Skrzydła ude­rze­niowe RAF Coastal Command cz.2

Samoloty Beaufighter TF Mk X z 404. Sqn RCAF (kanadyjskiego) w trakcie formowania ugrupowania bojowego nad swoją bazą w Dallachy.

Samoloty Beaufighter TF Mk X z 404. Sqn RCAF (kana­dyj­skiego) w trak­cie for­mo­wa­nia ugru­po­wa­nia bojo­wego nad swoją bazą w Dallachy.

Podczas dru­giej wojny świa­to­wej bry­tyj­skie Dowództwo Obrony Wybrzeża, z potrzeby chwili i wbrew pier­wot­nemu prze­zna­cze­niu, pro­wa­dziło rów­nież dzia­ła­nia ofen­sywne. Jesienią 1944 r. dywi­zjony wypo­sa­żone w samo­loty Beaufighter i Mosquito, po bli­sko dwóch latach zwal­cza­nia żeglugi nie­przy­ja­ciela u brze­gów oku­po­wa­nej Europy, szy­ko­wały się do swej ostat­niej bata­lii.

Przez pierw­sze dwa lata ope­ra­cji skrzy­deł ude­rze­nio­wych głów­nym obsza­rem ich dzia­łań był rejon Wysp Fryzyjskich – archi­pe­lagu cią­gną­cego się wzdłuż wybrzeża Holandii, Niemiec i Danii. Ten rejon pozo­stał w rękach nie­przy­ja­ciela prak­tycz­nie do końca wojny (nie­miec­kie woj­ska w Holandii ska­pi­tu­lo­wały dopiero 5 maja 1945 r.), dla­tego na wschod­nim wybrzeżu Anglii pozo­sta­wiono Skrzydło Uderzeniowe North Coates, zło­żone z 236. i 254. Sqn RAF – dwóch dywi­zjo­nów wypo­sa­żo­nych w samo­loty Beaufighter Mk X.
Pozostałe siły zaczęto kon­cen­tro­wać na pół­nocy Szkocji, do dzia­łań u wybrzeża Norwegii, gdzie do tam­tej pory samo­loty Coastal Command ope­ro­wały tylko spo­ra­dycz­nie. W RAF bra­ko­wało myśliw­ców o wystar­cza­jąco dużym zasięgu. Możliwość zapew­nie­nia eskorty poja­wiła się dopiero po wpro­wa­dze­niu do służby Mustangów Mk III.
Wrzesień 1944 r.
Jako pierw­sze do nowej bazy w Szkocji przy­były, 1 wrze­śnia, dwa dywi­zjony Beaufighterów Mk X – 144. Sqn RAF i 404. Sqn RCAF (kana­dyj­ski). Tydzień póź­niej sta­wiły się 235. i 248. Sqn RAF, oba wypo­sa­żone w Mosquito Mk VI i XVIII (ta druga wer­sja była uzbro­jona w działko kal. 57 mm), które do tam­tej pory sta­cjo­no­wały w Portreath w Kornwalii. Ten pierw­szy dywi­zjon przy­był do Banff z faso­nem, zrzu­ca­jąc na nową bazę 235 rolek papieru toa­le­to­wego.
W Banff sta­cjo­no­wały już, od końca sierp­nia, Mosquito z 333. Sqn (nor­we­skiego). Ten dywi­zjon, jedyny w swoim rodzaju, miał na sta­nie zarówno łodzie lata­jące Catalina (zwal­cza­jące okręty pod­wodne), jak i Mosquito Mk VI i XVIII, któ­rych załogi z wielką wprawą ope­ro­wały nad wybrze­żem swo­jej ojczy­zny. Chociaż for­mal­nie 333. Sqn nie wszedł w skład Skrzydła Uderzeniowego Banff, ści­śle z nim współ­pra­co­wał, wyszu­ku­jąc dlań cele.
Mosquito Mk XVIII, zwany potocznie Tsetse, uzbrojony w działko kal. 57 mm (zwraca uwagę lufa wystająca w dolnej części dziobu). Na pierwszym planie, dla porównania, ta sama broń w wersji oryginalnej. Widoczny tu samolot należał do 248. Sqn RAF, a zdjęcie wykonano w Portreath w Kornwalii latem 1944 r.

Mosquito Mk XVIII, zwany potocz­nie Tsetse, uzbro­jony w działko kal. 57 mm (zwraca uwagę lufa wysta­jąca w dol­nej czę­ści dziobu). Na pierw­szym pla­nie, dla porów­na­nia, ta sama broń w wer­sji ory­gi­nal­nej. Widoczny tu samo­lot nale­żał do 248. Sqn RAF, a zdję­cie wyko­nano w Portreath w Kornwalii latem 1944 r.

Po kilku nie­uda­nych wypa­dach w pierw­szej poło­wie mie­siąca, 14 wrze­śnia przy­szedł wycze­ki­wany suk­ces. Tego dnia 25 Mosquito i 19 Beaufighterów z wszyst­kich czte­rech dywi­zjo­nów (144., 404., 235. i 248. Sqn) zaata­ko­wały kon­wój zło­żony z dwóch frach­tow­ców i dwóch Vorpostenboote (małych eskor­tow­ców, zwy­kle traw­le­rów uzbro­jo­nych w broń prze­ciw­lot­ni­czą). Dostrzeżony w pobliżu Kristiansand, kie­ro­wał się w głąb cie­śniny Skagerrak.
Załogi Vp.1608 i Vp.1610 na widok zbli­ża­ją­cych się samo­lo­tów wystrze­liły po cztery Drahtseilraketen (poci­ski wypo­sa­żone w spa­do­chrony i sta­lowe liny z przy­mo­co­wa­nymi do nich ładun­kami wybu­cho­wymi). Samoloty z odle­gło­ści ok. 900 m otwo­rzyły ogień z dzia­łek, sie­kąc seriami po pokła­dach, by „przy­du­sić” obsługę broni prze­ciw­lot­ni­czej. Kiedy odle­głość zma­lała do ok. 350 m, Beaufightery odpa­liły salwy rakiet RP‑3.
Wielokrotnie tra­fiony eskor­to­wiec Sülldorf (Vp.1608) eks­plo­do­wał i zato­nął. Większy z frach­tow­ców, nie­miecki Iris (3323 BRT), zaczął rap­tow­nie nabie­rać wody, a na jego pokła­dzie wybuchł pożar, ale tym razem załoga zdo­łała go oca­lić. Przepadł jeden z kana­dyj­skich Beaufighterów, któ­rego załoga musiała wodo­wać; pilot tra­fił do nie­woli, nawi­ga­tor uto­nął.
U brze­gów Norwegii regu­lar­nym celem samo­lo­tów Coastal Command, oprócz przy­brzeż­nych kon­wo­jów, były okręty pod­wodne Kriegsmarine. Ich ewa­ku­acja latem 1944 r. z Francji spra­wiła, że na wodach Skandynawii zaro­iło się od U‑Bootów. 18 wrze­śnia radio­na­mier­niki HF/DF prze­chwy­ciły mel­du­nek jed­nego z nich z prośbą o pomoc. Nadał go U‑867, który wyru­szył z Kilonii umie­ścić na Labradorze auto­ma­tyczną sta­cję mete­oro­lo­giczną, ale u brze­gów Norwegii, przy sztor­mo­wej pogo­dzie, zawio­dły oba die­sle. We wska­zane miej­sce natych­miast wysłano tuzin Mosquito z 235. i 248. Sqn, które obrzu­ciły okręt bom­bami głę­bi­no­wymi i ostrze­lały z działka kal. 57 mm. Kolejne samo­loty Coastal Command nie dopu­ściły do niego trzy inne idące na odsiecz okręty pod­wodne. Wieczorem następ­nego dnia U‑867 wyczer­pał aku­mu­la­tory i załoga okrętu zato­piła go. Chociaż prze­nio­sła się do pon­to­nów ratun­ko­wych, wszyst­kich 60 mary­na­rzy pochło­nęło wzbu­rzone morze.
Rankiem tego samego dnia (19 wrze­śnia) Norwegowie z 333. Sqn przy­wieźli namiary na nowy cel. Konwój zło­żony z frach­tow­ców Lynx, Tyrifjord i Ursa zmie­rzał pod eskortą Vp.5101 z Hamburga przez Bremę daleko na pół­noc, do Tromsø i Hammerfest. Do ataku 21 Beaufighterów ze 144. i 404. Sqn, osła­nia­nych przez 11 Mosquito z 235. Sqn, doszło nie­da­leko Stavenes. Wiozący zaopa­trze­nie woj­skowe Lynx (1367 BRT), osa­dzony na mie­liź­nie, wkrótce potem zsu­nął się na głęb­szą wodę i zato­nął. Załoga Tyrifjorda (3080 BRT), który prze­wo­ził zapasy dla nie­miec­kich gar­ni­zo­nów za kołem pod­bie­gu­no­wym, zdo­łała dopro­wa­dzić uszko­dzony sta­tek do naj­bliż­szego portu w Askvoll. Tam sza­le­jący na jego pokła­dzie pożar po kilku godzi­nach zato­pił sta­tek.
Podczas ataku zgi­nęła załoga jed­nego z Beaufighterów 144. Sqn, który runął do morza. Mosquito, który krą­żył powy­żej, wyko­nu­jąc doku­men­ta­cję foto­gra­ficzną ataku, został tra­fiony poci­skiem z działka kal. 37 mm. Pilot, F/L David Frost, użył insta­la­cji prze­ciw­po­ża­ro­wej, która zdu­siła pożar lewego sil­nika. Utrzymując samo­lot w powie­trzu przez kolejne 2,5 godziny, mimo dwóch poła­ma­nych pal­ców lewej ręki (jeden trzeba było póź­niej ampu­to­wać), wylą­do­wał w Banff, gdzie momen­tal­nie stra­cił przy­tom­ność z powodu utraty krwi. Co cie­kawe, ratow­ni­czy Vickers Warwick z 281. Sqn, który mu asy­sto­wał w dro­dze powrot­nej, nie mógł nadą­żyć za Mosquito, mimo że ten leciał na jed­nym spraw­nym sil­niku.
Po połu­dniu 21 wrze­śnia 21 Beaufighterów i 17 Mosquito z Banff wysłano prze­ciwko dwóm kabo­ta­żow­com, które miały się minąć w rejo­nie Lista. Vangsnes (191 BRT) pły­nął ze Stavanger do wschod­niej Norwegii, nato­miast Hygia (104 BRT) z Randers w Danii do Bergen. Vangsnes, który wiózł amu­ni­cję i beczki z pali­wem, zapa­lił się po pierw­szym ataku i po chwili eks­plo­do­wał. Także Hygia, wio­ząca amu­ni­cję, nie prze­trwała długo – atak trwał nie­całe pięć minut. Oprócz kabo­ta­żow­ców zato­nął omył­kowo tra­fiony kuter rybacki.
Zwiadowcy z 333. Sqn zamel­do­wali o sze­regu inte­re­su­ją­cych celów na wodach Hjeltefjorden nie­da­leko Bergen, dla­tego 24 wrze­śnia wybrało się tam sześć Mosquito z 248. Sqn. Szarżując w inten­syw­nym ogniu nabrzeż­nych bate­rii, obrzu­ciły bom­bami 227 kg i ostrze­lały nor­we­ski kabo­ta­żo­wiec Storesund (563 BRT), który uszko­dziły. Towarzyszący mu eskor­to­wiec Biber (Vp 5502) po kil­ka­krot­nym tra­fie­niu z działka kal. 57 mm zato­nął. W/Cdr R.H. McConnell, który w tym okre­sie objął dowo­dze­nie w Banff, tak wspo­mi­nał swoje pierw­sze doświad­cze­nia z uży­ciem tej broni:
Gdy zna­leź­li­śmy się w odle­gło­ści około 1200 jar­dów [1100 m] od celu, lekko wci­sną­łem przy­cisk spu­stowy działka. Rozległ się huk i zoba­czy­łem roz­błysk wystrzału. Mój nawi­ga­tor, sie­dzący po pra­wej i nieco z tyłu, wyglą­dał na oszo­ło­mio­nego. Z pod­łogi kok­pitu pod­niósł się kurz i pył, które teraz wiro­wały razem z nie­bie­skawo-siwym dymem. Osadzony na sprę­ży­nach panel instru­men­tów zako­ły­sał się gwał­tow­nie. Zegary były nie­czy­telne. Samolot jakby zatrzy­mał się w miej­scu, a mnie rzu­ciło do przodu, doci­ska­jąc do pasów uprzęży. Ten chaos powta­rzał się raz za razem, w miarę jak mecha­nizm ładu­jący wpy­chał do zamka kolejne poci­ski w tem­pie jeden na pół­to­rej sekundy. Byłem prze­ko­nany, że nasze „cudo z drewna” nie wytrzyma tego i roz­klei się.
Pogarszająca się pogoda spra­wiła, że do końca mie­siąca dywi­zjony z Banff zato­piły jesz­cze tylko jedną nie­wielką jed­nostkę – Dragoner (NK.02), eks-nor­we­ski tor­pe­do­wiec Kjell uży­wany przez Niemców w roli tra­łowca, prze­padł 28 wrze­śnia w rejo­nie Mandal wraz z całą 7‑osobową załogą.

Październik 1944 r.

Kolejny mie­siąc zaczął się pechowo – 2 paź­dzier­nika, pod­czas zbie­ra­nia się wyprawy do szyku, zde­rzyły się dwa Beaufightery z 404. Sqn RCAF. Zginęły obie załogi.
W odpo­wie­dzi na inten­sy­fi­ka­cję dzia­łań Coastal Command u brze­gów Norwegii, nie­miec­kie kon­woje także tam zaczęły kur­so­wać po zmroku. Lawirując wśród szkie­rów (ska­li­stych wyse­pek), któ­rymi jest usiane wybrzeże Norwegii, były trudne do odna­le­zie­nia. Z tego względu ope­ra­cje typu „Moon Rovers” – nocne wypady poje­dyn­czych samo­lo­tów – orga­ni­zo­wane w pierw­szym tygo­dniu paź­dzier­nika, nie przy­nio­sły rezul­tatu.
Sukcesem zakoń­czył się nato­miast atak prze­pro­wa­dzony 9 paź­dzier­nika. Niemcy przy­zwy­cza­ili się, że samo­loty prze­ciw­nika poja­wiają się nad wybrze­żem Norwegii naj­wcze­śniej kilka godzin po wscho­dzie słońca, uni­ka­jąc startu w ciem­no­ściach z powodu trud­no­ści ze sfor­mo­wa­niem szyku. Tym razem uczest­ni­czące w wypra­wie samo­loty – osiem Beaufighterów z 404. Sqn (uzbro­jo­nych w rakiety z gło­wi­cami z litej stali, słu­żą­cymi do prze­bi­ja­nia kadłu­bów), dzie­sięć ze 144. Sqn (w tym cztery Torbeau) oraz osiem Mosquito z 235. Sqn – wystar­to­wały poje­dyn­czo, mię­dzy 4:56 a 5:29. Do szyku zebrały się dopiero po dru­giej stro­nie Morza Północnego, w miej­scu ozna­czo­nym przez załogę Warwicka fla­rami i pła­wami świetl­nymi. O 6:49 for­ma­cja była w kom­ple­cie. Dwadzieścia minut póź­niej, w sza­rym świe­tle wsta­ją­cego dnia, ruszyły do ataku.
Celem był kon­wój zło­żony z sze­ściu stat­ków (szkolne Stolpe i Nogat, frach­towce Rudau, Ludolf Oldendorff i Sarp oraz kablo­wiec Olwe) i czte­rech okrę­tów eskorty (kano­nierka K‑2, tra­ło­wiec M‑1 oraz ści­ga­cze okrę­tów pod­wod­nych UJ 1707 i UJ 1711), pły­nący w trzech kolum­nach z pręd­ko­ścią 6 węzłów. Atak nastą­pił w pobliżu Sirevåg, około 50 km na połu­dnie od Stavanger. Zanim Niemcy ochło­nęli z zasko­cze­nia, spa­dły pierw­sze celne ciosy. Kapitan nie­miec­kiego frach­towca Ludolf Oldendorff (1953 BRT), który wiózł mate­riały budow­lane, dostrzegł na wodzie zbli­ża­jące się ślady torowe i wyko­nał rap­towny unik, ale jedna z tor­ped doszła celu. Inna tra­fiła kor­wetę K‑2, ury­wa­jąc rufę okrętu. Wielokrotnie tra­fiony ści­gacz Otto N. Andersen (UJ 1711), pło­nąc od dziobu po rufę, zaczął zata­czać nie­kon­tro­lo­wane, ogni­ste kręgi na wodzie. Pociski rakie­towe, ude­rza­jąc poni­żej linii wod­nej, prze­biły kadłuby nor­we­skiego Sarpa (1116 BRT) i nie­miec­kiego Rudaua (2883 BRT).
O 7:15, po zale­d­wie 5‑minutowym ataku, wyprawa z Banff roz­po­częła odwrót. Tymczasem z pobli­skiego portu Egersund pospie­szyły z pomocą holow­niki, ratu­jąc więk­szość uszko­dzo­nych, nabie­ra­ją­cych wody jed­no­stek. Ostatecznie prze­pa­dły tylko dwie – Ludolf Oldendorff i UJ 1711 (Sarp osiadł na dnie w płyt­kim miej­scu i z cza­sem został przy­wró­cony do stanu pły­wal­no­ści). Niemcy przy­pi­sali sobie zestrze­le­nie dzie­wię­ciu samo­lo­tów; w rze­czy­wi­sto­ści wszyst­kie wró­ciły bez­piecz­nie do bazy.
Jesienna pogoda umoż­li­wiła kolejny udany wypad dopiero 15 paź­dzier­nika. Po połu­dniu załogi 21 Beaufighterów ze 144. i 404. Sqn oraz 17 Mosquito z 235. i 248. Sqn odna­la­zły nor­we­ski, prze­jęty przez Niemców tan­ko­wiec Inger Johanne (1202 BRT), pły­nący z Oslo do Kristiansand z ładun­kiem ben­zyny. Osłaniał go tylko jeden eskor­to­wiec – nie­miecki Mosel (Vp 1605). Do ataku doszło w rejo­nie Lillesand, u połu­dnio­wego wybrzeża Norwegii. Zaatakowani nie mieli żad­nych szans. F/L George Lord z 235. Sqn wspo­mi­nał: Tankowiec buch­nął pło­mie­niami i w jed­nej chwili został po nim tylko słup czar­nego dymu i pier­ścień ognia na powierzchni morza. Zginęła cała szes­na­sto­oso­bowa (nor­we­ska) załoga. Także na pokła­dzie Vp 1605 nie oca­lał nikt z 21 mary­na­rzy jego załogi.
Nie wszyst­kie ataki były tak sku­teczne. 19 paź­dzier­nika 21 Mosquito z 235. i 248. Sqn ude­rzyło na nie­przy­ja­ciel­skie jed­nostki wykryte w pobliżu Bergen. Ich pierw­szym celem były holow­nik Süderpiep i pły­nąca za nim na holu, wyła­do­wana cemen­tem barka BSL‑1 (3500 BRT), którą lot­nicy wzięli za tan­ko­wiec. Osłaniał je eskor­to­wiec Odin (Vp 5111). Część załóg Mosquito prze­nio­sła uwagę na inny cel, dostrze­żony dwa kilo­me­try dalej na pół­noc – pły­nący w wynu­rze­niu U‑382, który ponad mie­siąc wcze­śniej, ewa­ku­ując się z Francji, wyru­szył z La Pallice i tego dnia miał zawi­nąć do Bergen. U‑Bootowi, który sam był potęż­nie uzbro­jony w broń prze­ciw­lot­ni­czą, dodat­kowo towa­rzy­szył eskor­to­wiec Unitas I (Vp 5116). Ta mno­gość celów naj­wy­raź­niej prze­ro­sła załogi Mosquito, gdyż nie dość, że nie zato­piły żad­nego, to ogień prze­ciw­lot­ni­czy strą­cił jedną z maszyn 235. Sqn. Twarde wodo­wa­nie (samo­lot roz­padł się na dwie czę­ści) prze­żył tylko nawi­ga­tor, W/O Ian Ramsey. Mimo poła­ma­nych obu nóg zdo­łał się wcią­gnąć do pon­tonu ratun­ko­wego. Wyłowili go nor­we­scy rybacy, któ­rzy (dla jego wła­snego dobra) prze­ka­zali go Niemcom. Chociaż z powodu odmro­że­nia stra­cił kilka pal­ców dłoni, kiedy tylko mógł cho­dzić, pod­jął próbę ucieczki, ale został poj­many i odsta­wiony z powro­tem do obozu jeniec­kiego.
21 paź­dzier­nika 21 Beaufighterów i 16 Mosquito, z braku celów na otwar­tym akwe­nie, zaata­ko­wały statki w por­cie Haugesund. Takie miej­sca miały silną obronę prze­ciw­lot­ni­czą, ale tym razem nie­przy­ja­ciel dał się zasko­czyć. Pierwsze ciosy spa­dły na przy­cu­mo­wany do mola nie­miecki frach­to­wiec Eckenheim (1923 BRT), na pokła­dzie któ­rego wła­śnie trwał roz­ła­du­nek puszek z sar­dyn­kami z Bergen. Na sta­tek posy­pał się grad rakiet RP‑3 – piloci Beaufighterów nali­czyli 18 tra­fień „suchych” (powy­żej linii wod­nej) i cztery „mokre” – oraz poci­sków z dzia­łek kal. 57 mm (14 tra­fień). Zdemolowany, pło­nący Eckenheim osu­nął się na dno basenu por­to­wego (mimo to Niemcy zdo­łali go pod­nieść i po dwóch mie­sią­cach prac remon­to­wych przy­wró­cić do służby). Następnym celem był sto­jący na kotwicy frach­to­wiec Vestra (1422 BRT) z ładun­kiem wap­nia. Miał nor­we­ską załogę, ale broń prze­ciw­lot­ni­czą obsłu­gi­wało sze­ściu nie­miec­kich żoł­nie­rzy. W chwili, gdy nastą­pił atak, sie­dzieli pod pokła­dem, racząc się kawą. Nawet nie zdą­żyli obsa­dzić swo­ich sta­no­wisk bojo­wych, zanim ich sta­tek zato­nął. Jeden z Mosquito nale­żą­cych do 248. Sqn roz­bił się w morzu kilka kilo­me­trów od brzegu; jego załoga zgi­nęła.
23 paź­dzier­nika 21 Mosquito i Beaufighterów z Banff zaata­ko­wało na wodach Hjeltefjorden – pro­wa­dzą­cego do Bergen, dłu­giego na 35 km fiordu – kon­wój zło­żony z pię­ciu stat­ków i dwóch jed­no­stek eskorty. Silny ogień bate­rii prze­ciw­lot­ni­czych, roz­miesz­czo­nych po obu brze­gach wąskiego fiordu, unie­moż­li­wił sku­teczny atak. Lotnikom udało się zato­pić jedy­nie nie­wielki patro­lo­wiec Zick (Vp 5506, 220 t) – eks-nor­we­ski tor­pe­do­wiec Trygg, który Niemcy, z pomocą Luftwaffe, zato­pili w kwiet­niu 1940 r., następ­nie pod­nie­śli go z dna i wcie­lili do służby.
Tymczasem dywi­zjo­nom Coastal Command ope­ru­ją­cym u wybrzeża Norwegii przy­był nowy prze­ciw­nik. Była nim IV./ZG 26 – sfor­mo­wana we wrze­śniu 1944 r. jed­nostka (Gruppe) myśliw­ców dale­kiego zasięgu. Tworzyły ją trzy Staffeln. 10./ZG 26 powstał z prze­mia­no­wa­nia 13.(Z)/JG 5 – dywi­zjonu Bf 110G, wete­ra­nów walk na Dalekiej Północy. 11./ZG 26 (pozo­sta­łość po „sta­rym” pułku ZG 26), lata­jący na Junkersach Ju 88, wcze­śniej ope­ro­wał samo­dziel­nie nad Grecją. Z kolei 12./ZG 26, wypo­sa­żony w Bf 110G, przy­był z frontu wschod­niego, gdzie słu­żył jako samo­dzielny Küstenfliegerstaffel Krim. Od paź­dzier­nika 1944 r. 12./ZG 26 sta­cjo­no­wał w Herdla nie­da­leko Bergen, u wylotu Hjeltefjorden. Do pierw­szej kon­fron­ta­cji ze Skrzydłem Banff doszło 24 paź­dzier­nika, gdy dwa Mosquito z 235. Sqn patro­lu­jące oko­lice Bergen zasko­czyły cztery Bf 110. W efek­cie bły­ska­wicz­nego star­cia F/L Arthur Jacques zgło­sił zestrze­le­nie dwóch Messerschmittów, W/O Charles Cogswell jed­nego. Niemcy rze­czy­wi­ście stra­cili trzy samo­loty.
Tymczasem nastą­piło prze­gru­po­wa­nie dywi­zjo­nów ude­rze­nio­wych Coastal Command. W Dallachy, ok. 30 km na zachód od Banff, powstała nowa baza, do któ­rej spro­wa­dzono 455. Sqn RAAF (austra­lij­ski) i 459. Sqn RNZAF (nowo­ze­landzki) – dwa dywi­zjony Beaufighterów Mk X. W Dallachy połą­czyły siły z dwoma dywi­zjo­nami Beaufighterów spro­wa­dzo­nymi z Banff – 144. Sqn RAF i 404. Sqn RCAF (kana­dyj­ski) – two­rząc wielce mię­dzy­na­ro­dowe Skrzydło Uderzeniowe Dallachy. Z kolei do Banff prze­rzu­cono 143. Sqn RAF, pier­wot­nie ze składu Skrzydła North Coates, który od dłuż­szego czasu ope­ro­wał samo­dziel­nie z Manston nad kana­łem La Manche, zwal­cza­jąc nie­miec­kie kutry tor­pe­dowe. Teraz, prze­zbro­iw­szy się w Mosquito Mk VI, udał się do Szkocji.
Skrzydło Dallachy zade­biu­to­wało 25 paź­dzier­nika ofen­syw­nym patro­lem w rejon Kristiansand – nie­uda­nym z powodu trud­nych warun­ków atmos­fe­rycz­nych. Jednocześnie trwały inten­sywne próby uzbro­je­nia Mosquito, na wzór Beaufighterów, w rakiety RP‑3 wystrze­li­wane z pod­skrzy­dło­wych pro­wad­nic (po cztery pod skrzy­dłem). Skrzydło Banff po raz pierw­szy użyło tej broni 26 paź­dzier­nika – załogi z 235. i 248. Sqn ostrze­lały rakie­tami, bez więk­szego efektu, napo­tkany nie­opo­dal Lista nor­we­ski kabo­ta­żo­wiec Biri (940 BRT).
Oprócz strat bojo­wych dywi­zjony z Banff tra­ciły załogi w wypad­kach. Kolejny wyda­rzył się 28 paź­dzier­nika, gdy kołu­jący Mosquito z 235. Sqn przy­pad­kowo wje­chał na pas star­towy. Inny samo­lot z tego samego dywi­zjonu, który wła­śnie star­to­wał, prze­orał go łopa­tami śmi­gieł, zosta­wia­jąc za sobą dwa bez­głowe tuło­wia w zakrwa­wio­nym kok­pi­cie.
30 paź­dzier­nika nad fior­dem Sogne cztery patro­lu­jące Mosquito z 235. Sqn prze­chwy­ciły poje­dyn­czego Junkersa Ju 88D‑1 z Wekusta 5 (jed­nostki roz­po­zna­nia mete­oro­lo­gicz­nego), któ­rego zapi­sał na swoje konto F/L Arthur Jacques.
Decyzja o prze­su­nię­ciu więk­szo­ści dywi­zjo­nów ude­rze­nio­wych Coastal Command do dzia­łań nad Norwegią oka­zała się słuszna – na wybrzeżu Holandii Skrzydło North Coates przez cały mie­siąc prze­pro­wa­dziło tylko jeden udany atak – 15 paź­dzier­nika u brze­gów wyspy Wangerooge zato­piło dwa małe dozo­rowce i barkę prze­ciw­lot­ni­czą.

Listopad 1944 r.

Pierwszego dnia nowego mie­siąca do Peterhead, odle­głego od Banff o nie­całe 50 km, przy­był pol­ski Dywizjon 315 („Dębliński”), wypo­sa­żony w Mustangi Mk III, odde­le­go­wany do współ­pracy ze skrzy­dłami ude­rze­nio­wymi Coastal Command.
Rankiem 8 listo­pada 25 Beaufighterów z Dallachy wyru­szyło na ofen­sywny patrol wzdłuż nor­we­skiego wybrzeża. Lecący przo­dem zwia­dowcy (dwa Mosquito z 333. Sqn) namie­rzyli dla nich atrak­cyjny, ale trudny cel. W fior­dzie Midtgulen – wąskim (ok. 700 m w naj­szer­szym miej­scu) i oto­czo­nym z trzech stron kli­fami wzno­szą­cymi się na wyso­kość ok. 750 m – kotwi­czyły dwa nie­miec­kie frach­towce: Aquila (3495 BRT) i Helga Ferdinand (2566 BRT). Oba były w dro­dze do Ålesund – w fior­dzie skryły się do nadej­ścia nocy. Towarzyszyły im eskor­towce Vp 5114 i Vp 5115. Beaufightery wysko­czyły spo­nad grani i zanur­ko­wały trój­kami w głąb fiordu, zaska­ku­jąc obsługę sta­no­wisk prze­ciw­lot­ni­czych. Bez strat wła­snych zato­piły oba statki. Niefortunnym zrzą­dze­niem losu, w chwili ataku do fiordu wpły­nął rej­sowy paro­wiec Famnaeses (307 BRT), który dostał się pod ogień. W efek­cie kilku tra­fień rakie­tami zgi­nęło dwóch człon­ków nor­we­skiej załogi
i kilku pasa­że­rów (cywi­lów).

Frachtowiec Lynx niszczony ogniem działek pokładowych i rakietami; Stavfjorden; 19 września 1944 r.

Frachtowiec Lynx nisz­czony ogniem dzia­łek pokła­do­wych i rakie­tami; Stavfjorden; 19 wrze­śnia 1944 r.

Na tym eta­pie wojny Brytyjczycy czuli się na tyle pew­nie, że prze­ciwko żeglu­dze na przy­brzeż­nych wodach Norwegii wysłali okręty nawodne Royal Navy. Krążownik ciężki Kent, krą­żow­nik lekki Bellona i cztery nisz­czy­ciele dopa­dły nie­da­leko Lista duży kon­wój, zata­pia­jąc dwa frach­towce oraz eskor­tu­jące je trzy ści­ga­cze okrę­tów pod­wod­nych i dwa tra­łowce. Z pobli­skich por­tów wyru­szyły na pomoc liczne, pomniej­sze jed­nostki. Rankiem następ­nego dnia, 13 listo­pada, akcja rato­wa­nia roz­bit­ków wciąż trwała, gdy poja­wiły się Mosquito z Banff. Ich załogi zato­piły tra­ło­wiec R32 (Räumboot) i małą jed­nostkę ratow­ni­czą Fl.B. 529 (Flugsicherungsboot) oraz uszko­dziły frach­to­wiec Rosenberg I (1964 BRT). Następnego dnia w fior­dzie Sogne Mosquito z Banff ostrze­lały mały, pasa­żer­ski paro­wiec Gula (264 BRT), raniąc więk­szość załogi, następ­nie zato­piły traw­ler Sardinien (177 BRT), co spo­wo­do­wało for­malny pro­test kmdr. Jacobsena, nor­we­skiego atta­ché mor­skiego w Londynie.
21 listo­pada wspólna wyprawa z Banff i Dallachy w rejon Ålesund liczyła 32 Mosquito i 42 Beaufightery, eskor­to­wane przez tuzin Mustangów z 315. Dywizjonu. Wkrótce po ich dotar­ciu nad wybrzeże Norwegii, pogar­sza­jąca się widocz­ność zmu­siła je do odwrotu. Dopiero 27 listo­pada Beau-figh­te­rom z 404. i 489. Sqn dopi­sało szczę­ście. W Sulafjorden, na podej­ściach do Ålesund, Kanadyjczycy i Nowozelandczycy dopa­dli kon­wój zło­żony z dwóch frach­tow­ców i czte­rech jed­no­stek eskorty. Wszystkie tor­pedy zrzu­cone przez Torbeau z 489. Sqn chy­biły, ale rakiety i poci­ski z dzia­łek zro­biły swoje. Fidelitas (5740 BRT), który Niemcy rok wcze­śniej zare­kwi­ro­wali Włochom w Bordeaux, zato­nął z całą, liczącą 48 mary­na­rzy załogą. Niemiecki Jersbek (2804 BRT) oca­lał, cho­ciaż ciężko uszko­dzony.
Tego samego dnia nie­da­leko Stavanger dwa Beaufightery z 489. Sqn zasko­czyły na powierzchni U‑877, duży okręt pod­wodny typu IXC/40, który dwa dni wcze­śniej wypły­nął z Horten w swój pierw­szy patrol bojowy. U‑Boot zdo­łał umknąć pod wodę, ale pod­czas zanu­rze­nia alar­mo­wego urwał antenę radaru (FuMO 61 Hohentwiel U). Mimo to otrzy­mał roz­kaz kon­ty­nu­owa­nia rejsu na Atlantyk, gdzie równo mie­siąc póź­niej został zato­piony przez kana­dyj­ską kor­wetę.
Sukcesy sta­cjo­nu­ją­cych w Anglii wschod­niej Beaufighterów ze Skrzydła North Coates były, z braku celów, zni­kome – 21 listo­pada 236. Sqn zato­pił w ujściu Wezery dwa małe dozo­rowce – Flamingo (DW-04) i Lumme (DW-42) – nato­miast cztery dni póź­niej, u brze­gów Borkum, 254. Sqn posłał na dno prom arty­le­ryj­ski (Artilleriefährprahm) AFP‑4.

  • Tomasz Szlagor

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE