Z Powidza do Afryki na M-28

Standardowo loty odbywaly sie z nieutwardzonej powierzchni, ale samoloty M-28B/PT sa do tego doskonale przygotowane i nie sprawialy zadnych problemow.

Standardowo loty odby­waly sie z nie­utwar­dzo­nej powierzchni, ale samo­loty M-28B/PT sa do tego dosko­nale przy­go­to­wane i nie spra­wialy zadnych pro­ble­mow.

W dniach 9 do 20 kwiet­nia dwa samo­loty M-28B/PT na co dzień sta­cjo­nu­jące w 33. Bazie Lotnictwa Transportowego w Powidzu wzięły udział w reali­zo­wa­nym rok­rocz­nie od 2005 r. ćwi­cze­niu „Flintlock”. Ich orga­ni­za­to­rem jest US African Command, a udział w nim poza Stanami Zjednoczonymi biorą kraje afry­kań­skie i pań­stwa sojusz­ni­cze. Wylot M-28B/PT był wyko­nany na rzecz pol­skich Wojsk Specjalnych, które wzięły udział w tego­rocz­nej edy­cji i mogły sko­rzy­stać z doświad­czeń jakie powidz­kie załogi naby­wały suk­ce­syw­nie od 2013 r.

Za przy­go­to­wa­nie całej ope­ra­cji odpo­wia­dał dowódca kom­po­nentu lot­ni­czego wraz z żoł­nie­rzami z Powidza, któ­rzy wła­snymi siłami zapla­no­wali to eks­tre­malne przed­się­wzię­cie. Licząca 8000 km podróż i bar­dzo trudne warunki na miej­scu potwier­dziły moż­li­wo­ści jakie ofe­ruje M-28B/PT, dosko­nałe wyszko­le­nie załóg i per­so­nelu obsługi oraz przy­dat­ność tej plat­formy dla ope­ra­cji sił spe­cjal­nych. Poza 11 dniami ope­ro­wa­nia w rejo­nie ćwi­czeń samo­loty i załogi zali­czyły po 5 dni lotu w każdą stronę. Te nie­wiel­kie maszyny koja­rzone w Polsce głów­nie z reali­zo­wa­niem zadań trans­por­towo-łącz­ni­ko­wych oraz z akcją „Serce” zyskały wiel­kie uzna­nie wśród bio­rą­cych udział w manew­rach przed­sta­wi­cieli jed­no­stek spe­cjal­nych prze­bi­ja­jąc nie­za­wod­no­ścią i moż­li­wo­ściami inny przy­były na miej­sce sprzęt.
Ćwiczenia reali­zo­wane są w obrę­bie Sahelu, czyli rejonu geo­gra­ficz­nego Afryki roz­cią­ga­ją­cego się od Senegalu po Sudan i zlo­ka­li­zo­wa­nego wzdłuż połu­dnio­wych obrzeży Sahary. Rejon ten cha­rak­te­ry­zuje się dużym defi­cy­tem wody i bar­dzo wyso­kim tem­pe­ra­tu­rami. Celem ćwi­czeń jest wypra­co­wa­nie modelu koope­ra­cji pozwa­la­ją­cego siłom lokal­nym utrzy­my­wać sta­bil­ność państw regionu, z jed­no­cze­snym unie­moż­li­wie­niem wyko­rzy­sta­nia ich tery­to­rium jako miej­sce schro­nie­nia dla eks­tre­mi­stów pod­pa­la­ją­cych co jakiś czas różne miej­sca na świe­cie.
Tegoroczna edy­cja trwała od 9 do 20 kwiet­nia i wzięło w niej udział około 1500 żoł­nie­rzy z 20 państw. Zadania były reali­zo­wane w wielu miej­scach na tere­nie Nigru, Burkina Faso i Senegalu. Do tej pory w ćwi­cze­niu wzięły udział takie kraje jak Burkina Faso, Kamerun, Czad, Mali, Mauretania, Niger, Nigeria i Senegal. Z państw zachod­nich zaś swoje kom­po­nenty zde­cy­do­wały się wysłać Austria, Belgia, Kanada, Dania, Niemcy, Włochy, Holandia, Norwegia, Polska, Hiszpania, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

Zanim doszło do wylotu

Koncepcja uży­cia samo­lo­tów M-28B/PT do wspar­cia Wojsk Specjalnych nie jest nowa. Wykuwała się ona od 2013 r., kiedy to roz­po­częło się prze­szka­la­nie pol­skich załóg do wyko­ny­wa­nia nowych z pol­skiego punktu widze­nia misji. W ramach wyko­ny­wa­nych z zało­gami C-130 ćwi­czeń Aviation Detachment w Powidzu poja­wiali się instruk­to­rzy z Mobile Training Team (MTT), któ­rzy póź­niej prze­szli na samo­loty C-145A, czyli ame­ry­kań­ską wer­sję maszyn z rodziny Bryza/M28/Skytruck. Dodatkowo ame­ry­kań­skie dowódz­two sił spe­cjal­nych zlo­ka­li­zo­wane w Stuttgarcie (Special Operations Command Europe) uznało, że warto na Starym Kontynencie mieć sojusz­ni­czy pod­od­dział o podob­nych moż­li­wo­ściach jakie ofe­rują załogi z 6th Special Operations Squadron lata­jące na C-145A. Doprowadziło to do nawią­za­nia współ­pracy i roz­po­czę­cia inten­syw­nego przy­go­to­wa­nia pol­skich załóg do zadań, któ­rych do tej pory nie reali­zo­wano w kraju.
W 2013 r. przy­le­ciał pierw­szy instruk­tor w ramach Joint Combat Training. Oba pro­gramy szko­le­niowe (MTT i JTC) mają oczy­wi­ście swoje ogra­ni­cze­nia, ale są bar­dzo cen­nym dodat­kiem do szko­leń reali­zo­wa­nych wła­snymi siłami. Początkowo instruk­to­rzy ze Stanów Zjednoczonych prze­pro­wa­dzili lot zapo­znaw­czy oraz usta­lili zakres ope­ra­cji jakie w naszej armii były reali­zo­wane przez załogi M-28B/PT. Gdy usta­lono obszar nie­zbędny do prze­ćwi­cze­nia i wdro­że­nia roz­po­częło się pla­no­wa­nie poszcze­gól­nych eta­pów posze­rza­nia kwa­li­fi­ka­cji naszych załóg. Pierwszym eta­pem było wdro­że­nie lądo­wań na tra­wie, które obok C-130E Hercules zaczęły rów­nież z suk­ce­sem reali­zo­wać M-28B/PT. Wymagało to przy­go­to­wa­nia peł­nej doku­men­ta­cji i zasad bez­pie­czeń­stwa zwią­za­nych z takim manew­rem. Od tego czasu w Powidzu poja­wiają się ame­ry­kań­scy instruk­to­rzy, któ­rzy latają z naszymi zało­gami przez jeden-dwa mie­siące.
Kolejnym eta­pem było przy­go­to­wa­nie załóg do lotów w goglach nok­to­wi­zyj­nych, które zre­ali­zo­wane zostało wła­snymi siłami z pomocą spe­cja­li­stów z Mielca. Gdy w Powidzu prze­szko­lono pierw­szego instruk­tora do lotów noc­nych szko­le­nie mogło nabrać tempa i być reali­zo­wane siłami woj­ska. Gdy po raz kolejny poja­wił się ame­ry­kań­ski zespół szko­le­niowy instruk­to­rzy uznali, że moż­liwe jest już roz­po­czę­cie peł­nego pro­gramu lotów tak­tycz­nych, co wią­zało się choćby ze zmianą myśle­nia czy też tak pro­za­icz­nymi spra­wami jak zupeł­nie inne check listy wyma­gane przy tego typu lotach. Samo szko­le­nie było reali­zo­wane w bar­dzo cie­kawy spo­sób. Otóż jeden z instruk­to­rów latał z pol­skim dowódcą załogi, nato­miast drugi z dru­gim pilo­tem. Gdy obaj zostali wyszko­leni oddziel­nie musieli wyko­nać wspólny lot nie reali­zu­jąc wcze­śniej misji tego typu wspól­nie.
Był to dosko­nały spraw­dzian przy­swo­je­nia pro­ce­dur i wyma­ga­nej stan­da­ry­za­cji. Próba obej­mo­wała lot po tra­sie z wyj­ściem na cel w naka­za­nym cza­sie, zrzut z wyso­ko­ści 60 m i lądo­wa­nie w wyzna­czo­nym boxie w lan­ding zone, przy czym trzeba pamię­tać, że nie jest to duży obszar. W przy­padku ope­ra­cji spe­cjal­nych jest to roz­pię­tość skrzy­deł maszyny z odpo­wied­nim mar­gi­ne­sem bez­pie­czeń­stwa. Tu warto nad­mie­nić, że ame­ry­kań­ski sys­tem szko­le­nia obej­muje instruk­to­rów nad któ­rymi znaj­dują się tzw. ewa­lu­ato­rzy, któ­rzy przy­znają cer­ty­fi­ka­cję. W trak­cie szko­le­nia dzia­łają oni niczym cie­nie moni­to­ru­jąc całą pro­ce­durę przy­go­to­wa­nia do lotu i sam lot. Oczywiście w związku z reali­zo­wa­nymi zada­niami całość odby­wała się w języku angiel­skim.
Po popraw­nym wyko­na­niu posta­wio­nego zada­nia nastę­po­wało jego omó­wie­nie w któ­rym brał udział ewa­lu­ator. Procedura ta jest bar­dzo szcze­gó­łowa i dokładna i dla misji, która np. ukoń­czyła się o pierw­szej w nocy jej omó­wie­nie koń­czyło się o czwar­tej nad ranem. Po pozy­tyw­nej cer­ty­fi­ka­cji roz­po­czął się pro­ces przy­go­to­wy­wa­nia pol­skiej doku­men­ta­cji tak­tycz­nej pozwa­la­ją­cej na lokalne szko­le­nie naszych załóg. W kolej­nych latach mając już prze­szko­lone załogi i stale rosnącą bazę per­so­nelu budo­waną siłami naszych Sił Powietrznych było moż­liwe roz­po­czę­cie lotów sku­pia­ją­cych się mniej na szko­le­niu, a bar­dziej na wyko­rzy­sty­wa­niu naby­tych umie­jęt­no­ści. Wraz z roz­wo­jem kom­pe­ten­cji konieczne oka­zało się rów­nież dopo­sa­że­nie samo­lo­tów tak, by umoż­li­wić sku­teczne współ­dzia­ła­nie z jed­nost­kami spe­cjal­nymi.

  • Krzysztof Kuska

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE