Regia Aeronautica

Dwa znaki czasow symbolizujace czas sojuszu z III Rzesza i aliantami – samolot mysliwski Macchi MC.202 stoi obok mysliwca P-39 Airacobra z 101. dywizjonu 5. pulku.

Dwa znaki cza­sów sym­bo­li­zu­jące czas soju­szu z III Rzesza i alian­tami – samo­lot myśliw­ski Macchi MC.202 stoi obok myśliwca P-39 Airacobra z 101. dywi­zjonu 5. pułku.

Po zawar­ciu 8 wrze­śnia 1943 r. przez wło­ski rząd mar­szałka Pietra Badoglia rozejmu z alian­tami wszyst­kie samo­loty Królewskich Sił Powietrznych (Regia Aeronautica) otrzy­mały roz­kaz prze­lotu na lot­ni­ska zajęte przez sprzy­mie­rzo­nych i odda­nia się do nie­woli. Zdołało to uczy­nić około 200 załóg samo­lo­tów róż­nych typów, poza tym 250 maszyn alianci zdo­byli na zaję­tych lot­ni­skach. Jeszcze w tym samym mie­siącu roz­po­częto roz­mowy mające na celu prze­kształ­ce­nie Królewskich Sił Powietrznych w lot­nic­two sojusz­ni­cze. Otrzymało ono nazwę Włoskie Lotnicze Siły Współwalczące (Aviazione Cobelligerante Italiana). Po for­mal­nym wypo­wie­dze­niu przez Włochy wojny III Rzeszy (13 paź­dzier­nika 1943 r.) odro­dzone wło­skie lot­nic­two przy­stą­piło do wspól­nej walki z alian­tami prze­ciwko Niemcom.

W roz­ka­zie nr 1 wło­skiego Naczelnego Dowództwa wyda­nym 4 wrze­śnia 1943 r. napi­sano: że: a) jed­nostki myśliw­skie muszą zostać zgro­ma­dzone w Lazio, pozo­stałe rodzaje jed­no­stek na Sardynii, a żadna maszyna nie może zostać pozo­sta­wiona wro­gowi, b) lot­ni­ska muszą być bro­nione (z jed­nost­kami Królewskich Sił Zbrojnych) tak, aby zapo­biec ich zaję­ciu przez Niemców (…); jeśli zaj­dzie taka koniecz­ność należy znisz­czyć zgro­ma­dzone samo­loty i mate­riał wojenny (paliwo, amu­ni­cję itp.); jeśli lot­ni­ska są mie­szane należy wraz z oddzia­łami armii znisz­czyć nie­miec­kie samo­loty i ich maga­zyny.
Rozkaz był jasny a posta­wione zada­nia logiczne, z tym że poza wąskim gro­nem ofi­ce­rów Sztabu Królewskich Sił Powietrznych nikt o nim nie wie­dział. Poczyniono jed­nak pewne kroki mające na celu wyko­na­nie roz­kazu. Począwszy od 6 wrze­śnia 1943 r. stop­niowo na lot­ni­sku Lazio w pobliżu Rzymu były kon­cen­tro­wane dywi­zjony myśliw­skie i myśliw­sko-bom­bowe z zada­niem obrony sto­licy kraju, w ramach ope­ra­cji „Giant”. Plan prze­wi­dy­wał lądo­wa­nie alianc­kich spa­do­chro­nia­rzy w Rzymie, w czym miały pomóc wło­skie Królewskie Siły Zbrojne. Operacja nie doszła do skutku, pierw­szeń­stwo otrzy­mało lądo­wa­nie alian­tów pod Salerno (9 wrze­śnia 1943 r., ope­ra­cja „Avalanche”). Włosi postę­po­wali ostroż­nie, aby nie dopro­wa­dzić do przed­wcze­snego zde­ma­sko­wa­nia swo­ich pla­nów przed Niemcami.
Podpisanie kapi­tu­la­cji Włoch przez mar­szałka Pietro Badoglio miało miej­sce 3 wrze­śnia 1943 r., 8 wrze­śnia zaś weszło w życie i zostało ogło­szone publicz­nie. Jednak nie wszy­scy Włosi byli zado­wo­leni z zakoń­cze­nia wojny i przej­ścia na stronę dotych­cza­so­wego wroga. Dotyczyło to zwłasz­cza per­so­nelu lata­ją­cego Królewskich Sił Powietrznych. Ludzie ci od kilku lat (nie­któ­rzy od cza­sów hisz­pań­skiej wojny domo­wej, 1936 – 1939) wal­czyli u boku swo­ich kole­gów z Luftwaffe. Lotnicy nie zaznali zbyt mocno okrop­no­ści zwią­za­nych z dłu­go­trwa­łym prze­by­wa­niem w bez­po­śred­nim kon­tak­cie z prze­ciw­ni­kiem na linii stycz­no­ści bojo­wej wojsk, maso­wych pochów­ków i gro­bów po bitwie. Piloci nadal uwa­żali się i byli uwa­żani za elitę, czę­sto wywo­dząc się z ary­sto­kra­tycz­nych rodzin lub z boga­tego miesz­czań­stwa. Nawet, jeśli mło­dzi ludzie zosta­wali pilo­tami ze względu na swoje umie­jęt­no­ści i kwa­li­fi­ka­cje, a nie ukoń­czone stu­dia i uro­dze­nie, to mieli poczu­cie nobi­li­ta­cji i w prze­ci­wień­stwie do swo­ich kole­gów z wojsk lądo­wych i mary­narki wojen­nej, mieli poczu­cie przy­na­leż­no­ści do wąskiego grona, co chęt­nie wyko­rzy­sty­wała pro­pa­ganda.
Lotnictwo wło­skie miało podob­nie jak Luftwaffe naj­więk­szy odse­tek przy­na­leż­no­ści ofi­ce­rów do Narodowej Partii Faszystowskiej (Partio Nazionale Fascisti, PNF), oscy­lu­jący w gra­ni­cach 80 pro­cent. Kilka jed­no­stek czę­sto bazo­wało na jed­nym lot­ni­sku, ich per­so­nel prze­pro­wa­dzał wspólne akcje bojowe i patrole, z któ­rych nie zawsze uda­wało się wró­cić w peł­nym skła­dzie, a w miej­scu gdzie prze­bywa kil­ku­dzie­się­ciu lot­ni­ków jest to o wiele bar­dziej widoczne niż w innych rodza­jach sił zbroj­nych. Piloci wspól­nie spę­dzali dużo czasu, wymie­nia­jąc się spo­strze­że­niami na temat tak­tyki, manew­ro­wa­nia w powie­trzu oraz cha­rak­te­ry­styk sprzętu wła­snego i prze­ciw­nika.
Już od rana 9 wrze­śnia 1943 r. alianci zaczęli liczyć wło­skie samo­loty, które wylą­do­wały za liniami 8. Armii bry­tyj­skiej, głów­nie na lot­ni­skach w pobliżu Lecce-Galatina i Brindisi. Wielu wło­skich pilo­tów chciało natych­miast ruszyć do akcji prze­ciwko Niemcom. Jeden z lot­ni­ków, który dopiero co wylą­do­wał, powie­dział do bry­tyj­skiego ofi­cera: Prosimy tylko o ben­zynę i amu­ni­cję. Zamiast tego wło­scy ochot­nicy usły­szeli, że mają się udać do baz lot­ni­czych w Tunezji, jak to pod­su­mo­wał z ogrom­nym roz­cza­ro­wa­niem jeden z Włochów: daleko od ciężko wal­czą­cych wło­skich żoł­nie­rzy na Kefalonii.
We wrze­śniu w rękach Brytyjczyków i Amerykanów zna­la­zło się 250 wło­skich samo­lo­tów, zdo­by­tych na lot­ni­skach w połu­dnio­wych Włoszech w momen­cie wej­ścia w życie zawie­sze­nia broni, lub wcze­śniej w cza­sie dzia­łań wojen­nych. Jednak jedy­nie 100 z nich było spraw­nych. Warunki rozejmu naka­zy­wały Włochom prze­ba­zo­wa­nie sprzętu lata­ją­cego na lot­ni­ska alianc­kie na Sycylii i w Tunezji. Pomimo, że na wło­skich lot­ni­skach sta­cjo­no­wały rów­nież jed­nostki Luftwaffe, udało się tego doko­nać zało­gom 203 samo­lo­tów Królewskich Sił Powietrznych, w tym 39 myśliw­skich, 117 bom­bo­wych i bom­bowo-tor­pe­do­wych oraz 47 wod­no­sa­mo­lo­tów. Tylko połowa nada­wała się do ope­ra­cyj­nego uży­cia.
Exodus wło­skiego lot­nic­twa woj­sko­wego na stronę alian­tów, roz­po­czął się w dniach 9 – 11 wrze­śnia 1943 r. samo­czyn­nie decy­zjami poje­dyn­czych pilo­tów, grup lot­ni­ków lub był pro­wa­dzony zgod­nie z roz­ka­zem nr 1 Naczelnego Dowództwa; z lot­nisk na tere­nie kraju, z Dalmacji i z wysp Morza Egejskiego. W związku z tym, że część lot­nisk była mie­szana wyko­na­nie prze­wi­dzia­nych na tę oko­licz­ność dyrek­tyw było mocno utrud­nione. Większość z samo­lo­tów była prze­sta­rzała, ponie­waż w momen­cie zawie­sze­nia broni jed­nostki Królewskich Sił Powietrznych znaj­do­wały się w trak­cie prze­zbra­ja­nia w nowe modele sprzętu, któ­rych wytwór­nie i skład­nice znaj­do­wały się w pół­noc­nej czę­ści kraju.
  • Leszek Molendowski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE