Tankietki – zapo­mniany epi­zod roz­woju wojsk pan­cer­nych

Pierwsza pionierska tankietka Morris-Martel One Man Tankette została zbudowana w ilości ośmiu egzemplarzy. Jej rozwój zarzucono na korzyść podobnej konstrukcji Carden-Loyd.

Pierwsza pio­nier­ska tan­kietka Morris-Martel One Man Tankette została zbu­do­wana w ilo­ści ośmiu egzem­pla­rzy. Jej roz­wój zarzu­cono na korzyść podob­nej kon­struk­cji Carden-Loyd.

Tankietka to mały pojazd bojowy, zwy­kle uzbro­jony wyłącz­nie w broń maszy­nową. Czasem mówi się, że to mały czołg, lżej­szy od czoł­gów zali­cza­nych do kate­go­rii lek­kich. Tak naprawdę jed­nak była to pierw­sza próba zme­cha­ni­zo­wa­nia pie­choty poprzez prze­ka­za­nie jej pojazdu pozwa­la­ją­cego na towa­rzy­sze­nie czoł­gom w ataku. Jednakże w wielu kra­jach wozów tych pró­bo­wano uży­wać zamien­nie z czoł­gami lek­kimi – raczej z nie­ko­rzyst­nym skut­kiem. Dlatego ten kie­ru­nek roz­woju tan­kie­tek został szybko zarzu­cony. Mimo to roz­wój tych pojaz­dów, już w innej roli, w jakimś sen­sie trwa do dziś.

Ojczyzną tan­kietki jest Wielka Brytania, ojczy­zna czołgu, który na polach walki pierw­szej wojny świa­to­wej poja­wił się w 1916 r. Wielka Brytania dłu­żej niż do połowy okresu mię­dzy­wo­jen­nego, czyli do lat 1931 – 1933, przo­do­wała w pro­ce­sach mecha­ni­za­cji wojsk lądo­wych i roz­woju dok­tryny uży­cia sił pan­cer­nych i szyb­kich. Później, w latach trzy­dzie­stych, a szcze­gól­nie w dru­giej poło­wie dekady, wyprze­dziły ją Niemcy i ZSRR.

Carden-Loyd One Man Tankette – pierwszy model jednoosobowej tankietki przygotowanej przez Johna Cardena i Viviana Loyda (zbudowano dwa egzemplarze, różniące się szczegółami).

Carden-Loyd One Man Tankette – pierw­szy model jed­no­oso­bo­wej tan­kietki przy­go­to­wa­nej przez Johna Cardena i Viviana Loyda (zbu­do­wano dwa egzem­pla­rze, róż­niące się szcze­gó­łami).

Bezpośrednio po pierw­szej woj­nie świa­to­wej w Wielkiej Brytanii zacho­wano pięć dywi­zji pie­choty (w każ­dej trzy bry­gady pie­choty oraz arty­le­ria dywi­zyjna), dwa­dzie­ścia puł­ków kawa­le­rii (w tym sześć samo­dziel­nych, sześć two­rzyło trzy bry­gady kawa­le­rii, a osiem kolej­nych sta­cjo­no­wało poza gra­ni­cami Wysp Brytyjskich) oraz cztery bata­liony czoł­gów. Już jed­nak w latach dwu­dzie­stych pod­jęto sze­ro­kie dys­ku­sje nad mecha­ni­za­cją wojsk lądo­wych. Termin „mecha­ni­za­cja” był przy tym rozu­miany dość sze­roko – jako wpro­wa­dze­nie sil­ni­ków spa­li­no­wych do woj­ska, zarówno w postaci pojaz­dów mecha­nicz­nych, jak i na przy­kład pił mecha­nicz­nych w jed­nost­kach saper­skich, bądź spa­li­no­wych agre­ga­tów prą­do­twór­czych. Wszystko to miało zmie­rzać do zwięk­sze­nia spraw­no­ści wojsk, a przede wszyst­kim do pod­nie­sie­nia ich mobil­no­ści na polu walki. Manewr, pomimo smut­nych doświad­czeń pierw­szej wojny świa­to­wej, był uwa­żany za klu­czowy dla powo­dze­nia wszel­kich dzia­łań na pozio­mie tak­tycz­nym, ope­ra­cyj­nym czy nawet stra­te­gicz­nym. Można powie­dzieć „pomimo”, ale można też stwier­dzić, że wła­śnie dzięki doświad­cze­niom pierw­szej wojny świa­to­wej rola manewru w dzia­ła­niach bojo­wych zajęła tak pocze­sne miej­sce. Przekonano się bowiem, że wojna pozy­cyjna, ze stra­te­gicz­nego punktu widze­nia będąca wojną na wynisz­cze­nie i wyczer­pa­nie zaso­bów, z ludz­kiego zaś punktu widze­nia po pro­stu oko­powa „jatka”, nie pro­wa­dzi do decy­du­ją­cego roz­strzy­gnię­cia kon­fliktu. Wielka Brytania nie mogła sobie pozwo­lić na pro­wa­dze­nie wojny na wynisz­cze­nie (czyli pozy­cyj­nej), kon­ty­nen­talni rywale Brytyjczyków dys­po­no­wali bowiem więk­szymi zaso­bami mate­rial­nymi i rezer­wami oso­bo­wymi, bry­tyj­skie zasoby szyb­ciej ule­głyby więc wyczer­pa­niu.

Manewr był więc konieczny i za wszelką cenę trzeba było zna­leźć spo­soby, by go narzu­cić poten­cjal­nemu prze­ciw­ni­kowi. Należało wypra­co­wać kon­cep­cje przej­ścia (wymu­sze­nia) dzia­łań manew­ro­wych oraz kon­cep­cje samej wojny manew­ro­wej jako takiej. Nad tym zagad­nie­niem w Wielkiej Brytanii pro­wa­dzono sze­roko zakro­jone prace teo­re­tyczne, ale też i prak­tyczne. We wrze­śniu 1925 r. po raz pierw­szy od 1914 r. prze­pro­wa­dzono wiel­kie, dwu­stronne manewry tak­tyczne, z udzia­łem kilku dywi­zji. W cza­sie tych manew­rów zaim­pro­wi­zo­wano dużą for­ma­cję zme­cha­ni­zo­waną nazwaną Mobile Force, zło­żoną z dwóch bry­gad kawa­le­rii i bry­gady pie­choty trans­por­to­wa­nej cię­ża­rów­kami. Możliwości manew­rowe kawa­le­rii i pie­choty oka­zały się odmienne na tyle, że choć pie­chota na cię­ża­rów­kach począt­kowo wysfo­ro­wała się do przodu, to póź­niej jed­nak musiała zostać wysa­dzona dość daleko od pola walki. W rezul­ta­cie pie­chu­rzy przy­byli na miej­sce bitwy w momen­cie, kiedy była ona już zakoń­czona.

Tankietka Carden-Loyd Mk III, stanowiąca rozwinięcie modelu Mk II z dodatkowymi opuszczanymi kołami, jak w modelu Mk I* (zbudowano 1 egzemplarz).

Tankietka Carden-Loyd Mk III, sta­no­wiąca roz­wi­nię­cie modelu Mk II z dodat­ko­wymi opusz­cza­nymi kołami, jak w modelu Mk I* (zbu­do­wano 1 egzem­plarz).

Wniosek z ćwi­cze­nia wyni­kał dość pro­sty: woj­ska bry­tyj­skie dys­po­no­wały tech­nicz­nymi środ­kami do zme­cha­ni­zo­wa­nego manewru, ale brak doświad­cze­nia w wyko­rzy­sta­niu tech­nicz­nych środ­ków (w połą­cze­niu z cią­giem kon­nym) powo­do­wał, że manew­ro­wa­nie for­ma­cjami wojsk nie uda­wało się. Należało opra­co­wać dok­trynę prze­miesz­cza­nia wojsk za pomocą pojaz­dów mecha­nicz­nych tak, by manewr ten prze­bie­gał spraw­nie i żeby prze­wo­żone for­ma­cje docie­rały na pole walki w odpo­wied­nim porządku, dys­po­nu­jąc wszel­kimi nie­zbęd­nymi środ­kami walki i zabez­pie­cze­nia bojo­wego. Kolejna sprawa to syn­chro­ni­za­cja manewru grup pie­choty z arty­le­rią (i ele­men­tami saper­skimi, łącz­no­ści, roz­po­zna­nia, prze­ciw­lot­ni­czymi itp.), z for­ma­cjami pan­cer­nymi poru­sza­ją­cymi się na gąsie­ni­cach, a zatem czę­sto poza dro­gami dostęp­nymi dla pojaz­dów koło­wych. Takie wła­śnie wnio­ski wycią­gnięto z wiel­kich manew­rów z 1925 r. Od tego momentu pod­jęto prace kon­cep­cyjne nad kwe­stią mobil­no­ści wojsk w dobie ich mecha­ni­za­cji.

Carden-Loyd Mk IV – dwuosobowa tankietka powstała z rozwinięcia poprzednich modeli, pozbawiona dachu i wieży, z czterema kołami jezdnymi po każdej stronie i dodatkowymi opuszczanymi kołami.

Carden-Loyd Mk IV – dwu­oso­bowa tan­kietka powstała z roz­wi­nię­cia poprzed­nich modeli, pozba­wiona dachu i wieży, z czte­rema kołami jezd­nymi po każ­dej stro­nie i dodat­ko­wymi opusz­cza­nymi kołami.

W maju 1927 r. w Wielkiej Brytanii powstała pierw­sza na świe­cie bry­gada zme­cha­ni­zo­wana. Została ona sfor­mo­wana na bazie 7. Brygady Piechoty, z któ­rej to bry­gady – jako ele­ment pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej – wydzie­lono bata­lion 2nd Battalion Cheshire Regiment. Pozostałe siły bry­gady to: Flank Reconnaissance Group (grupa roz­po­zna­nia skrzy­deł), skła­da­jąca się z dwóch kom­pa­nii samo­cho­dów pan­cer­nych z bata­lionu 3rd Battalion Royal Tank Corps (RTC); Main Reconnaissance Group (główna grupa roz­po­znaw­cza) – dwie kom­pa­nie, jedna z 8 tan­kiet­kami Carden Loyd, a druga z 8 tan­kiet­kami Morris-Martel z 3rd Battalion RTC; 5th Battalion RTC dys­po­nu­jący 48 czoł­gami Vickers Medium Mark I; zme­cha­ni­zo­wany bata­lion kara­bi­nów maszy­no­wych – 2nd Battalion Somerset Light Infantry z ckm Vickers, trans­por­to­wany na pojaz­dach pół­gą­sie­ni­co­wych Crossley-Kégresse i na 6-koło­wych cię­ża­rów­kach Morris; 9th Field Brigade Royal Artillery z trzema bate­riami dział polo­wych QF 18-fun­to­wych i hau­bic kal. 114,3 mm, z czego dwie bate­rie holo­wane cią­gni­kami Dragon, a jedna holo­wana cią­gni­kami pół­gą­sie­ni­co­wymi Crossley-Kégresse; 20th Battery, 9th Field Brigade, Royal Artillery – bate­ria eks­pe­ry­men­tal­nych dział samo­bież­nych Brich Gun; lekka bate­ria hau­bic gór­skich kal. 94 mm prze­wo­żona cią­gni­kami pół­gą­sie­ni­co­wymi Burford-Kégresse; zme­cha­ni­zo­wana kom­pa­nia sape­rów Mechanized Field Company of Royal Engineers na 6-koło­wych pojaz­dach Morris. Dowódcą owych sił zme­cha­ni­zo­wa­nych został płk Robert J. Collins, peł­niący jed­no­cze­śnie funk­cję dowódcy 7. Brygady Piechoty, sta­cjo­nu­ją­cej w tym samym gar­ni­zo­nie Tidworth Camp, na Równinie Salisbury.

Carden-Loyd Mk VI – jako pierwsza udana tankietka stał się klasyczną konstrukcją w swojej klasie, na której wzorowali się inni.

Carden-Loyd Mk VI – jako pierw­sza udana tan­kietka stał się kla­syczną kon­struk­cją w swo­jej kla­sie, na któ­rej wzo­ro­wali się inni.

Pierwsze ćwi­cze­nia nowej for­ma­cji w skła­dzie 3. Dywizji Piechoty, dowo­dzo­nej przez gen. mjr. Johna Burnett-Stuarta, poka­zały różne rezul­taty. Ciężko było syn­chro­ni­zo­wać ze sobą manewry róż­nych ele­men­tów dys­po­nu­ją­cych środ­kami trans­portu o róż­nych wła­ści­wo­ściach.

Działania eks­pe­ry­men­tal­nych sił zme­cha­ni­zo­wa­nych poka­zały, że próby pro­stego zme­cha­ni­zo­wa­nia ist­nie­ją­cych for­ma­cji pie­choty wraz z przy­dzie­loną jej arty­le­rią oraz siłami wspar­cia w postaci jed­no­stek roz­po­znaw­czych, sape­rów, łącz­no­ści i służb nie przy­no­szą pozy­tyw­nych rezul­ta­tów. Siły zme­cha­ni­zo­wane powinny zostać sfor­mo­wane w opar­ciu o nowe zasady i skom­po­no­wane ade­kwat­nie do moż­li­wo­ści bojo­wych połą­czo­nych sił czoł­gów, pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej, arty­le­rii o ciągu mecha­nicz­nym i zmo­to­ry­zo­wa­nych służb, ale w ilo­ściach dobra­nych ade­kwat­nie do potrzeb wojny manew­ro­wej.

Z tankietek Carden-Loyd wywodzi się gąsienicowy lekki transporter opancerzony Universal Carrier, który był najliczniejszym alianckim pojazdem pancernym w drugiej wojnie światowej.

Z tan­kie­tek Carden-Loyd wywo­dzi się gąsie­ni­cowy lekki trans­por­ter opan­ce­rzony Universal Carrier, który był naj­licz­niej­szym alianc­kim pojaz­dem pan­cer­nym w dru­giej woj­nie świa­to­wej.

Tankietki Martela i Carden-Loyda

Nie wszy­scy jed­nak chcieli mecha­ni­zo­wać armię w takiej postaci, w jakiej była. Uważali oni, że poja­wie­nie się czołgu na polu walki cał­ko­wi­cie zmie­nia jego obraz. Jeden z naj­bar­dziej zdol­nych ofi­ce­rów póź­niej­szego Królewskiego Korpusu Zmechanizowanego – Giffard Le Quesne Martel, w 1916 r. kapi­tan sape­rów (póź­niej­szy gen. por. sir G. Q. Martel; 10 paź­dzier­nika 1889 r. – 3 wrze­śnia 1958 r.), miał zupeł­nie odmienne poglądy.
G. Q. Martel był synem bry­ga­diera Charlesa Philipa Martela, zarzą­dza­ją­cego wszyst­kimi pań­stwo­wymi zakła­dami zbro­je­nio­wymi, w tym ROF w Woolwich. G. Q. Martel ukoń­czył Royal Military Academy w Woolwich w 1908 r. i został pod­po­rucz­ni­kiem sape­rów. W pierw­szej woj­nie świa­to­wej wal­czył w woj­skach inży­nie­ryjno-saper­skich, zaj­mu­jąc się m.in. budową for­ty­fi­ka­cji i ich poko­ny­wa­niem przez czołgi. W 1916 r. napi­sał memo­ran­dum zaty­tu­ło­wane „A Tank Army”, suge­ru­jąc, by cała armia została prze­zbro­jona w pojazdy pan­cerne. W latach 1917 – 1918 poma­gał bryg. Fullerowi w opra­co­wa­niu pla­nów uży­cia czoł­gów w kolej­nych ofen­sy­wach. Po woj­nie peł­nił służbę w woj­skach inży­nie­ryj­nych, ale jego zain­te­re­so­wa­nie czoł­gami nie usta­wało. W Eksperymentalnej Brygadzie Zmechanizowanej w Tidworth Camp dowo­dził zme­cha­ni­zo­waną kom­pa­nią sape­rów. Już w pierw­szej poło­wie lat trzy­dzie­stych eks­pe­ry­men­to­wał z opra­co­wa­niem czoł­go­wych mostów towa­rzy­szą­cych, ale wciąż inte­re­so­wał się czoł­gami. Ponieważ armia miała ogra­ni­czony budżet, Martel zwró­cił uwagę na opra­co­wa­nie małych, jed­no­oso­bo­wych tan­kie­tek, które mogły posłu­żyć do zme­cha­ni­zo­wa­nia całej pie­choty i kawa­le­rii.

Prototypowe polskie tankietki (od lewej) TK-2 i TK-1 oraz zakupione do prób brytyjskie Carden-Loyd Mk VI ze zmodyfikowanym zawieszeniem i oryginalny pojazd tego typu; prawdopodobnie 1930 r.

Prototypowe pol­skie tan­kietki (od lewej) TK-2 i TK-1 oraz zaku­pione do prób bry­tyj­skie Carden-Loyd Mk VI ze zmo­dy­fi­ko­wa­nym zawie­sze­niem i ory­gi­nalny pojazd tego typu; praw­do­po­dob­nie 1930 r.

Warto w tym momen­cie powró­cić do memo­ran­dum z 1916 r. i zoba­czyć, co wów­czas pro­po­no­wał G. Q. Martel. Otóż zakła­dał on, że całe woj­ska lądowe powinny zostać prze­kształ­cone w jedne wiel­kie siły pan­cerne. Uważał on, że poje­dyn­czy żoł­nierz bez pan­ce­rza nie ma naj­mniej­szych szans na prze­trwa­nie na polu walki zdo­mi­no­wa­nym przez kara­biny maszy­nowe i szyb­ko­strzelną arty­le­rię. Dlatego uznał on, że ele­ment bojowy powi­nien zostać wypo­sa­żony w trzy główne kate­go­rie czoł­gów. Użył przy tym ana­lo­gii mor­skiej – na morzach wal­czyły wyłącz­nie okręty, naj­czę­ściej opan­ce­rzone, nie było nato­miast swo­istego odpo­wied­nika pie­choty, czyli żoł­nie­rzy poru­sza­ją­cych się wpław bądź na nie­wiel­kich łód­kach. Praktycznie wszyst­kie środki bojowe w woj­nie mor­skiej były już od końca XIX wieku sta­lo­wymi potwo­rami róż­nej wiel­ko­ści, o napę­dzie mecha­nicz­nym (prze­waż­nie paro­wym, ze względu na ich wiel­kość).

G. Q. Martel uznał więc, że w dobie pora­ża­ją­cej siły ognia broni maszy­no­wej i szyb­ko­strzel­nych dział łado­wa­nych odtyl­cowo, całe woj­ska lądowe powinny prze­siąść się na wozy ana­lo­giczne do okrę­tów.

Owe trzy kate­go­rie wozów bojo­wych prze­wi­dzia­nych przez G. Q. Martela to: czołgi-nisz­czy­ciele, czołgi-pan­cer­niki i czołgi tor­pe­dowe (czołgi-krą­żow­niki).

W kate­go­rii pojaz­dów nie­bo­jo­wych powinny wystę­po­wać czołgi zaopa­trze­nia, czyli opan­ce­rzone wozy słu­żące do trans­portu amu­ni­cji, paliwa, czę­ści zamien­nych i innych mate­ria­łów na pole walki.
Jeśli cho­dzi o czołgi bojowe, to – podob­nie jak w mary­narce – główną masę ilo­ściową miały sta­no­wić czołgi-nisz­czy­ciele. Nie miały to być oczy­wi­ście żadne nisz­czy­ciele czoł­gów, jak by to mogła suge­ro­wać nazwa – to wyłącz­nie ana­lo­gia do wojny mor­skiej. Miał to być lekki czołg uzbro­jony w kara­biny maszy­nowe, słu­żący tak naprawdę do zme­cha­ni­zo­wa­nia pie­choty. Pododdziały czoł­gów-nisz­czy­cieli miały zastą­pić kla­syczną pie­chotę i kawa­le­rię oraz wyko­ny­wać nastę­pu­jące zada­nia: w zakre­sie „kawa­le­ryj­skim” – pro­wa­dze­nie roz­po­zna­nia, osłonę skrzy­deł i wyko­ny­wa­nie zago­nów na tyły wroga, w zakre­sie „pie­cho­ciń­skim” zaś – zaj­mo­wa­nie terenu i patro­lo­wa­nie zaję­tych obsza­rów, pro­wa­dze­nie walki z podob­nymi for­ma­cjami prze­ciw­nika, prze­chwy­ty­wa­nie oraz utrzy­my­wa­nie waż­nych obiek­tów tere­no­wych, baz i skła­dów prze­ciw­nika, a także osłona czoł­gów-pan­cer­ni­ków.

Czołgi-pan­cer­niki miały sta­no­wić główną siłę ude­rze­niową i miały speł­niać funk­cje typowe dla wojsk pan­cer­nych, a czę­ściowo także dla arty­le­rii. Same miały dzie­lić się na trzy różne kate­go­rie: cięż­kie o nie­wiel­kiej pręd­ko­ści, ale potęż­nym opan­ce­rze­niu i uzbro­je­niu w postaci armaty kal. 152 mm, śred­nie o słab­szym uzbro­je­niu i opan­ce­rze­niu, ale dys­po­nu­jące więk­szą pręd­ko­ścią oraz lek­kie – szyb­kie, choć naj­sła­biej opan­ce­rzone i uzbro­jone. Te ostat­nie miały pro­wa­dzić roz­po­zna­nie na rzecz for­ma­cji pan­cer­nych, a także ści­gać i nisz­czyć nie­przy­ja­ciel­skie czołgi-nisz­czy­ciele. I wresz­cie „czołgi tor­pe­dowe”, czyli nisz­czy­ciele czoł­gów-pan­cer­ni­ków, z sil­nym uzbro­je­niem, ale o słab­szym opan­ce­rze­niu dla uzy­ska­nia więk­szej pręd­ko­ści. Czołgi tor­pe­dowe miały doga­niać czołgi-pan­cer­niki, nisz­czyć je i odda­lać się poza zasięg ich broni, zanim same nie zostaną znisz­czone. W woj­nie mor­skiej byłyby więc dale­kimi odpo­wied­ni­kami krą­żow­ni­ków cięż­kich; w woj­nie lądo­wej nasuwa się ana­lo­gia z póź­niej­szą ame­ry­kań­ską kon­cep­cją nisz­czy­cieli czoł­gów. G. Q. Martel zakła­dał, że „czołg tor­pe­dowy” mógłby być w przy­szło­ści uzbro­jony w rodzaj wyrzutni rakie­to­wej, która mia­łaby być sku­tecz­niej­sza w nisz­cze­niu celów opan­ce­rzo­nych. Koncepcja cał­ko­wi­tej mecha­ni­za­cji armii w sen­sie wypo­sa­że­nia wojsk wyłącz­nie w pojazdy opan­ce­rzone prze­ma­wiała też do płk. (póź­niej gene­rała) Johna F. C. Fullera, naj­bar­dziej zna­nego teo­re­tyka uży­cia bry­tyj­skich sił pan­cer­nych.

W toku dal­szej służby kapi­tan, a póź­niej major Giffard Le Quesne Martel lan­so­wał teo­rię budowy czoł­gów-nisz­czy­cieli, czyli bar­dzo tanich, małych, 1-/2-oso­bo­wych wozów opan­ce­rzo­nych uzbro­jo­nych w kara­biny maszy­nowe, które miały zastą­pić kla­syczną pie­chotę i kawa­le­rię. Kiedy w 1922 r. Herbert Austin zade­mon­stro­wał swój malutki, tani samo­chód dla każ­dego, napę­dzany sil­ni­kiem o mocy 7 KM (stąd nazwa Austin Seven), G. Q. Martel zaczął lan­so­wać kon­cep­cję podob­nego czołgu.

W 1924 r. zbu­do­wał nawet pro­to­typ takiego pojazdu we wła­snym garażu, wyko­rzy­stu­jąc zwy­kłą sta­lową bla­chę i czę­ści od róż­nych pojaz­dów. Sam był dobrym mecha­ni­kiem, a jako saper miał odpo­wied­nią edu­ka­cję inży­nier­ską. Początkowo pre­zen­to­wał swój pojazd kole­gom z woj­ska, wzbu­dza­jąc raczej weso­łość niż zain­te­re­so­wa­nie, ale wkrótce pomysł tra­fił na podatny grunt. W stycz­niu 1924 r. w Wielkiej Brytanii po raz pierw­szy w histo­rii powstał rząd lewi­cu­ją­cej Partii Pracy, ma czele któ­rego sta­nął Ramsay MacDonald. Co prawda jego rząd prze­trwał tylko do końca roku, ale machina ruszyła. Dwie firmy samo­cho­dowe – Morris Motor Company z Cowley, kie­ro­wana przez Williama R. Morrisa, Lorda Nuffield oraz Crossley Motors z Gorton pod Manchesterem – otrzy­mały zada­nie zbu­do­wa­nia wozów opar­tych o kon­cep­cję i pro­jekt G. Q. Martela.

Łącznie zbu­do­wano osiem tan­kie­tek Morris-Martel, z wyko­rzy­sta­niem gąsie­ni­co­wego pod­wo­zia firmy Roadless Traction Ltd. i sil­nika Morris o mocy 16 KM, który umoż­li­wiał uzy­ski­wa­nie przez pojazd pręd­ko­ści 45 km/h. W wer­sji jed­no­oso­bo­wej wóz miał być uzbro­jony w kara­bin maszy­nowy, ale w dwu­oso­bo­wej pla­no­wano nawet działko kal. 47 mm o krót­kiej lufie. Wóz był odkryty z góry i miał sto­sun­kowo wysoką syl­wetkę. Jedyny pro­to­typ firmy Crossley był napę­dzany czte­ro­cy­lin­dro­wym sil­ni­kiem Crossley o mocy 27 KM i miał gąsie­ni­cowe pod­wo­zie sys­temu Kègresse. Prototyp ten został w 1932 r. wyco­fany i prze­ka­zany jako eks­po­nat do Royal Military College of Science. Nie zacho­wał się jed­nak do dziś. Oba pojazdy – zarówno z firmy Morris, jak i Crossley – były pojaz­dami pół­gą­sie­ni­co­wymi, jako że w obu z tyłu za pod­wo­ziem gąsie­ni­co­wym zasto­so­wano koła do ste­ro­wa­nia wozem. Upraszczało to kon­struk­cję pojazdu.

W armii kon­struk­cja Martela się nie spodo­bała, więc skoń­czyło się na owych ośmiu tan­kiet­kach Morris-Martel. Sama kon­cep­cja jed­nak była bar­dzo atrak­cyjna ze względu na niską cenę podob­nych pojaz­dów. Dawało to nadzieję na wpro­wa­dze­nie do uzbro­je­nia dużej liczby „czoł­gów” przy ich nie­wiel­kich kosz­tach utrzy­ma­nia i zakupu. Preferowano jed­nak roz­wią­za­nie zapro­po­no­wane przez zawo­do­wego kon­struk­tora, inży­niera Johna Valentine Cardena.

John Valentine Carden (1892−1935) był zdol­nym inży­nie­rem, samo­ukiem. W cza­sie pierw­szej wojny świa­to­wej słu­żył w kor­pu­sie zabez­pie­cze­nia Army Service Corps, zaj­mu­jąc się obsługą tech­niczną trak­to­rów gąsie­ni­co­wych firmy Holt, uży­wa­nych w bry­tyj­skiej armii do holo­wa­nia cięż­kich dział i przy­czep z zaopa­trze­niem. W cza­sie służby woj­sko­wej dosłu­żył się stop­nia kapi­tana. Po woj­nie zało­żył wła­sną firmę pro­du­ku­jącą bar­dzo małe samo­chody w nie­wiel­kich seriach, ale już w 1922 r. (bądź 1923 r.) poznał Viviane Loyda, z któ­rym posta­no­wili pro­du­ko­wać nie­wiel­kie pojazdy gąsie­ni­cowe dla woj­ska – jako cią­gniki lub do innych zasto­so­wań. W 1924 r. zało­żyli oni firmę Carden-Loyd Tractors Ltd. w Chertsey po zachod­niej stro­nie Londynu, nieco na wschód od Farnborough. W marcu 1928 r. ich firmę wyku­pił wielki kon­cern Vickers-Armstrong, a John Carden został dyrek­to­rem tech­nicz­nym czoł­go­wego oddziału Vickersa. Już w fir­mie Vickers powstała naj­słyn­niej­sza i naj­sze­rzej pro­du­ko­wana tan­kietka duetu Carden-Loyd, Mk VI; powstał też czołg 6-tonowy Vickers E, sze­roko eks­por­to­wany do wielu kra­jów i pro­du­ko­wany na licen­cji w Polsce (dale­kie jego roz­wi­nię­cie to 7TP) czy w ZSRR (T-26). Ostatnią kon­struk­cją Johna Cardena był lekki pojazd gąsie­ni­cowy VA D50, w pro­stej linii wywo­dzący się od tan­kietki Mk VI, a będący pro­to­ty­pem lek­kiego trans­por­tera Bren Carrier. 10 grud­nia 1935 r. John Carden zgi­nął w kata­stro­fie lot­ni­czej samo­lotu pasa­żer­skiego bel­gij­skiej Sabeny.

Jego part­ner, Vivian Loyd (1894−1972) miał wykształ­ce­nie śred­nie, w cza­sie pierw­szej wojny świa­to­wej zaś słu­żył w bry­tyj­skiej arty­le­rii. Bezpośrednio po woj­nie także budo­wał małe samo­chody w nie­wiel­kich seriach, zanim przy­stą­pił do spółki Carden-Loyd. Także i on stał się kon­struk­to­rem czoł­gów w fir­mie Vickers. Wraz z Cardenem był twórcą wozów rodziny Bren Carrier, a następ­nie Universal Carrier. W 1938 r. odszedł, by zało­żyć wła­sną firmę Vivian Loyd & Co., w któ­rej pro­du­ko­wano nieco więk­sze cią­gniki gąsie­ni­cowe Loyd Carrier; w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej zbu­do­wano ich bli­sko 26 000 (głów­nie w innych fir­mach na licen­cji Loyda).

Pierwsza tan­kietka powstała w fir­mie Carden-Loyd zimą 1925 – 1926 r. Miała kon­struk­cję lekko opan­ce­rzo­nego pudła z sil­ni­kiem z tyłu, za kie­rowcą-strzel­cem, z moco­wa­nymi po bokach zespo­łami gąsie­nic. Małe koła nośne nie były amor­ty­zo­wane, od góry zaś gąsie­nica prze­su­wała się na meta­lo­wych śli­zga­czach. Sterowanie zapew­niało poje­dyn­cze koło zamon­to­wane w tyl­nej czę­ści kadłuba, pomię­dzy gąsie­ni­cami. Powstały trzy pro­to­typy, a wkrótce zbu­do­wano jeden wóz w popra­wio­nej odmia­nie Mk I*. W pojeź­dzie tym ist­niała moż­li­wość mon­to­wa­nia z boku dodat­ko­wych kół, które były napę­dzane łań­cu­chem od przed­niej osi napęd­nej. Dzięki nim pojazd mógł się poru­szać na trzech kołach – dwóch napę­do­wych z przodu i jed­nym małym ste­ru­ją­cym z tyłu. Pozwalało to na oszczę­dza­nie gąsie­nic na dro­gach w cza­sie dojazdu na pole walki i na zwięk­sze­nie mobil­no­ści na dro­gach bitych. Był to de facto czołg kołowo-gąsie­ni­cowy. Wozy Mk I i Mk I* były jed­no­oso­bowe, podob­nie jak opra­co­wany pod koniec 1926 r. Mk II, róż­niący się zasto­so­wa­niem kół nośnych zawie­szo­nych na waha­czach amor­ty­zo­wa­nych sprę­ży­nami. Odmiana tego pojazdu z moż­li­wo­ścią mon­to­wa­nia kół wzo­rem Mk I* nosiła ozna­cze­nie Mk III. Prototyp pod­dano inten­syw­nym pró­bom w 1927 r. Wkrótce jed­nak poja­wiła się dwu­oso­bowa odmiana tan­kietki z niż­szym kadłu­bem. Dwóch człon­ków załogi pojazdu ulo­ko­wano po obu bokach sil­nika, dzięki czemu wóz zyskał cha­rak­te­ry­styczny, kwa­dra­towy kształt o dłu­go­ści zbli­żo­nej do sze­ro­ko­ści pojazdu. Jeden czło­nek załogi kie­ro­wał tan­kietką, a drugi obsłu­gi­wał jej uzbro­je­nie w postaci kara­binu maszy­no­wego. Podwozie gąsie­ni­cowe, amor­ty­zo­wane, było już bar­dziej dopra­co­wane – ale do ste­ro­wa­nia wciąż uży­wano poje­dyn­czego koła umiesz­czo­nego z tyłu. Silnik napę­dzał przed­nie koła zębate prze­ka­zu­jące napęd na gąsie­nice. Nadal ist­niała moż­li­wość docze­pia­nia dodat­ko­wych kół z boku, na które moc prze­ka­zy­wano łań­cu­chem od przed­nich kół napę­do­wych – do jazdy na kołach, po dro­gach bitych. Wóz poja­wił się pod koniec 1927 r., a na początku 1928 r. osiem seryj­nych pojaz­dów Mk IV dostar­czono do kom­pa­nii z 3. Batalionu Czołgów, sta­no­wią­cej ele­ment Eksperymentalnej Brygady Zmechanizowanej. To pierw­sze tan­kietki Carden-Loyd, jakie zostały zaku­pione przez woj­sko i wpro­wa­dzone do uży­cia w linii.

Prototyp Mk V z 1928 r. był ostat­nim opra­co­wa­nym w fir­mie Carden-Loyd Tractors Ltd. Od wcze­śniej­szych wozów róż­nił się zasto­so­wa­niem dużego koła ste­ru­ją­cego i posze­rzo­nymi gąsie­ni­cami. Nie został jed­nak zaku­piony przez woj­sko.

Carden-Loyd pod marką Vickers

Już w fir­mie Vickers powstał nowy pro­to­typ tan­kietki – Mk V*. Główną róż­nicą była rady­kalna zmiana zawie­sze­nia. Zastosowano duże, ogu­mione koła nośne zawie­szone parami na wóz­kach o wspól­nej amor­ty­za­cji z pozio­mym reso­rem pió­ro­wym. Rozwiązanie to oka­zało się być pro­ste i sku­teczne. Pojazd zbu­do­wano w licz­bie dzie­wię­ciu sztuk, ale następna wer­sja była prze­ło­mem. W miej­sce koła ste­ru­ją­cego z tyłu zasto­so­wano w niej sprzę­gła boczne umoż­li­wia­jące róż­ni­cowe prze­ka­zy­wa­nie napędu na gąsie­nice. Skręcanie pojazdu reali­zo­wano więc jak na współ­cze­snych gąsie­ni­co­wych wozach bojo­wych – poprzez różne pręd­ko­ści obu gąsie­nic bądź zatrzy­ma­nie jed­nej z gąsie­nic. Wóz nie miał moż­li­wo­ści jazdy na kołach, ist­niała jedy­nie gąsie­ni­cowa odmiana. Napęd sta­no­wił bar­dzo nie­za­wodny sil­nik Ford, pocho­dzący ze słyn­nego Modelu T, o mocy 22,5 KM. Zapas paliwa w zbior­niku wyno­sił 45 l, co wystar­czało na prze­je­cha­nie około 160 km. Prędkość mak­sy­malna wyno­siła 50 km/h. Uzbrojenie pojazdu umiesz­czono po pra­wej stro­nie: był to chło­dzony powie­trzem kara­bin maszy­nowy Lewis kal. 7,7 mm lub chło­dzony wodą kara­bin Vickers
tego samego kali­bru.

Ten wła­śnie pojazd tra­fił do pro­duk­cji seryj­nej. W dwóch dużych par­tiach po 162 i 104 egzem­pla­rze dostar­czono łącz­nie 266 wozów w wer­sji pod­sta­wo­wej, wraz z pro­to­ty­pami i odmia­nami spe­cja­li­stycz­nymi zaś powstało ich 325. Część tych pojaz­dów wypro­du­ko­wał zakład pań­stwowy Woolwich Arsenal. Firma Vickers sprze­dała do wielu kra­jów poje­dyn­cze tan­kietki Mk VI wraz z licen­cją na ich wytwa­rza­nie (Fiat Ansaldo we Włoszech, Polskie Zakłady Inżynieryjne w Polsce, prze­mysł pań­stwowy ZSRR, Škoda w Czechosłowacji, Latil we Francji). Natomiast naj­więk­szym zagra­nicz­nym odbiorcą pojaz­dów zbu­do­wa­nych w Wielkiej Brytanii była Tajlandia, która ode­brała 30 wozów Mk VI i 30 Mk VIb. Boliwia, Chile, Czechosłowacja, Japonia i Portugalia zaku­piły po 5 wozów zbu­do­wa­nych w Wielkiej Brytanii.

Sowiecki czołg ciężki T-35 w otoczeniu tankietek (bezwieżowych czołgów lekkich) T-27. Zastąpione przez pływające czołgi rozpoznawcze T-37 i T-38 z uzbrojeniem umieszczonym w obrotowej wieży.

Sowiecki czołg ciężki T-35 w oto­cze­niu tan­kie­tek (bez­wie­żo­wych czoł­gów lek­kich) T-27. Zastąpione przez pły­wa­jące czołgi roz­po­znaw­cze T-37 i T-38 z uzbro­je­niem umiesz­czo­nym w obro­to­wej wieży.

W Wielkiej Brytanii tan­kietki Vickers Carden-Loyd Mk VI były uży­wane przede wszyst­kim w pod­od­dzia­łach roz­po­znaw­czych. Na ich bazie jed­nak powstał czołg lekki Mk I, roz­wi­jany w latach trzy­dzie­stych w kolej­nych odmia­nach. Miał zawie­sze­nie podobne do tan­kietki opra­co­wa­nej jako następca Mk VI, z któ­rej wywo­dzi się rodzina trans­por­te­rów opan­ce­rzo­nych Scout Carrier, Bren Carrier i Universal Carrier, zamknięty od góry kadłub i obro­tową wieżę z kara­bi­nem maszy­no­wym bądź wiel­ko­ka­li­bro­wym kara­bi­nem maszy­no­wym. Ostatnia odmiana czołgu lek­kiego Mk VI została zbu­do­wana w licz­bie 1682 wozów, któ­rych użyto bojowo w począt­ko­wej fazie dru­giej wojny świa­to­wej.

Japońska tankietka Type 94 była używana podczas wojny japońsko-chińskiej i w pierwszym okresie drugiej wojny światowej. Zastąpiona przez model Type 97 z armatą 37 mm, produkowany do 1942 r.

Japońska tan­kietka Type 94 była uży­wana pod­czas wojny japoń­sko-chiń­skiej i w pierw­szym okre­sie dru­giej wojny świa­to­wej. Zastąpiona przez model Type 97 z armatą 37 mm, pro­du­ko­wany do 1942 r.

Podsumowanie

W więk­szo­ści kra­jów nie pod­jęto pro­duk­cji licen­cyj­nej tan­kie­tek bez­po­śred­nio, lecz wpro­wa­dzono wła­sne mody­fi­ka­cje, czę­sto dość rady­kal­nie zmie­nia­jące kon­struk­cję wozu. Włosi zbu­do­wali 25 pojaz­dów dokład­nie według pla­nów Carden-Loyda jako CV 29, a następ­nie około 2700 wozów CV 33 i ulep­szo­nych CV 35 – te ostat­nie z uzbro­je­niem w postaci dwóch kara­bi­nów maszy­no­wych. Japonia po zaku­pie pię­ciu Carden-Loyd Mk VI zde­cy­do­wała się na opra­co­wa­nie wła­snej, podob­nej kon­struk­cji. Wóz taki został zapro­jek­to­wany w fir­mie Ishikawajima Motorcar Manufacturing Company (obec­nie Isuzu Motors), w któ­rej następ­nie zbu­do­wano 167 wozów Typ 92, wyko­rzy­stu­jąc wiele ele­men­tów Carden-Loyda. Ich roz­wi­nię­ciem był pojazd z zakry­tym kadłu­bem i poje­dyn­czą jed­no­oso­bową wieżą z jed­nym kara­bi­nem maszy­no­wym kal. 6,5 mm, pro­du­ko­wany przez firmę Hino Motors jako Typ 94; powstały 823 sztuki.

W Czechosłowacji w 1932 r. opra­co­wa­niem wozu opar­tego o licen­cję Carden-Loyda zajęła się firma ČKD (Českomoravská Kolben-Daněk) z Pragi. Tutaj powstał pojazd znany jako Tančík vz. 33 (tan­kietka wz. 33). Po pró­bach zaku­pio­nych Carden-Loyd Mk VI Czesi doszli do wnio­sku, że w pojaz­dach należy wpro­wa­dzić wiele zmian. Cztery pro­to­typy ulep­szo­nych vz. 33 z sil­ni­kami Praga o mocy po 30 KM pod­dano pró­bom w 1932 r., w 1933 r. zaś roz­po­częła się pro­duk­cja seryjna 70 wozów tego typu. Były one uży­wane w cza­sie dru­giej wojny świa­to­wej
przez woj­ska sło­wac­kie.

W Polsce od sierp­nia 1931 r. armia zaczęła otrzy­my­wać tan­kietki TK-3. Poprzedziły je dwa pro­to­typy, TK-1 i TK-2, bar­dziej zbli­żone do ory­gi­nal­nego Carden-Loyda. TK-3 miał już zakryty prze­dział bojowy i wiele innych ulep­szeń wpro­wa­dzo­nych w naszym kraju. Łącznie do 1933 r. zbu­do­wano około 300 wozów tego typu (w tym 18 TKF, a także pro­to­typy TKW i samo­bież­nego działa prze­ciw­pan­cer­nego TKD), a następ­nie w latach 1934 – 1936 dostar­czono Wojsku Polskiemu 280 znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­nych wozów TKS, z popra­wio­nym opan­ce­rze­niem i napę­dem w postaci sil­nika Polski Fiat 122B o mocy 46 KM.

Duża pro­duk­cja wozów opar­tych o roz­wią­za­nia Carden-Loyda była pro­wa­dzona w ZSRR pod nazwą T-27 – choć tylko nie­znacz­nie więk­sza od pro­duk­cji we Włoszech i wcale nie naj­więk­sza na świe­cie. W ZSRR także zmo­dy­fi­ko­wano ory­gi­nalną kon­struk­cję, powięk­sza­jąc wóz, popra­wia­jąc układ prze­nie­sie­nia mocy i wpro­wa­dza­jąc wła­sny sil­nik GAZ AA o mocy 40 KM. Uzbrojenie skła­dało się z poje­dyn­czego kara­binu maszy­no­wego DT kal. 7,62 mm. Produkcja była pro­wa­dzona w latach 1931 – 1933 w Zakładzie nr 37 w Moskwie oraz w Zakładach GAZ w Gorki; łącz­nie zbu­do­wano 3155 wozów T-27 i dodat­kowo 187 w wer­sji ChT-27, w któ­rej kara­bin maszy­nowy zastą­piono mio­ta­czem ognia. Wozy te pozo­stały w uży­ciu aż do począt­ków udziału ZSRR w dru­giej woj­nie świa­to­wej, czyli do lata i jesieni 1941 r. Wtedy jed­nak były już głów­nie uży­wane jako cią­gniki lek­kich środ­ków ognio­wych oraz jako pojazdy łącz­ni­kowe.

Największą pro­duk­cją tan­kie­tek na świe­cie może się poszczy­cić Francja. Także i tu posta­no­wiono opra­co­wać mały pojazd gąsie­ni­cowy, oparty o tech­niczne roz­wią­za­nia Carden-Loyda. Zdecydowano się jed­nak na zapro­jek­to­wa­nie wozu tak, by nie pła­cić Brytyjczykom za licen­cję. Do kon­kursu na nowy pojazd przy­stą­piły firmy Renault, Citroen i Brandt, ale osta­tecz­nie w 1931 r. do pro­duk­cji seryj­nej wybrano kon­struk­cję Renault UE wraz z dwu­osiową gąsie­ni­cową przy­czepką Renault UT. Problem tkwił jed­nak w tym, że o ile we wszyst­kich pozo­sta­łych pań­stwach rodzime odmiany tan­kie­tek Carden-Loyda trak­to­wano jako pojazdy bojowe (prze­zna­czone przede wszyst­kim dla jed­no­stek roz­po­znaw­czych, choć w ZSRR i we Włoszech potrak­to­wano je jako tani spo­sób na two­rze­nie jed­no­stek pan­cer­nych wspar­cia pie­choty), to we Francji od początku zakła­dano, że Renault UE będzie cią­gni­kiem arty­le­ryj­skim oraz wozem zaopa­trze­nia w amu­ni­cję. Miał on holo­wać lek­kie działa i moź­dzie­rze uży­wane w for­ma­cjach pie­choty, głów­nie prze­ciw­pan­cerne i prze­ciw­lot­ni­cze, oraz moź­dzie­rze. Do 1940 r. zbu­do­wano aż 5168 tych wozów, a dodat­kowo jesz­cze 126 na licen­cji w Rumunii. Do momentu roz­po­czę­cia dzia­łań wojen­nych był to naj­bar­dziej popu­larny pojazd zali­czany do grupy tan­kie­tek.

Absolutne rekordy popu­lar­no­ści pobił jed­nak pojazd bry­tyj­ski, bez­po­śred­nio wywo­dzący się od tan­kie­tek Carden-Loyda. Co cie­kawe, prze­wi­dziano dla niego rolę pier­wot­nie zakła­daną w 1916 r. przez kpt. Martela – czyli był to wóz do trans­portu pie­choty, a dokład­nie posłu­żył do zme­cha­ni­zo­wa­nia pod­od­dzia­łów kara­bi­nów maszy­no­wych pie­choty, choć uży­wano go w wielu róż­nych rolach: od roz­po­zna­nia, poprzez cią­gnik lek­kiego uzbro­je­nia, wóz zaopa­trze­nia bojo­wego, ewa­ku­acji medycz­nej, łącz­ni­kowy, patro­lowy itd. Jego początki się­gają pro­to­typu Vickers-Armstrong D50, opra­co­wa­nego przez firmę na wła­sną rękę. Z zało­że­nia miał to być nosi­ciel kara­binu maszy­no­wego do wspar­cia pie­choty i w tej roli – pod nazwą Carrier, Machine-Gun No 1 Mark 1 – armia pró­bo­wała jego pro­to­typy. Pierwsze wozy seryjne weszły do uzbro­je­nia wojsk bry­tyj­skich w 1936 r.: Machine Gun Carrier (bądź Bren Carrier), Cavalry Carrier i Scout Carrier. Niewielkie róż­nice pomię­dzy wozami wyni­kały z ich prze­zna­cze­nia – jako wóz dla pod­od­dzia­łów kara­bi­nów maszy­no­wych pie­choty, jako trans­por­ter do zme­cha­ni­zo­wa­nia kawa­le­rii oraz jako wóz dla jed­no­stek roz­po­znaw­czych. Ponieważ jed­nak kon­struk­cja tych pojaz­dów była nie­mal iden­tyczna, więc od 1940 r. zaczęto sto­so­wać nazwę Universal Carrier.

W latach 1934 – 1960 w wielu róż­nych zakła­dach w Wielkiej Brytanii i w Kanadzie zbu­do­wano aż 113 000 tych wozów, co jest abso­lut­nym rekor­dem dla pojaz­dów pan­cer­nych na świe­cie, w całej ich histo­rii. Były to wozy, które masowo zme­cha­ni­zo­wały pie­chotę; wyko­rzy­sty­wano je w niej do wielu róż­nych zadań. To od takich pojaz­dów wywo­dzą się powo­jenne, znacz­nie cięż­sze gąsie­ni­cowe trans­por­tery opan­ce­rzone, słu­żące do trans­por­to­wa­nia pie­choty i wspie­ra­nia jej na polu walki. Nie należy zapo­mi­nać, że Universal Carrier był de facto pierw­szym na świe­cie gąsie­ni­co­wym trans­por­te­rem opan­ce­rzo­nym pie­choty. Dzisiejsze trans­por­tery są oczy­wi­ście dużo więk­sze i cięż­sze, ale ich prze­zna­cze­nie jest iden­tyczne – trans­por­to­wać pie­chu­rów, chro­nić ich przed ogniem wroga na ile jest to moż­liwe oraz udzie­lać im wspar­cia ognio­wego, gdy ci ruszą do walki poza pojaz­dem.

Panuje powszechna opi­nia, że tan­kietki to ślepy zaułek w roz­woju sił pan­cer­nych i zme­cha­ni­zo­wa­nych. Jeśli potrak­to­wać je jako czołgi, jako tani sub­sty­tut wozu bojo­wego (nie­któ­rzy do tan­kie­tek zali­czają na przy­kład nie­miec­kie czołgi lek­kie Panzer I, któ­rych war­tość bojowa istot­nie była nie­wielka), to tak, była to ślepa uliczka w roz­woju wozów bojo­wych. Jednak tan­kietki z zało­że­nia nie miały być typo­wymi czoł­gami, o czym zapo­mi­nały nie­które armie, pró­bu­jące wyko­rzy­sty­wać je jako zamien­niki czoł­gów. To miały być wozy dla pie­choty. Bo zgod­nie z myślą Fullera, Martela i Liddell-Harta żoł­nie­rze pie­choty mieli podró­żo­wać pojaz­dami pan­cer­nymi i w nich wal­czyć. Dla „czoł­gów-nisz­czy­cieli” w 1916 r. prze­wi­dziano zada­nia, które dziś wyko­nuje pie­chota zme­cha­ni­zo­wana na bojo­wych wozach pie­choty – nie­mal dokład­nie takie same.

  • Stanisław Kutnik

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE