Rajd na Dieppe Operacja „Jubilee”, 19 sierp­nia 1942 r.

Rajd na Dieppe byl jedna z najbardziej kontrowersyjnych operacji II wojny swiatowej, zle zaplanowana i zupelnie niepotrzebną. Skończył się olbrzymimi stratami i niczego nie wniosl do ostatecznego zwyciestwa nad Niemcami.

Rajd na Dieppe byl jedna z naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­nych ope­ra­cji II wojny swia­to­wej, zle zapla­no­wana i zupel­nie nie­po­trzebną. Skończył się olbrzy­mimi stra­tami i niczego nie wniosl do osta­tecz­nego zwy­cie­stwa nad Niemcami.

Nieudany aliancki rajd na Dieppe szcze­gól­nie tra­gicz­nie zapi­sał się w pamięci Kanadyjczyków, któ­rzy w tej bitwie ponie­śli naj­więk­sze jed­no­ra­zowe straty w cza­sie II wojny świa­to­wej. Była to gorzka lek­cja, z któ­rej wycią­gnięto wiele waż­nych wnio­sków – głów­nych błę­dów wię­cej już nie popeł­niono – ale czy w ogóle potrzebna?

Patrząc dziś, z per­spek­tywy czasu, jest dla nas oczy­wi­ste, że jedyną drogą do poko­na­nia Niemców na Zachodzie było wysa­dze­nie desantu w Normandii, prze­rzu­ce­nie do Europy wiel­kich sił w postaci dwóch armii Wspólnoty Brytyjskiej (bry­tyj­skiej i kana­dyj­skiej), czte­rech armii ame­ry­kań­skich, jed­nej Wolnych Francuzów oraz alianc­kiej armii powietrz­no­de­san­to­wej i cięż­kie zma­ga­nia z nie­miec­kimi woj­skami, zdol­nymi do sta­wie­nia zadzi­wia­jąco sil­nego oporu na fron­cie zachod­nim mimo olbrzy­miego zaan­ga­żo­wa­nia na fron­cie wschod­nim. Jednak w latach 1941 – 1942 nie było to takie oczy­wi­ste. My już nie mówimy o okre­sie, kiedy to Wielka Brytania przez rok (od lata 1940 do lata 1941 r.) samot­nie wal­czyła o prze­trwa­nie. Nie o poko­na­nie Niemiec i Włoch, ale o wła­sne ist­nie­nie. Sytuacja zmie­niła się w czerwcu 1941 r. wraz z nie­miec­kim ata­kiem na ZSRR. Wielka Brytania mogła ode­tchnąć z ulgą. Groźba sro­mot­nej klę­ski została na razie odsu­nięta; dopóki Związek Sowiecki sta­wiał opór, oczy Niemiec były zwró­cone na wschód.
Większa nadzieja wstą­piła w Brytyjczyków pod koniec 1941 r., kiedy to Sowieci zdo­łali zatrzy­mać Wehrmacht pod Moskwą i kiedy to dzięki Japonii do wojny wcią­gnięto Stany Zjednoczone. Amerykańska potęga, zarówno prze­my­słowa, jak i (poten­cjal­nie) także mili­tarna, czyli zdol­ność do roz­wi­nię­cia sił znacz­nie więk­szych niż bry­tyj­skie, dawała szansę na poko­na­nie Niemiec, Włoch i Japonii razem wzię­tych. Wielka Brytania wkra­czała w 1942 r. w znacz­nie lep­szej sytu­acji niż rok wcze­śniej. Zaczęto więc myśleć o tym, jak wroga poko­nać, przy czym mówimy tu o bar­dzo kon­kret­nych pla­nach i dys­ku­sjach opar­tych na reali­stycz­nych pod­sta­wach. Choć wynik tych dys­ku­sji nie zawsze przy­no­sił wymierne rezul­taty, cza­sem poja­wiały się bar­dzo naiwne pomy­sły.
Jednym z takich pomy­słów było roz­wi­nię­cie stra­te­gicz­nej ofen­sywy bom­bo­wej prze­ciwko Niemcom, w wyniku któ­rej miało dojść do oba­le­nia wła­dzy Hitlera w wyniku wybu­chu rewo­lu­cyj­nego nie­za­do­wo­lo­nych mas. W końcu w taki wła­śnie spo­sób roz­strzy­gnęła się I wojna świa­towa. Wtedy nikt nie wkro­czył do Berlina czy Wiednia, a mimo to pań­stwa cen­tralne upa­dły. Dlaczego by więc i tym razem nie dopro­wa­dzić Niemiec do wyczer­pa­nia zdol­no­ści do pro­wa­dze­nia wojny poprzez sys­te­ma­tyczne bom­bar­do­wa­nia miast i prze­my­słu? Lotnictwo to nowe, coraz potęż­niej­sze narzę­dzie, które prze­szło w ciągu kil­ku­dzie­się­ciu zale­d­wie lat tak potężny roz­wój. Z per­spek­tywy tam­tych lat wszystko wyda­wało się moż­liwe.
Amerykanie nato­miast nale­gali na jak naj­szyb­sze otwar­cie dru­giego frontu w Europie Zachodniej. Pod ich wpły­wem w 1942 r. powstał plan ope­ra­cji „Round-up”, prze­wi­du­jący lądo­wa­nie w pół­noc­nej Francji już wio­sną 1943 r. Według tego planu 48 dywi­zji alianc­kich miało zostać wysa­dzo­nych na sze­ro­kim fron­cie od Boulogne do Le Havre. Plan był jed­nak nie­re­alny ze względu na ówcze­sny brak odpo­wied­niej ilo­ści środ­ków desan­to­wych, trans­portu mor­skiego oraz nie­moż­li­wość przy­go­to­wa­nia takiej masy wojsk ame­ry­kań­sko-bry­tyj­skich w zakła­da­nym ter­mi­nie. Istniały też i inne plany, celem któ­rych było nie otwar­cie dru­giego frontu w Europie Zachodniej, a po pro­stu odcią­że­nie frontu wschod­niego przez ogra­ni­czony atak na fran­cu­skie wybrzeże. Jednym z takich pomy­słów była ope­ra­cja „Sledgehammer”, prze­wi­du­jąca zdo­by­cie Brestu bądź Cherbourga już jesie­nią 1942 r. W miarę przy­by­wa­nia coraz więk­szych sił ze Stanów Zjednoczonych i wysta­wia­nych przez Brytyjczyków miały one zostać prze­rzu­cone na przy­czó­łek, by wio­sną 1943 r. roz­wi­nąć z niego natar­cie w głąb Francji. Koncepcje obu pla­nów, „Roundup” i „Sledgehammer”, zostały przed­sta­wione Brytyjczykom 8 kwiet­nia 1942 r., w cza­sie wizyty pre­zy­denta Franklina D. Roosevelta i jego doradcy Harry L. Hopkinsa w Londynie. Zamiast tego jed­nak Churchill zdo­łał wyper­swa­do­wać Amerykanom skie­ro­wa­nie sił począt­kowo na pery­fe­ria zma­gań z Niemcami – do Afryki Północno-Zachodniej, na tery­to­rium kon­tro­lo­wane przez fran­cu­ski rząd Vichy. Miało to umoż­li­wić wzię­cie nie­miecko-wło­skich wojsk w Afryce Północnej w klesz­cze od wschodu (8. Armia) i zachodu (siły lądu­jące w ramach ope­ra­cji „Torch”). Działania na tych dru­go­rzęd­nych z punktu widze­nia Amerykanów obsza­rach miały dwa cele. Po pierw­sze miały dać oka­zję nie­do­świad­czo­nym woj­skom Stanów Zjednoczonych do nabra­nia doświad­cze­nia bojo­wego, usu­nię­cia nie­do­cią­gnięć i pozna­nia prze­ciw­nika, tak by do Europy Zachodniej wkro­czyć jako peł­no­war­to­ściowa armia, już „ostrze­lana” i „dotarta”. Po dru­gie wpi­sy­wały się w bry­tyj­ską stra­te­gię „upusz­cza­nia krwi” przed osta­tecz­nym dobi­ciem bestii, kiedy będzie już wystar­cza­jąco osła­biona i wyczer­pana – zwłasz­cza dzia­ła­niami na fron­cie wschod­nim, pod­czas gdy alianci zachodni mieli pro­wa­dzić dzia­ła­nia zmie­rza­jące do dodat­ko­wego wyczer­pa­nia prze­ciw­nika. Miało to być coś pośred­niego pomię­dzy nęka­niem a otwartą walką.
Winston Churchill uznał ame­ry­kań­skie pro­po­zy­cje za nie­re­alne. Ale dzia­ła­nia zmie­rza­jące do wyczer­pa­nia prze­ciw­nika przed jego osta­tecz­nym poko­na­niem uzna­wał za wła­ściwe i celowe. Dlatego wła­śnie zakro­jone na więk­szą skalę ope­ra­cje mili­tarne miały być pro­wa­dzone na pery­fe­riach. Obszar Morza Śródziemnego ide­al­nie się do tego nada­wał, jako że pano­wa­nie na nim chro­niło też bry­tyj­skie posia­dło­ści na Bliskim Wschodzie i uła­twiało utrzy­ma­nie linii komu­ni­ka­cyj­nych z Indiami – bry­tyj­ską „perłą w koro­nie”. Natomiast na głów­nym kie­runku w Europie Zachodniej opo­wia­dano się za dzia­ła­niami nęka­ją­cymi o cha­rak­te­rze raj­dów, mają­cych dez­or­ga­ni­zo­wać prze­ciw­nika i zmu­szać go do utrzy­my­wa­nia tu sił, które tym samym nie mogły tra­fić na front wschodni.

Dowództwo Operacji Połączonych

Do reali­za­cji dzia­łań nęka­ją­cych powo­łano Dowództwo Operacji Połączonych. Chodziło o nad­zór nad akcjami pro­wa­dzo­nymi przez powo­łaną nie­mal rów­no­cze­śnie służbę – Special Service Brigade, któ­rej bata­liony kilka mie­sięcy póź­niej nazwano „com­mando” wzo­rem bur­skich pod­od­dzia­łów par­ty­zanc­kich z okresu Wojny Burskiej (1899−1902) w Afryce Południowej (dzi­siej­szej Namibii). Określenie com­mando jako nazwa całej for­ma­cji przy­lgnęło już na stałe i nawet zostało prze­nie­sione do języka pol­skiego – koman­dosi. Pomysłodawcą eli­tar­nej for­ma­cji, do któ­rej byliby kie­ro­wani ochot­nicy ze wszyst­kich rodza­jów sił zbroj­nych, był ppłk Dudley Clarke (1899−1974), w okre­sie kam­pa­nii fran­cu­skiej 1940 r. asy­stent woj­skowy szefa Sztabu Imperialnego, gen. Sir Johna Dilla. To wła­śnie jemu zapre­zen­to­wał on swój pomysł 5 czerwca 1940 r., a ten dzień póź­niej przed­sta­wił go nowemu pre­mie­rowi, Winstonowi S. Churchillowi. 8 czerwca pomysł został zatwier­dzony i w ramach War Office (Ministerstwa Wojny) powo­łano sek­cję M09 odpo­wie­dzialną za for­mo­wa­nie nowych jed­no­stek, a także za rekru­ta­cję i szko­le­nie per­so­nelu do nich. Za M09 odpo­wia­dał począt­kowo zastępca szefa Zarządu Operacyjnego War Office, gen. bryg. Otto M. Lund. To sekre­tarka tej sek­cji, Joan Bright, stała się pier­wo­wzo­rem słyn­nej Miss Moneypenny z powie­ści o Jamesie Bondzie. Autor tych powie­ści, Ian Flemming, który w tym cza­sie two­rzył oddział dywer­syjny Royal Navy – 30th Assault Unit, także był czę­ścią nowo two­rzo­nej dywer­syj­nej machiny, mają­cej dez­or­ga­ni­zo­wać i nękać Niemców na oku­po­wa­nym kon­ty­nen­cie. Jeszcze jeden kie­ru­nek sta­no­wiło powsta­jące wów­czas SOE – Special Operations Executive, dowódz­two odpo­wie­dzialne za dzia­ła­nia dywer­syjno-sabo­ta­żowo-szpie­gow­skie na tere­nie oku­po­wa­nej Europy.
Bardzo szybko powo­łano do życia nowy zarząd pod­le­gły pod wzglę­dem facho­wym M09, kie­ro­wany począt­kowo przez gen. por. Sir Alana G. B. Bourne, komen­danta Royal Marines (kró­lew­skiej pie­choty mor­skiej). Jego tytuł na czele nowego zarządu to „Commander of Raiding Operations on Coasts in Enemy Occupation and Adviser to the Chiefs of Staff on Combined Operations”, czyli dowódca ope­ra­cji raj­do­wych na wybrzeże oku­po­wane przez wroga oraz doradca sze­fów sztabu w zakre­sie ope­ra­cji połą­czo­nych. Jednakże już 17 lipca 1940 r. zarząd został prze­for­mo­wany w Dowództwo Operacji Połączonych, a na jego czele sta­nął adm. floty Sir Roger J. B. Keyes – boha­ter ope­ra­cji dywer­syj­nych w Zeebruge i Ostendzie, które to ope­ra­cje zapla­no­wał i nimi kie­ro­wał. W 1931 r. skoń­czył 60 lat i prze­szedł na eme­ry­turę; teraz ponow­nie powo­łano go do służby.

  • Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE