SMS Albatross

Albatross na skalach u wschodnich wybrzezy Gotlandii. Fot. zbiory Andrzeja Danilewicza

Albatross na ska­lach u wschod­nich wybrzezy Gotlandii. Fot. zbiory Andrzeja Danilewicza

Piątek, 2 lipca 1915 r., był dniem, w któ­rym o szwedz­kiej Gotlandii przy­po­mniała sobie Wielka Wojna. Tego dnia bowiem, na pły­ciź­nie u wybrzeży gminy Östergarn, na wscho­dzie wyspy, mię­dzy jej głów­nym masy­wem a wysepką Östergarnsholm, osa­dził się nie­miecki krą­żow­nik minowy Albatross. Dla jej miesz­kań­ców było było to zapewne naj­bar­dziej dra­ma­tyczne wyda­rze­nie od cza­sów wojny krym­skiej, gdy na wodach pół­noc­nej cie­śniny Fårösund kotwi­czyła bry­tyj­sko-fran­cu­ska eska­dra pro­wa­dząca dzia­ła­nia prze­ciwko car­skiej Rosji, lub nawet od 1808 r., kiedy to Rosjanie wysa­dzili, final­nie nie­udany, desant na wyspie.

Niemiecki okręt wcho­dził w skład zespołu, który poniósł porażkę w star­ciu z rosyj­ską Flotą Bałtycką. W niniej­szym arty­kule przed­sta­wimy pokrótce, losy Albatrossa i jego załogi po wej­ściu na szwedz­kie wody tery­to­rialne.
Według rela­cji z epoki, 2 lipca był dniem pogod­nym, jed­nakże miesz­kań­ców wschod­niej Gotlandii zanie­po­ko­iły, roz­le­ga­jące się od godz. 06:15, docho­dzące z otwar­tego morza basowe grzmoty. Szybko oka­zało się, że to odgłosy boju arty­le­ryj­skiego toczo­nego przez dwa, idące z pół­nocy, zespoły okrę­tów. Szwedzi nie wie­dzieli jesz­cze. że to grupa nie­miecka zło­żona z krą­żow­nika lek­kiego Augsburg, krą­żow­nika mino­wego Albatross oraz nisz­czy­cieli G 135, S 141 i S 142 została prze­chwy­cona przez zespół rosyj­ski zło­żony z krą­żow­ni­ków pan­cer­nych Admirał Makarow i Bajan, manew­ru­ją­cych wraz z krą­żow­ni­kami lek­kimi Oleg i Bogatyr‘. W sytu­acji, kiedy zna­cząco sil­niej­szy prze­ciw­nik skon­cen­tro­wał ogień na sto­sun­kowo powol­nym Albatrossie, dowódca nie­miecki, komo­dor Johannes von Karpf (zaokrę­to­wany na Augsburgu) pole­cił dowódcy krą­żow­nika mino­wego, kmdr por. Fritzowi Westowi, szu­kać schro­nie­nia na szwedz­kich wodach tery­to­rial­nych, a sam pod przy­kry­ciem zasłony dym­nej posta­wio­nej przez nisz­czy­ciele roz­po­czął odwrót. Była to decy­zja racjo­nalna, ale dla załogi Albatrossa nader trudna do wyko­na­nia. Okręt nie­miecki uzbro­jony we wszyst­kiego w 8 armat kali­bru led­wie 88 mm ucho­dził bowiem przed jed­nost­kami mają­cymi łącz­nie w bate­riach głów­nego i dru­giego kali­bru 4 armaty 203 mm i 40 armat 152 mm (choć pamię­tać trzeba, że na krą­żow­ni­kach pan­cer­nych w wie­żach znaj­do­wały się tylko działa 203 mm, a na krą­żow­ni­kach pan­cer­no­po­kła­do­wych 4 działa usy­tu­owano w wie­żach, a 8 w kaza­ma­tach na bur­tach).
Kiedy ciężko ostrze­li­wany Albatross około 07:45 wszedł w szwedz­kie wody tery­to­rialne, nie­miecki okręt odpo­wia­dać mógł ogniem tylko przez około 45 minut, bowiem wcze­śniej prze­ciw­nik znaj­do­wał się poza zasię­giem jego armat. W momen­cie prze­kro­cze­nia gra­nicy szwedz­kich wód (nie udało się usta­lić czy wyzna­czo­nej na 3, czy też 4 mile od brzegu) Albatross prze­rwał ogień. Jeżeli West liczył, że to samo uczyni prze­ciw­nik, sro­dze się zawiódł. Ostrzał rosyj­ski ustał dopiero około 20 minut póź­niej (o godz. 08:07), gdy nie­miecki okręt zna­lazł się mię­dzy Gotlandią a wysepką Östergarnsholm, na pół­noc od tej ostat­niej. Do tego momentu jego kadłub prze­orały 2 poci­ski kal. 203 mm i 9 kal. 152 mm (według czę­ści publi­ka­cji 6 poci­sków 8-calo­wych i nie mniej niż 20 sze­ścio­ca­lo­wych, ale jest to wer­sja raczej mało praw­do­po­dobna, bio­rąc pod uwagę, że jed­nostka o wypor­no­ści wszyst­kiego 2600 ton nadal utrzy­my­wała się na wodzie).
Owo ewi­dentne pogwał­ce­nie szwedz­kiej neu­tral­no­ści stało się następ­nie przed­mio­tem ostrej wymiany not dyplo­ma­tycz­nych mię­dzy Sztokholmem a Piotrogrodem (nazwę rosyj­skiej sto­licy zmie­niono 31 sierp­nia 1914 r. ze wzglę­dów patrio­tycz­nych, Sankt Petersburg brzmiało nad­mier­nie „nie­miecko”). Według Szwedów Rosjanie zna­leźli się na pozy­cji 57o28’20’’N, 019o00’00’’E.
Albatross odniósł poważne uszko­dze­nia. Zdewastowana była część pokładu głów­nego, zwa­lony maszt dzio­bowy, na rufie wybuchł pożar, ale naj­groź­niej­sze były prze­bi­cia poni­żej linii wod­nej, przez które wdzie­rała się woda. Ciężkie były też straty w ludziach. Poległo 27 mary­na­rzy, a 50 było ran­nych (w tym 21 ciężko, a 2 bar­dzo ciężko), co przy zało­dze liczą­cej 238 ludzi sta­no­wiło ponad 30% jej stanu począt­ko­wego. Aby zapo­biec zato­nię­ciu West o 08:29 wysztran­do­wał swój okręt na kamie­ni­stej pły­ciź­nie, w odle­gło­ści około 150 m od brzegu.
Szwedzi już na początku I wojny świa­to­wej roz­wi­nęli na wybrze­żach Gotlandii sys­tem poste­run­ków obser­wa­cyj­nych (wcze­śniej funk­cjo­no­wały tylko w rejo­nie Visby oraz let­niego kotwi­co­wi­ska floty w Fårösundzie). Stojący na czele Dowództwa Gotlandi (Militärbefälhavare Gotland) gen. mjr Erik Bergström otrzy­mał pierw­szy mel­du­nek o godz. 06:35. Wtedy też posta­wiono w stan alarmu gar­ni­zon rejonu umoc­nio­nego Tingstäde (cen­tralny fort nad brze­giem jeziora Tingstädeträsk i 4 wysu­nięte reduty), rejonu umoc­nio­nego Fårösund, gdzie znaj­do­wała się bate­ria nad­brzeżna z 4 arma­tami kal. 150 mm zdję­tymi z kor­wety Freja. W tym samym momen­cie z sił obrony lokal­nej sta­cjo­nu­ją­cych w rejo­nie miej­sco­wo­ści Roma (w środku wyspy, ok. 35 km od miej­sca, gdzie osiadł Albatross) zaczęto orga­ni­zo­wać kolumnę mar­szową, która w moż­li­wie naj­krót­szym cza­sie miała ruszyć na wschod­nie wybrzeże. Pododdział wzmoc­nie­nia wysłano rów­nież z Visby (ok. 50 km). Bergström bez zwłoki powia­do­mił też o roz­gry­wa­ją­cych się wyda­rze­niach prze­ło­żo­nych w Sztokholmie. Szwedzki gene­rał był na taką oko­licz­ność przy­go­to­wany, z uwagi na poło­że­nie wyspy na Bałtyku dys­po­no­wał odpo­wied­nimi pla­nami, a pod­le­głych mu dowód­ców zawczasu poin­stru­owano, co w takich oko­licz­no­ściach należy czy­nić.

  • Krzysztof Kubiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE