T-55 pro­du­ko­wane i moder­ni­zo­wane poza ZSRR

  • Wojsko i Technika – Historia numer spe­cjalny 5/2018
Polski T-55 z karabinem maszynowym DSzK kal. 12,7 mm i starszym typem gasienic.

Polski T-55 z kara­bi­nem maszy­no­wym DSzK kal. 12,7 mm i star­szym typem gasie­nic.

Czołgi T-55, podob­nie jak T-54 stały się jed­nymi z naj­licz­niej pro­du­ko­wa­nych i eks­por­to­wa­nych wozów bojo­wych okresu powo­jen­nego. Były tanie, pro­ste w obsłu­dze i nie­za­wodne, dla­tego kupo­wały je chęt­nie kraje roz­wi­ja­jące się. Z cza­sem także Chiny, pro­du­ku­jące klony T-54/55 roz­po­częły ich eks­port. Kolejnym spo­so­bem roz­prze­strze­nia­nia się czoł­gów tego typu był reek­sport doko­ny­wany przez pier­wot­nych użyt­kow­ni­ków. Ten pro­ce­der ogrom­nie przy­brał na sile pod koniec ub. wieku.

Szybko oka­zało się, że T-55 są wdzięcz­nym obiek­tem moder­ni­za­cji. Bez trudu można było zamon­to­wać w nich now­sze środki łącz­no­ści, przy­rządy celow­ni­cze, pomoc­ni­cze uzbro­je­nie, a nawet uzbro­je­nie główne. Łatwo było także zamon­to­wać na nich dodat­kowe opan­ce­rze­nie. Po nieco poważ­niej­szym remon­cie można było zasto­so­wać nowo­cze­śniej­sze gąsie­nice, inge­ro­wać w układ prze­nie­sie­nia mocy, a nawet wymie­nić sil­nik. Wielka, wręcz przy­sło­wiowa nie­za­wod­ność i trwa­łość radziec­kiego sprzętu czy­niła sen­sow­nym moder­ni­za­cję nawet kil­ku­dzie­się­cio­let­nich wozów. Na doda­tek zakup now­szych czoł­gów, zarówno radziec­kich, jak i zachod­nich, wią­zał się z bar­dzo poważ­nymi wydat­kami, co bar­dzo czę­sto znie­chę­cało poten­cjal­nych użyt­kow­ni­ków. Dlatego T-55 docze­kały się rekor­dowo licz­nych prze­ró­bek i moder­ni­za­cji. Niektóre miały cha­rak­ter impro­wi­zo­wany, inne reali­zo­wano kon­se­kwent­nie i doty­czyły one setek pojaz­dów. Co cie­kawe, pro­ces ten trwa do dziś, a więc 60 lat (!) roz­po­czę­ciu pro­duk­cji T-55.

Polska

W KUM Łabędy roz­po­częto przy­go­to­wa­nia do pro­duk­cji czoł­gów T-55 w 1962 r. Zamierzano przy tej oka­zji doko­nać zna­czą­cych udo­sko­na­leń w pro­ce­sie tech­no­lo­gicz­nym, sto­so­wa­nym do pro­duk­cji T-54, wpro­wa­dza­jąc m.in. zauto­ma­ty­zo­wane spa­wa­nie kadłu­bów łukiem kry­tym, choć ta dosko­nała metoda z tru­dem toro­wała sobie wów­czas drogę w pol­skim prze­my­śle. Przekazana doku­men­ta­cja odpo­wia­dała radziec­kim czoł­gom pierw­szych serii, choć w cza­sie uru­cha­mia­nia pro­duk­cji w Polsce doko­nano w niej sze­regu drob­nych, ale istot­nych zmian (wpro­wa­dzano je w pol­skich wozach pod koniec dekady, o czym daej). W 1964 r. pierw­sze 10 czoł­gów prze­ka­zano Ministerstwu Obrony Narodowej. W 1965 r. w jed­nost­kach było 128 T-55. W 1970 r. w ewi­den­cji MON wyka­zy­wano 956 sztuk czoł­gów T-55. W 1985 r. było ich 2653 (łącz­nie z ok. 1000 zmo­der­ni­zo­wa­nych T-54). W 2001 r. wyco­fano wszyst­kie pozo­sta­jące w czyn­nej służ­bie T-55 róż­nych wer­sji w łącz­nej licz­bie 815 szt.
Znacznie wcze­śniej, bo w 1968 r. zor­ga­ni­zo­wano Zakład Produkcji Doświadczalnej ZM Bumar Łabędy, który zaj­mo­wał się opra­co­wa­niem i wdra­ża­niem udo­sko­na­leń do kon­struk­cji czoł­gów, a póź­niej także two­rze­niem pojaz­dów pochod­nych (WZT-1, WZT-2, BLG-67). W tym samym roku uru­cho­miono pro­duk­cję T-55A. Pierwsze pol­skie moder­ni­za­cje nowo
pro­du­ko­wa­nych czoł­gów obej­mo­wały insta­la­cję prze­ciw­lot­ni­czego kara­binu maszy­no­wego DSzK kal. 12,7 mm. Potem wpro­wa­dzono amor­ty­zo­wane sie­dze­nie kie­rowcy, które co naj­mniej dwu­krot­nie zmniej­szało obcią­że­nie krę­go­słupa. Po kilku tra­gicz­nych wypad­kach pod­czas for­so­wa­nia prze­szkód wod­nych wpro­wa­dzono dodat­kowe wypo­sa­że­nie: głę­bo­ko­ścio­mierz, wydajną pompę zęzową, układ zabez­pie­cza­jący sil­nik przed zala­niem w przy­padku jego zga­śnię­cia pod wodą. Udoskonalono sil­nik, aby mógł on pra­co­wać nie tylko na oleju napę­do­wym, ale i na naf­cie oraz (w try­bie awa­ryj­nym) na ben­zy­nie nisko­ok­ta­no­wej. Polskim paten­tem było także urzą­dze­nie do hydrau­licz­nego wspo­ma­ga­nia kie­ro­wa­nia HK-10, a potem HD-45. Były one bar­dzo lubiane przez kie­row­ców, gdyż nie­mal zupeł­nie eli­mi­no­wały wysi­łek pod­czas kie­ro­wa­nia.
Później opra­co­wano pol­ską wer­sję wozu dowo­dze­nia 55AK w dwóch odmia­nach: T-55AD1 dla dowód­ców bata­lio­nów i AD2 dla dowód­ców puł­ków. Wozy obu wer­sji otrzy­mały dodat­kową radio­sta­cję R-123 zamon­to­waną w tyle wieży, w miej­sce uchwy­tów dla 5 nabo­jów armat­nich. Z cza­sem, aby popra­wić kom­fort pracy załogi, w tyl­nym pan­ce­rzu wieży wyko­nano niszę, w któ­rej czę­ściowo mie­ściła się radio­sta­cja. Drugą radio­sta­cję ulo­ko­wano w kadłu­bie, pod wieżą. W AD1 była to R-130, a w AD2 – druga R-123. W obu przy­pad­kach ładow­ni­czy peł­nił funk­cję radio­te­le­gra­fi­sty, a dokład­niej: wyszko­lony radio­te­le­gra­fi­sta zaj­mo­wał miej­sce ładow­ni­czego i w razie potrzeby peł­nił jego funk­cję. Wozy wer­sji AD otrzy­mały także agre­gat prą­do­twór­czy zasi­la­jący apa­ra­turę łącz­no­ści na postoju, przy wyłą­czo­nym sil­niku. W latach 80. poja­wiły się wozy T-55AD1M i AD2M łączące spraw­dzone roz­wią­za­nia wozów dowód­czych z więk­szo­ścią omó­wio­nych udo­sko­na­leń wer­sji M.
W 1968 r. pod kie­run­kiem inż. płk. Cz. Ochwata roz­po­częto prace nad wozem toru­ją­cym S-69 Sosna. Był to T-55A z tra­łem wyko­po­wym KMT-4M oraz dwiema wyrzut­niami ładun­ków wydłu­żo­nych P-ŁWD, umiesz­czo­nymi w pojem­ni­kach na tyl­nej czę­ści półek nad­gą­sie­ni­co­wych. W tym celu zamon­to­wano na nich spe­cjalne ramy, a insta­la­cję zapło­nową dopro­wa­dzono do prze­działu bojo­wego. Zasobniki miały spore roz­miary – ich pokrywy znaj­do­wały się pra­wie na wyso­ko­ści stropu wieży. Do wycią­ga­nia ładun­ków, mają­cych postać 500 m dłu­go­ści sznu­rów, na które nani­zane były cylin­dryczne ładunki wybu­chowe ze sprę­ży­nami roz­pie­ra­ją­cymi, słu­żyły począt­kowo sil­niki prze­ciw­pan­cer­nych poci­sków kie­ro­wa­nych 3M6 Trzmiel i dla­tego po pierw­szych publicz­nych pre­zen­ta­cjach tych czoł­gów zachodni ana­li­tycy uznali, że są to wyrzut­nie ppk. W razie potrzeby opróż­nione lub nie­wy­ko­rzy­stane pojem­niki, zwane popu­lar­nie trum­nami, można było zrzu­cić z czołgu. Od 1972 r. do moco­wa­nia ŁWD przy­sto­so­wy­wano zarówno czołgi nowo budo­wane w Łabędach, jak i wozy, remon­to­wane w Siemianowicach. Nadano im ozna­cze­nie T-55AS (Saperski). Zmodernizowana w latach 80. ub. wieku wer­sja zestawu wypo­sa­że­nia toru­ją­cego ozna­cze­nie S-81 Oliwka.

  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE