Śmigłowiec dla Marynarki Wojennej

v

Śmigłowiec dla Marynarki Wojennej

Zadaniem Marynarki Wojennej RP jest przede wszyst­kim utrzy­ma­nie żeglugi do pol­skich por­tów na wypa­dek wojny. Co prawda w cza­sie pokoju nasz kraj nie jest szcze­gól­nie uza­leż­niony od han­dlu pro­wa­dzo­nego drogą mor­ską, ale na wypa­dek wojny z jed­nym z naszych potęż­nych wschod­nich sąsia­dów, sytu­acja ta ulega dia­me­tral­nej zmia­nie.

Polska będzie zależna od dostaw gazu i ropy naf­to­wej drogą mor­ską, a tan­kowce i gazowce staną się celem ataku prze­ciw­nika. Zagrażać im może lot­nic­two, okręty rakie­towe i okręty pod­wodne. Jednakże wobec szczu­pło­ści sił pod­wod­nych wspo­mnia­nego sąsiada na Bałtyku, główny nacisk trzeba poło­żyć na wykry­wa­nie i zwal­cza­nie małych i śred­nich okrę­tów rakie­to­wych oraz na obronę prze­ciw­lot­ni­czą. Oczywiście, dla śmi­głow­ców mor­skich głów­nym zada­niem byłoby poszu­ki­wa­nie i wykry­wa­nie, a w miarę moż­li­wo­ści rów­nież zwal­cza­nie, nawod­nych, a w dru­giej kolej­no­ści pod­wod­nych jed­no­stek mor­skich prze­ciw­nika. Dlaczego wykry­wa­nie jest na pierw­szym miej­scu, a zwal­cza­nie na dru­gim? Dlatego, że zwal­cza­nie może być także reali­zo­wane przez inne środki (wła­sne samo­loty, okręty nawodne i nad­brzeżne dywi­zjony rakie­towe), po wska­za­niu celu przez śmi­gło­wiec mor­ski. Jednak samo­dzielne zwal­cza­nie wykry­tych celów jest rów­nież ważną zaletą.
Jedną z naj­waż­niej­szych cech śmi­głowca Marynarki Wojennej są jego moż­li­wo­ści cza­sowo-prze­strzenne, czyli zasięg, tak­tyczny pro­mień dzia­ła­nia w róż­nych pro­fi­lach misji, dłu­go­trwa­łość lotu, dłu­go­trwa­łość patro­lo­wa­nia w okre­ślo­nej odle­gło­ści od wła­snej bazy. Wielkość Bałtyku powo­duje, że naj­dal­sze obszary patro­lo­wa­nia znaj­dują się w odle­gło­ści do 350 – 400 km od bazy w Darłowie i ewen­tu­al­nie do 150 km od bazy w Gdyni, patro­lo­wa­nie bowiem wschod­niej czę­ści naszego wybrzeża będzie się odby­wało na mniej­szą odle­głość, jako że śmi­głow­com trzeba zapew­nić osłonę myśliw­ską z Malborka ze względu na moż­li­wo­ści ich prze­chwy­ce­nia i znisz­cze­nia przez myśliwce star­tu­jące z Obwodu Kaliningradzkiego. Działania śmi­głow­ców w cen­tral­nej i zachod­niej czę­ści naszego wybrzeża nie muszą być osła­niane przez myśliwce, samo­loty star­tu­jące z rejonu Kaliningradu i kie­ru­jące się nad morzem na zachód mogą być bowiem prze­chwy­cone zarówno przez MiG-29 z Malborka, jak i duń­skie F-16 z Danii (doty­czy to zachod­niej czę­ści naszego wybrzeża).
W przy­padku śmi­głowca AgustaWestland Merlin HM.2, przy poszu­ki­wa­niu okrę­tów pod­wod­nych za pomocą zanu­rzo­nego sonaru w odle­gło­ści około 90 km od bazy czas ope­ro­wa­nia w stre­fie poszu­ki­wa­nia wynosi 190 minut (ponad 3 godziny) z 20-minu­tową rezerwą. Z peł­nym uzbro­je­niem, w przy­padku wyko­rzy­sta­nia radio­wych boi hydro­aku­stycz­nych śmi­gło­wiec może ope­ro­wać przez 210 minut w odle­gło­ści 185 km od wła­snej bazy bądź 90 minut w odle­gło­ści 370 km od bazy. Dłuższe czasy dyżu­ro­wa­nia w stre­fie wyni­kają z faktu, że śmi­gło­wiec krą­żący w stre­fie zużywa mniej paliwa, niż śmi­gło­wiec sto­jący w zawi­sie z zanu­rzo­nym sona­rem. Te same para­me­try doty­czą poszu­ki­wa­nia i zwal­cza­nia okrę­tów nawod­nych z wyko­rzy­sta­niem prze­ciw­o­krę­to­wych poci­sków kie­ro­wa­nych. Konkurencyjna kon­struk­cja, śmi­gło­wiec Sikorsky MH-60R Seahawk ma cał­ko­witą dłu­go­trwa­łość lotu przy zwal­cza­niu celów nawod­nych 3 godziny 30 minut (210 minut), czyli po wyko­na­niu dolotu na odle­głość 185 km od bazy z pręd­ko­ścią prze­lo­tową 240 km/h, i po uwzględ­nie­niu powrotu do bazy, odpada nam z dyżu­ro­wa­nia jedna godzina 32 minuty, co zmniej­sza czas dyżu­ro­wa­nia w stre­fie do nie­ca­łych dwóch godzin (bez dwóch minut), pod­czas gdy Merlin HM.2 może dyżu­ro­wać w stre­fie w tej odle­gło­ści o jedną godzinę i 32 minuty dłu­żej (92 minuty wię­cej; 210 minut w miej­sce 118 minut). Jest to jak widać zna­cząca róż­nica na nie­ko­rzyść MH-60R. Długotrwałość lotu MH-60R przy poszu­ki­wa­niu okrę­tów pod­wod­nych spada do 3 godzin, czyli po dolo­cie na odle­głość 90 km od bazy i powro­cie z tej odle­gło­ści odpada nam 45 minut czasu dyżu­ro­wa­nia w stre­fie, czyli pozo­staje jedy­nie 2 godziny 15 minut, wyraź­nie mniej niż w przy­padku Merlina HM.2, który może pozo­sta­wać w tych warun­kach w stre­fie przez pra­wie godzinę dłu­żej.
  • Stanisław Kutnik

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE