Wojna japoń­sko-chiń­ska 1937 – 1945

Japoński krążownik Izumo, na rzece Huangpo w Szanghaju w 1932 r. Za nim równie wiekowy amerykański krążownik USS Rochester.

Japoński krą­żow­nik Izumo, na rzece Huangpo w Szanghaju w 1932 r. Za nim rów­nie wie­kowy ame­ry­kań­ski krą­żow­nik USS Rochester.

Chiny wkra­czały w XX wiek bar­dzo osła­bione: stra­ciły kon­trolę nad nie­mal wszyst­kimi ościen­nymi zie­miami, nie­gdyś do nich nale­żą­cymi. Rosja zagar­nęła Syberię i szy­ko­wała się do zaboru muzuł­mań­skiego Sinciangu (Turkiestanu Wschodniego) oraz Mongolii Zewnętrznej. Japonia wyrwała Koreę i Tajwan, a Mandżuria sta­no­wiła jej strefę wpływu. Francuzi opa­no­wali Indochiny, a Brytyjczycy – Birmę i Hongkong. Pod koniec XIX wieku ludowe wystą­pie­nie zwane powsta­niem bok­se­rów dopro­wa­dziło do mię­dzy­na­ro­do­wej inter­wen­cji i pod­ko­pało auto­ry­tet cesar­stwa. Ogłoszenie 1 stycz­nia 1912 r. powsta­nia repu­bliki spo­wo­do­wało jedy­nie osła­bie­nie pań­stwa, w któ­rym wła­dzą podzie­lili się „war­lor­do­wie” – lokalni przy­wódcy łączący w swo­ich rękach wła­dzę cywilną i woj­skową.

Japonia radziła sobie dużo lepiej. Japończykom udało się zmo­der­ni­zo­wać kraj i gospo­darkę, wygrać wojnę z Chinami i Rosją. W cza­sie pierw­szej wojny świa­to­wej Japonia opa­no­wała rów­nież pacy­ficzne posia­dło­ści cesar­stwa nie­miec­kiego oraz wymu­siła na Chinach kolejne ustęp­stwa. Ukoronowaniem suk­ce­sów były roz­mowy koń­czące w 1919 r. Wielką Wojnę: Japonię trak­to­wano jako świa­towe mocar­stwo. Błyskotliwe japoń­skie suk­cesy zra­ziły jed­nak do niej pań­stwa Zachodu: w 1922 r. mocar­stwa pod­pi­sały w Waszyngtonie trak­tat, który nie tylko ogra­ni­czał zbro­je­nia mor­skie, ale koń­czył rów­nież sojusz japoń­sko-bry­tyj­ski. W cza­sach Wielkiej Wojny Brytyjczycy stali się bowiem sojusz­ni­kami Stanów Zjednoczonych, które rząd w Tokio uzna­wały za swo­jego naj­groź­niej­szego kon­ku­renta w base­nie Pacyfiku. Było w tym dużo racji: poli­tyka japoń­ska była wymie­rzona w wol­ność han­dlu i żeglugi, w któ­rych obro­nie – dokład­nie tak jak obec­nie – sta­wała admi­ni­stra­cja waszyng­toń­ska.
Stosunki japoń­sko-chiń­skie były bar­dzo skom­pli­ko­wane. Japończycy uzna­wali Chińczyków za swo­ich star­szych braci: zarówno „w wie­rze”, jak i „w kul­tu­rze”. Chińczycy z kolei podzi­wiali moder­ni­za­cję Japonii. W obu pań­stwach zda­wano sobie sprawę z wza­jem­nych powią­zań i z koniecz­no­ści współ­pracy, zasta­na­wiano się jed­nak nad jej mode­lem. Byli tacy, któ­rzy opo­wia­dali się za współ­pracą poko­jową, ale byli też i tacy, któ­rzy chcieli sobie sąsiada pod­po­rząd­ko­wać. Jeszcze w latach 20. współ­praca ukła­dała się dobrze: Chiny kupo­wały w Japonii broń, a Japonia popie­rała Czang Kaj-szeka w jego sta­ra­niach o zjed­no­cze­nie Chin.
Pod koniec 1928 r. wor­lor­do­wie uznali zwierzch­nic­two gene­ra­lis­si­musa Czang Kaj-szeka, co było jedy­nie sym­bo­licz­nym koń­cem pro­cesu jed­no­cze­nia Chin. Wciąż pozy­cja rządu cen­tral­nego była nie­pewna i toczyły się walki, któ­rych ofiary liczono w set­kach tysięcy. Warlordowie zacho­wali wła­dzę, a naj­po­tęż­niej­szym z nich był „młody mar­sza­łek” Zhang Xueliang rzą­dzący w Mandżurii. Jego domena stała się jesie­nią 1928 r. obiek­tem sku­tecz­nego ataku sowiec­kiego.
Sowiecka inter­wen­cja w Mandżurii dopro­wa­dziła do zmiany poli­tyki japoń­skiej. W Tokio zaczęto oce­niać swoją dotych­cza­sową poli­tykę za błędną, oba­wiano się, że cała Mandżuria zosta­nie opa­no­wana przez Związek Sowiecki, a do tego nie można było dopu­ścić, pro­win­cja ta bowiem miała duże zna­cze­nie gospo­dar­cze dla Japonii.
13 sierpnia 1937 r. – Japończycy wkraczają do Pekinu.

13 sierp­nia 1937 r. – Japończycy wkra­czają do Pekinu.

Mandżuria

Opowieść o woj­nie chiń­sko-japoń­skiej zwy­kło roz­po­czy­nać się od incy­dentu muk­deń­skiego. Otóż 18 wrze­śnia 1931 r., nie­opo­dal mia­sta Mukden, nastą­pił wybuch na torach kolei połu­dnio­wo­man­dżur­skiej, będą­cej wła­sno­ścią Japonii i mają­cej dla niej duże zna­cze­nie eko­no­miczne. Japończycy oskar­żyli o zaj­ście Chińczyków. Była to jed­nak pro­wo­ka­cja prze­pro­wa­dzona przez ofi­ce­rów Armii Kwantuńskiej – for­ma­cji zbroj­nej mają­cej strzec Kwantungu, czyli japoń­skich posia­dło­ści zdo­by­tych na Rosjanach w 1905 r.
Jednak do kon­flik­tów docho­dziło już wcze­śniej i czę­sto to strona chiń­ska była ich ini­cja­to­rem. Prowokacja z 18 wrze­śnia tra­fiła na podatny grunt dla­tego, że kilka tygo­dni wcze­śniej, kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów na pół­noc od Mukdenu (obec­nie nosi nazwę Shenyang) doszło do sporu o melio­ra­cję pól pomię­dzy rol­ni­kami chiń­skimi i kore­ań­skimi. Spór dopro­wa­dził do anty­ko­re­ań­skich zamie­szek w całej Mandżurii, w któ­rych zgi­nęło ponad 10 000 Koreańczyków, któ­rzy byli prze­cież pod­da­nymi japoń­skiego cesa­rza. We wrze­śniu 1931 r. cała pro­win­cja żyła tymi wyda­rze­niami.
W przy­padku obu opi­sa­nych „incy­den­tów” wła­dze w Tokio przy­jęły postawę wycze­ku­jącą i ugo­dową, ale nie przy­nio­sła ona ocze­ki­wa­nych rezul­ta­tów. W Mandżurii i w Korei uznano, że to wła­śnie brak sta­now­czej reak­cji dopro­wa­dził do zamie­szek i śmierci tysięcy pod­da­nych cesa­rza, więc po 18 wrze­śnia zlek­ce­wa­żono głosy pły­nące ze sto­licy. Z Kwantungu ude­rzyła na pół­noc jedna japoń­ska dywi­zja (2. Dywizja Piechoty), a z Korei dołą­czyła do niej druga (20. DP, a wła­ści­wie jej grupa bojowa okre­ślana jako 14. Brygada Mieszana). Siły te wystar­czyły do opa­no­wa­nia w prze­ciągu 10 dni dwóch z trzech pro­win­cji sta­no­wią­cych Mandżurię.
Ani chiń­skie woj­sko, ani admi­ni­stra­cja cywilna nie zde­cy­do­wały się na opór. Trudno zresztą mówić o „chiń­sko­ści” tych insty­tu­cji: pod­le­gały one bowiem „mło­demu mar­szał­kowi” Zhang Xueliangowi, a przed­tem jego ojcu. Sytuacja była bar­dziej zło­żona: w XVII wieku Mandżurowie pod­bili Chiny, któ­rymi następ­nie rzą­dziła man­dżur­ska dyna­stia Qing. Choć do XX wieku Mandżurowie prze­jęli chiń­ską kul­turę i tra­dy­cje, to oba­le­nie cesar­stwa pogor­szyło ich sytu­ację. Przez chiń­skich nacjo­na­li­stów – m.in. przez Sun Jat-sena, twórcę Kuomintangu – byli bowiem przed­sta­wiani jako obcy kolo­ni­za­to­rzy i tak trak­to­wani. To wła­śnie dla­tego „stary mar­sza­łek” – który Mandżurów trak­to­wał dobrze – mógł wykroić sobie z ich ziem nie­za­leżne od Chin pań­stewko. Polityka jego syna – zmie­rza­jąca do inte­gra­cji z Chinami – była nato­miast postrze­gana jako błąd. Stąd też japoń­ski pod­bój został uznany za oka­zję do zmiany sytu­acji poli­tycz­nej i uzy­ska­nia więk­szej swo­body. Niemal natych­miast poja­wiły się lokalne rządy powo­ły­wane przez gene­ra­łów i guber­na­to­rów „mło­dego mar­szałka”, ogła­sza­jące nie­pod­le­głość i nie­za­leż­ność od Chin (obec­nie, po wielu latach „uraw­ni­łowki” pro­wa­dzo­nej przez komu­ni­styczne rządy Chin, Mandżurowie są cał­ko­wi­cie wyna­ro­do­wieni – ich języ­kiem posłu­guje się kil­ka­set osób).
Błyskawiczny suk­ces oszo­ło­mił Japończyków. To, co miało być eks­pe­dy­cją karną, dopro­wa­dziło do upadku całej dzier­żawy „mło­dego mar­szałka” (który zbiegł na połu­dnie wraz z pocią­gami wyła­do­wa­nymi skar­bami). Mogli oczy­wi­ście wyco­fać się z Mandżurii pozo­sta­wia­jąc za sobą chaos, ale wkro­czyli prze­cież po to – przy­naj­mniej w ich mnie­ma­niu – żeby chaos powstrzy­mać. W Tokio pod­jęto decy­zję o pozo­sta­niu na pozy­cjach, co wyma­gało dodat­ko­wych sił woj­sko­wych i cywil­nych – wysłano m.in. 19. DP z Korei oraz 10. DP z metro­po­lii. Rósł też opór Chińczyków, któ­rzy w listo­pa­dzie pod­jęli próbę odzy­ska­nia utra­co­nych pro­win­cji, ude­rza­jąc na nie od połu­dnia, z Pekinu. Chińska ofen­sywa została jed­nak odparta.
Pod koniec stycz­nia 1932 r. Japończycy zwró­cili się na pół­noc, w kie­runku ostat­niej man­dżur­skiej pro­win­cji ze sto­licą w Harbinie. W wal­kach – dość zażar­tych – wzięła udział kolejna japoń­ska dywi­zja – 8. DP, a wła­ści­wie jej grupa bojowa: 4. Brygada Mieszana. Do końca mie­siąca chiń­ski opór wygasł – gene­ra­ło­wie i guber­na­to­rzy prze­szli na stronę Japończyków (dowo­dzący woj­skami chiń­skimi Ma Zhanshan prze­szedł na stronę japoń­ską za łapówkę w wyso­ko­ści 3 milio­nów dola­rów w zło­cie, ode­brał pie­nią­dze, a następ­nie znów zmie­nił strony).
18 lutego 1932 r. ogło­szono powsta­nie Mandżukuo (Państwa Mandżurów). Miało 800 tys. km² powierzchni, liczyło bli­sko 40 milio­nów miesz­kań­ców, sto­licą był Hsinking (obec­nie Changchun). Nominalnym sze­fem pań­stwa – od 1934 r.: cesa­rzem – był Puyi, zde­tro­ni­zo­wany w dzie­ciń­stwie ostatni cesarz Chin (pocho­dzący z man­dżur­skiej dyna­stii Qing). Faktyczna wła­dza nale­żała do Japończyków, któ­rzy inwe­sto­wali duże pie­nią­dze w roz­wój prze­my­słu man­dżur­skiego i skru­pu­lat­nie pil­no­wali, aby inwe­sty­cje te przy­no­siły dochód. Mandżukuo osią­gnęło względny suk­ces gospo­dar­czy.
Obroną Mandżukuo zaj­mo­wała się – roz­bu­do­wana do kilku dywi­zji – japoń­ska Armia Kwantuńska, ale miało one rów­nież wła­sne siły zbrojne. Lotnictwo było sym­bo­liczne, mary­narka strze­gła przede wszyst­kim rzek, pokaźna była nato­miast armia lądowa. Początkowo liczyła ponad 110 000 żoł­nie­rzy „odzie­dzi­czo­nych” po chiń­skich war­lor­dach. Po kilku latach prze­mian jej liczeb­ność spa­dła do 80 000 żoł­nie­rzy. Armia podzie­lona była na pięć okrę­gów woj­sko­wych, w któ­rych sta­cjo­no­wały związki tak­tyczne. Do walki kie­ro­wano tzw. bry­gady mie­szane, skła­da­jące się naj­czę­ściej z dwóch puł­ków pie­choty (z dwoma sła­bymi bata­lio­nami), pułku kawa­le­rii (w sile dywi­zjonu) i bate­rii arty­le­rii. Brygad było kil­ka­dzie­siąt – o róż­nej struk­tu­rze, liczeb­no­ści i kon­dy­cji. Mandżurowie dys­po­no­wali rów­nież woj­skami zme­cha­ni­zo­wa­nymi, uzbro­jo­nymi w liczne samo­chody pan­cerne i około setką czoł­gów (od fran­cu­skich Renaultów FT-17, poprzez now­sze NC-27 oraz Cardeny-Lloydy, aż po japoń­skie typ 92 oraz typ 94).
Cesarska Armia Mandżukuo pro­wa­dziła dzia­ła­nia prze­ciwko chiń­skim par­ty­zan­tom – zarówno miej­sco­wym, jak i prze­ni­ka­ją­cym przez połu­dniową gra­nicę – oraz sowiec­kim pogra­nicz­ni­kom (ze Związkiem Sowieckim Mandżukuo gra­ni­czyło od pół­nocy i wschodu). Na zacho­dzie leżała Mongolia mająca pewną samo­dziel­ność w ramach pań­stwa chiń­skiego. Jej pół­nocną część – pustynną z nie­wielką liczbą miesz­kań­ców – zwaną Mongolią Zewnętrzną zaanek­to­wali Sowieci i utwo­rzyli tam namiastkę repu­bliki sowiec­kiej (osta­tecz­nie jed­nak nie doszło do inkor­po­ra­cji i Republika Mongolii jest dziś suwe­ren­nym pań­stwem). Południowa część, zwana Mongolią Wewnętrzną, sta­rała się utrzy­mać auto­no­mię, jed­nak twarda postawa nego­cja­cyjna Chińczyków spra­wiła, że w 1936 r. zwią­zano się z Japonią i pod jej pro­tek­to­ra­tem ogło­szono nie­pod­le­głość jako Mengjiang (dziś Mongolia Wewnętrzna jest czę­ścią Chin, a jej rdzenni miesz­kańcy sta­no­wią nie­liczną mniej­szość).

Interludium

Kolejne lata były okre­sem względ­nego spo­koju, pod­czas któ­rych nastą­piły jed­nak istotne zmiany w sta­no­wi­skach Japonii i Chin. Wielki Kryzys był bar­dzo dotkli­wym cio­sem dla gospo­darki japoń­skiej i spo­wo­do­wał wzrost nie­za­do­wo­le­nia spo­łecz­nego. Jednak łatwe zaję­cie Mandżurii wywo­łało patrio­tyczną eufo­rię wśród Japończyków: zarówno ulice, jak i salony były żądne kolej­nych suk­ce­sów. Nastąpiła seria woj­sko­wych zama­chów stanu, które – choć nie odno­siły suk­ce­sów – dopro­wa­dziły do osła­bie­nia wła­dzy cywil­nej i osta­tecz­nie wynio­sły gene­rała Hideki Tōjō – wywo­dzą­cego się z Armii Kwantuńskiej – na sta­no­wi­sko pre­miera.
Postępowała rów­nież izo­la­cja Cesarstwa na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej: Liga Narodów potę­piła agre­sję na Mandżurię (jako roz­wią­za­nie pro­po­no­wała nada­nie jej auto­no­mii w ramach Republiki Chińskiej z zagwa­ran­to­wa­niem japoń­skich inte­re­sów). Trwające ponad rok nego­cja­cje nie przy­nio­sły rezul­ta­tów, i w marcu 1933 r. Japonia opu­ściła Ligę Narodów. Co wię­cej, rów­nież Stany Zjednoczone zapo­wie­działy, że nie uznają żad­nych zmian doty­czą­cych Chin, nawet jeśli Japończycy wymu­szą pod­pi­sa­nie trak­tatu poko­jo­wego. Sytuacji Tokio nie popra­wiło pod­pi­sa­nie w 1936 r. paktu anty­ko­min­ter­now­skiego z Niemcami. Była to bowiem abs­trak­cyjna umowa ofi­cjal­nie wymie­rzona w Związek Sowiecki, nie­for­mal­nie zaś – prze­ciwko gwa­ran­tom porządku wer­sal­skiego. Co wię­cej, Niemcy mieli bar­dzo poważne inte­resy w Chinach i utrzy­my­wali tam misję woj­skową.
Tymczasem sytu­acja Chin stop­niowo popra­wiała się. Ich gospo­darka była mniej zależna od koniunk­tury mię­dzy­na­ro­do­wej.
Utrata Mandżurii – i tak nie­za­leż­nej od rządu cen­tral­nego – miała dużo więk­szy wpływ na pre­stiż, niż na eko­no­mię. Porażka z 1932 r. spra­wiła rów­nież, że wzrósł pre­stiż rządu cen­tral­nego: to prze­cież war­lor­do­wie dopro­wa­dzili do utraty pro­win­cji. Czang Kaj-szek wzmac­niał swoją pozy­cję zarówno wśród swo­jej par­tii – Kuomintangu – jak i wśród innych frak­cji.
Generalissimus za naj­groź­niej­szego wroga wewnętrz­nego uznał komu­ni­stów. Nie był to jed­nak – jak się to dziś czę­sto przed­sta­wia – dowód na per­spek­ty­wiczne myśle­nie Czang Kaj-szeka prze­wi­du­ją­cego wzrost potęgi Stalina, ale typowy dla tam­tych lat „spór w rodzi­nie”. Podstawę ide­olo­gii obu par­tii – Kuomintangu oraz Komunistycznej Partii Chin – sta­no­wił mark­sizm, a wła­ści­wie mocno zmo­der­ni­zo­wany mark­sizm. Karl Marx zakła­dał bowiem walkę klas, która zakoń­czy się rewo­lu­cją robot­ni­czą. Problem pole­gał na tym, że Chiny były pań­stwem rol­ni­czym. Kuomintang stał się więc lewi­cową par­tią elit, a KPCh – par­tią chłop­ską. W tym cza­sie ste­ro­wany z Moskwy Komintern dużo więk­szą uwagę niż walce z kapi­ta­li­zmem poświę­cał walce z odmien­nym nur­tami mark­si­zmu: wła­śnie likwi­do­wał ostat­nich troc­ki­stów i przy­mie­rzał się do roz­prawy z socja­li­stami i socjal­de­mo­kra­tami, któ­rych nazy­wano socjal-faszy­stami lub nacjo­na­li­stami. Konflikt pomię­dzy Kuomintangiem a KPCh był czę­ścią tego krwa­wego sporu.
Od 1930 r. woj­ska Czang Kaj-szeka pro­wa­dziły – z suk­ce­sami – regu­larne dzia­ła­nia zbrojne prze­ciwko komu­ni­stom. W 1934 r. odbyła się „piąta kam­pa­nia”, która miała zli­kwi­do­wać ostat­nie bastiony komu­ni­stów. Ci jed­nak – zamiast wal­czyć – zde­cy­do­wali się ucie­kać poza zasięg wojsk Kuomintangu. W paź­dzier­niku 1934 r. komu­ni­ści roz­po­częli „długi marsz” z Chin połu­dnio­wych do pół­noc­nych. Trwał dwa­na­ście mie­sięcy, pod­czas któ­rych poko­nano 12 tys. kilo­me­trów. Do dziś należy on do mito­lo­gii Komunistycznej Partii Chin. Według ofi­cjal­nej wykładni było on suk­ce­sem oku­pio­nym poważ­nymi stra­tami: 100 000 komu­ni­stów roz­po­częło wędrówkę, ale do celu dotarła tylko połowa. Według badań nie­za­leż­nych histo­ry­ków był on kata­strofą: ura­to­wać zdo­łało się mniej niż 10 000, w tym Mao Tse-Tung, który wkrótce stał się nie­kwe­stio­no­wa­nym przy­wódcą chiń­skich komu­ni­stów.
W 1936 r. doszło do pojed­na­nia pomię­dzy komu­ni­stami i Kuomintangiem. Moskwa porzu­ciła poli­tykę walki z socjal-faszy­zmem i posta­no­wiła two­rzyć fronty ludowe, czyli soju­sze poli­tyczne sze­roko rozu­mia­nej lewicy z udzia­łem komu­ni­stów. Do podob­nego poro­zu­mie­nia doszło rów­nież w Chinach. Rękę przy­ło­żyli do niego znie­chę­ceni „rodzin­nym kon­flik­tem” war­lor­do­wie: w grud­niu 1936 r. aresz­to­wali Czang Kaj-szeka i wymu­sili na nim zakoń­cze­nie walk z komu­ni­stami i sku­pie­niu się na walce z Japończykami.
Na czele spi­sku stał „młody mar­sza­łek” Zhang Xueliang wyrzu­cony z Mandżurii, a udział w nim brali inni war­lor­do­wie z pół­nocy Chin, któ­rzy z powodu japoń­skiej agre­sji stra­cili majątki i wpływy. Czang Kaj-szek nie był zain­te­re­so­wany wojną prze­ciw Japonii: był czło­wie­kiem z połu­dnia, a osła­bie­nie war­lor­dów z pół­nocy – nawet z powodu obcej inter­wen­cji – było mu nawet na rękę. A na pół­noc­nej – chiń­sko-man­dżur­skiej – gra­nicy nie­mal per­ma­nent­nie trwała mała wojna chiń­sko-japoń­ska. W 1932 r. Japończycy zaata­ko­wali rów­nież Szanghaj, naj­więk­szy port Chin, leżący nie­spełna 300 km od Nankinu –sto­licy Czang Kaj-Szeka i po krwa­wych wal­kach wymu­sili zgodę na umiesz­cze­nie w nim gar­ni­zonu. Na pewno jego obec­ność miała wpływ na poli­tykę gene­ra­lis­si­musa. Kuomintang przy­go­to­wy­wał się do zjed­no­cze­nia kraju – nie­ko­niecz­nie siłą – ale zamie­rzał naj­pierw zbu­do­wać nowo­cze­sną armię.
W latach 20. Kuomintang korzy­stał w budo­wie swo­ich sił zbroj­nych z pomocy swo­ich sowiec­kich sojusz­ni­ków. Współpraca została prze­rwana w 1927 r., gdy Moskwa roz­po­częła kam­pa­nię prze­ciwko socjal-faszy­stom (a więc i Kuomintangowi). Sowieckich dorad­ców woj­sko­wych zastą­pili nie­mieccy, a pomoc Rzeszy zwięk­szyła się w 1933 r., po doj­ściu naro­do­wych socja­li­stów do wła­dzy. W latach 1934 – 1935 nie­miecką misją woj­skową w Chinach dowo­dził Hans von Seeckt, a póź­niej Alexander von Falkenhausen. Generał Seeckt zapro­po­no­wał likwi­da­cję tra­dy­cyj­nych chiń­skich dywi­zji, któ­rych było nie­mal 200 (wedle Niemców w 1933 r. Chińczycy dys­po­no­wali 134 dywi­zjami i 36 bry­ga­dami pie­choty, 9 dywi­zjami i 17 bry­ga­dami kawa­le­rii, 5 bry­ga­dami i 20 puł­kami arty­le­rii oraz około 600 samo­lo­tami). Uznał je za fatal­nie uzbro­jone, źle wyszko­lone, słabo dowo­dzone i nie­pewne poli­tycz­nie. W zamian za to miało powstać jedy­nie 60 dywi­zji, ale zor­ga­ni­zo­wa­nych na kształt dywi­zji nie­miec­kich, a co waż­niej­sze – pod­po­rząd­ko­wa­nych nie war­lor­dom, ale rzą­dowi cen­tral­nemu.
Nowe chiń­skie dywi­zje miały być uzbro­jone oczy­wi­ście w nie­miecki sprzęt – eks­port uzbro­je­nia do Chin sta­no­wił w poło­wie lat 30. jedną trze­cią eks­portu uzbro­je­nia III Rzeszy. Liczyły 12 bata­lio­nów pie­choty zor­ga­ni­zo­wa­nych w dwie bry­gady po dwa pułki – niczym pierw­szo­wo­jenne dywi­zje nie­miec­kie. Także spo­sób uży­cia miał przy­po­mi­nać tak­tykę pierw­szo­wo­jenną: bata­liony były nasy­cone bro­nią maszy­nową i moź­dzie­rzami pie­choty, dość lekka – z powo­dów sła­bej sieci dróg – była arty­le­ria dywi­zyjna, skła­da­jąca się z 75 mm dział gór­skich. W poło­wie 1937 r. udało się sfor­mo­wać 8 takich dywi­zji (dwoma pierw­szymi były dawne dywi­zje gwar­dii gene­ra­lis­si­musa), 12 kolej­nych było w toku szko­le­nia.

Incydent na moście Marco Polo

Na zachod­nich przed­mie­ściach Pekinu znaj­duje się jede­na­sto­przę­słowy most – zbu­do­wany w XIII wieku z mar­muru – zwany powszech­nie mostem Marco Polo (ten podróż­nik przed­sta­wił jego opis). 7 lipca 1937 r. doszło w jego pobliżu do incy­dentu zbroj­nego pomię­dzy żoł­nie­rzami japoń­skimi i chiń­skimi, który jest uzna­wany za począ­tek wojny japoń­sko-chiń­skiej.
Słowo „incy­dent”, czę­sto poja­wia­jące się w opi­sie sto­sun­ków dale­ko­wschod­nich, jest tłu­ma­cze­niem na angiel­ski słowa „事 變”– słowa, co inte­re­su­jące, zarówno japoń­skiego jak i chiń­skiego. W kon­tek­ście mili­tar­nym nale­ża­łoby słowo to tłu­ma­czyć jako „star­cie”, „bój”, „walka”. Incydenty na moście Marco Polo był więc star­ciem kil­ku­dzie­się­ciu żoł­nie­rzy japoń­skich i chiń­skich. Z kolei „chiń­ski incy­dent 1937−1945” – jak okre­ślano wszyst­kie te wyda­rze­nia – należy rozu­mieć jako „walkę japoń­sko-chiń­ską”. Z przy­czyn for­mal­nych nie była to wojna, bo żad­nej ze stron nie zale­żało na ogło­sze­niu stanu wojny.
Do róż­nego rodzaju incy­den­tów pomię­dzy Chińczykami i Japończykami docho­dziło bar­dzo czę­sto. Dzisiaj winą za nie powszech­nie obar­cza się Japończyków. Chińska pro­pa­ganda dzia­łała spraw­niej. W kra­jach Zachodu miesz­kało – i wciąż mieszka – dużo wię­cej Chińczyków niż Japończyków, mieli więc oni dużo więk­szy wpływ na zachod­nie mass media. Chińczycy dozna­wali pora­żek z rąk japoń­skich, więc ucho­dzili za ofiary, a Japończycy – za agre­so­rów. Wreszcie od 1941 r. Stany Zjednoczone pro­wa­dziły wojnę z Japonią, pod­czas któ­rej świa­do­mie wykre­owano obraz Japończyków jako agre­syw­nych bar­ba­rzyń­ców. Wreszcie w 1946 r. w Tokio roz­po­częła się „druga Norymberga” – pro­cesy Międzynarodowego Trybunału Wojskowego dla Dalekiego Wschodu. Oskarżyciele zbie­rali mate­riały pro­ce­sowe tak, żeby potwier­dzić winę oskar­żo­nych – to oczy­wi­ste. Co mniej oczy­wi­ste – ale zgodne z japoń­ską tra­dy­cją pod­da­nia się woli zwy­cięzcy – oskar­żeni raczej akcep­to­wali swoją winę, nie podej­mu­jąc zażar­tej walki praw­nej. Raporty z tych pro­ce­sów są nie­licz­nymi doku­men­tami doty­czą­cymi wojny japoń­sko-chiń­skiej łatwo dostęp­nymi w języku angiel­skim.
Tymczasem odpo­wiedź na pyta­nie „kto zaczął?” jest bar­dzo trudna. Wiosną 1928 r. nastą­pił jeden z pierw­szych incy­den­tów pomię­dzy Japończykami a Chińczykami Czang Kaj-szeka – incy­dent w Jinanie. Uskrzydleni zjed­no­cze­niem kraju żoł­nie­rze Kuomintangu zamor­do­wali – w naj­bru­tal­niej­szy z moż­li­wych spo­so­bów – 12-oso­bową japoń­ską rodzinę. Japończycy zażą­dali prze­pro­sin, co jed­nak chiń­scy dowódcy uznali za bez­czel­ność (wojsk japoń­skich było w oko­licy kilka tysięcy, chiń­skich – sto tysięcy wię­cej). 17-oso­bowa komi­sja chiń­ska, która nego­cjo­wała z Japończykami, została przez nich zatrzy­mana i zli­kwi­do­wana. W kolej­nych dniach doszło do walk pomię­dzy żoł­nie­rzami chiń­skim i japoń­skimi, w któ­rych straty liczono już w set­kach zabi­tych. „Kto zaczął?”
Nie wia­domo też, kto jest odpo­wie­dzialny za incy­dent na moście Marco Polo. Współcześni obser­wa­to­rzy mieli wąt­pli­wo­ści i sta­rali się nie wyda­wać zde­cy­do­wa­nych sądów. Od 1901 r. – zgod­nie z poro­zu­mie­niem koń­czą­cym powsta­nie bok­se­rów – mocar­stwa mogły utrzy­my­wać swoje gar­ni­zony w Chinach (w oko­li­cach Pekinu sta­cjo­no­wali Francuzi, Brytyjczycy oraz Amerykanie). Prawo takie mieli rów­nież Japończycy. Ich baza znaj­do­wała się w Tiencinie – olbrzy­mim por­cie naj­bliż­szym Pekinowi (ale odle­głym od niego ponad 100 km). Stacjonował tam wzmoc­niony 2. pułk pie­choty, a jeden z jego bata­lio­nów miał gar­ni­zon na pery­fe­riach Pekinu i w feralną noc odby­wał ćwi­cze­nia.
Podczas ćwi­czeń Japończykom „zgu­bił się” żoł­nierz, zro­bili więc to, co robili czę­sto w takich wypad­kach: wysłali oddział żan­dar­me­rii do pekiń­skiej dziel­nicy roz­rywki, żeby go odna­leźć. Tym razem jed­nak Chińczycy nie prze­pu­ścili Japończyków i zaczęli do nich strze­lać (w oko­li­cach mostu znaj­do­wał się cały chiń­ski 219. pułk pie­choty, prze­cho­dzący tam przy­pad­kowo, z tra­ga­rzami). Według życz­li­wych Chińczykom rela­cji strze­lali oni tak, żeby – nie daj Boże – nikogo nie zabić. 8 lipca 1937 r. o godzi­nie 4:50 Japończycy odpo­wie­dzieli ogniem i nikt nie ma wąt­pli­wo­ści, że strze­lali oni tak, żeby zabić.
Po kilku godzi­nach strze­la­niny dowódca japoń­skiego gar­ni­zonu i chiń­ski bur­mistrz Pekinu poro­zu­mieli się w spra­wie prze­rwa­nia walk i strzały umil­kły. Sprawa miała być roz­wią­zana w toku roz­mów mię­dzy­rzą­do­wych. Tymczasem do portu w Tiencinie została skie­ro­wana 5. DP z Armii Kwantuńskiej i 20. DP z Armii Chosen (japoń­skiej armii sta­cjo­nu­ją­cej w Korei), a także dwie bry­gady (1. oraz 11.). W Pekinie Chińczycy dys­po­no­wali 29. Armią Marszową (tzn. „mobilną”, czyli „bojową”) z czte­rema dywi­zjami pie­choty (37., 38., 132. oraz 143.), dywi­zją kawa­le­rii (9.) oraz kil­koma samo­dziel­nymi puł­kami, sta­no­wią­cymi rów­no­war­tość kolej­nej dywi­zji. Dywizje pie­choty były dość silne, liczące ponad 15 000 żoł­nie­rzy. Na pro­win­cji znaj­do­wała się z kolei 9. Armia dys­po­nu­jąca dzie­się­cioma – słab­szymi – dywi­zjami.
Dyplomaci pro­wa­dzili roz­mowy, ale na przed­mie­ściach Pekinu nie zapa­no­wał spo­kój. Niemal każ­dego dnia odzy­wały się strzały, Japończycy kil­ku­krot­nie użyli nawet arty­le­rii. Chińczycy pró­bo­wali prze­ciąć linię kole­jową pomię­dzy Tiencinem a Pekinem, co Japończycy uzna­wali za dzia­ła­nia agre­sywne (prawo do jej utrzy­my­wa­nia dawał im „Protokół bok­ser­ski” z 1901 r.). Do walk o linię kole­jową obie strony anga­żo­wały stop­niowo coraz więk­sze siły. Co wię­cej, 28 lipca nastą­pił „incy­dent w Tungchow” – Japończycy uży­wają nazwy „masa­kra w Tungchow” – chiń­skie woj­ska na gra­nicy z Mandżurią wymor­do­wały w pla­nowy i bestial­ski spo­sób ponad 200 japoń­skich cywi­lów. 29 lipca roz­mowy dyplo­ma­tów – które nie przy­no­siły rezul­ta­tów – prze­rwano. Japończycy roz­po­częli roz­bra­ja­nie Chińczyków sta­cjo­nu­ją­cych w Tiencinie, a następ­nie ruszyli wzdłuż linii kole­jo­wej do Pekinu.
Żołnierzom chiń­skim – a może ich ofi­ce­rom – zabra­kło umie­jęt­no­ści bojo­wych. Pomimo dwu- trzy­krot­nej prze­wagi liczeb­nej nie zdo­łali powstrzy­mać Japończyków. Tiencin oddali 31 lipca i roz­po­częli paniczną ucieczkę w stronę Pekinu. Rozkaz o ewa­ku­acji „Północnej Stolicy” wydano już 4 sierp­nia: 8 – wkro­czyły tam japoń­skie oddziały roz­po­znaw­cze, a 13 – siły główne. Generalissimus Czang Kaj-szek nie zdo­łał przy­słać odsie­czy, jego naj­sil­niej­sze odwody skie­ro­wano bowiem do Szanghaju.

Chiński krążownik – zbudowany w Japonii – Ning-Hai.

Chiński krą­żow­nik – zbu­do­wany w Japonii – Ning-Hai.

Szanghaj

Walki o Szanghaj roz­po­częły się od incy­dentu spro­wo­ko­wa­nego przez Japończyków. 9 sierp­nia ich oddział pró­bo­wał zająć szan­ghaj­skie lot­ni­sko. Chińska ochrona otwo­rzyła ogień z kara­bi­nów. W trak­cie potyczki obie strony ponio­sły straty. Japończycy odrzu­cili pro­po­zy­cję wyja­śnie­nia wyda­rze­nia i zakoń­cze­nia sporu. W odwe­cie przy­stą­pili do bom­bar­do­wa­nia mia­sta, przede wszyst­kim dziel­nicy Czapei, oraz 13 sierp­nia wpro­wa­dzili do walki pie­chotę mor­ską. W ten spo­sób początki walk o Szanghaj zostały opi­sane w 2009 r. przez Michała Klimeckiego w popu­la­ry­za­tor­skiej książce „Pekin – Szanghaj – Nankin”.
Przebieg wyda­rzeń był „nieco” inny. „Próba zaję­cia lot­ni­ska” przez Japończyków pole­gała na tym, że „oddział Japończyków” – w skła­dzie: porucz­nik Isao Ōyama wraz z szo­fe­rem – został zatrzy­many przez chiń­ski poste­ru­nek na publicz­nej dro­dze w pobliżu bramy lot­ni­ska. „W pobliżu” to zna­czy – jak zdą­żyła usta­lić chiń­sko-japoń­ska komi­sja – w odle­gło­ści kil­ku­set metrów. Tam – być może po wymia­nie ognia – zostali zastrze­leni. Japończycy pró­bo­wali wyja­śnić incy­dent drogą dyplo­ma­tyczną, ale zabra­kło im czasu: 11 sierp­nia chiń­ski gar­ni­zon Szanghaju w sile bry­gady został wzmoc­niony trzema dywi­zjami: 87., 88. oraz 36. Wszystkie nale­żały do dywi­zji nowo­cze­snych, zor­ga­ni­zo­wa­nych, uzbro­jo­nych i wyszko­lo­nych przez Niemców, a 87. DP i 88. DP były nie­gdyś dywi­zjami gwar­dii Czang Kaj-szeka. Na lot­ni­skach wokół mia­sta skon­cen­tro­wano chiń­skie lot­nic­two: 200 – 300 maszyn bom­bo­wych, roz­po­znaw­czych i myśliw­skich – głów­nie nowo­cze­snych wów­czas ame­ry­kań­skich dwu­pła­tow­ców Curtiss Hawk II oraz Hawk III.

  • Tymoteusz Pawłowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE