Regulamin lot­nic­twa z 1931 r.

Zadania lotnictwa towarzyszącego, jak postanawiano w RL, są zbliżone do zadań lotnictwa liniowego, przy czym wykonywa ono swą pracę w ramach wielkich jednostek.

Zadania lot­nic­twa towa­rzy­szą­cego, jak posta­na­wiano w RL, są zbli­żone do zadań lot­nic­twa linio­wego, przy czym wyko­nywa ono swą pracę w ramach wiel­kich jednostek.

W dwa tygo­dnie od zama­chu majo­wego 1926 r., pod­czas któ­rego lot­nic­two rzą­dowe rzu­cone do walki prze­ciwko oddzia­łom Piłsudskiego wyka­zało się małą odpor­no­ścią na zuży­cie i nie­sku­tecz­no­ścią, nowe elity zapo­cząt­ko­wały pro­ces zmian w dotych­cza­so­wej poli­tyce dowód­czej i admi­ni­stro­wa­niu mie­niem pań­stwo­wym w siłach powietrznych.

Nie cho­dziło jedy­nie o usu­wa­nie błę­dów i bra­ków, powsta­łych przed majem 1926 r. Rozpoczęła się nowa epoka, poczy­na­jąc od zor­ga­ni­zo­wa­nia zakła­dów sil­ni­ko­wych Skody i fabryki pła­tow­ców PZL, zakupu licen­cji i wyrobu samo­lo­tów myśliw­skich Wibault, komu­ni­ka­cyjno-bom­bo­wych Fokker, sil­ni­ków Wright, Lorraine Dietrich, Bristol i pro­duk­cji myśliw­ców Puławskiego, co w skut­kach pocią­gnęło za sobą wzrost bez­pie­czeń­stwa, po zmiany w wyszko­le­niu, infra­struk­tu­rze naziem­nej oraz tak­tyce i funk­cjo­no­wa­niu sił powietrznych.
Zdefiniowanie na dro­dze praw­nej (regu­la­mi­no­wej) dzia­łań lot­nic­twa, zwłasz­cza w rela­cji do zadań armii lądo­wej, moż­li­wo­ści pań­stwa i groź­nych, nie­przy­ja­znych sąsia­dów, było trud­nym, poważ­nym zada­niem. Działania te jed­nak wpi­sy­wały się w ogólny kie­ru­nek pracy Polski Twórczej, podej­mo­wa­nych ówcze­śnie nie tylko na niwie gospo­dar­czej. Na prze­ło­mie lat dwu­dzie­stych i trzy­dzie­stych praw­nicy i poli­tycy dopro­wa­dzili do uchwa­le­nia wyso­kiej klasy kody­fi­ka­cji prawa cywil­nego, postę­po­wa­nia cywil­nego, kar­nego, oraz paru innych gałęzi prawa, w wyniku czego pro­ces uni­fi­ka­cji i uno­wo­cze­śnia­nia pań­stwa przy­dał nowych war­to­ści naszemu naj­więk­szemu dobru – Skarbowi Niepodległości. Również woj­sko nie zawo­dziło w tym obszarze.
O ile praw­nicy dosko­na­lili swą wie­dzę i warsz­tat od XIX wieku w Galicji, w Wiedniu czy Warszawie, to spe­cja­li­ści woj­skowi roz­po­częli kody­fi­ka­cję metod i zasad pracy woj­ska (sił powietrz­nych) z zaso­bem wie­dzy wynie­sio­nym z pól bitew­nych lat 1914 – 1920 oraz wie­dzy pocho­dzą­cej m.in. z obcych regu­la­mi­nów, które tylko czę­ściowo odpo­wia­dały pol­skim warun­kom. Tymczasem regu­la­miny (instruk­cje) musiały być uzgod­nione nie tylko z postę­pem jaki zazna­czył się pod­czas wojny i został utrwa­lony przez doświad­cze­nie. Środki tech­niczne (mate­rialne) po 1918 r. sta­wały się wciąż dosko­nal­sze, acz­kol­wiek tech­niczna rewo­lu­cja w aero­nau­tyce z początku lat trzy­dzie­stych miała się dopiero ugrun­to­wać przez następne lata. Postęp był wpraw­dzie dla otwar­tych umy­słów nie­unik­nioną oczy­wi­sto­ścią, lecz wyni­ka­jący stąd wpływ na przy­szłe dzia­ła­nia wojenne – a w tym i funk­cjo­no­wa­nie sił powietrz­nych – już w mniej­szym stop­niu. Pomimo tego w opra­co­wy­wa­nych aktach nor­ma­tyw­nych trzeba było jak naj­traf­niej zde­fi­nio­wać i opi­sać realia aktu­al­nej oraz przy­szłej pracy sił powietrz­nych w per­spek­ty­wie wielu lat, aby tym samym nie dopu­ścić w jakimś nie­szczę­snym cza­sie do wysta­wia­nia na pod­sta­wie obo­wią­zu­ją­cego sys­temu prze­pi­sów nie­wy­ko­nal­nych roz­ka­zów. Niezbędna była tu zatem sub­telna, prze­ni­kliwa ope­ra­cja myślowa w dzie­dzi­nie z samego zało­że­nia bru­tal­nej – dys­po­no­wa­nia siłą fizyczną – w celu ochrony życio­wych inte­re­sów pań­stwa. W obro­nie jak i w natar­ciu. Nie mogły wystar­czyć, jak traf­nie pod­no­sił fran­cu­ski woj­skowy ppłk Pascal-Marie-Henri Lucas, fachowe, spe­cja­li­styczne komi­sje tech­niczne. Konieczny był udział naczel­nego dowódz­twa, dają­cego nie­zbędne ogólne wytyczne w zakre­sie pod­staw dok­tryny wojennej.
W II RP racjo­nalny styl kie­ro­wa­nia siłami powietrz­nymi dostrzec można było po raz pierw­szy za sprawą „Wytycznych Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych” Józefa Piłsudskiego z 13 paź­dzier­nika 1926 r. Dalszym kro­kiem na tej dro­dze, w wyniku kształ­to­wa­nia się pol­skiej, ory­gi­nal­nej myśli lot­ni­czej i ogól­nie myśli woj­sko­wej, stały się posta­no­wie­nia planu gen. dyw. Tadeusza Piskora, wpro­wa­dzo­nego w życie od 1930 r., a wkrótce potem „Regulamin lot­nic­twa” (RL), poprze­dzony „Ogólną Instrukcją Walki”. Oba akty wydane w 1931 r. sta­no­wiły – gene­ral­nie rzecz ujmu­jąc – ofi­cjalne sta­no­wi­sko naczel­nych władz pań­stwo­wych w kwe­stii funk­cjo­no­wa­nia sił powietrz­nych RP na rzecz obrony nie­pod­le­gło­ści. Siłą odpo­wie­dzialną za wyniki prac był szef Sztabu Głównego gen. dyw. T. Piskor, nie­do­ce­niony współ­twórca budowy fun­da­men­tów pol­skiego lot­nic­twa po maju 1926 r. Milczy na jego temat gen. bryg. pil. Ludomił Rayski w swych „Słowach prawdy…”. Nie wymie­nia także jego nazwi­ska płk obs. Adam Kurowski w fun­da­men­tal­nej pracy „Z dzie­jów lot­nic­twa pol­skiego…”, kiedy stwier­dza, że: pod koniec 1926 r. w uzgod­nie­niu z Marszałkiem Piłsudskim szef Sztabu Generalnego2 powo­łał do życia Specjalną Komisję Doświadczalną, któ­rej celem było prze­pro­wa­dze­nie stu­diów teo­re­tycz­nych, a przede wszyst­kim prak­tycz­nych, które by dały moż­ność usta­le­nia zasad uży­cia lot­nic­twa w warun­kach polowych3. Nie zapo­mi­na­jąc więc o auto­rach RL, stwier­dzić trzeba, że to wła­śnie gen. dyw. Tadeusz Piskor odpo­wia­dał za jego osta­teczny kształt, gdyż taka była rola szefa Sztabu Głównego.
Dlatego też, pomimo poja­wia­ją­cej się po 1939 r. kry­tyki z powodu nie­ko­rzyst­nych kon­se­kwen­cji wyni­ka­ją­cych z nie­po­wo­ła­nia w tym cza­sie odręb­nego sztabu lot­ni­czego, zary­zy­kujmy tezę, że sys­tem naczel­nych władz woj­sko­wych w tym okre­sie jed­nak nie zawiódł. Później, po paru latach, istot­nie zwle­kano z powo­ła­niem Sztabu Lotniczego przy Sztabie Głównym, a przy tym funk­cjo­no­wał on wów­czas w sta­now­czo za małym skła­dzie. Obserwując jed­nakże skalę i jakość prac zre­ali­zo­wa­nych w pol­skim kom­plek­sie aero­nau­tycz­nym w pierw­szych latach trzy­dzie­stych, trudno byłoby for­mu­ło­wać sil­niej­szą kry­tykę z powodu wtedy doko­na­nej pracy – nie tylko na tym polu.

  • Edward Malak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE