Rakietowe ude­rze­nie w Syrię

Krazownik rakietowy USS Monterey (CG 61) typu Ticonderoga odpala pocisk Tomahawk z wyrzutni dziobowej w nocy 14 kwietnia 2018 r.

Krazownik rakie­towy USS Monterey (CG 61) typu Ticonderoga odpala pocisk Tomahawk z wyrzutni dzio­bo­wej w nocy 14 kwiet­nia 2018 r.

14 kwiet­nia mię­dzy godziną 03.42 a 05.10 czasu syryj­skiego (02.42 – 04.10 pol­skiego) Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania w sko­or­dy­no­wany spo­sób zaata­ko­wały Syrię rakie­to­wymi poci­skami manew­ru­ją­cymi. W zasa­dzie jest to jedyna cząstka tej histo­rii, co do któ­rej nie ma roz­bież­no­ści mię­dzy napa­da­ją­cymi, napad­nię­tymi i obser­wa­to­rami. W tym ostat­nim gro­nie należy przede wszyst­kim wymie­nić pań­stwa zaan­ga­żo­wane w obronę Syrii, czyli Rosję i Iran. Co do całej reszty, to każda ze stron przed­sta­wia wła­sną wer­sję wyda­rzeń, acz nie każda pod­piera swoje twier­dze­nia dowo­dami. Ich wery­fi­ka­cja to jesz­cze inna sprawa. Podobnie jak wia­ry­god­ność zaan­ga­żo­wa­nych stron – w nie­któ­rych przy­pad­kach tak zni­koma, że zmie­ści­łaby się w fiolce, którą swego czasu Colin Powell potrzą­sał na posie­dze­niu Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Nie będziemy w arty­kule poru­szać kwe­stii broni che­micz­nej i jej uży­cia pod­czas wojny w Syrii, któ­rej praw­dziwe lub domnie­mane sto­so­wa­nie przez Syryjską Armię Arabską służy Stanom Zjednoczonym za pre­tekst do ata­ko­wa­nia syryj­skiego woj­ska bez rezo­lu­cji ONZ czy wypo­wie­dze­nia wojny. Tak było i tym razem, gdy do jej uży­cia miało jakoby dojść w Dumie. Pozostaje tylko powtó­rzyć słowa pre­zy­denta Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga, który w roz­mo­wach tele­fo­nicz­nych z bry­tyj­ską pre­mier Theresą May i pre­zy­den­tem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem przy­po­mniał, że sprawę ata­ków che­micz­nych powinno wyja­śnić bez­stronne mię­dzy­na­ro­dowe docho­dze­nie. Tymczasem atak 14 kwiet­nia utrud­nił dostęp do Dumy i opóź­nił pracę inspek­to­rów z Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (ang. OPCW – Organisation for the Prohibition of Chemical Weapons).

Atak

Pierwsza roz­bież­ność, choć drobna, doty­czy liczby uży­tych skrzy­dla­tych poci­sków manew­ru­ją­cych. A musiała być ona duża, bio­rąc pod uwagę, ile nosi­cieli zaan­ga­żo­wano do ich odpa­le­nia. O ile atak na lot­ni­sko woj­skowe Szajrat (wła­ści­wie Asz-Sza’irat) w kwiet­niu ubie­głego roku wyko­nały dwa nisz­czy­ciele rakie­towe typu Arleigh Burke (USS Ross i USS Porter), odpa­la­jąc 60 poci­sków Tomahawk, to teraz tylko do odpa­la­nia Tomahawków Stany Zjednoczone zaan­ga­żo­wały nisz­czy­ciel, krą­żow­nik i okręt pod­wodny o napę­dzie jądro­wym. A prócz tego były jesz­cze samo­loty odpa­la­jące poci­ski JASSM. Za ofi­cjalny komu­ni­kat Waszyngtonu może ucho­dzić oświad­cze­nie sekre­ta­rza obrony Jamesa Mattiza dla ame­ry­kań­skich mediów, który tego samego dnia poin­for­mo­wał, że tym razem użyto dwa razy wię­cej poci­sków niż przed rokiem, co daje ~120 sztuk. Oficjalnie fran­cu­skie i bry­tyj­skie resorty obrony podały, że użyły odpo­wied­nio czter­na­stu i ośmiu poci­sków. Jednak oka­zało się, że liczby te naj­wy­raź­niej doty­czyły poci­sków, które pla­no­wano odpa­lić, a nie odpa­lono. A i to nie jest pewne. Zestawienie sił i środ­ków uży­tych wg Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych do zaata­ko­wa­nia Syrii zawiera poniż­sza tabela.
Łącznie daje to 105 poci­sków rakie­to­wych. Uzupełnijmy, że cztery bry­tyj­skie samo­loty Tornado, każdy z dwoma poci­skami, wystar­to­wały z bazy Akrotiri na Cyprze, więc dystans do strefy odpa­le­nia był raczej nie­wielki. Zarówno poci­ski fran­cu­skie, jak i bry­tyj­skie miały wle­cieć w syryj­ską prze­strzeń powietrzną od strony Libanu. Pozycje ogniowe ame­ry­kań­skich okrę­tów nawod­nych nie dzi­wią. Układy nawi­ga­cyjne Tomahawków wyma­gają (naj­wy­raź­niej nadal) poko­na­nia dużego dystansu nad dokład­nie skar­to­wa­nym tere­nem i w miarę uroz­ma­ico­nym. Rok temu do celu dole­ciało tylko ok. 23 z 60 wystrze­lo­nych Tomahawków (leciały znad wschod­niego Morza Śródziemnego via Izrael i nad połu­dniową Syrią) przy braku prze­ciw­dzia­ła­nia obrony prze­ciw­lot­ni­czej, a teraz też widać, że pro­blem z tam­tymi poci­skami nie leżał tylko po stro­nie ich resur­sów. Tym razem z Morza Śródziemnego odpa­lał je tylko okręt pod­wodny. Użyte obec­nie Tomahawki naj­praw­do­po­dob­niej nale­żały do wer­sji Block IV (RGM/UGM-109E), gdyż wąt­pliwe by wcze­śniej­sza wer­sja Block III (RGM/UGM-109C) była jesz­cze dostępna.
Amerykańską część lot­ni­czą ataku wyko­nały dwa bom­bowce B-1B Lancer, które wystar­to­wały z bazy Al-Udeid w Katarze i odpa­liły poci­ski manew­ru­jące nad połu­dniowo-wschod­nią Syrią, nad obsza­rami kon­tro­lo­wa­nymi przez Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych. Bombowcom miał towa­rzy­szyć poje­dyn­czy samo­lot walki radio­elek­tro­nicz­nej EA-6B Prowler, który nadal jest uży­wany w lot­nic­twie US Marine Corps (udział tego samo­lotu w zasa­dzie pozo­staje nie­po­twier­dzony). Na początku Kolegium Szefów Sztabów podało, że B-1B odpa­lały poci­ski JASSM-ER. Jednak 19 kwiet­nia zmie­niono wer­sję wyda­rzeń, gdy USAF Central Command podało, że była to jed­nak poprzed­nia wer­sja poci­sku. Podobnie rzecz ma się z uży­ciem myśliw­ców F-22A Raptor, które także zmie­niało się w cza­sie – od braku ich zasto­so­wa­nia, aż do ochrony ame­ry­kań­skich oddzia­łów we wschod­niej Syrii pod­czas ataku.
Zresztą w atak na Syrię każde z trzech państw zaan­ga­żo­wało więk­sze siły niż tylko nosi­ciele poci­sków rakie­to­wych. Jednak zesta­wie­nie maszyn wspie­ra­ją­cych atak powstało czę­ściowo na pod­sta­wie donie­sień medial­nych, a ich rze­tel­ność jest trudna do wery­fi­ka­cji. Natomiast cha­rak­ter ich misji można odgad­nąć po pro­stu z prze­zna­cze­nia tych samo­lo­tów lub okrę­tów. W zesta­wie­niu pomi­niemy już wspo­mniane EA-6B i F-22A oraz użyte ame­ry­kań­skie samo­loty tan­ko­wa­nia powietrz­nego KC-135 Stratotanker (nad M. Śródziemnym) i KC-10 Extender (wspar­cie B-1B).
Brytyjski Sunday Times pisał też o bry­tyj­skim wie­lo­za­da­nio­wym okrę­cie pod­wod­nym o napę­dzie jądro­wym HMS Astute, który szedł na Morze Śródziemne by zaata­ko­wać Syrię Tomahawkami. Jednak osta­tecz­nie nie zaata­ko­wał, bo musiał ucie­kać przed rosyj­skimi kon­wen­cjo­nal­nymi okrę­tami pod­wod­nymi proj. 636, podobno dwoma, które go śle­dziły, aż na pomoc przy­le­ciał ame­ry­kań­ski P-8A Poseidon itd. Cała histo­ria nosi zna­miona typo­wego „fake newsa”. Brytyjskie tablo­idy jesz­cze przed ata­kiem roz­pi­sy­wały się, jak to Astute’y będą odpa­lać Tomahawki, więc być może ta absur­dalna histo­ryjka nie­sie ziarno prawdy. Niewykluczone, że fak­tycz­nie Royal Navy wyzna­czyła okręt typu Astute do ataku, ale jakaś usterka – a te prze­śla­dują ten typ okrę­tów od początku służby – unie­moż­li­wiła odpa­le­nie poci­sków.

  • Adam M. Maciejewski

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE