Regia Marina na fron­cie wschod­nim 1942 – 1943

Kuter torpedowy MAS 526 na jeziorze Ładoga.

Kuter tor­pe­dowy MAS 526 na jezio­rze Ładoga.

Wśród wło­skich jed­no­stek jakie skie­ro­wano na front wschodni w okre­sie II wojny świa­to­wej nie mogło zabrak­nąć mary­narki kró­lew­skiej (Regia Marina), choćby miało to mieć tylko zna­cze­nie sym­bo­liczne. Wraz z wio­senną odwilżą wpły­nęły na Morze Czarne pierw­sze jed­nostki Regia Marina. Przybyły w odpo­wie­dzi na prośbę adm. Ericha Readera, dowódcy Kriegsmarine do dowódcy Marynarki Wojennej Włoch (Supermarina) adm. Arturo Riccordi z 14 stycz­nia 1942 r. Był to dość wyjąt­kowy wypa­dek zabie­ga­nia przez III Rzeszę o wspar­cie u słab­szego sojusz­nika.

Tłumaczyła to sytu­acja w jakiej zna­la­zła się Kriegsmarine na fron­cie wschod­nim, która wią­zała się z wyczer­pa­niem wła­snych rezerw oraz dobre sto­sunki mię­dzy mary­nar­kami wojen­nymi obu państw. Reader był pod wra­że­niem spek­ta­ku­lar­nych suk­ce­sów „żywych tor­ped” pod dowódz­twem księ­cia kmdr. Junio Valerio Borghese w Aleksandrii i Gibraltarze, dla­tego popro­sił o mary­na­rzy i eks­per­tów X Flotylli MAS. Liczył, że te suk­cesy zostaną powtó­rzone na fron­cie wschod­nim.
Sama prośba zaowo­co­wała spo­tka­niem Readera z admi­ra­łem Riccardim w Garmisch w Bawarii, w cza­sie któ­rego omó­wiono szcze­góły wysła­nia kom­po­nentu wło­skiej mary­narki wojen­nej na wschodni teatr dzia­łań wojen­nych. Ponadto zawarto poro­zu­mie­nie o współ­pracy Kriegsmarine i Regia Marina na fron­cie wschod­nim. Włosi zade­kla­ro­wali swój wkład do wojny ze Związkiem Radzieckim przez wysła­nie 3. eska­drylli małych kutrów tor­pe­do­wych MAS, 1. eska­drylli minia­tu­ro­wych okrę­tów pod­wod­nych CB i moto­ró­wek wybu­cho­wych ze składu X Flotylli MAS. Dodatkowo Włosi zobo­wią­zali się do prze­pro­wa­dze­nia trans­portu swych okrę­tów do nowego rejonu bazo­wa­nia oraz do zapew­nie­nia im cią­gło­ści zaopa­trze­nia mate­ria­łowo-tech­nicz­nego. Niemcy wzięli na sie­bie zaopa­trze­nie Włochów w pro­wiant oraz (czę­ściowo) mate­riały pędne i smary, przy­go­to­wa­nie bazy mor­skiej, koszar oraz osłonę miej­sca zakwa­te­ro­wa­nia. Zagwarantowano wło­skiemu kom­po­nen­towi auto­no­mię w dowo­dze­niu na pozio­mie tak­tycz­nym i czę­ściowo ope­ra­cyj­nym, jed­nak miał on bez­po­śred­nio pod­le­gać miej­sco­wym dowód­com obsza­rów mor­skich Kriegsmarine. W marcu 1942 r. Włosi ofi­cjal­nie przy­chy­lili się do prośby i posta­no­wili wysłać jedną flo­tyllę MAS, aby wes­przeć dzia­ła­nia mor­skie Niemców na Morzu Czarnym. Od razu też ruszyły przy­go­to­wa­nia wło­skiej jed­nostki do udziału w blo­ka­dzie głów­nej bazy mor­skiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu u boku nie­miec­kiego sojusz­nika.
Dowódca X Flotylli MAS kmdr J. V. Borghese sam doko­nał wyboru jed­nostki, która mogłaby wes­przeć Niemców. Była nią 101. Flotylla MAS (okre­ślana jako „lekka flo­tylla”), w pełni zmo­to­ry­zo­wana jed­nostka, która została nazwana kolumną Maccagatta, na cześć jed­nego z ofi­ce­rów X Flotylli MAS, który poległ w walce. Jednostka znaj­do­wała się pod dowódz­twem kmdr. por. Aldo Lenziego (póź­niej kmdr. por. Salvatore Todaro). Operacyjnie pod­le­gała 4. Flotylli MAS kmdr. Francesco Mimbelliego.
Zwłoka z dobo­rem oraz wysła­niem jed­nostki wyni­kała z bar­dzo poważ­nego potrak­to­wa­nia nowego zada­nia i chęci jak naj­lep­szego przy­go­to­wa­nia się. Należało dobrać odpo­wied­nich ludzi i sprzęt, prze­ćwi­czyć wyko­na­nie typo­wych zadań bojo­wych i odbyć szko­le­nie w zakre­sie współ­pracy z nie­miec­kimi mary­na­rzami. Formowanie jed­nostki powie­rzono kmdr. por. Todaro, który jak zwy­kle zabrał się do pracy z zapa­łem i ener­gią. Również ofi­ce­rów dobie­rano szcze­gól­nie dokład­nie, i tak na przy­kład kmdr por. Lenzi został scha­rak­te­ry­zo­wany jako: odważny, zawsze spo­kojny i opa­no­wany, nie­zmor­do­wany w spra­wo­wa­niu swo­ich obo­wiąz­ków, zafa­scy­no­wany nowymi tech­no­lo­giami i uzbro­je­niem, z natury opty­mi­sta.
Włosi zamie­rzali poka­zać Niemcom na co ich stać oraz prze­te­sto­wać nowe uzbro­je­nie i tech­niki walki. Przygotowaniami z ramie­nia Regia Marina kie­ro­wał książę di Savoia-Aosta. Z zadzi­wia­jącą szyb­ko­ścią, pomimo wielu trud­no­ści, które były zwią­zane z uzy­ska­niem nie­zbęd­nych mate­ria­łów, zakoń­czono for­mo­wa­nie jed­nostki i wszyst­kie przy­go­to­wa­nia. Jak wspo­mi­nał Borghese, bez jego pomocy na ich poko­na­nie w zwy­kłych warun­kach zmar­no­wano by wiele mie­sięcy. Sami ofi­ce­ro­wie z jed­nostki wysła­nej na front wschodni, jak rów­nież ci, któ­rzy tylko przy­glą­dali się orga­ni­za­cji wyprawy byli bar­dzo zdzi­wieni, że wszystko idzie tak spraw­nie. Głównie doty­czyło to spraw zaopa­trze­nio­wych, które zazwy­czaj trwały bar­dzo długo. Również dla nich było jasne, że było to moż­liwe tylko w związku z inge­ren­cją naj­wyż­szych czyn­ni­ków woj­sko­wych i poli­tycz­nych, któ­rym zale­żało, aby z jak naj­lep­szej strony zapre­zen­to­wać się Niemcom. Chodziło zapewne rów­nież o to, żeby wysłane na wschód oddziały nie przy­nio­sły Włochom wstydu.
Analizując ówcze­sne moż­li­wo­ści tech­niczne oraz sytu­ację mili­tarną obu mary­na­rek należy uznać, że postę­po­wa­nie Włochów było lojalną i poważną reak­cją na potrzeby part­nera. Jednostki wyty­po­wane do wysła­nia na front wschodni były nowo­cze­sne i nowe. Mimo nie­wiel­kiego tonażu dys­po­no­wały wyso­kimi walo­rami nawi­ga­cyj­nymi, bojo­wymi i para­me­trami tech­nicz­nymi. Były one prze­zna­czone do pro­wa­dze­nia dzia­łań ofen­syw­nych na wodach przy­brzeż­nych, w tym w warun­kach noc­nych. To m.in. dla­tego Niemcom tak zale­żało, aby moż­li­wie szybko zna­la­zły się na wscho­dzie i wzięły udział w wal­kach z Marynarką Wojenną ZSRR. Z dru­giej strony należy wyraź­nie zazna­czyć, że dowódz­two wło­skie zgo­dziło się na wydzie­le­nie kom­po­nentu X Flotylli MAS, głów­nie z powo­dów poli­tycz­nych i dla zazna­cze­nia udziału Regia Marina na tym odcinku dzia­łań wojen­nych. Wsparcie sił nie­miec­kich i rumuń­skich na Morzu Czarnym przy ogól­nym zaan­ga­żo­wa­niu Włoch w wojnę nic nie kosz­to­wało i nie odcią­gało więk­szych sił z Morza Śródziemnego, głów­nego akwenu ope­ra­cji wło­skiej mary­narki wojen­nej.
Początkowo jed­nostka skła­dała się z czte­rech, następ­nie sied­miu, a w końcu dzie­się­ciu kutrów tor­pe­do­wych MAS, sze­ściu minia­tu­ro­wych okrę­tów pod­wod­nych CB o nume­rach od 1 do 6, pię­ciu moto­ró­wek tor­pe­do­wych MTSM o nume­rach 204, 206, 208, 210 i 216 (na lawe­cie) oraz pię­ciu moto­ró­wek wybu­cho­wych MTM na lawe­cie. Przełożony kom­po­nentu sił nawod­nych kmdr por. Salvatore Todaro wraz z kmdr. por. Aldo Lenzim zor­ga­ni­zo­wali całą kolumnę i przy­go­to­wali ją do wymar­szu na front. Jednocześnie Lenzi został wyzna­czony na dowódcę. W skład kolumny wcho­dziło: pięć samo­cho­dów cię­ża­ro­wych wraz z przy­cze­pami przy­sto­so­wa­nymi do prze­wozu moto­ró­wek tor­pe­do­wych MTSM, ten sam zestaw do prze­wo­że­nia moto­ró­wek wybu­cho­wych MTM, jeden auto­bus z łóż­kami dla wszyst­kich kie­row­ców moto­ró­wek, samo­chód z zesta­wem radio­wym, samo­chód tere­nowy dla dowód­ców, moto­cykl dla goń­ców, trzy cią­gniki, dwie przy­czepy na tor­pedy, samo­chód-warsz­tat wypo­sa­żony we wszystko co nie­zbędne do remontu samo­cho­dów, kutrów i tor­ped, cysterna o pojem­no­ści 12 tys. litrów, trzy mniej­sze cysterny na cie­cze, przy­czepa do trans­portu amu­ni­cji i dźwig samo­cho­dowy do pod­no­sze­nia moto­ró­wek. Według wło­skich histo­ry­ków woj­sko­wo­ści zaj­mu­ją­cych się tą tema­tyką sek­cja trans­portu i zaopa­trze­nia została zor­ga­ni­zo­wana wzo­rowo.
Włosi przy­kła­dali duże zna­cze­nie do zacho­wa­nia auto­no­mii swo­ich jed­no­stek i dla­tego sta­rali się je jak naj­le­piej wypo­sa­żyć we wszel­kiego typu zapasy. Większość zebra­nego zaopa­trze­nia pozwa­lała na samo­dziel­ność przez nie mniej niż sześć mie­sięcy pro­wa­dze­nia dzia­łań bojo­wych. Oprócz przy­dzie­le­nia więk­szej ilo­ści sprzętu niż to wyni­kało z etatu sek­cji trans­portu i zaopa­trze­nia, dodano dwie armaty prze­ciw­lot­ni­cze kal. 20 mm na lawe­tach. W skład grupy wcho­dziło 48 osób, w tym: 5 ofi­ce­rów, 14 pod­ofi­ce­rów i 29 młod­szych spe­cja­li­stów oraz sze­re­gow­ców. Jako dowód­ców wybrano naj­bar­dziej doświad­czo­nych spe­cja­li­stów walki MAS-ami: por. Roberto Romano, por. Aldo Massarini, ppor. Luigi Cugia di Santorsola, ppor. Roberto Peliti oraz pod­ofi­ce­rów Silla Volonteri, Renato Ciravegna, Dionisio Pascolo, Carlo Zane, Eliodoro Grillo, Alfredo Monatanari, Osvaldo Ferrarini, Mario Lavoratori, Cesare Barbieri, Amerigo Dni, Pietro Testini i Ermete Berti. Największe doświad­cze­nie bojowe miał por. Massarini, który brał udział w ataku na bry­tyj­skie okręty 26 marca 1941 r. (uszko­dzono wów­czas m.in. krą­żow­nik York).
Obsady okrę­tów nale­żały do bar­dzo dobrze wyszko­lo­nych, miały wyso­kie morale i bogate doświad­cze­nie bojowe. Transport MAS-ów, ze względu na masę, tylko 25 t był znacz­nie łatwiej­szy niż jed­no­stek nie­miec­kich, mają­cych pełną wypor­ność w gra­ni­cach 115 t. Dobór okrę­tów należy oce­nić jako trafny, co potwier­dził spraw­nie prze­pro­wa­dzony trans­port, jak i póź­niej­sze ich zasto­so­wa­nie w walce. Z punktu widze­nia Regia Marina cenny dla Niemców dar w isto­cie nie zubo­żył jej poten­cjału. Miniaturowe okręty pod­wodne CB raczej nie miały szans na wdar­cie się do pil­nie strze­żo­nych baz bry­tyj­skich i nie znaj­do­wano dla nich więk­szych zadań na Morzu Śródziemnym. Bardziej dokucz­liwy był uby­tek kutrów tor­pe­do­wych oraz moto­ró­wek tor­pe­do­wych i wybu­cho­wych, ale nie na tyle by wpły­nąć na balans sił z bry­tyj­ską mary­narką wojenną. Poza tym Regia Marina dys­po­no­wała już set­kami podob­nych okrę­tów, któ­rych uży­cie było dość ogra­ni­czone z powodu braku paliwa.
Kolumna dzięki swo­jej mobil­no­ści mogła szybko reago­wać na dyna­micz­nie zmie­nia­jącą się sytu­ację na lądzie. Kolumna samo­cho­dowa po zbli­że­niu się do wojsk nie­miec­kich i spusz­cze­niu na wodę sprzętu, mogła współ­dzia­łać w likwi­da­cji gniazd oporu prze­ciw­nika, roz­miesz­czo­nych na wybrzeżu. Było to w prak­tyce two­rze­nie połą­czo­nych grup bojo­wych, wyko­rzy­sty­wa­nych we wspól­nych ope­ra­cjach sił lądo­wych i mor­skich.
Włosi powo­łali spe­cjalne grupy stu­dyjne do roz­wią­za­nia pro­blemu trans­portu, które pod­jęły współ­pracę z odpo­wied­nimi wła­dzami nie­miec­kimi, węgier­skimi i rumuń­skimi, przy opra­co­wa­niu mar­szrut i tech­niki prze­wozu lądem i wodami śród­lą­do­wymi. Ściśle kon­tak­to­wano się z także z wło­skimi kole­jami i komór­kami trans­por­to­wymi armii wło­skiej. Skala pro­ble­mów była poważna, głów­nie ze względu na roz­miary i wagę okrę­tów oraz na trasę, która liczyła kilka tysięcy kilo­me­trów. Nawet dziś nie byłaby to pro­sta ope­ra­cja.
Jednostka została prze­rzu­cona z La Spezii, przez Bałkany i Europę Wschodnią do Symferopola. Szczegółowa trasa bie­gła przez Weronę, prze­łęcz Brenner, Wiedeń, Kraków i Tarnopol. 15 maja 1942 r. kolumna 101. Flotylli MAS dotarła do gra­nicy rosyj­skiej. Następnie mija­jąc Dniepropietrowsk 19 maja przy­była do Symferopola. Stąd po roz­ła­dunku kolumna 40 pojaz­dów, ruszyła dalej i 21 maja dotarła do Jałty. Resztę podróży kutry i moto­rówki wraz z zało­gami odbyły na cię­ża­rów­kach, osią­ga­jąc 22 maja 1942 r. Foros, które stało się bazą główną 101. Flotylli MAS. Podróż trwała 20 dni.
Foros oka­zało się uro­czym mia­stecz­kiem, o pięk­nym poło­że­niu na połu­dnio­wym wybrzeżu Krymu, nie­da­leko od Bałakławy i na połu­dnie do Sewastopola. Jednak baza nie posia­dała nawet małego mola, do któ­rego można by było przy­bi­jać, ale była poło­żona bli­sko oblę­żo­nego Sewastopola (około 15 km na połu­dniowy-wschód), dzięki temu można było orga­ni­zo­wać szyb­kie wypady prze­ciwko kon­wo­jom idą­cym z Kaukazu na pomoc okrą­żo­nemu mia­stu. Ostatecznie grupa Lenziego ogło­siła goto­wość bojową 29 maja 1942 r., kiedy przy­był z wizytą inspek­cyjną kmdr por. Salvatore Todaro.
Przybycie wydzie­lo­nego kon­tyn­gentu X Flotylli MAS zostało poprze­dzone wysła­niem jesz­cze w kwiet­niu 1942 r. sze­ściu 35-tono­wych okrę­tów pod­wod­nych CB do Konstancy, które z Wenecji osią­gnęły Wiedeń, a następ­nie udały się do miej­sca prze­zna­cze­nia pły­nąc Dunajem. Do rumuń­skiego portu dotarły 25 kwiet­nia a 2 maja zostały spusz­czone na Morzu Czarnym. Okręty pod­wodne CB 1, CB 2, i CB 3 wyru­szyły z Konstancy 1 czerwca i dotarły do bazy w Jałcie cztery dni póź­niej. 9 czerwca kolejne trzy CB wyru­szyły z rumuń­skiego portu i dwa dni póź­niej zja­wiły się w miej­scu prze­zna­cze­nia. Ich zada­niem było zwal­cza­nie radziec­kich okrę­tów pod­wod­nych zagra­ża­ją­cych żeglu­dze państw Osi na Morzu Czarnym.
Do ich poszu­ki­wa­nia i zwal­cza­nia dowódz­two obrony Sewastopola utwo­rzyło oddział lot­ni­czy wypo­sa­żony w sześć łodzi lata­ją­cych MBR‑2, które kon­tro­lo­wały podej­ścia do mia­sta-twier­dzy i akweny Morza Czarnego na któ­rych spo­dzie­wano się wło­skich sił pod­wod­nych (Sulina, Konstanca, cie­śnina Bosfor). Zorganizowano rów­nież oddział czte­rech kutrów tor­pe­do­wych, a w por­cie zain­sta­lo­wano sta­lowe sieci, które miały zapo­biec dosta­niu się minia­tu­ro­wych okrę­tów pod­wod­nych do portu.
Do pomocy Włochom przy­dzie­lono nie­miecką kom­pa­nię inży­nie­ryjną, któ­rej zada­niem było przy­go­to­wa­nie bazy dla 101. Flotylli MAS w Foros i dal­sza współ­praca z sojusz­ni­kiem. Zbudowano nie­wielki tor szy­nowy i slip drew­niany, żeby prze­trans­por­to­wać kutry i moto­rówki na brzeg morza i spu­ścić je na wodę. Dzięki nie­miec­kiej pomocy prace zakoń­czono szybko. Niemcy pomo­gli rów­nież w przy­go­to­wa­niu sta­no­wisk ognio­wych arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej oraz uży­czyli Włochom pięć dodat­ko­wych armat kal. 20 mm ze względu na czę­ste ataki radziec­kiego lot­nic­twa.
Sytuacja ope­ra­cyjno-tak­tyczna wyglą­dała nastę­pu­jąco: Niemcy oku­po­wali Krym z wyjąt­kiem twier­dzy Sewastopol i Bałakława, do któ­rych zaopa­trze­nie było kie­ro­wane drogą mor­ską. Włosi dostali roz­kaz zakłó­ca­nia dostaw oraz osła­bia­nia obroń­ców i uła­twie­nia szturmu woj­skom nie­miec­kim. Każdej nocy dwa lub trzy wło­skie kutry tor­pe­dowe wycho­dziły w morze, orga­ni­zu­jąc zasadzki na szla­kach komu­ni­ka­cyj­nych prze­ciw­nika. Ograniczenie, co do ilo­ści patro­lu­ją­cych kutrów wyni­kało ze stanu zaopa­trze­nia jakim dys­po­no­wano i tego na co można było real­nie liczyć. Remontowano także sprzęt, napra­wia­jąc uszko­dze­nia spo­wo­do­wane ostrza­łem arty­le­ryj­skim i z broni maszy­no­wej oraz bli­skimi wybu­chami poci­sków i bomb lot­ni­czych.
Główną bazą minia­tu­ro­wych okrę­tów pod­wod­nych CB była począt­kowo Konstanca, dopiero póź­niej prze­nie­siono je do Jałty, skąd patro­lo­wały linie komu­ni­ka­cyjne łączące Sewastopol z Noworosyjskiem i Tuapse. Członek załogi okrętu CB 2 Mario Agodi wspo­mina, że po przy­by­ciu trzeba było przede wszyst­kim zapo­znać się z akwe­nem, na któ­rym wkrótce miano wal­czyć, dla­tego począt­kowo odby­wano dłu­gie patrole w cza­sie któ­rych badano m.in. reak­cję prze­ciw­nika na poja­wie­nie się nowego zagro­że­nia. Jego okręt spo­tkała w pierw­szych dniach obec­no­ści na Morzu Czarnym, też nie­miła nie­spo­dzianka. Został on omył­kowo ostrze­lany przez nie­miecką arty­le­rię nad­brzeżną. Na szczę­ście obyło się bez ofiar śmier­tel­nych, ponie­waż jeden z człon­ków załogi natych­miast wystrze­lił racę sygna­li­zu­jącą jed­nostkę sojusz­ni­czą.
Co do orga­ni­za­cji to trzeba wyraź­nie zazna­czyć, że oddzielne struk­tury sta­no­wiły okręty pod­wodne i jed­nostki tor­pe­dowe. Ponadto kutry tor­pe­dowe były podzie­lone na dwa zespoły liczące po pięć jed­no­stek. Często dzia­łano parami ale jeśli było to tylko moż­liwe, to do akcji wysy­łano także 4 – 5 jed­no­stek, czyli wszyst­kie sprawne w tym momen­cie w eska­drylli. Wiele akcji odby­wało się nocą. W przy­padku moto­ró­wek wybu­cho­wych misje w warun­kach noc­nych sta­no­wiły pra­wie 100%, ponie­waż tylko w takich warun­kach te jed­nostki były w sta­nie podejść nie­po­strze­że­nie bli­sko nie­przy­ja­ciela. Nie mając kara­bi­nów maszy­no­wych były one rów­nież zupełne bez­bronne wobec nawet małych uzbro­jo­nych stat­ków. Przeprowadzone ataki na uzbro­jone okręty wroga były aktami dużej odwagi. Z reguły sta­rano się podejść do celów skry­wa­jąc się jak naj­dłu­żej na tle ciem­nego wybrzeża. Motorówki wybu­chowe mogły wtedy wyko­rzy­stać swoje zalety: nie­wielki roz­miar i szyb­kość. Rajdy kutrów i moto­ró­wek były głów­nie patro­lami poszu­ki­waw­czo-wymia­ta­ją­cymi na tra­sach kon­wo­jów. Rzadziej wyru­szano prze­ciwko obiek­tom wcze­śniej wykry­tym. Sporadycznie docho­dziło do zapla­no­wa­nej koor­dy­na­cji dzia­łań z Luftwaffe.
Rosyjski histo­ryk A. B. Szirokorad pisze, że nie­któ­rzy ofi­ce­ro­wie Floty Czarnomorskiej pro­po­no­wali swoim zwierzch­ni­kom nie tylko szyb­kie opra­co­wa­nie odpo­wied­nich metod zwal­cza­nia wło­skich, lek­kich sił nawod­nych, ale także wyko­rzy­sta­nie ich tak­tyki przez radziec­kie kutry tor­pe­dowe do walki z okrę­tami i stat­kami państw Osi. Postulowano posta­wie­nie pół mino­wych w rejo­nach ope­ro­wa­nia wło­skich kutrów MAS i moto­ró­wek tor­pe­do­wych MTSM oraz minia­tu­ro­wych okrę­tów pod­wod­nych CB, aby wyeli­mi­no­wać je z walki. Ich akcje były bowiem coraz bar­dziej nie­bez­pieczne dla szla­ków komu­ni­ka­cyj­nych wio­dą­cych do Sewastopola.
Miejsce sta­cjo­no­wa­nia sił wło­skich było wie­lo­krot­nie ata­ko­wane przez radziec­kie lot­nic­two. 29 maja uszko­dzony został kuter tor­pe­dowy MAS 571, a na innych jed­nost­kach odno­to­wano liczne prze­strze­liny z broni maszy­no­wej. Początkowo wyko­ny­wano wspólne nie­miecko-wło­skie patrole bojowe, z któ­rych pierw­szy miał miej­sce 31 maja 1942 r.
Jednostkę w tym okre­sie wizy­to­wał gene­rał puł­kow­nik Erich von Manstein, który odwie­dził rów­nież nie­miecki XXX Korpus i spo­tkał się z kmdr. Mimbellim oraz kmdr. por. Todaro. W cza­sie roz­mów uzgod­niono – z udzia­łem przed­sta­wi­ciela Krigsmarine, adm. Freiburgiem, że po począt­ko­wych wspól­nych akcjach dla „koniecz­nego pozna­nia się” dzia­ła­nia wło­skie zostaną oddzie­lone od reszty sił mor­skich państw Osi.
Manstein wra­cał z Bałakławy do Jałty na pokła­dzie jed­nego z wło­skich kutrów tor­pe­do­wych. Niedaleko miej­sca doce­lo­wego miał miej­sce atak dwóch radziec­kich myśliw­ców z 6. Gwardyjskiego Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. W ciągu kilku sekund sie­dem z 16 osób na pokła­dzie nie żyło lub zostało ciężko ran­nych. Dodatkowo jeden z myśliw­ców zrzu­cił dwie bomby, które jed­nak chy­biły celu. Jak wspo­mina Manstein: zacho­wa­nie wło­skiego kapi­tana kutra, mło­dego porucz­nika było godne naj­wyż­szego sza­cunku, poka­zał inte­li­gen­cję oraz odwagę i ura­to­wał nas. Kolejny Włoch wysko­czył z kutra i pomimo min popły­nął do brzegu po czym nago pobiegł w kie­runku portu w Jałcie. Sprowadził łódź moto­rową, która odho­lo­wała nas do portu. Na kutrze zgi­nął jeden ofi­cer i trzech mary­na­rzy wło­skich, zgi­nął rów­nież kpt. von Wedel, komen­dant portu w Jałcie.
Typowa ope­ra­cja wło­ska pole­gała na gru­po­wym wyj­ściu w morze, które jed­nak rzadko koń­czyło się spo­tka­niem prze­ciw­nika. Takich rej­sów, które odby­wały się co noc były dzie­siątki. Wyczerpywały one załogi i obsługę na lądzie. Inną spe­cy­ficzną cechą było nie­pełne wyko­rzy­sta­nie zasięgu ope­ra­cyj­nego okrę­tów. Zagony MAS-ów rzadko prze­kra­czały 100 mil mor­skich. Motorówki z reguły poprze­sta­wały na 20 – 50 Mm. Czas prze­by­wa­nia na morzu rzadko prze­kra­czał kil­ka­na­ście godzin, naj­czę­ściej ogra­ni­czała go noc. Misje cało­do­bowe i dłuż­sze nale­żały do wyjąt­ków. Było to jed­nak powią­zane ści­śle z cha­rak­te­rem walk toczo­nych na Krymie. Brzegi były pocięte rosyj­skimi przy­czół­kami, rejo­nami desan­to­wymi i dużymi obsza­rami obron­nymi Sewastopola i Bałakławy, a póź­niej Kercza i Teodozji. Zwalczanie tych wła­śnie punk­tów było prio­ry­te­tem dla wojsk Osi.
W nocy z 6 na 7 czerwca 1942 r. pięć wło­skich kutrów wyszło w morze, by wes­przeć nie­miec­kie kutry tor­pe­dowe, dzia­ła­jące prze­ciwko radziec­kim trans­por­tow­com. Jednak bez rezul­ta­tów. Cztery dni póź­niej Massarini w cza­sie patrolu bojo­wego trzech moto­ró­wek tor­pe­do­wych MTSM: 206, 208 i 216, wypu­ścił jedną tor­pedę w kie­runku radziec­kiego nisz­czy­ciela Taszkient, który znaj­do­wał się w odle­gło­ści 3 Mm na połu­dnie od przy­lądku Chersones. Jego moto­rówka MTSM 216 nie uzy­skała tra­fie­nia. Dowódca radziec­kiego okrętu, kpt. W. Zacharow wspo­mi­nał w swoim pamięt­niku, że Włosi byli bar­dzo zde­ter­mi­no­wani i szybko nie odpusz­czali. Zresztą kiedy Taszkient wra­cał to wpadł w zasadzkę kolej­nego MAS‑a, która na szczę­ście dla załogi nisz­czy­ciela rów­nież się nie powio­dła.
10 czerwca wło­skie MAS‑y zato­piły radziecki sta­tek szpi­talny Gruzja o wypor­no­ści 4875 BRT. Była to ostat­nia jed­nostka zato­piona przed upad­kiem Sewastopola. Dzień póź­niej Todaro idący w patrolu dwóch MTSM: 204 i jego 210 zaata­ko­wał radziecki eskor­to­wiec o wypor­no­ści 600 – 800 t, jed­nak wynik ataku jest nie­znany. 13 czerwca moto­rówki tor­pe­dowe MTSM: 204, 206 i 210, kie­ro­wane przez Massariniego i Grillo, zaata­ko­wały koło przy­lądka Chersones kon­wój zło­żony z dużego moto­rowca w osło­nie dwóch eskor­tow­ców i dwóch kutrów. Mimo sil­nego ognia MTSM 210 Massariniego i Grillo przedarł się i wystrze­lił tor­pedę z bli­skiej odle­gło­ści do statku o dużej wypor­no­ści (13 tys. ton). Torpeda tra­fiła w cel, a uszko­dzony sta­tek załoga skie­ro­wała w stronę brzegu, gdzie dobiły go nie­miec­kie bom­bowce nur­ku­jące Ju 87. Eksplozja była spora, ponie­waż paro­wiec prze­wo­ził amu­ni­cję dla obroń­ców Sewastopola. Jak się oka­zało była to ostat­nia próba dostar­cze­nia okrą­żo­nym czer­wo­no­ar­mi­stom tego, czego tak bar­dzo potrze­bo­wali.
Okręty pod­wodne CB już w pierw­szym tygo­dniu dzia­łań bojo­wych odnio­sły spore suk­cesy. 12 czerwca CB 2 w cza­sie patrolu w pobliżu Sewastopola wystrze­lił tor­pedę w kie­runku krą­żow­nika typu Woroszyłow, jed­nak z powodu wady pro­duk­cyj­nej zbo­czyła ona z kie­runku i nie eks­plo­do­wała. Z kolei 13 czerwca CB 5 został w pobliżu Jałty zato­piony przez radziecki okręt pod­wodny. W wyniku wło­skiej odpo­wie­dzi na dno poszły dwa okręty pod­wodne prze­ciw­nika. Jeden z nich został zato­piony przez CB 3 (Szcz-32), a drugi przez kuter tor­pe­dowy MAS 571 (Szcz-214), dowo­dzony kpt. Curzio Castognecci. 18 czerwca CB 2 zaata­ko­wał i zgło­sił zato­pie­nie kolej­nego okrętu pod­wod­nego (według radziec­kich danych Szcz-213, według wło­skich – Szcz-306). Co do tych zwy­cięstw są spore roz­bież­no­ści.
Strona rosyj­ska utrzy­muje, że Szcz-32 został zato­piony dopiero 26 czerwca przez okręt pod­wodny CB 2, a do tego czasu został posłany na dno tylko Szcz-214. Tego typu pro­ble­mów ze zgło­szo­nymi wło­skimi zwy­cię­stwami jest przy­naj­mniej kilka. I tak 26 sierp­nia 1943 r. CB 4 stor­pe­do­wał radziecki okręt pod­wodny, który ziden­ty­fi­ko­wano jako Szcz-207, jed­nak według stanu Floty Czarnomorskiej ta jed­nostka nadal była w służ­bie w 1952 r.! Rosjanie w pobliżu Sewastopola przy­znają się nato­miast do straty 28 sierp­nia Szcz-203, więc wszystko wska­zuje na to, że to wła­śnie ten okręt został zato­piony przez CB 4. Kolejny atak tego okrętu pod­wod­nego był mniej udany. 27 czerwca pró­bo­wał on zaata­ko­wać radziecki nisz­czy­ciel, jed­nak został prze­gnany przez mniej­sze jed­nostki. Rosjanie zde­cy­do­wali o wyco­fa­niu nisz­czy­cieli z dzia­łań bojo­wych.
Włoskie okręty pod­wodne CB na fron­cie wschod­nim znaj­do­wały się do końca lata 1943 r., ostat­nią radziecką jed­nostkę posłano na dno 26 sierp­nia. Gilberto Cipola, czło­nek załogi CB 6 wspo­mi­nał, że akwen, na któ­rym wyko­ny­wać zada­nia nie był wcale łatwy. W zasięgu i pasie dzia­ła­nia wody były płyt­kie, co czę­sto czy­niło próby zanu­rze­nia się w cza­sie zasadzki, ataku, lub nawet ucieczki nie­moż­li­wymi do wyko­na­nia. Okręty sta­wały się wów­czas łatwym celem i nawet jeśli nie skoń­czyło się to ich zato­pie­niem, to na pewno trzeba było po powro­cie do bazy spę­dzić dłu­gie dni na napra­wach.
Kutry tor­pe­dowe MAS, a raczej ich załogi, zostały wyko­rzy­stane w dzia­ła­niach prze­ciwko twier­dzy w Sewastopolu, która była oble­gana przez woj­ska nie­miec­kie i rumuń­skie. Debiut moto­ró­wek wybu­cho­wych nastą­pił wraz z zato­pie­niem 5000-tono­wego parowca. W cza­sie jed­nej z misji kuter tor­pe­dowy MAS prze­chwy­cił radziecki kuter na pokła­dzie któ­rego znaj­do­wał się gene­rał. Wraz z załogą wzięto go do nie­woli.
Do dys­po­zy­cji Włochów został oddany jeden samo­lot Fi 156 Storch, zresztą mary­na­rze korzy­stali rów­nież z nie­miec­kich danych wywia­dow­czych. Jeden z radziec­kich rapor­tów zauwa­żał: samo­loty roz­po­znaw­cze wroga stale pene­tro­wały morze i wybrzeże, w świe­tle księ­życa a nawet w ciemną noc. Gdy tylko odna­la­zły nasze okręty i statki na morzu natych­miast poja­wiały się bom­bowce nur­ku­jące lub moto­rówki tor­pe­dowe MTS. Jeden z wło­skich mary­na­rzy wspo­mi­nał po latach: siły i środki mie­li­śmy nie­po­zorne, ale owoce naszej dzia­łal­no­ści widzieli wszy­scy oka­zu­jąc nam podziw dla naszego poświę­ce­nia, które było udzia­łem całego zespołu.
18 czerwca 1942 r. w zasadzce pod Bałakławą kuter pod dowódz­twem Romano został zaata­ko­wany przez dwa radziec­kie kutry patro­lowe. Uciekając przed nimi Romano był zmu­szony cią­gle odda­lać się od brzegu. Trwało to dopóki nie uka­zały się brzegi Turcji. Na szczę­ście Rosjanie zre­zy­gno­wali z pościgu i Włosi mogli wró­cić do bazy. Tej samej nocy dwa kutry z zało­gami Lenzi-Montanari i Todaro-Pascolo wykryły dwie radziec­kie sza­lupy na połu­dnie od przy­lądka Kikniez. Niespodziewanie w kie­runku Włochów otwo­rzono ogień z broni maszy­no­wej. Walka na dystan­sie 200 m trwała około 20 minut. Kutry doznały tylko nie­wiel­kich uszko­dzeń, ale sier­żant Pascolo stra­cił lewą rękę. Nie wia­domo nie­stety jaki los spo­tkał ludzi w sza­lu­pach.
  • Leszek Molendowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE