Świat gier stra­te­gicz­nych

WITH_5_2016_gry

Świat gier stra­te­gicz­nych, zwa­nych także grami wojen­nymi, jest tak stary jak żywot czło­wieka. Od naj­star­szych wie­ków cywi­li­za­cje pro­wa­dziły wojny prak­tycz­nie o wszystko, co tylko było do zdo­by­cia – i rów­no­le­gle z woj­nami, a nawet na długo przed nimi ludzie przy­go­to­wy­wali się do nich, także gra­jąc w gry wojenne.

Z racji tego, że tekst ten nie ma na celu opi­sy­wa­nia histo­rii gier jako takich, a moim zamia­rem jest jedy­nie zapre­zen­to­wa­nie współ­cze­snych przy­kła­dów gier wojen­nych jako narzę­dzia użyt­ko­wego, pozwolę sobie na krótki opis tylko jed­nej z gier histo­rycz­nych – z cał­kiem nie­od­le­głej i jakże dla nas istot­nej prze­strzeni.
„Fall Weiss” (Plan „Biały”) – pod tym kryp­to­ni­mem krył się nie­miecki plan ataku na Polskę w 1939 r. Jeżeli zwa­żyć, że zaczęto go opra­co­wy­wać dopiero 11 kwiet­nia 1939 r., po pod­pi­sa­niu 6 kwiet­nia 1939 r. pol­sko-bry­tyj­skiej umowy prze­wi­du­ją­cej wza­jemne gwa­ran­cje pomocy woj­sko­wej, to Niemcom jego sfi­na­li­zo­wa­nie zabrało tylko pięć mie­sięcy. Po dru­giej stro­nie frontu Polacy roz­po­częli przy­go­to­wy­wa­nie planu obron­nego 4 marca 1939 r. (Plan „Z” – „Zachód”). Podstawową róż­nicą oby­dwu pla­nów była meto­do­lo­gia. Polacy pro­wa­dzili stu­dia tere­nowe i teo­re­tyczne roz­wa­ża­nia na temat moż­li­wo­ści prze­ciw­nika, co i tak nie ogra­ni­czyło wyty­cza­nia fan­ta­stycz­nych pozy­cji obron­nych, a Niemcy – regu­larne roz­grywki w Sztabie Generalnym. Podliczyli mak­sy­malne moż­li­wo­ści Polaków i odpo­wied­nio dobrali ilo­ściowo i sprzę­towo swoje armie. Uzyskali wystar­cza­jącą prze­wagę, by poko­nać Polaków na wybra­nych kie­run­kach i pro­wa­dzili dzia­ła­nia od początku do końca zgod­nie z wybraną grą. Coś, co dla naszych gene­ra­łów było rze­czą nie­po­jętą, dla Niemców ozna­czało pro­sty manewr, który w toku wojny czę­sto powta­rzali – wyraź­nie góru­jąc nad prze­ciw­ni­kiem. Ich XXII Korpus prze­szedł przez Karpaty i wyprze­dził wyco­fu­jącą się Armię „Kraków” o dzie­siątki kilo­me­trów; XIX Korpus prze­szedł przez nie­moż­liwe dla ruchu wojsk szyb­kich Bory Tucholskie itd.
W przy­padku nie­miec­kiego XXII Korpusu można by powie­dzieć, że wystar­czy­łoby – zamiast ude­rzać na wschód – skrę­cić na pół­noc i związki tak­tyczne Armii „Kraków” zosta­łyby znisz­czone w ciągu dwóch dni. I tu poja­wia się wła­śnie ele­ment gry wojen­nej, przy­go­to­wa­nej zawczasu. Niemcy nie zamie­rzali poprze­stać na roz­bi­ciu tej czy innej armii. Oni reali­zo­wali ści­śle okre­ślony plan agre­sji. Wystarczy powie­dzieć, że 56. i 57. DP przy­były na Słowację 15 i 16 wrze­śnia, czyli – z punktu widze­nia kam­pa­nii – już po jej roz­strzy­ga­ją­cych bitwach (zwy­cię­skich dla Niemców), a jed­nak przy­były – bo tak zakła­dała gra.
I na koniec tych histo­rycz­nych remi­ni­scen­cji mój ulu­biony przy­kład z pol­skiej strony. Polacy, przy­go­to­wu­jąc się do wojny, zamie­rzali utwo­rzyć liczne odwody: „Kutno” (nie powstał), „Tarnów” (nie powstał), „Wyszków” (skon­cen­tro­wano tylko 1. DP) oraz Armia „Prusy”. I tym ostat­nim związ­kiem ope­ra­cyj­nym pozwolę sobie się zająć. Sześć dywi­zji pie­choty, bry­gada kawa­le­rii, trzy dywi­zjony arty­le­rii naj­cięż­szej i bata­lion czoł­gów roz­miesz­czone w pasie o sze­ro­ko­ści… 100 km. Na dywi­zję przy­pada zatem pra­wie 17 km. A prze­cież ta armia miała nacie­rać, jak twier­dził jej dowódca – gene­rał Stanisław Dąb-Biernacki – na Berlin.
Powstaje zatem słuszne pyta­nie, czy oprócz tzw. myśle­nia życze­nio­wego kto­kol­wiek roz­ło­żył woj­ska na mapie i roze­grał ten wariant, czy wyli­czył moż­li­wo­ści prze­gru­po­wań i poten­cjalne walki. I ja już abs­tra­huję od czasu kon­cen­tra­cji; przyj­muję mode­lową sytu­ację, w któ­rej wszyst­kie związki dotarły do rubieży wyj­ścio­wych, żoł­nie­rze są naje­dzeni i gotowi do walki.
Z moich doświad­czeń w grach wojen­nych, a roze­gra­łem ich tysiące, jed­no­znacz­nie wynika, że nikt tego nie roz­gry­wał – ryso­wano jedy­nie kółka na mapie i wie­rzono w „Cud nad Pilicą”. Bo jak ina­czej nazwać próbę ude­rze­nia sze­ściu pol­skich dywi­zji na dwie nie­miec­kie dywi­zje pan­cerne, dwie dywi­zje pie­choty zmo­to­ry­zo­wa­nej, trzy dywi­zje lek­kie i kilka kolej­nych dywi­zji pie­choty? Pozostawię to bez komen­ta­rza, pod­daję to jedy­nie pod roz­wagę.
Tyle jeśli cho­dzi o krótki wstęp histo­ryczny. Co zaś się tyczy współ­cze­sno­ści, to świat gier wojen­nych ist­nieje i ma się wręcz dosko­nale. Komercyjne pro­duk­cje idą w tysiące, a nawet dzie­siątki tysięcy. Polska jest tu wio­dą­cym pro­du­cen­tem w skali całego globu. Sam jestem auto­rem ponad stu takich gier i około tysiąca sce­na­riu­szy. Najnowszy z sys­te­mów to B-21 „Bitwy XXI wieku”. Zawarte w nim mapy i żetony uka­zują: Bartoszyce 2015, Krym 2014 – 15, Basrę 1996, a dodatki to: Mariupol 2014 – 15 i Osetia Południowa 2008, 2015.
  • Wojciech Zalewski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE