Ucieczka U 530 do Argentyny

Niemiecki okret podwodny typu  IX C/40 – U 530, zdjecie z 1945 r.  Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

Niemiecki okret pod­wodny typu IX C/40 – U 530, zdje­cie z 1945 r. Fot. zbiory Mariusza Borowiaka

10 lipca 1945 r. U 530, pierw­szy nie­miecki okręt pod­wodny dopły­nął do wybrzeży Argentyny. Dwa mie­siące po zakoń­cze­niu II wojny świa­to­wej rząd Argentyny, na spe­cjal­nie zwo­ła­nym posie­dze­niu gabi­netu, zde­cy­do­wał, że U-Boot typu IX C/40, któ­rego 54 człon­ków załogi pod­dało się w bazie Mar del Plata i zło­żyło zezna­nia na temat ucieczki, będzie do dys­po­zy­cji śled­czych ame­ry­kań­skich i bry­tyj­skich. Odpowiednie instruk­cje wydał w tej spra­wie argen­tyń­ski mini­ster spraw zagra­nicz­nych, dr Cesar Ameghino.

Od zakoń­cze­nia II wojny świa­to­wej spo­sób, w jaki zor­ga­ni­zo­wano ewa­ku­ację naj­bar­dziej zna­nych zbrod­nia­rzy z naj­bliż­szego kręgu Adolfa Hitlera, Heinricha Himmlera, Hermanna Göringa i innych przy­wód­ców Niemiec, któ­rych potem przez dzie­siątki lat z ogrom­nym poświę­ce­niem i deter­mi­na­cją poszu­ki­wali tzw. łowcy nazi­stów, były tema­tem nie­zli­czo­nych arty­ku­łów, ksią­żek oraz fil­mów doku­men­tal­nych i fabu­lar­nych. Dzięki pracy histo­ry­ków i dzien­ni­ka­rzy śled­czych nasza wie­dza na temat ewa­ku­acji (szla­ków prze­rzu­to­wych), środ­ków tech­nicz­nych oraz nazwisk ludzi, któ­rzy pomo­gli nie­miec­kim zbrod­nia­rzom dotrzeć do Ameryki Południowej, jest w więk­szo­ści dość dobrze znana. Oczywiście nie jest to wie­dza osta­teczna. Każdego roku archiwa na całym świe­cie odtaj­niają kolejne doku­menty.
Załogi U-Bootów, które w 1945 r. ucie­kły do Ameryki Południowej były prze­słu­chi­wane przez pra­cow­ni­ków wywiadu Argentyny i Stanów Zjednoczonych. Drobiazgowemu prze­świe­tle­niu pod­dano ich także w Wielkiej Brytanii. Zdecydowana więk­szość ofi­ce­rów i pod­ofi­ce­rów nie była skłonna do współ­pracy. Jeńcy uni­kali odpo­wie­dzi na pyta­nia o prze­bieg służby w mary­narce wojen­nej, patrole fron­towe i cha­rak­ter ostat­niego rejsu bojo­wego. Niektórzy z nich w cza­sie skła­da­nia zeznań, na szcze­gó­łowe pyta­nia śled­czych, w ogóle nie odpo­wia­dali lub zasła­niali się tajem­nicą woj­skową. W rapor­tach spo­rzą­dzo­nych na tę oko­licz­ność ame­ry­kań­scy wywia­dowcy piszą, że starsi i młodsi pod­ofi­ce­ro­wie byli pod wpły­wem swo­ich prze­ło­żo­nych. Życie nie­miec­kich pod­wod­nia­ków, któ­rzy byli „roz­mow­niejsi i chętni do współ­pracy”, i nie zostali odosob­nieni od pozo­sta­łych kole­gów, mogło być zagro­żone – takiego stwier­dze­nia użyli śled­czy US Navy, kpt. mar. W. W. Webb i por. mar. rez. A. W. Green jr., w rapor­cie z 24 lipca 1945 r.
Jak wynika z doku­men­tów ame­ry­kań­skich służb wywia­dow­czych w Argentynie, które odtaj­niono i znaj­dują się w National Archives w College Park w Maryland oraz w Library of Congress w Waszyngtonie, przy odpo­wied­nim pro­wa­dze­niu prze­słu­cha­nia przez doświad­czo­nych śled­czych była szansa, że nie­któ­rzy starsi pod­ofi­ce­ro­wie mogli ujaw­nić dużo wię­cej na temat wyda­rzeń, jakie zaszły w ostat­nich dniach wojny i pod­czas rej­sów ewa­ku­acyj­nych U-Bootów do Argentyny. Najbardziej skłonni do roz­mowy mary­na­rze twier­dzili, że na pokła­dzie okrę­tów nie było poszu­ki­wa­nych nie­miec­kich zbrod­nia­rzy, woj­sko­wych pro­mi­nen­tów ani więź­niów wojen­nych, i że w trak­cie poko­ny­wa­nia kil­ku­na­stu tysięcy kilo­me­trów dzie­lą­cych Europę od Ameryki Południowej żadna osoba nie zeszła wcze­śniej z pokładu. Mówili prawdę czy celowo kła­mali? Czy wśród pod­wod­nia­ków pano­wała zmowa mil­cze­nia?

Wojenna służba U 530

Budowę okrętu pod­wod­nego U 530 powie­rzono stoczni Deutsche Werft A.G. w Hamburgu. Umowę na reali­za­cję pro­jektu pod­pi­sano 15 sierp­nia 1940 r., poło­że­nie stępki pod budowę odbyło się 8 grud­nia 1941, a wodo­wa­nie – 28 lipca 1942 r. 14 paź­dzier­nika 1942 r. U-Boot o dłu­go­ści bli­sko 80 m i sze­ro­ko­ści 6,9 m wszedł do służby w Kriegsmarine. U 530 był jedną z 87 jed­no­stek oce­anicz­nych typu IX C/40.
Załogę U 530 pod­czas kil­ku­na­sto­ty­go­dnio­wych tre­nin­gów i ćwi­czeń z uzbro­je­niem tor­pe­do­wym i arty­le­ryj­skim na Bałtyku przy­dzie­lono do for­ma­cji szkol­nej 4. U-Flottille w Szczecinie. Pierwszy dowódca U-Boota, 39-letni kpt. mar. Kurt Lange, odpo­wia­dał za pro­gra­mowe szko­le­nie mary­na­rzy przed wyj­ściem na patrol bojowy. Lange wyma­gał od pod­ko­mend­nych per­fek­cyj­nego wyko­ny­wa­nia obo­wiąz­ków. Program szko­le­nia na okrę­cie – rejsy próbne i ćwi­cze­nia, był reali­zo­wany zgod­nie z roz­ka­zami naczel­nego dowódz­twa U-Bootwaffe.
U 530 wyru­szył w dzie­wi­czy rejs bojowy z Kilonii na pół­nocny Atlantyk 20 lutego 1943 r. U-Boot dołą­czył do okrę­tów linio­wych grupy „Neuland” (4−6 marca), które ope­ro­wały u wybrzeży zachod­niej Irlandii. 7 marca U 530 i pozo­stałe jed­nostki wysłano na pół­nocny zachód, gdzie wespół z grupą „Ostmark” (6−11 marca) miały wziąć udział w polo­wa­niu na statki żeglugi han­dlo­wej. Już pod­czas pierw­szego rejsu fron­to­wego U 530 odniósł spory suk­ces, co wzmoc­niło morale mło­dej załogi.
23 lutego z Nowego Jorku wyru­szyła na Atlantyk armada 59 trans­por­tow­ców (kon­wój SC 121) zała­do­wana zaopa­trze­niem dla alianc­kich sił inwa­zyj­nych.
W czwar­tym dniu żeglugi wolny kon­wój spo­tkał się na wyso­ko­ści Nowej Fundlandii z Grupą Eskortową A3 (d-ca kmdr Paul Heineman), która miała osła­niać statki w dro­dze przez ocean do Wielkiej Brytanii. Bezpośrednia eskorta skła­dała się z kano­nierki US Coast Guard Spencer, kana­dyj­skich kor­wet Trillium, Rosthern i Dauphin oraz bry­tyj­skiej kor­wety Dianthus. Do zespołu dołą­czył także stary ame­ry­kań­ski nisz­czy­ciel Greer.
Z powodu złych warun­ków hydro­me­te­oro­lo­gicz­nych pomię­dzy nie­miec­kimi okrę­tami pod­wod­nymi powstały spore „dziury”. U-Booty z tym­cza­so­wego stada „Westmark”, bio­rące udział w akcji nie potra­fiły nawią­zać ze sobą kon­taktu wzro­ko­wego. Dowództwo Kriegsmarine zapla­no­wało ich atak w pobliżu Nowej Fundlandii, ale nie uwzględ­niło, że wywiad bry­tyj­ski prze­chwy­cił i odczy­ty­wał mel­dunki wysłane do „sza­rych wil­ków”. Statki po otrzy­ma­niu nowych roz­ka­zów wyko­nały ostry zwrot na pół­noc i 5 marca, mimo że kon­wój został zmu­szony do nad­ło­że­nia drogi, prze­szedł nie­zau­wa­żony obok cze­ka­ją­cych U-Bootów. Tylko przy­pa­dek spo­wo­do­wał, że pozo­sta­jący poza sta­dem, samot­nie patro­lu­jący swój sek­tor U 405 (kmdr ppor. Rolf-Heinrich Hopman), wypa­trzył kon­wój SC 121 około 90 Mm (170 km) na pół­nocny wschód od linii dwóch grup U-Bootów cze­ka­ją­cych bier­nie na przej­ście alianc­kich stat­ków trans­por­to­wych. Hopman zawia­do­mił sztab U-Bootwaffe o pozy­cji kon­woju i zajął miej­sce za ostat­nimi stat­kami.
U-Booty ruszyły na łowy Grossadmiral Karl Dönitz, naczelny dowódca Kriegsmarine, wie­rzył, że jego „szare wilki” poko­nają eskortę i roz­pra­wią się z kon­wo­jem. Z powodu paskud­nej pogody (pano­wał silny sztorm, mgła, szkwał ze śnie­giem i gra­dem) nastą­piło roz­luź­nie­nie i roz­pro­sze­nie kon­woju na dużej prze­strzeni. Amerykańska eskorta pogu­biła się. W nocy z 6 na 7 marca U 230 (kpt. mar. Paul Siegmann) i U 591 (kpt. mar. Hans-Jürgen Zetzsche) stor­pe­do­wały po jed­nym bry­tyj­skim frach­towcu. Siła wia­tru docho­dziła do 10° w skali Beauforta i dowódcy okrę­tów pod­wod­nych w ciągu następ­nych kil­ku­na­stu godzin nie zde­cy­do­wali się na pod­ję­cie ataku. U-Booty nie stra­ciły jed­nak kon­taktu z SC 121. Kolejne ude­rze­nie nastą­piło 8 marca pod wie­czór. Po jed­nym cel­nym tra­fie­niu zali­czyły: U 591, U 190 (kpt. mar. Max Wintermeyer) i U 642 (kpt. mar. Herbert Brünning), a dwie jed­nostki zato­pił – w tym bry­tyj­ską barkę desan­tową – U 527 (kpt. mar. Herbert Uhlig).
 

  • Mariusz Borowiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE