Trzy dni wojny ORP Gryf

Jedno z najpiękniejszych zdjęć stawiacza min ORP Gryf; okręt wchodzi wejściem południowym do portu w Gdyni; 6 marca 1938 r.

Jedno z najpiękniejszych zdjęć stawiacza min ORP Gryf; okręt wchodzi wejściem południowym do portu w Gdyni; 6 marca 1938 r.

Ze względu na sytuację polityczno-militarną, w jakiej znalazła się Polska w okresie przed wrześniem 1939 r., wobec olbrzymiej przewagi flot niemieckiej i sowieckiej, nie mogło być mowy o tym, żeby ORP Gryf mógł stawiać miny gdziekolwiek indziej niż na wodach Zatoki Gdańskiej, na której odległości liczyło się raczej w dziesiątkach mil, a nie w setkach. Stąd niewysoka prędkość największego okrętu bojowego Marynarki Wojennej II RP nie była najważniejszym czynnikiem.

W przededniu wojny, między 20:00 a 24:00, z Dowództwa Floty – w porozumieniu z dowództwem Armii „Pomorze” – na stawiacz min ORP Gryf
(d-ca kmdr ppor. Stefan Kwiatkowski) i na inne okręty nawodne oraz podwodne cumujące w basenie Portu Wojennego na Oksywiu dotarła depesza, że 1 września 1939 r. o 5:00 nad portem przelecą trzy wodnosamoloty w drodze do Szwecji, do których nie należy strzelać, gdyż będą to polskie samoloty. Już po wojnie okazało się, że PMW została wprowadzona w błąd – sygnał został prawdopodobnie sfabrykowany przez niemiecki wywiad.
W chwili, gdy Luftwaffe bombardowała Gdynię, na wysokości około 150-200 m pojawiły się wodnosamoloty. Poranna mgła utrudniała rozpoznanie sylwetek maszyn, które początkowo zidentyfikowano jako swoje. Wkrótce samoloty przeleciały nad basenem i magazynami portowymi. Załoga Gryfa w tym czasie czyniła przygotowania do zbiórki. Marynarze, którzy zebrali się na rufie okrętu w oczekiwaniu na poranną modlitwę i wciągnięcie bandery na flagsztok z przygrywką trąbki mar. Jana Krasowskiego, usłyszeli ryk silników lotniczych. Była 5:30. Dopiero gdy samoloty zbliżyły się do elewatora zbożowego (stamtąd padły pierwsze strzały), polscy marynarze skonstatowali, że to są samoloty niemieckie. Do rozpoznawczych wodnosamolotów Heinkel He 59 otworzyły niemal jednocześnie ogień wszystkie okręty stojące w basenie i na redzie.
Na stawiaczu min najszybciej zareagował por. mar. Tadeusz Męczyński, I oficer artylerii, który zdążył tylko krzyknąć: To są samoloty niemieckie, a potem dodał: Alarm przeciwlotniczy! Na odgłos karabinów maszynowych Hotchkiss kal. 13,2 mm również obsługa artylerii przeciwlotniczej Gryfa odpowiedziała serią strzałów. Jednak po krótkiej wymianie ognia, działa Bofors plot. kal. 40 mm musiały przerwać ostrzeliwanie, gdyż w tej sytuacji zostałby trafiony Dworzec Morski. Na okręcie ogłoszono alarm bojowy.
Komandor Kwiatkowski wysłał kpt. mar. Adama Jagielskiego do gmachu Dowództwa Floty na Oksywiu po dalsze rozkazy. Po powrocie I oficer sygnałowy poinformował dowódcę, że okręt ma natychmiast wyjść z portu wojennego i wziąć kurs na Jastarnię, gdzie na wysokości Jamy Kuźnickiej na Zatoce Puckiej cumowały trzy eks lichtugi, które jako pływające magazyny – krypy minowe KM 1, KM 2 i KM 3 – zostały przebudowane w Stoczni Modlińskiej i Stoczni Gdyńskiej w 1930 r. Trzeba było z nich pobrać, jako uzupełnienie głównego uzbrojenia Gryfa, miny morskie kontaktowo-kotwiczne wz. 08 i wz. 08M (zmodernizowane). Okręt mógł ich pomieścić docelowo 511. Stawiacz min był gotowy do wyjścia z portu. Gdy znalazł się na redzie portu oksywskiego, przez głośniki okrętowe popłynął sygnał z Warszawy – spiker Polskiego Radia poinformował o napaści Niemiec na Polskę. Następnie popłynął przez głośniki krótki meldunek na temat agresji naszego zachodniego sąsiada, który ogłosił osobiście Kwiatkowski.

ORP Gryf na doku pływającym o nośności 5000 t; maj 1939 r.

ORP Gryf na doku pływającym o nośności 5000 t; maj 1939 r.

Samo opuszczenie Oksywia odbyło się w niecodziennej sytuacji. Kwiatkowski, nie czekając na pomoc holowników, sprawnie i szybko wyprowadził okręt w morze (dotychczas Gryf korzystał z pomocy holowników przy wejściu i wyjściu z portu). Jeszcze przed wydaniem śniadania ponad 100-metrowej długości jednostka doszła do Zatoki Puckiej, a stamtąd do Jastarni. Trzy krypy minowe były zakotwiczone na południowy wschód od Jamy Kuźnickiej. Samo dojście do wyznaczonego miejsca było za płytkie dla tak dużej jednostki, jaką był Gryf. Obawiano się, że okręt może wejść na mieliznę. W rejonie, gdzie stały krypy, do dna piaszczystej łachy było zaledwie kilka metrów.
Stawiacz min idąc małą prędkością, znalazł się przy barkach około 9:00. Cała operacja załadunku 90 min zakończyła się około 13:00 i była przeprowadzona bardzo sprawnie – brak było większej fali i przeciwdziałania ze strony Niemców. Cały ten śmiercionośny ładunek – razem 278 min – umieszczono na dwóch międzypokładach.
Jak do tej pory, Gryf nie został wykryty przez lotnictwo nieprzyjaciela. Podczas ładowania min okręt nie miał możliwości manewru. Stojąc na kotwicy był doskonałym celem dla bomb lotniczych. Kwiatkowski dobrze rozumiał powagę sytuacji i dlatego wydał rozkaz przerwania załadunku i wyjścia na wody Zatoki Puckiej. Taka sytuacja nie mogła trwać wiecznie.
W momencie opuszczenia przybrzeżnych wód Jastarni, w dość dużej odległości od polskiego okrętu przeleciał niemiecki wodnosamolot. Wykonywał on lot rozpoznawczy, jednak nie zbliżył się do Gryfa. Także artylerzyści widząc, że wysokość lotu i odległość wrogiej maszyny przekracza zasięg dział artylerii przeciwlotniczej, nie podjęli walki. Pilot przekazał meldunek o spotkaniu Gryfa swemu dowództwu, a ono postanowiło skorzystać z pierwszej nadarzającej się szansy i zatopić okręt, którego Niemcy najbardziej się obawiali z racji posiadania przezeń kilkuset min. Groźna broń, jaką były miny morskie wz. 08, z pewnością przyczyniłaby się do ograniczenia możliwości manewrowych floty niemieckiej.
Około 13:30-13:50 Gryf znajdował się na środku Zatoki Puckiej idąc w kierunku Gdyni. Mniej więcej w tym czasie był bombardowany Port Wojenny, skąd dochodziły odgłosy potężnych wybuchów. Nad Gryfem, na dużej wysokości, zbierały się samoloty Luftwaffe. Obsada dział Bofors kal. 40 mm zaczęła strzelać do powietrznych intruzów, ale pociski nie dochodziły celu.
Nieprzyjaciel nie podjął wyzwania. Akcją okrętowej baterii plot. w czasie trwania wachty bojowej dowodził ppor. mar. Jerzy Skowroński (II oficer broni podwodnej). Przez cały czas na pomoście dział Boforsa – od porannego przelotu trzech samolotów – był ppor. mar. Henryk Strenger, III oficer artylerii plot., obserwując niebo z dwoma marynarzami.
Dowódca skierował okręt w spokojne miejsce, jakim był rejon niewielkiego osiedla rybackiego Mechelinki. Nie było tam większych obiektów wojskowych. Sądzono, że lotnictwo nie będzie atakować kilkunastu chałup i tym samym Niemcy nie wypatrzą Gryfa. Postój koło Mechelinek był odpoczynkiem dla załogi. Kwiatkowski czekał na dalsze rozkazy z Dowództwa Floty na Helu. Okręt wolno krążył na wodach zatoki, cały czas był w ruchu.
Krótko przed 16:00, w chwili gdy na okręcie zmieniała się służba wachtowa, na Gryfa i inne okręty nawodne – niszczyciel Wicher, sześć nowoczesnych trałowców typu Jaskółka (Jaskółka, Mewa, Rybitwa, Czajka, Czapla, Żuraw) i dwie kanonierki (Generał Haller, Komendant Piłsudski) dotarł radiogram ze Sztabu Morskiej Obrony Wybrzeża z miejscem postoju na Helu. Treść depeszy był krótka: Wykonać plan „Rurka”. Po otworzeniu zalakowanych kopert opatrzonych tym kryptonimem okazało się, że był to rozkaz dla dowódców wspomnianych wcześniej okrętów, które miały wziąć udział w pierwszym morskim zadaniu bojowym w tej wojnie. Niespełna godzinę później w celu omówienia przebiegu operacji odbyło się spotkanie dowódców wszystkich okrętów wyznaczonych do jej wykonania. Rozkaz „Rurka” wyznaczał Hel jako punkt wyjściowy. Sześć „ptaszków” stanęło w dryfie, burta przy burcie, w odległości 4 Mm od Oksywia, w ich pobliżu Gryf, o pół mili od niego grupa kanonierek, na redzie przed portem Wicher, przy czym żaden z nich nie zakotwiczył. Duża zagroda minowa miała być postawiona w zasięgu baterii im. Heliodora Laskowskiego na Helu w celu uniemożliwienia trałowania przez nieprzyjaciela. Zgodnie z rozkazem dowódcy Floty kadm. Józefa Unruga Gryf miał być użyty do zaminowania Zatoki Gdańskiej. Ponieważ akcja miała się odbyć w nocy, w odległości kilkunastu mil od bazy niemieckiej w Pillau (Piława, obecnie Bałtijsk), do zapewnienia bezpieczeństwa dużemu stawiaczowi min w wypadku niespodziewanego spotkania się z okrętami niemieckimi dowódca Floty przydzielił mu wszystkie zdolne do walki okręty nawodne. Cały zespół, nad którym dowództwo objął najstarszy stopniem dowódca Wichra, kmdr por. Stefan de Walden, podążał niewielką prędkością na granicy wód oddzielających zatoki Pucką od Gdańskiej w kierunku cypla Półwyspu Helskiego.
O 22:00 w odległości 12 Mm na południowy wschód od Helu Gryf w asyście „ptaszków” (dywizjonem trałowców dowodził kmdr ppor. Zdzisław Boczkowski) miał rozpocząć stawianie dużej zagrody minowej we wschodniej części Zatoki Gdańskiej. Uzgodniono, że uzbrojenie min nastąpi na krótko przed akcją. Odpowiedzialnym za przygotowanie min był por. mar. Konrad Wachtel (I oficer broni podwodnej na Gryfie).

Bitwa

O ruchach okrętów polskich, krążących między Helem a Gdynią w oczekiwaniu na przystąpienie do akcji minowania, powiadomiony został gen. lot. Albert Kesselring, dowódca I Floty Powietrznej Luftwaffe. Zdając sobie sprawę z faktu, że duży stawiacz min i kilka jednostek mu towarzyszących mogą pokrzyżować niemieckie plany przez postawienie dużej zagrody minowej, wydał rozkaz gen. por. Hellmuthowi Foersterowi wysłania do akcji dywizjonu bombowców nurkujących Junkers Ju 87B w celu zniszczenia okrętów polskich. Foerster znał już pozycję okrętów polskich, które
szykowały się do minowania.
Po nalotach na porty lotnictwo niemieckie było gotowe do uderzenia na polskie okręty nawodne. By przeszkodzić działaniom bojowym skromnej floty polskiej, o 17:25 Foerster wysłał do walki doborowy IV Dywizjon 1. Szkolnego Pułku Lotnictwa Bombowego Luftwaffe, stacjonujący w Stolp-Reitz (dziś Redzikowo k. Słupska) w sile 33 samolotów, pod dowództwem kpt. Kögla. Niemieccy piloci byli dobrze przeszkoleni, wielu miało też duże doświadczenie bojowe z wojny domowej w Hiszpanii. Doświadczenie pilotów miało zaprocentować w walce z polskimi
okrętami nawodnymi.
Piloci Luftwaffe potrzebowali blisko 20 minut (od Zatoki Gdańskiej dzieliło ich około 100 km), by znaleźć się nad celem. Kurs obrano nad morzem, aby uniknąć przedwczesnego wykrycia przez polskie punkty obserwacyjno-meldunkowe na lądzie. Po przelocie w rejonie na północ od Rozewia dywizjon w zwartym jeszcze ugrupowaniu miał zmienić kurs na południowo-wschodni i dopiero przed Jastarnią podzielić się na mniejsze grupy, a następnie przelecieć w poprzek nad Półwyspem Helskim i niespodziewanie pojawić się nad Zatoką Pucką, gdzie w pobliżu Jastarni spodziewano się zastać Gryfa. Plan obmyślony był więc dobrze, uwzględniał nawet moment zaskoczenia załogi stawiacza min.
Sytuacja ta rozegrała się w odległości około 3 Mm od Helu. Za chwilę doszło do pierwszego w historii II wojny światowej starcia powietrzno-morskiego, zwanego bitwą na Zatoce Gdańskiej lub bitwą koło Helu albo na Zatoce Puckiej. Po stronie polskiej uczestniczyła w niej niemal cała pozostawiona do obrony wybrzeża flota nawodna. Dowództwo Luftwaffe użyło również dość licznej formacji lotnictwa. Warto wspomnieć, że w zmaganiach wojennych na Bałtyku owa bitwa była jedną z większych batalii, a w historii wojen na morzach i w skali całej II wojny światowej ma wymiar historyczny.

PrzemysŁ zbrojeniowy

 ZOBACZ WSZYSTKIE

WOJSKA LĄDOWE

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Wozy bojowe
Artyleria lądowa
Radiolokacja
Dowodzenie i łączność

Siły Powietrzne

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Samoloty i śmigłowce
Uzbrojenie lotnicze
Bezzałogowce
Kosmos

MARYNARKA WOJENNA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Okręty współczesne
Okręty historyczne
Statki i żaglowce
Starcia morskie

HISTORIA I POLITYKA

 ZOBACZ WSZYSTKIE

Historia uzbrojenia
Wojny i konflikty
Współczesne pole walki
Bezpieczeństwo
bookusertagmagnifiercrossmenulistfunnelsort-amount-asc