Pierwszy i ostatni rejs UC 2

UC 2. Stocznia A. G. Vulcan w Hamburgu, maj 1915 r., kajzerowski podwodny stawiacz min UC 2 w trakcie wodowania.

UC 2. Stocznia A. G. Vulcan w Hamburgu, maj 1915 r., kaj­ze­row­ski pod­wodny sta­wiacz min UC 2 w trak­cie wodo­wa­nia.

Pod koniec maja 1915 r. z dowódz­twa naczel­nego Royal Navy roze­słano tajny okól­nik zawie­ra­jący ostrze­że­nie, że kaj­ze­row­skie okręty pod­wodne mogą sta­wiać miny na wodach przy­brzeż­nych wokół Wysp Brytyjskich. Precyzowano w nim, że nie cho­dzi o jed­nostki wyspe­cja­li­zo­wane, lecz „zwy­kłe” U‑Booty, a nowe zagro­że­nie stwo­rzą miny dry­fu­jące. Niedługo póź­niej w pobliżu Dover i ujścia Tamizy poja­wiły się znie­nacka zagrody minowe, a ponie­waż kaj­ze­row­skie jed­nostki nawodne nie miały prawa dotrzeć tam nie­zau­wa­żone, w Admiralicji domnie­my­wano, iż wino­waj­cami są krą­żow­niki pomoc­ni­cze lub może nawet „wyna­jęte” przez Niemców statki neu­tralne. Domysły nie trwały długo, bo już na początku lipca pod Lowestoft doszło do wyda­rze­nia, które roz­wią­zało zagadkę.

Wprowadzony do użytku 8 lata wcze­śniej malutki, zale­d­wie 513‑tonowy paro­wiec Cottingham szedł 2 lipca 1915 r. z Calais do Leith (k. Edynburga), po prze­cię­ciu Cieśniny Kaletańskiej trzy­ma­jąc się wybrzeży wschod­niej Anglii. Płynął z pręd­ko­ścią 8,5 w., około 14:00 zaczął zbli­żać się do Lowestoft. O 14:50, gdy był jakieś 3 Mm na połu­dniowy wschód od wspo­mnia­nego portu, wszy­scy na jego pokła­dzie odczuli silny wstrząs w pra­wo­bur­to­wej ćwiartce rufo­wej, a potem jesz­cze 2 słab­sze, po lewej bur­cie i na dzio­bie. Dowódca napo­tka­nego wkrótce potem patro­lowca usły­szał od Colina Mitchella, kapi­tana Cottinghama, że zaraz po wstrzą­sach na wodzie poja­wiła się masa bąbli, „tak jakby z dołu wydo­stał się potężny stru­mień powie­trza”; towa­rzy­szył temu silny odór paliwa, a na powierzch­nię wypły­nęła cha­rak­te­ry­styczna ciemna plama.
Ponieważ Mitchell był świę­cie prze­ko­nany, że jego sta­tek zde­rzył się z U‑Bootem (należy tu dodać, że w doku w Leith na poszy­ciu den­nym kabo­ta­żowca zna­le­ziono tylko drobne otar­cia i rysy), dowo­dzący bazą w Lowestoft, kmdr ppor. Ellison, roz­ka­zał wysłać na wska­zane przez niego miej­sce dwa tra­łowce. Sprawdzenie dna przy­nio­sło odkry­cie na nim jakie­goś obiektu, który został ozna­czony sie­cią z boj­kami i objęty dozo­rem. Aż do zmroku załoga zako­twi­czo­nego przy sieci patro­lowca nudziła się, wypa­tru­jąc czy bojki pozo­stają nie­ru­chome. O 21.40 nudę prze­rwała jed­nak nagle potężna eks­plo­zja, która nastą­piła bez­po­śred­nio pod sie­cią, roz­ry­wa­jąc ją. Nie było wąt­pli­wo­ści, że obiekt powinni spraw­dzić nur­ko­wie. Zadanie otrzy­mał kmdr ppor. G. N. Ballard, dowo­dzący tra­łow­cem Halcyon; oprócz jego okrętu wyko­ny­wał je rów­nież bliź­nia­czy Dryad.
Silne prądy, bar­dzo niska przej­rzy­stość wody i pół­go­dzinny okres „zastoju” mię­dzy pły­wami spra­wiały, że nur­ko­wie nie mieli łatwo, choć do dna było tylko 17 m. Już po pierw­szym uda­nym zej­ściu stało się jed­nak jasne, że spo­czywa na nim wrak nie­ty­po­wego U‑Boota – bez wyrzutni tor­pe­do­wych, za to z sze­ścioma szy­bami w dzio­bo­wej czę­ści kadłuba, z któ­rych 3 przed­nie mie­ściły miny.

Pomysł dok­tora Wernera

Jedenaście mie­sięcy wcze­śniej, 4 sierp­nia 1914 r., reali­zu­jące część planu Schlieffena oddziały armii kaj­ze­row­skiej roz­po­częły pod­bój Belgii. Nie szedł on zgod­nie z pla­nem, ale oczy­wi­ste było, że nie­długo zajęte zostaną porty we Flandrii, co ozna­czało zyska­nie przez flotę nie­miecką dogod­nych baz wypa­do­wych. Nic więc dziw­nego, iż 18 sierp­nia z ber­liń­skiego mini­ster­stwa mary­narki wojen­nej (Reichsmarineamt, RMA) zapy­tano sze­fo­stwo broni pod­wod­nej (U‑Boot-Inspektion, UI) o celo­wość zbu­do­wa­nia grupy jed­no­stek mają­cych słab­sze uzbro­je­nie (dwie wyrzut­nie tor­pe­dowe) i zasięg w gra­ni­cach 500 Mm, które mogłyby wejść do dzia­łań zanim wojna dobie­gnie końca. Odpowiedzią było, że – jeśli budo­wa­nie „nor­mal­nych” zosta­łoby spo­wol­nione – pierw­sze z takich okrę­tów, o wypor­no­ści 150‑200 t, opu­ści­łyby stocz­nie za 14 mie­sięcy i tym samym pomysł nie jest sen­sowny.
Sytuację zmie­nił rezul­tat pierw­szej bitwy nad Marną, ozna­cza­jący, że bły­ska­wiczne poko­na­nie Francji nie nastąpi. 11 wrze­śnia dr Werner, szef działu w biu­rze tech­nicz­nym UI, omi­ja­jąc prze­ło­żo­nych zapro­po­no­wał mini­ster­stwu wybu­do­wa­nie małych sta­wia­czy min, z myślą o dzia­ła­niach u wybrzeży wro­giego kraju. W rezul­ta­cie Inspektorat zapy­tano o to, jaki byłby okres budowy okrętu z napę­dem czy­sto elek­trycz­nym, prze­zna­czo­nego wyłącz­nie do mino­wa­nia. 13 wrze­śnia RMA otrzy­mało w odpo­wie­dzi infor­ma­cję, że w naj­lep­szym razie będą to 4 mie­siące, przy czym wypor­ność jed­nostki, mają­cej rów­nież jedną wyrzut­nię tor­pe­dową, widziano w gra­ni­cach 80 t. Nic nie wia­domo w tym przy­padku, jak miało wyglą­dać uzbro­je­nie minowe, pewne jest nato­miast, że w UI jej poten­cjał bojowy uzna­wany był za nie­wielki.

  • Wojciech Holicki

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE