SOMUA S35. Najlepszy czołg fran­cu­ski

SOMUA S35. Najlepszy czolg francuski

SOMUA S35. Najlepszy czolg fran­cu­ski

10 maja 1940 r. Francja mogła rzu­cić do walki 3254 – 3383 czoł­gów prze­ciwko 2439 – 2445 nie­miec­kim. Większość fran­cu­skiego sprzętu pan­cer­nego sta­no­wiły modele pozo­sta­wia­jące bar­dzo wiele do życze­nia. Był wśród nich jeden wyją­tek – czołg kawa­le­ryj­ski SOMUA S35.

SOMUA S35 miał wszyst­kie cechy cha­rak­te­ry­zu­jące dobre czołgi, które spraw­dziły się na polach bitew­nych II wojny świa­to­wej. Był przy­zwo­icie opan­ce­rzony i uzbro­jony, a do tego dys­po­no­wał wystar­cza­jącą mobil­no­ścią – dobrą pręd­ko­ścią mar­szu pozwa­la­jącą na szyb­kie dzia­ła­nia raj­dowe i dużą zdol­no­ścią do poko­na­nia terenu w razie potrzeby roz­wi­nię­cia natar­cia na pozy­cje prze­ciw­nika. Do 22 czerwca 1940 r., wypro­du­ko­wano 430 czoł­gów tego typu, z czego 288 wyko­rzy­stano do sfor­mo­wa­nia trzech lek­kich dywi­zji zme­cha­ni­zo­wa­nych (związ­ków tak­tycz­nych mają­cych zastą­pić dywi­zje kawa­le­rii), a pozo­stałe sta­no­wiły rezerwę. Głównym kon­struk­to­rem czołgu był inż. Auguste Eugène Brillié (1863−1940), czło­wiek dość nie­zwy­kły. Był nie tylko kon­struk­to­rem fran­cu­skich czoł­gów i samo­cho­dów cię­ża­ro­wych, ale wraz z prze­my­słow­cem Gustave Gobron, opra­co­wał rów­nież pierw­szy na świe­cie tło­kowy sil­nik pła­ski (w ukła­dzie „bok­ser”). Eugène Brillié był także twórcą pierw­szego fran­cu­skiego czołgu z okresu I wojny świa­to­wej– Schneider CA.
Klęska Francji w 1940 r. była szo­kiem. Teoretycznie fran­cu­ski poten­cjał mili­tarny wcale nie był mniej­szy od nie­miec­kiego. Wojska Francji miały pod bro­nią bli­sko 3 300 000 żoł­nie­rzy, nie­mal dokład­nie tyle samo co Niemcy, a prze­cież na kon­ty­nen­cie zna­lazł się też Brytyjski Korpus Ekspedycyjny i w wal­kach wzięły także udział siły zbrojne Belgii i Holandii. W arty­le­rii same tylko woj­ska fran­cu­skie i bry­tyj­skie miały nie­mal dwu­krotną liczebną prze­wagę nad prze­ciw­ni­kiem. Ustępowały Niemcom jedy­nie pod wzglę­dem liczby samo­lo­tów, ale prze­cież to nie tylko prze­waga w lot­nic­twie, ani nawet nie przede wszyst­kim, zde­cy­do­wała o spek­ta­ku­lar­nym zwy­cię­stwie III Rzeszy nad Czwartą Republiką.
Przyczyn fran­cu­skiej klę­ski w 1940 r. należy szu­kać raczej w niskim morale spo­łe­czeń­stwa i bro­nią­cych go żoł­nie­rzy, ale przede wszyst­kim w fatal­nej dok­try­nie uży­cia sił zbroj­nych. Odzwierciedleniem dok­tryny była m.in. kon­struk­cja fran­cu­skich czoł­gów, w znacz­nej więk­szo­ści prze­zna­czo­nych do wspar­cia pie­choty w typo­wej woj­nie oko­po­wej. SOMUA S35 była chlub­nym wyjąt­kiem, dla­tego histo­ria powsta­nia i roz­woju oraz uży­cia tego czołgu jest warta przy­po­mnie­nia.

Bataille Conduit – czyli jak wycią­gnięto fał­szywe wnio­ski

Bataille Conduit, czyli meto­dyczna bitwa, to hasło prze­wod­nie fran­cu­skiej myśli woj­sko­wej w latach mię­dzy­wo­jen­nych. I wojna świa­towa była dla fran­cu­skich woj­sko­wych dużym szo­kiem. Nie spo­dzie­wano się krwa­wej wojny oko­po­wej, ocze­ki­wano, jak w przy­padku wojny z Prusami w 1870 r., dzia­łań manew­ro­wych, pro­wa­dzo­nych zgru­po­wa­niami pie­choty, z kawa­le­ryj­skimi zago­nami.
Siła ognia ówcze­snego woj­ska, w tym nie­spo­ty­kana siła nisz­cząca kara­bi­nów maszy­no­wych i szyb­ko­strzel­nej arty­le­rii, poja­wie­nie się samo­lo­tów pro­wa­dzą­cych wysoce efek­tywne roz­po­zna­nie, mogą­cych ata­ko­wać bez­pieczne dotąd obiekty tyłowe, a także czoł­gów, które wpły­nęły na zmianę orga­ni­za­cji natar­cia, cał­ko­wi­cie zmie­niały obraz pola walki. Dlatego trzech kla­sycz­nych fran­cu­skich stra­te­gów z tam­tego okresu, płk Ardant du Picq, autor „Etudes sur les com­bat: Combat anti­que et moderne” (stu­dia nad wojną), kła­dący nacisk na siłę moralną woj­ska oraz dwaj repre­zen­tanci „kultu ofen­sywy” – ppłk Louis Loyzeaux de Grandmaison i mar­sza­łek Ferdinand Foch, nie zdo­łało prze­wi­dzieć tego, co za chwilę nastąpi.
Szok i nie­do­wie­rza­nie spo­wo­do­wały, że po zakoń­cze­niu I wojny świa­to­wej zaczęto poszu­ki­wać nowej dok­tryny pro­wa­dze­nia dzia­łań wojen­nych. Jednakże w odróż­nie­niu od prac teo­re­tycz­nych w Wielkiej Brytanii (Basil Henry Liddell-Hart, John F.C. Fuller), w Niemczech (Oswald Lutz, Heinz Guderian) czy ZSRR (Władimir Triandafiłłow), któ­rzy pro­po­no­wali rewo­lu­cyjne roz­wią­za­nia zwią­zane z pro­wa­dze­niem wojny manew­ro­wej opar­tej o zupeł­nie nowe woj­ska – pan­cerno-zmo­to­ry­zo­wane, Francuzi poszli inną drogą. Po pro­stu przy­jęto, że pole walki wygląda tak, jak to obser­wo­wano w I woj­nie świa­to­wej i sta­rano się dosto­so­wać dok­trynę do tych uwa­run­ko­wań. Sposobem na wpro­wa­dze­nie ele­men­tar­nego manewru, ale także na wynisz­cze­nie prze­ciw­nika w sta­tycz­nej bitwie, miała być tzw. Bataille Conduit – bitwa bądź walka pro­wa­dzona w spo­sób meto­dyczny, ści­śle zapla­no­wany. Charakterystyczną cechą dzia­łań miało być mak­sy­mal­nie efek­tywne wyko­rzy­sta­nie dostęp­nych środ­ków ognio­wych oraz róż­nych rodza­jów wojsk dzia­ła­ją­cych w ści­słej koor­dy­na­cji ze sobą do reali­za­cji szcze­gó­ło­wego, prze­my­śla­nego i sta­ran­nie roz­pi­sa­nego planu. Poszczególne for­ma­cje, dowo­dzone w spo­sób abso­lut­nie scen­tra­li­zo­wany, miały wcie­lać w życie przy­pi­sane im ele­menty planu, który pod­parto dokład­nymi obli­cze­niami i kal­ku­la­cjami moż­li­wo­ści pora­że­nia prze­ciw­nika.
Sławny i zasłu­żony mar­sza­łek Philippe Pétain (1856−1951) poczy­nił naj­więk­sze szkody we fran­cu­skiej stra­te­gicz­nej myśli teo­re­tycz­nej. Był to czło­wiek nie zno­szący sprze­ciwu, o kon­ser­wa­tyw­nych poglą­dach na spo­sób pro­wa­dze­nia wojny. Uważał się za boha­tera I wojny świa­to­wej, a jej doświad­cze­nia za abso­lutną pod­stawę stu­diów nad przy­szłym kon­flik­tem zbroj­nym. Zaznaczył co prawda, że nowe tech­no­lo­gie mogą kształ­to­wać pole walki, ale miał raczej na myśli kara­bin maszy­nowy i bojowe środki tru­jące, niż jakieś przy­szłe tech­no­lo­gie… Marszałek Philippe Pétain uwa­żał, że woj­sko musi dzia­łać jed­no­li­cie, w cał­ko­wi­tej zgod­no­ści, tylko bowiem wtedy wszy­scy są w sta­nie dążyć do osią­gnię­cia jed­nego celu, nie roz­pra­sza­jąc wysił­ków. Poniekąd racja, ale taki spo­sób myśle­nia ozna­czał, że przy­jęta dok­tryna obronna była święta, a jej kwe­stio­no­wa­nie, choćby tylko przez przed­sta­wia­nie alter­na­tyw­nych roz­wią­zań – szko­dliwe.
W prze­ci­wień­stwie do swo­ich sław­nych poprzed­ni­ków, Philippe Pétain był zwo­len­ni­kiem dzia­łań defen­syw­nych, uwa­ża­jąc je za roz­strzy­ga­jące. Uważał, że silna sta­cjo­narna obrona nasy­cona dużą ilo­ścią środ­ków ognio­wych może powstrzy­mać prze­ciw­nika, a następ­nie w toku zma­gań na dobrze przy­go­to­wa­nej głów­nej linii obrony wroga można będzie wykrwa­wić tak, że sta­nie się moż­liwe przej­ście do natar­cia, mają­cego na celu odzy­ska­nie tery­to­riów, utra­co­nych we wstęp­nej fazie kon­fliktu. Wspomniana kon­cep­cja została prze­kuta w dok­trynę, opu­bli­ko­waną w 1936 r. jako „Instrucions sur l’emploi tac­ti­que gran­des uni­tés” (instruk­cja tak­tycz­nego uży­cia dużych jed­no­stek), która zastą­piła wydaną w 1921 r. instruk­cję tym­cza­sową.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE