Sturmgeschütz III Niemieckie działo sztur­mowe

  • Wojsko i Technika Historia numer specjalny 1/2019
Sturmgeschütz III Ausf. G – ostateczna i najliczniejsza wersja dziala szturmowego tego typu. Na zdjeciu: pojazd w sluzbie finskich sil zbrojnych.

Sturmgeschütz III Ausf. G – osta­teczna i naj­licz­niej­sza wer­sja dziala sztur­mo­wego tego typu. Na zdje­ciu: pojazd w slu­zbie fin­skich sil zbroj­nych.

Jednym z naj­bar­dziej sku­tecz­nych i naj­bar­dziej uda­nych nie­miec­kich pojaz­dów pan­cer­nych było działo sztur­mowe SdKfz 142 Sturmgeschütz III, naj­waż­niej­sza i naj­po­pu­lar­niej­sza kon­struk­cja arty­le­rii sztur­mo­wej. Jednostki arty­le­rii sztur­mo­wej pod wzglę­dem orga­ni­za­cyj­nym i szko­le­nio­wym nie pod­le­gały sze­fo­stwu Wojsk Pancernych, lecz sze­fo­stwu Artylerii. W związku z tym ich uży­cie było o wiele bar­dziej zwią­zane ze wspar­ciem pie­choty, choć zda­rzało się też, zwłasz­cza pod koniec wojny, że sta­rano się z dział sztur­mo­wych Sturmgeschütz III uczy­nić sub­sty­tut czołgu.

W I woj­nie świa­to­wej czołg poja­wił się jako efek­tywne narzę­dzie wspar­cia pie­choty w natar­ciu. Okazało się bowiem, że roz­wój środ­ków ognio­wych, kara­binu maszy­no­wego oraz szyb­ko­strzel­nej arty­le­rii łado­wa­nej odtyl­cowo, spo­wo­do­wał para­liż natar­cia. Piechota była dzie­siąt­ko­wana ogniem kara­bi­nów maszy­no­wych i pora­żana inten­syw­nym (dzięki szyb­ko­strzel­no­ści dział) ostrza­łem arty­le­ryj­skim. O kara­bi­nie maszy­no­wym mówi się dość powszech­nie, że jego szer­sze uży­cie w I woj­nie świa­to­wej wywo­łało szok wśród wal­czą­cych stron. Nie doce­nia się nato­miast roli arty­le­rii, która w XIX wieku poczy­niła znaczny postęp, dzięki wpro­wa­dze­niu łado­wa­nia odtyl­co­wego i gwin­to­wa­nej lufy. Wymagało to roz­wią­za­nia pro­blemu otwie­ra­nia i zamy­ka­nia tyl­nej czę­ści lufy, ale wyna­la­zek zamka (kli­no­wego lub śru­bo­wego) umoż­li­wił doci­ska­nie pokrywy lufy tak, by ją odpo­wied­nio uszczel­nić.
Nie wsy­py­wano teraz pro­chu (peł­nią­cego funk­cję ładunku mio­ta­ją­cego pocisk) do lufy, lecz wkła­dano pocisk i ładu­nek mio­ta­jący zamknięty w łusce. Dzięki temu po odda­niu strzału można było wyrzu­cić łuskę i natych­miast działo znów zała­do­wać, uzy­sku­jąc szyb­ko­strzel­ność do 5 – 6 strza­łów na minutę. W przy­padku łado­wa­nia odprzo­do­wego, po każ­dym strzale trzeba było prze­czy­ścić lufę, bo nikt roz­sądny nie wsy­pałby pro­chu w lufę, w któ­rej wciąć tliły się jego pozo­sta­ło­ści po poprzed­nim strzale. Szybkostrzelność takich dział wyno­siła 1 strzał na około 5 minut. Dzięki tym zmia­nom jedno działo zastę­po­wało 25 – 30 sta­rych dział, mio­ta­jąc w takim samym cza­sie podobną liczbę poci­sków. Czyli jedna 4-dzia­łowa bate­ria miała siłę ognia mniej wię­cej trzech trój­dy­wi­zjo­no­wych puł­ków. Nie mówiąc już o tym, że dzięki gwin­to­wa­niu lufy znacz­nie wzro­sła cel­ność ognia.
Remedium na kara­biny maszy­nowe i arty­le­rię był czołg, inno­wa­cja wpro­wa­dzona do walki przez Brytyjczyków w 1916 r. w bitwie nad Sommą. Początkowo czołg był niczym wię­cej, jak narzę­dziem wspar­cia pie­choty w natar­ciu. Dopiero w bitwie pod Cambrai w 1917 r. czołgi poka­zały, że są w sta­nie szybko roz­wi­nąć powo­dze­nie w głębi obrony prze­ciw­nika (choć wów­czas jesz­cze na nie­wielką głę­bo­kość). Po I woj­nie świa­to­wej roz­wi­nęły się teo­rie uży­cia wojsk pan­cer­nych jako ele­mentu zgru­po­wa­nia broni połą­czo­nych (woj­ska pan­cerne, pie­chota zmo­to­ry­zo­wana, arty­le­ria o ciągu moto­ro­wym, zmo­to­ry­zo­wani sape­rzy i łącz­ność, oraz służby tyłowe). Owe teo­rie prze­wi­dy­wały uży­cie tych zgru­po­wań jako ele­mentu manew­ro­wego, ope­ru­ją­cego w głębi ugru­po­wa­nia nie­przy­ja­ciela, w celu uchwy­ce­nia waż­nych obiek­tów oraz w celu okrą­że­nia zgru­po­wań wojsk wroga.
W latach 20. i 30. XX wieku kwe­stie bez­po­śred­niego wspar­cia pie­choty w natar­ciu, czy w obro­nie, zostały jakby zanie­dbane, w więk­szo­ści kra­jów za wyjąt­kiem Francji. Dla odmiany pro­blem samo­dziel­nych dzia­łań wojsk pan­cer­nych we Francji potrak­to­wano z pewną rezerwą. W Wielkiej Brytanii nato­miast w latach 30. zajęto się wspar­ciem pie­choty przez czołgi, wyraź­nie roz­dzie­la­jąc te zada­nia, od głę­bo­kich ope­ra­cji wojsk pan­cer­nych w głębi wro­giego ugru­po­wa­nia, two­rząc dwie nie­za­leżne kate­go­rie czoł­gów: szyb­kich (cru­iser), do dzia­łań manew­ro­wych i pie­choty (infan­try) do wspar­cia powol­nego natar­cia pie­chu­rów.
O ile ojcami nie­miec­kich wojsk pan­cer­nych są gen. bryg. Oswald Lutz i jego zastępca płk Heinz Guderian, to o pan­cerno-ogniowy ele­ment wspar­cia pie­choty wal­czył pie­chur, płk Erich Manstein, póź­niej­szy feld­mar­sza­łek, który nota­bene dosko­nale radził sobie także w dowo­dze­niu woj­skami pan­cer­nymi. Kampanię na rzecz arty­le­rii sztur­mo­wej mają­cej wspie­rać pie­chotę, zaczął on w 1935 r. Ale nie były to pierw­sze nie­miec­kie doświad­cze­nia z arty­le­rią bez­po­śred­niego wspar­cia pie­choty.

Begleitgeschütze– arty­le­ria towa­rzy­sząca

W dru­giej poło­wie I wojny świa­to­wej Niemcy sfor­mo­wali łącz­nie 53 bate­rie tzw. arty­le­rii towa­rzy­szą­cej – Infanterie-Begleit-Batterien. Były to bate­rie stan­dar­do­wych dział polo­wych kal. 77 mm o ciągu kon­nym, ale które włą­czano w szyki nacie­ra­ją­cej pie­choty w cza­sie natar­cia, na pierw­szej linii frontu. Artylerzyści nisz­czyli dostrze­żone (przez nich samych lub wska­zane przez pie­chotę) w ugru­po­wa­niu nie­przy­ja­ciela punkty ogniowe, głów­nie gniazda kara­bi­nów maszy­no­wych. W momen­cie, gdy pie­chota odda­liła się od pozy­cji arty­le­rii, szybko zaprzę­gano konie i docią­gano działa do aktu­al­nego szyku pie­choty. Takie dzia­ła­nia pod ogniem prze­ciw­nika wyma­gały dosko­na­łego wyszko­le­nia i dobrego współ­dzia­ła­nia (na przy­kład osłony ognio­wej przy zmia­nie sta­no­wisk), dla­tego do bate­rii arty­le­rii towa­rzy­szą­cej dobie­rano naj­bar­dziej doświad­czone i sprawne obsługi dział.
Dość szybko na eta­pie roz­woju Reichswehry zain­te­re­so­wano się kwe­stią reak­ty­wa­cji arty­le­rii towa­rzy­szą­cej. Tym razem jed­nak posta­no­wiono zasto­so­wać dla niej ciąg moto­rowy. Jedynym roz­wią­za­niem były jed­nak cią­gniki gąsie­ni­cowe. Tylko taki bowiem pojazd był sobie w sta­nie wów­czas pora­dzić z holo­wa­niem działa przez pola czy łąki, w ślad za nacie­ra­jącą pie­chotą. Aliancka Komisja Kontrolna powo­łana na mocy trak­tatu wer­sal­skiego zezwo­liła Niemcom na pro­duk­cję cią­gni­ków gąsie­ni­co­wych, oczy­wi­ście wyłącz­nie do celów cywil­nych (rol­ni­czych, budow­la­nych itp.) dopiero w 1923 r.
Reichswehra zaku­piła pierw­sze gąsie­ni­cowe cią­gniki zimą 192627 r. Były to pojazdy wypro­du­ko­wane przez firmę Deutsche Kraftpflug-Gesellschaft mbH z Berlina, z dziel­nicy Tiergarten. Firma ta została utwo­rzona w 1912 r. jako spółka-córka słyn­nego Hannomaga (Hannoverschen Maschinenbau-AG). Oddział ten funk­cjo­no­wał do końca II wojny świa­to­wej, po woj­nie Hannomag prze­niósł pro­duk­cję cią­gni­ków (gąsie­ni­co­wych, ale teraz już przede wszyst­kim koło­wych) do swo­ich zakła­dów pozo­sta­łych w RFN. Berliński zakład był zbu­rzony i nie został odbu­do­wany.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE