Sto lat Polski na morzu

Pierwszy okret odrodzonej Marynarki Wojennej – OPR Pomorzanin – na obrazie Adama Werki.

Pierwszy okret odro­dzo­nej Marynarki Wojennej – OPR Pomorzanin – na obra­zie Adama Werki.

Setna rocz­nica naszej Niepodległości, to także czas świę­to­wa­nia naro­dzin pol­skiej Marynarki Wojennej. Cały wiek histo­rii na szczę­ście tylko przez kilka lat zna­czony był koniecz­no­ścią prze­le­wa­nia krwi za Ojczyznę. To co cha­rak­te­ry­styczne dla tych ostat­nich 100 lat to fakt, że mor­ski rodzaj sił zbroj­nych po 28 listo­pada 1918 r. odtwa­rzany był jesz­cze dwu­krot­nie. I oby już nigdy wię­cej.

Marynarze zanim poja­wili się na Wybrzeżu naj­pierw zajęli koszary w Modlinie, a pierw­sze boje toczyli na Polesiu w woj­nie pol­sko-bol­sze­wic­kiej. Dostęp do morza odro­dzo­nej Polsce był co prawda obie­cany cho­ciażby przez pre­zy­denta Stanów Zjednoczonych Thomasa Woodrow Wilsona, jed­nak o rze­czy­wi­sty skra­wek wybrzeża toczyła się bata­lia dyplo­ma­tyczna pod­czas roz­mów poko­jo­wych w Paryżu. Dopiero na mocy trak­tatu wer­sal­skiego pod­pi­sa­nego 28 czerwca 1919 r. nasz kraj otrzy­mał 71 km gra­nicy mor­skiej, co z Półwyspem Helskim dawało 147 km linii brze­go­wej. Faktyczne włą­cze­nie przy­zna­nych ziem do gra­nic two­rzą­cego się pań­stwa odbyło się w stycz­niu i lutym 1920 r., a za sym­bo­liczny akt „zaślu­bin” Polski z morzem uwa­żana jest uro­czy­stość wrzu­ce­nia pier­ście­nia przez gen. Józefa Hallera do wód Bałtyku w Pucku 10 lutego 1920 r.

Budowanie od zera

Dzieje naszej nowo­żyt­nej floty zaczy­nają się z dala od morza. Dwa dni po wyda­niu cyto­wa­nego na wstę­pie dekretu roz­po­czyna się two­rze­nie pierw­szego Portu Marynarki Wojennej zlo­ka­li­zo­wa­nego nad Wisłą, w Modlinie. Tu powstaje także Oddział Zapasowy Marynarzy. 23 grud­nia 1918 r. została utwo­rzona Flotylla Wiślana, i to w jej skła­dzie poja­wiła się pierw­sza jed­nostka pły­wa­jąca
z biało-czer­woną ban­derą – sta­tek Wisła. Kolejnymi jed­nost­kami były 1. Morski Batalion, Szkoła Marynarzy oraz na wscho­dzie two­rzą­cego się pań­stwa Flotylla Rzeczna Marynarki Wojennej (do 17 paź­dzier­nika 1931 r. Flotylla Pińska).
Po obję­ciu wybrzeża mor­skiego nie od razu pań­stwo mogło z nale­żytą uwagą poświę­cić się roz­wo­jowi tego regionu. Wpierw trzeba było obro­nić nasz naro­dowy byt. W woj­nie pol­sko-bol­sze­wic­kiej żoł­nie­rze w mary­nar­skich mun­du­rach brali czynny udział. Niestety, wobec naporu nie­przy­ja­ciela 4 sierp­nia 1920 r. Flotylla Rzeczna po zato­pie­niu posia­da­nych jed­no­stek została cza­sowo roz­wią­zana, ale za to do walk przy­stą­piła Flotylla Wiślana. Na front skie­ro­wano także jako zwy­kłą pie­chotę dwa bata­liony Pułku Morskiego. Odparcie bol­sze­wic­kiego naporu ura­to­wało naszą świeżo odzy­skaną nie­pod­le­głość. Można było roz­po­cząć budo­wa­nie kraju w wywal­czo­nych i przy­zna­nych decy­zjami poli­tycz­nymi gra­ni­cach.
Bardzo szybko jed­nak oka­zało się, że budowa floty jest nie­zwy­kle kosz­towna. Ponadto docho­dził jesz­cze jeden poważny pro­blem. Polska nie dys­po­no­wała prze­cież por­tem mor­skim. Puck był por­tem rybac­kim, jed­nak przez kilka lat musiał pomie­ścić także pierw­sze pod­no­szące biało-czer­woną ban­derę okręty. Nie było ich nie­stety zbyt wiele.
Rada Ambasadorów dzie­ląca m.in. floty poko­na­nych Niemiec nie przy­jęła argu­men­tów, że Polacy – oby­wa­tele cesar­stwa – także łożyli na ich budowę i przy­znała rodzą­cej się flo­cie tylko
6 tor­pe­dow­ców. Po flo­cie Austro-Węgier nie dosta­li­śmy nic. Torpedowce wraz z doku­pio­nymi 4 traw­le­rami (tra­łow­cami) i 2 kano­nier­kami utwo­rzyły na wiele lat trzon naszych sił mor­skich. Pierwszą w miarę peł­no­mor­ską jed­nostką, na któ­rej 4 maja 1920 r. pod­nie­siono biało-czer­woną ban­derę był ORP Pomorzanin, ponie­miecki sta­tek pasa­żer­ski prze­bu­do­wany na okręt hydro­gra­ficzny.
Marynarka Wojenna to jed­nak nie tylko okręty. 15 lipca 1920 r. w powsta­ją­cej, a jakże w Pucku bazie lot­nic­twa mor­skiego w pierw­szy lot z biało-czer­woną sza­chow­nicą wystar­to­wał wod­no­sa­mo­lot. Początkowo bar­dzo mało uwagi przy­wią­zy­wano do lądo­wej obrony wybrzeża. Tylko przez chwilę ist­niał pułk arty­le­rii, a w latach 1925 – 1928 Obszar Warowny Gdynia. Dopiero w 1930 r. na Kępie Oksywskiej usta­wiono pierw­szą bate­rię arty­le­rii nad­brzeż­nej (bate­ria Canet z arma­tami Canet wz 18912 kal. 100 mm). Wynikało to z pierw­szych ana­liz braku jakich­kol­wiek real­nych moż­li­wo­ści obrony naszego nad­mor­skiego „okna na świat” w przy­padku agre­sji Niemiec.
Największym pro­ble­mem mor­skiego rodzaju sił zbroj­nych tak w 20-leciu mię­dzy­wo­jen­nym, jak i obec­nie jest fakt, że budowa okrę­tów to pro­ces bar­dzo skom­pli­ko­wany i nie­zwy­kle kosz­towny. Przed stu czy osiem­dzie­się­ciu laty armię na lądzie opartą o pie­chotę i kawa­le­rię było zde­cy­do­wa­nie łatwiej zbu­do­wać niż jed­nostki pły­wa­jące. Odzyskujące nie­pod­le­głość pań­stwo, pozba­wione por­tów i stoczni, tra­pione przez kry­zys finan­sów pań­stwa, do któ­rego po latach doło­żył się ogól­no­świa­towy krach gospo­dar­czy, nie było w sta­nie wysu­płać z budżetu kwot nie­zbęd­nych na zna­czącą roz­bu­dowę floty.
Do tego doło­żyć trzeba jesz­cze brak prze­ko­na­nia u naj­wyż­szych dowód­ców woj­sko­wych, że tak skro­jone pol­skie wybrzeże w razie jakiej­kol­wiek wojny jeste­śmy w sta­nie obro­nić. Doskonale sobie zda­wano sprawę z naszego poło­że­nia geo­po­li­tycz­nego. Nawet okro­jona po trak­ta­cie wer­sal­skim b. Reichsmarine była poza zasię­giem naszych moż­li­wo­ści. Budowany z mozo­łem port w Gdyni był naszym oknem na świat, ale tylko w cza­sie pokoju. W cza­sie wojny z Niemcami sta­wał się prak­tycz­nie bez­u­ży­teczny. Nie przez przy­pa­dek w 1939 r. pomoc woj­skową z Francji i Wielkiej Brytanii pla­no­wano prze­wo­zić do Polski przez Morze Czarne i porty rumuń­skie. Sens pro­wa­dze­nia flotą dzia­łań wojen­nych widziano począt­kowo tylko w przy­padku wojny ze Związkiem Radzieckim.
Plany roz­bu­dowy mor­skiego rodzaju sił zbroj­nych, które zaczęto przy­naj­mniej roz­wa­żać w Ministerstwie Spraw Wojskowych, datują się na połowę lat 20. Na pierw­szy ogień miała pójść budowa 9 pod­wod­nych sta­wia­czy min. Ostatecznie we Francji, w któ­rej zacią­gnięto pożyczki na cele woj­skowe, ulo­ko­wano zamó­wie­nie na dwa nisz­czy­ciele (według ówcze­snej ter­mi­no­lo­gii kontr­tor­pe­dowce) i trzy pod­wodne sta­wia­cze min. Do wybu­chu wojny udało się metodą drob­nych kro­ków wcie­lić do służby jesz­cze sta­wiacz min, po dwa nisz­czy­ciele i okręty pod­wodne oraz sześć zbu­do­wa­nych w kraju minow­ców. Wraz z roz­bu­dową na Półwyspie Helskim zaple­cza mate­ria­ło­wego dla floty i powsta­niem jed­nego basenu por­to­wego zde­cy­do­wano się także na roz­po­czę­cie budowy sys­temu lądo­wej obrony wybrzeża. Wobec prze­wagi sił nie­miec­kich i nie­ko­rzyst­nego poło­że­nia geo­gra­ficz­nego naszego nad­mor­skiego kory­ta­rza, w zasa­dzie wszyst­kie dzia­ła­nia obronne były z góry ska­zane na nie­po­wo­dze­nie. Na pomoc flot sojusz­ni­czych nie było co liczyć, nie pla­no­wały one żad­nych ope­ra­cji na Bałtyku, zakła­da­jąc ponie­kąd słusz­nie, że skoń­czy­łyby się one klę­ską. Do dziś wśród ocen wysta­wia­nych naszym przy­go­to­wa­niom do wojny mor­skiej poja­wia się wiele opi­nii wska­zu­ją­cych co można było zro­bić lepiej, jakie powinny być zbu­do­wane okręty czy umoc­nie­nia for­ty­fi­ka­cyjne i bate­rie arty­le­rii nad­brzeż­nej.
Sygnałem pesy­mi­stycz­nych ocen szta­bow­ców, że w star­ciu z Kriegsmarine nie mamy szans na pod­ję­cie rów­no­rzęd­nej walki był plan „Peking” zakła­da­jący ode­sła­nie z Bałtyku trzech nisz­czy­cieli z prze­zna­cze­niem ich do eskor­to­wa­nia stat­ków z pomocą woj­skową, które miały być wysy­łane z por­tów bry­tyj­skich i fran­cu­skich. I choć na Helu mary­na­rze wytrwali do 2 paź­dzier­nika, to ich opór poza sym­bo­lem nie­złom­no­ści nie miał zna­cze­nia stra­te­gicz­nego. Niemcy nie widzieli potrzeby sztur­mo­wa­nia pół­wy­spu, swoje cele w postaci znisz­cze­nia pol­skiej floty zre­ali­zo­wali już bowiem znacz­nie wcze­śniej.
Okazji do wyka­za­nia się nie miała także Flotylla Pińska. Budowana z mozo­łem przez wiele lat miała sta­no­wić istotne ogniowo w ewen­tu­al­nej woj­nie z ZSRR. Niestety, choć agre­sja z jego strony nastą­piła 17 wrze­śnia 1939 r., de facto dzia­łań wojen­nych nie pro­wa­dzono i więk­szość jed­no­stek pły­wa­ją­cych została zato­piona przez wła­sne załogi.

  • Wojciech Zawadzki

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE