Śmigłowce Mi-24W w pol­skim lot­nic­twie woj­sko­wym cz. II

Śmigłowce Mi-24W w polskim lotnictwie wojskowym cz. II. Fot. Bartosz Bera

Śmigłowce Mi-24W w pol­skim lot­nic­twie woj­sko­wym cz. II. Fot. Bartosz Bera

W ostat­niej deka­dzie XX wieku 3. Eskadra Śmigłowców Szturmowych wraz z macie­rzy­stym 56. PŚB żyła sta­łym ryt­mem szko­le­nia. Nowi piloci zdo­by­wali wyż­sze szcze­ble lot­ni­czego wta­jem­ni­cze­nia pomimo wymu­szo­nego przez oszczęd­no­ści w budże­cie obron­nym zmniej­sze­nia rocz­nego limitu godzin do wyla­ta­nia.

Oprócz szko­le­nia w pilo­to­wa­niu śmi­głow­ców w róż­nych warun­kach w dzień i w nocy tre­no­wano uży­cie uzbro­je­nia. Wykorzystywano w tym celu przede wszyst­kim poło­żony w odle­gło­ści zale­d­wie kil­ku­na­stu minut lotu poli­gon arty­le­ryj­ski koło Torunia (rów­nie bli­ski poli­gon w Solcu Kujawskim został w tym cza­sie zamknięty).

Czas nowych sojusz­ni­ków

Począwszy od 1990 r. raz do roku ćwi­czono loty nad morzem (także na śmi­głow­cach Mi-2, a w nowym stu­le­ciu także na W-3W), połą­czone ze strze­la­niem z broni lufo­wej do celu powietrz­nego (rękawa) holo­wa­nego przez samo­lot An-2. Ćwiczono także loty w tere­nie gór­skim. Warto pod­kre­ślić, że oby­dwa rodzaje szko­leń pro­wa­dzone są do dziś, choć wyco­fa­nie ze służby An-2 unie­moż­li­wiło dal­sze pro­wa­dze­nie szko­leń w strze­la­niu z uży­ciem bojo­wej amu­ni­cji.
W 1995 r. 3. Eskadra Śmigłowców Szturmowych wspie­rała Straż Graniczną (która nie dys­po­no­wała wów­czas wystar­cza­ją­cymi siłami lot­ni­czymi) w powietrz­nym patro­lo­wa­niu gra­nic. Na prze­ło­mie marca i kwiet­nia para śmi­głow­ców Mi-24W ope­ru­jąc z lot­ni­ska w Szymanach nad­zo­ro­wała gra­nicę pół­nocno-wschod­nią. Operacja nosiła kryp­to­nim „Uszczelka”. Jesienią klucz Mi-24W uczest­ni­czył w dużych ćwi­cze­niach świeżo sfor­mo­wa­nej 25. Dywizji Kawalerii Powietrznej w Bieszczadach.
Umiejętności ino­wro­cław­skich lot­ni­ków ponow­nie zostały doce­nione przez przed­sta­wi­cieli mediów. W 1999 r. Mi-24W i ich załogi wystą­piły w doku­men­tal­nym fil­mie o śmi­głow­cach bojo­wych „Battle Chopper” dla bry­tyj­skiego kanału Discovery.
W kwiet­niu 1997 r. klucz śmi­głow­ców Mi-24W wziął udział w ćwi­cze­niach „Rhino Drawsko 97” po raz pierw­szy współ­pra­cu­jąc z ćwi­czą­cymi w Polsce jed­nost­kami lądo­wymi i śmi­głow­co­wymi armii holen­der­skiej. Polskie załogi mogły m.in. zapo­znać się ze śmi­głow­cami sztur­mo­wymi AH-64A Apache, dzier­ża­wio­nymi przez Królewskie Siły Powietrzne Holandii od US Army.
Współpraca mię­dzy­na­ro­dowa stała się czymś oczy­wi­stym od czasu wej­ścia Polski do NATO w marcu 1999 r. Najczęstszymi part­ne­rami ino­wro­cław­skich lot­ni­ków już w nowym stu­le­ciu byli Holendrzy („Rhino Drawsko”, „Polish Hopper”) oraz Amerykanie („Victory Strike”, „Immediate Response”, „Cannon Cloud”). Polem współ­pracy nie są wyłącz­nie poli­gony. Na początku lipca 1999 r. na lot­ni­sku w Latkowie był demon­stro­wany śmi­gło­wiec sztur­mowy Bell AH-1W Super Cobra, ofe­ro­wany przez kon­cern Bell Helicopter Textron Siłom Zbrojnym RP. Kilkunastu naszych pilo­tów miało moż­li­wość odby­cia lotów zapo­znaw­czych na tym typie śmi­głowca. Kilkanaście dni wcze­śniej Super Cobra i świeżo wyre­mon­to­wany Mi-24W nr 731 rywa­li­zo­wały o względy publicz­no­ści pod­czas Pikniku Lotniczego w Góraszce.
Okazją do kolej­nego cie­ka­wego spo­tka­nia było mię­dzy­na­ro­dowe ćwi­cze­nie „Polish Hopper” we wrze­śniu 2000 r., z udzia­łem AH-64D Apache i Bo-105 z holen­der­skiej Taktische Helikopter Groep. Lotnicy holen­der­scy wspól­nie z ino­wro­cław­skimi gospo­da­rzami uczest­ni­czyli też w zamknię­tym poka­zie dla wyż­szych dowód­ców Wojsk Lądowych na Cytadeli Warszawskiej. Podczas prze­lotu do Warszawy doszło do nie­za­mie­rzo­nego porów­na­nia moż­li­wo­ści dzia­ła­nia śmi­głow­ców oby­dwu państw w zależ­no­ści od warun­ków atmos­fe­rycz­nych. Lecąca for­ma­cja trzech maszyn (Mi-24W, AH-64D i Bo-105) napo­tkała bowiem war­stwę niskich chmur zwią­za­nych z fron­tem atmos­fe­rycz­nym. Pilotowany przez doświad­czo­nych instruk­to­rów ppłk. pil. Arkadiusza Choińskiego i ppłk. pil. Andrzeja Pakuzę pol­ski śmi­gło­wiec bez pro­blemu prze­bił sto­sun­kowo cienką powłokę chmur i kon­ty­nu­ował lot, pod­czas gdy zwią­zana ogra­ni­cze­niami swo­ich wewnętrz­nych prze­pi­sów para holen­der­ska nie mogła sobie pozwo­lić na taki manewr. Po krót­kiej nara­dzie radio­wej Mi-24W odle­ciał do Warszawy, Holendrzy zaś wylą­do­wali w polu w pobliżu jakiejś wsi i prze­cze­kali nie­wielki front gosz­czeni przez zachwy­co­nych miesz­kań­ców. Gdy tylko popra­wiła się pogoda, wró­cili do Inowrocławia celem dotan­ko­wa­nia paliwa, a na Cytadelę dotarli wcze­snym popo­łu­dniem.
Funkcjonowanie jed­nostki lot­ni­czej to wła­ści­wie cią­gły pro­ces szko­le­nia. Swoje umie­jęt­no­ści dosko­nalą zarówno mło­dzi absol­wenci tuż po pro­mo­cji, jak i naj­bar­dziej doświad­czeni instruk­to­rzy. Nie są od tego zwol­nieni nawet dowódcy jed­no­stek. Od lat tra­dy­cyj­nie wio­sną Wojska Lotnicze i Obrony Powietrznej orga­ni­zo­wały tzw. zloty dowód­ców puł­ków i eskadr, pod­czas któ­rych uczest­nicy spraw­dzali w prak­tyce swoje umie­jęt­no­ści lot­ni­cze, a pod­czas kon­fe­ren­cji szko­le­nio­wych wymie­niali swoje doświad­cze­nia. Zrozumiałe jed­nak, że prze­wagę zyski­wała pro­ble­ma­tyka zwią­zana z eks­plo­ata­cją samo­lo­tów, zwłasz­cza odrzu­tow­ców. Tendencja ta nasi­liła się po wydzie­le­niu Lotnictwa Wojsk Lądowych ze struk­tur WLOP. Ostatecznie w 2001 r. w Szefostwie Wojsk Aeromobilnych zro­dziła się kon­cep­cja zor­ga­ni­zo­wa­nia odręb­nego kursu wyłącz­nie dla LWL. Tak więc w majo­wym Zlocie WLOP wzięli udział tylko naj­wyżsi dowódcy tej for­ma­cji, nato­miast dowódcy poszcze­gól­nych jed­no­stek, a także ich zastępcy oraz inspek­to­rzy bez­pie­czeń­stwa lotów spo­tkali się w dniach 5 – 7 czerwca 2001 r. na pierw­szym Kursie szko­le­niowo-meto­dycz­nym kie­row­ni­czej kadry LWL – „Zlot LWL 2001”. Gospodarzem Zlotu był 56. PŚB przy współ­pracy z pobli­skim poli­go­nem Centrum Wyszkolenia Artylerii w Toruniu. Program zlotu obej­mo­wał m.in. spraw­dzian w wyko­ny­wa­niu zadań bojo­wych, w tym w ata­ko­wa­niu obiek­tów naziem­nych, roz­po­zna­niu i nawi­ga­cji po tra­sie, kon­fe­ren­cję teo­re­tyczną, pokaz uzbro­je­nia jed­no­stek aero­mo­bil­nych oraz pokaz dzia­łań tak­tycz­nych zespo­łów śmi­głow­ców bojo­wych. Oczywiście piloci 3. Eskadry Śmigłowców Szturmowych wyko­rzy­stali atut „wła­snego boiska” i w kate­go­rii Mi-24 oka­zali się naj­lepsi.

  • Miłosz Rusiecki

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE