Rajd na Saint-Nazaire

Rajd na Saint-Nazaire. „Taranowiec” Campbeltown wbity w południową, zewnętrzną bramę doku Normandie. Fot. archiwum redakcji

Rajd na Saint-Nazaire. „Taranowiec” Campbeltown wbity w połu­dniową, zewnętrzną bramę doku Normandie. Fot. archi­wum redak­cji

Brytyjska ope­ra­cja prze­ciwko dokowi Normandie w Saint-Nazaire nazwana została „naj­więk­szym ze wszyst­kich raj­dów”. Tak było w isto­cie. Zbliżyła się ona do gra­nicy mię­dzy „wtar­gnię­ciem” na oku­po­wane wybrzeże grupy dywer­syj­nej a kla­sycz­nym desan­tem szcze­bla tak­tycz­nego. Również ranga zadań sta­wia­nych koman­do­som była jako­ściowo inna niż pod­czas wcze­śniej­szych akcji. Nie było to już sia­nie zamętu i stra­chu wśród Niemców obsa­dza­ją­cych izo­lo­wane pla­cówki, ale wyłą­cze­nie z użyt­ko­wa­nia klu­czo­wego, dla wysiłku wojen­nego Kriegsmarine, obiektu infra­struk­tury. Niejako przy oka­zji zamie­rzano przy tym dopro­wa­dzić do zwią­za­nia znacz­nych sił prze­ciw­nika w sta­cjo­nar­nej obro­nie wybrzeża. Oba te cele zostały osią­gnięte, ale koman­dosi i mary­na­rze uczest­ni­czący w raj­dzie zapła­cili za to bar­dzo wysoką cenę…

Na prze­ło­mie lat 20. i 30. XX w. rząd fran­cu­ski, dążąc do akty­wi­za­cji eko­no­micz­nej bory­ka­ją­cych się z następ­stwami wiel­kiego kry­zysu rejo­nów nada­tlan­tyc­kich oraz chro­niąc wła­sną fla­gową firmę żeglu­gową pod­jął decy­zje o sub­sy­dio­wa­niu nowego, wiel­kiego statku pasa­żer­skiego dla arma­tora Compagnie Générale Transatlantique. Jednostkę, która osta­tecz­nie otrzy­mała nazwę Normandie zamie­rzano zbu­do­wać w Saint-Nazaire, w Bretanii. Jednakże tam­tej­sze stocz­nie nie miały infra­struk­tury umoż­li­wia­ją­cej budowę statku o dłu­go­ści pla­no­wa­nej na ponad 300 m. W związku z powyż­szym koniecz­nym stało się wznie­sie­nie nowego suchego doku, co rów­nież sta­no­wiło wysi­łek o cha­rak­te­rze zarówno komer­cyj­nym, jak i spo­łeczno-socjal­nym. Sytuację tę odzwier­cie­dlały (i odzwier­cie­dlają nadal) upraw­nie­nia wła­ści­ciel­skie. Zbudowana z fun­du­szy publicz­nych insta­la­cja należy do Zarządu Portu w Saint-Nazaire, a nie do stoczni Chantiers de l’Atlantique reali­zu­ją­cej w niej swoje naj­bar­dziej spek­ta­ku­larne pro­jekty.
Dok, będący jed­no­cze­śnie śluzą łącząca basen Penhoët (de facto stocz­niowy basen wypo­sa­że­niowy) z pły­wo­wym estu­arium Loary, zapro­jek­to­wał Albert Caquot (1881−1976, jeden z naj­wy­bit­niej­szych fran­cu­skich inży­nie­rów XX w., aktywny zarówno na polu budow­nic­twa, jak i aero­nau­tyki). Prace roz­po­częły się w 1929 r., a zakoń­czono je 5 lat póź­niej. Dok otrzy­mał ofi­cjal­nie imię Louisa Jouberta (zmar­łego w 1930 r. pre­zesa Izby Handlowej Saint-Nazaire), ale nie­ofi­cjal­nie – od zapewne naj­słyn­niej­szego budo­wa­nego w nim statku, nazy­wano go dokiem Normandie. W owym cza­sie był to naj­więk­szy suchy dok na świe­cie.
Cała kon­struk­cja ma 350 m dłu­go­ści, 50 m sze­ro­ko­ści i 15,25 m wyso­ko­ści. Zamykają ją dwie bramy – sta­lowe kesony o dłu­go­ści 51 m i sze­ro­ko­ści 11 m. Otwieranie doku odby­wało się poprzez prze­su­wa­nie keso­nów na rol­kach w spe­cjalne wnęki znaj­du­jące się po jego lewej stro­nie (patrząc od strony Loary). Niecka doku mie­ścił około 260 tys. m3 wody.
Podejścia do Saint-Nazaire wiodą przez lej­ko­wate estu­arium Loary. Tor podej­ściowy, bie­gnący mię­dzy pły­ci­znami, ma około 10 km dłu­go­ści. Warunki nawi­ga­cyjne w zasad­ni­czym stop­niu deter­mi­no­wane są przez atlan­tyc­kie pływy, któ­rych skok (róż­nica poziomu mię­dzy niską a wysoką wodą) docho­dzi do 5,5 m.

Dok w Saint-Nazaire a wojna na Atlantyku

Gdy w 1934 r. ukoń­czono budowę doku im. Louisa Jouberta nikt zapewne nie był w sta­nie prze­wi­dzieć, że insta­la­cja ta już za kilka lat poten­cjal­nie zyska olbrzy­mie zna­cze­nie woj­skowe, a jej poprawne funk­cjo­no­wa­nie, bądź uszko­dze­nie albo znisz­cze­nie będzie mogło wywie­rać istotny wpływ na prze­bieg zma­gań toczą­cych się na Atlantyku. Francja, naj­więk­sza potęga lądowa ówcze­snej Europy, ze swoim stra­te­gicz­nym rdze­niem, chro­niona „nie­moż­liwą do prze­ła­ma­nia” Linią Maginota bynaj­mniej nie stwa­rzała wra­że­nia pań­stwa, które wkrótce, w ciągu zale­d­wie kilka tygo­dni upad­nie pod cio­sami hitle­row­skiego Wehrmachtu. Były to jed­nak tylko pozory siły.

  • Krzysztof Kubiak

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE