Sytuacja stra­te­giczna Europy w latach 30. XX wieku

Wojna domowa w Hiszpanii, Somosierra 1936 r.: milicjanci republikańscy poddają się frankistom.

Wojna domowa w Hiszpanii, Somosierra 1936 r.: mili­cjanci repu­bli­kań­scy pod­dają się fran­ki­stom.

Pierwsza wojna świa­towa nie skoń­czyła się bynaj­mniej 11 listo­pada 1918 r. Tego dnia pod­pi­sano jedy­nie zawie­sze­nie broni z Niemcami. Na praw­dziwy koniec wojny trzeba było jesz­cze pocze­kać. Stan wojny z Niemcami zakoń­czono 28 czerwca 1919 r. trak­ta­tem wer­sal­skim. Wojna z innymi pań­stwami cen­tral­nymi trwała dopóki nie pod­pi­sały one indy­wi­du­al­nych trak­ta­tów poko­jo­wych. 10 wrze­śnia 1919 r. pod­pi­sano z Austrią pokój w Saint-Germain-en-Laye, 27 listo­pada 1919 r. – z Bułgarią w Neuilly-sur-Seine, 4 czerwca 1920 r. – z Węgrami w Trianon, 10 sierp­nia 1920 r. – z Turcją w Sèvres.

Traktaty poko­jowe nie zakoń­czyły jed­nak wojen. Przede wszyst­kim nie roz­wią­zy­wały wszyst­kich pro­ble­mów pomię­dzy zain­te­re­so­wa­nymi stro­nami. Konflikty więc nadal trwały, czego naj­lep­szym przy­kła­dem jest spór pomię­dzy nie­miec­ko­ję­zycz­nymi oby­wa­te­lami Czechosłowacji i rzą­dem w Pradze. Po dru­gie, nie wszyst­kie usta­le­nia spo­tkały się z akcep­ta­cją. Konflikty więc nadal trwały – naj­lep­szym przy­kła­dem jest brak zgody Turków na trak­tat w Sèvres i długa wojna zakoń­czona poro­zu­mie­niem w Lozannie. Wreszcie poro­zu­mie­nia poko­jowe objęły tylko część uni­wer­sum. Konflikty więc nadal trwały – m.in. na tere­nie daw­nego Imperium Rosyjskiego i na Dalekim Wschodzie.
Część kon­flik­tów na Dalekim Wschodzie pró­bo­wano roz­wią­zać dyplo­ma­tycz­nie. Taka była geneza trak­tatu waszyng­toń­skiego ogra­ni­cza­ją­cego wyścig zbro­jeń na morzu. Ograniczenie zbro­jeń mor­skich było jedy­nie efek­tem ubocz­nym zawar­tego tam poro­zu­mie­nia poko­jo­wego: Brytyjczycy zry­wali swój dłu­go­letni sojusz z Japończykami, a Amerykanie – w któ­rych sojusz ten był wymie­rzony – nie musieli budo­wać dodat­ko­wej floty koniecz­nej do obrony Pacyfiku przed Japończykami i Atlantyku przed Brytyjczykami. Traktat waszyng­toń­ski był olbrzy­mim suk­ce­sem Stanów Zjednoczonych: ich flota zrów­nała się z bry­tyj­ską, Japończycy zostali osa­mot­nieni, a Francuzi musieli pogo­dzić się, że na morzu sta­no­wią mocar­stwo dru­giej kate­go­rii. Zadowoleni byli rów­nież Włosi, któ­rzy ofi­cjal­nie stali się – przy­naj­mniej na morzu – równi Francji.
W 1919 r. bry­tyj­ski eko­no­mi­sta John Maynard Keynes opu­bli­ko­wał pracę pt. „Ekonomiczne skutki pokoju”. Książka ta była dzie­łem czy­sto pro­pa­gan­do­wym wymie­rzo­nym we fran­cu­ską poli­tykę osła­bia­nia Niemiec – czemu sprze­ci­wiali się po cichu Brytyjczycy. Dziś wia­domo, że usta­le­nia Keynesa były błędne, ale w 1919 r. zyskała nie­za­słu­żoną sławę książki pro­ro­czej, wyka­zu­ją­cej rze­komo, że Niemcy nie będą w sta­nie spła­cić olbrzy­mich repa­ra­cji wojen­nych, co może dopro­wa­dzić do kolej­nej wojny. Tezy Keynesa do dziś są przy­ta­czane dla udo­wod­nie­nia, że za wybuch II wojny świa­to­wej tak naprawdę odpo­wia­dają „wstrętne kapi­ta­li­styczne świ­nie” z Zachodu. Pogląd taki wygodny jest dla Niemców, Rosjan oraz nie­któ­rych ruchów lewi­co­wych. Niemcy i Rosjanie mogą w ten spo­sób zrzu­cić na innych winę za roz­pę­ta­nie wojny świa­to­wej, lewicy zaś nie tylko podoba się wizja zrzu­ce­nia odpo­wie­dzial­no­ści na „wstrętne kapi­ta­li­styczne świ­nie”, ale widzi w tym rów­nież potwier­dze­nie słusz­no­ści tez Karla Marxa o nie­uchron­no­ści rewo­lu­cji komu­ni­stycz­nej.
Podobny motyw – tym razem II wojny świa­to­wej jako prze­dłu­że­nia I wojny świa­to­wej – był swego czasu popu­larny na Zachodzie, a szcze­gól­nie we Francji. W 1946 r. gene­rał Charles de Gaulle użył sfor­mu­ło­wa­nia „druga wojna trzy­dzie­sto­let­nia”, nawią­zu­jąc do wojny lat 1618 – 1648. Idea ta cie­szyła się przez pewien czas popu­lar­no­ścią zachod­nich publi­cy­stów, któ­rzy uwa­żali, że dwie wojny świa­towe sta­no­wiły jeden glo­balny kon­flikt zbrojny, okres „mię­dzy­wo­jenny” zaś był dwu­dzie­sto­let­nim „zawie­sze­niem broni”. Dzisiaj wizja „dru­giej wojny trzy­dzie­sto­let­niej” jest odrzu­cana. Skupiała się ona przede wszyst­kim na kon­flik­cie w kręgu państw zachod­nich, a szcze­gól­nie na „odwiecz­nym spo­rze nie­miecko-fran­cu­skim”. Odeszła ona w zapo­mnie­nie wraz z powsta­niem zjed­no­czo­nej Europy, któ­rej oś sta­nowi „odwieczna przy­jaźń nie­miecko-fran­cu­ska”, a także wraz z roz­wo­jem nauki zwa­nej sowie­to­lo­gią, która zwró­ciła uwagę na agre­sywną poli­tykę Moskwy, odmienną w swo­ich zało­że­niach od agre­syw­nej poli­tyki Petersburga.
Dwudziestolecie mię­dzy­wo­jenne nie było ani inter­lu­dium pomię­dzy dwoma okre­sami jed­nej wojny, ani nie było pre­lu­dium do rze­komo nie­uchron­nej II wojny świa­to­wej. Było cza­sem pokoju, który mógł trwać długo i przy­nieść wspa­niałe owoce. Był rów­nież cza­sem, w któ­rym jed­nak ist­niały kon­flikty, kon­flikty inte­re­su­jące nie tylko ze wzglę­dów poli­tycz­nych, ale rów­nież tak­tycz­nych i tech­nicz­nych. W cza­sie pierw­szej wojny świa­to­wej naro­dziły się nowe bro­nie i nowe tak­tyki, które w kolej­nych latach zmie­niały się i ewo­lu­owały. O ile w latach 20. XX wieku więk­szość wojen była toczona przez ubo­gie pań­stwa, dość pry­mi­tyw­nymi środ­kami i meto­dami, to w kolej­nym dzie­się­cio­le­ciu czołgi, lot­ni­skowce, bom­bowce i gazy bojowe tra­fiły pod strze­chy i to – nie­stety
– cza­sami dosłow­nie.

Koszty moder­ni­za­cji Armii Czerwonej

Pierwsza wojna świa­towa była dla Imperium Rosyjskiego strasz­liwą klę­ską. Podanie dokład­nych liczb jest nie­moż­liwe, gdyż krwawa wojna zamie­niła się w jesz­cze bar­dziej krwawą wojnę domową, ale sza­cuje się, że w latach 1914 – 1921 zgi­nęło i zmarło kil­ka­na­ście milio­nów ludzi. W listo­pa­dzie 1920 r. bol­sze­wicy poko­nali „białe” woj­ska gene­rała Wrangla, zajęli Krym i – w prak­tyce – zakoń­czyli wojnę domową. Walki, zarówno o pod­łożu naro­do­wym, jak i poli­tycz­nym, trwały jesz­cze na obrze­żach Rosji: na Środkowym Wschodzie i w Mongolii. 30 grud­nia 1922 r. z ziem daw­nej Rosji, które zna­la­zły się pod wła­dzą bol­sze­wi­ków, został utwo­rzony Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich. Przyjęcie – choć pozorne – fede­ra­cyj­nego ustroju pań­stwa było jed­nym z pierw­szych zwy­cięstw Iosifa Stalina, który przez kolej­nych 30 lat będzie stał na jego czele.
Jego kolej­nym zwy­cię­stwem był suk­ces nad Lwem Trockim, fak­tycz­nym wodzem naczel­nym bol­sze­wi­ków w cza­sie wojny domo­wej, a po niej przy­wódcą „lewej opo­zy­cji” w łonie par­tii komu­ni­stycz­nej. W tym cza­sie bowiem komu­ni­ści zna­leźli się w sytu­acji, któ­rej nie prze­wi­dział ich – nie­ży­jący już – ide­owy przy­wódca Karl Marx. Według Marxa rewo­lu­cja komu­ni­styczna miała wygrać na całym świe­cie – a wygrała tylko w jed­nym: Rosji. W gro­nie komu­ni­stów zaczęły się więc spory: czy należy budo­wać „komu­nizm w jed­nym pań­stwie” (jak chciał Stalin), czy należy pro­wa­dzić „per­ma­nentną rewo­lu­cję” i toczyć cią­głą wojnę z sąsia­dami (jak chciał Trocki). Wygrał Stalin, w 1926 r. Trocki stra­cił wła­dzę, w 1929 r. został wygnany ze Związku Sowieckiego, a w 1940 r. – zamor­do­wany. Jednym ze skut­ków porażki Trockiego było uspo­ko­je­nie sytu­acji na gra­ni­cach ZSRS: skoń­czyły się bowiem cią­głe napady na poste­runki gra­niczne i podobne próby desta­bi­li­za­cji życia poko­jo­wego.
Drugim ze skut­ków porażki Trockiego było odej­ście od NEP‑u. Sytuacja gospo­dar­cza Związku Sowieckiego u progu lat 20. była tak zła, że jego komu­ni­styczni wło­da­rze porzu­cili komu­ni­styczny model eko­no­mii. W 1921 r. ogło­szono NEP – Nową Politykę Ekonomiczną – opartą na gospo­darce wol­no­ryn­ko­wej. W ciągu kilku lat nastą­pił nie­spo­ty­kany wcze­śniej w Rosji – ani póź­niej w ZSRS – roz­wój gospo­dar­czy. Brał w tym udział – na masową skalę – kapi­tał zagra­niczny. Na Zachodzie powszech­nie wie­rzono, że w ten spo­sób pań­stwo bol­sze­wic­kie sta­nie się pań­stwem kapi­ta­li­stycz­nym (a więc przej­dzie takie zmiany, które od kil­ku­dzie­się­ciu lat prze­cho­dzą Chiny).
NEP był jed­nak tylko krót­kim epi­zo­dem wyni­ka­ją­cym z kry­zysu gospo­dar­czego i kry­zysu wła­dzy. Pod koniec lat 20. XX wieku popra­wiła się eko­no­mia ZSRS i wyja­śniła sytu­acja poli­tyczna: peł­nię wła­dzy zdo­był Iosif Stalin. W 1928 r. ogło­sił zakoń­cze­nie NEP‑u, odej­ście od zasad wol­nego rynku, likwi­da­cję wła­sno­ści pry­wat­nej i zaini­cjo­wa­nie „pię­cio­latki” – pro­gramu gospo­dar­czego, który miał dopro­wa­dzić do prze­kształ­ce­nia Armii Czerwonej w naj­licz­niej­sze i naj­le­piej uzbro­jone siły zbrojne świata. Wnet oka­zało się jed­nak, że prze­mysł sowiecki jest zbyt słaby, żeby pro­du­ko­wać czołgi, samo­loty i okręty, któ­rych licen­cję zaku­piono w Niemczech, Włoszech, Ameryce czy Wielkiej Brytanii. Przemysł trzeba było budo­wać od pod­staw.
Przemysł zbro­je­niowy to jed­nak nie tylko fabryki uzbro­je­nia. To rów­nież gór­nic­two i hut­nic­two zapew­nia­jące mate­riały do pro­duk­cji, to także prze­mysł ener­ge­tyczny, zapew­nia­jący ener­gię do pro­duk­cji. To rów­nież całe zaple­cze naukowe: zarówno per­so­nel, jak i wypo­sa­że­nie insty­tu­tów badaw­czych. Potrzebne są rów­nież fabryki wytwa­rza­jące oprzy­rzą­do­wa­nie – zarówno dla innych zakła­dów pro­duk­cyj­nych, jak i dla uzbro­je­nia. Znaczenie miały tak, zda­wa­łoby się, nie­istotne szcze­góły jak roz­wój zegar­mi­strzo­stwa. Zegarki były wów­czas pod­sta­wo­wym narzę­dziem nawi­ga­cyj­nym, a mecha­ni­zmy zega­rowe sta­no­wiły pod­stawę wszel­kiego rodzaju wskaź­ni­ków, licz­ni­ków i przy­rzą­dów pokła­do­wych.
Z ame­ry­kań­skiej firmy Dueber-Hampden Watch Company zaku­piono za 425 000 dola­rów licen­cję na pro­duk­cję zegar­ków, a tak naprawdę – całą linię pro­duk­cyjną wraz z per­so­ne­lem i czę­ściowo zło­żo­nymi mecha­ni­zmami. Do Moskwy dotarło 28 wago­nów kole­jo­wych peł­nych sprzętu i zało­żono tam fabrykę zegar­ków. Transakcja jed­nak nie była w pełni udana: ame­ry­kań­ski kon­tra­hent oka­zał się ban­kru­tem, a jego upa­dek spo­wo­do­wany był prze­sta­rza­łym asor­ty­men­tem. Po pierw­szej woj­nie świa­to­wej nastą­piła bowiem rewo­lu­cja w zegar­mi­strzo­stwie: zegarki z kie­szo­nek kami­ze­lek tra­fiły na nad­garstki, z czym wią­zały się też zmiany tech­niczne (zega­rek na nad­garstku nara­żony jest na inne prze­cią­że­nia niż zega­rek kie­szon­kowy). I wła­śnie ten prze­sta­rzały, XIX-wieczny asor­ty­ment – i środki do jego pro­duk­cji – kupił w 1929 r. Związek Sowiecki, a zły wybór spra­wił, że konieczne były kolejne zakupy licen­cji, tym razem od Szwajcarów i Francuzów.
Koszt moder­ni­za­cji Armii Czerwonej mieli ponieść chłopi. Nie tylko dla­tego, że sta­no­wili 80% lud­no­ści ZSRS, ale także dla­tego, że – dzięki NEP-owi – ich kon­dy­cja eko­no­miczna była bar­dzo dobra, a na wsi pro­du­ko­wano duże ilo­ści zboża. W latach 20. XX wieku chłopi sprze­da­wali jed­nak tylko 15 – 20% pro­duk­cji rol­nej, całą resztę pozo­sta­wia­jąc sobie: połowę prze­zna­cza­jąc do wykar­mie­nia inwen­ta­rza i kolej­nych zasie­wów, a połowę – kon­su­mu­jąc. W Moskwie uznano, że ludzie nie muszą jeść, nato­miast pań­stwo musi eks­por­to­wać pro­dukty rolne. Za naj­lep­szy śro­dek do osią­gnię­cia tego celu uznano kolek­ty­wi­za­cję rol­nic­twa: indy­wi­du­alne gospo­dar­stwa miały być zabrane wła­ści­cie­lom, a w stwo­rzo­nych w ten spo­sób sow­cho­zach (gospo­dar­stwach pań­stwo­wych) i koł­cho­zach (gospo­dar­stwach spół­dziel­czych) pra­co­wać mieli jako robot­nicy rolni dawni wła­ści­ciele ziem. Przyniosło to ocze­ki­wane przez komu­ni­stów rezul­taty: w 1930 r. pań­stwo sku­piło 30% pro­duk­cji rol­nej, a w 1931 – 50%. W ten spo­sób w spi­chler­zach pozo­stało bar­dzo nie­wiele zboża i chłopi musieli pod­jąć tra­giczny wybór: albo ich rodziny nie dostaną jedze­nia, albo nie będzie czym wykar­mić trzody i nie będzie czym obsiać pól.
Chłopi zaczęli więc cho­wać zboże przed pań­stwem sowiec­kim. Jednak połą­czone siły dzia­ła­czy par­tii komu­ni­stycz­nej i opraw­ców z NKWD spra­wiły, że bar­dzo nie­wiele zboża mogło być ukryte. 7 sierp­nia 1932 r. ogło­szono „prawo 5 kło­sów”: wszelka kra­dzież lub roz­trwo­nie­nie „socja­li­stycz­nej wła­sno­ści” – nawet 5 kło­sów zboża – była karana 10-let­nim wię­zie­niem lub śmier­cią. Do końca 1933 r. na pod­sta­wie tego para­grafu ska­zano 125 000 ludzi, w tym 5400 na karę śmierci. W tym samym cza­sie do łagrów tra­fiło także ćwierć miliona kuła­ków – nazy­wano w ten spo­sób każ­dego chłopa, który pozwa­lał sobie na jaki­kol­wiek – nawet czy­sto sym­bo­liczny – opór.
Kupno jedze­nia i zboża na wol­nym rynku było zgodne z pra­wem jedy­nie za złoto i waluty w spe­cjal­nych skle­pach, tzw. torg­si­nach („tor­go­wych sin­di­ka­tach”). Dzięki temu pań­stwo sowiec­kie pozy­skało walutę zaro­bioną przez spo­łe­czeń­stwo pod­czas trwa­nia NEP‑u i mogło sobie pozwo­lić na zakup uzbro­je­nia. Koszt licen­cji bry­tyj­skiego czołgu śred­niego wno­sił 20 000 fun­tów, około 250 kg złota. Nie było na nią stać rządu Rzeczypospolitej, który też sta­rał się wzmoc­nić Wojsko Polskie. Tymczasem dla Sowietów była to drobna suma, mie­sięczny utarg jed­nego tylko „torg­sina”. W 1932 r. takich torg­si­nów było w ZSRS 263!
Klęska głodu z całą siłą wybu­chła w 1933 r. Opanowała połu­dniowo-zachod­nią część ZSRS, a przede wszyst­kim – Ukrainę oraz Kazachstan. Dziś histo­rycy są pewni, że głód wywo­łano świa­do­mie. Spierają się jed­nak, czy było to zapla­no­wane przez Moskwę ludo­bój­stwo na naro­dzie ukra­iń­skim i kazach­skim. Wiele na to wska­zuje: na obszary te nało­żono naj­więk­sze kon­tyn­genty, tam skie­ro­wano naj­bru­tal­niej­szych enka­wu­dzi­stów, jed­no­cze­śnie mor­du­jąc przed­sta­wi­cieli miej­sco­wej elity, nie tylko praw­dzi­wych i wydu­ma­nych wro­gów Związku Sowieckiego, ale także tam­tej­szych komu­ni­stów. Warto zwró­cić uwagę na dane sta­ty­styczne: pomię­dzy 1926 a 1939 r. lud­ność Rosji wzro­sła o 16,9%, lud­ność Ukrainy – o 6,6%, a lud­ność Kazachstanu spa­dła o 1%.
Śmierć z głodu ponio­sły miliony ludzi. Ludzie umie­rali także w mia­stach. Dorośli nie mogli prze­no­sić się do miast, zabra­niało im tego – pod groźbą wię­zie­nia lub śmierci – prawo wpro­wa­dzone w grud­niu 1932 r. Do miast przy­by­wały dzieci, nie­które samo­dziel­nie, w poszu­ki­wa­niu żyw­no­ści, inne były przy­wo­żone przez umie­ra­ją­cych z głodu rodzi­ców, w nadziei, że pań­stwo sowiec­kie zaopie­kuje się nimi. Żniwo zabie­rał nie tylko głód, ale także cho­roby ata­ku­jące osła­bione orga­ni­zmy: tyfus, dur brzuszny, ospa. Najbardziej prze­ra­ża­jący był jed­nak kani­ba­lizm i to wcale nie dla­tego, że ludzie jedli ludzi, ale dla­tego, że był on tak powszechny, że nie­mal wszy­scy do niego przy­wy­kli. Oburzenie wywo­ły­wało czę­sto dopiero to, że rodzice mor­do­wali swoje dzieci. Ponad 2500 osób zostało ska­za­nych w 1933 r. za akty kani­ba­li­zmu.
Nie wia­domo dziś dokład­nie, ile było ofiar głodu. Trudno jest je poli­czyć ze względu na brak pre­cy­zyj­nych kry­te­riów, migra­cje lud­no­ści, czę­ste zmiany gra­nic i wojny świa­towe – zarówno pierw­szą, jak i drugą. Dziś liczbę ofiar głodu wywo­ła­nego przez Stalina sza­cuje się na 10 milio­nów ludzi. Dokumenty – nie­pełne, nie­rze­telne i bar­dzo czę­sto fał­szo­wane – pozwo­liły doli­czyć się 3 890 000 zagło­dzo­nych na śmierć miesz­kań­ców Ukrainy (w tym także kil­ka­dzie­siąt tysięcy Polaków). Na innych zie­miach Związku Sowieckiego głód zabrał życie kolej­nym milio­nom ludzi, z któ­rych 200 000 sta­no­wili Ukraińcy. Ofiar wśród Kazachów – z róż­nych powo­dów – nie poli­czono tak dokład­nie. Ich liczba zmniej­szyła się jed­nak – pod uwagę wziąć należy jed­nak zarówno przy­rost natu­ralny, jak i wywózki – z 3 600 000 w 1926 r., do 2 300 000 w 1939 r.

  • Tymoteusz Pawłowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE