U-Booty z powłoką Alberich na patro­lach bojo­wych

U-Booty z powłoką Alberich. U 11 typu II B – okręt, który wyznaczono do testów Albericha. Na zdjęciu widać panele tej powłoki. Fot. archiwum Wydawnictwa „Okręty Wojenne”

U-Booty z powłoką Alberich. U 11 typu II B – okręt, który wyzna­czono do testów Albericha. Na zdję­ciu widać panele tej powłoki. Fot. archi­wum Wydawnictwa „Okręty Wojenne”

Od lipca 1944 do maja 1945 r. w patro­lach bojo­wych na akwe­nach wokół Wysp Brytyjskich i na obsza­rze kanału La Manche wzięło udział sześć U-Bootów wypo­sa­żo­nych w nowy wyna­la­zek – gumową powłokę Alberich, chro­niącą okręty pod­wodne przed wykry­ciem za pomocą azdyku. Ta grupa okrę­tów, choć rów­nież ponio­sła straty, zdo­łała wcze­śniej dzięki nowemu wyna­laz­kowi odnieść dość zna­czące – jak na koń­cowy etap wojny – suk­cesy. Artykuł ma przy­bli­żyć histo­rię powsta­nia Albericha i jego zasto­so­wa­nia w warun­kach bojo­wych.

Alianckie środki wykry­wa­nia U-Bootów

W trak­cie II wojny świa­to­wej Alianci dosko­na­lili coraz bar­dziej tech­niki wykry­wa­nia nie­miec­kich okrę­tów pod­wod­nych, co było jed­nym z głów­nych powo­dów zała­ma­nia się ofen­sywy „sza­rych wil­ków” Dönitza na Atlantyku w maju 1943 r. O ile na powierzchni U-Booty były już wów­czas sku­tecz­nie loka­li­zo­wane przez radio­lo­ka­tory (cen­ty­me­trowe radary typu 271 stop­niowo wpro­wa­dzano na okręty eskor­towe już od końca 1941 r.), to pod wodą wykry­wał je azdyk – jesz­cze przed­wo­jenny wyna­la­zek Brytyjczyków (pro­duk­cję i insta­la­cję zaczęto w latach 1918 – 1924), coraz bar­dziej dosko­na­lony w trak­cie wojny. Do tego doszedł póź­niej następny pomysł – detek­tor lot­ni­czy MAD – wykry­wa­jący z samo­lo­tów duże masy stali pod wodą zakłó­ca­jące pole magne­tyczne Ziemi. Niemcy zda­wali sobie sprawę, że azdyk w rękach doświad­czo­nych hydro­aku­sty­ków prze­ciw­nika staje się coraz bar­dziej mor­der­czym narzę­dziem, a lista utra­co­nych w akcjach bojo­wych U-Bootów z każ­dym kolej­nym rokiem i mie­sią­cem wojny dra­ma­tycz­nie rosła.
W miarę jak alianc­kich okrę­tów nawod­nych na Atlantyku przy­by­wało, oprócz eskort bez­po­śred­nich kon­wo­jów, poja­wiły się (licz­niej w 1943 r.) nie­za­leż­nie dzia­ła­jące grupy poszu­ku­jące, które tro­piły wykryty nie­miecki okręt pod­wodny do skutku – cza­sem nawet kil­ka­dzie­siąt godzin, bo zda­wano sobie sprawę, że oce­aniczne U-Booty typów VII i IX, nie mogą prze­by­wać pod wodą zbyt długo i na sil­ni­kach elek­trycz­nych (na małej pręd­ko­ści 1 – 3 w.) nie są w sta­nie zbyt­nio się odda­lić. Aby ich załogi miały więk­sze szanse na zmy­le­nie pościgu prze­ciw­nika, sta­rano się opra­co­wać w Niemczech pewne środki zarad­cze.
Wiązki fal ultra­dź­wię­ko­wych wysy­ła­nych przez azdyki eskor­tow­ców w razie natra­fie­nia w głę­bi­nie na kadłub U-Boota powra­cały od niego odbite z cha­rak­te­ry­stycz­nym meta­licz­nym „echem” („pin­giem”). W począt­ko­wym eta­pie wojny Niemcy na wykry­tym okrę­cie sta­rali się zanu­rzyć jak naj­głę­biej i wyjść poza zakres „wiązki”. Wtedy jesz­cze nie­do­sko­nały azdyk tra­cił także echo w koń­co­wym eta­pie szarży eskor­towca na U-Boota, gdy ten znaj­do­wał się przed dzio­bem ata­ku­ją­cego okrętu i pró­bo­wał wyko­nać sku­teczny pod­wodny unik na chwilę przed zrzu­tem bomb głę­bi­no­wych. Szanse jed­nak malały, gdy na U-Boota polo­wało naraz wię­cej okrę­tów niż jeden, a azdyki do 1944 r. ulep­szono już tak, że namie­rzały cel w trzech „płasz­czy­znach” (kie­ru­nek, odle­głość i głę­bo­kość). Azdyki typu 147 utrzy­my­wały kon­takt pra­wie do nad­pły­nię­cia nad wykryty pod wodą cel, ogra­ni­cza­jąc Niemcom szanse na skryte pod­wodne uniki. Często spa­dały na nich wtedy także wystrze­li­wane z okrę­tów nawod­nych poci­ski sto­so­wa­nego powszech­niej od 1942 r. „jeża” (mio­ta­cza 24 gra­na­tów głę­bi­no­wych kal. 178 mm) – strze­lane do 230 – 260 m przed dziób, potem zaś kla­syczne bomby głę­bi­nowe, też osią­ga­jące zadaną głę­bo­kość wybu­chu dzięki tech­nicz­nym ulep­sze­niom – głów­nie opły­wo­wym kształ­tom – coraz szyb­ciej. Tylko jesz­cze złe warunki hydro­me­te­oro­lo­giczne (sztormy), ter­mo­kliny, czy o wiele płyt­sze wody bli­żej Wysp Brytyjskich pozwa­la­jące opu­ścić okręt na dno, poma­gały nie­miec­kim zało­gom unik­nąć zato­pie­nia, bo ASDIC pra­co­wał wów­czas gorzej. Azdyki na alianc­kich okrę­tach nawod­nych miały też jeden słaby punkt – nie mogły namie­rzać okrę­tów pod­wod­nych przy prze­kro­cze­niu przez nie pręd­ko­ści 15 w. (opty­malne dla ich pracy było 12 w.), bo wytwa­rza­jąca się wtedy skala szu­mów była już za duża. Niemcy stwo­rzyli jed­nak okręty szybko poru­sza­jące się pod wodą (do 17 w.) – typu XXI – zbyt późno (jesz­cze szyb­szych nie­bo­jo­wych modeli eks­pe­ry­men­tal­nych nie warto tu wspo­mi­nać), gotowe były dopiero w koń­co­wej fazie wojny i nie zdo­łały one wejść na czas do akcji. „Siódemki” pod wodą mogły poru­szać się pod wodą z pręd­ko­ścią mak­sy­malną około 7 w., a i to krótko, bo musiały oszczę­dzać moc w aku­mu­la­to­rach sil­ni­ków elek­trycz­nych i w trak­cie ata­ków prze­ciw­nika raczej „peł­zały” niż się szybko prze­miesz­czały, oprócz tego ich urzą­dze­nia ogól­no­okrę­towe musiały pra­co­wać jak naj­ci­szej, by ucieczka się powio­dła.

  • Tadeusz Kasperski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE