Pechowy USS Porter

Niszczyciel USS Porter krótko po wejściu do służby. Trójnożne  maszty, dwa dalocelowniki  i potężna artyleria nadawały  jednostkom tego typu wygląd  małych krążowników.  Fot. US Navy

Niszczyciel USS Porter krótko po wej­ściu do służby. Trójnożne maszty, dwa dalo­ce­low­niki i potężna arty­le­ria nada­wały jed­nost­kom tego typu wygląd małych krą­żow­ni­ków. Fot. US Navy

Przypadkowe stor­pe­do­wa­nie, które dopro­wa­dziło do zato­pie­nia nisz­czy­ciela USS Porter zostało dokład­nie wyja­śnione przez Richarda B. Franka w książce „GUADALCANAL – The Definite Account of the Landmark Battle” wyda­nej w 1990 r. Niniejszy arty­kuł jest próbą przy­bli­że­nia, dla­czego tak długo utrzy­my­wała się nie­praw­dziwa wer­sja o tra­fie­niu tor­pedą przez japoń­ski okręt pod­wodny.

Porter został zbu­do­wany jako jed­nostka pro­to­ty­powa pierw­szej serii dużych ame­ry­kań­skich nisz­czy­cieli zwa­nych lide­rami. Długi na 116,1 m kadłub okrętu umoż­li­wił zain­sta­lo­wa­nie potęż­nej siłowni, jak i sil­nego uzbro­je­nia. Przy wypor­no­ści peł­nej 2617 ts nisz­czy­ciel bez trudu roz­pę­dzał się do pręd­ko­ści ponad 35 w. Główną bro­nią było 8 armat Mk 12 kal. 127 mm L/38, zain­sta­lo­wa­nych na 4 zamknię­tych podwój­nych pod­sta­wach Mk 22 o mak­sy­mal­nym kącie pod­nie­sie­nia luf wyno­szą­cym 35o. Artylerię napro­wa­dzał stan­dar­dowy przed­wo­jenny sys­tem kie­ro­wa­nia ogniem oparty na dwóch dalo­ce­low­ni­kach Mk 33. Uzbrojenie uzu­peł­niały 2 poczwórne wyrzut­nie tor­ped.
Porter wszedł do służby latem 1936 r. Po odby­ciu pierw­szego ćwi­czeb­nego rejsu na Atlantyku został prze­ba­zo­wany na Zachodnie Wybrzeże USA. Tam wszedł w skład Floty Pacyfiku, jako jed­nostka fla­gowa 2. Flotylli Niszczycieli (prze­mia­no­wa­nej póź­niej na 5. Flotyllę). Pod koniec 1941 r. Porter prze­szedł w San Francisco, w stoczni Mare Island Navy Yard, pierw­szą poważną moder­ni­za­cję. Zlikwidowano rufowy dalo­ce­low­nik wraz z masz­tem głów­nym. Maszt przedni zastą­piono lek­kim, palo­wym. Dzięki uzy­ska­nym oszczęd­no­ściom maso­wym wzmoc­niono arty­le­rię prze­ciw­lot­ni­czą oraz dodano radar arty­le­ryj­ski Mk 3.
Po zakoń­cze­niu remontu nisz­czy­ciel udał się do bazy mary­narki wojen­nej w Pearl Harbor na Hawajach. Wybuch wojny z Japonią zastał go na morzu, gdzie eskor­to­wał lot­ni­sko­wiec Lexington (CV 2). Przez kolejne mie­siące Porter peł­nił mono­tonną służbę kon­wo­jową pły­wa­jąc pomię­dzy Pearl Harbor a por­tami Zachodniego Wybrzeża. Sytuacja ta ule­gła zmia­nie dopiero 16 paź­dzier­nika 1942 r., kiedy to wyszedł w morze z bazy na Hawajach wraz z zespo­łem ope­ra­cyj­nym Task Force 16. Porter wspól­nie z 7 innymi nisz­czy­cie­lami usta­no­wił eskortę nowego pan­cer­nika South Dakota (BB 57) oraz lot­ni­skowca Enterprise (CV 6) – jed­nostki fla­go­wej kadm. Thomasa C. Kinkaida. Na morzu do zespołu dołą­czyły jesz­cze krą­żow­niki – ciężki Portland (CA 33) i lekki San Juan (CL 54). Zadaniem okrę­tów było wzmoc­nie­nie ame­ry­kań­skich sił mor­skich w rejo­nie Wysp Salomona, gdzie w tym cza­sie toczyły się zażarte boje o utrzy­ma­nie wyspy Guadalcanal. 23 paź­dzier­nika po połą­cze­niu z zespo­łem Task Force 17 (któ­rego trzon sta­no­wił lot­ni­sko­wiec Hornet, CV 8) okręty ruszyły na pół­noc w kie­runku Wysp Santa Cruz. Zostało to spo­wo­do­wane infor­ma­cją mówiącą o poja­wie­niu się japoń­skich lot­ni­skow­ców na pół­nocny wschód od Wysp Salomona. Trzy dni póź­niej doszło tam powietrzno-mor­skiego star­cia, które prze­szło do histo­rii jako bitwa koło Wysp Santa Cruz.

Pierwsza i ostat­nia bitwa

Udział Portera miał się ogra­ni­czać do wspar­cia obrony prze­ciw­lot­ni­czej lot­ni­skowca Enterprise oraz ochrony prze­ciwko okrę­tom pod­wod­nym. Zespół TF 16 pły­nął w for­ma­cji wypra­co­wa­nej i spraw­dzo­nej w poprzed­nich bitwach One-Victor – w lewej dzio­bo­wej ćwiartce lot­ni­skowca w odle­gło­ści 1800 m znaj­do­wał się Portland, ana­lo­giczną pozy­cję w pra­wej ćwiartce zajął San Juan. Pancernik South Dakota pły­nął w śla­dzie toro­wym lot­ni­skowca w odle­gło­ści 2000 m. Osiem nisz­czy­cieli eskorty utwo­rzyło pier­ścień obronny o pro­mie­niu 1600 m.

  • Michał Kopacz

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE