Tajemnicze” spo­tka­nia okrę­tów PMW

Wilk w okresie przedwojennym jeszcze z litera W na kiosku. W Wielkiej Brytanii nosił znak taktyczny 64A. Fot. zbiory NAC

Wilk w okre­sie przed­wo­jen­nym jesz­cze z litera W na kio­sku. W Wielkiej Brytanii nosił znak tak­tyczny 64A. Fot. zbiory NAC

Historia dzia­łań bojo­wych pol­skich okrę­tów wojen­nych pod­czas II wojny świa­to­wej wciąż zawiera sporo tajem­nic, które nadal fascy­nują i są przed­mio­tem badań histo­ry­ków. Wśród nich są także liczne kon­takty z okrę­tami nie­miec­kimi. Niektórych, napo­ty­ka­nych pod­czas akcji bojo­wych (te spo­tka­nia nie zawsze koń­czyły się walką), nadal nie ziden­ty­fi­ko­wano i nie pisano o nich dotąd w lite­ra­tu­rze wojen­no­mor­skiej. Jednak pozy­ski­wane stop­niowo infor­ma­cje archi­walne pozwa­lają wyja­śnić przy­naj­mniej nie­które z tych „bia­łych plam” w histo­rii Polskiej Marynarki Wojennej.

Artykuł ma na celu wyja­śnie­nie przy­naj­mniej kilku takich, dotąd sze­rzej nie­zna­nych spo­tkań. Niektóre mogły przy odro­bi­nie szczę­ścia przy­nieść poważne suk­cesy pol­skim mary­na­rzom, w innych to Niemcom się nie powio­dło przy pró­bach ata­ków na jed­nostki pol­skie i towa­rzy­szące im okręty sojusz­ni­cze.

Niezwykła szansa Wilka

Opublikowany w luto­wym „Morzu” arty­kuł wyja­śniał kulisy śmierci kmdr. ppor. Bogusława Krawczyka. Jego autor pod­kre­ślał, że Krawczyk do ostatka liczył na odnie­sie­nie na swoim okrę­cie jakie­goś spek­ta­ku­lar­nego suk­cesu. Okazało się nie­dawno, że koman­dor nie miał świa­do­mo­ści, jak bar­dzo niego był bli­ski pod­czas jed­nego z ostat­nich patroli bojo­wych Wilka.
Mowa tu o patrolu bojo­wym roz­po­czę­tym 17 listo­pada 1940 r.. W tym okre­sie stan tech­niczny pod­wod­nego sta­wia­cza min był już bar­dzo zły, o czym świad­czyły wyda­rze­nia z całego tego patrolu – od samego początku aż do jego końca. To było też powo­dem coraz więk­szych „roz­dź­wię­ków” mię­dzy dowódcą a jego załogą. Większość mary­na­rzy chciała słu­żyć już na okrę­cie nowym, spraw­niej­szym i gwa­ran­tu­ją­cym więk­sze szanse na suk­ces, a nie na takiej jed­no­stce, która stwa­rzała nie­bez­pie­czeń­stwo dla samej załogi, bo i bez kon­tak­tów bojo­wych na Wilku czę­sto coś zawo­dziło.
W przy­padku solid­nego i dłu­go­trwa­łego bom­bar­do­wa­nia przez ewen­tu­al­nie napo­tkane jed­nostki nawodne prze­ciw­nika nie wia­domo było, czy tak podatny na uszko­dze­nia okręt będzie w sta­nie wró­cić do bazy. Krawczyk jed­nak długo nie chciał ulec sile takich argu­men­tów.
Wilka wysłano do sek­tora na zachód od Bergen, ale gdy wyru­szył o 14:30 z miej­sca zali­czył „fal­start”. Awaria tele­grafu maszy­no­wego i radio­na­daj­nika zmu­siła go do powrotu już trzy godziny póź­niej. Rejs pono­wiono po napra­wach 18 listo­pada. Od połu­dnia przez kolejne 6 godzin okręt poru­szał się w zanu­rze­niu. Stwierdzono prze­do­sta­wa­nie się wody przez nie­szczelny tłu­mik do pra­wego die­sla. Zwarcie w insta­la­cji spo­wo­do­wało samo­czynne włą­cze­nie się klak­sonu alar­mo­wego wie­czo­rem.
Następnego dnia, gdy Wilk zmie­rzał do swo­jego sek­tora na powierzchni, o godz. 06:12 wykrył go nie­miecki samo­lot, ostrze­lał z dystansu 200 m z kara­bi­nów maszy­no­wych i zmu­sił do zanu­rze­nia alar­mo­wego. Przeczekano na głę­bo­ko­ści 20 m jesz­cze 40 minut, zanim okręt wynu­rzono ponow­nie i kon­ty­nu­owano rejs. Oprócz odkry­tych licz­nych tra­fień od kaemów, odno­to­wano już nie­szczel­ność obu tłu­mi­ków, wysoki poziom wody w zęzach i jej prze­do­sta­wa­nie się do prze­działu die­sli. Stwierdzono przy tym poważne zuży­cie bate­rii aku­mu­la­to­rów i ich zły stan. Wyzbycie się wody (pomie­sza­nej z ole­jem napę­do­wym z prze­działu sil­ni­ków wyso­ko­pręż­nych powo­do­wało, że okręt pozo­sta­wiał za sobą ślad na powierzchni. O godzi­nie 18:00 nie­miecki samo­lot rzu­cił znie­nacka bombę, która wywo­łała silny wstrząs kadłuba. Gdy Wilk wynu­rzył się, cały czas doko­ny­wano napraw (popę­ka­nych śrub na gło­wi­cach obu die­sli, w nie­szczel­nych tłu­mi­kach i szwan­ku­ją­cych pom­pach odpro­wa­dza­ją­cych wodę). Sztorm i deszcz utrud­niały dzia­ła­nia okrętu, zwłasz­cza pro­wa­dze­nie nawi­ga­cji.
Awarie nadal się powta­rzały, np. następ­nego dnia wystą­piły kło­poty z sil­ni­kami. Krawczyk jed­nak zamie­rzał kon­ty­nu­ować dzia­ła­nia, zwłasz­cza gdy okręt otrzy­mał infor­ma­cje radiowe o ruchach U-Bootów zbli­ża­ją­cych się do rejonu dzia­ła­nia Wilka (na zachód i nieco poni­żej Bergen). Taki komu­ni­kat ode­brano ran­kiem 22 listo­pada o 09:40. Wkrótce wykryto odgłosy śrub okrę­to­wych nie­du­żej jed­nostki z lewej burty. Na Wilku zatrzy­mano sil­niki i wzmo­żono obser­wa­cję. Przeciwnik miał prze­pły­wać od pol­skiego okrętu w odle­gło­ści zale­d­wie kil­ku­set metrów, ale przez pery­skop, przy bar­dzo złym sta­nie morza – w ogóle nie było go widać. Namiary na obser­wo­wany cel (który śle­dzono pod­słu­chem) zmie­niały się bar­dzo szybko i wkrótce Wilk miał prze­ciw­nika po pra­wej bur­cie. Nie było pew­no­ści, czy to U-Boot, czy patro­lu­jąca ten akwen nie­wielka wroga jed­nostka nawodna. Na to dru­gie wska­zy­wałby fakt, że krę­ciła się ona w rejo­nie byt­no­ści Wilka dość długo i sły­szano ją jesz­cze o godz. 15:10. Do walki jed­nak nie doszło.

  • Tadeusz Kasperski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE