System prze­ciw­mi­no­wych ładun­ków wybu­cho­wych Głuptak

Wodowanie Gluptaka z uzyciem modulu pokladowego na okrecie proj. 206FM.

Wodowanie Gluptaka z uzy­ciem modulu pokla­do­wego na okre­cie proj. 206FM.

W ostat­nich latach, okre­sie sta­gna­cji w moder­ni­za­cji mor­skiego rodzaju Sił Zbrojnych RP, z racji swo­jego kryp­to­nimu, sys­tem ten docze­kał się ośmie­sza­ją­cych publi­ka­cji pra­so­wych czy wzmia­nek w pro­gra­mach tele­wi­zyj­nych. Zupełnie nie­za­słu­że­nie. Dziś, obsy­py­wany nagro­dami i przy­jęty do uzbro­je­nia Marynarki Wojennej RP, Głuptak – bo o nim mowa – jest bez­sprzecz­nie jed­nym z naj­no­wo­cze­śniej­szych zdal­nie ste­ro­wa­nych pojaz­dów prze­ciw­mi­no­wych na świecie.

Pierwsze podej­ście do wdro­że­nia do eks­plo­ata­cji zdal­nie ste­ro­wa­nych prze­ciw­mi­no­wych pojaz­dów pod­wod­nych w Marynarce Wojennej nastą­piło już w dru­giej poło­wie lat 80. Wówczas, w ramach pro­gramu roz­woju nisz­czy­ciela min proj. 255 Lodówka, pla­no­wano zaku­pić pojazdy iden­ty­fi­ka­cji i nisz­cze­nia min proj. 190 (MIVG, Minenidentifizierungs- und Vernichtungsgerät), opra­co­wane w Niemieckiej Republice Demokratycznej, w Instytucie Techniki Morskiej w Warnemünde koło Rostocku. Kryzys eko­no­miczny w kraju, jak też zmiany poli­tyczne w Europie, które zaowo­co­wały m.in. zjed­no­cze­niem obu państw nie­miec­kich, zamknęły ten etap histo­rii. W tym cza­sie m.in. we Francji i w Republice Federalnej Niemiec zdo­byto już znaczne doświad­cze­nia z podob­nymi pojaz­dami, co pozwo­liło zde­fi­nio­wać ich główne wady i okre­ślić kie­runki dal­szego roz­woju sys­te­mów tej klasy.
Jednym z ich waż­niej­szych nie­do­stat­ków był sam spo­sób dzia­ła­nia. Pojazdy takie jak fran­cu­ski Societe ECA (dziś ECA Robotics) PAP 104 czy nie­miecki MBB (potem EADS, dziś Atlas Elektronik) Pinguin B3 miały za zada­nie trans­port i zrzut spo­rego (130 kg) ładunku nisz­czą­cego w pobliżu obiektu nie­bez­piecz­nego, mając przy tym ogra­ni­czoną manew­ro­wość oraz sporą masę, co z kolei nie gwa­ran­to­wało ocze­ki­wa­nej pre­cy­zji i stwa­rzało ryzyko nie­za­mie­rzo­nego wzbu­dze­nia nie­kon­tak­to­wego zapal­nika zwal­cza­nej miny. W tym wypadku, choć główny cel – ochronę życia załogi okrętu – osią­gnięto, poten­cjalne straty mate­rialne i ogra­ni­czona liczba pojaz­dów na pokła­dzie nisz­czy­ciela min, czy­niły tę metodę nie­eko­no­miczną. Do sytu­acji takich mogło dojść w trud­nych warun­kach hydro­lo­gicz­nych, ukształ­to­wa­nia dna, czy w przy­padku zasto­so­wa­nia bar­dzo czu­łego zapal­nika miny.
Z tych powo­dów już na początku lat 90. firmy zachod­nie roz­po­częły prace nad nową metodą nisz­cze­nia pod­wod­nych obiek­tów nie­bez­piecz­nych w trud­nych warun­kach – z zasto­so­wa­niem samo­bież­nego ładunku bojo­wego, dzia­ła­ją­cego kie­run­kowo i deto­no­wa­nego zdal­nie. Idea ta umoż­li­wiła ogra­ni­cze­nie wiel­ko­ści ładunku bojo­wego oraz prze­no­szą­cego go pojazdu, który w zało­że­niu miał być jed­no­ra­zo­wego użytku i ule­gać znisz­cze­niu wraz z ata­ko­wa­nym obiek­tem. W tym przy­padku, nawet nie­umyślne wzbu­dze­nie zapal­nika miny nie było pro­ble­mem, a wręcz sta­no­wiło zwień­cze­nie misji suk­ce­sem, ponie­waż taki pojazd z defi­ni­cji był prze­zna­czony na straty. Pozwoliło to m.in. zasto­so­wać w jego kon­struk­cji mate­riały magne­tyczne i przez to obni­żyć koszty wytwo­rze­nia, a więc i zakupu. Pierwsze względ­nie nie­dro­gie, lek­kie, ste­ro­wane prze­wo­dowo jed­no­ra­zowe samo­bieżne pojazdy prze­ciw­mi­nowe (sin­gle-shot mine dispo­sal vehic­les) wpro­wa­dziły na rynek nie­miecki STN Atlas Elektronik (SeaFox) i nor­we­ski Simrad – obec­nie Kongsberg Defence Systems – (Minesniper). Wkrótce dołą­czyły do nich: bry­tyj­ski Marconi Underwater Systems – dziś BAE Systems Maritime Services – (Archerfish) i fran­cu­ski ECA Robotics (K-Ster).

Dwie wer­sje

Wspomniana na wstę­pie, zakoń­czona nie­po­wo­dze­niem, współ­praca z NRD w zakre­sie zakupu zdal­nie ste­ro­wa­nych pojaz­dów prze­ciw­mi­no­wych przy­czy­niła się do roz­woju zdol­no­ści pro­jek­to­wa­nia i pro­duk­cji podob­nych sys­te­mów w Polsce. Krajowym lide­rem w tej dzie­dzi­nie jest Katedra Projektowania Okrętów i Robotyki Podwodnej Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej, two­rząca wraz z dwoma innymi (zaj­mu­ją­cymi się obroną bierną i ochroną anty­ko­ro­zyjną okrę­tów oraz hydro­aku­styką) Centrum Morskich Technologii Militarnych (CMTM).
Pierwszym suk­ce­sem CMTM stał się Ukwiał – sys­tem głę­bi­nowy z pojaz­dem zdal­nie ste­ro­wa­nym wie­lo­krot­nego użytku, prze­zna­czony do trans­portu ładun­ków wybu­cho­wych Toczek-A i B w rejon celu. Ukwiały przy­jęto do eks­plo­ata­cji w 1999 r. na trzech tra­łow­cach bazo­wych-nisz­czy­cie­lach min proj. 206FM, które do dziś sta­no­wią naszą wizy­tówkę w sta­łych zespo­łach prze­ciw­mi­no­wych NATO. Użycie tych pojaz­dów pozwo­liło zdo­być bez­cenne doświad­cze­nia, które zaowo­co­wały kolej­nymi pro­jek­tami. W 1999 r., gdy zakoń­czono pro­ces wdra­ża­nia Ukwiała, w CMTM roz­po­częto prace nad sys­te­mem prze­ciw­mi­no­wych samo­bież­nych pod­wod­nych ładun­ków wybu­cho­wych, który otrzy­mał – nadany przez Ministerstwo Obrony Narodowej – kryp­to­nim Głuptak (gatu­nek ptaka mor­skiego, poja­wia­ją­cego się także na naszym wybrzeżu).
Pierwsza wer­sja pojazdu miała kon­struk­cję kon­wen­cjo­nalną, podobną do SeaFoxa – kadłub o kształ­cie tor­pedy, cztery poziome pęd­niki śru­bowe ruchu postę­po­wego i jeden otu­ne­lo­wany pio­nowy do zmiany zanu­rze­nia. Wyposażono go w: kamerę świa­tła dzien­nego, dwa reflek­tory i sonar nawi­ga­cyjny, zaś w koń­co­wym eta­pie drogi do celu był ste­ro­wany przez ope­ra­tora przy kon­soli na okrę­cie. Badania pro­to­typu wyka­zały jego istotne wady, wyni­ka­jące m.in. z metody celo­wa­nia całym pojaz­dem i nie­do­sta­tecz­nej mocy napędu. Po dotar­ciu w rejon wykry­cia miny bez­za­ło­go­wiec musiał zająć odpo­wied­nią pozy­cję nad lub przed nią. Rozpatrywano bowiem zasto­so­wa­nie ładunku bojo­wego z wkładką kumu­la­cyjną, umiesz­czo­nego pio­nowo w poło­wie dłu­go­ści kor­pusu Głuptaka bądź poziomo, który raził minę od przodu pojazdu. Manewrowanie nim (prze­chy­la­nie, pochy­la­nie, ruch postę­powy) zapew­niały: mecha­nizm try­mu­jący oraz róż­ni­cowe dzia­ła­nie pęd­ni­ków pozio­mych i dzia­ła­nie pio­no­wego. Jednak sys­tem ten spraw­dzał się dobrze w warun­kach opty­mal­nych – bez prą­dów wod­nych i przy pła­skim ukształ­to­wa­niu dna. Pojawianie się prądu prze­ciw­nego unie­moż­li­wiało manew­ro­wa­nie pojaz­dem, powo­do­wało napór na świa­tło­wód ste­ru­jący, skra­ca­jący zna­cząco zasięg dzia­ła­nia, ist­niało też ryzyko wkrę­ce­nia się kabla w pęd­niki. Nie dawało to istot­nej prze­wagi nad sys­te­mami w rodzaju Ukwiała, stąd przy­ję­cie takiego zało­że­nia dla nowo­cze­snego sys­temu prze­ciw­mi­no­wego było nie­ra­cjo­nalne. Ponieważ zwięk­sze­nie mocy napędu w kon­se­kwen­cji dopro­wa­dzi­łoby do geo­me­trycz­nego i finan­so­wego roz­ro­stu sys­temu, CMTM zmie­niło kie­ru­nek prac, pro­jek­tu­jąc doce­lową wer­sję Głuptaka – z obro­tową gło­wicą bojową.

  • Tomasz Grotnik

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE