SEP v.3 – nowe wcie­le­nie Abramsa

Demonstrator czołgu M1A2 SEP v.3 pokazany na wiosennej wystawie AUSA 2015, jeszcze bez niektórych zaplanowanych modyfikacji. Fot. Tim Fish/Shephard Media.

Demonstrator czołgu M1A2 SEP v.3 poka­zany na wio­sen­nej wysta­wie AUSA 2015, jesz­cze bez nie­któ­rych zapla­no­wa­nych mody­fi­ka­cji. Fot. Tim Fish/Shephard Media.

Kiedy upadł Związek Sowiecki, a na Bliskim Wschodzie, w Iraku, doszło do bez­pre­ce­den­so­wego pokazu mili­tar­nej siły Zachodu, wyda­wało się, że nastą­pił „koniec histo­rii” i że już nigdy nie powróci ryzyko wybu­chu kon­wen­cjo­nal­nego kon­fliktu mię­dzy super­mo­car­stwami. Wojny zaś będą pro­wa­dzone jedy­nie w kra­jach Trzeciego Świata – prze­ciw par­ty­zan­tom, a jeśli prze­ciwko siłom regu­lar­nym, to tylko przy przy­tła­cza­ją­cej prze­wa­dze inter­wen­tów. Początek obec­nej dekady poka­zał, że nic bar­dziej myl­nego, a uzbro­je­nie, uprzed­nio „na wyścigi” dosto­so­wy­wane do wyko­rzy­sta­nia w dzia­ła­niach eks­pe­dy­cyj­nych, musi wró­cić na „praw­dziwe” pole walki.

Gdy US Army przyj­mo­wała w 1980 roku do służby czołg M1 Abrams firmy Chrysler Defense (obec­nie General Dynamics Land Systems), jako następcę Pattonów, na pozór nie wyróż­niał się on niczym istot­nym, poza „gwiż­dżą­cym” i pali­wo­żer­nym, tur­bi­no­wym napę­dem i pudeł­ko­watą bryłą. Nie był szcze­gól­nie sil­nie uzbro­jony, z róż­nych wzglę­dów zacho­wano bowiem spraw­dzoną 105 mm armatę M68 z lufą o bruz­do­wa­nym prze­wo­dzie, co było już wów­czas nie­wy­star­cza­jące. Nie zasto­so­wano w nim – jak we wszyst­kich nowych czoł­gach sowiec­kich począw­szy od T-64 – auto­matu łado­wa­nia, przez co załoga nadal była czte­ro­oso­bowa. Zrezygnowano z pla­no­wa­nego wcze­śniej, w ramach pro­gramu MBT-70, zawie­sze­nia hydro­pneu­ma­tycz­nego i innych tech­nicz­nych nowi­nek. Był taki, jaki miał być – rela­tyw­nie tani i dość szybko dostępny, wobec wyraź­nej prze­wagi czoł­gów sowiec­kich nad rodziną M48/M60.
Potęga Abramsa tkwiła jed­nak gdzie indziej. Wóz ten został bar­dzo sil­nie opan­ce­rzony – kosz­tem jed­nak znacz­nej masy, się­ga­ją­cej 54 – 54,5 tony i znacz­nych gaba­ry­tów, ofe­ro­wał także zało­dze nie­spo­ty­kaną w innych kon­struk­cjach III gene­ra­cji prze­ży­wal­ność w razie pene­tra­cji pan­ce­rza i deto­na­cji amu­ni­cji, dzięki oddzie­le­niu tej ostat­niej od człon­ków załogi oraz zasto­so­wa­niu w kon­struk­cji tzw. sła­bych ogniw. Miał też inną bar­dzo istotną cechę – nie­zwy­kłą w ówcze­snych realiach łatwość wpro­wa­dza­nia kolej­nych mody­fi­ka­cji. Dzięki temu wkrótce docze­kał się kolej­nych odmian, pozwa­la­ją­cych mu nie tylko nadą­żać za sojusz­ni­czą (i sowiecką) kon­ku­ren­cją, ale też nie­kiedy ją prze­ści­gnąć. Od dru­giej wer­sji pro­duk­cyj­nej – M1A1 z 1986 r. – sto­so­wano nową 120 mm armatę gład­ko­lu­fową M256A1, będącą licen­cyjną odmianą działa Leoparda 2, armaty Rheinmetall Rh 120/L44. Przy każ­dej więk­szej mody­fi­ka­cji Amerykanie wymie­niali lub doda­wali sze­reg ele­men­tów wypo­sa­że­nia czołgu (np. przy­rzą­dów obser­wa­cyjno-celow­ni­czych), kom­ple­ta­cję pan­ce­rza zasad­ni­czego, moder­ni­za­cji docze­kał się także sil­nik tur­bi­nowy Honeywell AGT1500 (pro­gram TIGER). Dzięki temu kolejne wer­sje M1 mogły nadą­żać za rosną­cymi potrze­bami Wojsk Lądowych Stanów Zjednoczonych (z cza­sem także Korpusu Piechoty Morskiej) i wymo­gami pola walki. Nie bez zna­cze­nia były rzecz jasna ogromne środki budżetu fede­ral­nego, prze­zna­czane na obronę…
Przez ponad dekadę od wpro­wa­dze­nia Abramsa do służby gros wysił­ków kon­struk­to­rów sku­piał się na zapew­nie­niu woj­sku jak naj­sku­tecz­niej­szego narzę­dzia do walki na kon­wen­cjo­nal­nym polu walki, nasy­co­nego tysią­cami niskich, przy­sa­dzi­stych czoł­gów sowiec­kich, któ­rych roz­wią­za­nia kon­struk­cyjne sta­wały się coraz bar­dziej zaawan­so­wane i kło­po­tliwe dla NATO-wskich woj­sko­wych. Na początku lat 90. XX wieku wszystko się jed­nak zmie­niło… Kolejna dekada to kon­ty­nu­acja moder­ni­za­cji czoł­gów (wer­sje M1A2 z 1992 r. i M1A2SEP z 1998 r.), jesz­cze w opar­ciu o zim­no­wo­jenne zało­że­nia, ale przy zasto­so­wa­niu naj­now­szych zdo­by­czy tech­niki, w prze­ko­na­niu, że dys­po­nuje się czoł­giem dekla­su­ją­cym wszyst­kie znaj­du­jące się w służ­bie cięż­kie wozy bojowe poten­cjal­nych prze­ciw­ni­ków. Produkcję Abramsów dla US Army i USMC zakoń­czono w 1995 r., w kolej­nych latach redu­ko­wano liczbę czoł­gów w linii, coraz gło­śniej mówiono o zmierz­chu broni pan­cer­nej na współ­cze­snym polu walki i reorien­ta­cji na lek­kie, „kołowe” jed­nostki kawa­le­ryj­skie o znacz­nie więk­szej mobil­no­ści stra­te­gicz­nej. Radykalną zmianę podej­ścia przy­niósł dopiero rok 2001…

  • Bartłomiej Kucharski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE