótce powierzono mu inne, jedyne w swoim rodzaju obowiązki na Wybrzeżu. Pod koniec roku wyjechał z Warszawy do Gdańska. Oddajmy jednak głos samemu Unrugowi: Z końcem roku [1919 r. – M. B.] zostałem wysłany do Gdańska, celem przejęcia obiektów nawigacyjnych wybrzeża morskiego. Gdańsk jeszcze był miastem pruskim. Nad interesami Polski czuwała Delegatura Rządu Polskiego z panem Mieczysławem Jałowieckim na czele. Jednym z moich zadań było nabycie statku dla służby hydrograficznej.

Na mocy postanowień traktatu wersalskiego Polska objęła we władanie część wybrzeża morskiego (znajdowały się tam małe porty rybackie: Hel i Puck), biorąc na siebie tym samym odpowiedzialność za bezpieczeństwo żeglugi w obrębie swych wód terytorialnych i za ich obronę. Do zadań DSM należało zainicjowanie własnej służby hydrograficznej i służby łączności pozwalającej na przejęcie opieki nad wydmami, nadzoru nad znakami pływającymi na szlakach nawigacyjnych w Zatoce Gdańskiej i Zatoce Puckiej, aktualizowanie map oraz kontrolę nad nadbrzeżnymi urządzeniami, z latarniami morskimi na czele. Dla realizacji tych zamierzeń konieczne było posiadanie odpowiedniego statku.

19 lutego 1920  r. Unrug oficjalnie objął stanowisko kierownika Urzędu Hydrograficznego na Wybrzeżu. Krótko pełnił też funkcję przedstawiciela wojskowego do spraw wojenno-morskich w Wolnym Mieście Gdańsku. Było to już po uroczystych zaślubinach Polski z morzem dokonanych przez gen. Józefa Hallera. Decyzja o wysłaniu Unruga do Gdańska z pewnością nie była dziełem przypadku. Doskonale władający językiem niemieckim były oficer Kaiserliche Marine był odpowiednim człowiekiem do działania w zgermanizowanym Gdańsku. Nie bez powodu zaangażował on też do pomocy przy tworzeniu Urzędu Hydrograficznego trzech innych oficerów, którzy w czasie I wojny światowej służyli w niemieckiej flocie: Jerzego Rychłowskiego, Stanisława Szworca
i Tadeusza Bramińskiego. Bohater naszej opowieści tak pisał wiele lat później: Jednym z moich zadań było nabycie statku dla służby hydrograficznej. Po dłuższym szukaniu znalazł się stosowny obiekt, mały parowiec dwuśrubowy, ongiś służący dla przewozu pasażerów do kąpielisk niemieckich na brzegach Morza Północnego.

Z tej przyczyny był płaskodenny, co było dla nas ważne, z uwagi na trudno dostępną i płytką Zatokę Pucką – miał około 200 ton wyporności, był już niemłody i sfatygowany przebytą służbą wojenną. Mimo to, po remoncie i przystosowaniu go do naszych potrzeb, służył jeszcze długie lata pod nazwą ORP „Pomorzanin”, jako okręt hydrograficzny naszej floty, […] na której wiosną 1920 r. podniesiono banderę wojenną Rzeczypospolitej.

Warto nadmienić, że tym sposobem pod koniec 1919  r. po raz pierwszy i ostatni Unrug stał się pełnoprawnym właścicielem statku. Ponieważ władze Gdańska nie uznawały rządu polskiego, parowiec został nabyty prywatnie – dzięki osobistym staraniom i na nazwisko kapitana.

Począwszy od 4 maja 1920 r. Pomorzanin rozpoczął służbę jako okręt hydrograficzny, wytyczając bezpieczny tor wodny przez płytki kanał Depka, stanowiący jedyne wejście do portu w Pucku. Wkrótce wykonano pomiary portów w Pucku i Helu oraz Jamy Kuźnickiej i całej Zatoki Gdańskiej. Następnie przyszedł czas, gdy załoga Pomorzanina rozpoczęła pomiary pod przyszły port wojenny w Gdyni – zbadano dno Cypla Oksywskiego aż do Redłowskiego. Po tak pomyślnym rozpoczęciu prac hydrograficznych Unrug mógł skoncentrować się na kolejnych obowiązkach, których mu wszak nie brakowało.

Akademia w 1934  r. w Gdyni. W środku siedzą: kadm. Józef Unrug z żoną Zofią, z lewej strony – kmdr dypl. Stefan Frankowski, pierwszy dowódca Obrony Wybrzeża Morskiego.

Akademia w 1934  r. w Gdyni. W środku siedzą: kadm. Józef Unrug z żoną Zofią, z lewej strony – kmdr dypl. Stefan Frankowski, pierwszy dowódca Obrony Wybrzeża Morskiego.

Wiosną 1920  r. rozpoczęły się prace przygotowawcze pod przyszły Port Wojenny w Gdyni. Ludzie interesujący się sprawami naszego morza dobrze wiedzą, że projektantem i budowniczym portu gdyńskiego, był inżynier budownictwa portowego przy Przedstawicielu do Spraw Morskich (przy Komisarzu Generalnym Rzeczypospolitej na Wolne Miasto Gdańsk) i kierownik badań portowych w Gdyni, Tadeusz Apolinary Wenda. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, iż swój udział w tym gigantycznym przedsięwzięciu, miał także Józef Unrug. Otóż 19 czerwca 1920  r. opracował on i przedstawił w DSM MSWojsk. dokument na temat przyszłej bazy morskiej PMW w Gdyni. To memorandum zostało przygotowane w Gdańsku. W odstępie jednego dnia, 20 czerwca, inny dokument na temat prac związanych z budową bazy dla PMW przygotował inż. Wenda.

Od 9 do 25 lipca 1920  r., Unrug przebywał na urlopie wypoczynkowym, który spędził w rodzinnych stronach. Teraz, ze względu na sędziwy wiek matki, Józef pomagał w gospodarskich pracach. Był jeszcze jeden powód przyjazdu do Sielca. Otóż 36-letni Józef darzył szczególną sympatię swoją dalszą kuzynkę, Zofię z domu Unrug – prawdopodobnie podczas letnich wakacji doszło do ich zaręczyn. Ślub zaplanowano na wiosnę następnego roku.

2 września 1920  r., po przyjeździe do Pucka, Świrski, dowódca Wybrzeża Morskiego, poinformował Porębskiego, iż uznał za niezbędne mieć za pomocnika starszego oficera marynarki w osobie Unruga, któremu zamierza powierzyć obowiązki szefa Sztabu Dowództwa Wybrzeża. W ten sposób, w dowód uznania, Unrug został 23 września przeniesiony do Pucka, który stał się pierwszą bazą dla tworzonych na wybrzeżu jednostek PMW. Mimo trudnych warunków, pucka przystań przez 4 lata pełniła rolę głównej bazy Floty. Utworzono tu Komendę Portu Wojennego, Dowództwo Artylerii Nadbrzeżnej, Dowództwo Wybrzeża Morskiego (od 1922 r. zmienione na Dowództwo Floty) oraz rozpoczęto formowanie jednostki lotnictwa morskiego.

Wyjątkowe zdjęcie Józefa Unruga z rocznym synkiem Horacym (zm. w 2012 r.) na spacerze brzegiem morza, Rewa, sierpień 1931 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Wyjątkowe zdjęcie Józefa Unruga z rocznym synkiem Horacym (zm. w 2012 r.) na spacerze brzegiem morza, Rewa, sierpień 1931 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Kapitan mar. Unrug, jako nowo mianowany szef Sztabu Dowództwa Wybrzeża (zatwierdzony 5 grudnia 1922 r.), wynajął pokój z pełnym utrzymaniem w domu prowadzonym przez siostry zakonne. Wiódł prosty, niemal spartański tryb życia. Tak wobec siebie, jak i podwładnych stosował te same kryteria: nie pił, nie tolerował braku solidności, był punktualny, mówił mało, ale zawsze wszystko widział i wiedział. Te cechy charakteru bardzo się przydały, gdy kilka lat później, na wniosek gen. Władysława Sikorskiego, Unrug powołany został na stanowisko dowódcy Floty. Słabością tego charyzmatycznego oficera było… palenie fajki. Unrug nie był zbyt towarzyski i niechętnie przyjmował gości. Sam także raczej u nikogo nie bywał, nawet po przyjeździe poślubionej później żony. Sytuacja była raczej niezręczna zważywszy, że nowo przybyli wraz z rodzinami oficerowie PMW przeważnie starali się szybko nawzajem poznać. Za to Świrski, który przykładał dużą wagę do integracji kadry oficerskiej (w odróżnieniu od Unruga, który miał natomiast dobry kontakt z młodymi wiekiem oficerami oraz załogami okrętów – podoficerami i marynarzami), był na tym polu bardzo aktywny, choć nie leżało to bynajmniej w jego charakterze. Pomocna okazała się tu małżonka pułkownika [Świrskiego – dop. red,], Maria – osoba z natury bardzo rozmowna i towarzyska.
Unrug wykonywał powierzone mu obowiązki w swoim stylu: z zaangażowaniem i żelazną konsekwencją. Organizował pracę sztabu, wdrażał porządek i dyscyplinę w służbie oraz przygotowywał plany szkolenia załóg okrętów. Nie wszyscy oficerowie podlegający jego surowym rozkazom potrafili sprostać wymaganiom. Problem polegał na tym, że przesiąknięty stylem służby w Kaiserliche Marine, przeniósł do PMW wdrażane tam cechy charakteru: dyscyplinę, uczciwość wobec przełożonych oraz zaangażowanie w pracę zawodową i odpowiedzialność. W dużej mierze właśnie dlatego w późniejszych latach, gdy był już szefem Sztabu Dowództwa Wybrzeża Morskiego, a następnie dowódcą Floty, między nim a rówieśnikami z byłej floty carskiej dochodziło do nieporozumień.
W krótkim czasie Unrug dwukrotnie awansował. Była to nagroda za wzorowe wywiązywanie się z zadań na rzecz PMW, ale nie tylko. Komisja Weryfikacyjna zaliczyła oficerom lata służby w marynarkach państw zaborczych i ustaliła wreszcie należne im polskie stopnie. 5 lutego 1921 r. Unrug otrzymał stopień podpułkownika marynarki w korpusie morskim. Miesiąc później, na mocy rozporządzenia szefa DSM, w związku z wprowadzonymi zmianami nazw stopni w PMW, stopień podpułkownika odpowiadał już randze komandora porucznika. 9 lipca (mianowany z dn. 20 kwietnia 1921) Unrug przejął Sztab Dowództwa Wybrzeża Morskiego.

Wkrótce po wejściu do służby Pomorzanina, PMW wzbogaciła się o kolejne okręty wojenne – 2 kanonierki, 4 poniemieckie minowce typu FM, 6 torpedowców pamiętających czasy służby w Kaiserliche Marine oraz kilku jednostek pomocniczych. Niestety, były to jednostki już przestarzałe, wyeksploatowane i słabo uzbrojone, o niewielkiej wartości bojowej.

Komandor Unrug realistycznie oceniał ewentualne możliwości działań obronnych Floty na Wybrzeżu. Z tego powodu na początku lat 20. między nim a płk. Tadeuszem Kutrzebą z Biura Ścisłej Rady Wojennej, który należał do wybitnych polskich teoretyków wojskowych, rozegrała się „prywatna gra wojenna”. Zdaniem Unruga, w razie wojny ze Związkiem Sowieckim rola PMW ograniczałaby się do „zabezpieczenia morskiej komunikacji z Francją”, co na ten moment wydawało mu się możliwe do wykonania. Przy tej okazji dowodził, że najdalej wysunięta linia zabezpieczenia przebiegać będzie przez Bałtyk na wysokości Lipawy. W każdym razie ofensywne działania PMW przeciw ZSRS nie mogły być brane pod uwagę. Bardzo pesymistycznie oceniał też Unrug szanse naszej maleńkiej marynarki w konfrontacji z Niemcami – był to pogląd jak najbardziej szczery. Unrug dowodził, że w razie jakiejkolwiek agresji floty niemieckiej polskim okrętom nie pozostanie nic innego, jak szybkie wycofanie się do Lipawy – portu neutralnego, lub samozatopienie wszystkich jednostek w gdyńskim porcie, a następnie obrona honoru marynarki przez spieszone załogi na otaczających Gdynię wzgórzach (w tym czasie nie było jeszcze mowy o Helu). Podczas dyskusji padło też z ust komandora stwierdzenie, że co prawda istnieje możliwość związania w walce floty niemieckiej przez Royal Navy, lecz według niego Kanał Kiloński dawał Niemcom wszelkie możliwości panowania na Bałtyku bez obawy ingerencji ze strony potężnych sił morskich Albionu.

Prezydent RP Ignacy Mościcki w towarzystwie kadm. Józefa Unruga na pokładzie ORP Mazur, na kolorowanej okładce „Morza” z września 1937 r.

Unrug dużą troskę przywiązywał do rozwoju praktycznego systemu kształcenia przyszłych kadr oficerskich PMW. Z myślą o młodych oficerach marynarki opracował w 1922  r. książeczkę, która zawierała zwięzłe zestawienie praktycznych wskazówek, które mogły się przydać oficerowi podczas służby na okręcie wojennym. Warto odnotować, że Unrug przy wszystkich okazjach podkreślał, że służba na okrętach pod polską banderą wymaga wysokich wartości moralnych i zawodowych. Miał własną wizję polskiego marynarza, a zwłaszcza podoficera czy oficera. Nigdy też nie naśladował bezkrytycznie obcych wzorów – niemieckich, francuskich czy angielskich. Chciał, żeby w polskim marynarzu znalazła swe odbicie rodzima natura i właściwy jej indywidualizm.
Wytężona praca na stanowisku szefa sztabu spowodowała znaczne pogorszenie dziedzicznej choroby skóry, która bardzo dolegała Józefowi, wymagając zmiany trybu życia. Tak pożądany spokój i wypoczynek, z dala od „paniczków”, znajdował on w Sielcu. W maju 1923  r. Unrug postanowił odejść ze służby w MW – powodem były animozje z oficerami wywodzącymi się z floty rosyjskiej (wątpił w możliwość dalszej współpracy z szefem KMW, wadm. Porębskim) oraz śmierć matki i upadający majątek na Pałukach (zachodziła obawa utraty dworu, pięknego parku i dóbr ziemskich). 1 grudnia Unrug został przeniesiony w tzw. stan nieczynny. Dymisjonowany na własną prośbę komandor wspólnie z żoną Zofią od października 1923 do maja 1925 r. przebywał w rodzinnym Sielcu. Warto podkreślić, że właśnie dzięki pobytowi w rodzinnym majątku odzyskał siły i chęć do pracy.

Dowódca Floty

Unrug, włodarząc wciąż w swym majątku, był jednak na bieżąco informowany o sytuacji w PMW. Pozostawał w stałym kontakcie z dowódcą Floty, kmdr. Świrskim. Ich relacje nie były wprawdzie nigdy zażyłe, za to obaj oficerowie doskonale się rozumieli i uzupełniali. Świrski cenił Unruga za odważne wyrażanie swoich poglądów, nawet jeśli nie zawsze były one zgodne z jego własnym stanowiskiem. Mimo że Unrug formalnie pozostawał poza czynną służbą, nieoficjalnie wciąż współdziałał ze Świrskim w forsowaniu pożądanych zmian w KMW. Obaj oficerowie mieli jednakowe poglądy na rolę MW w strukturze sił zbrojnych, obaj też byli nastawieni krytycznie do polityki personalnej Porębskiego jako szefa KMW, widząc potrzebę gruntownej sanacji tak samej marynarki, jak i jej kierownictwa.

Gdy na początku 1925 r. Unrug nadal spokojnie zarządzał swym majątkiem, w KMW w Warszawie zaszły wydarzenia zapowiadające istotne zmiany.

Wybuchła tzw. afera minowa związana z zakupem min zagrodowych w Estonii. Chociaż uchybień dopuścili się oficerowie komisji odbiorczej, to formalnie obciążyło to Porębskiego – zarzucono mu niedopatrzenia i niedostateczny nadzór nad podwładnymi. Koniec końców, rozporządzeniem Stanisława Wojciechowskiego, prezydenta RP, z 19 maja 1925 r. szef KMW został zwolniony z funkcji bez rozprawy sądowej, której się domagał. Jego odejście, co podkreślają historycy wojskowości, uznaje się za stratę dla PMW i polityki morskiej państwa.

Tymczasem 23 kwietnia 1925 r. kmdr Świrski przedłożył gen. Sikorskiemu, ministrowi spraw wojskowych, i niektórym oficerom Sztabu Generalnego, memoriał traktujący o potrzebie uzdrowienia sytuacji w PMW – podjął zdecydowane działania dla przeforsowania swych poglądów. Propozycje dowódcy Floty trafiły na podatny grunt w MSWojsk., gdzie krytykowano koncepcję dotychczasowego szefa KMW i rozwijania PMW w oparciu o wzory brytyjskie. Sikorski, orędownik długofalowej współpracy z Francją, skłaniał się ku treści memoriału przedstawionego przez Świrskiego.

10 maja 1925 r. Unrug wysłał pismo do Sikorskiego, w którym krytycznie ocenił poczynania Porębskiego. Komandor miał na uwadze tylko i wyłącznie dobro rodzimej floty wojennej. W ciągu kilku lat służby w PMW, pozostając na różnych stanowiskach we flocie, był świadkiem trawiącej ją choroby. Ów list przyczynił się w sposób bezpośredni do zmian personalnych w KMW: we wrześniu 1925 r. skierowano na inne stanowisko 54 oficerów, a w stan spoczynku przeniesiono 13.

19 maja, zaledwie kilka dni po ostrej krytyce, jakiej została poddana PMW na forum polskiego parlamentu, ukazało się rozporządzenie Wojciechowskiego.

Nowym szefem KMW został kmdr Świrski, zaś kmdr. por. Unruga ponownie powołano do służby – objął on dowództwo Floty. Jego siedziba od sierpnia 1924 r. mieściła się w Gdyni.

Unrug desygnację na nowe stanowisko otrzymał podczas pobytu w Sielcu 23 maja 1925 r. Awans jego został opublikowany w Dzienniku Personalnym MSWojsk. Nr 58 (O.V.L. 17703., „G”.25). Pod aktem nominacyjnym podpisy złożyli: Stanisław Wojciechowski, Władysław Grabski, Prezes Rady Ministrów i gen. dyw. Sikorski. To minister Sikorski złożył propozycję Unrugowi jego powrotu do MW i objęcia funkcji dowódcy Floty.

Pisze Horacy Unrug: [Ojciec] został przywołany do Sikorskiego zaraz po wysłaniu listu na temat [osoby] admirała Porębskiego. Sikorski zaproponował mu [powrót do] służby w Marynarce Wojennej. [Ojciec] wcale się tego nie spodziewał, raczej oczekiwał nagany od ministra Spraw Wojskowych za mieszanie się do rzeczy, które nie były w jego ówczesnej kompetencji obywatela ziemskiego. Po napisaniu listu do Sikorskiego, nie mógł odmówić wzięcia [odpowiedzialności] za proponowane reformy. Komandor Świrski, napisał do Ojca, że w jego liście do Sikorskiego wyrażał się zbyt krytycznie o admirale Porębskim. […]

Funkcja dowódcy Floty nie była ukoronowaniem marzeń [mojego Ojca]. Była na pewno funkcją, która pozwalała mu robić, co potrafił najlepiej i co było Polskiej Marynarce Wojennej i Gdyni potrzebne. Jego marzeniem po 20 latach służby, po śmierci ojca i matki, było gospodarować w Sielcu. Z żoną, która też o tym marzyła i odniosła sukces; została jako jedna z pierwszych właścicieli ziemskich w Pałukach upoważniona na dostawę do Bydgoszczy tuczników z przeznaczeniem na bekon, które były następnie eksportowane do Anglii.

Przed czujnym wzrokiem komandora nie można było nic ukryć. Nie tolerował beztroskiego podejścia do obowiązków służbowych cechującego niektórych starszych wiekiem oficerów, którzy trafili do PMW w pierwszych latach II  RP. Z tego powodu także i później nie obeszło się bez zasadniczych zmian personalnych. Przyszły admirał cenił natomiast ludzi młodych, z ambicjami, odznaczających się dużym poczuciem własnej godności i zdecydowanych respektować surowe reguły życia na morzu. Nie przypadkiem też Unrug najwięcej zwolenników miał wśród młodego pokolenia kadry PMW. Zachowując na co dzień dystans wobec podwładnych, młodych oficerów traktował wyjątkowo. Odkąd zamieszkał w wilii na Oksywiu, miał zwyczaj zapraszania podchorążych i nowo mianowanych podporuczników na półgodzinne towarzyskie rozmowy przy kawie.

Jak wyraził się swego czasu Zbigniew Machaliński, historyk PMW, funkcja dowódcy Floty była niewątpliwie ukoronowaniem marzeń Unruga – chociaż z takim poglądem nie zgadza się syn Horacy. Był on bez wątpienia realistą – co potwierdza syn admirała – dlatego za swe główne zadania przyjął budowę nowego portu wojennego, rozbudowę Floty, utworzenie dywizjonu okrętów minowych i okrętów podwodnych, ale przede wszystkim kształcenie kadry oficerskiej. Ale także duży nacisk – o czym współcześni badacze spraw morskich nieraz zapominają lub nie traktują z należytym zrozumieniem – kładł na kształcenie kadry podoficerskiej. Uważał, że brak doskonałych majstrów był największym problemem przemysłu polskiego.

Zdjęcie polskich oficerów w niewoli w Oflagu IV C- S (obóz specjalny) Colditz, lipiec 1941 r. Stoją od lewej: kmdr dypl. Marian Majewski, płk Władysław Smolarski, gen. dyw. Tadeusz Piskor, kadm. Józef Unrug, płk. dypl. Mieczysław Mozdyniewicz i płk. dypl. Antoni Trzasko-Durski.

Zdjęcie polskich oficerów w niewoli w Oflagu IV C- S (obóz specjalny) Colditz, lipiec 1941 r.
Stoją od lewej: kmdr dypl. Marian Majewski, płk Władysław Smolarski, gen. dyw. Tadeusz Piskor, kadm. Józef Unrug, płk. dypl. Mieczysław Mozdyniewicz i płk. dypl. Antoni Trzasko-Durski.

Dowódca Floty był wymagający i krytyczny również w stosunku do siebie. Nie był natomiast oportunistą, nie cofał się przed wypowiedzeniem własnego zdania. Jak wynika z jednego z tajnych dokumentów zachowanych w papierach KMW, Unrug potrafił wziąć na siebie przewinienia swych podkomendnych, jeśli uznał, że doszło do nich wskutek braku jego nadzoru.

Opracowany przez komandora (awansowany w korpusie morskim 3 maja 1926 ze starszeństwem od 1 sierpnia 1924 r.) regulamin Służby Okrętowej, który został zatwierdzony przez MSWojsk., dokładnie regulował życie na okręcie – tak w porcie, jak i podczas ćwiczeń na morzu. Regulamin ustalał szczegółowo porządek dnia i towarzyszące mu czynności, wprowadzał zwyczaje morskie, określając całokształt życia Floty. Jej dowódca często osobiście czuwał nad przestrzeganiem wyznaczonych przez siebie norm. Unrug w wielu sprawach był nad wyraz drobiazgowy, co denerwowało podwładnych, nie przysparzając mu popularności. Ale owa irytująca pedanteria komandora nie wynikała wcale z chęci przyłapywania marynarzy na drobnych uchybieniach – on usiłował ich po prostu wychować. Surowym egzekwowaniem regulaminu dowódca Floty wyrabiał wśród swych podwładnych nawyk utrzymywania porządku, dbałość o wygląd zewnętrzny i dyscyplinę. Wszystko to miało zasadniczy wpływ na poziom wyszkolenia załóg. Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że w porcie i na okrętach nic nie uszło uwadze dowódcy Floty. Zrozumiałe, że nie zawsze się z tym zdradzał. Z okien swej „warowni oksywskiej” miał doskonały widok na port – mógł śledzić każdy ruch, wyłapywał każde najmniejsze nawet niedbalstwo lub przewinienie. Unrug był fanatykiem punktualności i tego samego wymagał od innych. Swe iście „nelsonowskie” cechy konsekwentnie przeniósł na polski grunt.

Odkąd Unrug zamieszkał w Gdyni, z dużym zaangażowaniem włączył się w działalność społeczną, pełniąc różne odpowiedzialne funkcje. Drugą obok motoryzacji pasją kontradmirała (został awansowany 1 stycznia 1933) było żeglarstwo – był zapalonym żeglarzem i mecenasem, tego sportu. Należał on do współzałożycieli Oddziału Morskiego Yacht-Klubu Polskiego w Gdyni (został komandorem oddziału morskiego YKP). Marynarka Wojenna wprowadziła do tego klubu swój jacht Junak. Gdy powstała druga organizacja żeglarska – Oficerski Yacht-Klub – Unrug potrafił dostrzec w nim nie konkurencję, lecz jeszcze jedną szkołę charakterów dla swojej kadry, starał się więc popierać oba stowarzyszenia. Znany z życzliwości dla młodzieży Unrug został także wybrany w 1932  r. pierwszym prezesem gdyńskiego Zarządu Ogniska YMCA (Young Men’s Christian Association – Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej). Naczelnym celem międzynarodowej protestanckiej organizacji, było wychowywanie młodych ludzi zgodnie z etyką chrześcijańską.

Unrug zawsze przywiązywał dużą wagę do sprawności fizycznej marynarzy. Dość często widziano go na meczach piłkarskich drużyny marynarki wojennej, którymi się żywo interesował. To z jego inicjatywy zakupiono szkuner – pierwszy okręt żaglowy ORP Iskra, który został sprowadzony do Polski w 1927 r. Doceniał wartość twardej szkoły pod żaglami.

Admirał Unrug wiedział, że chcąc dysponować skuteczną flotą wojenną, trzeba jej stworzyć w kraju odpowiednie zaplecze. Dlatego z wielkim zainteresowaniem i troską śledził pracę Warsztatów Portowych Marynarki Wojennej, przeniesionych z Pucka do Gdyni w drugiej połowie lat 20. WPMW zatrudniały dobrych fachowców. Dowódca Floty był prawie codziennym gościem w warsztatach – dążył on do maksymalnego uniezależnienia się od stoczni remontowej na terenie Wolnego Miasta Gdańska.

Okazuje się, że młoda polska flota wojenna na Bałtyku w niespełna dwie dekady, mimo trudnej sytuacji ekonomicznej kraju, wzbogaciła się o 18 okrętów bojowych, o łącznej wyporności około
17  000  t – 4 nowoczesne niszczyciele (Wicher, Burza, Błyskawica, Grom), 5 okrętów podwodnych (Ryś, Wilk, Żbik, Orzeł, Sęp), 2 kanonierki (Generał Haller, Komendant Piłsudski), 6 minowców (Jaskółka, Mewa, Rybitwa, Czajka Czapla, Żuraw), duży stawiacz min Gryf i inne jednostki pomocnicze (transportowe, szkolne itd.), które zbudowano we Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii i Polsce. Marynarka Wojenna, jako zupełnie nowy rodzaj sił zbrojnych odrodzonego państwa, z trudem utrwalająca swoje miejsce w ich strukturze, z reguły nie znajdowała jednak wystarczającego zrozumienia w gremiach decyzyjnych.

Obrońca Wybrzeża

Od 17 sierpnia 1939 r. Dowództwo Floty i Obszaru Nadmorskiego mieściło się formalnie koło helskiego dworca kolejowego. Tym sposobem Unrug uzyskał wgląd w bezpośrednie przygotowania wojenne półwyspu. Admirał przeniósł się teraz ze swoim małym sztabem do opróżnionego schronu amunicyjnego, około 5 km od nasady półwyspu po stronie Zatoki Puckiej. Kilka dni później, 23 sierpnia, na wieść o podpisaniu paktu Ribbentrop – Mołotow, ogłoszono „alarm na Flocie”. Załogi okrętów znalazły się w pełnej gotowości bojowej.

Inspekcja kutra rybackiego Kalew w porcie Agadir (Maroko) dokonywana przez Józefa Unruga.

Inspekcja kutra rybackiego Kalew w porcie Agadir (Maroko) dokonywana przez Józefa Unruga.

W momencie ogłoszenia mobilizacji, dowódca Floty objął dowództwo operacyjne Obrony Wybrzeża, podlegające bezpośrednio naczelnemu wodzowi, marszałkowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu. W przeddzień wybuchu wojny Unrugowi, podlegało bezpośrednio 16-18 tys. ludzi; dowodził on całością sił morskich, lądowych i powietrznych Obrony Wybrzeża. Wszystkie jednostki lądowe i morskie dysponowały łącznie setką dział różnego kalibru i przeznaczenia. Przeciwnik jednak miał druzgocącą siłę. Na morzu przewaga Niemiec była dziesięciokrotna. W powietrzu piloci Luftwaffe byli praktycznie bezkarni, nie napotykając żadnego przeciwnika. Na lądzie przewagę ilościową szacowano jako najmniej przytłaczającą, bo dwuipółkrotną, przy czym zdecydowanie lepsze było uzbrojenie przeciwnika.

Dowódca Floty, nauczony osobistym doświadczeniem z I wojny światowej, zdawał sobie sprawę ze spoczywającego na nim odpowiedzialności. Choć czuł się osobiście odpowiedzialny za życie tysięcy obrońców, zgodnie z wcześniejszymi rozkazami naczelnego wodza, zamierzał walczyć dopóty, dopóki pozwalają na to okoliczności. Nie miał jednak zamiaru przelewać krwi żołnierzy
i marynarzy nadaremnie. Józef Unrug był człowiekiem honoru – dlatego, sumiennie przestrzegając międzynarodowych konwencji, nie zgadzał się na torpedowanie nieuzbrojonych i niekonwojowanych statków wroga. Miało to także tę dobrą stronę, że walcząc fair, dowódca Floty nie dawał pretekstu do ataku goebbelsowskiej propagandzie.

Już w pierwszych godzinach działań wojennych okazało się, że helskie Dowództwo Floty musi w zasadzie koordynować wszelkie akcje Obrony Wybrzeża. Unrug, pozostając odpowiedzialny za całość działań, nie miał jednak fizycznej możliwości ingerowania w decyzje Lądowej Obrony Wybrzeża i w obronę Westerplatte. Admirał całkowicie zawierzył tu płk. Stanisławowi Dąbkowi, który dowodził obroną Gdyni i Oksywia. Podobnie wyglądała sprawa z Wojskową Składnicą Tranzytową. Faktyczna działalność Unruga ograniczała się zatem do dowodzenia Flotą oraz bezpośredniego zwierzchnictwa nad dowódcą Rejonu Umocnionego Hel.

Po kapitulacji Warszawy i Modlina, ostatnimi punktami zorganizowanego oporu pozostały Hel i Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” (walki tego ostatniego zgrupowania trwały do 6 października). W tej sytuacji nocą z 30 września na 1 października w schronie dowódcy Floty odbyła się narada wojenna. Oprócz głównodowodzącego wzięli w niej udział: kmdr dypl. Marian Majewski, kmdr dypl. Stefan Frankowski i kmdr Włodzimierz Steyer. Oficerowie, z kadm. Unrugiem na czele, byli zgodni, że dalsza obrona Helu straciła sens, wobec czego można z czystym sumieniem skapitulować, tym bardziej, że w oddziałach piechoty brakowało amunicji i żywności. Biorąc to wszystko pod uwagę, Unrug stwierdził, że dalsza walka jest beznadziejna, a następne ofiary – niepotrzebne.

O godzinie 19:30 kmdr Majewski podpisał akt kapitulacyjny, występując w imieniu Unruga. Przekazanie półwyspu Niemcom odbyło się 2 października.

Józef Unrug w Agadirze i praca w firmie polonijnej „Fregata S.A.” braci Wieleżyńskich, zdjęcie z 1948  r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Józef Unrug w Agadirze i praca w firmie polonijnej „Fregata S.A.” braci Wieleżyńskich, zdjęcie z 1948  r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Niewola i emigracja

Admirał Unrug do niewoli trafił 2 października 1939 r. Przebywał w 7 obozach jenieckich: Oflag X B w Nienburgu, Oflag XVIII C Spittal, Oflag II C w Woldenbergu, Oflag VIII B w Silberbergu, Oflag IV C w Colditz, Oflag VIII E w Johannisbrunn i Oflag VII A w Murnau. Z tego ostatniego został wyzwolony 29 kwietnia 1945 r. przez żołnierzy gen. Omara Bradleya. Unrug w obozach tych był dobrze traktowany. Ale jeszcze w 1940  r. niemiecka delegacja podczas pobytu w Spittal próbowała nakłonić Unruga do powrotu do służby w Kriegsmarine. Admirał był nieugięty, a jego butna postawa za drutami wobec wroga obrosła w legendę.

Józef Unrug na wakacjach w Sables d’Olonne we Francji, lato 1967 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Józef Unrug na wakacjach w Sables d’Olonne we Francji, lato 1967 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Z Niemcami rozmawiał tylko przez tłumacza, bo – jak powiedział – język wroga zapomniał 1 września 1939 r. Po wojnie trafił do Wielkiej Brytanii. Tu wreszcie spotkał się ze swoją rodziną – żoną i synem Horacym. Objął stanowisko I  zastępcy szefa KMW.

W sierpniu 1948 r., w stopniu wiceadmirała, zwolniony z Polskiego Korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia został zdemobilizowany. Anglicy zaproponowali mu emeryturę, ale odmówił. Wraz z żoną wyjechał do Maroka, gdzie przyjaciele z dawnych lat załatwili mu pracę. Sześćdziesięcioletni admirał doglądał stanu floty kutrów rybackich, które służyły do połowu sardynek. Od 1951 r.

pracował w Agadirze jako kierowca w przedsiębiorstwie górniczym. W 1958 r. Unrugowie wyjechali do Francji. Tutaj zamieszkali w Domu Polskim dla emerytów w wiosce w Lailly-en-Val pod Orleanem, utworzonym przez Fond Humanitaire Polonais (FHP). Unrugowie zostali wzięci pod opiekę przez departament Seine. Byli pierwszymi pensjonariuszami zabytkowego zamku, w którym zakwaterowano starsze osoby niezdolne już do pracy. Rząd francuski nigdy nie zaproponował admirałowi obywatelstwa w kraju, w którym spędził ostatnie lata życia. Miał statut i papiery uchodźcy pochodzenia polskiego. Nie otrzymywał też żadnych pieniędzy, pomijając koszta zakwaterowania i opieki. Gdy wieść o tarapatach finansowych admirała dotarła do Londynu, w Stowarzyszeniu Marynarki Wojennej natychmiast zorganizowano zbiórkę pieniędzy (o czym Unrug nie wiedział). Potem czyniono to jeszcze kilkakrotnie. Bezinteresowny odruch serca granatowej braci na obczyźnie daje piękne świadectwo więzi łączących środowisko marynarskie z byłym dowódcą Floty.

Józef i Zofia Unrugowie w Lailly-en-Val, jesień 1972. Jedno z ostatnich zdjęć admirała przed śmiercią. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Józef i Zofia Unrugowie w Lailly-en-Val, jesień 1972. Jedno z ostatnich zdjęć admirała przed śmiercią. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Józef Unrug także na emeryturze prowadził aktywny tryb życia - m.in. jako wytrawny kierowca dowoził samochodem zaopatrzenie do ośrodka z pobliskiego miasteczka, pragnąc w ten sposób odpłacić się za otrzymaną pomoc. Pełen godności, nie przyjmował niczyjej jałmużny. Najtrudniejszy egzamin z siły charakteru przyszło Unrugowi zdać w ostatnich dniach życia. Staczając samotną walkę z cierpieniem spowodowanym chorobą nowotworową, przez dłuższy czas nie ujawniał rodzinie swego stanu zdrowia. Temu niezwykle sprawnemu i aktywnemu człowiekowi niełatwo było pogodzić się z faktem, że u kresu życia musi spędzać bez ruchu całe doby. Ten niezłomny oficer PMW, zmarł na raka 28 lutego 1973 r. Pochowano go na cmentarzu Montrésor. Życzeniem admirała było, by jego prochy spoczęły wśród podkomendnych na cmentarzu w Oksywiu. Dopiero po 45 latach, 2 października 2018 r., wypełniono jego ostatnią wolę – sprowadzono z Francji szczątki Józefa Unruga i jego małżonki Zofii (zm. w Orleanie 21 kwietnia 1980  r.) do Gdyni.

2 października 2018 r. roku, uroczysty pochówek Admirała w Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Marynarki Wojennej. Fot. Piotr Leoniak/MW RP

2 października 2018 r. roku, uroczysty pochówek Admirała w Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Marynarki Wojennej. Fot. Piotr Leoniak/MW RP

reklam Lockheed Martin

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusertagcrosslistfunnelsort-amount-asc