Radziecki czołg średni T-62 cz.1

  • Wojsko i Technika – Historia numer spe­cjalny 2/2019
Czołgi T-62 na poligonie w Świętoszowie.

Czołgi T-62 na poli­go­nie w Świętoszowie.

Czołg T-62 powstał w wyniku dwóch „natu­ral­nych” pro­ce­sów i dwóch zbie­gów oko­licz­no­ści. Pierwszy pro­ces doty­czył stop­nio­wego dosko­na­le­nia pro­du­ko­wa­nych masowo czoł­gów z rodziny T-54 (opi­sa­nych w WiTH nr 12/2018). Na całym świe­cie powszech­nie sto­suje się zasadę, zgod­nie z którą udane wzory uzbro­je­nia są stop­niowo dosko­na­lone aż do wyczer­pa­nia ich poten­cjału moder­ni­za­cyj­nego, co nastę­puje w momen­cie, gdy dal­sza moder­ni­za­cja oka­zuje się mniej efek­tywna i opła­calna, niż skon­stru­owa­nie nowego sprzętu. Drugi pro­ces, to dąże­nie biura kon­struk­cyj­nego przy fabryce nr 183 w Niżnym Tagile do uzy­ska­nia samo­dziel­no­ści, gdyż przez kil­ka­na­ście powo­jen­nych lat zaj­mo­wało się ono nie­mal wyłącz­nie nad­zo­ro­wa­niem pro­duk­cji pojaz­dów skon­stru­owa­nych w Charkowie.

Pierwszym zbie­giem oko­licz­no­ści były nie­ocze­ki­wane pro­blemy z czoł­giem kolej­nej gene­ra­cji, powsta­ją­cym w Charkowie. Gdyby Obiekt 430432 został dopra­co­wany na czas i zaak­cep­to­wany przez armię, jego masowa pro­duk­cja ruszy­łaby we wszyst­kich fabry­kach czoł­gów w ZSRR (tak było z T-54) i nikt nie byłby zain­te­re­so­wany dal­szą ewo­lu­cją wozu poprzed­niej gene­ra­cji. Drugim zbie­giem oko­licz­no­ści było ujaw­nie­nie infor­ma­cji o nowych arma­tach czoł­go­wych pro­du­ko­wa­nych i kon­stru­owa­nych w Wielkiej Brytanii, które były lep­sze nie tylko od uży­wa­nych w T-54/55 100 mm D-10T, ale i pla­no­wa­nych dla Obiektu 430 armat D-54.
Doskonalenie wozów bojo­wych doty­czy naj­czę­ściej kilku obsza­rów. Najprościej zasto­so­wać nową amu­ni­cję oraz przy­rządy obser­wa­cyjno-celow­ni­cze. Więcej wysiłku wymaga od inży­nie­rów zasto­so­wa­nie nowego głów­nego uzbro­je­nia (armaty) oraz nowego silnika/układu prze­nie­sie­nia mocy. Największym wyzwa­niem jest zwy­kle wzmoc­nie­nie bazo­wego opan­ce­rze­nia, co czę­sto wymaga np. skon­stru­owa­nia nowej wieży (co zda­rzyło się np. dwu­krot­nie w przy­padku czoł­gów Leopard). Prostszą alter­na­tywą bywa zasto­so­wa­nie opan­ce­rze­nia dodat­ko­wego w postaci ekra­nów i modu­łów zewnętrz­nych, doda­nych do dotych­cza­so­wego pan­ce­rza.
Obiekt 142 widziany z góry.

Obiekt 142 widziany z góry.

W przy­padku czoł­gów z rodziny T-54 pierw­szy etap moder­ni­za­cji miał dość ogra­ni­czony cha­rak­ter. Zaczęto na nich insta­lo­wać armaty sta­bi­li­zo­wane naj­pierw w jed­nej (1954 r.), a potem w dwóch płasz­czy­znach (1956 r.). Wprowadzono nocne przy­rządy obser­wa­cyjno-celow­ni­cze (1957 r.) oraz osprzęt do for­so­wa­nia rzek po dnie (1958 r.). Zastosowano trwal­sze gąsie­nice (1966 r.) i uno­wo­cze­śnione środki łącz­no­ści. Nietypową moder­ni­za­cją było wpro­wa­dze­nie w prze­dziale bojo­wym wykła­dzin pochła­nia­ją­cych pro­mie­nio­wa­nie prze­ni­kliwe (1962 r.). Dalsze zmiany – wdro­że­nie nowej amu­ni­cji, zasto­so­wa­nie zewnętrz­nego opan­ce­rze­nia dodat­ko­wego itd. wpro­wa­dzano w trak­cie kapi­tal­nych remon­tów tych czoł­gów na prze­ło­mie lat 70. i 80. ub. wieku, gdy były już pro­du­ko­wane w ZSRR wozy bojowe kolej­nych dwóch gene­ra­cji.
Twórcy T-54, czyli inży­nie­ro­wie z KB-60 przy fabryce nr 75 w Charkowie kie­ro­wani przez A. Morozowa wyka­zy­wali nie­wiel­kie zain­te­re­so­wa­nie moder­ni­za­cją star­szych czoł­gów kon­cen­tru­jąc się na opra­co­wa­niu wozu nowej gene­ra­cji – póź­niej­szego T-64. Gdyby czołg ten powstał na czas, takie podej­ście byłoby jak naj­bar­dziej zasadne. Niestety, na prze­szko­dzie sta­nęły zarówno czyn­niki obiek­tywne, jak i subiek­tywne. Prawdopodobnie naj­więk­szy wpływ na póź­niej­sze pro­blemy miało żąda­nie woj­ska, aby nowy czołg był pod każ­dym wzglę­dem lep­szy od T-54 (siła ognia, opan­ce­rze­nie, ruchli­wość w tere­nie), a rów­no­cze­śnie nie był od niego zna­cząco cięż­szy. Zmusiło to kon­struk­to­rów do poszu­ki­wa­nia ory­gi­nal­nych i czę­sto ryzy­kow­nych roz­wią­zań, wsku­tek czego ryzyko tech­niczne (praw­do­po­do­bień­stwo stwo­rze­nia nie­uda­nej kon­struk­cji) sys­te­ma­tycz­nie rosło. Nowy wóz musiał być nie kon­struk­cją ewo­lu­cyjną, bazu­jącą na spraw­dzo­nym T-54, a rewo­lu­cyjną.
Ostatecznie wyma­ga­nia woj­ska speł­niono, ale pro­ces two­rze­nia nowego czołgu, a szcze­gól­nie jego dopra­co­wy­wa­nia trwał znacz­nie dłu­żej, niż zakła­dano, a liczne zasto­so­wane inno­wa­cje (sil­nik o nie­ty­po­wej kon­struk­cji, nowy układ jezdny, auto­mat łado­wa­nia armaty) spra­wiały wiele nie­przy­jem­nych nie­spo­dzia­nek, zanim zostały „okieł­znane”. Z cza­sem ujaw­niła się jesz­cze jedna sła­bość nowej kon­struk­cji: w walce o ogra­ni­cze­nie masy zapro­jek­to­wano pojazd bar­dzo nie­wielki, o cia­snym wnę­trzu. Jakiekolwiek zmiany wypo­sa­że­nia były przez to bar­dzo utrud­nione, a więc poten­cjał moder­ni­za­cyjny nowego wozu był ogra­ni­czony. Jego pro­duk­cja była na doda­tek znacz­nie bar­dziej skom­pli­ko­wana, niż T-54, a obsługa w jed­nost­kach wyma­gała wyż­szego poziomu kul­tury tech­nicz­nej. Braki w tej ostat­niej dzie­dzi­nie pro­wa­dziły do czę­stych awa­rii, głów­nie układu napę­do­wego i licz­nych, zwy­kle nie­uza­sad­nio­nych narze­kań i skarg z jed­no­stek.
W tej sytu­acji dal­sza moder­ni­za­cja wozów z rodziny T-54/55 stała się nie tylko zasadna, ale konieczna. W ten spo­sób poja­wiła się szansa dla biura kon­struk­cyj­nego z Niżnego Tagiłu, kie­ro­wa­nego przez bar­dzo ambit­nego L. Karcewa. Jego pierw­sze próby w dzie­dzi­nie samo­dziel­nego kon­stru­owa­nia czoł­gów były jed­nak nie­zbyt zachę­ca­jące. Obiekt 140, czyli w teo­rii zna­cząco udo­sko­na­lony T-54 oka­zał się kon­struk­cyjną kata­strofą. Co szcze­gól­nie dziwne, był także nie­tech­no­lo­giczny, czyli trudny w ewen­tu­al­nej pro­duk­cji. Zwykle ta wada jest rezul­ta­tem ode­rwa­nia biur kon­struk­cyj­nych od realiów pro­duk­cji, pod­czas gdy zespół kon­struk­to­rów z fabryki nr 183 zaj­mo­wał się przez lata nad­zo­ro­wa­niem tej ostat­niej! Po spek­ta­ku­lar­nym fia­sku prac nad Obiektem 140 zespo­łowi ode­brano prawo do samo­dziel­nego pro­jek­to­wa­nia czoł­gów, zezwa­la­jąc jedy­nie na drobne moder­ni­za­cje.
Nie zra­żony porażką Karcew w ramach tychże pró­bo­wał pójść jak naj­da­lej – chciał testo­wać nowe uzbro­je­nie, nowe sil­niki, nowe układy jezdne i nowy kształt wieży. Wyprzedzając nar­ra­cję wypada skon­sta­to­wać, że spora część z tych pomy­słów, cho­ciaż nie została zaak­cep­to­wana dla zmo­der­ni­zo­wa­nych T-54/55, to została wyko­rzy­stana pod­czas kolej­nego „spi­sku” Karcewa, czyli „tagi­li­za­cji” char­kow­skiego czołgu T-64, czego wyni­kiem było powsta­nie T-72.
Pierwszym z nich był Obiekt 140, który miał zna­cząco prze­wyż­szać T-54. Zmodyfikowano układ jezdny wpro­wa­dza­jąc 6 par kół bież­nych o mniej­szej śred­nicy i zmie­nio­nej kon­struk­cji (z alu­mi­nio­wymi dys­kami i sze­ro­kimi ban­da­żami gumo­wymi) zamiast pię­ciu par. Wprowadzono także trzy pary rolek pod­trzy­mu­ją­cych górny bieg gąsie­nic. Zastosowano nowy sil­nik TD-12 (8D12U) o mocy 420 kW. Opracowano kadłub o dość skom­pli­ko­wa­nym kształ­cie i kon­struk­cji. Znacząco, z 1860 do 2230 mm powięk­szono śred­nicę pier­ście­nia wio­dą­cego wieży. W tyl­nym pan­ce­rzu wieży wyko­nano otwór, przez który były wyrzu­cane łuski, co osta­tecz­nie roz­wią­zało pro­blem ich maga­zy­no­wa­nia wewnątrz wozu pod­czas inten­syw­nego strze­la­nia. Łuski są źró­dłem gazów pro­cho­wych, któ­rych nie może usu­nąć prze­dmu­chi­wacz. Późniejsze próby wyka­zały, że stę­że­nie gazów pro­cho­wych w prze­dziale bojo­wym pod­czas inten­syw­nego strze­la­nia zma­lało dwu­krot­nie w porów­na­niu z wieżą bez wyrzut­nika. Otwieranie pokrywy wyrzut­nika było auto­ma­tyczne i sprzę­żone z odrzu­tem lufy.
Niezależnie od pokła­da­nych w nowej kon­struk­cji nadziei, już próby fabryczne prze­pro­wa­dzone w poło­wie 1957 r. dowio­dły m.in., że układ napę­dowy sil­nie się prze­grzewa, a alu­mi­niowe koła mają nie­wy­star­cza­jącą wytrzy­ma­łość. Usunięcie wad i zmianę kon­struk­cji kadłuba uznano za zbyt skom­pli­ko­wane i Ministerstwo Obrony ZSRR wstrzy­mało prace nad Obiektem 140.
Obiekt 141 był „zwy­kłym” T-54 z wcze­sną wer­sją armaty D-54 zaopa­trzoną w dwu­ko­mo­rowy hamu­lec wylo­towy i sta­bi­li­za­tor Raduga. Zaczęto go pro­jek­to­wać w 1952 r. W 1955 r. pro­to­typ skie­ro­wano na poli­gon w Kubince. W 1959 r. na tym samym pojeź­dzie zamon­to­wano armatę U-5T, z któ­rej następ­nie oddano 350 strza­łów. W 1961 r. zamon­to­wano armatę łado­waną amu­ni­cją roz­dzielną. Prace reali­zo­wano w ramach OKR Żełud (żołędź) i czę­sto tak samo nazy­wano cały czołg.
Obiekt 142, skon­stru­owany w 1958 r. „na zle­ce­nie” dowódcy wojsk pan­cer­nych mar­szałka Połubojarowa miał łączyć kadłub T-54 z wieżą i uzbro­je­niem Obiektu 140. Nie było to połą­cze­nie bez­pro­ble­mowe, gdyż trzeba było zwięk­szyć śred­nicę pier­ście­nia wio­dą­cego wieży z 1860 do 2230 mm. Dla przy­spie­sze­nia budowy pierw­szego pro­to­typu wyko­rzy­stano bla­chy kadłuba nie­do­koń­czo­nego dru­giego Obiektu 140, do któ­rych dopa­so­wano układ jezdny T-54. Ponieważ śro­dek masy wozu prze­su­nął się do przodu, zmie­niono roz­staw kół bież­nych. W T-54/55 mię­dzy pierw­szą a drugą parą kół był spory odstęp, a w „142” trzy pierw­sze pary zna­la­zły się bli­sko sie­bie, a dwie ostat­nie roz­su­nięto. Odlewaną wieżę z przy­spa­wa­nym stro­pem oraz coko­łem włazu celow­ni­czego, a także przy­mo­co­wa­nym śru­bami coko­łem włazu dowódcy prze­jęto z Obiektu 140. Armata D-54TS była sprzę­żona ze sta­bi­li­za­to­rem Wjuga. Zastosowano także nie­zbyt udany sil­nik TD-12. Ostateczny rezul­tat prac był taki, że zamiast T-54 z wieżą Obiektu 140 zbu­do­wano Obiekt 140 z ukła­dem jezd­nym T-54, a to obcią­żyło nowy pojazd więk­szo­ścią nie­do­sko­na­ło­ści „stocz­ter­dziestki”.
Obiekt 150 był jed­nym z pojaz­dów bojo­wych, któ­rych głów­nym uzbro­je­niem miały być prze­ciw­pan­cerne poci­ski kie­ro­wane (ppk), a które opra­co­wy­wano w ZSRR w dru­giej poło­wie lat 50. ub. wieku. Ta „moda” była skut­kiem bar­dzo wyso­kich ocen sku­tecz­no­ści ppk i nadziei, że w krót­kim cza­sie zastą­pią one wszyst­kie inne prze­ciw­pan­cerne środki walki, włącz­nie z kla­sycz­nymi arma­tami prze­ciw­pan­cer­nymi i arma­tami czoł­go­wymi. Wyrzutnię posta­no­wiono umie­ścić w obro­to­wej wieży, ale oka­zało się, że dla swo­bod­nego mani­pu­lo­wa­nia poci­skami wewnątrz wozu śred­nica pier­ście­nia wio­dą­cego wieży musi być więk­sza, niż sto­so­wa­nego w czoł­gach T-54. Dlatego wybrano pier­ścień z Obiektu 140, a to wyma­gało albo zasto­so­wa­nia całego kadłuba z tego pojazdu, o któ­rym było już wia­domo, że jest nie­udany, albo prze­bu­dowy kadłuba T-54. Wybrano to dru­gie roz­wią­za­nie, a wsku­tek zasto­so­wa­nia pier­ście­nia o śred­nicy więk­szej o 410 mm kadłub został nieco wydłu­żony. Konstrukcja Obiektu 150 i jego histo­ria wyma­gają odręb­nego omó­wie­nia.
Dwa inne pojazdy, zapro­jek­to­wane w biu­rze kon­struk­cyj­nym fabryki nr 183, były bez­po­śred­nimi „przod­kami” T-62 i dla­tego zostaną opi­sane nieco dokład­niej.
Obiekt 165 był kolejną próbą połą­cze­nia kadłuba i układu jezd­nego T-54 z wieżą Obiektu 140. Prace nad nim roz­po­częto w 1957 r. (ofi­cjal­nie – w sierp­niu 1958 r.), a dwa wozy były gotowe do prób w paź­dzier­niku 1959 r. Co cie­kawe, w nie­któ­rych mate­ria­łach biura kon­struk­cyj­nego nazwy „Obiekt 165 pierw­szy” uży­wano wobec… Obiektu 142! Konstruktorzy, mądrzejsi o doświad­cze­nia zebrane pod­czas prac nad Obiektem 142, nie korzy­stali już z blach kadłuba Obiektu 140. Zamiast tego wyko­rzy­stali kadłub opra­co­wa­nego nieco wcze­śniej Obiektu 150, na któ­rym umie­ścili zmo­dy­fi­ko­waną wieżę Obiektu 142. Miała ona nadal kon­struk­cję odle­waną z dospa­wa­nym stro­pem. Uzbrojenie sta­no­wiła armata U-8TS (2A24) z bruz­do­waną lufą i sta­bi­li­za­to­rem Meteor oraz mecha­ni­zmem wyrzu­ca­nia łusek z wieży przez pro­sto­kątny otwór z auto­ma­tycz­nie otwie­raną klapą umiesz­czony w tyl­nej czę­ści jej stropu.
Ponieważ biuro kon­stru­ujące sta­bi­li­za­tory podało bar­dzo odle­gły ter­min reali­za­cji nowego zamó­wie­nia, pro­to­typ Meteora został podobno wyko­nany w nie­mal cha­łup­ni­czych warun­kach przez grupę entu­zja­stów z Niżnego Tagiłu z wyko­rzy­sta­niem pod­ze­spo­łów star­szych i nie­od­po­wied­nich dla nowej armaty sta­bi­li­za­to­rów Cikłon i Liwień. Wojskowi nale­gali na zasto­so­wa­nie armaty U-8TS, ponie­waż takie samo uzbro­je­nie miało być zasto­so­wane w Obiekcie 430, czyli póź­niej­szym T-64, który miał być pod­sta­wo­wym czoł­giem radziec­kim.
Armata była zmo­der­ni­zo­wa­nym dzia­łem D-54TS – miała wzmoc­nioną lufę o masie 2400 kg, a skok bruzd został zwięk­szony z 25 do 35 kali­brów. Prędkość począt­kowa poci­sku prze­ciw­pan­cer­nego wyno­siła 1015 m/s, dono­śność na wprost 1200 m, prze­bi­jal­ność na dystan­sie 2 km – 200 mm stali usta­wio­nej pod kątem 0°. Z armatą był sprzę­żony celow­nik TSz2A i kara­bin maszy­nowy SGMT kal. 7,62 mm. Drugi taki sam kara­bin maszy­nowy zamon­to­wano w kadłu­bie – strzel­nica znaj­do­wała się w przed­niej pły­cie pan­ce­rza, podob­nie, jak w czoł­gach T-54.
W pro­to­ty­pie zasto­so­wano nowe odle­wane koła bieżne o nie­zmie­nio­nej śred­nicy, ale z cha­rak­te­ry­stycz­nymi żebrami, lecz póź­niej wró­cono do kół z dys­kami tło­czo­nymi z bla­chy. W sumie zbu­do­wano trzy, róż­niące się nieco od sie­bie Obiekty 165 (dwa z nich miały np. „seryjny” sta­bi­li­za­tor Kometa). Używano wobec nich nazwy Uralec, ale nie przy­jęła się ona, podob­nie, jak póź­niej nazwa Urał dla T-72.

Niszczyciel czołgów Obiekt 150 – czyli IT-1 (istriebitiel tankow).

Niszczyciel czoł­gów Obiekt 150 – czyli IT-1 (istrie­bi­tiel tan­kow).

W trak­cie prób na co naj­mniej jed­nym wozie zamon­to­wano udo­sko­na­loną wieżę Obiektu 166, ale z armatą U-8TS. Obiekt 165 został w 1961 r. przy­jęty na uzbro­je­nie (posta­no­wie­nie nr 729 – 305) jako T-62A. Zgodnie z decy­zją rządu z paź­dzier­nika 1962 r. pro­duk­cja miała ruszyć we wrze­śniu następ­nego roku. Jednak już w marcu 1963 r. zarzą­dzono rezy­gna­cję z U-8TS na rzecz armat gład­ko­lu­fo­wych i dla­tego pro­duk­cji seryj­nej armaty i czołgu nie uru­cho­miono. Do końca 1962 r. zbu­do­wano jedy­nie 5 wozów serii infor­ma­cyj­nej.
Obiekt 166 był wła­ści­wie nie­znacz­nie zmo­der­ni­zo­wa­nym „165”, a główna róż­nica spro­wa­dzała się do zasto­so­wa­nia gład­ko­lu­fo­wej armaty U-5TS. Ponieważ jed­nak ten czołg powsta­wał nieco póź­niej, niż wóz z armatą bruz­do­waną (ofi­cjalny począ­tek prac, to 1959 r.), poja­wiła się moż­li­wość zasto­so­wa­nia zmo­dy­fi­ko­wa­nej wieży. Jej dzwon, nazy­wany w ZSRR koł­pa­kiem, był w cało­ści odle­wany dzięki postę­powi w tech­no­lo­giach odlew­ni­czych, który umoż­li­wił wyko­na­nie odlewu wyso­kiej jako­ści o bar­dzo zróż­ni­co­wa­nej gru­bo­ści ścia­nek: od 185 mm w przed­niej czę­ści jej boków, do 20 mm na stro­pie. Dzięki temu zli­kwi­do­wano strefy o obni­żo­nej wytrzy­ma­ło­ści, jakimi były wów­czas złą­cza spa­wane. Włazy dowódcy i celow­ni­czego zamo­co­wano na pan­ce­rzu wieży bez pośred­nic­twa przy­spa­wy­wa­nych lub przy­krę­ca­nych śru­bami coko­łów. Także te strefy łącze­nia były bowiem uzna­wane za znacz­nie słab­sze od reszty kon­struk­cji.
Równocześnie zre­zy­gno­wano z mon­tażu prze­ciw­lot­ni­czego kara­binu maszy­no­wego na wła­zie ładow­ni­czego (w tym samym mniej wię­cej cza­sie podobną zmianę wpro­wa­dzono w czoł­gach rodziny T-54/55). Głównym kon­struk­to­rem nowej wieży był F. Berkowicz, a wspo­ma­gali go kon­struk­to­rzy, któ­rzy opra­co­wali znacz­nie wcze­śniej odle­waną wieżę dla T-34. Produkcję oprzy­rzą­do­wa­nia pro­duk­cyj­nego (kokile), a póź­niej pro­duk­cję odle­wów wieży pro­wa­dzono w zakła­dach w Czelabińsku.

  • Tomasz Szulc

To jest skrócona wersja artykułu.

CZYTAJ E-WYDANIE KUP WYDANIE PAPIEROWE