Tajemnicza misja U 234

Latem 1944 r. podwodny stawiacz min U 234 (na zdjęciu w czasie wodowania) został przebudowany na transportowiec w stoczni Germaniawerft w Kilonii. Fot. NARA

Tajemnicza misja U 234. Latem 1944 r. pod­wodny sta­wiacz min U 234 (na zdję­ciu w cza­sie wodo­wa­nia) został prze­bu­do­wany na trans­por­to­wiec w stoczni Germaniawerft w Kilonii. Fot. NARA

W archi­wach National Archives and Records Administration w College Park na przed­mie­ściach Waszyngtonu, w sta­nie Maryland, znaj­dują się czę­ściowo odtaj­nione doku­menty, które rzu­cają wię­cej świa­tła na pierw­szy rejs bojowy jed­nego z ośmiu dużych nie­miec­kich okrę­tów pod­wod­nych typu X B, który w ostat­nich dniach II wojny świa­to­wej wyszedł z Norwegii z super­taj­nym ładun­kiem do Japonii. Okazuje się, że wiele infor­ma­cji odno­śnie tego okrętu trans­por­to­wego i jego fascy­nu­ją­cej podróży jest nadal owia­nych tajem­nicą.

Blisko dzie­więć­dzie­się­cio­me­tro­wej dłu­go­ści pod­wodny sta­wiacz min U 234, bo o nim jest mowa, wszedł do służby 2 marca 1944 r. Okręt został zbu­do­wany w stoczni Germaniawerft w Kilonii, w prze­ciągu nie­spełna 2,5 roku od dnia poło­że­nia stępki. Budowa nieco się prze­cią­gnęła, ponie­waż 14 maja 1943 r. jed­nostka ta została poważ­nie uszko­dzona w trak­cie ame­ry­kań­skiego nalotu bom­bow­ców dale­kiego zasięgu Boeing B-17 Flying Fortress i Consolidated B-24 Liberator na stocz­nię Krupp-Germania, co znacz­nie opóź­niło jej wodo­wa­nie. Okazało się, że cała przed­nia sek­cja kadłuba ule­gła wów­czas tak poważ­nym uszko­dze­niom, że trzeba ją było wymie­nić.
Okręt został zbu­do­wany w jed­nej z trzech nie­miec­kich stoczni (pozo­stałe: Blohm & Voss w Hamburgu – zbu­do­wano 223 U-Booty i Deschimag A.G. Weser w Bremie – 163), gdzie oddano do służby naj­wię­cej, bo aż 129 jed­no­stek pod­wod­nych dla U-Bootwaffe w latach 1935 – 1945. Na dowódcę oce­anicz­nego U 234 wyzna­czono wów­czas 34-let­niego kpt. mar. Johanna-Heinricha Fehlera (ur. 20 wrze­śnia 1910 r. w Berlinie-Charlottenburgu), dla któ­rego był to w ogóle pierw­szy przy­dział na okręt pod­wodny.
Mimo braku doświad­cze­nia bojo­wego w woj­nie pod­wod­nej Fehler objął nowo­cze­sną jed­nostkę, do tego miał wziąć udział w misji, która była dużej wagi. Należy jed­nak pamię­tać, że został on dowódcą U-Boota, kiedy wojna zbli­żała się ku koń­cowi. W tym cza­sie wielki adm. Karl Dönitz, naczelny dowódca Kriegsmarine, nie miał zbyt wielu doświad­czo­nych ofi­ce­rów, któ­rzy byliby w sta­nie popro­wa­dzić jed­nostkę aż do Japonii z cen­nym ładun­kiem i trans­por­tu­jąc kil­ku­na­stu spe­cjal­nych pasa­że­rów, któ­rym pole­cono wyko­nać ważne zada­nie w momen­cie końca wojny w Europie. Natomiast ci ofi­ce­ro­wie, któ­rzy posia­dali wyso­kie kwa­li­fi­ka­cje, czyli mogli poszczy­cić się udzia­łem w kilku lub kil­ku­na­stu patro­lach bojo­wych, byli potrzebni Dönitzowi do szko­le­nia mło­dych rocz­ni­ków pod­wod­nia­ków lub wysy­łano ich „na samo­bój­cze misje” na Atlantyk.
Dönitz i Hitler nie chcieli przy­jąć do wia­do­mo­ści, że Niemcy, tak naprawdę, prze­grały wojnę pod­wodną. Aliantom udało się już dawno wyeli­mi­no­wać jeden z naj­waż­niej­szych atu­tów U-Bootów – moż­li­wość ope­ro­wa­nia na powierzchni w nocy. Odkąd Coastal Command (bry­tyj­skie Lotnictwo Obrony Wybrzeża) dys­po­no­wały odpo­wied­nią liczbą samo­lo­tów i wyszko­lo­nymi zało­gami, a Sprzymierzeni zna­cząco wzmoc­nili siły nawodne do zwal­cza­nia okrę­tów pod­wod­nych, sytu­acja U-Bootów na Atlantyku wyglą­dała coraz gorzej. Wystarczy przy­po­mnieć, że od dru­giej połowy 1943 r., jak usta­lono, śred­nia dłu­gość życia sta­ty­stycz­nego nie­miec­kiego pod­wod­niaka nie prze­kra­czała 6 – 7 mie­sięcy. Natomiast od połowy 1944 r. sta­ty­styczna dłu­gość życia mary­na­rza linio­wego U-Boota zmniej­szyła się do około 4 mie­sięcy. Niekorzystnego bilansu mor­skich zma­gań nie udało się już popra­wić, nie pomo­gły nawet rewo­lu­cyjne roz­wią­za­nia tech­niczne. Mimo że star­sze typy U-Bootów oraz ich nowe odpo­wied­niki roz­po­czy­na­jące wojnę na morzu wypo­sa­żono w maszt powietrzny potocz­nie zwany chra­pami (Schnorchel), umoż­li­wia­jący uży­cie sil­ni­ków wyso­ko­pręż­nych pod wodą, zaś okręty otrzy­mały wzmoc­nione poszy­cie kadłuba sztyw­nego, pozwa­la­jące na osią­ga­nie więk­szych głę­bo­ko­ści zanu­rze­nia, były to próby, które tylko spo­wol­niły nie­uchronną klę­skę Niemiec.

  • Mariusz Borowiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE