Tankietki – zapo­mniany epi­zod roz­woju wojsk pan­cer­nych

Pierwsza pionierska tankietka Morris-Martel One Man Tankette została zbudowana w ilości ośmiu egzemplarzy. Jej rozwój zarzucono na korzyść podobnej konstrukcji Carden-Loyd.

Pierwsza pio­nier­ska tan­kietka Morris-Martel One Man Tankette została zbu­do­wana w ilo­ści ośmiu egzem­pla­rzy. Jej roz­wój zarzu­cono na korzyść podob­nej kon­struk­cji Carden-Loyd.

Tankietka to mały pojazd bojowy, zwy­kle uzbro­jony wyłącz­nie w broń maszy­nową. Czasem mówi się, że to mały czołg, lżej­szy od czoł­gów zali­cza­nych do kate­go­rii lek­kich. Tak naprawdę jed­nak była to pierw­sza próba zme­cha­ni­zo­wa­nia pie­choty poprzez prze­ka­za­nie jej pojazdu pozwa­la­ją­cego na towa­rzy­sze­nie czoł­gom w ataku. Jednakże w wielu kra­jach wozów tych pró­bo­wano uży­wać zamien­nie z czoł­gami lek­kimi – raczej z nie­ko­rzyst­nym skut­kiem. Dlatego ten kie­ru­nek roz­woju tan­kie­tek został szybko zarzu­cony. Mimo to roz­wój tych pojaz­dów, już w innej roli, w jakimś sen­sie trwa do dziś.

Ojczyzną tan­kietki jest Wielka Brytania, ojczy­zna czołgu, który na polach walki pierw­szej wojny świa­to­wej poja­wił się w 1916 r. Wielka Brytania dłu­żej niż do połowy okresu mię­dzy­wo­jen­nego, czyli do lat 1931 – 1933, przo­do­wała w pro­ce­sach mecha­ni­za­cji wojsk lądo­wych i roz­woju dok­tryny uży­cia sił pan­cer­nych i szyb­kich. Później, w latach trzy­dzie­stych, a szcze­gól­nie w dru­giej poło­wie dekady, wyprze­dziły ją Niemcy i ZSRR.
Bezpośrednio po pierw­szej woj­nie świa­to­wej w Wielkiej Brytanii zacho­wano pięć dywi­zji pie­choty (w każ­dej trzy bry­gady pie­choty oraz arty­le­ria dywi­zyjna), dwa­dzie­ścia puł­ków kawa­le­rii (w tym sześć samo­dziel­nych, sześć two­rzyło trzy bry­gady kawa­le­rii, a osiem kolej­nych sta­cjo­no­wało poza gra­ni­cami Wysp Brytyjskich) oraz cztery bata­liony czoł­gów. Już jed­nak w latach dwu­dzie­stych pod­jęto sze­ro­kie dys­ku­sje nad mecha­ni­za­cją wojsk lądo­wych. Termin „mecha­ni­za­cja” był przy tym rozu­miany dość sze­roko – jako wpro­wa­dze­nie sil­ni­ków spa­li­no­wych do woj­ska, zarówno w postaci pojaz­dów mecha­nicz­nych, jak i na przy­kład pił mecha­nicz­nych w jed­nost­kach saper­skich, bądź spa­li­no­wych agre­ga­tów prą­do­twór­czych. Wszystko to miało zmie­rzać do zwięk­sze­nia spraw­no­ści wojsk, a przede wszyst­kim do pod­nie­sie­nia ich mobil­no­ści na polu walki. Manewr, pomimo smut­nych doświad­czeń pierw­szej wojny świa­to­wej, był uwa­żany za klu­czowy dla powo­dze­nia wszel­kich dzia­łań na pozio­mie tak­tycz­nym, ope­ra­cyj­nym czy nawet stra­te­gicz­nym. Można powie­dzieć „pomimo”, ale można też stwier­dzić, że wła­śnie dzięki doświad­cze­niom pierw­szej wojny świa­to­wej rola manewru w dzia­ła­niach bojo­wych zajęła tak pocze­sne miej­sce. Przekonano się bowiem, że wojna pozy­cyjna, ze stra­te­gicz­nego punktu widze­nia będąca wojną na wynisz­cze­nie i wyczer­pa­nie zaso­bów, z ludz­kiego zaś punktu widze­nia po pro­stu oko­powa „jatka”, nie pro­wa­dzi do decy­du­ją­cego roz­strzy­gnię­cia kon­fliktu. Wielka Brytania nie mogła sobie pozwo­lić na pro­wa­dze­nie wojny na wynisz­cze­nie (czyli pozy­cyj­nej), kon­ty­nen­talni rywale Brytyjczyków dys­po­no­wali bowiem więk­szymi zaso­bami mate­rial­nymi i rezer­wami oso­bo­wymi, bry­tyj­skie zasoby szyb­ciej ule­głyby więc wyczer­pa­niu.
Manewr był więc konieczny i za wszelką cenę trzeba było zna­leźć spo­soby, by go narzu­cić poten­cjal­nemu prze­ciw­ni­kowi. Należało wypra­co­wać kon­cep­cje przej­ścia (wymu­sze­nia) dzia­łań manew­ro­wych oraz kon­cep­cje samej wojny manew­ro­wej jako takiej. Nad tym zagad­nie­niem w Wielkiej Brytanii pro­wa­dzono sze­roko zakro­jone prace teo­re­tyczne, ale też i prak­tyczne. We wrze­śniu 1925 r. po raz pierw­szy od 1914 r. prze­pro­wa­dzono wiel­kie, dwu­stronne manewry tak­tyczne, z udzia­łem kilku dywi­zji. W cza­sie tych manew­rów zaim­pro­wi­zo­wano dużą for­ma­cję zme­cha­ni­zo­waną nazwaną Mobile Force, zło­żoną z dwóch bry­gad kawa­le­rii i bry­gady pie­choty trans­por­to­wa­nej cię­ża­rów­kami. Możliwości manew­rowe kawa­le­rii i pie­choty oka­zały się odmienne na tyle, że choć pie­chota na cię­ża­rów­kach począt­kowo wysfo­ro­wała się do przodu, to póź­niej jed­nak musiała zostać wysa­dzona dość daleko od pola walki. W rezul­ta­cie pie­chu­rzy przy­byli na miej­sce bitwy w momen­cie, kiedy była ona już zakoń­czona.
Wniosek z ćwi­cze­nia wyni­kał dość pro­sty: woj­ska bry­tyj­skie dys­po­no­wały tech­nicz­nymi środ­kami do zme­cha­ni­zo­wa­nego manewru, ale brak doświad­cze­nia w wyko­rzy­sta­niu tech­nicz­nych środ­ków (w połą­cze­niu z cią­giem kon­nym) powo­do­wał, że manew­ro­wa­nie for­ma­cjami wojsk nie uda­wało się. Należało opra­co­wać dok­trynę prze­miesz­cza­nia wojsk za pomocą pojaz­dów mecha­nicz­nych tak, by manewr ten prze­bie­gał spraw­nie i żeby prze­wo­żone for­ma­cje docie­rały na pole walki w odpo­wied­nim porządku, dys­po­nu­jąc wszel­kimi nie­zbęd­nymi środ­kami walki i zabez­pie­cze­nia bojo­wego. Kolejna sprawa to syn­chro­ni­za­cja manewru grup pie­choty z arty­le­rią (i ele­men­tami saper­skimi, łącz­no­ści, roz­po­zna­nia, prze­ciw­lot­ni­czymi itp.), z for­ma­cjami pan­cer­nymi poru­sza­ją­cymi się na gąsie­ni­cach, a zatem czę­sto poza dro­gami dostęp­nymi dla pojaz­dów koło­wych. Takie wła­śnie wnio­ski wycią­gnięto z wiel­kich manew­rów z 1925 r. Od tego momentu pod­jęto prace kon­cep­cyjne nad kwe­stią mobil­no­ści wojsk w dobie ich mecha­ni­za­cji.

  • Stanisław Kutnik

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE