Samochody pan­cerne zim­nej wojny

  • Wojsko i Technika Historia numer specjalny 4/2019
Saudyjskie samochody pancerne AML-90 oraz AML-60 przekazane w 1990 r. Armii Nigru, biorącej udział w operacji „Desert Shield”.

Saudyjskie samo­chody pan­cerne AML-90 oraz AML-60 prze­ka­zane w 1990 r. Armii Nigru, bio­rą­cej udział w ope­ra­cji „Desert Shield”.

Zimna wojna to kil­ka­dzie­siąt lat, które nastą­piły po dru­giej woj­nie świa­to­wej, gdy wiel­kie mocar­stwa rywa­li­zo­wały ze sobą o pry­mat na świe­cie. Ne prze­mie­niła się w wojnę gorącą przede wszyst­kim dla­tego, że mocar­stwa dys­po­no­wały bro­nią jądrową. Jednak wciąż opra­co­wy­wano nowe wzory kon­wen­cjo­nal­nego uzbro­je­nia, mię­dzy innymi samo­cho­dów pan­cer­nych.

Jako pierw­szy ter­minu zimna wojna użył George Orwell, jesz­cze w 1945 r. Przez kilka lat po II woj­nie świa­to­wej żadna ze stron nie była zain­te­re­so­wana kon­fron­ta­cją. Państwa były bowiem wynisz­czone na wszel­kie moż­liwe spo­soby: mili­tar­nie, gospo­dar­czo i spo­łecz­nie. Konflikty były wyga­szane, zarówno przez Związek Sowiecki, jak i przez Stany Zjednoczone. Trwało to do 1949 r., do momentu, w któ­rym ZSRS pod­po­rząd­ko­wał sobie pań­stwa Europy Środkowej, prze­pro­wa­dził udaną próbę jądrową i pomógł komu­ni­stom wygrać wojnę domową w Chinach. Wówczas doszło do powsta­nia NATO i podziału świata na dwa bloki.
Początkowo podział nie był taki wyraźny. Wielka Brytania i Francja pro­wa­dziły wła­sną poli­tykę mocar­stwową, któ­rej celem było zacho­wa­nie impe­rium kolo­nial­nego i wpły­wów na świe­cie. W Waszyngtonie nie było to do końca akcep­to­wane, skoro bowiem Stany Zjednoczone uzna­wały się za obrońcę demo­kra­cji, musiały jej bro­nić rów­nież w Afryce i Azji. Konflikt pomię­dzy mocar­stwami zachod­nimi miał swoje apo­geum jesie­nią 1956 r., gdy Francja i Wielka Brytania pró­bo­wały narzu­cić swoją wolę Egiptowi i odzy­skać kon­trolę nad Kanałem Sueskim. Formalnie nawet odzy­skały, ale po kilku mie­sią­cach zostały zmu­szone przez Stany Zjednoczone do ewa­ku­acji. Kapitulacja wobec żądań Waszyngtonu ozna­czała, że Wielka Brytania i Francja nie są już mocar­stwami.
Kryzys sueski ozna­czał rów­nież koniec impe­riów kolo­nial­nych – bez kon­troli nad oce­anami nie można było utrzy­mać zamor­skich posia­dło­ści. Koniec ten miał jed­nak nastę­po­wać powoli, tak aby kapi­tał fran­cu­ski i bry­tyj­ski zdo­łał wyco­fać swoje środki, a metro­po­lie zna­la­zły zatrud­nie­nie dla setek tysięcy ludzi z apa­ratu kolo­nial­nego. Najlepszym przy­kła­dem takiego postę­po­wa­nia jest wojna w Indochinach. W 1945 r. Francuzi chcieli oddać nie­pod­le­głość Wietnamowi po 10 latach, w 1955 r., ale wiet­nam­scy przy­wódcy poli­tyczni chcieli jej natych­miast. Wybuchła wojna, trwa­jąca do 1954 r. Francuzi osta­tecz­nie wyco­fali się z Wietnamu w 1955 r. Po 10 latach – tak jak zakła­dali, trudno więc mówić o ich porażce. Podobny mecha­nizm powol­nego wycho­dze­nia z Afryki chcieli zasto­so­wać Brytyjczycy, jed­nak w 1960 r. zasko­czyła ich dyna­mika zmian: 17 państw ogło­siło nie­pod­le­głość.
Były oczy­wi­ście i takie posia­dło­ści, z któ­rych Europejczycy nie chcieli zre­zy­gno­wać. Francuzi uwa­żali, że Algieria jest czę­ścią Francji, inne zda­nie mieli jed­nak rodo­wici Algierczycy. Cóż jed­nak kryło się za tym ter­mi­nem? Przecież Francuzi rodzili się na tej ziemi od pierw­szej połowy XIX wieku, dłu­żej niż wiele koczow­ni­czych rodów arab­skich… Podobna sytu­acja była w Afryce Południowej – lud­no­ścią napły­wową byli w niej zarówno Burowie, jak i Zulusi: Burowie dotarli tam w XVII wieku, Zulusi – w wieku XIX. Również Portugalczycy nie chcieli oddać żad­nej ze swo­ich kolo­nii, szcze­gól­nie boga­tej Angoli, o którą pro­wa­dzili długą wojnę. Z kolo­nii – nie­wiel­kich i ubo­gich – nie chcieli zre­zy­gno­wać Hiszpanie. Podobnie Brytyjczycy chcieli zacho­wać swoje wpływy na Środkowymi i Dalekim Wschodzie. W 1968 r. socja­li­styczny rząd Harolda Wilsona zade­cy­do­wał jed­nak, że do 1971 r. Wielka Brytania wycofa się z tere­nów poło­żo­nych „na wschód od Adenu”. Był to osta­teczny koniec wiel­kiego nie­gdyś impe­rium.
Tymczasem dwa super­mo­car­stwa przy­go­to­wy­wały swoje siły do wiel­kiej wojny, którą dzie­siątki tysięcy czoł­gów miały toczyć na euro­pej­skich rów­ni­nach. Do tego star­cia – na szczę­ście – nie doszło. Waszyngton i Moskwa toczyły nato­miast wiele „wojen zastęp­czych”, z któ­rych naj­waż­niej­szymi były wojna w Wietnamie oraz wojna w Afganistanie. Obie strony miały czołgi, odrzu­towce i bomby jądrowe, które do takich wojen zupeł­nie się nie nada­wały. Trzeba było pospiesz­nie szu­kać cze­goś lżej­szego, tań­szego i sku­tecz­niej­szego. Na przy­kład samo­cho­dów pan­cer­nych…

Panhard EBR-75 modele 51 pierw­szej wer­sji pro­duk­cyj­nej na poli­go­nie.

W obro­nie pięk­nej Francji

W 1945 r. Francja wciąż była mocar­stwem kolo­nial­nym, ale jej siły zbrojne były bar­dzo słabe. Problem pole­gał nawet nie na ich niskiej liczeb­no­ści i bra­kach w uzbro­je­niu, ale na nie­mal cał­ko­wi­tej zależ­no­ści od dostaw z zagra­nicy – przede wszyst­kim ze Stanów Zjednoczonych. Najlepszym przy­kła­dem wpływu, jaki ta sytu­acja miała na poli­tykę fran­cu­ską, była wojna indo­chiń­ska: suk­cesy – lub porażki – zale­żały od dobrej woli Amerykanów, któ­rzy dostar­czali – lub nie – potrzebny sprzęt. W latach 40. Stany Zjednoczone chciały bowiem osła­bić i zastą­pić dawne mocar­stwa kolo­nialne. Sytuacja Francuzów polep­szyła się dopiero około 1950 r., gdy doszło do wojny w Korei, a poli­tycy w Waszyngtonie zro­zu­mieli, że waż­niej­sze od dez­in­te­gra­cji fran­cu­skiego impe­rium kolo­nial­nego jest powstrzy­ma­nie rosyj­skich i chiń­skich komu­ni­stów.
Tymczasem Francuzi despe­racko pró­bo­wali odbu­do­wać swój nie­za­leżny poten­cjał pan­cerny. W 1945 r. wpro­wa­dzili do służby kil­ka­dzie­siąt zdo­bycz­nych czoł­gów Pantera, a jesz­cze rok wcze­śniej zle­cili opra­co­wa­nie wła­snego wozu tego typu. Powstał ARL 44, przy­po­mi­na­jący nie­miecką Panterę, napę­dzany jej sil­ni­kiem i uzbro­jony w jej 75 mm armatę. Chociaż wypro­du­ko­wano kil­ka­dzie­siąt sztuk ARL 44, to szybko został wyco­fany ze służby. Był nie­udany. Zawinił brak doświad­cze­nia w pro­duk­cji czoł­gów, spo­wo­do­wany kil­ku­let­nią oku­pa­cją nie­miecką. Francuzi nie opa­no­wali pro­duk­cji wytrzy­ma­łych pan­ce­rzy dla wozów bojo­wych, o gru­bo­ści około 100 mm, i do opan­ce­rze­nia czoł­gów ARL musieli użyć ele­men­tów z zato­pio­nych w Tulonie krą­żow­ni­ków i pan­cer­ni­ków. Mając ten sam sil­nik, tę samą armatę i tę samą gru­bość pan­ce­rza, ARL ważył od 5 do 7 t wię­cej niż Pantera.
Większe szanse na budowę uda­nego sprzętu pan­cer­nego miał fran­cu­ski prze­mysł samo­cho­dowy, który pod­czas oku­pa­cji dzia­łał, pro­du­ko­wał w dużych licz­bach, a nawet opra­co­wy­wał nowe modele pojaz­dów. Co wię­cej, od koło­wego wozu bojo­wego nie wyma­gano opan­ce­rze­nia więk­szego niż 40 mm, a pro­duk­cję tej gru­bo­ści płyt pan­cer­nych Francuzi opa­no­wali jesz­cze przed wojną.
Przed wojną Francuzi opra­co­wali i pro­du­ko­wali zna­ko­mity samo­chód pan­cerny Panhard 178, z samo­no­śnym nad­wo­ziem i nie­za­leż­nym zawie­sze­niem, któ­rego wszyst­kie cztery koła były napę­dzane i kie­ro­wane. Co wię­cej, w 1940 r. powstał pro­to­typ pojazdu koło­wego Panhard 201. Miał on osiem kół: dwie osie – przed­nia i tylna – były kie­ro­wane i napę­dzane, i miały kla­syczne ogu­mione koła. Dwie osie wewnętrzne – rów­nież napę­dzane – można było pod­no­sić lub opusz­czać w zależ­no­ści od warun­ków tere­no­wych i nie miały gumo­wych opon, a jedy­nie meta­lowe obrę­cze. Wykonane z alu­mi­nium, ważyły około 80 kg w porów­na­niu do 250 kg sta­lo­wego koła z gumo­wymi opo­nami.
W marcu 1945 r. Ministerstwo Obrony zło­żyło zamó­wie­nie na opra­co­wa­nie nowego samo­chodu pan­cer­nego, a w lipcu firma Panhard roz­po­częła prace nad nowym wozem bojo­wym. Początkowo ozna­czano go indek­sem 212, a osta­tecz­nie nazwano Panhard EBR: Panhard Engin Blindé de Reconnaissance: pan­cerny wóz roz­po­znaw­czy Panharda. W lipcu 1948 r. był gotowy pro­to­typ, który w kolej­nym roku tra­fił do testów w 1. pułku Spahisów w Tours, a w grud­niu 1949 r. przy­jęto go do służby.
Panhard EBR powstał nie­jako poprzez ucię­cie tyłu – z jedną osią i sil­ni­kiem – dwóm samo­cho­dom Panhard 178. To, co pozo­stało, połą­czono ze sobą. Otrzymano w ten spo­sób kadłub z dwoma miej­scami dla kie­row­ców i obszer­nym, podwój­nym prze­dzia­łem bojo­wym. Silnik – pła­ski, 12-cylin­drowy bok­ser – zna­lazł się pod pod­łogą prze­działu bojo­wego. Wreszcie z boków kadłuba dodano cztery meta­lowe koła, pod­no­szone lub opusz­czane w zależ­no­ści od warun­ków tere­no­wych. Wał napę­dowy nie ist­niał, kilka mniej­szych wałów bie­gło wzdłuż ścian kadłuba i łączyło ze sobą poje­dyn­cze koła stąd też trudno mówić o czte­rech osiach, a raczej o ośmiu indy­wi­du­al­nych kołach. W ten spo­sób kadłub był bar­dzo zwarty, pojazd był niski, na dro­dze – przy pod­nie­sio­nych kołach wewnętrz­nych – prze­kra­czał pręd­kość 100 km/h, a w tere­nie – przy opusz­czo­nych kołach – miał zdol­no­ści tere­nowe równe pojaz­dom gąsie­ni­co­wym.
Ideał? Być może, jako narzę­dzie do walki. Ale nie jako narzę­dzie do służby patro­lo­wej i na pewno nie jako śro­dek komu­ni­ka­cji. Silnik był bar­dzo gło­śny, a rów­nie hała­śliwy był sys­tem prze­no­sze­nia mocy. Cały układ – z sze­ścioma poje­dyn­czymi wałami napę­do­wymi i odpo­wied­nio wysoką liczbą prze­kładni – był bar­dzo skom­pli­ko­wany. W razie mniej­szej awa­rii można było go napra­wiać jedy­nie w cia­snym wnę­trzu pojazdu. W przy­padku więk­szej – trzeba było zdjąć wieżę i wyjąć sil­nik. Wewnątrz kadłuba było bar­dzo mało miej­sca – kie­rowcy musieli mieć mniej niż 1,75 m wzro­stu, a zaję­cie miej­sca wyma­gało – niczym w samo­cho­dach Formuły 1 – zdję­cia kie­row­nicy, wpa­so­wa­nia się w fotel i zało­że­nia kie­row­nicy. Załoga wieży – dowódca i dzia­ło­nowy – nie miała wcale lepiej. Sytuacji nie popra­wiał też 200-konny sil­nik pra­cu­jący pod pod­łogą. Generował nie tylko hałas, ale rów­nież dużo cie­pła. Może było to miłe zimą, pod­czas oku­pa­cyj­nej służby w Niemczech, ale nie latem w Algierii. Także hydrau­liczny układ pod­no­sze­nia i opusz­czana kół nie był ide­alny, a w razie nie­szczel­no­ści gorący płyn hydrau­liczny mógł popa­rzyć zało­gan­tów.
Równie inte­re­su­jący, co układ napę­dowy, był sys­tem uzbro­je­nia. Jego pod­stawą była wieża oscy­la­cyjna, ory­gi­nalny fran­cu­ski wyna­la­zek. Składała się z dwóch pod­sta­wo­wych ele­men­tów. Dolny – w miarę kla­syczny, zamon­to­wany w stro­pie kadłuba – obra­cał się wzdłuż pio­no­wej osi. Nie miał dachu, a zamiast niego zamo­co­wano górną część wieży, która mogła pochy­lać się w górę i w dół. Do gór­nej czę­ści zamon­to­wano – na sztywno – armatę. Wieża oscy­la­cyjna miała jedną istotną zaletę. W czoł­gach można zamon­to­wać kla­syczną niską wieżę o ogra­ni­czo­nych kątach opusz­cze­nia i pod­nie­sie­nia (jak na przy­kład w czoł­gach sowiec­kich) lub kla­syczną wieżę o dużych kątach opusz­cze­nia i pod­nie­sie­nia, ale dużą i wraż­liwą na ogień prze­ciw­nika (jak na przy­kład w czoł­gach ame­ry­kań­skich). Wieża oscy­la­cyjna była zarówno niska, jak i pozwa­lała strze­lać pod dużymi kątami.
W wieży oscy­la­cyj­nej można było rów­nież łatwo zamon­to­wać sys­tem łado­wa­nia – co aku­rat zro­biono jedy­nie w nie­licz­nych Panhardach EBR – i na tym wła­ści­wie jej zalety się koń­czą. Wieże takie pro­du­ko­wali jedy­nie Francuzi i sto­so­wali je w pojaz­dach Panhard EBR oraz czoł­gach lek­kich AMX-13. Oficjalnie zostały zarzu­cone ze względu na brak szczel­no­ści. W warun­kach wojny jądro­wej i che­micz­nej w Europie byłby to wyrok śmierci dla załogi, ale w woj­nach kolo­nial­nych – a tam głów­nie uży­wano lek­kich wozów bojo­wych – było to mało praw­do­po­dobne. Wieża oscy­la­cyjna miała rów­nież inne wady: była niska, a więc i cia­sna, co wię­cej, jej ruchomy strop nie tylko zwięk­szał uczu­cie klau­stro­fo­bii, ale utrud­niał też korzy­sta­nie z urzą­dzeń obser­wa­cyj­nych i powo­do­wał kon­tu­zje.
Produkcja seryjna Panharda EBR roz­po­częła się w 1950 r. Ich głów­nym uzbro­je­niem były zamon­to­wane w wieży FL-11 75 mm armaty SA 49, zdolne do znisz­cze­nia sowiec­kich czoł­gów T‑34 – 85. Szybko wypro­du­ko­wano około 836 takich pojaz­dów, ale gdy oka­zało się, że ich prze­ciw­ni­kiem może być nowy sowiecki czołg T‑54, zamó­wiono kolejną serię – 279 sztuk – tym razem uzbro­jo­nych w dłu­go­lu­fowe 75 mm armaty SA 50, oparte o roz­wią­za­nia nie­miec­kie. Produkcję roz­po­częto w 1953 r. i wyko­rzy­stano więk­sze i cięż­sze wieże FL-11, wywo­dzące się z czołgu AMX-13. Obie wer­sje znane są jako EBR-75 modele 51 oraz EBR-75 mle 54. Produkcję zakoń­czono przed 1960 rokiem, ale w 1963 r. poja­wiła się wer­sja EBR-90 mle 64, która powstała po prze­zbro­je­niu 650 (lub 620) wozów w 90 mm armatę D921A mle F2. Powstały one poprzez moder­ni­za­cję armat SA 49, ale strze­lały cięż­szymi poci­skami oraz poci­skami kumu­la­cyj­nymi. Jako że zacho­wano wieże FL-10, a lufa miała tę samą dłu­gość, oba modele są trudno roz­róż­nialne. W sumie wypro­du­ko­wano ponad 1200 egzem­pla­rzy Panharda EBR: w tym 78 dla Portugalii, 3 dla Indonezji i 6 na zamó­wie­nie insty­tu­cji
cen­tral­nych NATO.
Wbrew swo­jej nazwie Panhard EBR nie był typo­wym wozem roz­po­znaw­czym, a raczej linio­wym wozem bojo­wym. Przy masie kil­ku­na­stu ton jego 40 mm pan­cerz na fron­cie kadłuba i wieży dawał mu podobną odpor­ność, co dru­go­wo­jen­nym czoł­gom śred­nim T‑34 – 85 oraz Sherman. Uzbrojenie ewo­lu­owało, pozwa­la­jąc mu podej­mo­wać walkę z czoł­gami praw­do­po­dob­nego prze­ciw­nika, w tym także T‑54. Nauczeni wojen­nym doświad­cze­niem Francuzi zamie­rzali uży­wać swo­ich czoł­gów jedy­nie w dużej masie. Panhardy EBR miały dzia­łać na kie­run­kach dru­go­rzęd­nych: w natar­ciu wią­zać siły wroga, a w obro­nie wytrzy­mać na tyle długo, aby zdą­żyły przy­być wła­sne czołgi. Dlatego też tak istot­nych było dwóch kie­row­ców: pierw­szy umoż­li­wiał bły­ska­wiczne zaję­cie sta­no­wi­ska ognio­wego, a drugi natych­mia­stowy odwrót po odda­niu strzału.
Debiut bojowy Panhardów EBR nastą­pił w Algierii, gdzie pod koniec 1954 r. roz­po­częła się walka prze­ciwko kolo­nial­nej wła­dzy Francuzów (do 1999 r. uży­wa­nie słowa wojna na okre­śle­nie tych wyda­rzeń było zaka­zane we Francji). Panhardy EBR tra­fiły do Algierii w 1955 r. i były jed­nym z klu­czo­wych ele­men­tów – obok śmi­głow­ców – fran­cu­skiego suk­cesu mili­tar­nego. W 1957 r. Francuzi wybu­do­wali wzdłuż gra­nic Algierii „linię Morice’a”, która unie­moż­li­wiła dotar­cie pomocy dla rebe­lian­tów z zewnątrz. Panhardy EBR patro­lo­wały 460 km gra­nicę z Tunezją (życz­liwą rebe­lian­tom) i 700 km gra­nicę z Marokiem (życz­li­wym Francuzom). Następnym kro­kiem było skon­cen­tro­wa­nie lud­no­ści wiej­skiej w nad­zo­ro­wa­nych umoc­nio­nych wio­skach, co dopro­wa­dziło do upadku ruchu par­ty­zanc­kiego. Tutaj z kolei Panhardy EBR słu­żyły jako wozy wspar­cia ognio­wego. W 1958 r. Algieria była spa­cy­fi­ko­wana, jed­nak w Paryżu pod­jęto decy­zję o poli­tycz­nym roz­wią­za­niu kry­zysu i w 1962 r. uznano nie­pod­le­głość byłej kolo­nii.
Panhardy EBR patro­lu­jące i dozo­ru­jące Algierię były nieco inne od tych słu­żą­cych w Europie. Działały w małych pod­od­dzia­łach, potrze­bo­wały radio­sta­cji dale­kiego zasięgu, nie potrze­bo­wały z kolei dru­giego kie­rowcy. Stały się więc pojaz­dami 3‑osobowymi, a tylny prze­dział kie­rowcy zajęła insta­la­cja radiowa. Algierczycy nie mieli broni zdol­nej do znisz­cze­nia Panhardów EBR – nawet miny nie zda­wały egza­minu. 28 Panhardów zostało przez nie uszko­dzo­nych, ale nie było żad­nych ofiar śmier­tel­nych. Decydował o tym kształt przed­niej czę­ści kadłuba, swo­bod­nie zamon­to­wane błot­niki, dające ujście fali ude­rze­nio­wej, a także sie­dze­nia załogi, po raz pierw­szy przy­mo­co­wane nie do pod­łogi, a do ścian kadłuba.
Kilka Panhardów EBR słu­żyło rów­nież we fran­cu­skiej bazie mor­skiej w Bizercie, na tere­nie Tunezji. Gdy w czerwcu 1961 r. Tunezyjczycy zaata­ko­wali Francuzów, nie spo­dzie­wali się bły­ska­wicz­nej reak­cji, która pole­gała nie tylko na znisz­cze­niu sta­no­wisk ognio­wych bom­bar­do­wa­niem lot­ni­czym i mor­skim, ale rów­nież zaję­ciu całego mia­sta. W cza­sie walk ulicz­nych Panhardy słu­żyły jako bez­po­śred­nie wspar­cie lekko uzbro­jo­nej pie­choty mor­skiej i spa­do­chro­nia­rzy. Poległo 24 Francuzów i 630 Tunezyjczyków. Panhardy można było zaob­ser­wo­wać rów­nież w innych ope­ra­cjach pro­wa­dzo­nych przez Francuzów w Afryce.
Także Portugalczycy uży­wali Panhardów w woj­nie kolo­nial­nej – w Angoli. Oprócz 50 wozów bojo­wych EBR, uży­wali rów­nież 28 trans­por­te­rów opan­ce­rzo­nych pie­choty ETT (Engin de Transport de Troupes), pozba­wio­nych głów­nego uzbro­je­nia i zdol­nych do prze­wo­że­nia 12 żoł­nie­rzy desantu w pod­wyż­szo­nym prze­dziale zało­go­wym. Przekazane z maga­zy­nów Armii Francuskiej Panhardy tra­fiły do wojsk maro­kań­skich, mau­re­tań­skich oraz… tune­zyj­skich. Marokańczycy użyli swo­ich Panhardów w cza­sie krót­ko­trwa­łego kon­fliktu z Algierią – w tzw. woj­nie o piach, w 1963 r. – oraz w cza­sie dłu­go­trwa­łych zma­gań w Saharze Zachodniej.
Panhardy EBR słu­żyły w armii fran­cu­skiej do począt­ków lat 80. XX wieku, lecz już w latach 60. zaczęto zastę­po­wać je now­szymi samo­cho­dami pan­cer­nymi. Były pojaz­dami nie­po­zba­wio­nymi wad, miały jed­nak rów­nież zalety, które spra­wiły, że przez 30 lat pozo­sta­wały w służ­bie. Pomimo wszystko jed­nak nie­zbyt długo. Rewolucyjne roz­wią­za­nia Panharda EBR – pod­no­szone meta­lowe koła, sil­nik zamon­to­wany pod prze­dzia­łem bojo­wym, oscy­la­cyjna wieża – nie zna­la­zły szer­szego zasto­so­wa­nia i nie były kopio­wane. Jak się zdaje, Panhard EBR był kolejną ślepą uliczką w roz­woju samo­cho­dów pan­cer­nych, kolejną próbą stwo­rze­nia czołgu koło­wego, kolej­nym fia­skiem.

  • Tymoteusz Pawłowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE