Pół wieku Sojuza cz.2

  • Lotnictwo Aviation International 12/2016
Pół wieku Sojuza

Pół wieku Sojuza

Analiza lotów stat­ków kosmicz­nych Sojuz-2 i -3 pozwo­liła stwier­dzić, że oba statki speł­niły pokła­dane w nich nadzieje. Gdyby nie zawiódł czyn­nik ludzki, to naj­waż­niej­szy punkt planu lotu – ich połą­cze­nie – zostałby wypeł­niony. W tej sytu­acji można było przy­stą­pić do próby powtó­rze­nia zada­nia, do któ­rego sta­tek kosmiczny 7K-OK został zbu­do­wany – testu spo­tka­nia, połą­cze­nia na orbi­cie i przej­ścia kosmo­nau­tów z jed­nego statku do dru­giego po ich powierzchni.

7K-OK — ze zmien­nym szczę­ściem

Dlaczego kosmo­nauci mieli prze­cho­dzić po powierzchni? Przede wszyst­kim dla­tego, że w ten spo­sób miał dosta­wać się ze statku orbi­tal­nego do wypra­wo­wego i z powro­tem sowiecki luno­nauta na orbi­cie oko­łok­się­ży­co­wej i nale­żało ope­ra­cję tę sta­ran­nie prze­ćwi­czyć w pobliżu Ziemi. Lot Sojuzów-4 i -5 prze­biegł w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści swych ele­men­tów popraw­nie – statki spo­tkały się i połą­czyły z pierw­szego podej­ścia. Podczas przej­ścia Jelisiejew co prawda zgu­bił kamerę, a Chrunow splą­tał prze­wody zasi­la­jące ska­fan­dry, jed­nak nie miało to wpływu na ogólny wynik eks­pe­ry­mentu.
Znacznie bar­dziej groźna sytu­acja powstała pod­czas powrotu na Ziemię Sojuza-5. Od lądow­nika nie oddzie­lił się prze­dział PAO i sta­tek zaczął wcho­dzić w atmos­ferę z niczym nie­osło­nię­tym przo­dem. Stalowo-tyta­nowa wręga włazu zaczęła się nad­ta­piać, a jego gumowa uszczelka wewnętrzna cał­ko­wi­cie skru­szała i do wnę­trza lądow­nika zaczęły dosta­wać się gazy pocho­dzące ze spa­la­nia osłony abla­cyj­nej. Dosłownie w ostat­niej chwili rosnący żar spo­wo­do­wał uru­cho­mie­nie zapa­so­wego sys­temu oddzie­le­nia i po odrzu­ce­niu PAO lądow­nik usta­wił się wła­ści­wie do wtar­gnię­cia i bali­stycz­nego lądo­wa­nia.
Wołynowa od śmierci dzie­liły dosłow­nie sekundy. Samo zakoń­cze­nie lotu też było dale­kie od tego, co zwy­kle jest nazy­wane mięk­kim lądo­wa­niem. Spadochron miał pro­blem z usta­bi­li­zo­wa­niem obra­ca­ją­cego się wzdłuż osi podłuż­nej lądow­nika, który o mało nie spo­wo­do­wał zło­że­nia się jego cza­szy. Silne ude­rze­nie o powierzch­nię Ziemi spo­wo­do­wało liczne zła­ma­nia korzeni zębów gór­nej szczęki kosmo­nauty. Na tym zakoń­czył się pierw­szy etap badań lot­nych statku kosmicz­nego 7K-OK.
Do jego wyko­na­nia zużyto aż trzy­na­ście stat­ków, czy też, jak to wów­czas nazy­wano, maszyn, zamiast zapla­no­wa­nych czte­rech. Również czas reali­za­cji zadań prze­cią­gnął się wie­lo­krot­nie, zamiast wio­sną 1967 r., wypeł­nione one zostały dopiero nie­mal dwa lata póź­niej. W tym momen­cie jasne było, że wyścig z Amerykanami na Księżyc został osta­tecz­nie prze­grany, kon­ku­renci podobne loty z powo­dze­niem i wie­lo­krot­nie wyko­nali już przed koń­cem 1966 r. Nawet pożar statku Apollo, w któ­rym śmierć ponio­sła cała jego załoga, opóź­nił reali­za­cję pro­gramu zale­d­wie o pół­tora roku.
W tej sytu­acji zaczęto się zasta­na­wiać, co zro­bić z pozo­sta­łymi stat­kami OK. Jesienią (a zatem już po uda­nym lądo­wa­niu załogi Apollo-11 na Księżycu) w jed­no­dnio­wych odstę­pach wystrze­lono od razu trzy statki Sojuz. Dwa z nich (7 i 8) miały się połą­czyć, a trzeci (6) miał fil­mo­wać ten manewr z odle­gło­ści od 300 do 50 m. Niestety oka­zało się, że sys­tem zbli­ża­nia Igła na statku Sojuz-8 nie funk­cjo­nuje. Najpierw oba statki prze­le­ciały w odle­gło­ści kilku kilo­me­trów od sie­bie, potem dystans ten udało się zmniej­szyć do 1700 m, jed­nak było to pię­cio­krot­nie za daleko, by można się było poku­sić o prze­pro­wa­dze­nie zbli­ża­nia w try­bie ręcz­nym. Powiodły się za to wyko­nany przez załogę Sojuza-7 eks­pe­ry­ment optyczny „Swiniec” (wykry­wa­nie star­tów rakie­to­wych poci­sków bali­stycz­nych), a także eks­pe­ry­ment meta­lur­giczny „Wulkan” (test spa­wa­nia elek­trycz­nego metali w roz­her­me­ty­zo­wa­nym prze­dziale miesz­kal­nym statku Sojuz-6).

  • Waldemar Zwierzchlejski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE